Artykuły,Tajwan news

Wariant Zalskiego: Od porzucenia sojusznika do jego obrony. Ewolucja polityki USA wobec Republiki Chińskiej w latach 1971–1996 cz.7 (ostatnia)

zalskiOD PORZUCENIA SOJUSZNIKA DO JEGO OBRONY

EWOLUCJA POLITYKI USA WOBEC REPUBLIKI CHIŃSKIEJ

W LATACH 1971–1996

Część VII

II. Protajwańska polityka administracji Lee Teng hui’a oraz Chen Shui-bian’a

Prowadzona przez obu przywódców polityka wobec Chin jest przez polityków oraz naukowców często określana jako antychińska, dążąca do rozłamu kraju i oddzielenia Tajwanu od macierzy. Autor za właściwsze uważa nazywanie jej protajwańską. Nie jest mianowicie skierowana przeciw ChRL, a na kontynuację istnienia i rozwoju jedynej demokratycznej społeczności chińskiej. To samo odnosi się do przeważającej w mediach i literaturze frazy „problem Tajwanu” (po angielsku Taiwan problem lub issue mają negatywne skojarzenia). Lepiej oddające istotę jest mówienie o „szansie”, „zagadnieniu” lub „wyzwaniu”. Pozwala pojmować system i model polityczny i społeczny Tajwanu jako wzór i model dla Chin, nie zaś na odwrót. Także podkreślać niepowtarzalność i bezprecedensowy sukces tajwańskiej społeczności i uzasadnianiu jej wyjątkowej wartości w rozwoju społeczeństw, które przeszły od dyktatury do demokracji.

W poniższym rozdziale opisane zostaną m.in. polityczne i społeczne zmiany wprowadzone na Tajwanie na przełomie lat 80. i 90. oraz ich kontynuacja w pierwszej dekadzie następnego millenium. Wraz ze śmiercią w 1988r. CCK, pierwszym tajwańskim prezydentem został jego dotychczasowy zastępca Lee Teng-hui. Poprzednik zainicjował od początku dekady reformy polityczne, jednak to jego następca nadał im rozpęd. W trakcie lat 90. w wyniku serii nowelizacji konstytucji zmianie uległ system polityczny kraju. Wybrani na kontynencie w 1947r. leciwi parlamentarzyści zostali zmuszeni do ustąpienia. Ponadto rozszerzono zakres urzędów wybieranych bezpośrednio. W 1991r. odbyły się pierwsze wybory do Zgromadzenia Narodowego, rok później do Yuanu Legislacyjnego. Gubernator Prowincji stał się wybieralny w 1994r., wznowiono wybory burmistrzów Tajpej i Kohsiungu[1]. Kulminacją tej tendencji były pierwsze bezpośrednie wybory prezydenckie w 1996r. Uproszczono także dublującą strukturę rządu. Pod koniec dekady zniesiono rząd prowincjonalny, w 2000r.  władza w zakresie reformy konstytucyjnej została przeniesiona ze Zgromadzenia Narodowego do Yuanu Legislacyjnego. Równolegle stale nagłaśniano kolejne skandale korupcyjne w szeregach Kuomintangu. Kulminacją dokonywanych zmian była wygrana w drugich bezpośrednich wyborach prezydenckich w 2000r. Chen Shui-biana nad naznaczonym przez LTH jego następcą Lien Chanem (patrz niżej).[2] Rok później KMT stracił większość w Yuanie Legislacyjnym.

Nie kusząc się o wyczerpanie tematu[3] należy stwierdzić, iż głównymi trzema zagadnieniami spornymi w tajwańskiej polityce wewnętrznej stały się państwo socjalne, korupcja i tożsamość narodowa. Jako problematyka zaistniały i rozwinęły się wraz z pojawieniem się politycznej opozycji. Dla tematu pracy znaczenie ma zagadnienie tożsamości narodowej.

Tajwańska tożsamość

Zrezygnowanie na początku lat 90. przez KMT z odzyskania kontynentu stanowiło cezurę, która zakończyła jego udział w wojnie domowej. Z punktu widzenia Tajwańczyków zamknęło ono dotychczasowe rozumienie i interpretację polityki jednych Chin. Tajwańskie społeczeństwo powoli oddalało się od Chin i wypracowywało własną  i odrębną tożsamość. Proces ten nadal rozwija się do dzisiaj. Tak więc zapis komunikatu szanghajskiego mówiący o przynależności „Chińczyków po obu stronach cieśniny” do Chin stał się nieaktualny. Odsetek Chińczyków po na Tajwanie ustawicznie maleje od tego czasu.  Proces ten mógł jedynie przyśpieszony przez wcześniejsze wydarzenia na placu Tiananmen, które uwidoczniły zarówno „Chińczykom po obu stronach cieśniny”, jak i światu, z jak odmiennymi społecznościami i tendencjami miał do czynienia. Osobę, która odegrała w tym względzie decydującą rolę, oddaje cytat z publikacji profesora Bruce’a Dickson’a „Główny wkład Lee Teng-hui’a w stosunki tajwańsko-amerykańskie to przypuszczalnie niechęć do pozostania w przypisanych mu przez innych ramach. Nalegał na traktowanie go jako prezydenta niepodległego i suwerennego kraju i odpowiednie traktowanie. Postępując w ten sposób naruszał delikatną dyplomację, która przez dziesięciolecia rządziła stosunkami przez cieśninę oraz amerykańską polityką wobec Chin i Tajwanu. Jego poglądy, oświadczenia i działania stale przesuwały granice tolerancji Pekinu i Waszyngtonu”.[4]

Za rządów kuomintangowskich oficjalna polityka zarówno KPCh jak i KMT  przedstawiała Tajwan jako część Chin. Na początku swojego oficjalnego istnienia, w drugiej połowie lat 80., DPP akcentowała raczej samostanowienie, niż niezależność. Do początku lat 90. jej stanowisko uległo jednak radykalizacji i akcent przesunięto na niezależność. W tym czasie nastąpiła także tajwanizacja samego KMT, poszybowała w górę wymiana handlowa przez cieśninę i nastąpiło nieoficjalne ocieplenie stosunków. I tak w pierwszej połowie lat 90. DPP powoli odchodziła od podkreślania niezależności kraju akcentując inne problemy, a także zamiast nazwy RCh propagowała termin Tajwan. Także KMT w coraz mniejszej mierze podkreślała „jedne Chiny”, popierała przystąpienie do ONZ. Stanowiło to bezpośrednie wyzwanie dla stanowiska Chin, ponieważ Republika Chińska kojarzy się z przynależnością do Chin, w przeciwieństwie do Republiki Tajwanu.

Wybory prezydenckie

Niepodległość kraju była głównym tematem w trakcie wyborów prezydenckich w 1996r. Jednak DPP używała mniej wojowniczego języka niż 5 lat wcześniej, a KMT nie promował zjednoczenia. Znowóż w 2000r. niebiescy wrócili do atakowania proniepodległościowego stanowiska przeciwników, tak jak dekadę wcześniej. Tak więc ponownie stanęła na ówczesnej prawicowej pozycji. Zieloni zaś podkreślali wypośrodkowanie poglądów.

Nieoczekiwane zwycięstwo Chena w wyborach przyjęto w Stanach Zjednoczonych dość ciepło. Zarówno prezydent Clinton, jak i sekretarz Stanu Madeleine Albright i niżsi rangą urzędnicy udzielili mu poparcia. Pierwszych dwoje zaznaczyło[5] jednak, że USA nie zmienią polityki jednych Chin. Znacznie wylewniej wypowiadali się przedstawiciele Kongresu obu partii, jak przewodniczący senackiego komitetu ds. polityki zagranicznej, Jessy Helms, oraz senatorzy Tom Delay, Kerry. 40 członków Izby Reprezentantów wysłało do Chena oficjalny list oznajmiając, iż Tajwan nie powinien się czuć zobowiązany do przyjęcia formuły „jedno państwo, dwa systemy”. Także media pozytywnie relacjonowały zwycięstwo i nawoływały do wsparcia młodej demokracji.

