Komentarze

Wiesław Pilch: Chiny mają pomóc USA?

„Ministrowie Grupy 20 ponowili wezwanie do takich eksportowych potęg, jak Chiny, by stymulowały swój popyt wewnętrzny, pomagając tak zadłużonym krajom, jak Stany Zjednoczone, odbudować swe finanse bez ryzyka dla anemicznego ożywienia na świecie.”

Źródło: Reuters

Kiedy niedawno wieczorem przeczytałem ten akapit, resztka włosów stanęła mi na głowie dęba. Poprosiłem Czcigodną Małżonkę o pomoc, albowiem nie byłem pewien czy przypadkiem nie oszalałem i czy to co przeczytałem nie jest jakimś mirażem. Ale wygląda na to, że ze mną na razie jest wszystko w porządku, natomiast faceci z MFW zarabiający… ho, ho i jeszcze trochę postanowili zaszaleć i wyszło jak powyżej.

No bo jeśli potrafię czytać, to ni mniej ni więcej tylko Chiny mają pomóc USA  i innym krajom odbudować rynek finansowy i tym samym przyspieszyć anemiczne ożywienie. I świat cały ruszy raźno do przodu, wtedy gdy ChRL zdecyduje się na umocnienie juana w szybkim tempie. DROBIAZG!

yuan

fot: Polylepsis

Pozwoliłem sobie na pewien skrót myślowy, w którym stymulowanie popytu wewnętrznego jest równoznaczne z umocnieniem się juana. To oczywiście prawda, natomiast do umocnienia się juana potrzebna jest przede wszystkim wola polityczna rządu w Pekinie. W tym artykule pozwolę sobie napisać coś więcej na temat popytu wewnętrznego w Chinach i wzmocnienia lub nie  juana.

Ale wróćmy do zacytowanej  myśli z Reuters’a. Chiny mają pomóc USA w ich problemach finansowych! Toż to  przecież horrendum i rzecz niebywała, aby rząd USA musiał wzywać na odsiecz harcowników w MFW, aby ci poprzez szerokie forum „opinii publicznej” wywarli presję na Chiny, aby te z kolei wreszcie tego swojego juana wzmocniły.

Mówię horrendum, bo:

1.    to w USA wyhodowano i zarażono cały świat insektami bankowymi (czyli produktami bezwartościowymi, za które kazano sobie słono płacić) , zarabiając przy tym majątki,

  1. doprowadzono do największego od lat 30- tych kryzysu instytucji finansowych jako takich- jak świat długi i szeroki,
  2. w wyniku tego kryzysu ów świat, a więc poszczególne kraje z osobna (każdy we własnym zakresie BEZ POMOCY  USA ), musiały w mniejszym lub większym stopniu wprowadzić olbrzymie; sięgające setek miliardów pakiety stymulacyjne, aby owo tsunami finansowe, które przyszło z USA, a zniszczyło rodzimy rynek finansowy – zrównoważyć.
  3. jakby tego było mało, rząd USA przy pomocy Rezerwy Federalnej (ich bank centralny) ustanowił tak szokująco niskie stopy procentowe (w przedziale 0-0,25%), że wszyscy spekulujący walutą wzięli gigantyczne pożyczki w dolarach (bo dolar jest tani) i zaczęli tymi pieniędzmi dokonywać przeróżnych inwestycji krótkoterminowych na których zarabiali i zarabiają krocie. Oczywiście nie trzeba dodawać, że te spekulacje odbywały się poza granicami USA i płacili za to obywatele państw, w których te amerykańskie insekty bankowo – finansowe się ulokowały (takim klasycznym przykładem był mocne osłabienie pary EURO/PLN do ok. 4,9 złotego po uprzednim umocnieniu go do 3,35). Zarobki banków inwestycyjnych GP Morgan Chase czy Goldman Sachs szły  w miliardy w ciągu kwartału co można było zobaczyć czytając ich wyniki finansowe za I kw. 2009 r. A takich miejsc jak Polska było i jest setki na świecie i ten nikczemny proceder trwa dalej – niczym nie zakłócony.

Słowem: Stany Zjednoczony okradły cały świat z ponad 17 bln. $ (1) na przestrzeni ostatnich 2 lat (tylko pomoc i gwarancje publiczne,  pakiety stymulacyjne) i okradają dalej.

