Chiny news,Wydarzenia i zapowiedzi

Weekendowe kino CSPA: Prawdziwy klasztor Szaolin

W tym tygodniu zapraszamy Was serdecznie do obejrzenia dokumentalnego filmu o ludziach, którzy chcieli posiąść tajniki wiedzy mnichów Szaolin – jak się okazuje, przybysze z Zachodu też mogą w Chinach ćwiczyć pod okiem doświadczonych mistrzów. (: Film wyświetlany był w ramach festiwalu Planete Doc.

Film można obejrzeć pod tym linkiem.

Opis filmu: Jak mówi stare chińskie przysłowie, wszystkie sztuki walki wywodzą się z Shaolin. Dzisiaj jednak kung fu trudno nazwać elitarną formą doskonalenia ducha i ciała. To gigantyczny, nakręcany przez popkulturę przemysł – w chińskich szkołach uczą się obecnie setki adeptów sztuk walki. Większość trafia tu po obejrzeniu filmowych hitów w rodzaju „Klasztoru Shaolin” i marzy o tym, by stać się kolejnym Brucem Lee albo Jetem Li. Jak nietrudno się domyślić, część z nich to Europejczycy i Amerykanie, którzy o kulturze Chin nie mają zielonego pojęcia. Czy w dzisiejszych czasach są jeszcze miejsca, gdzie wyczerpujące ćwiczenia łączą się z żarliwą, głęboką medytacją, a perfekcja ruchów idzie w parze z perfekcją ducha?

W kolejnych odsłonach poznajemy czwórkę chętnych do osiągnięcia mistrzostwa w mniej lub bardziej tradycyjnym kung fu: zaledwie 10-letniego Yuana Penga, który od paru lat ćwiczy pod okiem doświadczonego mnicha, 19-letniego Zhu, dla którego uciążliwe treningi są sposobem na społeczny awans oraz Amerykanina i Francuza, którzy znaleźli się w Chinach przede wszystkim z ciekawości. Któremu z nich uda się uniknąć kontuzji, znieść wszystkie niedogodności i wygrać – głównie z samym sobą?

„Prawdziwy klasztor Szaolin” („The Real Shaolin”)
Reżyseria: Alexander Sebastien Lee
2008, Usa/Chiny

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Weekendowe kino CSPA: Prawdziwy klasztor Szaolin Reviewed by on 21 października 2011 .

W tym tygodniu zapraszamy Was serdecznie do obejrzenia dokumentalnego filmu o ludziach, którzy chcieli posiąść tajniki wiedzy mnichów Szaolin – jak się okazuje, przybysze z Zachodu też mogą w Chinach ćwiczyć pod okiem doświadczonych mistrzów. (: Film wyświetlany był w ramach festiwalu Planete Doc. Film można obejrzeć pod tym linkiem. Opis filmu: Jak mówi stare

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • Dyscyplinę społeczną można osiągnąć, moim zdaniem, w dwóch przypadkach:
    1. Przy rządach niedemokratycznych narzucających takową społeczeństwu
    2. Przy rządach demokratycznych, kiedy społeczeństwo poniosło niedawno klęskę
    (przypadek Niemiec i Japonii po 1945 r. – przy czym oba te społeczeństwa były
    już bardzo zdyscyplinowane poprzednio)
    W Europie nie da się uskutecznić punktu nr 1, a pkt.2 też jest mało prawdopodobny, bo społeczeństwa są już tak zdemoralizowane wygodą, że żaden kryzys nie zmusi ich do dyscypliny, tak jak Powstanie Chmielnickiego ani potop szwedzki nie zmusiły Polaków do reform państwa.

    • Czasem nasuwa mi się porównanie Europy do Argentyny. Warto zaobserwować ten kraj, bo tam proces ekonomicznego upadku zaczął się dużo wcześniej, bo już w latach 50-tych. Gospodarka tkwiła w stagnacji, tylko w niektórych latach osiągając znaczący wzrost. Mimo to żaden z kolejnych rządów, nawet wojskowych, nie odważył się na dokonanie reform ekonomicznych i zaciśnicie pasa. Nie wiem, czy dziś Argentyńczycy mają prawo iść na emeryturę w wieku 55 lat jak w czasach Perona, ale podejrzewam, że nawet gdyby tak było, to wielu decydowałoby się pracować nadal z uwagi na niskie świadczenia. Aby utrzymać różne przywileje socjalne Argentyńczycy przez całe dekady zadłużali się po uszy, zupełnie jak Europejczycy, w myśl zasady: „niech po nas martwi się kto inny”…