Wall Street Journal określił zwycięstwo Chena jako przekonujące i zasugerował nietraktowanie Tajwanu jako zawstydzającego rozrabiaki. Podkreślono,  że gdy USA udzielały jednoznacznego poparcia Tajwanowi, Chiny z reguły chętniej zasiadały do stołu rokowań. [6] USA Today radził kontynuowanie używania przewagi gospodarczej, jako sposobu na przeciwdziałanie zastraszaniu Tajwanu przez Chiny.[7] New York Times pisał o tajwańskiej „demokratycznej ewolucji”, zapowiadając przyszłe problemy, ponieważ Pekin „nie pokonał Chena”.[8] Washington Post zaobserwował „konsolidację demokracji” poprzez wybory i niepowodzenie starań Pekinu o przegraną Chena.[9] Los Angeles Times nazwał zwycięstwo „nowym rozdziałem” w politycznej historii Tajwanu.[10] W podobnym tonie wyrażała się reszta międzynarodowej prasy.

W polityce wewnętrznej zarówno tajwańskie społeczeństwo, jak i przedsiębiorcy, oczekiwali poprawy stosunków z Chinami. Jednak ich władze były niezadowolone z obrotu spraw. W ostatnich dniach kampanii wyborczej chińskie władze opublikowały Białą Księgę ws. Tajwanu. Jej treść zszokowała Tajwańczyków. W przypadku nieprzystąpienia w najbliższym czasie przez władze Tajwanu do negocjacji, grożono użyciem siły. Groźba w przypadku niezrobienia czegoś (nie zaś jak dotąd zezwolenia na obecność obcego wojska lub pracę nad bronią nuklearną) była bezprecedensowym stanowiskiem. Przed samym głosowaniem premier Zhu Rongji radził Tajwańczykom nie głosować na Chena. Jednak jak i 4 lata wcześniej, polityka z pozycji siły zawiodła.

Do nowego rządu Chen nominował wiele osób związanych z prezydentem Lee Teng-hui’em lub o wyraźnie niepodległościowych poglądach.[11] Administracja Clintona wysłała więc Chenowi sygnał, by nie powodował kłopotów. Prezydent podkreślił, że Stany Zjednoczone opowiadają się za polityką jednych Chin, dodał także że Chen powinien zasiąść do negocjacji z Chinami. Tak więc adresat uwag zaczął się wprawdzie wyrażać spolegliwie, działał jednak zgodnie ze swoimi zapatrywaniami.

W wyniku zderzenia chińskiego i amerykańskiego myśliwca nad wyspą Hainan w kwietniu 2001r., już na samym początku administracji Busha doszło do kryzysu w stosunkach między obydwoma krajami. Opinia publiczna w USA odwróciła się od ChRL i wzrosło poparcie dla Tajwanu. Jego wyrazem było przyjęcie przez administrację Busha największego pakietu broni od 9 lat. W trakcie, gdy amerykańskiego ambasadora Josepha Pruehera wezwano w Pekinie do wytłumaczenia przyjętego pakietu, prezydent Bush udzielał wywiadu Charlesowi Gibsonowi z ABC News. Spytany, czy USA są zobowiązane do obrony Tajwanu przed atakiem Chin, odpowiedział, że „tak i Chińczycy muszą to zrozumieć.” „Czy Stany Zjednoczone odpowiedzą całą siłą swojego wojska?” Odpowiedź brzmiała „Co tylko będzie potrzebne do obronienia się przez Tajwan” (słynny zwrot: „the US would do „whatever it takes to help Taiwan defend herself”)[12] Była to zasadnicza zmiana stanowiska, gwarancja bezwarunkowej wojskowej interwencji. [13] Jednak następnego dnia po wypowiedzi, Biały Dom i Departament Stanu wydały orzeczenia, iż wypowiedź prezydenta nie stanowi żadnej zmiany w polityce zagranicznej USA. 25 kwietnia potwierdził to sam Bush w wywiadzie dla CNN w programie Inside politics.

Dwa miesiące później administracja Busha zaproponowała nawiązanie dialogu przez cieśninę. Wyraźny był przy tym przechył w stronę Tajwanu. Sugestie brzmiały:

– obie strony winny powrócić do bezpośredniego dialogu bez warunków wstępnych

– początkowo negocjacje powinny obejmować jedynie zagadnienia gospodarcze, nie zaś polityczne

– obie strony winny dążyć do lepszego wspólnego zrozumienia i rozbudowy wspólnego zaufania.

Stanowiło to ewidentne odejście od wymaganego przez pekińskie władze warunku wstępnego przyjęcia przez Tajwan polityki jednych Chin oraz prowadzenia równolegle rozmów gospodarczych i politycznych. Przy innej okazji administracja Busha zażądała od Pekinu uznania demokratycznie wybranego rządu Chen Shui-bian’a. Zaznaczono także, iż powinien on prowadzić dialog przez cieśninę bardziej szczerze.[14]

Ponadto, niepokój wzbudzało stanowisko prezydenckich doradców [15], którzy podpisali w 1999r. Project for a new american century, nawołujący do zakończenia polityki jednych Chin. Stwierdzono w nim m.in. „jeśli tajwańskie społeczeństwo nie chce być zjednoczone z kontynentem, zanim Chiny nie staną się demokratyczne, Stany Zjednoczone mają moralny obowiązek i strategiczną [16] konieczność (imperative) uznania jego woli”.

Nastawienie administracji Busha różniło się także zasadniczo od poprzedniej.  Nie popierała „trzech nie” jego poprzednika.[17] Akceptowała tranzyty prezydenta Chen Shui-bian’a, oraz spotkania z wyższymi rangą urzędnikami tajwańskimi włącznie z publicznymi wystąpieniami.[18] (Kiedy CSB w 2000r. zatrzymał się na terenie USA, Departament Stanu odradzał jakiekolwiek publiczne wystąpienia lub nawet prywatne spotkania z kongresmenami. Trzymano go w zamknięciu w hotelu.[19] ). I tak np. na początku 2002r. doszło w trakcie konferencji ds. bezpieczeństwa sponsorowanej przez think-tank na Florydzie do nieformalnego spotkania tajwańskiego ministra obrony z zastępcą sekretarza obrony Paulem Wolfowitzem.[20] Było to najwyższe rangą spotkanie oficjeli obu krajów od zmiany uznania w 1979r.

Sytuacja uległa radykalnej zmianie po 11 września 2001r. Dotychczasowa  strategiczna niejasność lub dwuznaczność (strategic ambiguity), przybrała jeszcze bardziej mylący charakter. Administracja Busha mianowicie z jednej strony starała się zyskać poparcie Chin w rozpoczętej wojnie z terroryzmem, z drugiej zaś jej poparcie Tajwanu wydawało się bardziej zdecydowane niż w przeciągu ostatnich dekad. Gdy jednak polityka Tajpej zaczęła wzbudzać w Waszyngtonie coraz większe wątpliwości, a polityka Waszyngtonu w Pekinie, chińskie władze zagroziły ewentualną wojną w przypadku kontynuowania prowokacyjnego w ich mniemaniu zachowania CSB.[21] Alarm w Waszyngtonie wywołało m.in. publiczne sformułowanie przez niego 3 sierpnia 2002r. teorii o dwóch krajach po obu stronach cieśniny yibian yiguo.[22]

Tak więc administracja Busha postanowiła skorygować politykę wobec Tajwanu. W trakcie wizyty w Pekinie, zastępca sekretarza stanu Richard Armitage stwierdził w trakcie konferencji prasowej m.in. iż USA nie popierają niezależności Tajwanu. Spytany dlaczego nie użył sformułowania, iż są jej przeciwne, odparł „Ważne jest tu użycie odpowiednich słów. Powiedzenie, iż nie popieramy to jedna rzecz. To coś innego niż jesteśmy przeciwni. Gdyby społeczeństwa po obu stronach cieśniny doszły do wspólnego rozwiązania, to nie włączalibyśmy się w to. Dlatego stwierdzamy, iż „nie popieramy”. To zagadnienie, które musi rozwiązane przez obie społeczności po obu stronach.”[23]

Kolejny raz dano zmianie wyraz w trakcie grudniowej wizyty premiera Wen Jiabao w Stanach Zjednoczonych. Mając gościa u swojego boku, prezydent oznajmił, iż USA są przeciwne „jakimkolwiek jednostronnym zmianom status quo czy to ze strony Chin, czy Tajwanu”. Rozwiał także wątpliwości, do kogo słowa te kieruje, dodając „wypowiedzi i działania przywódcy Tajwanu wskazują, iż może być skłonny jednostronnie zmienić status quo, czemu jesteśmy przeciwni”. Ponadto wyszedł poza wcześniejsze sformułowanie i pozwolił gościowi na określenie amerykańskiej polityki jako „przeciwnej niezależności Tajwanu”[24](co uczynił także wcześniej w Bangkoku podczas wspólnego spotkania na szczycie APEC w październiku 2003r.)[25]. Osiągnąwszy taki sukces, chińskie władze uczyniły z tego sformułowania stały składnik amerykańskiej polityki wobec Tajwanu i powtarzały to stanowisko przy każdej okazji. Mimo znacznego (wewnętrznego) sprzeciwu Departamentu Stanu.[26]

Należy w tym miejscu zaznaczyć, iż powyższe status quo odnosi się do sytuacji stworzonej w latach 70., kiedy Chiny były pod rządami Mao, Tajwan zaś CKS. To właśnie do owego zimnowojennego punktu wyjścia stale nawiązują amerykańskie władze cztery dekady później.