I cóż ten świat robi z tym fantem- NIC! Żaden prokurator w jakimkolwiek zakątku globu nie dostał powiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Dlaczego? No niechby kto spróbował! Dostałby w łeb tak, że odechciałoby mu się dochodzić sprawiedliwości. Widziałby kto? Jak nie MFW to Bank Światowy, albo inny bank od którego jest się uzależnionym, albo jakaś mała restrykcja w handlu…

Jednym słowem…dwa słowa. Nie ma bata na bandycką politykę finansową instytucji działających z terenu USA lub z tego kraju pochodzących.

I tu nagle, największy złodziej sam sobie przy okazji robiąc krzywdę, żąda a nie prosi (zważcie Państwo na ostatnią uchwałę Kongresu USA, która ma wywrzeć presję na Chiny, by podwyższyły kurs juana), aby to właśnie Chiny pomogły mu w jego kłopotach.

Na całe szczęście prezes chińskiego banku centralnego Zhou Xiaochuan przekazał niedawno wiadomość, która z grubsza brzmi: nasza waluta, nasza sprawa, nasze tempo.

Chciałbym w ten sposób zwrócić Państwa uwagę na przewrotność amerykańskich (i nie tylko) żądań, kierowanych w ostatnim czasie w kierunku Pekinu. Sprowadzają się one do stwierdzenia: powodzi się wam dobrze, to podzielcie się z nami. Oczywiście PKB Chin rośnie jak na drożdżach, wzrost  9,5-9,7% r/r przy schładzających rynek ruchach władz centralnych i wynosi ponad 5 bln $, ale trzeba pamiętać, że ta cyfra musi być podzielona przez 1 mld. 350mln. mieszkańców co daje dochód na mieszkańca w okolicach 1980 $ na osobę przy amerykańskim 3786 $ na osobę(2).

Nie rozumiem jak bardzo trzeba być bezczelnym – lub jak bardzo zdeterminowanym (sic!) – aby podobny apel upublicznić. Ale widocznie niewiele rozumiem z tego świata!

W kontekście tej amerykańskiej nagonki na Chiny, dobrze jest zdawać sobie sprawę z chińskiego punktu widzenia, bo jak słusznie od dawna władze dają do zrozumienia różnym matołom ekonomicznym, ale za to politykom z pierwszej linii: TO SĄ NASZE SPRAWY! To rząd w Pekinie bardzo mądrze steruje ręcznie popytem i podażą na rynku różnorakich dóbr, w tym pieniądza.

W tym miejscu przypomnę Państwu rzeczy ważne. Pod koniec 2008 roku kiedy kryzys zachodnich instytucji finansowych rozwijał się w najlepsze, Amerykanie a za nimi pozostałe rządy państw rozwiniętych i część rozwijających się, postanowili zasilić rynki finansowe olbrzymimi wyżej wspomnianymi pakietami ratunkowymi. Również rząd chiński postanowił aktywnie przeciwdziałać rozpoczynającemu się wówczas kryzysowi – szczególnie w sferze eksportu. Ale w przeciwieństwie do wszystkich innych krajów w Chinach pakiet stabilizacyjny wart 4 bln. juanów (ok. 576 mld. $) został przetransferowany nie do systemu bankowego, który bez wątpienia bardzo ucierpiał na złodziejskich produktach bankowych „made in USA”, ale do rynku wewnętrznego. Na odbytym w marcu tego roku posiedzeniu  Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli  Ludowych premier wyraźnie powiedział, jakie sumy i gdzie zostały w zeszłym roku przetransferowane. Wynikało z tego jedno: cała kwota została zużyta na poprawę kondycji rynku wewnętrznego, na zwiększenie płynącego z niego  popytu, który w zamyśle władz – i tego jestem prawie pewien – miał zamortyzować skutki dramatycznie zmniejszającego się wówczas eksportu. Śledząc politykę chińskich przywódców odnośnie rynku wewnętrznego, a więc i popytu, można stwierdzić z całą stanowczością, iż to co powiedział na obradach grupy G20 prezes banku centralnego Chin, że „Chiny podjęły starania o rozkręcenie popytu we własnym kraju, włącznie z usprawnieniem systemu zabezpieczeń socjalnych, co pozwoliło chińskim konsumentom mniej oszczędzać i więcej wydawać”. I będzie się tego dokonywać stopniowo, nie skokowo jak chciałyby USA.

