Komentarze

Wiesław Pilch: Chińczycy muszą wiedzieć, że chcemy ich u siebie

Jednym z wielkich wyzwań polskiej polityki zagranicznej jest właściwe ułożenie sobie relacji z globalnymi potęgami. Niewątpliwie na status światowego mocarstwa wybijają się Chiny. Jak wobec tego powinny wyglądać stosunki polsko-chińskie? Czy powinniśmy dążyć do bliskiego partnerstwa z Państwem Środka, poprzestać na poprawnych relacjach, czy może być wobec nich nieufni? Jakie powinny być wobec tego nasze relacje z innymi wielkimi aktorami takimi jak USA, Rosja, Indie czy Brazylia? Publikujemy zatem opinię Wiesława Pilcha, która nawiązuje do wcześniejszych tekstów: profesora Bogdana Góralczyka – Egzotyczny sojusz z Chinami – oraz Radosława Pyffela – “Polska strategicznym partnerem Chin? Żadnych marzeń Panowie!” Zachęcamy wszystkich do wysyłania własnych tekstów na adres: [email protected] . Chętnie opublikujemy kolejne głosy w dyskusji.

Byłbym ogromnie rad, gdyby dyskusja o naszych stosunkach politycznych i gospodarczych z ChRL, która zaczyna się rozwijać na forum CSPA została jakimś cudownym sposobem przeniesiona – lub przynajmniej przeanalizowana – w kręgach decyzyjnych naszego kraju. Ale znając pewność siebie polskich polityków (a znam), można między bajki włożyć taką tezę. Zatem możemy sobie podyskutować w gronie zacnym, wiedzącym o czym mówimy. I ponadczasowe efekty dyskusji zapisać w postaci np. memorandum.

Ad rem. Przeanalizowawszy ostatnie teksty p. Pyffla oraz p. Góralczyka, odnoszę wrażenie iż obydwaj Panowie mają jednak różne punkty widzenia na inkryminowaną sprawę tzn. czy, jak, i kiedy prowadzić politykę zaangażowania z Państwem Środka? A już na pewno są to różnie postawione akcenty.

Zacznijmy od propozycji p. Góralczyka, który w ostatnich akapitach swojego artykułu napisał:

-„Dlatego postulowałbym rozwiązania o wiele skromniejsze – i dlatego też, pozwoliłem sobie zabrać tutaj na ten temat głos: najpierw Chiny poznajmy (co wcale nie będzie łatwe!) i postarajmy się zrozumieć”.

W porównaniu z p. Góralczykiem w ogóle nie znam Chin, ale ostatnio przeczytałem takie ciekawe zdanie. Jakiś Chińczyk powiedział: „Zawsze mieliśmy dużo czasu i nie spieszyliśmy się. Teraz to się zmieniło”. To są ważne słowa. Myślę że w Chinach nastąpiło w ostatnich latach tak ogromne przyspieszenie – nie tylko od ’78, nie tylko od lat ’90, ale w ostatnich 3-4 latach, że czekanie, aż ich poznamy będzie naszym – kolejnym – gwoździem do trumny. Sądzę że nie tędy droga. Myślę, że w kraju mamy wystarczająco dużo specjalistów znających Chiny. To ocni powinni stworzyć zaplecze intelektualne  i osobowe, która pomogłoby polskim władzom w podjęciu w niedalekiej (mam nadzieję) przyszłości, działań zmierzających do rozpoznania, zaprogramowania i wdrożenia w życie starań polityczno-gospodarczych, które zmierzałyby do ustanowienia satysfakcjonujących obie strony  stosunków.

Oczywiście, tak jak wspomniałem powyżej, nasze władze mają ważniejsze, bieżące sprawy na głowie (słynne p. Tuska – TU I TERAZ!), więc nie ma szans na przełożenie wiedzy specjalistów na działania polityczne, ale jak słusznie napisał p. Pyffel, trzeba robić wszystko i wszędzie, aby sprawa naszych relacji z ChRL stała się tematem  medialnym. Być może wówczas politycy ów temat zauważą i sprawa stosunków polsko-chińskich stanie się tematem ważnym.

W tym opracowaniu pozwolę sobie skupić Państwa uwagę na sprawach stosunków gospodarczych, albowiem na inne przyjdzie stosowny czas.

Oczywiście mówiąc o tych stosunkach, trzeba zadać sobie podstawowe pytanie: co my takiego szczególnego mamy, czym się wyróżniamy w Europie, aby władze ChRL zwróciły na nasz kraj uwagę. Otóż moim zdaniem – wbrew opinii wielu specjalistów – mamy sporo atutów, które spowodują, iż można się naszym krajem zainteresować. Ale, aby to zrozumieć, trzeba przeanalizować sytuację krajów, gdzie kapitał chiński się lokuje. Takimi sztandarowymi punktami na mapie Europy są Białoruś i Grecja. Dlaczego właśnie one?

Białoruś spełnia kilka kryteriów:

Jest biała plamą, jeśli chodzi o zachodnie inwestycje kapitałowe. Ten kraj jest jak ugór, który czeka na zaoranie, siew i plony. Kompletny brak kapitału a więc i nowoczesnej infrastruktury, przemysłu, energetyki, usług. A równocześnie nie jest podatny na niszczące wpływy zachodnich instytucji finansowych. Rząd ChRL podpisał ostatnio z Białorusinami umowę na inwestycje rzędu 10 mld $! A więc mogą kupować tanio i zacząć robić dobre interesy!

fot: Andrew Hitchcock

fot: Andrew Hitchcock

Grecja spełnia też kilka kryteriów:

Jest w agonalnym stanie finansowym i wcale nie jest pewne, czy nie będzie musiała restrukturyzować swojego długu (w najlepszej sytuacji) lub czy nie ogłosi niewypłacalności pod ich brzemieniem, równocześnie z buntującym się przeciwko zaciskaniu pasa społeczeństwem. Ale obligacje greckie są tanie (tzw. śmieciowe), co wykorzystał rząd ChRL i zakupił ich znaczącą ilość. Ponadto z racji położenia w basenie Morza Śródziemnego i na szlaku Europa-Azja,  przy taniejących z racji kryzysu gruntach i firmach – kupują jedno i drugie. Grecja staje się dla Chin centrum logistycznym tej części Europy. A więc mogą kupować tanio i zacząć robić dobre interesy!

Na marginesie: to stwierdzenie natury ogólnej,  ale ważne! Chiny we wszystkich zakątkach świata, gdziekolwiek inwestują, robią bardzo dobre interesy na pokolenia. Nikogo nie antagonizując.

A teraz wracamy do Polski. Co takiego ma Polska, że Chiny mogłyby być tym zainteresowane? Otóż myślę, że gdyby jakiś wysoki urzędnik chiński, powiedział mi, abym go przekonał do zainwestowania w Polsce np. 20 mld $, to zapytałbym: dlaczego tak mało? Przecież tu macie miejsce do zrobienia najlepszych interesów waszego pokolenia!  No bo tak:

1. Sfera finansowa.

Za chwilę, może najpóźniej za rok, Polska będzie w sytuacji Grecji (najogólniej mówiąc), a więc jej obligacje państwowe i municypalne  będą śmieciowe. Nie wspomnę o akcjach. Raj dla kupującego!

Banki działające w Polsce są nastawione na nieprawdopodobnie wysokie dochody – okradają klienta detalicznego i firmowego – mają znacznie wyższe ceny niż w pozostałych krajach UE. Wystarczyłoby zainstalować 2-3 banki chińskie, które zaproponowałyby ludności niższe koszty rachunków, pożyczek i kredytów a nieco wyższe lokat i  można by zdjąć z rynku na początek ok. 100 mld zł. Gdyby jeszcze wejść z funduszami inwestycyjnymi i biurami maklerskimi, to  jest kolejny świetny interes do zrobienia dla obu stron.

2. Budownictwo

W Polsce buduje się b. drogo – wszystko. Dlaczego? Ponieważ zachodnie firmy, które zawładnęły rynkiem muszą się w Polsce obłowić. Przykładem klasycznym jest drogówka i ceny 1 km autostrady. Budować powinniśmy infrastrukturę drogowo-kolejową w oparciu o doświadczenie, pieniądze i umiejętności Chińczyków.