Stanowisko prezydenta wywołało znaczny sprzeciw jego politycznych sprzymierzeńców oraz środowisk protajwańskich.[27] Ograniczmy się do przedstawienia jednego przykładu. The Washington Post umieścił w swoim komentarzu Busha „po stronie dyktatorów obiecujących wojnę, zamiast demokratów grożących skrzynką do głosowania.”[28] Departament Stanu pośpieszył z zapewnieniami, iż wypowiedź ta nie oznacza zmiany amerykańskiej polityki w tym względzie.

We wspomnianym powyżej (na stronie 47) zeznaniu przed  Komitetem ds. międzynarodowych asystent sekretarza James Kelly określił zasady kierujące amerykańską polityką wobec Chin oraz Tajwanu, m.in.:

– Stany Zjednoczone pozostają przy polityce dotyczącej Chin opartej na trzech wspólnych komunikatach oraz TRA

– Stany Zjednoczone nie popierają niezależności Tajwanu lub jakichkolwiek jednostronnych zmian status quo w naszym jego rozumieniu

– dla Pekinu oznacza to nieużywanie zastraszania lub siły wobec Tajwanu. Dla Tajpej oznacza to wstrzemięźliwość (prudence) we wszelkich aspektach odnoszących się do stosunków przez cieśninę. Dla obu stron oznacza to niepodejmowanie oświadczeń lub działań jednostronnie zmieniających status Tajwanu

– USA będą nadal sprzedawały Tajwanowi wyposażenie wojskowe do celów obronnych zgodnie z wymogami TRA

– Jakiekolwiek użycie wobec Tajwanu przemocy będzie dla nas stanowiło powód znacznego niepokoju (concern). Dlatego też będziemy utrzymywać stałą gotowość przeciwdziałania wszelkim postaciom przymusu (coercion)[29].

Ponadto stwierdził zaistnienie tajwańskiej tożsamości i związanego z nią dążenia do niezależności.

Należy zwrócić uwagę na niesprecyzowanie przez amerykańskie władze ich rozumienia status quo. Nie dotyczy to jedynie owej wypowiedzi, ale nieraz używanego przez nie zwrotu „status quo w naszym jego rozumieniu”. Wyjaśnienie owego rozumienia wyznaczyłoby granice, przekroczenie których spotkałoby się z także określonymi działaniami USA. Wykładnię tę można y utajnić lub upublicznić. Z pewnością jednak jasno określone rozumienie  go przez stronę amerykańską przyczyniłoby się do stabilizacji sytuacji w cieśninie.

Kolejnym wyrazem korekty kursu ówczesnej administracji wobec  poczynań Chena była presja odnośnie planowanych przez niego referendów. Chińskie władze obawiały się zapowiadanych przez Chena plebiscytów dotyczących bezpieczeństwa kraju w połączeniu z wyborami prezydenckimi w marcu 2004r. W następnych miesiącach Waszyngton naciskał na Tajpej w celu  całkowitego zrezygnowania z referendów. Kiedy to nie odniosło skutku, wymuszono chociaż zmianę tekstu na „mniej obraźliwy dla Chin”. W 2007r. rząd w Tajpej zaproponował przystąpienie do ONZ po nazwą Tajwan. W tym celu ponownie zamierzano przeprowadzić referendum. W wyniku presji wywartej na amerykańskie władze przez KPCh, przemawiając w Hong Kongu, zastępca sekretarza stanu, John Negroponte, nazwał je „błędem” zmierzającym do zmiany status quo. Gdyby jednak zajrzał na stronę CIA Factbook, ujrzałby w rubryce „nazwa kraju”

Conventional long form: none

Conventional short form: Taiwan [30]

Niejasność i zamieszanie odnośnie amerykańskiej polityki wobec Tajwanu zostały spotęgowane jesienią 2004r. za sprawą dwóch wypowiedzi sekretarza stanu Colina Powella. W trakcie październikowej podróży po Azji Południowo-Wschodniej udzielił CNN International wywiadu, w którym zdecydowanie popierał zjednoczenie Tajwanu z Chinami. Jak twierdził, do rozwiązania tego „dążą wszystkie strony”. Nie uwzględnił poglądów milionów Tajwańczyków przeciwnych takiemu rozwiązaniu i uznających się za odmiennych od ludności chińskiej. Ponadto, Stany Zjednoczone nigdy wcześniej nie zajęły w tym względzie tak zdecydowanego stanowiska. W kolejnym wywiadzie dla hongkońskiej Phoenix Television posunął się jeszcze dalej twierdząc, iż „Waszyngton wyjaśnił wszystkim stronom, iż nie popiera niezależności Tajwanu. Nie byłoby to zgodne z naszą polityką jednych Chin.” Następnie dodał „Istnieją tylko jedne Chiny. Tajwan nie jest niezależny. Jako kraj nie korzysta z suwerenności.” Gdyby ktoś nie zrozumiał przesłania, zakończył „Ruchy niepodległościowe lub ją artykuujące nie znajdą poparcia w Stanach Zjednoczonych.”[31] Reakcją Chena było oznajmienie, iż „Tajwan jest całkowicie suwerennym i niezależnym krajem”. Chińskie władze wyraził zadowolenie z wypowiedzi. Administracja naraziła się swoim zwolennikom na równi z wypowiedzią prezydenta z grudnia 2003r. Tradycyjnie nastąpiły sprostowania Departamentu Stanu tłumaczące co mówca chciał naprawdę powiedzieć.[32]

Wraz ze  zbliżającymi się na Tajwanie w 2004r. wyborami prezydenckimi, Chen zaproponował różne proniepodległościowe gesty, jak np. usunięcie z państwowych firm nazwy „Chiny” i zastąpienie jej „Tajwanem”. Spotkało się to z krytyką ze strony amerykańskich władz. Już kilka dni po nich rząd Hu Jintao ogłosił przyjęcie niedługo przez parlament ustawy antysecesyjnej. Kilka dni później chińskie władze wydały Białą Księgę dotyczącą obronności, w której groziły Tajwanowi zniszczeniem przez ChALW wyspy w przypadku jakiejkolwiek działalności proniepodległościowej. Jednak mimo zacieśniającej się współpracy gospodarczej, politycznie Tajwańczycy stale się oddalają od Chin.[33] Strategia Chin połączenia obydwu pogłębiania związków gospodarczych i politycznych na swoją korzyść zawodzi. Nawet w USA pojawiają się głosy oddające coraz wyraźniejsze zmiany na Tajwanie. „Ruch niepodległościowy (…) przez ostatnie 15 lat stale zyskuje na znaczeniu i nie widać końca. Siły proniepodległościowe zdecydowanie pokonały siły prozjednoczeniowe. Pozostała do rozstrzygnięcia jedynie polityczna walka niezależność przeciw status quo. Przy czym Tajwan funkcjonalnie jest niezależny, jedynie politycznie wyrzutkiem za sprawą chrlowskiej polityki jednych Chin, niezależność jednak stale zwyżkuje.”[34] Świadomość własnej tożsamości narodowej jest pochodną procesu demokratyzacji, forowanego przez amerykańskie władze. Hamowanie tej tendencji stoi w sprzeczności z istotą demokracji i idei samostanowienia narodu o sobie. Jest to kolejny przejaw niespójnej i pełnej sprzeczności polityki USA wobec Tajwanu. Ponadto jest na Tajwanie odbierany jako niezgoda na niepodległość kraju. USA tejże jednak „nie popierają”, co nie jest tożsame z „oponowaniem” jej. Zgodnie ze stanowiskiem amerykańskich władz, zagadnienie Tajwanu należy rozstrzygnąć w sposób pokojowy, za porozumieniem obu społeczeństw. Od początku lat 90. tajwańskie władze ani społeczeństwo nie roszczą sobie pretensji do terytorium Chin, nie mają zamiaru go odzyskiwać. Nie dążą także do przynależności do Chin, większość społeczeństwa chce istnieć niezależnie od Chin.