Popyt wewnętrzny jest nierozerwalnie związany z wartością chińskiej waluty, która od 2005 roku została powiązana z koszykiem walut, w którym decydującą rolę odgrywa dolar. Otóż jak wiadomo w ostatnich miesiącach wartość dolara spada, co jest dla amerykańskiej gospodarki rzeczą bardzo cenną. Problem dla Amerykanów tkwi w tym, że spada również wartość juana, a to jest ostatnia rzecz, której by sobie życzyli w kontekście gigantycznego ujemnego salda w handlu z Chinami.

I tak w ogromnym skrócie wyglądają niuanse i kuluary ostatniej niewiarygodnej pomocy, którą MFW chciałby zorganizować dla USA na grzbiecie ChRL.

  1. David Smick, International Economy Institute
  2. Ekonomia Globalna- portal ekonomiczny- II kw. 2010
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch: Chiny mają pomóc USA? Reviewed by on 17 października 2010 .

„Ministrowie Grupy 20 ponowili wezwanie do takich eksportowych potęg, jak Chiny, by stymulowały swój popyt wewnętrzny, pomagając tak zadłużonym krajom, jak Stany Zjednoczone, odbudować swe finanse bez ryzyka dla anemicznego ożywienia na świecie.” Źródło: Reuters Kiedy niedawno wieczorem przeczytałem ten akapit, resztka włosów stanęła mi na głowie dęba. Poprosiłem Czcigodną Małżonkę o pomoc, albowiem nie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 10

  • Chyba popełniłem podstawowy błąd. Otóż powyższy tekst napisałem po przeczytaniu tekstu Edwarda Luttwaka, jednego z najbardziej oryginalnych amerykańskich myślicieli konserwatywnych. Doradzał m.in. ministerstwom obrony i spraw zagranicznych USA, NATO i rządowi Japonii. Teraz , mam nadzieję nikt nie pomyśli, że jestem jednym z tych durnowatych antyamerykańsko nastawionych pacyfistów.

  • P.S. Przerwało, nie ten klawisz chyba… otóż: …. zwłaszcza, gdy samo nie świeci przykładem?

  • A propos stosunków Chińsko- Amerykańskich i postrzegania Chin w USA.
    Chciałbym abyście Państwo mieli możliwość prześledzenia, w jaki sposób i jakimi krętymi drogami biegną myśli ważnych osób amerykańskiego establishmentu. Nie było by to może tak zajmujące, gdyby nie chodziło tu o sprawy mi bliskie, w tym wypadku o Chiny. A więc co myślą i jak analizują bieżącą sytuację i prawdopodobny rozwój wypadków w tym newralgicznym dla amerykanów „kanale” spraw osoby , które są autorytetami lub/i osobami opiniotwórczymi. Sądzę że po przeczytaniu tego tekstu wielu z Państwa zada sobie pytanie: jak to możliwe, żeby ludzie ze świecznika amerykańskiego społeczeństwa myśleli tymi kategoriami. Ale ad rem.
    1. Jak wszyscy wiemy amerykanie na swoich sztandarach przez dziesiątki lat mieli wypisane dużymi literami hasła o liberalizacji handlu. Oczywiście było to hasło pod którym coraz mniej kryło się treści, ale na Boga, nie sądziłem aby z biegiem czasu stali się tak cyniczni. A więc hasło „liberalizacja handlu’ było użyteczne dopóki faktyczna liberalizacja handlu była dla Nich korzystna. Od momentu gdy przestała być korzystna, a teraz przestała- koniec z liberalizacją!
    2. Od lat wielu miałem przekonanie- jak się okazuje osoby opiniotwórcze również- że amerykański deficyt handlowy to fraszka i sprawa nie warta zastanowienia. Tylko że nie wiedziałem dlaczego? A Amerykańskie VIP-y wiedziały o tym od dawna! Otóż deficyt handlowy jest po to, żeby był dla Amerykanów korzystny, a gdy przestaje być korzystny …to dolar pójdzie w dół …i wszystko się wyrówna! DOSŁOWNIE! Aż tu nagle, gdy biedni Amerykanie chcą zlikwidować deficyt, to ci wredni Chińczycy przywiązują juana do dolara i nici z akcji. Oczywiście, na wszelki wypadek nie mówi się o japończykach i południowych Koreańczykach nie mówiąc o reszcie świata która na dewaluacji dolara traci! Oni dostają za swoje, że po raz 68 dali się wywieść w pole. No ale żeby Chińczycy, którzy powinni też się podporządkować- nie chcieli? To horrendum!!! I w dodatku, żeby już zupełnie człowieka rozbroić, Amerykańskie VIP-y nazywają to „cynicznym myśleniem”! Dobre, co?
    3. Oneż strasznie również biadolą nad swoją amerykańską niedolą spowodowaną chińskim niecnym zamysłem kompletnej deindustializacji USA. I rozwijają myśl następująco: skoro Oni mają tanią siłę roboczą, więc przyciągają do siebie naszych biednych producentów, nasze wspaniałe koncerny, które chciałyby poszukać trochę większych zysków a i koszty poobcinać. A tego wszystkiego nijak się nad Potomakiem zrobić nie da. No więc Ci wredni Chińczycy ściągając do siebie tych wspaniałych amerykańskich chłopców, niszcząc w ten sposób całe gałęzie przemysłu w USA! Ciekawe sposób myślenia- nieprawdaż? No i żeby chociaż poprzestali łobuzy na produkcji tanich podkoszulków! A Oni produkują również zaawansowaną technologicznie elektronikę vide e-phony Appla czy tablety tegoż. No i jeszcze w dodatku mają czelność racjonować lub w każdym razie ograniczać eksport metali ziem rzadkich, co powoduje problemy w produkcji high- tech w USA! Ograniczają Amerykanom możliwości! Skandal!
    A dlaczego Oni mogą sobie na to pozwolić? Bo nie są demokracją! Taka jest diagnoza Amerykańskiego establishmentu. Tak jakby USA były demokracją! Jakby demokracja miała tu coś do rzeczy. Strach się takiej głupoty bać!