  • To film naprawdę godny polecenia. Pokazuje treningi i pracę tych, którzy z różnych
    powodów, zdecydowali poświęcić sztukom walki i doskonaleniu, swoje życie lub jego część.
    Film ma kilku bohaterów. Jednym z nich jest 10-letni Yuan Peng z prowincji Gansu, położonej tam gdzie na zachodzie kończą się Chiny Wewnętrzne. To jest prowincja, w której w przeszłości mieszkali oprócz Chińczyków Turcy, Tybetańczycy i Ujgurowie. Być może z tego powodu chłopiec nie jest całkiem podobny do Chińczyka., a raczej do mistrza Yody z Gwiezdnych Wojen. Jak mówi pochodzi z wielodzietnej rodziny, co by świadczyło, że polityka jednego dziecka była mniej skuteczna niż to się sądzi. Chłopiec ćwiczy sztuki walki już od kilku lat. Rodzice oddali go, żeby stał się mistrzem i coś osiągnął. Mistrz, u którego praktykuje oprócz zwykłego treningu sztuk walki uczy go początków qigong to jest sztuki oddychania i kontroli energii życiowej. Podobno najbardziej wtajemniczeni w tej sztuce potrafią oddziaływać na stan krążenia krwi u przeciwnika. Chłopiec mimo że jest pilny ma momenty załamań i nieraz płacze przed zaśnięciem i chce to wszystko rzucić i uciec, ponieważ trening jest wyczerpujący.
    Drugim bohaterem jest młody Amerykanin, który przyjechał do Chin, żeby uczyć się kung-fu. Niestety spotka go rozczarowanie. Tzw. tradycyjne kung-fu we współczesnych Chinach jest rzadko praktykowane. Zastąpiło go sportowe Wushu, w dwóch wersjach, jako: formy czyli de facto akrobatyka z elementami bezkontaktowej walki lub jako Sanda czyli skrzyżowanie kickboxingu z judo i zapasami (podczas walki zawodnicy walczą w ochraniaczach). Nawet w słynnym klasztorze Shaolin, mistrz De Yang musi realizować rządowy program Wushu,
    To też nas amerykański bohater zdecydował się udać się do jednego miasta w prowincji Henan i tam zaczął trenować. W takiej szkole sztuk walki dzieci rozpoczynają lekcje od słów: „Rodzice dali mi życie, a Chiny duszę.” Warto zapamiętać.
    Bardzo ciekawe są jego spostrzeżenia – podczas treningu i po zawodach, kiedy ćwiczenia są źle wykonane lub wyniki są niezadowalające, mistrz bije kijem lub ręką. Za spóźnienie na trening, też bicie. Mistrz powiedział Amerykaninowi, że będzie traktował go jak Chińczyka, będzie go bił. Jego ogólna uwaga (Amerykanina) – W Chinach bicie traktowane jest jako coś naturalnego.
    Na tej dość biednej prowincji nie znalazł też dziewczyny, ponieważ jest Laowai (cudzoziemiec), a cudzoziemiec to synonim diabła. Dziewczyny spotykające się z cudzoziemcami są uważane są tam (na prowincji) za dziwki lub prostytutki. To tak jak u nas w Polsce w latach 70-tych kiedy widziano dziewczynę z Murzynem. Sam też nie czuł się akceptowany przez Chińczyków.
    I jeszcze uwaga mistrza Wanga – tajemniczość Chin wynika z jej długowieczności.
    Jak wynika konkluzja z tego filmu. Myślę, że dwie.
    Pierwsza – Żeby zostać mistrzem trzeba praktykować od wczesnego dzieciństwa i to po wiele godzin dziennie. Tak właśnie uczą i trenują w Chinach.
    Druga – system pracy i treningów w Chinach (bicie, trenowanie z niezaleczonymi kontuzjami, żeby nie zostać w tyle) w nie jest do zaakceptowania w Europie.
    Myślę, że obejrzenie tego filmu pozwoli skorygować niektóre stereotypy o Chinach.