Pod koniec grudnia amerykańskie władze ogłosiły zamiar stacjonowania po raz pierwszy w AIT oficerów, a także podpisanie na 99 lat umowy na nową lokalizację AIT.[35] Zaraz po tym, zastępca sekretarza stanu Richard Armitage w wywiadzie dla telewizji PBS określił Tajwan jako największą minę w stosunkach chińsko-amerykańskich oraz, iż zgodnie z postanowieniami TRA, USA nie mają obowiązku bronić Tajwanu. To Kongres miał decydować czy USA będą broniły Tajwanu.[36] Co było zgodne z brzmieniem dokumentu. Stwierdził także, iż zgadza się z chińską interpretacją polityki jednych Chin. Tak jak kilka tygodni wcześniej jego przełożony wykroczył poza dotychczasową wykładnię Waszyngtonu i spowodował ostrą krytykę konserwatywnych zwolenników Tajwanu.

Reakcja władz amerykańskich na ustawę antysecesyjną była według zwolenników Tajwanu niewystarczająca. Dali temu wyraz w ostrych komentarzach. Jeden pochodził od Johna Tkacika, który domagał się od prezydenta zajęcia stanowiska sprzed kilku tygodni, podczas wizyty Hu w Waszyngtonie.”Prezydent Bush powinien wyraźnie stwierdzić, tak jak uczynił to (jibe) w grudniu wobec demokratycznie wybranego prezydenta Tajwanu, iż zaproponowana przez Chiny ustawa antysecesyjna wskazuje, iż mogą być skłonne jednostronnie zmienić status quo, czemu jesteśmy przeciwni” (patrz strona 194).[37] Z kolei Thomas Donnelly stwierdził wprost, „Przehandlowanie Tajpej za Bagdad nie jest zbyt trudne”.[38]

Potęgująca niepewność polityka administracji Busha świadczyła o niezrozumieniu lub nieprzywiązywaniu wagi do procesów zachodzących na Tajwanie i niedocenianiu zagrożenia płynącego z Chin. Odrealnienie amerykańskich decydentów powodowało niezadowolenie obu chińskich rządów, konserwatywnych Republikanów, części mediów oraz  zwolenników Tajwanu. Można odnieść wrażenie, że przypominało huśtawkę. Z pewnością nie pomagało także stałe podkreślanie prowokacyjnej postawy tajwańskiego prezydenta, przedstawianie go jako źródła zamieszania i uzależnianie zaangażowania amerykańskiej armii w obronę Tajwanu od przyczyny ewentualnej prowokacji z jego strony. Nieprzypadkowo chińskie władze stale podkreślają prowokacyjność jego polityki, co dodatkowo wzmaga wrażenie, jakoby to zachowanie proniepodległościowej DPP leżało u podstawy zamieszania w cieśninie.

Chińskie władze zazwyczaj przedstawiają procesy desinizacyjne na Tajwanie jako działalność niechętnych im wywrotowców, wąskiej i niecnej grupy indywiduów, nie zaś mających szerokie poparcie oddolnych i tłumionych całe dekady dążeń społeczeństwa. A przecież proces ten zaczął się wraz z sekretną i opartą na fałszywych założeniach polityką zbliżenia chińsko-amerykańskiego. Należy tu zaznaczyć dwa elementy.

Pierwszy dotyczy usilnych nalegań KPCh, jej dążenia do wyalienowania tajwańskich władz na arenie międzynarodowej, zawierania umów poza nadzorem instytucji publicznych (vide ECFA), odmawiania prawa do konsultacji w postaci referendów, co skutkuje stałym oddalaniem się Tajwańczyków od wrogich im autorytarnych władz. Trudno oczekiwać zaufania od społeczeństwa, w które skierowało się ponad tysiąc rakiet i stale dostawia nowe.[39]

Drugi element to nieprzewidziane przez żadną ze stron normalizacji konsekwencje tejże. Zawarcie jej bez zaangażowania i dbałości o interes dotychczasowego sojusznika, skutkowało m.in. utratą wiarygodności nacjonalistów, co wyzwoliło i wsparło drzemiące dotychczas tendencje niepodległościowe. Reformy zainicjowane przez CCK nastąpiły znacznie wcześniej, niż rządy Lee Teng-hui’a. Jego dojście do władzy, było ich logiczną konsekwencją. W moim odczuciu KPCh obawia się, iż propagowane przez nie zacietrzewienie nacjonalistyczne wobec Tajwanu oraz Japonii, w momencie wykazania się słabością wobec RCh, mogłoby w podobny sposób pociągnąć za sobą zakwestionowanie przywództwa i legitymizacji KPCh przez własne społeczeństwo. Dla wielu Tajwańczyków połączenie z ChRL byłoby zastąpieniem znienawidzonego wcześniej reżimu z kontynentu przez kolejny, równie wrogi, skorumpowany i niekompetentny.

Wnioski

Niniejsza dysertacja przedstawiła po pierwsze, rozczarowanie władz USA rządami nacjonalistów po II wojnie światowej, wynikłe z tego zdystansowanie się wobec nich i pozostawienie samym sobie. Następnie przeanalizowałem przyczyny zarówno w polityce USA wobec Tajwanu, jak i wobec Chin, a także w polityce prowadzonej przez KMT na Tajwanie, w wyniku których w latach 70. sojusz między USA i RCh przestał oficjalnie istnieć. Dalej omówiłem elementy pozwalające ocenić priorytety w amerykańskiej  polityce wobec Tajwanu oraz Chin, czyli politykę jednych Chin i sprzedaż broni. Dalej wyjaśniłem jak doszło do kryzysu w cieśninie w połowie lat 90. i dlaczego po latach ulegania Chinom odnośnie Tajwanu, były sojusznik zdecydował się przeciwstawić agresji ChRL wobec RCh.

Od lat 70. poprzedniego wieku ChRL odgrywa w polityce zagranicznej USA rolę pierwszoplanową, Tajwan drugorzędną. Jednak nawet gdy ChRL wykazywała przewagę w podjętych na jej korzyść decyzjach o znacznej wadze, Tajwan także potrafił osiągnąć określone cele. W okresie od zerwania przez USA w 1979r. oficjalnych stosunków z RCh na rzecz ChRL, władze USA – przy udziale amerykańskich i tajwańskich organizacji popierających Tajwan – rozbudowały zakres współpracy. Było to widoczne w wielu zmianach wprowadzonych do początkowej wersji Taiwan Relations Act, wsparciu Tajwanu w przystąpieniu do Asian Development Bank, wspomożeniu stworzenia nowego myśliwca własnej produkcji, promowaniu członkostwa w GATT, częstszych wizytach wysokich rangą przywódców obydwu krajów, wspieraniu przystąpienia Tajwanu do APEC, decyzji prezydenta Busha o sprzedaży 150 myśliwców F–16, zezwoleniu w 1995 r. na wizytę Lee Teng–huia na uniwersytecie Cornell.[40]

Zasadnicza różnica w podejściu Chin oraz USA wobec Tajwanu polega na zdecydowaniu określenia stanowiska. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, Chińska Republika Ludowa nie pozostawia wątpliwości odnośnie swoich zamierzeń i reakcji wobec dążenia RCh ku niepodległości, nie mówiąc o jej ogłoszeniu. Nie wiadomo jednak, jak np. w wypadku zaatakowania przez ChRL Tajwanu w konsekwencji ogłoszenia niepodległości, zachowa się jego sojusznik. W zależności od interpretacji pozycji USA, strony mogą dojść do mylnych i odmiennych wniosków. Powoduje to wśród tajwańskich elit niepewność odnośnie przyszłości własnego kraju i wzmacnia poczucie ich związania i zależność od decyzji establiszmentu USA.