    4. No i kolejny pasus który zwala człowieka z nóg. Otóż diagnoza amerykańskiego establishment brzmi: „mogą przeznaczać ogromną część PKB na subsydiowanie eksportu i manipulowanie walutą poprzez kupowanie amerykańskich obligacji, a nie na redystrybucję i wyrównywanie poziomu życia obywateli”. W tym zdaniu jest zawartych kilka kłamstw, trochę półprawd oraz wishfull thinking. Jest prawdą że chińskie władze dbają o swoje proeksportowe dziedziny przemysłu, ale gdzie im tam do amerykańskiego wspierania substydiami federalnymi farmerów, przemysłu stalowego, energetyki, przemysłu samochodowego, lotniczego…Wymieniać dalej? W Chinach nie istnieją subtydia. Tam rząd stwarza warunki firmom, dając –dopiero ostatnio- kredyty na dogodnych warunkach. A już substydiowanie eksportu- to kłamstwo horendalne. Kolejny idiotyzm to „ manipulowanie walutą poprzez kupowanie amerykańskich obligacji”. Czy ktoś słyszał podobne kretyństwo? Jak można kupując cokolwiek manipulować walutą? A że kupowali U.S. government bonds? Towar jak towar, ostatnio kiepski. Myślę że w dłuższym okresie stracą na tym finansowo, ale chyba nie o ten aspekt w tej transakcji chodzi. A ostatnia kwestia, czyli zamartwianie się brakiem w Chinach „właściwej” redystrybucji oraz wylewanie krokodylich łez również nad brakiem możliwości wyrównywania poziomu życia Chińczyków… Dlaczego tych cennych rad nie udziela się np. Hindusom, u których niedawno amerykański prezydent gościł? Pytanie retoryczne.
    5. No i ciąg dalszy bzdur, które amerykańscy VIP- owie opowiadają swojemu narodowi. Otóż teza jest taka, że trwający kryzys spowodował wyhamowanie inwestycji „przyjaznych środowisku” co wykorzystali wredni Chińczycy, próbując zdominować swoimi produktami ten lukratywny rynek. Gdybym nie wiedział kto to mówi, to pomyślałbym, że tow. Wiesław wstał z grobu i opowiada te dyrdymały. Bo taki sposób myślenia oznacza, że jest dobrze i właściwie tylko wtedy, gdy My decydujemy. I gdy My wyznaczamy kierunki, dyktujemy tempo itd. Gdy „przewodnia rola” przechodzi w inne ręce, to „somdomia i gomoria”! W Polsce nazywa się to również filozofią Kalego. Ale widocznie po Princton, czy Harwardzie nie wie się takich rzeczy. Szkoda.
    6. No i wreszcie trochę horroru. „Wicie, rozumicie” w Chinach są całe miasta w których nikt nie mieszka (to myślę, że chyba duchy tam straszą). Bańka na rynku budowlanym jest straszna, jest i ciągle się powiększa i nie chce pęknąć. A może to nie żadna bańka, tylko po prostu budują prywatni przedsiębiorcy, na własny rachunek domy dla ludzi którzy za chwilę przyjadą ze wsi do miast. Mieszkania będą jak znalazł, a że migrantów szacuje się na jakieś 40 milionów, to i mieszkań trzeba troszeczkę. Ale nic to i tak za chwile wszystko runie. A jaką szykują Amerykanom bańkę na rynku finansowym, to aż strach myśleć. Tak strasznie, że większej głupoty jeszcze w całym swoim długim życiu nie słyszałem i boję się że to byłoby nie do strawienia dla normalnego człowieka. Dlatego też o tym napiszę kiedy indziej, albowiem zbyt duża ilość prymitywnego spojrzenia na świat zaczyna być w pewnym momencie nużąca, a więc i nie do zaabsorbowania.
    Jak zatem widać nie jest polską specjalnością opowiadanie bzdur przez prominentne osoby. Być może, gdy ktoś taki umocuje się na stałe na dużej wysokości, traci kontakt z rzeczywistością i sądzi, że cokolwiek nie powie będzie przepełnione taką mądrością, że zostanie „łyknięte” bez żadnych zastrzeżeń. A tu masz ci los!