    • Bardzo ciekawe i ważne uwagi. Parafrazując ludowe powiedzenie o życiu: Chiny to nie bajka. Nie ma „zmiłuj się”… Z tym biciem adeptów, to chyba leży faktycznie w chińskiej tradycji. Przypomina mi to sceny z filmu „Żegnaj moja konkubino” w reżyserii Chena Kaige: adepci tradycyjnej opery za najmniejsze uchybienie byli przez mistrza bezlitośnie bici. To, co mogło ich podnosić na duchu to świadomość, że gdy osiągną odpowiedni poziom, bicie przeobrazi się w uznanie.
      O ile w Chinach bicie to ponadczasowy standard, o tyle w dzisiejszej Europie nie występuje, a i dawniej nie było normą. Zależało od kraju, a i od samego nauczyciela. Faktem, że np. w wiktoriańskiej Anglii czy w Prusach kary cielesne były w szkołach chlebem powszednim. W UK były stosowane jeszcze nie tak dawno, mówi o tym m.in. Ken Loach w swym filmie „Kes” (bodajże z 1968 r.), o losach nastolatka z robotniczej rodziny w Yorkshire. Jednak wielu nauczycieli nigdy nie stosowało tych metod wychowawczych. W krajach południowej Europy do dziś zdarza się, że rodzic wymierzy swojej pyskującej pociesze siarczysty policzek, ale dla odmiany i przytuli. A już np. w Skandynawii bardzo rzadko zdarzało się, żeby rodzic lub nauczyciel podniósł rękę na dzieciaka. Stąd dość łatwo przeszło tam przeforsowanie zakazu klapsów, podczas gdy w W. Brytanii i Niemczech temat ten wywoływał ogólnonarodowe debaty. Kto pamięta, że jeszcze w latach 80-tych Margaret Thatcher była za zachowaniem kar cielesnych w szkołach Anglii i Walii?…
      Tak jak piszesz: chiński system nauczania i treningów byłby nie do zaakceptowania we współczesnej Europie, zresztą nawet i w Rosji. Myślę, że jest on akceptowalny jedynie w krajach Trzeciego Świata, gdzie efektem warunków życia jest bezpardonowa walka o byt i gdzie liczy się zbiorowość, a nie jednostka. Chińczycy, Filipińczycy, Hindusi, Arabowie, Afrykanie, Latynosi od dziecka robią, czy raczej muszą robić rzeczy, które dzisiejszym Europejczykom wydają się przerażające, nieludzko uciążliwe. Ale z drugiej strony, rzadko pamiętamy, że 100 lat temu w W. Brytanii, Francji czy USA pracujący 12-latek był normą a nie wyjątkiem, podobnie jak bicie w szkołach.

      • Avatar wute

        To co piszesz utwierdza mnie w przekonaniu, że współcześni
        Europejczycy mają coraz mniejsze szanse w konkurowaniu z
        Chińczykami. Myślę, że mało kto u nas jest w stanie tak się
        poświęcać jak to robią mieszkańcy Kraju Środka. Wielogodzinne treningi od małego dziecka bardzo szybko znudziłyby się
        rozpieszczonym europejskim pociechom. Przewiduję coraz
        większą dominację Chińczyków w sportach i nie tylko w nich.
        Dyscyplina społeczna i pracowitość to podstawy sukcesów
        narodów. Tego pierwszego zupełnie nie ma w Europie, to
        drugie jest niszczone przez konformizm.

      • Avatar Zyggi

        Jestem podobnego zdania. Zresztą nie tylko Chińczycy. Kto by kilka dekad temu pomyślał, że Korea Pd. będzie zdobywać więcej medali niż Polska? Albo co ważniejsze, że kraj ten prześcignie Hiszpanię i Włochy w PKB na 1 mieszkańca? A to jest efektem pracy, organizacji i dyscypliny społecznej. Wbrew temu, co myśli wielu awanturujących się dziś Greków, nie wystarczy proklamować płacę minimalną w wysokości ponad 800 euro, żeby kraj się stał zamożny. :-) Bogactwo narodu nie bierze się z mennicy, ze zwiększania wydatków wewnętrznych albo z banku. Tego nie mogą pojąć ci, którzy – oszczędzając się przy pracy – nie oszczędzają sił przy demolowaniu cudzego mienia na ulicach Aten…

Pozostaw odpowiedź