Ponadto, przywiązywanie przez oba chińskie podmioty tak dużego znaczenia do postawy oraz wypowiedzi władz amerykańskich świadczą jednak, iż obie strony uważają je za zasadniczy czynnik związany z ewentualnym połączeniem obu krajów. Dotyczy to szczególnie ChRL, mimo stałego podkreślania, iż jest ono wewnętrzną sprawą chińską.[41]

Władze amerykańskie i KMT prowadzili po II WŚ politykę jednych Chin. KMT podtrzymywał ją nawet w sytuacji, gdy wiedziano o nadchodzącej zmianie stanowiska mocarstwa. Partyjne władze nie były się w stanie przekonać się do uelastycznienia polityki ani do wprowadzenia reform. Trwano także przy przekonaniu o możliwym odbiciu kontynentu. Kiedy Stany Zjednoczone przeniosły uznanie dyplomatyczne Chin z rządu w Tajpej na ten w Pekinie, stało się to zgubne dla RCh. W nowej sytuacji wcześniejsza polityka KMT zemściła się na nim, jako że komunistyczne władze prowadziły tę samą politykę ‘na odwrót’.

Mimo stałego elementu polityki w postaci trzymania się kolejnych prezydentów 3 komunikatów i TRA, każda administracja interpretowała je na swój sposób. Z jednej strony można więc mówić o jednolitej polityce USA wobec Tajwanu, z drugiej strony, każda kolejna kadencja dodawała do niej swoją wykładnię. Można jednak odnieść wrażenie, iż trzymanie się expressis verbis komunikatów 40 lat po powstaniu pierwszego i trzech dekad po powstaniu dwóch następnych, jest anachronizmem. A to dlatego, iż sytuacja polityczna i gospodarcza, okoliczności funkcjonowania dokumentów i zależności między starym i nowym sojusznikiem zmieniły się diametralnie. Ponadto, zachodzi zasadnicza zmiana postaw i wzajemnego funkcjonowania trzech stron, oraz warunków i relacji które komunikaty te obecnie regulują. USA w coraz większej mierze starają się rozbudować z Chinami współpracę przede wszystkim gospodarczą, ale i polityczną i wojskową. Przy czym nadal niedoprecyzowane są ich zapatrywania odnośnie suwerenności Tajwanu i własnej postawy wobec roli tego kraju na międzynarodowej scenie. W przeciwieństwie do władz ChRL, które konsekwentnie wywierają presję na rządy amerykański oraz tajwański by zaakceptowały ich stanowisko. Co przy ich rosnącej gospodarce przychodzi im coraz łatwiej. Powyższe wyliczenie jest oczywiście niepełne i jedynie zarysowuje znacznie bardziej złożone problemy. Ukazuje jednak skalę zmian od lat 70. i nieprzystawanie ustaleń sprzed prawie półwiecza do obecnej sytuacji po obu stronach cieśniny tajwańskiej.

Istniejąca sytuacja to wynik odkładania ad acta rozwiązania zagadnienia mającego swoje korzenie w chińskiej wojnie domowej i późniejszych sojuszach zimnowojennych. W stosunkach USA z Tajwanem mocarstwo miało wpływ na większość czynników, które stanowią obecnie problem w ich relacjach. Nie znaczy to oczywiście, że ponoszą za nie całą odpowiedzialność. Jedynie, iż przywiązywanie do nich większej wagi i zajmowanie się nimi na bieżąco, tak jak czynią to Chiny, pozwoliłoby ich w pewnej części uniknąć. Jeśli można się pokusić o wartościowanie zagadnienia Tajwanu, to największy problem stanowi on chyba dla KPCh, ponieważ może się przyczynić do jej upadku. To właśnie jej najbardziej zależy na szybkim i zdecydowanym rozwiązaniu tego kłopotu. Istniejące   status quo nie sprawi problemów ani władzom w Tajpej ani w Waszyngtonie.

 W świetle powyższych badań najważniejsze wnioski to:

1. Amerykańsko-tajwański sojusz był związkiem z rozsądku i  powstał z zimnowojennej konieczności. Od momentu uznania konkurencyjnego rządu chińskiego i przekształcenia stosunku z RCh w nieoficjalny, wiele dziedzin nowego układu z Tajwanem było niedoprecyzowanych i nieostrych. Sytuacji nie poprawiały okoliczności, w których znormalizowano stosunki z Chinami.

2. Dwuznaczność i niejasność ze strony USA cechowały ich zbliżenie z ChRL od samego początku. Ani administracja Kissingera, ani Cartera nie była gotowa wystawić Pekinowi carte blanche do zjednoczenia z Tajwanem. Mimo odstąpienia przez administrację Cartera od Traktatu o wzajemnej obronie, Kongres ustanowił korzystny dla Tajwanu i obejmujący go politycznym i wojskowym wsparciem TRA. Powstały w ten niespodziewany sposób akt stanowi do dzisiaj stałe źródło sporów USA i ChRL odnośnie sprzedaży broni Tajwanowi. Kolejna administracja była jeszcze bardziej wieloznaczna. Popierała politykę jednych Chin i niewtrącania się w wewnątrzchińskie sprawy. Zarazem zwiększono Tajwanowi sprzedaż broni. Znana była także osobista niechęć prezydenta Reagana do władz komunistycznych oraz popieranie nacjonalistów.

Czy tak musiało być? Cofając się do początku nawiązania relacji ChRL–USA, stosunki między nimi, a przez to i z RCh, mogłyby wyglądać zgoła inaczej, gdyby przygotowania do ich rozpoczęcia były prowadzone w sposób bardziej otwarty, przejrzysty i konsultowane z  Kongresem. Zamiast udawać się do Pekinu, Nixon i Kissinger mogli zaprosić chińskich dygnitarzy do Waszyngtonu i rozpocząć współpracę na innych zasadach. Ich ówczesna postawa mogła zostać w Pekinie odebrana jako składanie hołdu. Pośpiech oraz widoczna w stenogramach władz USA ze spotkań przywódców przesadna przychylność (szczególnie Kissingera) wobec ChRL, nie stawiały amerykańskich administracji na zbyt silnej pozycji. Stany Zjednoczone powinny także w większej mierze zadbać o ochronę interesów Tajwanu. Mogły wspierać wewnątrzkuomintangowskie frakcje popierające demokratyzację reżimu, alternatywne środowiska opiniotwórcze, także ruch opozycyjny istniejący poza KMT, przede wszystkim zaś zdecydowanie obstawać przy obecności RCh lub Tajwanu na forum ONZ równocześnie z ChRL. Skoro jednak administracje Nixona, Cartera (i Clintona) działały z Chinami w skryciu, bez konsultacji i zaskakując wyborców oraz sojuszników, tym mniej dziwi ich brak poparcia odmiennych opcji i poglądów na Tajwanie.

  1. Najważniejszą zmianą wpływającą na  amerykańską politykę wobec Tajwanu (w stosunku do lat 70.) jest zaostrzenie od lat 80. stanowiska władz chińskich wobec wyspy i ich okopanie się na skrajnej pozycji. Dlaczego są wobec Tajwanu tak restrykcyjne, odbierają mu jakąkolwiek swobodę manewru, podmiotowość i coraz bardziej zwalczają go na arenie międzynarodowej?
  2. Okres przełomu lat 80. oraz 90. to  dalszy rozwój i legalizacja tajwańskiej opozycji, dojście do głosu lokalnej ludności. Także postępująca demokratyzacja, powstanie niezależnych mediów i polaryzacja tajwańskiej debaty publicznej.

Do bezkompromisowej postawy władz ChRL, przyczyniły się m.in. zmiany zachodzące na samym Tajwanie, jak np. starzenie się i wymieranie Chińczyków przybyłych z CKS, coraz mniejsza więź historyczna Tajwańczyków z kontynentem, zastępowanie tejże tożsamością tajwańską, szczególnie u młodszego pokolenia. Wraz z powyższym w polityce wewnętrznej znaczenia nabrała partia reprezentująca Tajwańczyków i opowiadająca się za niepodległością wyspy i niezależnością od Chin. Przykładem jest polityka DPP w szczególności za prezydentury Chen Shui-biana. Jest to kreowanie polityki dwóch Chin, a raczej Chin i Tajwanu. Zniecierpliwienie Pekinu wynika także z wyraźnie rosnącego oporu społeczeństwa tajwańskiego wobec zbliżenia z kontynentem za wszelką cenę, bez konsultacji z nim, oraz wobec niedemokratycznego i autorytarnego charakteru sprawowania władzy, który uniemożliwia dialog ze społeczeństwem zarówno chińskim, jak i tajwańskim. Maleje odsetek tajwańskich zwolenników połączenia obu krajów.