    • Panie Wiesławie, z racji tego, że moja wiedza w makroekonomii i finansach jest dużo skromniejsza od Pańskiej, zwykłem cytowac Zb. Brzezińskiego. Swego czasu stwierdził, że USA w ciągu Zimnej Wojny pod wieloma względami upodobniły się do swojego komunistycznego adwersarza. Gdyby popatrzec na stopień militaryzacji gospodarki USA, ogrom ich wydatków zbrojeniowych, oligarchizację gospodarki i mediów, totalną korupcję na szczytach władzy, rozkład ekonomiczny i agresywną propagandę – jakie jeszcze moralne prawo ma USA by pouczac inne kraje? I czy kiedykolwiek Jankesi mieli takie prawo po dekadach pogromów Indian, a potem apartheidu rasowego na Południu? Czy w ogóle na świecie jakiś kraj ma prawo narzucac swoje normy cywilizacyjne innym, zwłaszcza?

  • Amerykański eksport w 2009 r. wyniósł wedle danych CIA World Factbook 1046 mld $. Obama obiecał go zwiększyć do 2015, aż trzykrotnie. Aby cel ten był choć trochę realny, należy obniżyć wartość dolara i właśnie obecnie USA to realizuje.
    Nacisk na aprecjację juana ma obniżyć opłacalność eksportu chińskiego w USA, więc tym samym poprawienie fatalnego bilansu handlowego tych drugich.

    PS
    Jeśli ktoś jest zainteresowany rynkiem walutowym to na pewno zaobserwował dużą deprecjację dolara od czerwca 2010. Jeśli zachodni inwestorzy(spekulanci) nie odwrócą się od tzw. rynków wschodzących czyli m.in Polski to można oczekiwać dalszego spadku wartości dolara w stosunku do złotówki. Pozwoli to na zakup b. taniego dolara, a później realizacji zysku gdy FED podwyższy stopy procentowe ;)

    W sprawie imigracji to myślę, że w Polsce jeszcze nie zetknęliśmy się na żywo z tym zjawiskiem, więc skłaniamy się do generalizacji. Dużym nieporozumieniem według mnie jest prognozowanie upadku cywilizacyjnego USA, kraju który dzięki imigrantom właśnie stał się supermocarstwem. Imigranci integrowali się lata temu ze społeczeństwem amerykańskim (choć nieraz w dużych bólach), to czemu nie miałoby dotyczyć to mniejszości latynoskiej ? W przypadku Europy to byłbym skłonny do zgodzenia się z tezami Pana Zyggi’ego. Jedną z przyczyn jest być może opieka socjalna, która zniechęca do pracy rdzennych Europejczyków, a co dopiero imigrantów.