3. Rolnictwo

W Chinach jeszcze b. długo będzie odczuwalny brak ziemi ornej a więc również płodów rolnych. I zapewne wiecie Państwo o tym, iż coraz bardzie popularne stają się produkty i surowce, których do niedawna nie było na tym rynku, a w Polsce są od wieków produkowane. Otóż myślę, że gdyby duże chińskie przedsiębiorstwa branży spożywczej stworzyły w Polsce sieć skupu produktów rolnych, to wówczas obydwie strony mogłyby zrobić dobry interes (proszę nie zapomnieć o tym, że UE narzuca polskiemu rolnictwu  maksymalne ilości wytworzonych dóbr).

4. Potencjał ludzki

Myślę, że w tej dziedzinie podobnie jak w pozostałych – a może i bardziej – tkwi ogromny niewykorzystany potencjał umiejętności polskich robotników, inżynierów, naukowców. Wystarczyłoby zainwestować w stworzenie laboratoriów profilowanych dla kilku wybranych dziedzin, a efekty pracy zespołów powołanych do wykonania  określonych zadań przeszłyby ich oczekiwania, np. stworzenie nowego typu taniego samolotu treningowego dla wojska, samolotu bezzałogowego czy stworzenie przez informatyków interaktywnego translatora językowego mowy potocznej.

5. Przemysł stoczniowy

Chińczycy mają świetnie rozwinięty ten przemysł, niemniej jednak potrzebują i będą potrzebowali coraz więcej specjalistycznych statków, które mogłyby być w Polsce tanio projektowane i wykonywane. Nasz przemysł stoczniowy został z premedytacją zniszczony, ale potencjał pozostał. Wystarczy go reaktywować.

6. Górnictwo

Najlepsza polska kopalnia węgla kamiennego poszła w ręce kapitału, którego siedziba jest w Londynie. Co z nią zrobią – nie wiadomo. Natomiast wiadomo, że mamy technologie np. zgazowania węgla w złożach i wiele innych, tylko brak środków. I na tym mogą zarobić obie strony. Dlaczego ja wolę, żeby właścicielem spółki był Chińczyk niż …ktokolwiek inny? Bo mam do Chińczyków zaufanie biorące się z pewności, że jeśli u nas zainwestują, to nie będzie to tzw. wrogie przejęcie.

Jedno jest pewne. Wymieniłem tylko kilka z kilkudziesięciu dziedzin, w których zaangażowanie chińskie przyniosłoby duże zyski obydwu stronom. Ale żeby być tego pewnym, trzeba by powołać zespoły eksperckie  z każdej dziedziny, zrobić rzetelną analizę kosztów i przedstawić do decyzji mieszanej komisji chińsko-polskiej. Ale tego trzeba chcieć! Na razie są ogromne potencjalne możliwości po polskiej stronie. Teraz trzeba, aby przynajmniej strona chińska o tym wiedziała (moje skromne działania w tej materii są jak psu na budę). A nasz rząd ma ważniejsze sprawy- np. przyszłoroczne wybory.

Drugie pytanie brzmi: jak doprowadzić do tego, iżby Chińczycy zechcieli u nas inwestować? A przecież dla nikogo na tym forum nie jest tajemnicą, że aby większy lub duży kapitał prywatny przyszedł do nas, musi go „popchnąć” państwowa decyzja polityczna. Czyli, jakie warunki – jako kraj – musimy spełniać, aby taka decyzja polityczna mogła zapaść? No bo na pewno nie mogą być to gorące zapewnienia czynione Dalajlamie  o niesłabnącym poparciu dla niepodległego Xizangu… I tutaj mamy pierwszy, podstawowy warunek wstępny jakichkolwiek relacji polsko-chińskich. Zapomnijmy, że jesteśmy mądrzejsi i tacy demokratyczni. Bo po pierwsze ta nasz demokracja (czyżby?) jest bardzo młodej proweniencji, po drugie to my twierdzimy, że demokracja jest najwspanialszym z ustrojów – inni już niekoniecznie, po trzecie jak obserwuję zdarzenia na polskiej scenie to odnoszę wrażenie, że Bóg nam rozum raczej odebrał, a nie dał. Więc przyjmijmy, że Chińczycy mają państwowość  i kulturę liczoną nieprzerwanie w tysiącach lat i powinniśmy przy nich cicho siedzieć i uczyć się jak na ucznia przystało. To inna kultura, ale skoro wszystkim na siłę od setek lat wciskamy swoją, to może czas, żeby posłuchać, co starsi mają do powiedzenia – i milczeć! A więc nie kontynuujmy tych żałosnych mantr o niepodległym…, o prawach… o mniejszościach… z bardzo prostej przyczyny. Chińczycy nie znoszą, aby ktokolwiek wtrącał się w ich sprawy, które w dodatku widzą zupełnie inaczej niż się to szerokiej publiczności wydaje. I to jest podstawowy warunek polityczny, który w dodatku powinien sobie zdobyć konsensus wśród elit.

Po drugie: Oni muszą wiedzieć, że chętnie ich u siebie będziemy widzieć. I ten pies jest wyjątkowo głęboko pogrzebany. Bo my jesteśmy tacy prometejscy, tak za waszą i nasza…tacy czyści…takie sumienie Europy. No prawie się popłakałem! I w związku z tymi naszymi cechami przygłupa (bo tylko przygłup robi z siebie błazna), jako społeczeństwo traktujemy Chińczyków pobłażliwie i oczywiście z nutką wyższości. A kto chce robić interesy z narodem, który ma nas za gorszego? Chińczycy nie są wyjątkiem i dlatego inwestują  na wszystkich kontynentach setki miliardów dolarów tam, gdzie są mile widziani, w Szwecji i w Brazylii, w Chile i w Ugandzie, we Francji i w RPA. No i tam gdzie mają SWÓJ interes do zrobienia! A więc tutaj jest ogrom pracy „propagandowej” do zrobienia! Politycy, którzy potrafią wprzęgać firmy medialne do najbardziej nawet awanturniczych akcji, powinni je zagonić batem do zrobienia czegoś pożytecznego, czyli pokazania Polakom prawdziwych Chin (nota bene pamiętam z głębokiego dzieciństwa jak to robiło się i  nosiło lampiony, które wówczas spokojnie wykonywały funkcję latarek – których było brak). Do dziś pamiętam nazwy chińskich rzek, miast itd., dlatego, że mnie tego uczono. To takie trudne?

Po trzecie: Oni muszą widzieć że ich chcemy namacalnie, rzekłbym organoleptycznie. To się nazywa tworzeniem właściwego klimatu inwestycyjnego. Jeśli nasze rządy od 1989 roku robiły wszystko, żeby kapitał „zachodni” miał się w Polsce jak w raju i mógł nas okradać na wszystkie możliwe i niemożliwe sposoby, włącznie z dawaniem im milionów złotych, aby tylko zechcieli nas okradać (np. ostatnio Dell w Łodzi), to może należało by zaproponować Chińczykom co najmniej takie same ułatwienia w inwestowaniu jak np. Amerykanom, przy okazji uniemożliwiając wszystkim okradanie nas jako narodu. W tym celu trzeba by było np. niemieckim firmom budowlanym zrobić tą samą atmosferę, jakiej doświadczają polskie firmy budowlane w Niemczech (można to spokojnie nazwać dyskryminacją). I wtedy nie będziemy mieli protestów, jakie pojawiły się tylko z tego powodu, ze firma chińska wygrała przetarg na budowę kilku kilometrów autostrady (podczas gdy firmy z Niemiec budują ich setki).

Trzecie pytanie brzmi: jak usytuować przyszłe stosunki z ChRL tak, aby Polska wyniosła z nich jak największe korzyści, a równocześnie nasza pozycja w UE była coraz większa, lub innymi słowy jak  przyszłe stosunki z ChRL będą się miały do naszego zaangażowania w UE? Myślę, że dopóki oberrząd w Brukseli nie stworzy Najwyższego i Najmądrzejszego Komisarza do Spraw Zagranicznych, uniemożliwiając nam prowadzenie własnej polityki zagranicznej, powinniśmy robić to co robią Niemcy, Francuzi i wszyscy, którzy tylko mogą: robić interesy na jak największą skalę z Chinami. Bo im większa skala interesów z Państwem Środka, tym większa gospodarka, tym większe możliwości w UE. Niemcy zrozumieli to już dawno i niemieckie koncerny od b. dawna są usadowione w Chinach, gdzie korzystają z opieki państwa niemieckiego. Dopóki więc Traktat Lizboński nie ubezwłasnowolni nas – róbmy swoje. Słowem, na najbliższe 10 lat nie widzę sprzecznych interesów w robieniu tychże na obydwie strony. Co wcale nie oznacza, że inni w UE myślą tak samo. Musimy liczyć się z tym, że główni rozgrywający w UE będą robili wszystko, abyśmy tego chińskiego tortu skosztowali jak najmniej, o ile w ogóle. Nie zapominajmy o agentach wpływu wielkich państw, którzy są rozlokowani na najwyższych piętrach polskiej polityki i robią wszystko (czasami to nawet widać) abyśmy nie urośli zbytnio jako państwo. To wprawdzie temat na inne opowiadanie, ale nie należy o tym zapominać.