Ponadto, przejmując Hong Kong i zgodnie z zapowiedziami utrzymując demokrację bez zmian, KPCh miała szansę zyskać u Tajwańczyków lepszy wizerunek. Anektując Tajwan nie musi się już przed nikim wykazywać przestrzeganiem i poszanowaniem odrębnego statusu nowego terytorium.

  1. Kolejna nieścisłość amerykańskiej polityki wobec Tajwanu to utrzymywanie z obydwoma krajami współpracy wojskowej i przestrzeganie ich przed nadmierną rozbudową potencjału wojskowego. USA wspierają rozwój militarny Tajwanu, zarazem odmawiając mu prawa do samostanowienia o sobie i ogłoszenia niepodległości. Jest to zgodne z  polityką niejasności (ambiguity). Istnieje jednak stałe niebezpieczeństwo, że przynajmniej jeden z chińskich rządów niewłaściwie odbierze stanowisko USA i podejmie w związku z tym niewłaściwą decyzję. Skoro nie popierają niepodległości Tajwanu, szczególnie od czasu prezydentury Clintona, dlaczego w takim razie podtrzymują stałą sprzedaż broni, która powoduje protesty władz chińskich? Deklarowanym celem sprzedaży jest utrzymanie równowagi w cieśninie i możliwości obronnych sojusznika. Jednak strona chińska traktuje realizowanie zobowiązań sojuszniczych jako ingerencję w jej wewnętrzne sprawy, co przyczynia się do postępującej militaryzacji cieśniny. Amerykańscy decydenci nie podnoszą jednak np. kwestii stałego rozbudowywania arsenału rakiet ChALW skierowanych na wyspę. Należałoby większy nacisk położyć na jego ograniczenie lub powiązać redukcję sprzedaży z redukcją rakiet po drugiej stronie cieśniny.  Tym bardziej, iż stale powtarzanym celem polityki USA wobec Tajwanu jest pokojowe połączenie z Chinami.
  2. Międzynarodowa izolacja Tajwanu to wynik prowadzonej przez Chiny „polityki jednych Chin”, akceptowanej bez zastrzeżeń przez inne kraje, ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Ta znowóż jest możliwa m.in. za sprawą prowadzenia jej do 1991r. także przez nacjonalistów. Choć oczywiście każda ze stron inaczej ją interpretowała.

Jak dokumentuje w swojej książce[42] zastępca sekretarza stanu za administracji Clintona, która odwiedza Chiny od lat 70., Susan Shirk, przyczyna konfliktu między Chinami, USA i Tajwanem nie wynika z ewentualnej przynależności Tajwanu w przeszłości do Chin lub też nie. Jest natomiast związana z naturą chińskiego reżimu, który m.in. zapełnia pustkę po komunizmie nacjonalizmem i dąży do dominacji w regionie. Tak więc zaostrzenie pozycji władz ChRL to także wynik utraty kontroli nad rozpędzoną machiną nacjonalizmu i uzależnienie ich od popieranego przez opinię społeczną  zdecydowanego stanowiska w sprawie Tajwanu. Jest to pułapka, którą KPCh sama na siebie zastawiła. Według autorki, autorytet Mao i Denga zezwalał obydwu przywódcom na większą niezależność i swobodę w kreowaniu polityki zagranicznej, nie zmuszał do ulegania presji zarówno czasu, jak i ocen otoczenia. Ich następcy nie mieli tego komfortu, ponadto rozbudzili oczekiwania społeczeństwa wobec rozwiązania kwestii Tajwanu. W wyniku czego, zmuszeni są do ostrych i jednoznacznych reakcji w polityce wobec wyspy. Stali się zakładnikami własnej polityki.

Można tu mówić o starciu nacjonalizmu tajwańskiego i chińskiego. Pierwszy jest wynikiem kilkusetletniej absorbcji odmiennych kultur i ideologii, których rezultatem jest wysoko rozwinięte, tolerancyjne i pokojowo nastawione społeczeństwo. Drugi wynika z potrzeby wypełnienia luki powstałej po zawaleniu na przełomie lat 80. i 90. ideologii socjalistycznej i potrzebie zapełnienia jej przez władzę, której trudno byłoby legitymować swoje rządy. Każdy z nich ma więc inne przyczyny i cele. Na nieszczęście Tajwańczyków przywódzcy większości krajów z oportunizmu lub niewiedzy popierają ten drugi, którego celem jest m.in. zniszczenie pierwszego. Ukazuje on mianowicie alternatywną i lepszą dla społeczeństwa drogę rozwoju, która jednak pozbawiłaby racji bytu KPCh. Niegdyś zagrażało jej istnienie wrogich im władz nacjonalistycznych, mimo totalitarnego charakteru obu systemów. Dzisiaj zagraża jej istnieniu współtworzony przez nie pluralizm i demokracja, swoją przeciwstawną KPCh odmienność. Udowadnia mianowicie, że inne Chiny są możliwe.

W świetle badań niniejszej pracy, należy stwierdzić, że po powojennym podziwie i zaufaniu dla USA, następnym rozczarowaniu postępowaniem sojusznika w latach 70. i 80., od lat 90. elity Tajwanu są  nadal świadome konieczności współpracy i poparcia ich kraju ze strony zarówno władz, jak i społeczeństwa USA. Zdają sobie sprawę, że przetrwanie Tajwanu jest ściśle zależne od politycznego oraz wojskowego wsparcia sojusznika. Niezależnie od tego, czy im się to podoba, czy nie.

Zarazem są świadomi ich unikalnego w ramach społeczności chińskiej rozwoju gospodarczego w parze z politycznym, którego gwarantem były i są Stany Zjednoczone. Zdają sobie także sprawę, iż mocarstwo to, jest w coraz większej mierze finansowo zależne od Chin.

Tak jak i po IIWŚ, tak i obecnie, Tajwan jest terytorium zamieszkiwanym przez społeczność wiążącą swój rodowód częściowo z Chinami, ludnością chińskojęzyczną o największym stopniu swobody politycznej, przyzwyczajone do rządów państwa prawa, tolerancji dla wpływów różnych kultur. I tak jak wówczas, tak i obecnie, mają pomóc przegranej politycznie i pozbawionej legitymacji do sprawowania nad nią władzy partii z kontynentu chińskiego w przetrwaniu.

Co uważasz Tajwańczycy myślą obecnie o Stanach Zjednoczonych, po tylu latach, kiedy raczej są rywalami gospodarczymi? Czy obecnie chodzi tylko o politykę, czy także gospodarkę?

Oba kraje są od siebie zależne. Opinia publiczna i społeczeństwo są bardzo przyjazne wobec cudzoziemców. Większość Tajwańczyków myśląc o cudzoziemcach ma na myśli Amerykanów, tak jakby wszyscy cudzoziemcy nimi byli.

Intelektualiści zaczynają być coraz bardziej krytyczni wobec USA. Przy czym większość z nich zdobyła wykształcenie właśnie tam. Zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa wyprania mózgów wartościami amerykańskimi. Nie wydaje mi się, by byli na tyle dojrzali, by niezależnie spojrzeć na amerykańską dominację. Ponieważ właśnie są tam w znacznej mierze wykształceni. (…) Ta jednorodność dopiero zaczyna się zmieniać, tak jak w moim przypadku, gdzie żyję i pracuję także w Niemczech.[43]

Uważam, że raczej wątpliwe jest, by głowa państwa lub rząd RCh bez wyraźnego powodu, jak np. agresja militarna Chin, ogłosił niepodległość i sprowokował sąsiada. Mało prawdopodobne jest także, by władze w Waszyngtonie po kilku dekadach braku jednoznacznego stanowiska w tej sprawie, nagle je sprecyzowały. Tak więc to same władze chińskie mogą doprowadzić obie pozostałe strony do zajęcia stanowczego stanowiska ws. suwerenności lub niepodległości Tajwanu, np. przeprowadzając manewry jak te w połowie lat 90., lub dokonując inwazji na wyspę.