    Nie wieszczyłbym jednak jakiegoś upadku kultury zachodniej w Europie. A na pewno nie demograficznego zalania Europy przez islam. Przykładem niech będzie ultraliberalna (z polskiego punktu widzenia) Holandia, gdzie nie-Holendrzy stanowią 20 % społeczeństwa., a w Amsterdamie na ulicach więcej muzułmanów, czarnych czy Azjatów niż wszystkich białych (wraz z turystami). Dzietność rdzennej Holenderki wynosiła od 1,6 w 1990 do 1,7 w 2005. W przypadku mniejszości marokańskiej dzietność w 1990 wynosiła 4,9; w 1995 3,4; w 2000 r. 3,2, a już w 2005 r. 2,9. Dla kobiet pochodzących z Turcji spadek nastąpił z 3,2 w 1990, przez 2,5 w 1995 r. do 1,9. Podobne spadki dzietności nastąpiły tylko i wyłącznie w krajach post-komunistycznych w latach 90. Oznacza to, że ludność muzułmańska w Holandii (a zapewne też w innych państwach Europy) gwałtownie się westernizuje. Kultura zachodnia, wraz z rozwiązłością seksualną czy ogólnym nastawieniem na konsumpcję (hedonizm) jest zwyczajnie bardziej atrakcyjna dla obcokrajowców, niż restrykcyjne kultury z ich krajów.

    • Z tą dzietnością wśród wcześniejszej fali emigracji muzułmańskiej (Turków, Algierczyków, Marokańczyków) to jest tak jak Pan pisze. Natomiast coraz więcej jest uchodźców z Iraku, Afganistanu, Pakistanu, krajów Czarnej Afryki. Ich cechuje dużo wyższy przyrost naturalny. Warto też pamiętać, że w Europie rośnie liczba konwertytów. Spośród nich jedną z bardziej znanych postaci jest Abdul Wahid Pedersen z Danii, który swego czasu potępił karykatury Mahometa w którejś z duńskich gazet. Wydaje się, że w sytuacji toczącego Europę nihilizmu i duchowej pustki liczba takich jasnoskórych muzułmańskich neofitów nadal będzie rosła.

  • jak wytlumaczyl mi to pewien amerykanin zajmujacy sie ta tematyka – czemu tez ci ludzie sie tak dziwia,bank swiatowy ma w nazwie slowo bank, a ten z definicji ma przynosic zysk. wiec tu zadnej tajemnicy nie ma i nie ma co obrazac.

    Zyggi: geneze bogactwa i sukcesow mocarstw, fantastycznie prezentuje w nowym ujeciu , popartym rozleglymi badaniami amy chu (world on fire). twierdzi wrecz odwrotnie, ze to tolerancja, akceptowanie imigrantow, elastycznosc polityki zdobywcow, popieranie aymilacji przyczynily sie do powstania najwiekszych poteg w historii ludzkosci.