Mam nadzieję że te skromne przemyślenia spowodują ferment intelektualny, skutkujący m.in. protestami w sprawie mojego punktu widzenie, dając przy okazji kontrpropozycje ciekawsze i bardziej przemyślane.

Wiesław Pilch

Opinie wyrażone w opublikowanych tekstach wyrażają poglądy autorów i nie reprezentują stanowiska CSPA.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wiesław Pilch: Chińczycy muszą wiedzieć, że chcemy ich u siebie Reviewed by on 5 listopada 2010 .

Jednym z wielkich wyzwań polskiej polityki zagranicznej jest właściwe ułożenie sobie relacji z globalnymi potęgami. Niewątpliwie na status światowego mocarstwa wybijają się Chiny. Jak wobec tego powinny wyglądać stosunki polsko-chińskie? Czy powinniśmy dążyć do bliskiego partnerstwa z Państwem Środka, poprzestać na poprawnych relacjach, czy może być wobec nich nieufni? Jakie powinny być wobec tego nasze

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 32

  • Ale się popisałem: ” nowych newsów”- masło maślane. Przepraszam.

  • Panie Izydorczyk. Nie mam i nie chcę mieć wpływu na redakcyjną stronę CSPA. Natomiast sprawę stawiam jasno: jestem w stanie codziennie prowadzić newsroom chiński i ew. pisać artykuły z zakresu gospodarki chińskiej i finansów w tym jej relacji z Polską.
    Myślę, że działy tematyczne były by najbardziej sensowne, ale i one powinny podlegać regulacjom admina. Pod pojęciem działy tematyczne rozumiem kraje Azji lub grupy krajów (o co trudniej- i tutaj bym zasięgnął języka u nieocenionego p. Zyggiego. Myślę ponadto, że Jego można by zapytać czy nie poprowadziłby działu np.Indonezji lub innego. Wspaniały Facet!) Dopiero w ramach danego kraju wyodrębniłbym sprawy społeczne, polityczne, gospodarcze, kulturalne. Układ pionowy. Sądzę, że układ alternatywny, czyli podział na sprawy społeczne, polityczne, gospodarcze, kulturalne, a w niech dopiero podział na kraje byłby sprzeczny z duchem Azji gdzie przynależność narodowa jest najważniejsza. Skoro jesteśmy portalem o Azji, bądźmy w zgodzie z Ich duchem.
    Jeśli chodzi o moje zainteresowania, to nie do utrzymania jest- moim zdaniem- dotychczasowa sytuacja jak np. dzisiaj, gdy jest 4 -5 nowych newsów i co?Nic! Nie ma gdzie tego opublikować bez uszczypliwości antychińskich, skomentować bez złośliwości , a przecież na pewno są ludzie, którzy interesują się lawinowo rosnącą obecnością chińską WSZĘDZIE. Cholera mnie bierze, bo dzieje się HISTORIA, a ja stoję z boku.
    Jestem do dyspozycji.

    • Panie Wiesławie, dziękuję za miłe słowa, jakkolwiek po raz kolejny Pan przesadza – tak uważam! Natomiast zgadzam się w 100% z Pańską tezą, że podstawowy podział na kraje jest zgodny z duchem Azji. A poza tym chyba też bardziej czytelny. W końcu jeden np. bardziej interesuje się Chinami, inny Japonią, jeszcze inny Indiami. Choćby (jak wielu z Forumowiczów) z racji aktualnego miejsca zamieszkania, pracy, wyjazdów itd.
      Ja na czele działu Indonezji?! No, tu mnie Pan zaskoczył, równie miło, co totalnie! W każdym razie uważam, że CSPA jest WAŻNA jako czołowy polski think-tank, choć nie jestem pewny, czy w warunkach członkostwa w Jewrosajuzie Polska nie pozostanie ostatecznie na marginesie spraw polsko-azjatyckich. Ale próbować warto. A przez ostatnie kilka miesięcy zdążyłem ten portal polubić, zwłaszcza że przy wszystkich jego plusach i minusach widać, iż dyskusje na Forum nabrały rumieńców. :-)

      • Avatar Zyggi

        Oczywiście strzeliłem byka. Miało być: „w warunkach członkostwa w Jewrosajuzie Polska nie pozostanie ostatecznie na marginesie spraw europejsko-azjatyckich.” Przepraszam.

  • Faktycznie czasami jest tak, że na CSPA jest zastój jeśli chodzi o newsy !!
    Komentarze zawsze mogą poczekać, ale tyle ważnych spraw się dzieje, że musi istnieć jedno zbiorcze miejsce gdzie można przeczytać wszystko … szczególnie jeśli są to relacje Polsko-Chińskie !! Sam zastanawiam się jak to wszystko ogarnąć,aby to miało ręce i nogi …. może osoby publikujące oraz komentujące powinny mieć większy wpływ co się dzieje z CSPA online ? może stworzyć jakieś nie-administracyjne konta z dostępem do wybranego działu …. lub ew. stworzyć pełnoprawną część serwisu …. czyli FORUM ?!
    Może warto podzielić serwis na bardziej tematyczne działy ?! mniej więcej tak jak to zrobił swego czasu money.pl ?
    Oczywiście są to tylko sugestie, ale trzeba pamiętać, że kto swoi w miejscu ten się cofa … i podpisuje się pod słowami Pana Wiesława, który ” piszę o serwisie na miarę naszych marzeń” mam tak samo słońca wy moje :+)

  • No i oczywiście nikogo nie może zainteresować wiadomość że chiński koncern LiuGong kupuje część Huty Stalowa Wola! Ale czy na pewno?

  • P.S. Po dzisiejszym wejściu na CSPA nie wytrzymałem nerwowo i muszę się „wywnętrzyć”.
    I. W news-ach z Chin ostatnia wiadomość jest z 10.01. Dziś mamy 17.01. Przepraszam, ale czy to jest normalne? Czy w Chinach życie zamarło 10 stycznia. Przykład dzisiejszy: 1. minister Grad pojechał do Chin namawiać lokalny biznes do inwestowania w Polsce. Chciało by się rzec- wreszcie spojrzał na mapę i zobaczył Chiny, 2. prezydent Jintao jedzie jutro do USA – to się nie zdarza codziennie i może mieć wpływ na to co się na świecie a więc i u nas dzieje. Czy tego nie należy/powinno się poinformować/skomentować?
    II. Na głównej stronie mamy artykuły : ostatni z 12 stycznia, 10 stycznia, 8 stycznia, 7 stycznia, 6 stycznia i …21 grudnia. Jeszcze raz pytam: czy to jest normalne ” w czołowym polskim think-tanku zajmującym się Azją dalekiego wschodu.”
    A przecież w korespondencji z redakcją CSPA przekonywano mnie że nie mogą wydrukować moich artykułów „ponieważ tylu autorów czeka na publikację”. No więc dajcie te artykuły które Wam się nie mieszczą w szufladach.
    Coś tu najwyraźniej „NIE GRA”! Może powierzcie mi chiński newsroom, a zobaczycie że Polacy żeby się dowiedzieć nowości z Chin będą wchodzili na CSPA. No i te artykuły!