Należy tu także dodać rzadko w mediach poruszany element zależności zagranicznych (amerykańskich) komentatorów i obserwatorów od władz chińskich, niejednokrotnie wręcz swoistej autocenzury. Dotyczy to dyplomatów, wojskowych oraz naukowców, którzy są zaangażowani w pracę konsultingową i biznesową z chińskimi firmami lub władzami. Zajmując publicznie stanowisko omieszkują wspomnieć o biznesowym zaangażowaniu. Zdają sobie sprawę, iż komentarz może wpłynąć na wynik kontraktu lub spowodować nieotrzymanie wizy (także dziennikarze). W połączeniu z rosnącą potęgą gospodarczą i polityczną Chin na świecie, prowadzi to do braku obiektywizmu w ocenie przez USA potrzeb (np. wojskowych) Tajwanu jako sojusznika oraz jego polityki.

Tak jak za czasów zimnej wojny USA grały z ZSRR chińską kartą, tak samo w dobie rosnącej potęgi gospodarczej i wojskowej ChRL i równoczesnego słabnięcia gospodarki amerykańskiej, to Tajwan jest idealnym partnerem do demonstrowania Chinom niezadowolenia z tendencji i zachowań rywala. Sojusz z Tajwanem ma więc sens nie tylko ze względu na samo w sobie, ale także jako przeciwwaga dla rosnącej potęgi Chin. Poparcia można wyspie udzielać nie wiele sposobów, w zależności od koniecznych do zasygnalizowania potrzeb. Jest to cały wachlarz, od wizyt wyższych rangą urzędników (często mających tytuły naukowe, więc mogą to oficjalnie być konferencje), poprzez ustosunkowanie się do polityki wewnętrznej (poparcia referendów), ułatwienia w wydawaniu wiz, poparcie udzielane na forach międzynarodowych lub sprzedaż broni (niekoniecznie tylko defensywnej).

Tym bardziej więc amerykańskie władze powinny wspierać tajwańską demokrację, ponieważ jej sprawne funkcjonowanie, a także niezależność i wolność pięknej wyspy leży w interesie Stanów Zjednoczonych. I nie musi to wcale być sprzedaż broni. Jest to okazja do użycia dyplomacji i tzw. soft power:

– zapraszanie wysokich rangą przedstawicieli tajwańskich i przyjmowania ich w budynkach urzędów a także  wysyłanie wysokich rangą delegacji amerykańskich na Tajwan,

– podkreślanie w oficjalnych wystąpieniach odmienności rozumienia polityki jednych Chin od tej przedstawianej przez Pekin,

– rozszerzenie wykładni amerykańskiej polityki wobec Tajwanu z tradycyjnie wymienianych trzech komunikatów o sześć zapewnień prezydenta Reagana

– wyjaśnianie mediom dlaczego Waszyngton popiera Tajwan i jakie jest jego znaczenie w Azji jako sukcesu gospodarczego i demokratycznego

– mimo oficjalnego stanowiska nie popierającego niezależności Tajwanu, można je wzbogacić o zaznaczanie pochodzenia tajwańskich władz z wolnych wyborów, ich suwerenności, a także wyjaśnianie zyskującej na tajwańskiej scenie politycznej coraz większe znaczenie tożsamości tajwańskiej

ü przedstawicielom mediów można tłumaczyć znaczenie dotychczasowej amerykańskiej polityki wobec Tajwanu, rozumianej jako brak uzasadnienia w świetle międzynarodowego prawa dla KPCh użycia wobec demokratycznego Tajwanu gróźb lub przemocy.

W zamian za powyższe wsparcie tajwańskich władz, USA mogłyby od nich uzyskać zapewnienie o niewspominaniu publicznie określonych drażliwych wobec ChRL kwestii.

Z przebiegu amerykańskiej polityki tajwańskiej widoczne jest, iż nawet chwilowe antytajwańskie przechyły mogą być przez kolejną adminstrację zamienione na korzyść Tajwanu. Widoczna jest jednak ogólna tendencja na preferująca Chiny. Związana jest z rosnącą dominacją tego kraju w międzynarodowej wymianie handlowej, rozszerzaniu swoich wpływów na kraje rozwijające się oraz sojuszników dyplomatycznych Tajwanu. Równoczesny kryzys gospodarki amerykańskiej czyni ten kraj bardziej podatny na chińskie wpływy.

Przywiązanie do sukcesu odniesionego przez Tajwan można także przekazać w warstwie werbalnej. Przykładem niech będzie wypowiedź sekretarza stanu Powella „Istnieje tendencja do określania Tajwanu jako „problemu Tajwanu”. Ja nie nazywam go jednak problemem, a sukcesem. Stał się on prężną gospodarką, pełną wigoru demokracją i szczodrym dawcą na rzecz wspólnoty międzynarodowej.”[44]


[1] Ostatnio wybory burmistrza stolicy odbyły się w 1964r. kiedy to popularny niezależny polityk dwukrotnie pod rząd pokonał kandydata KMT, po czym zawieszono je w 1967r.

[2] W okresie tym pojawiło się wiele innych partii politycznych, które wykraczają poza zakres zainteresowania niniejszej pracy.

[3] Przegląd pierwszej połowy administracji Chena (polityka wewnętrzna, przez cieśninę oraz wobec USA) patrz: John F. Copper, Taiwan in troubled times, essays on the Chen Shui-bian presidency, World Scientific 2002, Singapore.

[4] Bruce Dickson, Taiwan’s challenge to US foreign policy, w Assessing the Lee Teng-hui legacy in Taiwan’s politics: democratic consolidation and external relations, ed. Bruce Dickson and Chien-min Chao, Taiwan in the modern world, Armonk Nowy Jork ME Sharpe 2002, s. 283-284. Więcej na ten temat oraz tworzenia świadomości identity Nowego Tajwańczyka patrz: Richard Kagan, Taiwan’s statesman: Lee Teng-hui and democracy in Asia, Naval Instistute Press 2002, Annapolis, m.in. rozdziały 10 i 11, s. 120-145.

[5] Albright: Taiwan head’s words ‘careful and appropriate’, AFP, 12 marca 2000r., cyt. za FBIS, 21 marca 2001r.

[6] Chen’s victory, Wall Street Journal, 20 marca 2000r., s. A34.

[7] źródło internetowe: usatoday.com, Taiwan: handle with care, 21 marca 2000r.

[8] Political earthquake in Taiwan, New York Times,  20 marca 2000r., s. 22.

[9] Taiwan steps forward, Washington Post, 19 marca 2000r., s. B6.

[10] Uncertain era for Taiwan, Los Angeles Times, 20 marca 2000r., s. B4.

[11] Premierem został były minister obrony, genreał Tang Fei, Tien Hung-mao został ministrem spraw zagranicznych – obaj przyjaciele LTH. Chen Po-chih, zagorzały zwolennik niepodległości otrzymał stanowisko przewodniczącego Rady Planowania Gospodarczego (Council for Economic Planning). Tsai Ing-wen piastowała urząd przewodniczącej Urzędu ds. Kontynentu (Mainland Affairs Council). To ona była autorem zwrotu LTH o „stosunkach między dwoma państwami”.

[12] David E. Sanger, US would defend Taiwan, Bush says, New York Times, 26 kwietnia 2001r., s. A1.

[13] Dotychczasowe stanowisko można określić jakostrategiczną niejasność lub dwuznaczność strategic ambiguity. Przykładem jest wypowiedź asystenta sekretarza obrony podczas pobytu w Chinach w 1995r. Josepha P. Nye’a,  kiedy zapytany przez gospodarzy co USA zrobią w przypadku wojny przez cieśninę, miał odpowiedzieć ”Ani my nie wiemy, ani wy nie wiecie”, Brian Mitchell, As Bush vowes to defend Taiwan, how far will the US really go?, Investor’s Business Daily, 26 kwietnia 2001r., s. A22. To właśnie Nye stworzył pod koniec 1995r. pojęcie strategicznej dwuznaczności lub niejasności strategic ambiguity. „Patrząc na stosunek z Chinami, z punktu widzenia wojskowego jest to strategiczna dwuznaczność, jako że mamy z nimi zarówno wspólne interesy, jak i oczywiste różnice. ” Joseph Nye, The growth and role of the Chinese military, testimony before the subcommittee of East Asian and Pacific affairs, Committee on foreign relations, US Senate, 11 października 1995r.