    • BŚ i MFW są agendami ONZ, więc teoretycznie powinny służyć rozwojowi ludzkości. A to, że de facto służą interesom finansjery z krajów założycielskich, jest świadectwem korupcji politycznej, która zżera owe agendy, podobnie jak całą ONZ. NB, w tej sytuacji nie dziwi, że ONZ przez 65 lat swej historii głównie dostarczała ciepłych posadek, ale gdy trzeba było brać się za bary z problemami, wówczas średni był z niej pożytek.
      A propos tematyki poruszonej przez Amy Chu, to nie taka prosta sprawa. USA w ogromnym stopniu skorzystały z pracowitych, uzdolnionych imigrantów. Jednak nie wszystkie kraje przestrzegały tej recepty na sukces (vide: Chiny, Japonia, Korea Pd.). A te czynniki, które przyczyniły się do mocarstwowości innych, przyczyniały się potem do ich upadku. Ilustracją tego był np. Imperium Rzymskie, a w czasach nowożytnych poniekąd Austro-Węgry. Dodałbym tu też społeczeństwa latynoamerykańskie będące zlepkiem wielu ras i kultur (pod egidą cywilizacji łacińskiej), z reguły dalekie od społecznej sielanki i zrównoważonego rozwoju.
      Dziś dowodem, że nie każda imigracja daje dobre efekty jest postępująca islamizacja zachodniej Europy. To, co tam obserwujemy, stanowi potwierdzenie tezy Feliksa Konecznego, iż próba stworzenia syntezy różnych kultur prowadzi do ich szybkiej bastardyzacji, tym szybszej, im większe zróżnicowanie w obrębie owej syntezy. Dziś szczególnie wrażliwa na ten proces jest cywilizacja łacińska – wskutek kryzysu chrześcijaństwa (nie tylko katolickiego), w dużej mierze zawinionego przez duchownych. Ale nie tylko.
      Dzisiejsze lewicowe „elity” Unii Europejskiej po pierwsze wstydzą się swojego dziedzictwa kulturowego, a po drugie wolą o nim nie mówić, by nie drażnić ateistów, agnostyków, muzułmanów, Żydów, Chińczyków i kogoś tam jeszcze.
      Pokazuje to przykład Szwecji. Przez ostatnie 30 lat wskaźniki przestępczości wzrosły tam kilkakrotnie, przy czym procentowy udział imigrantów w dokonywanych przestępstwach jest znacznie wyższy niż ich udział w liczbie ludności. Mimo tego oczywistego faktu statystycznego każdy, kto ośmieli się o tym głośno mówić, jest natychmiast okrzyczany „ksenofobem”, „rasistą” itd. Tak to knebel poprawności politycznej blokuje wszelką dyskusję na temat możliwości zaradzenia problemowi, a Szwecja – niegdyś najbogatszy kraj Europy, kraj o bogatym dorobku kulturalnym i w ogóle cywilizacyjnym – zwyczajnie się ZBASTARDYZOWAŁA przy walnym udziale rządzących tam lewackich kontrolerów społecznych. Szwedzi – naród potomków dumnych Wikingów, a potem bitnych żołnierzy Wazów, dziś nie potrafią się już bronić (a może już nawet nie chcą?) na własnym terytorium przed coraz bardziej bezczelnymi, mnożącymi socjalne (i nie tylko) roszczenia muzułmanami…
      W ten sposób owa poprawność polityczna (obmyślana dziesiątki lat temu przez socjalistów jako forma cenzury: marksizm kulturowy) wraz z bastardyzacją cywilizacyjną oraz rosnącymi problemami ekonomicznymi prowadzi Europę na manowce cywilizacyjnego upadku. Wydaje się, że w pewnej mierze grozi to też USA. Tam element napływowy to głównie Latynosi. I choć są to ludzie zasadniczo należący do kręgu cywilizacji zachodniej, to jednak tylko ślepy nie zauważa problemów społecznych, jakie niesie ze sobą ich masowa imigracja.
      Nic więc dziwnego, ze widząc to wszystko tacy np. Japończycy nie życzą sobie masowej imigracji i nie dają obywatelstwa osobom nie legitymującym się japońskim pochodzeniem. Tajwan daje obywatelstwo tylko etnicznym Chińczykom, jeśli ci zainwestują określony kapitał. Restrykcyjną politykę stosują też bogate kraje arabskie. Aczkolwiek tolerują dużą liczbę gastarbeiterów, to ci w żadnym razie nie mogą korzystać z takich praw jak miejscowi ani liczyć na status uchodźcy. Dlatego w Arabii Saud., Kuwejcie, ZEA pomimo setek tysięcy imigrantów z Filipin i Indii nie widać katolickich czy hinduskich świątyń. Nie twierdzę, że tamtejsze rozwiązania byłyby dobre w Europie. Natomiast widać, że Arabowie (jakkolwiek w wysoce restrykcyjny sposób) zadbali o zachowanie swojej tożsamości.

  • Panie Wiesławie, dzisiejsze mocarstwa (a zwłaszcza takie jak USA, kraje postkolonialne czy Rosja) doszły do swojego statusu nie dlatego, że były dobrymi wujkami tylko w dużej mierze dlatego, że… wcześniej mniej lub bardziej kradły, a przekonały się o tym narody przez nie podbite (północnoamerykańscy Indianie, ludy Afryki i Syberii czy Hindusi przez niemal 200 lat drenowani przez Brytyjczyków). Stąd mają tak a nie inaczej.
    Zadłużone po uszy, argentynizujące się w zastraszającym tempie USA dziś domagają się czegoś tam od Chin, zapominając, że w normalnych stosunkach ekonomicznych zawsze było i jest tak, że to wierzyciel mówi a dłużnik słucha.
    Warto też pamiętać, że w latach 80-tych USA ani myślały przychylić nieba zadłużonym po uszy krajom latynoskim. Wręcz przeciwnie, MFW jako narzędzie zachodniej finansjery – grożąc zamrożeniem linii kredytowych i obniżeniem ratingów – narzucił większości tych krajów (i nie tylko im) dogmatyczną, skrajnie niekorzystną dla nich politykę walutową, czego przykładem jest Argentyna, przez lata 90-te wyniszczana sztywnym kursem 1 peso za 1 USD.

Pozostaw odpowiedź