  • Chciałbym ustosunkować się do stwierdzenia p. Pyffla, iż jest bez szans w debacie której tematem jest Nobel dla Chińczyka. Oczywiście, wystąpić w takiej debacie powinno się.
    Może po setnym Pańskim wystąpieniu jakaś cząstka prawdy o Chinach dotrze do naszego Narodu.
    Chociaż myślę, że ta prawda dotrze do społeczeństwa jak uderzenie maczugą- wtedy gdy Chińczycy już wejdą do nas w sposób który będzie im odpowiadał. A więc na pewno przez inwestycje. Myślę, że te przyszłe inwestycje spółek chińskich będą/są wspierane przez ich rząd. I to na wszystkich poziomach. A tak najprawdopodobniej będzie wyglądało wejście „chińskiego smoka” do Polski:
    1. kupna polskich obligacji państwowych czy metropolitalnych, ale jeszcze nie dzisiaj. Dopiero za rok, gdy w/w będą zwiększały rentowność (czyli wtedy gdy do Polski zawita prawdziwy kryzys), tak jak już się to dzieje w Grecji, Portugalii i Hiszpanii.
    2. kupno co ciekawszych (pod względem cenowym i perspektywicznie) spółek giełdowych,
    3. kupowanie udziałów w spółkach które mają szanse na zaistnienie swoich produktów na rynku UE- to się już dzieje poprzez próbę kupna akcji spółki, która produkuje wagony kolejowe.
    4. Inwestycje samodzielne w:
    a. energetyce, gdzie zaległości inwestycyjne są gigantyczne i stosownie do tego potrzebne są gigantyczne pieniądze. To inwestycje zarówno w środki produkcji (wytwarzanie energii), jak i w linie przesyłowe.
    b. Do tego typu inwestycji zaliczyłbym również inwestycje w drogi wodne i transport wodny- nieistniejący w Polsce. I sądzę, że gdyby- daj Boże- znalazłby się jakiś maniak z tej dziedziny w rządzie i zgodził by się na przekazanie chińczykom spółek wodnych zarządzających polskimi rzekami to mielibyśmy być może za jakiś czas: spokój z powodziami- bo byłyby stopnie wodne i właściwe wały przeciwpowodziowe i możliwości transportowania towarów transportem rzecznym (tanim jak barszcz!).
    c. Również zainwestowanie w duży port na Bałtyku miałoby dla Chin sens (nota bene linia Szanghaj- Gdynia została zainaugurowana chyba w 1947r), a tanie rozwiązania z rozsądną siłą roboczą są w Polsce dostępne. Taki port który obsługiwałby kraje Europy centralnej i północnej byłby bardzo nie na rękę Niemcom, ale Chińczycy w przeciwieństwie do Polaków mieliby to w nosie.
    d. Myślę, że również samodzielne inwestycje w infrastrukturę drogową staną się za jakiś czas faktem, a to wówczas, gdy po 2013 nie będzie na ten cel pieniędzy w kasie unijnej, a w kraju będziemy mieli ładny kryzys. I będzie tanio.
    e. Wprawdzie Chińczycy nie mają technologii pozyskiwania gazu z łupków, ale sądzę, że gdyby się okazało, że jednak ten gaz w dużych ilościach można w Polsce pozyskiwać, to nie zdziwiłbym się pojawieniu chińskich państwowych koncernów paliwowych. Państwo chińskie MUSI zagwarantować przemysłowi i rozwijającym się jak na drożdżach miastom różne formy energii, dlatego np. ma trzy działające gazoporty i w budowie następne cztery. Dywersyfikacja dostaw- to naczelne hasło na kolejne pięciolatki.
    No cóż, można ten katalog ciągnąć jeszcze dłużej, powtarzając to co napisałem w artykule pod którym publikuję ten komentarz. Ale to nie bardzo ma sens. Albowiem kierunki Ich inwestycji są znane tylko Im. Ja tylko mogę je przeczuwać.

  • Z całym szacunkiem p. Pyffel, ale chciałem w tym komentarzu powiedzieć o tym, że w „naszym” potralu (czyli CSPA) nie poruszamy tak istotnych tematów. Zdaję sobie sprawę z Pańskiego zaangażowania w różnych mediach, ale my, skromni komentatorzy i czytacze, zaangażowani w CSPA chcielibyśmy widzieć ten portal na miarę naszych marzeń. Tutaj chielibyśmy czytać o sprawach Azji i relacjach polsko-azjatyckich. Chcielibyśmy, aby stąd właśnie wychodziły wiadomości lub komentarze na zewnątrz a nie odwrotnie. Mam nadzieję, że tak się w przyszłości stanie.

  • Wspomnialem o tym (krotko, gdyz artykul byl o czym innym) w artykule w Rzeczpospolitej z 15 grudnia 2010 roku (konkretnie o wizycie portugalskiego ministra finansow w Pekinie-oferujacego obligacje i o mozliwosci ze za chwile zrobia to inne kraje europejskie). Polecam linka w tym artykule.

  • Jedną z wiadomości w portalu jest wizyta wicepremiera Li Keqianga w Niemczech. Niestety, jak już nie raz w przeszłości się to zdarzało i ta wiadomość podana jest językiem…zbliżonym do polskiego. LITOŚCI! Błagam o korektę!
    Ale sprawą pierwszorzędnej wagi jest fakt, iż wizyta ta ma fundamentalne wręcz znaczenie dla EURO! Czy wśród osób odpowiedzialnych za ten „czołowy polski think-tank zajmujący się Azją dalekiego wschodu” nie ma nikogo, kto zwróciłby uwagę na ten fakt? Przecież fakt że euro się chwieje, a za nim chwieje się cała UE- nic dla Państwa nie znaczy? I to w kontekście chińskich obietnic składanych w Lizbonie, Madrycie i wspominanych na Węgrzech, o zakupie przez ChRL znaczących ilości węgierskich, portugalskich i hiszpańskich obligacji rządowych? Oczywiście media mainstreamowe o tym nie piszą lub jeśli już to półgębkiem, ale to jest przemyślana, obliczona na długie lata akcja chińska, zmierzająca do związania podupadłej, w lichym stanie ale wciąż innowacyjnej gospodarki UE z swoją gospodarką. Jest to droga która chiński kapitał wchodzi do Europy.
    Podkreślam- NIECHCIANY ale NIEZBĘDNY w tej sytuacji.
    Niechciany, bo trudno mi sobie przypomnieć większe oburzenia, niż to które miało miejsce, gdy chińczycy wygrali przetarg na budowę 17 km. autostrady w Polsce. Stosowny „komisarz ludowy” w Brukseli oznajmił, że niemożliwe jest, aby chińczycy budowali drogi w UE.
    A niezbędny, ponieważ UE znajduje się na tak ostrym zakręcie swojego istnienia, że możliwe są wszystkie warianty rozwoju sytuacji od spokojnego wyjścia z kryzysu finansowego (co jest praktycznie niemożliwe), poprzez wyjście niektórych krajów ze strefy euro, utworzenie stref „dwóch prędkości” czyli krajów twardego jądra UE jak Niemcy, Francja, Holandia, Luksemburg i pozostałych, aż do implozji strefy euro włącznie i powrotu do macierzystych walut.
    Słowem mamy do czynienia z zacieśniającym się kręgiem krajów które same proszą ChRL o pomoc czyli kupno własnych obligacji w celu ratowania swojego bilansu finansowego, ale również- a może przede wszystkim- pokazania rynkowi finansowemu, że oto Chiny wchodzą do gry finansowej w danym kraju, a to dla tych rynków jest informacja pierwszorzędna. USPOKAJAJĄCA. Bo tak się składa że rynki finansowe rządzą się przede wszystkim emocjami. A wejście ChRL do akcji te emocje tonuje.
    I jeszcze jedno. W artykule pod którym czytacie państwo ten komentarz, była mowa o tym że Chiny robią dobre interesy na całym świecie. Przytaczałem przykłady Białorusi i Grecji w Europie. Teraz dołączą do nich Węgry, Portugalia i Hiszpania. Jestem absolutnie pewien, że to nie koniec chińskich inwestycji w Europie. Bo PIIGS-y- Portugal, Italy, Irland, Greece, Spain- to nie wszystko. To dopiero początek! Proszę nie zapomnieć o pozostałych krajach „peryferyjnych” UE. W tym także Polski. Gdy scenariusz przyszłości UE zacznie przybierać ciemne kolory, wówczas kraje twardego jądra Europy dadzą sobie jakoś finansowo radę. Pozostali wpadną w bardzo duże kłopoty. I wtedy gdy zaczną tonąć, zobaczą wyciągniętą pomocną dłoń- Chińczyka. Tak będzie, bo to już się zaczyna dziać.

    • Cyt. „Niechciany, bo trudno mi sobie przypomnieć większe oburzenia, niż to które miało miejsce, gdy chińczycy wygrali przetarg na budowę 17 km. autostrady w Polsce. Stosowny „komisarz ludowy” w Brukseli oznajmił, że niemożliwe jest, aby chińczycy budowali drogi w UE.”
      Moralnośc Kalego… A gdyby tak podobnie wypowiedział się jakiś przedstawiciel władz w Pekinie na temat europejskich inwestycji w Chinach? Osobny temat, to jak obłudnie w tym kontekście brzmią zapewnienia kierowników eurokołchozu jak to im zależy na awansie ekonomicznym Polski, Rumunii czy Bułgarii. Napchac kiesę koncernom z Niemiec i Francji – głównie po to jest „łunia”! A co potem – ano o przyszłości to już Chińczycy a nie eurolewusy zadecydują…

  • Chciałbym, żebyście Panowie zobaczyli jak w codziennej praktyce wygląda zainteresowanie giełdy sprawami o których ostatnio pisałem. Oto dzisiejszy komunikat poruszający sprawy finasowe Europa-Chiny.
    „Istotne ruchy głównej pary walutowej EUR/USD obserwowaliśmy po deklaracji Chin w kwestii pomocy krajom strefy euro, a także po kolejnych ostrzeżeniach agencji rartingowych. Chiński wicepremier zapewnił, że jego kraj będzie w dalszym ciągu kupował obligacje najbardziej zagrożonych krajów strefy euro. Wspomniał, że dotychczas Chiny znacząco przyczyniły się do złagodzenia kryzysu i wyraził nadzieję, że wkrótce zostanie on zażegnany. Wszyscy jednak zdają sobie doskonale sprawę, że ogromnych długów, na które kraje PIIGS „pracowały” wiele lat, nie da się tak szybko zlikwidować i ten czynnik będzie w mniejszym lub większym stopniu ciążył na euro jeszcze przynajmniej przez cały następny rok. Płynność na rynku długu ze strony Chin z pewnością więc się przyda. Szczególnie na początku roku, kiedy to podaż długu krajów PIIGS może być wyższa niz zwykle. O tym, że sytuacja w strefie euro jest niewesoła, nieustannie przypominają nam agencje ratingowe. Najbardziej aktywna z nich w ostatnim czasie, agencja Moody’s, ostrzegła, że rozważa obniżenie ratingu Portugalii o jeden lub nawet dwa stopnie. Agencja Fitch z kolei, poinformowała o umieszczeniu na liście obserwacyjnej, z możliwością obniżenia ratingu, Grecji. O ile ta druga informacja z oczywistych powodów nie wstrząsnęła rynkiem (Grecja pozostaje przecież pod nieustanną „obserwacją” wszystkich inwestorów i analityków, ponadto pozostałe agencje w grudniu dokonały już podobnych posunięć), o tyle pierwsza doprowadziła do wzrostu rentowności obligacji portugalskich i do silnego osłabienia euro względem dolara”. Za IDMSA.

  • Twoja teza byłaby słuszna, gdyby potwierdzały ją: wysokie wskaźniki ekonomiczne w wymienionych przez Ciebie krajach i słabe w rzekomych ofiarach.
    Nie wiem jakie wg Ciebie są narzędzia w ekonomicznym folwarku Paryża i Berlina.
    Wolny, pozbawiony ceł handel, czy może euro ? Wielokrotnie czytam o tym, jak wątłe państwa południa mogłyby zdewaluować swoje waluty celem zwiększenia eksportu, ale czy nie jest to zwyczajne okradanie swoich obywateli poprzez zmniejszenie siły nabywczej środka płatniczego ?
    Jest duże prawdopodobieństwo, że euro upadnie, ale jego zaletą było przynajmniej ograniczenie protekcjonistycznych praktyk banków centralnych.
    Dlaczego kraje Europy sobie nie radzą, a USA jakoś sobie radzi ?
    Częściowo jest to złudzenie tj. kłopoty gospodarcze stanu Michigan nie wzbudzają tyle emocji co kłopoty Grecji dlatego, że Michigan jest mimo wszystko jednostką administracyjną a Grecja państwem. Michigan jako jednostka administracyjna musi otrzymać pomoc rządu federalnego, a Gracja może się jedynie prosić.
    Drugą kwestią przeważającą na korzyść USA, jest dolar, który jest walutą rezerwową. Oznacza to, że dodrukowując dolara USA przelewa konsekwencje związane z inflacją na cały świat.
    Trzeba pamiętać, że geneza kłopotów nie jest taka sama dla każdego państwa. Bezpośrednio przez kryzys została uderzona Irlandia i Hiszpania, pośrednio Portugalia i Grecja. Przed kryzysem Irlandia szybko się rozwijała, w przeciwieństwie do np. Portugalii. W perspektywie długoterminowej kraje bezpośrednio uderzone przez kryzys będą się szybko rozwijały, a pośrednio tak samo wolno jak przed – o ile nie przeprowadzą niezbędnych reform.

    Chiny wyciągając pomocną dłoń jednocześnie będą miały interes w utrzymaniu stabilności w Europie (a nie odwrotnie jak czynią Stany Zjednoczone). Już teraz większość państw ma większe obroty z Chinami, niż z USA.

    • A propos UE. To nie wskaźniki ekonomiczne, a mocarstwowa pozycja niemieckich i francuskich koncernów i banków oraz ogromne nadwyżki handlowe Niemiec (150-200 mld euro rocznie) świadczą najlepiej o tym, kto czerpie profity z samego faktu istnienia UE. Gdyby nie garb socjalny i związane z nim niezdrowe nawyki oraz starzejące się społeczeństwo Niemcy ze swoim wszechstronnie rozwiniętym, nowoczesnym przemysłem (16 tysięcy patentów w przemyśle rocznie w porównaniu do… 170 w Polsce), imponującą organizacją, systematycznie kształconymi kadrami oraz ogromnymi nadwyżkami handlowymi pewnie byłyby nie mocarstwem a SUPERMOCARSTWEM ekonomicznym.
      Również Francuzi ze swoimi śmiałymi pomysłami, ambicją i wyobraźnią potrafią „przenosić góry. Popatrz Pan na TGV, na kosmodrom Kourou w gujańskiej dżungli albo na ich przemysł lotniczy! Instrumentem działania w ręku Paryża i Berlina jest zapewne euro, ale przede wszystkim sektor bankowy oraz naciski polityczne. Grecja, Portugalia czy Polska są zadłużone po uszy, przede wszystkim w niemieckich i francuskich bankach. Więc muszą płacić odsetki (chyba po to tylko istnieją jeszcze jako państwa) i uważnie słuchać, bo skończą jak kiedyś Argentyna. Oczywiście nie mówi się o tym, ile dany kraj płaci co roku odsetek, tylko ile bierze kasy z Unii i jaka ta Unia dobra, że daje. Nawet w szkołach o tym uczą! Tresura propagandowa działa lepiej niż za komuny! :-)
      A propos zakulisowych nacisków. Przykładem tego jest niedawno omawiany przeze mnie casus LOT-u, który nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, wycofał się z rozmów z Chińczykami w sprawie bezpośrednich połączeń Warszawy z Pekinem. Rzekomo się „nie opłacało”. A w latach 90-tych o dziwo się opłacało! Cud normalnie… :-D Ale jeśli spojrzeć na sprawę szerzej, cud przestaje być cudem i wszystko okazuje się dziecinnie proste: LOT należy do ugrupowania Star Alliance, gdzie przewodzi Lufthansa. A WOLĄ Lufthansy jest, by Polacy latali z niemieckich lotnisk i najlepiej niemieckimi liniami. I żaden LOT ani nikt inny nie będzie tego utrudniał.
      Polakom zabroniono dofinansowywania stoczni. Trochę zastanawia ta troska lewicowych kierowników Brukseli o polskich podatników. Tyle, że Niemcom, Francji czy Wielkiej Brytanii nikt niczego nie ośmielił się zakazywać gdy państwa te ratowały swoje banki czy firmy takie jak Opel.
      Albo sprawa Nord Stream: Niemcy chcieli zabezpieczyć swoje interesy na wypadek gdyby Rosjanie pokłócili się z Warszawą lub Mińskiem. A że ucierpiały na tym interesy Polski i krajów bałtyckich – a co to Berlin obchodzi? Bliższa ciału koszula niż płaszcz.
      Jak Pan widzi, w Eurosojuzie liczy się chłodny rachunek ekonomiczny tych, którzy w nim rządzą. W końcu Paryż i Berlin pakują miliardy euro do budżetu UE nie dlatego, że kochają Polaków, Węgrów, Rumunów, Portugalczyków, Greków etc. i chcą im robić dobrze. Robią tak dlatego, że traktują to jako inwestycję, która MA SIĘ ZWRÓCIĆ.

  • Panowie, na tym portalu ” czas to nie pieniądz”. Poruszane tu tematy są ważne, ale najważniejsze są pomijane. Otóż muszę samokrytycznie przyznać, że nie doceniłem dynamiki sytuacji w eurosojuzie i pisząc ten artykulik na początku listopada, nie pomyślałem, że sytuacja w eurogrupie tak się dynamicznie będzie zmieniała i to za sprawą Amerykanów. Powiecie: przecież to inny portal! Nie, to jest ten portal!
    Więc po kolei: „amerykańskie grupy nacisku” jak nazywam agencje ratingowe : Standard&Poors, Fitsch, Moodys obcinając ratingi naprzód Grecji, Irlandii, potem Portugalii, Hiszpanii, grożąc Belgii, spowodowały otwarcie „szafy z trupami” czyli pokazały- ten król jest nagi. Spowodowały, że w Europie zrobiło się gorąco- finansowo.. Piszę to po spotkaniu w Brukseli 16.12.2010 gdzie okazało się że Niemcy mogą dawać pieniądze na ratowanie kolejnych państw, ale nie mogą racjonalizować porządku ich wydawania. A to się źle skończy! Bo kto płaci rachunki -ten żąda.
    Argument państw, które nie chcą brać pieniędzy od Niemiec, jest prosty: jeśli będzie trzeba, zadłużymy się na korzystniejszych warunkach u Chin. Portugalia już myśli o alternatywnych źródłach finansowania. Minister finansów Fernando Teixeira w ostatnich dniach pojechał do Chin , by namawiać do zakupu portugalskich obligacji. W Lizbonie prezydent Chin Hu Jintao obiecał udzielenie pomocy w postaci konkretnych posunięć. Chiński wiceminister spraw zagranicznych Fu Ying napomknął też o możliwości kupienia przez Pekin portugalskich obligacji rządowych. Oferty pomocy Pekin kieruje też do Grecji, Hiszpanii, Irlandii i Włoch.
    I jak sądzicie, dobry kierunek wybrali ci europejczycy czy zły? Bo moja odpowiedź jest następująca: JEDYNY! I to nie jest tak, że to się komuś podoba lub nie. Tak jest logika dziejów. Państwa, które wydawałoby się, są zamożne, mogą wybierać i przebierać wśród kontrahentów z którymi będą robiły interesy- STAJĄ POD ŚCIANĄ! Nie mają wyjścia, a jeśli jeszcze im się wydaje, że mają, to za chwilę przestanie im się wydawać!
    Widzę, że po Grecji niewiele się w Europie nauczono. Po casusie Irlandii już zaczęto otwierać oczka na świat, ale myślę, że trzeba będzie następnego w kolejce- może Portugalii, ale nie koniecznie, żeby oczy eurostrefy- wówczas już rozlatującej się na dobre, zwróciły się z błagalnym spojrzeniem na Chiny. Bo to jest i pozostanie jedyny kraj który będzie mógł pomóc poszczególnym krajom przetrwać- bez ogłaszania niewypłacalności.
    A tak jak w powyższym artykule napisałem, Chińczycy lubią robić dobre interesy. I będą je robili w eurostrefie, wyciągając poszczególne jej Państwa znad przepaści bankructwa. KUPUJĄC ICH OBLIGACJE! TANIO! A potem zamieniąc te obligacje na udziały w co ciekawszych – z ich punktu widzenia- przedsiębiorstwach mających nowoczesny know-how. I hajda z tym do siebie!. I będą mieli rację! O tym mechanizmie- kupowania w Europie tanio- pisałem również w powyższym artykule. Kilka dni temu, pisał o tym Der Spigel w wydaniu internetowym- w kategoriach strachu. A ja się cieszę! Bo oto na naszych oczach- no , może nie wszystkich- świat wywraca się do góry nogami. Nie będzie biednych i bogatych, będą bogaci z kolosalnymi rachunkami do spłacenia i biedni (umówmy się że ChRL jest krajem z niskim PKB na osobę) którzy będą mieli weksle tych bogatych w kieszeni (już mają „weksle” USA ) .
    A teraz wątek polski. Powyżej pisałem o gałęziach gospodarki w które Chiny mogłyby zainwestować. Ale wiedziałem, że Oni będą chcieli zapłacić w tych transakcjach jak najmniej. No i zapłacą mało! Z pomocą przyjdzie im p. Tusk. Jak? Po przyszłorocznych wyborach, kiedy już będziemy zadłużeni po uszy i nasz obligacje będą się zbliżały do „ groszowych” a agencje ratingowe obetna nam ratingi do BB+ z perspektywą negatywną, przyjedzie do nas z wizytą oficjalną wicepremier ChRl i zaproponuje „deal”. Zgadnijcie jaki?

    P.S. Oczywiście, muszę tą wypowiedź umieścić w ramach „komentarzy”, ponieważ jak napisał mi administrator tej strony: „ nie mogą wszystkiego zamieszczać na głównej (w domyśle: stronie)”. No bo to takie barachło!!!!!

    • Panie Wieslawie,

      Jak najbardziej konkretne i rzeczowe uwagi z Pana strony, dodatkowo pozwole sobie przytoczyc kilka innych punktow dodajacych do Panskich obserwacji.
      Zarowno USA jak i EU sa w bardzo nieciekawej sytuacji finansowej. Ale obydwa te bloki maja inne nieco mozliwosci zareagowania na to. W przypadku USA bardzo na reke bylaby duza zawierucha w rejonie Azji, jesli jeszcze udaloby sie wciagnac w to Chiny. Z coraz wiekszym niepokojem obserwuje to co dzieje sie w tamtym rejonie i nie chodzi tylko o Pln. Koree, choc jest to bezposredni lacznik do wciagniecia Chin. Japonia oglosila niedawno zmiane swego modelu obronnego zwiekszajac srodki na zbrojenia, Korea Pld. takze nie pozostaje bierna. Dokladajac do tego obecne „cwiczenia” Japonsko-Koreansko-Amerykanskie dla mnie ma to znamiona wciagniecia Chin, albo w zbrojenia, albo w cos wiekszego. Historycznie Amerykanie zawsze na takich „konfliktach” zyskiwali, natomiast reszta niekoniecznie.
      W takim przypadku inwestycje Chinskie, beda okrojone aby sprostac wydatkom na zbrojenia.
      Sytuacja EU jest duzo gorsza niestety (dlatego niestety bo odbije sie to na Polsce), dlatego ze na konflikcie zyska niewiele, a dodatkowo jak Pan rowniez zauwazyl „amerykańskie grupy nacisku” pracuja mocno aby EU wpedzic w klopoty jeszcze wieksze, co USA jest na gospodarczo bardzo na reke.
      Sytuacja Polska na tle tych zdazen nie jest ani tragiczna, ale tez niezbyt dobra. Podejzewam, ze od 2013 mocno okrojone zostana fundusze spojnosci, co mocno odbije sie na finansach. Zakusy do tego mozna juz zaobserwowac podczas dyskusji Unijnych, gdzie szczegolnie Anglia chce ograniczenia budzetu. Jaki ma to zwiazek z Chinami, wedlug mnie dosc duzy (jeslu sytuacja rozwinie sie pozytywnie). Wydaje mi sie, ze z powodu problemow glownych krajow Unii czesc firm bedzie chciala pozbyc sie aktywow w Polsce, wiec jesli chodzi o mozliwosci zakupu to takie powinny sie pojawic. Juz w tej chwili mozna zaobserwowac zwikszone zainteresowanie firm z Chin prywatyzacja w Polsce (Polfa Warszawa, HSW SA). Oby bylo wiecej. Mam tylko nadzieje, ze spotka sie to z wiekszym zainteresowaniem takze naszego rzadu, gdyz ma to sens ekonomiczny i na pewno jest pomocne. Chociazby patrzac na perspektywe prywatyzacji LOT’u, wedlug mnie wiekszy potencjal ma zwiazanie sie z partnerem z Azji (moga byc Chinskie linie na przylad, ale takze Malezja lub Korea Pld.) bo wtedy jest mozliwosc organizowania jakiegos wiekszego hub’u w Polsce ktory z Europy przez Polske laczylby sie z Azja. Sprzedaz dla BA, lub Lufthansy oznacza wozenie z Polski do Londynu i Berlina i marne perspektywy rozwoju.
      Innymi slowy szanse do robienia interesow sa swietne i oby rozne zakusy tego nie popsuly.

      • Avatar rysiek

        ciekawy komentarz.
        dwa pytania

        1. dlaczego korzystna bylaby dla USA wojna w Azji? jak do tego maja sie manewry? nie widze tu zwiazku miedzy nimi a wciagnieciem w wojne. ponadto, chiny i tak sie zbroja, bez zachety stanow zjednoczonych.

        2. jak amerykanskie grupy nacisku lobbuja, by wprowadzic UE w klopoty? mozna poprosic o konkrety?

        czyli podsumowujac – dla USA najkorzystniejsze bylyby klopoty i w Azji i w Europie?

      • Avatar PZ

        @ rysiek

        Nie dalo sie odpowiedziec pod Twoim postem.

        Ad 1) Korzystna dla USA bylaby z dwoch powodow. Po pierwsze jako najwiekszy eksporter broni z pewnoscia jeszcze bardziej poprawiloby sprzedaz tejze broni przez USA. Zauwaz, ze zarowno Korea i Japonia dosyc mocno polegaja na sprzecie Made in USA.
        A menewry maja sie tak, ze prowokuja. Zauwaz, ze Chiny przeciw tym manewrom protestuja, natomiast Korea to pionek w grze (glownie Chin), aczkolwiek nie jestem w stanie powiedziec na ile kontrolowalny.
        W polityce oczywistych sygnalow chyba nie oczekujesz?

        Po drugie finansowo z pewnoscia oslabiloby juana (ze wzgledu na ryzyko poliytyczne), a kapital zaczalby odplywac do USA jako do rejonu bezpiecznego.

        Moim zdaniem byloby to bardzo na reke Amerykanom. Chiny i owszem sie zbroja, ale niedawno odpowiedziala na to Japonia a mozliwe, ze i Korea takze zrewiduje swoja strategie obronna wspomagajac bilans handlowy USA.

        Ad2) Przede wszystkim jest to zorganizowana spekulacja na EURo. Jesli sadzimy, ze wynika to tylko z klopotow zadluzeniowych tak zwanych krajow osciennych to dla informacji warto dodac, ze dlug publiczny USA (procentowo) jest wiekszy niz na przyklad Hiszpanii.
        A stany takie jak Kalifornia juz powinny byc bankrutem, a nie sa. Agencje ratingowe sa glownie pochodzenia amerykanskiego (to dlatego tak nie podobal sie pomysl stworzenia europejskiej wersji).
        W strategii finansowej nazywa sie to „beggar thy neighbor” i to USA probuje z UE zrobic.
        Czy sadzisz, ze rozpad strefy euro przeszedl by w UE tak zupelnie bezbolesnie? Moim zdaniem pozostalyby dwie waluty rezerwowe (USD i CHY), a to jeden problem (z EUR) z glowy. Chinczycy bardzo mocno internacjonalizauja juana, mozna to poczytac w The Economist.

        Polecam ksiazke lub fragmenty „The next 100 years” napisana przez think-tank Stratfor, ktory doradza zarowno prezydentowi USA jak i kongresowi. Daje ciekawy obraz tego do czego dazy USA i jaka wizje maja.

      • Avatar rysiek

        PZ dziekuje, ponizej kilka watpliwosci:

        biora sie one stad, ze obecne dwie wojny USA nie tylko przyczynily sie do kryzysu finansowego, ale i spowodowaly mnostwo problemow wewnatrz kraju, jak i dla jego wizerunku za granica. stad nie bardzo widze jak kolejna mialaby im pomoc. a sprzedaz broni nie zrownowazy strat finansowych (choc rozumiem, ze chodzi pewnie o zyski dla grupy trzymajacej tam wladze).

        pochodna kryzysu, czyli wojny, jest wlasnie oslabienie amerykanskiej waluty.

      • Avatar PZ

        @ rysiek

        Dokladnie tak jak mowisz, pochodna dwoch wojen sa kolosalne wydatki USA i oslabienie ich waluty.

        Ja bardziej mam na mysli konflikt, w ktorym USA bezposrednio zaangazowane nie sa (tak zwana proxy war), ale sponsoruja go (sprzedajac militaria i kredytujac ich zakup). Historycznie byl to dla USA swietny interes.
        Dlatego moim zdaniem byloby na reke wywolanie konfliktu pomiedzy Chinami (vide Korea Pln.) i Japonia/Korea Pld.

        Dodatkowo w takim przypadku mocno oslabi to juana (ryzyko polityczne), a problemem dolara nie jest slabosc sama w sobie ale niekorzystny kurs do juana glownie, ktory powoduje ogromny deficyt w handlu po stronie USA.
        Wiec interes aby oslabic juana (jakimkolwiek sposobem) istnieje, nie sadzisz?

        Tak na marginesie, watek konfliktu militarnego nie jest juz tylko przeze mnie „wspominany” na tym forum w zwiazku z wyscigiem ekonomicznym Chiny-USA.
        Wczoraj takze wzmiankowal o tym Pan Wieslaw Pilch w jednym ze swoich komentarzy (umieszczony jest pod tematem Raport MFW o chińskim rynku nieruchomości).

        Pozdrawiam,

      • Avatar rysiek

        moglbym odpisac, ze wlasnie we wspomnianej dyskusji ciekawy napisal, ze USA nie porwa sie na Chiny i od sieibe dodac niewazne czy sami czy przez kogos. nie o to jednak chodzi.
        pozostane przy swoim i zobaczmy co nam 2011 przyniesie.

    • Obecny stan rzeczy w Europie to – jak mawiał Stefan Kisielewski – nie kryzys tylko rezultat. To mianowicie naturalny rezultat traktowania UE przez Niemcy i Francję jako ekonomicznego folwarku, a słabszych członków (ex-demoludy, Grecja, Hiszpania, Portugalia, Irlandia) jako ekonomicznej przybudówki dla potrzeb własnych koncernów, jak również rynku zbytu i dogodnego miejsca inwestycji. Berlin i Paryż postarały się, by Siemensowi, VW, Alstomowi czy Renault nie wyrosła żadna konkurencja w tych krajach. Efektem ubocznym jest ciągła słabośc gospodarcza krajów południa i wschodu UE, ich deficyt handlowy i obrotów bieżących, a pochodna tego to m.in. też deficyt budżetu, bo w końcu Grecy czy Portugalczycy chcieliby życ podobnie jak Niemcy i Francuzi. A że nie bardzo było za co, więc żyli ponad stan… Dziś mamy czas korekty, z czego skwapliwie korzystają Chiny. Tę sprawę trafnie poruszył Pan Wiesław Pilch. Tylko czekac, kiedy śladem Grecji kolejne kraje zaczną padac, zarówno te ze strefy euro (Irlandia, Portugalia, byc może Hiszpania i Słowacja) jak i spoza niej (Łotwa, Węgry, najpewniej też Polska i Litwa). Ratingi tych krajów poleciały lub polecą w dół, a Chiny wyciągną pomocną dłoń. I wtedy nie tylko CSPA, ale i wyjątkowo odporna na „duch czasu” GW będzie zmuszona zabrac głos w tej materii!! I to pomimo że – tu jeszcze raz pozwolę sobie sięgnąc do myśli Kisiela – „nic tak nie gorszy ludzi jak prawda.”

  • Fakt rosnącego geopolitycznego znaczenia Chin i zarazem Azji jest niezaprzeczalny, natomiast Polska nie jest dla Chin takim partnerem jak Niemcy, Francja czy Wlk. Brytania. Sytuacja kiedy handel ukierunkowano na kraje RWPG była wymuszona politycznie. Dominacja Zachodu w relacjach handlowych obecna była również przed II Wojną, mimo że handel był znacznie bardziej ograniczany. Chiny mogą być znaczącym partnerem dla Polski, ale tak samo mogła by być Turcja, Indie czy Brazylia. Piszę ten post, ale także poprzedni, ponieważ uważam że jeśli Chińczycy czy jakikolwiek inny kraj zechce u nas inwestować czy zwiększać obroty handlowe to jak najbardziej droga wolna. Nie widzę natomiast powodu, aby faworyzować jeden z tych państw.
    Autor wychwala interwencjonizm nie widząc przy tym bardziej odległych jego skutków.

  • @ ciekawy

    W swojej wczesniejszej wypowiedzi przede wszystkim chcialem zwrocic uwage na szersze spojrzenie, co miedzy innymi znaczy, ze patrzenie na zachod nie powinno byc bezkrytyczne i nie powinno takze przeslaniac zmieniajacej sie geopolityki i wzrastajacej roli Chin (i Azji generalnie).
    Nie kwestionuje czynnikow wiazacych Polske z Zachodem, natomiast ton Twojej wypowiedzi odczytuje troszke na zasadzie „tak jest teraz i jest to prawda objawiona nie podlegajaca dyskusji” (a ja preferuje bardziej otwarta i konstruktywna forme nieskrepowanej dyskusji). Faktem jest, ze obecnie Polskie stosunki gospodarcze sa mocno ukierunkowane na Zachod (szczegolnie Niemcy), faktem jest rowniez ze w poprzednim systemie nakierowane byly na brata ze wschodu w podobny sposob i w podobnych rzedach wielkosci warunkujacym wielkosc handlu.
    Zatem juz samo to ze w ostatnich 20 latach nastapilo calkowite odwrocenie kierunku polskiego handlu powinno dac do myslenia, ze to iz w tej chwili wymiana handlowa z Chinami jest jaka jest, wcale nie oznacza, ze nie mozna tego zmieniac na nasza korzysc.
    Ponadto jesli chodzi o kierunek benefitow, czyli Twoj argument ze bilans handlu z Chinami dla Polski jest ujemny to tez to stan obecny dla mnie, ale mozliwy do zmiany.
    Twierdzisz, ze sporo eksportujemy na Zachod, co sie zgadza, jednak sporo firm ktore eksportuja to fimy zachodnie, a najlepszym przykladem jest branza samochodowa ktorej 90% to eksport i zadna marka nie jest Polska. Zmierzam do tego, ze inspirujac Chinskie inwestycje w Polsce mozna kierunkowac je w podobnie korzystnym dla Polski kierunku (vide produkcja w Polsce pod chinska marka i niemal calkowicie na eksport) i do takiego modelu chinskich inwestycji nasze elity powinny zmierzac.

  • Moi drodzy, jeśli Chińczycy będą chcieli inwestować w Polsce to ich nikt nie powstrzyma (to jest tylko kwestia czasu), zwłaszcza w obecnej sytuacji, pamiętacie jak długo EU się opierała chińskim inwestycją i co z tego zostało? Wygrywa silniejszy i sprytniejszy, a że EU to wzajemnie wykluczające się interesy to tym łatwiej Chinom. A dlaczego akurat u nas będą inwestować? Ponieważ Polska jest dość dużym krajem a zarazem graniczy z Niemcami i Rosją, do tego należy dodać historię naszej długoletniej współpracy i mamy odpowiedź.

  • Niestety w Polsce obowiazuje obecnie kierunek zachodni w polityce i przy poglebiajacej sie slepocie elit z tegoz kregu politycznego nie za bardzo widac nieco szersze spojrzenie. Odrobina konkurencji ze strony Chin z pewnoscia wyszla by na zdrowie takze EU.

  • Świetny artykuł. Nic dodać, nic ująć. A spośród 6 aspektów potencjalnych chińskich działań w Polsce, które Pan omówił, szczególnie bliski memu sercu jest punkt 1. Sam nieraz zmagałem się z niedowładem, a chwilami wręcz dennym poziomem usług świadczonych przez rodzime, nazwijmy to „firmy bankowe” – na ten temat przydałby się osobny artykuł, tyle że na innym portalu! Jestem pewny, że wpuszczenie kilku chińskich czy w ogóle azjatyckich firm z sektora bankowo-ubezpieczeniowego na nasz rynek przyniosłoby korzyści klientom i przewietrzyło cokolwiek zatęchły światek usług finansowych, świadczonych „tubylcom” przez „reżimowy” PKO BP oraz cwaniaczków z Eurosojuza.

    • @Zyggi
      Ja nie jestem taki pewny, czy chińskie instytucje finansowe świadczyłyby lepsze usługi od tych pochodzących z „eurosojuza”. Wiem natomiast, że bankowość powstała w późnośredniowiecznej Europie i we wszystkich krajach działa na podobnych zasadach. Korzystam z usług pewnego holenderskiego banku działającego w Polsce pod nazwą wszystkim znaną i bynajmniej nie nazwałbym usług przez niego świadczonych jako „zatęchłe”. „Cwaniaczki” i „reżimowy” to epitety, które niewiele mają wspólnego z racjonalną oceną usług finansowych, za to wiele z podejściem emocjonalnym opartym na światopoglądzie czy ideologii.
      @ PZ
      Kurs na Zachód został wybrany już 1000 lat temu i od tej pory Polska bardziej czy mniej, ale jednak, się tego kursu trzyma. Zasadność takiej decyzji jest oczywista. Już nie chcę mi się pisać o wielowiekowych związkach historycznych kulturowych, czy religijnych (ostatnie ma już b. niewielki wpływ). Jasne jest też, że Polska ma i miała z Chinami wspólnego bardzo niewiele, natomiast z Zachodem miała i ma wspólnego bardzo dużo. Posłużę się jednak statystyką.
      Jak wiadomo w interesie państw jest utrzymywanie dodatniego bilansu handlowego. Największymi rynkami zbytu dla Polski są kolejno:
      Niemcy (26 % polskiego eksportu), Francja (7 %), Włochy (6-7 %), Czechy (6 %), Holandia (4%), a sumarycznie do Unii trafia (79,6 %) polskiego eksportu i ta wartość na przestrzeni 5 lat wzrosła. Tymczasem polski eksport do Chin to zaledwie 1,1 % i jest mniejszy np. od eksportu do Turcji. Uwzględniając, że to Polska jest dla Chin rynkiem zbytu, a nie na odwrót, więc to Chiny powinny się starać o podtrzymanie swoich interesów.

      Wraz ze zmianą kierunku produkcji z eksportu na rynek wewnętrzny Chiński dynamika chińskiego eksportu osłabnie. W połączeniu z coraz mniejszą konkurencyjnością (oprócz kosztów pracy, mogą być to koszty transportu mające znaczny udział w ogólnych kosztach eksportu chińskiego) będziemy coraz rzadziej widywać produkty Made in China, a przybędzie tych Made in Pakistan, India czy Vietnam. A wtedy obudzimy się z ręką w nocniku, gdyż okaże się, że jakiekolwiek relacje z Chinami nie mają fundamentu we wzajemnych ekonomicznych interesach.

      • Avatar Zyggi

        Cyt. „Wiem natomiast, że bankowość powstała w późnośredniowiecznej Europie i we wszystkich krajach działa na podobnych zasadach.”
        Dobrze, tylko co ma późne średniowiecze do naszych czasów? To retoryka jakby ktoś twierdził, że skoro druk wynaleźli Chińczycy, więc ich wydawnictwa pewnie są lepsze niż zachodnie. :-)
        Napisałem „cwaniaczków”, bo akurat u nas te firmy stosują na ogół cwaniackie praktyki. Chocby fundusze emerytalne i ich opłaty za prow. konta itd. Nie twierdzę, że chińskie banki są lepsze. Napisałem natomiast: „Jestem pewny, że wpuszczenie kilku chińskich czy w ogóle azjatyckich firm z sektora bankowo-ubezpieczeniowego na nasz rynek przyniosłoby korzyści klientom i przewietrzyło cokolwiek zatęchły światek usług finansowych, świadczonych “tubylcom” przez “reżimowy” PKO BP oraz cwaniaczków z Eurosojuza.” To znaczy, że im więcej konkurencji tym lepiej dla klientów. A „reżimowy”? Niech Pan obejrzy sobie kolejki w oddziałach PKO BP, ponure panie, które dostały tam pracę chyba jeszcze za Gierka, może wtedy ironia, jaką zawarłem w tym stwierdzeniu, stanie się bardziej zrozumiała.
        P.S. Pański euroentuzjazm niebawem zgaśnie. Przyczyn jest wiele. Min. agonalny stan europejskiej gospodarki, niska innowacyjnosc, postępująca degeneracja elit politycznych (zna Pan jakiegoś współczesnego prawdziwego męża stanu poza Vaclavem Klausem?!) i gwałtownie rosnąca liczba imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu.

      • Avatar ciekawy

        Nie jestem euroentuzjastą, wręcz przeciwnie – nie identyfikuję się z tym projektem, ponieważ jest to niedemokratyczna instutucja pełniąca funkcję emerytury dla podstarzałych europejskich polityków. Jeśli już porównujemy coś do Związku Radzieckiego, to już politycznie bliżej Chinom, ekonomicznie niektórym krajom UE. Trzeba jednak pamiętać, że to one same wybrały taką drogę, Szwecji państwa opiekuńczego nikt nie nakazywał z góry.
        Komentując agonalny stan europejskiej gospodarki już wiele razy wypominane były tutaj różnice między krajami północy i południa, więc nie chce mi się znowu o tym pisać.
        Porównywanie wzrostu gospodarczego krajów UE czy Chin nie ma żadnego sensu z powodu innego etapu rozwoju, za to proponuję porównać kraje UE i USA i na tej podstawie wydawać opinię.
        W sprawie PKO BP oczywiście nie zaprzeczam, ale przecież nikt nie ma obowiązku korzystać z usług tego banku.

Pozostaw odpowiedź