[14] Sheng Lijun, China and Taiwan: cross-strait relations under Chen Shui-bian, Zed Books, Londyn 2002r., s. 97.

[15] Zastępca sekretarza stanu Richard Armitage, przewodniczący zespołu doradców departamentu obrony Richard Perle, obejmujący niedługo stanowisko podsekretarza stanu ds. kontroli broni i międzynarodowego bezpieczeństwa John Bolton, szef doradców wiceprezydenta Dicka Cheney’a Lewis Libby i zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz.

[16] Więcej nt. pozytywnej reakcji niektórych Kongresmenów oraz prasy – patrz: Ted Galen Carpenter, America’s coming war with China, A collision course over Taiwan, Palgrave Macmillan, Nowy Jork 2005, s. 126.

[17] Rzecznik Richard Boucher potwierdził demise formuły „Gdybyśmy mieli wrócić do historii polityki trzech nie, stwierdzilibyście, że nie wyrażono jej dokładnie w taki sposób i nie mam zamiaru tego dzisiaj w taki właśnie sposób czynić. ” Źródło internetowe z dnia 5 maja 2010r. www.state.gov/r/pa/prs/dpb/2001/1420.htm US Department of State, Noon Briefing, 19 marca 2001r.,

[18] Willis Witter, Leader’s New York speech a prod, Beijing frowns on high profile, Washington Times, 31 października 2003r., s. A19.

[19] Steven Lee Myers, Taiwan chief drops plan for meeting in California, New York Times, 13 sierpnia 2000r., s. A9.

[20] Robert Burns, No.2 Pentagon official scheduled to meet with senior Taiwanese officials in Florida, Associated Press, 8 marca 2002r.

[21] Źródło internetowe z dnia 25 listopada 2003r., www.smh.com.au/articles/20-03/11/19/1069027192249.html : Hamish McDonald, Beijing threatens war over Taiwan, Sydney Morning Herald, 20 listopada 2003r.,

[23] Źródło internetowe z dnia 15 lipca 2007r. usinfo.state.gov /regional/ea/uschina/armit826.htm US Department of State, International Information Programs, Transcript: Armitage says US does not support Taiwan independence, 26 sierpnia 2002r.

[24] Źródło internetowe z dnia 15 grudnia 2003r., www.washingtonpost.com, Bush, Wen meet at White House: Text of the Chinese and American leaders’ comments,

[25] Więcej tłumaczeń urzędników Białego Domu oraz Departamentu Stanu odnośnie nieprzywiązywania znaczenia do zmiany zwrotu użytego przez prezydenta patrz John J. Tkacik, ed., Rethinking One China,The Heritage Foundation, Waszyngton 2004, s. 106-107.

[26] Więcej na ten temat patrz: John J. Tkacik, ed., Rethinking One China,The Heritage Foundation, Waszyngton 2004, s. 107-110.

[27] Więcej na ten temat reakcji w USA oraz odbioru wypowiedzi prezedenta jako zezwolenia na ewentualną inwazję Chin patrz: Ted Galen Carpenter, America’s coming war with China, A collision course over Taiwan, Palgrave Macmillan, Nowy Jork 2005, s. 130-131.

[28] Mr Bush’s kowtow, editorial Washington Post z 10 grudnia 2003r., s. A30.

[29] Źródło internetowe z dnia 4 kwietnia 2007r.,  http://commdocs.house.gov/committees/intlrel/ hfa93229.000/hfa93229_0f.htm,James Kelly w trakcie przesłuchań The Taiwan Relations Act: the next twenty-five years, Committee on international relations, US House of Representatives, 108th Cong., 2nd Sess., 21 kwietnia 2004r., str. 14.

[30] Źródło internetowe z dnia 3 października 2007r. www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/print/tw.html

[31] Źródło internetowe z dnia 15 marca 2004r., www.state.gov./secretary/rm/37361.htm, zapis wywiadu z Anthonym Yuen’em z Phoenix TV, 25 października 2004r.

[32] Posunięto się nawet do tłumaczenia, iż sekretarz się przejęzyczył, mówiąc zamiast peaceful reunification zamiast peaceful resolution.

[33] Więcej na temat kreowania tajwańskiej tożsamości za obu kadencji administracji CSB patrz: Ted Galen Carpenter, America’s coming war with China, A collision course over Taiwan, Palgrave Macmillan, Nowy Jork 2005, rozdział 4.

[34] Andrew Peterson, Dangerous games across the Taiwan strait, Washington Quarterly 27, nr 2, wiosna 2004, s. 23.

[35] US to send military officers to Taiwan – official, Reuters, 21 grudnia 2004r., US signs 99-year lease for site of new de facto embassy in Taiwan, Agence France-Presse, 22 grudnia 2004r.

[36] Taiwan plays down China-US ‘landmine’ remark, Reuters, 23 grudnia 2004r.

[37] Źródło internetowe z dnia 15 grudnia 2005r, wwww.nationalreview.com/script/ printpage.asp?ref=comment/tkacik200501010715.asp,  John Tkacik, The invasion of Taiwan, National Review Online, 10 stycznia 2005r.,

[38]Źródło internetowe z dnia 15 grudnia 2005r, www.aei.org/include/news­_print.asp?newsID=21771, Thomas Donnelly, Who forgot China, American Enterprise Institute, 3 stycznia 2005r. Autor uczestniczył w 2008r. w spotkaniu z byłym pracownikiem Departmentu Stanu (ponad 20 lat w służbie, w tym na kilku placówkach w Azji), który twierdził, że ceną za współpracę Chin w zwalczaniu terroryzmu, było m.in. ograniczenie przez USA poparcia na rzecz Tajwanu.

[39] Ciekawe wyjaśnienie genezy tej decyzji przedstawia prof. Edward Friedman. Ukazuje ją jako wynik fali demokratyzacji, które pod koniec lat 80. przelała się przez Filipiny, Koreę PoŁudniową i Tajwan, a także Europę Wschodnią. Dotknęła także samych Chin, spotkała się jednak ze zdecydowanym odwetem. W 1991r. nie ominęła ZSRR. Autor twierdzi, że KPCh postrzegała ją w latach 1992-1993 jako amerykański spisek skierowany przeciwko sobie oraz powrotowi Chin do wcześniejszej potęgi. Stąd też m.in. decyzja (w 1992r.) o ustawieniu rakiet naprzeciwko Tajwanu  (rozpoczęta od 1994r.) nie zaś w wyniku określonych zachowań tajwańskich przywódców. Więcej na ten temat patrz, Edward Friedman, China’s dilemma on using military force, s. 208., w ed. Edward Friedman, China’s rise, Taiwan’s dilemmas and international peace, Routledge, Abingdon 2006.

[40] Robert G. Sutter, US policy toward China An introduction to the role of interest groups, Rowman & Littlefield Publishers, Inc., Boston 1998, s. 74-75.

[41] Charles T. Cross, Taipei’s identity crisis, Foreign Policy, nr 51, wydanie letnie z 1983r., s. 50.

[42] Susan Shirk, China A Fragile Superpower, How China’s internal politics could derail its peaceful rise, Oxford Universtity Press US 2007.

[43] Wywiad przeprowadzony przez autora z dr. Lung Ying-tai龍應台 w marcu 2002r. w Tajpei.

[44] Źródło internetowe z dnia 8 września 2009r. www.state.gov/secretary/rm/2002/10983.htm, Colin Powell, Remarks at Asia Society annual dinner, 10 czerwca 2002r.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wariant Zalskiego: Od porzucenia sojusznika do jego obrony. Ewolucja polityki USA wobec Republiki Chińskiej w latach 1971–1996 cz.7 (ostatnia) Reviewed by on 3 lipca 2013 .

OD PORZUCENIA SOJUSZNIKA DO JEGO OBRONY EWOLUCJA POLITYKI USA WOBEC REPUBLIKI CHIŃSKIEJ W LATACH 1971–1996 Część VII II. Protajwańska polityka administracji Lee Teng hui’a oraz Chen Shui-bian’a Prowadzona przez obu przywódców polityka wobec Chin jest przez polityków oraz naukowców często określana jako antychińska, dążąca do rozłamu kraju i oddzielenia Tajwanu od macierzy. Autor za właściwsze

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź