Artykuły,Tajwan news

Wariant Zalskiego: Od porzucenia sojusznika do jego obrony. Ewolucja polityki USA wobec Republiki Chińskiej w latach 1971–1996 cz.6

zalskiOD PORZUCENIA SOJUSZNIKA DO JEGO OBRONY

EWOLUCJA POLITYKI USA WOBEC REPUBLIKI CHIŃSKIEJ

W LATACH 1971–1996

Część VI

1995

Wiosną 1994 r. doszło do zdarzenia niezauważonego ani przez media, ani nawet przez wysokich rangą urzędników amerykańskich. 4 maja w bazie Hickam Air Force w Honolulu wylądował celem uzupełnienia paliwa samolot, na którego pokładzie podróżował prezydent Lee Teng-hui wraz z doradcami. Odbywali podróż do Ameryki Środkowej oraz Republiki Południowej Afryki. Departament Stanu odmówił gościowi udzielenia wizy oraz prawa do przenocowania w mieście. Tajwańskich polityków potraktowano bez szacunku należnego głowie obcego państwa i sojusznikowi. W związku z zaistniałą sytuacją Lee odmówił opuszczenia samolotu w ogóle[1].

Wizyta ta była częścią rozpoczętej dwa miesiące wcześniej w związku z mającymi się odbyć w 1996r. wyborami prezydenckimi kampanii „południowa strategia”. W jej ramach Lee wraz z premierem Lien Chanem 連戰 i członkami gabinetu oraz przedsiębiorcami złożyli serię wizyt w krajach Azji Południowo-Wschodniej. Coraz zamożniejsze, lepiej wykształcone oraz kosmopolityczne społeczeństwo tajwańskie domagało się od swoich przywódców zmiany wizerunku kraju – międzynarodowego pariasa. Owa „wakacyjna dyplomacja” miała na celu właśnie poprawienie międzynarodowego statusu Tajwanu. Wywoływała jednak irytację władz w Pekinie. Odwiedzane przez prezydenta kraje oficjalnie nawiązały stosunki dyplomatyczne z Chinami i zerwały je z Tajwanem.

Warto zwrócić uwagę na nieprzejmowanie się protestami Chin przez azjatyckich gospodarzy tajwańskiej delegacji w lutym 1994r. – Filipin, Indonezji i Tajlandii.[2] Premiera Lien Chana przyjęto ciepło także w Malezji i Singapurze w grudniu 1993r. i styczniu 1994r.[3]

Mimo oburzenia decydentów tajwańskich, asystent sekretarza stanu, Winston Lord, bronił swojej decyzji: „Był to krok do przodu, nie zaś do tyłu. Żaden prezydent Tajwanu nie wylądował dotychczas w Stanach Zjednoczonych, tak więc zrobiliśmy więcej niż którakolwiek administracja przed nami”[4]. Zostając na pokładzie samolotu, Lee przybrał rolę męczennika, któremu należały się przeprosiny. Jednak nieprzyjazne potraktowanie prezydenta Tajwanu w trakcie jego podróży przez urzędników Departamentu Stanu było dopiero początkiem poparcia udzielonego na rzecz jego wizyty w USA później przez Senat.  W czerwcu dwóch senatorów wysłało do Lee list, w którym zaprosili go do Stanów Zjednoczonych. Przegłosowano odpowiednią rezolucję, zobowiązując Departament Stanu do przyznania gościom z Tajwanu wiz.

Zmieniło się także nastawienie wobec sojusznika. Nie istniał Związek Radziecki, na który wywierano naciski zbliżeniem z Chinami. W latach 70. można było zbyć Tajwan jako relikt chińskiej wojny domowej oraz państwo policyjne z uciskaną ludnością tajwańską. Na początku lat 90. była to już uznana potęga gospodarcza i kraj demokratyczny. Drogę obraną przez tamtejsze władze należało tym bardziej docenić po wydarzeniach na placu Tiananmen. Ponadto Lee był rodowitym Tajwańczykiem. Dążenie władz w Tajpej do uczestniczenia we wspólnocie międzynarodowej stanowiło wyzwanie dla polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.

Biały Dom

Wraz z nastaniem administracji Clintona przewartościowano politykę wobec Tajwanu. Jednym z powodów owego przeglądu było m.in. dążenie do zapobieżenia ewentualnym obiekcjom ze strony Kongresu w okresie zmagań o przedłużenie Chinom klauzuli najwyższego uprzywilejowania. Zmiany były jednak niewielkie. Jak wspomniano wyżej (patrz strona 149-150), przedstawiciele władz Tajwanu w dalszym ciągu nie mieli prawa przekroczenia progów Białego Domu, Departamentu Stanu i Pentagonu, mogli jednak odwiedzać inne budynki rządowe[5]. Wyżsi rangą urzędnicy, nawet członkowie gabinetu, zajmujący się gospodarką, mieli prawo podróżować na Tajwan. Jednak najważniejsi dygnitarze tajwańscy, jak prezydent Lee, nie otrzymywali wizy amerykańskiej. Mogli się jednak na terenie Stanów Zjednoczonych przesiąść i przy okazji przenocować. Rozwiązania te nikogo nie zadowoliły i spowodowały tylko zarzuty. Chinom nie podobało się, że USA w ogóle dopuszczały możliwość odwiedzenia Tajwanu przez ich urzędników. Członkowie Kongresu byli poirytowani, że zmiany nie poszły dalej. Z kolei prezydent Lee był poirytowany faktem, że więcej pozostawiono po staremu, niż zmieniono. Nadal miał jedynie możliwość jednonocnego pobytu na terenie USA[6].

Mimo krytyki ze strony mediów, Kongresu oraz grup interesu, administracja Busha była w stanie obronić założenia swojej polityki wobec ChRL oraz Tajwanu. Administracja jego następcy nie miała tak jasno sprecyzowanych założeń. Clinton rozpoczął urzędowanie z krytycznym nastawieniem do Chin. Wkrótce zmienił politykę poprzednika wiążąc klauzulę najwyższego uprzywilejowania dla Chin z przestrzeganiem przez ich władze praw człowieka. Pod wpływem presji ze strony ChRL, amerykańskich środowisk biznesu i przedstawicieli opinii społecznej, zrezygnował z tego powiązania. Zarówno władze Tajwanu, jak i Chin, wyciągnęły z tego jasny wniosek – administracja Clintona nie miała jasno zarysowanej polityki wobec Chin i wywierając presję, każda ze stron mogła  próbować osiągnąć korzystną dla siebie zmianę.[7] Poniżej omówione zostaną skutki związanych z tym nacisków na główne ośrodki władzy.

Kongres

Na krótko przed rozpoczęciem przez prezydenta Lee jego wakacyjnej dyplomacji, założono w Tajpej za pieniądze Kuomintangu Tajwański Instytut Badawczy (Taiwan Research Institute). Podpisał on w Waszyngtonie wartą 4,5 mln USD umowę z zajmującą się lobbingiem firmą – Cassidy&Associates, której członkowie mieli bliskie kontakty z Demokratami. Planom Tajpej sprzyjał także wynik wyborów z 1994r. – większość w Kongresie objęli Republikanie. Oczywisty był także fakt, że Tajwańczycy mieli więcej sprzymierzeńców na Kapitolu niż w Białym Domu.

Pretekstem do odwiedzenia USA przez prezydenta było spotkanie absolwentów uniwersytetu Cornell. Lee obronił na nim w 1968 r. doktorat z ekonomii rolnictwa (agricultural economics). Także władzom uczelni zależało, by wśród swoich gości mieć głowę państwa. W 1994 r. dawcy z Tajwanu, określeni przez władze uczelni jako „przyjaciele Lee”, podarowali jej 2,5 mln USD na rzecz sfinansowania profesury Lee Teng-hui’a z zagadnień świata (professorship in world affairs).

Biały Dom zdecydowanie sprzeciwiał się wizycie prezydenta Tajwanu, także gdyby miała charakter czysto prywatny. Czołowi przedstawiciele administracji przez wiele miesięcy uparcie twierdzili, że jego przyjazd jest niemożliwy. Odpowiadając pod koniec 1994 r. w Senacie na pytania, Lord zdecydowanie podkreślał, że zgodnie z polityką ówczesnej administracji, Lee nie otrzyma pozwolenia na przyjazd na spotkanie absolwentów uczelni[8]. Taka postawa jednak jeszcze bardziej zdeterminowała polityków i lobbystów tajwańskich. I tak na początku maja 1995r. Izba Reprezentantów przyjęła stosunkiem głosów 396 do 0[9] niewiążącą rezolucję wzywającą administrację do zezwolenia Lee na odbycie na Cornell wizyty o charakterze prywatnym. W następnym tygodniu także Senat, mimo sprzeciwów administracji, opowiedział się stosunkiem głosów 97 do 1[10] za wizytą tajwańskiej głowy państwa. Do poparcia przyłączyły się również media oraz lokalni politycy. Urzędnicy Departamentu Stanu proponowali prezydentowi w akcie rozpaczy wizytę w Honolulu i ewentualną grę w golfa w zamian za rezygnację z uczestnictwa w spotkaniu na uczelni (które to propozycje były dla nich jeszcze rok wcześniej nie do przyjęcia).

Biały Dom

Kolejnym etapem było pozyskanie poparcia prezydenta. Jeszcze jako gubernator stanu Arkansas, William Jefferson Clinton kilkakrotnie odwiedził Tajwan. „Byłem tam pięć razy. Zachodzące w tym kraju ogromne przemiany, w miarę jak stawał się coraz bogatszy i bardziej demokratyczny, wywarły na mnie wrażenie (…)”[11]. Podejmowano go z wielkimi honorami. Zdał sobie także sprawę z zamożności oraz wpływów tajwańskiego lobby w Waszyngtonie. Inicjatywie Tajwańczyków sprzyjała także panująca wiosną 1995 r. sytuacja między USA a ChRL. Rok wcześniej prezydent Clinton zrezygnował z powiązania kwestii odnowienia korzyści handlowych z prawami człowieka. Nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na postawę chińskich przywódców wobec dysydentów. Członkowie administracji obawiali się także, że sprzeciwiając się wizycie, doprowadzą do zobowiązania ich do tego przez Kongres na drodze prawnej. Tak więc wybrano mniejsze zło. Powyższe okoliczności pozwalały mieć nadzieję na przeciwstawienie się prezydenta USA oczywistemu oburzeniu Chin w związku z planowaną wizytą tajwańskiego przywódcy.

Przed podjęciem decyzji Clinton przeprowadził ze swoimi doradcami wiele rozmów i narad. W końcu zdecydowano się na przyjazd Lee. Jednakże przed podaniem decyzji do publicznej wiadomości, starano się możliwie pomniejszyć mogące z niej wyniknąć szkody. Stronę tajwańską poinformowano, że Lee może przybyć do USA, jednak wizyta ta będzie miała charakter zdecydowanie prywatny, bez konferencji prasowych lub innego rodzaju działalności politycznej. Podkreślono także, że żaden przedstawiciel amerykańskiego rządu nie spotka się z gościem. Zezwolono mu na nocleg w Los Angeles, jednak odmówiono prośbie Tajwańczyków dotyczącej przejazdu przez Nowy Jork. Prezydent miał wylądować na oddalonym od przedstawicieli prasy oraz środowisk chińskich emigrantów niewielkim lotnisku w Syracruse.[12] Dzień później o podjętej decyzji powiadomiono ambasadora Chin w Waszyngtonie.

Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać.

Konsekwencje dyplomatyczne (wobec USA)

15–22 czerwca 1995r. premier Lien Chan odbył prywatną podróż do Austrii i Czech. Jej cel nie został podany do wiadomości publicznej aż do momentu przybycia do Wiednia. Była to pierwsza podróż tak wysokiego rangą urzędnika tajwańskiego do Europy. W dniach 7–12 czerwca 1995r. prezydent Lee Teng-hui przyleciał do Stanów Zjednoczonych  i odwiedził alma mater.

Przedstawiciele administracji Clintona zarzucali prezydentowi Lee wygłoszenie wbrew wcześniejszym ustaleniom przemówienia o charakterze politycznym[13]. Decydenci chińscy mieli jednak pretensje o sam fakt odwiedzin USA przez prezydenta Tajwanu. Nie mogli darować administracji, że dopuściła do takiego precedensu jak ta wizyta. Tym bardziej że pamiętano niedawną sprzedaż przez administrację Busha, przypartego do muru o sprzyjanie reżimowi w Pekinie, Tajwanowi myśliwców F-16. Chiny zainicjowały serię retorsji. (…) Latem 1995 r. po raz pierwszy od nawiązania w 1979 r. stosunków dyplomatycznych brakowało obustronnej reprezentacji na poziomie ambasadorów[14]. Stanowiło to jedynie wstęp do kolejnego etapu i podniesienia poprzeczki.

Konsekwencje wojskowe (wobec Tajwanu)

W trakcie rozważania przez administrację Clintona zaopiniowania podania o wizę dla prezydenta Lee, Departament Stanu stworzył dla Białego Domu dokument dotyczący ewentualnych scenariuszy reakcji Chin na zezwolenie Lee na wjazd na teren USA. Jedną z branych pod uwagę możliwości były operacje wojskowe ChALW. Winston Lord poinstruował swoich podwładnych, by usunęli ten fragment z raportu. Argumentował, iż nie było potrzeby wywoływania paniki w Białym Domu.[15]

W dniach 22–24 lipca Chińska Armia Ludowa przeprowadziła pierwsze ćwiczenia rakietowe na wodach na północ od Tajwanu.

W dniach 15–25 sierpnia chińskie władze oświadczyły, że ćwiczenia odbędą się na obszarze 50-krotnie większym niż poprzednie. Równało się to prawie częściowej blokadzie Tajwanu, stanowiącego 14. największą potęgę gospodarczą świata. Wówczas to właśnie sekretarz stanu Warren Christopher miał w Brunei przekazać wspomniany wyżej list prezydenta Clintona dla prezydenta Jiang Zemina. Chińskie władze dążyły do niedopuszczenia do dalszego rozwoju proniepodległościowych dążeń prezydenta Lee i ograniczenia wspierania ich przez USA. Potrzebne im było stanowcze i oficjalne poparcie ze strony USA. Krokiem w tym kierunku miał być ów list. Jednak dla strony chińskiej było to zdecydowanie za mało.[16]

19 grudnia 1995 r. lotniskowiec USS Nimitz oraz eskortujące go 4 statki przepłynęły Cieśninę Tajwańską. Oficjalnie Pentagon wyjaśnił to panującą wówczas złą pogodą. Jednak poprzedni raz amerykańskie jednostki pojawiły się tam w 1976 r[rz1] . W następnym miesiącu USS Fort McHenry złożył przyjacielską wizytę w Szanghaju.

Stanowisko  USA

Wydarzenia, które miały miejsce latem 1995 r. w cieśninie tajwańskiej, otworzyły nową erę w stosunkach chińsko-amerykańskich. Ćwiczenia rakietowe oraz manewry wojsk były obliczone przede wszystkim na zastraszenie ludności Tajwanu. Stanowiły jednak punkt zwrotny zarówno dla urzędników administracji Clintona, jak i wojskowych w Pentagonie.

Przez ostatnie dwa i pół roku polityka zagraniczna USA koncentrowała się głównie na Rosji i Bośni oraz kryzysach w Trzecim Świecie, np. w Somalii i na Haiti. Chiny przykuwały uwagę odpowiedzialnych za politykę zagraniczną urzędników wyższego szczebla w sytuacjach jak w trakcie ostatnich tygodni sporu o przedłużenie klauzuli pełnego uprzywilejowania. Zazwyczaj jednak, jak w przypadku postoju prezydenta Lee w Honolulu, zagadnieniami tymi zajmowali się urzędnicy niższego szczebla. W trakcie dwóch i pół roku kadencji Clintona jego administracja dwukrotnie została zmuszona do wycofania się ze swoich zamierzeń wobec Chin – dotyczyło to przedłużenia klauzuli najwyższego uprzywilejowania oraz wizyty Lee w Cornell. W obydwu przypadkach zabrakło wyobraźni, jak dalekie będą konsekwencje i opór wobec planowanej polityki.

Rolę Tajwanu w stosunkach chińsko-amerykańskich, Winston Lord po manewrach  ChALW komentował następująco:

Pytanie: Ile procent czasu poświęcono w trakcie spotkania Tajwanowi?

Asystent Sekretarz Lord: Owszem, minister spraw zagranicznych podjął ten temat. Jest to ważne zagadnienie nie chcę jednak w żaden sposób sugerować, że nie pozostaje to zagadnienie dla Chińczyków delikatne, jednak poświęcono mu może 5 procent czasu spotkania. Wyraził stałe zainteresowanie strony chińskiej, jednak jak widzieliśmy w Nowym Jorku, nie jest to już w naszych dyskusjach kwestia pierwszej wagi, mimo że pozostaje ważna i zasadnicza.

P: Przypominam sobie jednak, że po Brunei gdy Tajwan był pierwszoplanowym zagadnieniem, w trakcie spotkania UNGA (Zgromadzenia Głównego Narodów Zjednoczonych – przyp. R.Z.), mówił Pan, że Tajwan był prawie (niesłyszalne).

ASL: Owszem, powiedziałem wtedy 10 procent – 10 lub 15.

P: Tak, wydaje mi się iż było to nawet mniej.

ASL: Owszem, całkiem możliwe. Tak.

P: Więc …

ASL: Tak więc ponownie, nie chciałbym, aby wyszło na to, że Chińczycy zapomnieli ten temat i nie ma swojego znaczenia. Chodzi mi o to, że w ramach potwierdzenia naszego stanowiska a także granic w których możemy się poruszać podczas przyszłych wizyt itd., mam nadzieję, że rozumieją, że zaangażowaliśmy się na tyle, na ile jest to tylko możliwe. Przypominają nam o znaczeniu zagadnienia, jednak zdecydowanie chcą poszerzyć zakres poruszanej tematyki, tak więc jest to niewielki wycinek naszych rozmów.

P: Zastanowiło mnie jednak, czy jest Pan zaskoczony, że nadal powracają do tego w trakcie czwartego spotkania.

ASL: Byłbym zdziwiony gdyby tego nie zrobili. To według mnie kwestia zasad. Tak naprawdę, nawet przed wizytą Lee Teng–huia, praktycznie żadne spotkanie z Chińczykami (…) nie odbywa się bez wspomnienia Tajwanu. Najwyraźniej nastroje są raz gorętsze, raz chłodniejsze. Tak więc, szczerze, byłbym zadowolony ze spotkania bez wspominania tego tematu, jednak zdziwiłoby mnie to. Sednem sprawy nie jest jednak czy temat ten zostaje poruszony, lecz poświęcona mu ilość czasu i ton dyskusji.[17]

Powyższe manewry nie stanowiły jednak zakończenia reakcji władz w Pekinie.

Sekretna dyplomacja Białego Domu

Kilka miesięcy po wizycie prezydenta Lee w USA, przedstawiciele administracji Clintona wystąpili wobec przywódców Chin z nowymi propozycjami. W sierpniu sekretarz Christopher odbył w Brunei spotkanie z szefem chińskiego MSZ (wspomniane wyżej przez Winstona Lorda) i miał przekazać mu list od prezydenta USA dla prezydenta ChRL, m.in. zapraszający po raz pierwszy Jianga do odwiedzenia Waszyngtonu. Gdyby skorzystano z tej możliwości kilka miesięcy wcześniej, prawdopodobnie złagodziłoby to skutki wizyty Lee w Cornell[18].

Niedługo chiński ambasador Li Daoyu 李道豫 powrócił do Waszyngtonu, Chiny zaś zgodziły się na  akredytację nowego ambasadora amerykańskiego, Sassera. Tarcia między obydwoma państwami zelżały, jednak wojskowe konsekwencje wizyty Lee w Cornell jeszcze się nie skończyły.

1996

Dalszy opis rozwoju kryzysu ukaże pogarszającą się sytuację między trzema stronami konfliktu i coraz większą presję wywieraną przez chińskie władze na administrację Clintona w związku z wizytą tajwańskiego prezydenta w USA oraz zbliżającymi się na wyspie wyborami. Poprzeczka była przez nie stale podnoszona. Przedstawiony rozwój konfliktu, reakcja stron oraz rozwiązanie tej dramatycznej sytuacji służy wykazaniu, jak agresja ChRL wpłynęła na zajęcie przez administrację Clintona stanowiska w sprawie sporu o Tajwan (i na wynik wyborów na wyspie). Przedstawię eskalację konfliktu i wyjaśnienię dlaczego administracja Clintona opowiedziała się  po  stronie sojusznika i jak doszło do podjęcia tej decyzji.

Zimą 1995 r. chińscy decydenci zaczęli w bardzo zdecydowany sposób sprawdzać, jak daleko Amerykanie posuną się w obronie Tajwanu. W miesiącach następujących po ostatnich manewrach chińskiej armii w cieśninie, prezydent Clinton wysłał kilka listów bezpośrednio do prezydenta Jianga, sekretarz Christopher zaś do chińskiego ministra spraw zagranicznych Qian Qichena 钱其琛. Obydwaj wyrażali niezadowolenie z powodu przeprowadzonych niedawno manewrów[19]. Strona chińska odpowiadała w mniej zawoalowany sposób i znacznie bardziej wrogo. Sugerowano, że opowiadając się po stronie Tajwanu przeciw Chinom, USA doprowadzą do wojny. I tak, pod koniec roku władze chińskie dały do zrozumienia, że ewentualny konflikt między obydwoma krajami może się zakończyć użyciem broni nuklearnej. Podczas jednej z wizyt w Pekinie były asystent sekretarza obrony w latach 1993-1994, w latach 1981-1984 minister w Pekinie, wcześniej tłumacz prezydenta Nixona w trakcie wizyty w Chinach w 1972r., wówczas już niepracujący dla rządu, Chas Freeman, usłyszał od wysoko postawionego wojskowego, że Chiny są gotowe poświęcić życie milionów obywateli, a nawet całe miasta, w konflikcie atomowym mającym zapobiec uzyskaniu przez Tajwan niepodległości. „Nie poświęcicie Los Angeles dla obrony Tajwanu”. Tego rodzaju ostrzeżenia otrzymywał on także z innych źródeł, np. od naukowców[rz2] [20].

Doniesienia te potwierdził opublikowany 24 stycznia 1996 r. w New York Timesie artykuł o spotkaniu dnia 4 stycznia Chasa. Freemana i doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Anthony’ego Lake’a. W trakcie wizyty Freemana zimą w Chinach, poinformowano go o dalekim stopniu zaawansowania przygotowywań ChAL do wystrzału rakiet w kierunku Tajwanu.  Miały trwać 30 dni i polegać na odpaleniu codziennie jednej rakiety. Dokonano już wyboru celów i czekano na ostateczne zezwolenie władz w Pekinie. Freeman cytował ponadto chińskiego urzędnika zakładającego, że ChRL może użyć wobec Tajwanu siły wojskowej, nie obawiając się amerykańskiej interwencji, ponieważ amerykańscy przywódcy bardziej dbają o Los Angeles niż o Tajwan. Stwierdzenie to stanowiło, jego zdaniem, pośrednią groźbę Chin użycia wobec USA broni nuklearnej[21] [22] [23].

Pod koniec stycznia 1996r. prezydent Lee ogłosił zamiar przeprowadzenia manewrów obrony przed łodziami podwodnymi, na początku lutego zapowiedział stopniowe zwiększanie budżetu w związku z zagrożeniem ze strony Chin[24], USA zaś pozytywnie rozpatrzyły wniosek wiceprezydenta Li Yuan-zu 李元簇 o wizę tranzytową przez Los Angeles, niedługo potem dwie kolejne wizy[25]. Tłumaczono je jako rutynowe postępowanie i zgodne z obowiązującą polityką. Na przełomie 1995 i 1996r. chińskie władze wielokrotnie wyrażały niezadowolenie z polityki USA, jak i ostrzegały tajwańskie społeczeństwo przed konsekwencjami postępowania prezydenta Lee. Środki dyplomatyczne wspierały wojskowymi. 9 lutego Chiny rozpoczęły przemieszczanie ok. 150 tys. żołnierzy wzdłuż wybrzeża od strony Tajwanu. Wzmocniły także swoje siły powietrzne 88 samolotami oraz rozlokowały 4 amfibie w bezpośrednim sąsiedztwie wyspy[26]. Na początku 1996r. tajwańskie wojsko odbyło własne manewry.

22 lutego dyrektor CIA, John Deutch, zeznał przed senacką Komisją ds. wywiadu, że agencja bardzo dokładnie monitoruje ruchy chińskich wojsk w Azji. 23 lutego kandydat na prezydenta Tajwanu ostrzegł Chiny, iż w razie zajęcia przez nie choćby skrawka terytorium Tajwanu, ogłosi on niezwłocznie niepodległość. NYT skomentował ostatnie wydarzenia następująco: „(Groźby Chin – przyp. R.Z.) sugerują, że Pekin nie zauważa jednego z fundamentów poprawionych od czasu administracji Nixona stosunków chińsko-amerykańskich, mianowicie że przyszłość Tajwanu musi być rozwiązana w sposób pokojowy”[27]. Kilka dni później publicysta A.M Rosenthal przyrównał ówczesną sytuację do tej sprzed półwiecza, kiedy sekretarz stanu Dean Acheson w przemówieniu wygłoszonym w styczniu 1950 r. w Klubie Prasy wykluczył Koreę Południową  z obszaru obronnego USA, co przyczyniło się do zaatakowania jej pół roku później przez Koreę Północną[28]. Jim Hoagland napisał: „Administracja Clintona jest obecnie skonfrontowana z konsekwencjami obstawania przy nieudolnej polityce wobec Chin (…) Ustępstwa Stanów Zjednoczonych, które usprawiedliwiano w imię zaangażowania (…) nie spowodowały wyważenia (moderation)”[29].

5 marca agencja Xinhua doniosła, że w dniach od 8 do 15 marca ChALW rozpocznie nową serię ćwiczeń rakietowych w sąsiedztwie wybrzeża Tajwanu. Obierając za cel miejsca odległe o ok. 500 km, Chiny jednoznacznie chciały pokazać, że są w stanie przeprowadzić zakrojoną na dużą skalę operację i zablokować porty na wyspie.

7 marca przybyła do Waszyngtonu chińska delegacja, na czele której stał wiceminister spraw zagranicznych Liu Huaqiu 刘华秋. W czasie kolacji sekretarz obrony Perry oraz doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Anthony Lake ostrzegli gości, że jakiekolwiek działania wojskowe wymierzone przeciwko Tajwanowi pociągną za sobą „poważne konsekwencje” wobec Chin. Język, którego użyli gospodarze, był zawoalowany, jednak starannie dobrany i bezprecedensowy. W ciągu ćwierćwiecza, które minęło od dokonanego przez Nixona otwarcia, nie użyto tego rodzaju ostrzeżeń[30].

8 marca krótko po północy w godzinnych odstępach odpalono trzy rakiety balistyczne M–9, które wylądowały niedaleko portów Keelung i Kaohsiung.

9 marca w trakcie wspólnego zebrania wysocy rangą urzędnicy Pentagonu, CIA, Szefów Połączonych Sztabów i Departamentu Stanu postanowili użyć siły i przeciwstawić się Chinom. W Departamencie Stanu spodziewano się w związku z tym wysłania na teren konfliktu jednego lotniskowca. Jednak Perry – zwolennik silnych więzów z Pekinem – przekonał pozostałych uczestników narady do wysłania dwóch okrętów. Zastanawiano się także nad koniecznością przepłynięcia jednostek przez cieśninę. W wyniku nalegań strony tajwańskiej odstąpiono od tego pomysłu[31]. Tak więc po wydaniu rozkazu przez prezydenta Clintona wysłano w rejon Azji Południowo-Wschodniej największą amerykańską armadę od czasu wojny w Wietnamie. Inaczej niż w przypadku okrętów marynarki wysłanych w te okolice kwartał wcześniej, władze amerykańskie tym razem się nie tłumaczyły.

I bogu dzięki na szczęście doszło do kryzysu rakietowego w 1996 r. (…) Amerykanie wysłali dwa lotniskowce do Tajpej. Powiedzieli mi: Fredrick, z punktu widzenia armii jeden lotniskowiec nie oznacza jeszcze wojny. Sam niewiele znaczy, musi mieć wokół siebie inne jednostki. Ja nic nie wiem o wojskowości. Powiedzieli mi jednak, że jeśli wysyłasz dwa, oznacza to, że jesteś gotowy do podjęcia walki. Ahhh… i wtedy zrozumiałem. I tutaj się ChRL przeliczyła. Jeśli spojrzymy wstecz, daje ci to jasny pogląd. Władze Tajwanu, przywódcy, opinia publiczna, media, naukowcy stale krytykowali USA za niesprzedawanie nam broni. Nie odpowiadali na nasze prośby o sprzedaż broni. Wychodzili mianowicie z założenia: „nie ma takiej potrzeby. Stale wywołujecie wilka z lasu, jak dzieciak. Jednak gdzie on jest, nie ma go.” Kto jest tym wilkiem? My mówiliśmy, że ChRL nas zaatakuje, jednak strona amerykańska odpowiadała, że a) Chińczycy nie mają potencjału niezbędnego do zaatakowania oraz, b) że z posiadanych przez nich informacji wywiadowczych wynika, że nie mają nawet takiego zamiaru. „Dlaczego więc stale chcecie kupować broń, nie ma ku temu powodu, a wymagacie od nas konfrontacji.” Tak tę sprawę postrzegali. Zawsze też mówili nam: „jeśli wykryjemy, że dążą do zaatakowania was, będziemy mieli znacznie więcej powodów do zmartwień od was.” Stąd też w momencie konfrontacji zdecydowali się na wysłanie dwóch statków.[32]

10 marca sekretarz stanu Warren Christopher określił chińskie próby zastraszenia Tajwanu jako „lekkomyślne” (reckless) i ogłosił wysłanie grupy statków dowodzonych przez lotniskowiec USS Independence. Następnego dnia na północ od wyspy dołączyły do nich niszczyciel Hewitt oraz fregata McClusky. Na południe od wyspy rozmieszczono jednostkę Bunker Hill monitorującą przebieg testów rakietowych. W trakcie organizowanego przez NBC spotkania Meet the press Christopher oświadczył, że intencją władz amerykańskich jest „zapewnienie przez statki pomocy w razie gdyby zaistniała taka potrzeba”. Lee Teng-hui stwierdził, że „tajwański naród nie ma powodów do obaw w związku z przeprowadzanymi przez kontynent ćwiczeniami. Nasze władze podjęły odpowiednie środki i są przygotowane na odpowiedź. Wszyscy mogą się rozluźnić i wrócić do swoich spraw. Nie jest tak, że Tajwan nie chce zjednoczenia. Problem polega na tym, że nie mamy ochoty żyć w systemie komunistycznym”.

11 marca prezydent Clinton wysłał z Zatoki Perskiej w pobliże Tajwanu drugi lotniskowiec USS Nimitz wraz z sześcioma statkami. Przebywający już na miejscu USS Independence został przemieszczony na rozkaz Pentagonu z poprzedniej odległości 300 km od wyspy na odległość 150 km. Nadal jednak pozostawał poza obszarem cieśniny tajwańskiej. Sekretarz obrony William Perry określił ruchy statków jako „uważny zapobiegawczy środek ostrzegawczy”.

13 marca chińskie wojsko odpaliło kolejną rakietę, jednak w przeciwieństwie do poprzednich nie naruszyła ona wód terytorialnych Tajwanu.

Krążownik USS Independence wraz z sześcioma innymi jednostkami znajdował się w odległości 4 godzin lotu, od wybrzeży Tajwanu i ok. godzinę lotu od ćwiczącej armii chińskiej. Przez całą dobę myśliwce F–14 i F–18 wykonywały loty ćwiczebne.

Kiedy ChALW zakończyła manewry, administracja Clintona wycofała lotniskowce.[33]

Wybory oraz konsekwencje konfrontacji

23 marca odbyły się na Tajwanie pierwsze w kręgu kultury chińskiej demokratyczne wybory prezydenckie i do Zgromadzenia Narodowego. Wyniki wyborów zdecydowanie świadczyły o poparciu wyborców na rzecz silnej polityki „najpierw Tajwan” i oparciu się próbom zastraszenia przez chińskie władze. Zarówno kandydat dr Lee, jak i prof. Peng (wykładowca nauk politycznych na National Taiwan University) zajęli  wobec Chin zdecydowane stanowisko i deklarowali w trakcie swoich kampanii wyborczych zamiar wzmocnienia międzynarodowej pozycji Tajwanu. Podnosili przy tym kwestię członkostwa w ONZ i uznania dyplomatycznego. Obydwaj kandydaci zdobyli razem 75% głosów.[34]

Agresywne zachowanie Chin przyczyniło się do osłabienia poparcia dla Lina (byłego zastępcy przewodniczącego KMT) i Chena (syna byłego premiera KMT), kandydatów opowiadających się za zjednoczeniem z kontynentem.

19 marca administracja Clintona przychyliła się do prośby Tajwanu o zakup rakiet obrony powietrznej typu Stinger. Było to interpretowane jako długoterminowe zobowiązanie się do wspierania obrony wyspy. Sprzedaż objęła ponadto zaawansowane systemy celujące oraz nawigacji dla myśliwców, jak i innego rodzaju elektronikę wojskową. Waszyngton sprzeciwił się jednak sprzedaży łodzi podwodnych.

W wewnętrznej polityce amerykańskiej zagrożenie przez Chiny komunistyczne w marcu tzw. Wolnych Chin doprowadziło po raz pierwszy od 25 lat do tego rodzaju konfrontacji USA i ChRL i stanowiło argument używany przez przeciwników traktowania jej jako partnera.

Warto także zauważyć, iż Stany Zjednoczone opowiadając się po stronie Tajwanu ponownie zaangażowały się bezpośrednio w chińską wojnę domową. Po kryzysie powiązany z Henrym Kissingerem Narodowy Komitet ds. Amerykańskiej Polityki Zagranicznej zaprosił chińskich i tajwańskich specjalistów stosunków przez cieśninę na Okrągły Stół ws. polityki chińsko-amerykańskiej i stosunków przez cieśninę. Celem nieoficjalnego spotkania miało być zbliżenie obu stron. Niestety w ciągu organizowanych w ciągu następnych kilku lat corocznych spotkań, przedstawiciele zdawali się coraz mniej rozumieć i niewłaściwie interpretować przeciwne stanowiska[35]. Zgodnie z opisywanymi na podstawie udostępnionych prof. Friedmanowi notatek ze spotkań, bardzo ogólnie stanowiska stron można scharakteryzować jako ustawiczny optymizm gospodarzy odnośnie intencji Chińczyków, niezależnie od przebiegu rozmów i niechęć oraz brak zrozumienia powodów dla zachowań LTH. Pojednawczą w stosunku do USA pozycję Jiang Zemina, który musiał się jednak poddać coraz większemu wpływowi wojska na stanowisko KPCh. Militaryzacji polityki chińskiej wobec Tajwanu towarzyszyło coraz bardziej nacechowane nacjonalistycznie i emocjonalne postrzeganie tamtejszych przemian. W końcu rozczarowanie obieranym przez Tajwańczyków jako prochińskie stanowiskiem administracji Clintona (choć występowały tu różnice w poglądach KMT i DPP).

Przesłuchania

3 sierpnia 1995 r. Komitet ds. Stosunków Międzynarodowych Izby Reprezentantów przeprowadził przesłuchania w związku z członkostwem Tajwanu w ONZ. Jako świadkowie udział wzięli m.in. były amerykański ambasador na Tajwanie Harvey Feldman oraz prof. Parris Chang, poseł z ramienia DPP stojący na czele przedstawicielstwa DPP w Waszyngtonie. Pierwszy stwierdził, że „Tajwan jest państwem” i spełnia wszystkie przesłanki członkostwa w ONZ. Dodał także, że Wolne Chiny wspierają ONZ corocznie sumą 8 mln USD. Drugi prelegent przypomniał Komitetowi, że Tajwan jest de facto niezależnym krajem i jego 21 mln mieszkańców pragnie dołączyć do międzynarodowej społeczności, w szczególności zaś do ONZ[36].

Niektórzy urzędnicy administracji Clintona prywatnie deklarowali, że Tajwan jest zależny od USA. Stany Zjednoczone nie mają potrzeby łagodzenia (assuage) odczuć względem Tajwanu przez podejmowanie działań antagonizujących stosunki z ChRL. Argumentowali oni, że Tajwan będzie musiał postępować zgodnie z zamierzeniami USA. Dlatego też USA powinny zmniejszyć swoje zaangażowanie w Tajwan, tak by móc rozwijać związki z Chinami.

Przeciwny pogląd wyrażany był m.in. przez Kongres oraz media, którzy podkreślali zalety Tajwanu dla USA. Politycznie, ekonomicznie i nie tylko, bliższe związki Tajwanu z USA przekładały się na konkretną korzyść dla wielu Amerykanów. Tajwan to strategiczny, długoterminowy partner, o którego warto dbać. Pozostałe zyski to m.in. możliwości handlowe i inwestycyjne, finansowanie kampanii wyborczych oraz głosowanie grup Amerykanów pochodzenia tajwańskiego. Zachodzące procesy demokratyzacyjne oraz orientacja wolnorynkowa także zyskały znaczne poparcie. Wielu obserwatorów było jednak bardzo sceptycznych odnośnie możliwości jakichkolwiek zmian w ChRL w kierunku politycznego pluralizmu oraz międzynarodowej współpracy. I na koniec –  istniała stała asymetria władz między USA a ChRL. Chiny naciskają na Stany Zjednoczone w sprawie Tajwanu oraz w innych kwestiach, kiedy wyczuwają ich słabość. Zgodnie z argumentacją tego środowiska, gdy USA są silne i dają Pekinowi odczuć negatywne konsekwencje jego konfrontacyjnego kursu, przywódcy ChRL wycofują się. Dzieje się tak, ponieważ potrzebują utrzymywania poprawnych stosunków ze światowym mocarstwem.[37]

Siedem lat po opisanym wyżej kryzysie, szef sekcji politycznej AIT nakreślił mi m.in. warunki konieczne do ponownego opowiedzenia się USA po stronie Tajwanu w przypadku konfliktu

-Tak więc uważasz, że obydwie strony ( Chiny i USA – przyp. R.Z.)  powinny z tego odnieść korzyść?

Widzimy to tak, że będziemy mogli z Chinami współpracować odnośnie Korei Północnej, terroryzmu, handlu i równocześnie współpracować z Tajwanem. Nie widzę tutaj sprzeczności.

– Przedstawiłeś amerykański punkt widzenia. Powiedziałeś, że amerykańska polityka była niezmienna. Tak więc wracając do współpracy z KMT i DPP, czy zmieniło się coś po stronie tajwańskiej  po dojściu DPP do władzy? KMT jest bardzo krytyczny wobec Chen Shui-biana. Oskarża go o nadmierne dążenie do  niepodległości, popieranie referendum.

Wydaje mi się, że niezadowolenie dotyczy naszego popierania stabilizacji i jej zagrożenia z jego strony.  On dąży do jednostronnych ruchów w kierunku niepodległości, które zagrażają stabilizacji i status quo.

– Czy przed wyborami była różnica między KMT a DPP? Czy polityka była taka sama i była większa stabilizacja?

W trakcie pierwszego roku sprawowania władzy przez Chena mieliśmy do czynienia z niewielką ilością retoryki, ale żadnych prowokacyjnych posunięć.  Jednak pod koniec było znacznie więcej zachowań odbieranych przez Pekin jako prowokacyjne.  A to nie nie pomaga w utrzymaniu stabilizacji w regionie.

– Pytam o to ze względu na przeprowadzone z członkami KMT rozmowy, w trakcie których opowiadali mi, że byli do współpracy z Wami znacznie lepiej przygotowani niż DPP. Tak więc jak widzi to amerykańska administracja?

Nie widzimy tego w ten sposób.

– Uważasz, że są różnice między administracjami Demokratów i Republikanów odnośnie Tajwanu?

Nie wydaje mi się, by istniało tu wiele różnic.  Jednakże, w momencie przejęcia w 2001r. władzy przez ekipę Busha, powiedzieliśmy i zrobiliśmy kilka rzeczy, które wsparły Tajwan w większym zakresie, niż uczyniły to poprzednie administracje. Nie oznacza to, iż poprzednie rządy nie wspomagały wyspy, jednak z pewnością, kiedy przyszedł Bush i powiedział m.in. (…) iż  podejmie wszelkie konieczne ryzyko dla obrony Tajwanu – były to kroki, których poprzednie administracje nie czyniły. Nie jest tak, że nie wspomagały Tajwanu, ale po prostu nie mówiły tego.

Tak więc administracja Busha w 2001r. czynem i słowem zaznaczała poparcie dla Tajwanu. Nie wydaje mi się, by była to różnica odnosząca się do Republikanów lub Demokratów – Bush po prostu jest taki. Nie wydaje mi się, abyś mógł tak generalizować.

– W chwili obecnej zarówno Chiny, jak i Tajwan są dla Stanów Zjednoczonych równie ważne?

Obecna administracja wierzy w poprawę stosunków z obydwoma stronami. Nie jesteśmy zwolennikami uogólniających wypowiedzi. Będziemy współpracować z obydwoma stronami nad pogłębieniem naszej współpracy. Uważamy, iż poprawa stanu gospodarek i praca nad rozwojem demokracji są pożyteczne dla obu stron, tak żeby rządy obu stron mogły ze sobą łatwiej współpracować.

– Przedstawiciele tajwańskich elit, z którymi rozmawiałem, wyrażali obawę, że Chiny ze względu na potrzebę USA ich współpracy w ramach ONZ, mogą wywierać na nie wpływ i mogą ponownie zdradzić Tajwan.

Muszą więcej pracować nad sprawowaniem rządów i demokracją. Powinni także poświęcić więcej uwagi systemowi prawnemu. Zbyt wiele czasu spędzają próbując wygrać kolejne wybory, za mało zaś nad poprawą demokracji i obronnością.

– Pewien czas temu brałem tu udział w inauguracji Tygodnia Europejskiego i wygląda na to, jakby chciano wzmocnić związki z UE.

Moja osobista opinia jest taka, że lepiej dla nich będzie utrzymywać silne i bliskie związki z USA oraz uczyć się jak rządzić i bronić. Może to i fajne mieć bliskie związki z UE oraz większą wymianę handlową, ale pogląd, iż UE ich ochroni, jest odrealniony.

Rzeczywiście muszą popracować nad swoimi demokratycznymi instytucjami, prawem handlowym oraz administracyjnym, a także poważnie podejść do zagadnienia obronności. Za pięć lat mogą nie być w stanie odeprzeć ChRL. Im dłużej będą czekać, tym bardziej będą uzależnieni od Stanów  Zjednoczonych.

– W jaki sposób wzmacnianie demokratycznych procedur pomoże im w obronności kraju?

Jeśli nie będą się w stanie sami obronić, a będą posiadać sprawnie działającą demokrację, może im to pomóc w kontekście naszej oceny. Muszą także być wystarczająco poważni w odniesieniu do obrony. W przypadku ataku, mogą go odpierać przez 2-3, może 5-6 dni. Nie jest jednak pewne, że przyjdziemy z pomocą w każdych warunkach.  Jednym z przypadków, kiedy nie zaangażowalibyśmy się, jest brak wystarczającego zaangażowania we własną obronność.

– Tak więc w przypadku w pełni demokratycznego Tajwanu, w przypadku ataku przez Chiny przyjście mu z pomocą przez Zachód, byłoby znacznie łatwiejsze. Jeżeli nie rozwiną odpowiednio swoich instytucji, Zachód może mieć wątpliwości by przyjść z pomocą.

Dokładnie tak. Powiedzmy, że za 40 lat będzie miał miejsce kryzys w cieśninie. Jak postąpią wtedy USA? To zależy kto go rozpocznie., jak będzie wtedy wyglądał Tajwan, na ile zadbają o swoją obronność (…). Wydaje mi się, że jasno się wyraziliśmy, żeby nie prowokować Chin. Powiedzieliśmy im, żeby tego nie robili, a oni tak postąpili. Nie wydaje mi się, że amerykańskie społeczeństwo bezwarunkowo poprze niepodległość Tajwanu.   [38]

Tak się zastanawiam, studiowałeś tam i Ty i wiele innych osób, które spotykam, wszyscy się znacie, niezależnie czy z KMT czy DPP, wszyscy wydają się jak rodzina. Jak czułeś się po zmianie polityki? Co myślano tutaj o USA?

Nadal są naszym sojusznikiem, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Zarówno dla DPP, jak i dla KMT. Jednak DPP polega na nich bardziej psychologicznie.

– Jak to psychologicznie?

Dwa powody. Jeden jest taki, że podczas rządów KMT część elit DPP nie była wpuszczana tu z powrotem i większość z nich została w Stanach. Dlatego też uważali się za emigrantów. Ich zależność od USA jest większa. To pierwsza sprawa.

Druga jest taka, że po dojściu przed trzema laty DPP do władzy, ich polityka wobec USA stała się w większej mierze nastawiona na konfrontację z ChRL. Ze względu na powstałe napięcia na linii z Chinami, konieczne jest poleganie w większej mierze, przynajmniej psychologicznie, na Stanach Zjednoczonych.

Tak więc jeden powód dotyczy sytuacji sprzed wyborów, drugi sytuacji po ich wygraniu.

– Mówiłeś, że wielu członków DPP spędziło długi okres w USA. Czy to pomogło im po powrocie na wyspę w lobbyingu?

Jak najbardziej, utrzymują w Stanach Zjednoczonych bardzo silne lobby zwane FAPA. Są nadal bardzo aktywni w USA.

– Czy uważasz, że DPP korzystała z tych bliskich związków z USA w większej mierze niż KMT?

Bardzo trudno o jednoznaczne stwierdzenie kogo USA bardziej forują. Z pewnością jednak USA mają na Tajwanie ogromne wpływy, włączając w to wybory[39]

Podsumowanie

Mimo osobistej sympatii oraz podziwu dla dokonań mieszkańców wyspy, prezydent Clinton kilkakrotnie zajmował wobec Tajwanu stanowisko korzystne dla Chin, zdające się m.in. przyznawać im suwerenność nad wyspą. Ponadto, opisane wyżej m.in. reakcje Departamentu Stanu, Białego Domu oraz Komitetu ds. Stosunków Zagranicznych na planowaną wizytę prezydenta Lee Teng-huia, proponowaną nowelizację Murkowskiego, uzasadniane były często obawą przed regresem stosunków z ChRL. Urzędnicy woleli elastyczną i wieloznaczną politykę od jednoznacznego prymatu TRA nad komunikatami.

Zdecydowane opowiedzenie się administracji Clintona podczas konfliktu w latach 1995-1996 po stronie wyspy i przeciwstawienie wojskowej agresji ChRL wyrównało wcześniejszą przychylność Chinom. Jest to bez wątpienia ważny rozdział sojuszu amerykańsko-tajwańskiego. Tym bardziej, jeśli porównamy tę reakcję z tą prezydenta Busha po masakrze na placu Tiananmen – spolegliwego wobec chińskich władz i sprzyjającego środowisku biznesowemu.

Spróbujmy sobie przez chwilę wyobrazić jak odbierane byłyby USA, gdyby w związku z obroną Tajwanu stale groziły Chinom obniżeniem rangi stosunków, anihilacją chińskich miast i podkręcały antychińskie nastroje i propagandę. O równości i zbieżnych intencjach ChRL i USA będziemy mogli mówić, gdy chińscy przywódcy także będą wysyłać swoim amerykańskim odpowiednikom ręcznie pisane listy, a politycznymi sojusznikami Chin nie będą wrogowie USA (Somalia, KRLD, Birma, Iran, Pakistan itd).

Jak twierdzi w swoim bardzo starannie udokumentowanym artykule[40] Robert S. Ross, wykładowca m.in. Uniwersytetu Harvarda, MIT, autor książek tłumaczonych m.in. na chiński, koreański i japoński, a także w Europie, administracja Clintona stanęła w obronie byłego sojusznika nie tyle ze względu na ochronę jego interesów, ale ze względu na swój wizerunek i sojusznicze zobowiązania w całym regionie Pacyfiku. Zaznacza przy tym odmienne cele przyświecające obu głównym rozgrywającym. ChRL dążyła do skłonienia USA do zaprzestania, coraz silniejszego, zdaniem jej przywódców, wspierania przez ówczesną administrację niepodległościowych dążeń administracji Lee Teng-huia. Starała się ją także zmusić do skończenia z redefiniowaniem wg. niej przez Tajwan oraz USA polityki jednych Chin i statusu Tajwanu w polityce międzynarodowej. Głównym elementem mającym skłonić mocarstwo ku temu było użycie ChALW. Miało wskazać obu pozostałym stronom niebezpieczeństwa związane z prowadzoną przez nie polityką, odbieraną przez Chiny jako proniepodległościowa.

Według Rossa działanie mocarstwa składało się z dwóch etapów – najpierw dyplomacji, mającej wykazać jego stanowczość i odwlec Chiny od użycia siły. Po podniesieniu poprzeczki przez ćwiczenia rakietowe ChALW, amerykańskie władze zmuszone były udowodnić przywiązanie wobec sojuszniczych zobowiązań w regionie i wskazać Chinom na przyszłość nieprzekraczalną granicę. W celu tym w drugim etapie zdecydowano użyć marynarki wojennej. Ross bardzo dokładnie odtwarza dramaturgię kryzysu, ukazuje wszelkie niuanse oficjalnych i zakulisowych komentarzy obu stron. Publikacja ta jest ciekawa w dużej mierze ze względu na przeprowadzone podczas odbytych w drugiej połowie lat 90. podróży do ChRL z chińskimi naukowcami, politykami oraz wojskowymi wywiady. Właśnie na nich oparł autor wiele ciekawych twierdzeń i wniosków. Rozmawiał także z amerykańskimi decydentami uczestniczącymi w owych wydarzeniach.

Powyższy rozdział wykazuje także, iż utrzymanie dobrych stosunków z Chinami przy równoczesnym wywiązaniu ze zobowiązań wobec Tajwanu, staje się niemożliwe.  Rosnąca potęga gospodarcza Chin i towarzysząca jej rozbudowa arsenału wojskowego wraz z promowanym przez władze nacjonalizmem wobec Tajwanu, Japonii oraz USA, w coraz mniejszej mierze dają się pogodzić z obecnością amerykańskich wojsk w Azji. Były tłumacz prezydenta Nixona i późniejszy ambasador w Arabii Saudyjskiej za administracji Georga W. Busha, Charles W. Freeman jr. na przełomie wieków stwierdził „Nie istnieje już wiarygodny scenariusz pokojowego zjednoczenia. Nie jest zaskakujące, iż Pekin wydedukował, iż ponowne zjednoczenie jest możliwe jedynie przez coercion. Tajwan i Stany Zjednoczone mkną w kierunku gwałtownego spotkania z chińskim nacjonalizmem”.[41] Na początku lat 90. opisał chińsko-amerykańskie stosunki jako małżeństwo zawarte z rozsądku „najpierw zawarli związek małżeński, później zakochali się” (married first, then falling in love).[42]W dalszych rozdziałach zostanie wykazane, iż związek ten w zakresie polityki, w szczególności zaś w odniesieniu do Tajwanu, przy obecnych założeniach, dąży do rozwodu. W tym m.in. kontekście należy postrzegać masakrę na placu Tiananmen oraz opisany w powyższym rozdziale ostrzał Tajwanu przez ChALW – całkowity brak tolerancji dla sprzeciwu wobec władzy KPCh, a także niezrozumienie i niemożność dostosowania się przez nią zarówno dążeń społeczeństwa chińskiego, jak i tajwańskiego.

Aby tego uniknąć, jedynym rozwiązaniem jest wykrystalizowanie polityki wobec Tajwanu, wyznaczenie granic, których KPCh oraz ChALW nie mogą przekroczyć. Dokładnie tak, jak postępują władze chińskie.

Od przełomu stu i tysiąclecia można mówić o postępującej tajwanizacji tajwańskiej polityki i militaryzacji chińskiej polityki wobec Tajwanu. Jak wykaże następujący rozdział tendencja ta będzie się pogłębiała. W kontekście rozbieżnych stanowisk głównych partii politycznych można wręcz mówić o jednych Chinach i dwóch Tajwanach.


[1] James Mann, About face, Vintage books, New York 1998, s. 315–316. W dalszym przebiegu rozdziału korzystam często z tej książki. Uważam ją za najlepszą pozycję dotyczącą stosunków chińsko-amerykańsko-tajwańskich. Głównymi powodami są nie tylko nieortodoksyjne przemyślenia i poglądy autora. To także mnogość wywiadów z głównymi amerykańskimi cywilnymi oraz wojskowymi decydentami, bezpośrednio tworzącymi opisywane wydarzenia. Silną pozycję wśród obserwatorów wydarzeń między Chinami i USA autor potwierdził w kolejnej, głośnej książce dotyczącej tego zagadnienia The China Fantasy How our leaders explain away Chinese repression, Viking Penguin, Nowy Jork 2007. Przedstawione w niej poglądy bardzo odbiegają od tych przeważających wśród amerykańskiego establiszmentu i zaangażowanego w Chinach wielkiego biznesu.

[2] “Wakacyjną dyplomację” prezydenta Lee Teng-huia opisał Far Eastern Economic Review, 24 lutego 1994r., s. 18-19.

[3] “Wakacyjną dyplomację” premiera Lien Chana w Azji płd-wsch. opisał Free China Journal, 7 stycznia 1994r. s.1.

[4] Cyt. za: James Mann, About face,s. 317.

[5] Należy zaznaczyć oficjalne kontakty amerykańskich prezydentów z przywódcami innych jednostek nie będących państwami, jak Dalaj Lama, Jaser Arafat, Mahmoud Abbas czy Gerry Adams.

[6] Ibidem, s. 318–320.

[7] Robert G. Sutter, US policy toward China An introduction to the role of interest groups, Rowman & Littlefield Publishers, Inc., Boston 1998, s. 68.

[8] Zeznania Lorda przed senacką Komisją ds. polityki zagranicznej, 27 września 1994 r.

[9] J. Mann, About face…, op. cit., s. 322.

[10] Ibidem.

[11] Public Papers of the Presidents of the United States, William J. Clinton, 1993, księga II, United States Government Printing Office 1994, Remarks and an exchange with reporters following discussions with President Jiang Zemin of China in Seattle, 19 listopada 1993r., s. 25.

[12] US spars with Taiwanese to keep visit low– profile, Los Angeles Times, 2 czerwca 1995r., s. 1.

[13] W swoich wcześniejszych wypowiedziach prezydent Clinton uzasadniał przyjazd Lee przykładem konstytucyjnego prawa obywateli USA do podróżowania. Traktowano go także jako osobę prywatną. Zarazem odmawiano mu jednak (konstytucyjnego) prawa do nieskrępowanej wypowiedzi i starano się wpłynąć na jej treść.

Przemowa miała zdecydowanie polityczny wydźwięk, źródło internetowe 31 maja 2010r. http://www.news.cornell.edu/campus/Lee/Lee_Speech.html

[14] Elaine Sciolino, Angered over Taiwan, China recalls its ambassador in US, New York Times, 17 czerwca 1995r., s. 5; Steven Mufson, China recalls its ambassador to US to protest visa to Taiwan leader, Washington Post, 17 czerwca 1995r., s. 14.

[15] J. Mann, About face…, op. cit., s. 328.

[16] Dokładny przebieg konfliktu i opis argumentów obu stron patrz Robert S. Ross, The 1995-1996 Taiwan Strait confrontation: coercion, credibility, and the use of force, International Security, tom 25, nr 2, jesień 2000r., s. 96.

[17] Źródło elektroniczne z dnia 16 marca 2006r.: Electronic Research Collection, US Department of State, Office of the Spokesman, 16 listopada 1995r., Briefing Winston Lord on China (Osaka, Japan).

[18] J. Mann, About face…, op. cit.,  s. 330.

[19] Ibidem,s. 334.

[20] Ibidem, s. 334.

[21] Źródło elektroniczne: www.taiwandc.org/hst-9596.htm, s. 1; Chronology of recent events in US–Taiwan and US–China relations.

[22] Jak twierdzi David Lampton na podstawie prywatnej rozmowy w sierpniu 1995r. z chińskim oficjelem zajmującym się polityką, wśród chińskiego przywództwa przeważała opinia, iż m.in. po porażkach w Port-au-Prince, Somalii i przejściowo w Bośni, Amerykanie nie będą interweniować, niezależnie od działań Chińczyków. David M. Lampton, China and Clinton’s America: have they learned anything?, Asian Survey, tom 37, nr 12, grudzień 1997r., s. 1104.

[23] Należy podkreślić, że rok wcześniej, 30 stycznia 1995 r., prezydent Chińskiej Republiki Ludowej oraz sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin Jiang Zemin wygłosił w Pekinie przemowę zatytułowaną „Kontynuacja wspierania ponownego zjednoczenia macierzy” (Continue to promote the reunification of the motherland). Zawarł w niej osiem punktów. W punkcie czwartym opowiedział się za pokojowym zjednoczeniem wyspy z macierzą, jednak w dalszym ciągu przyznawał ChRL prawo do użycia siły (co, według mówcy, wynikało z potrzeby ochrony Chin przed zakusami obcych sił zamierzających interweniować w wewnętrzne sprawy tego państwa) Następnego dnia, po ukazaniu się artykułu w NYT, Pekin zaprzeczył zawartym w nim informacjom. Rzecznik chińskiego MSZ określił raport jako „całkowicie bezzasadny” i odmówił dalszych komentarzy. Źródło elektroniczne z dnia 14 lutego 2002r.: www.taiwandc.org/twcom/65-no2.htm, s. 1; Taiwan Communique no. 65, kwiecień 1995r., China, the US and Taiwan, Jiang Zemin’s „Eight point plan”.

[24] Komunikat Central News Agency, 27 stycznia oraz 2 lutego 1996r., także FBIS-Chiny, 29 stycznia 1996r.,

[25] US visa to Taiwan aide, New York Times, 7 stycznia 1996r., s. A9.

[26] China plans maneuvers off Taiwan, Washington Post, 5 lutego 1996r., s. 3.

[27] China threatens Taiwan,  New York Times, 25 stycznia 1996r., s. 5.

[28] New York Times, 2 lutego 1996r., s. 4.

[29] China, before there is war, Washington Post, 11 lutego 1996r.

[30] J. Mann, About face…, op. cit., s. 336.

[31] Ibidem,s. 336–337.

[32] Wywiad udzielony przez Fredricka Chiena錢復w maju 2003 r. w siedzibie Yuanu Kontrolnego.

[33] Zachodzące w Chinach przemiany gospodarcze odbijały się także w międzynarodowych stosunkach politycznych Chin, w tym z USA. I tak np. zaangażowanie ChAL w działalność binzesową doprowadziło do odwrócenia uwagi od jej właściwego celu. Zgodnie z opinią wiarygodnych chińskich źródeł,  w połowie lat 90. przywódcy KPCh byli wysoce zaniepokojeni zanikiem gotowości bojowej oraz upadkiem dyscypliny w armii. Zakrojone na szeroką skalę manewry wobec Tajwanu w marcu 1996r. należało rozpatrywać także w tym kontekście. Służyły one kilku celom: stanowiły pretekst do zwiększenia budżetu na wojsko, poprawie wojskowego morale i dyscypliny oraz uzasadniały utrzymywanie znacznych sił wojskowych. Władze wojskowe zyskały poparcie władz cywilnych w tym zakresie. Mobilizacja ta spowodowała jednak i załamanie stosunków chińsko–amerykańskich. Patrz: Ezra F. Vogel, Living with China,  US-China Relations in the Twenty-first Century, W.W. Norton & Company, Nowy Jork 1997, s. 269.

[34] Źródło elektroniczne z 12 kwietnia 2006r.: www.taiwandc.org/nws-e104.htm, s. 1; Taiwan’s elections results.

[35] Ogólny zarys przedstawianych poglądów i stanowisk podczas kilkuletnich spotkań patrz: Edward Friedman, China’s dilemma on using military force, s. 211-218., w ed. Edward Friedman, China’s rise, Taiwan’s dilemmas and international peace, Routledge, Abingdon 2006.

[36] Taiwan Communique no. 67, Report from Washington House holds hearing on Taiwan’s entry into the UN, sierpień 1995, s. 19–20.

[37] Robert G. Sutter, US policy toward China An introduction to the role of interest groups, Rowman & Littlefield Publishers, Inc., Boston 1998r., s. 74-75.

[38] Wywiad przeprowadzony przez autora z dr. Melvinem Angiem, sekretarzem politycznym American Institute in Taiwan w sąsiedztwie przedstawicielstwa w grudniu 2004r. w Tajpei.

[39] Wywiad udzielony przez jednego z głównych polityków KMT w marcu 2003 r. w siedzibie think tanku National Policy Foundation.

[40] Robert S. Ross, The 1995-1996 Taiwan Strait confrontation: coercion, credibility, and the use of force, International Security, tom 25, nr 2, jesień 2000r., więcej nt. wizerunku Lee Teng-huia przez władze w Pekinie na początku lat 90. pokładanych w nim nadziei i niezadowolenia wywołanego jego postawą promującą niezależność wyspy patrz Yong Deng i Fei-Ling Wang, In the eyes of the dragon, Rowman & Littlefield Publishers, Boston 1999,  s. 221 i następne.

[41] Źródło internetowe z dnia 13 czerwca 2008r. www.foreignpolicy2000.org./transcripts/t_freeman.html, Council on foreign relations, Chas W. Freeman vs. Arthur Waldron: a debate on China and Taiwan, meeting at the Council on foreign relations, 19 kwietnia 2000r.,

[42] Źródło internetowe … z dnia 14 kwietnia 2007r., Interview with ambassador Chas Freeman on US-China relations, 8 lutego 2002r.,


 [rz1] komentarz i zapewnienia wobec urzędnika ch. MSZ 335 śr. J. Mann

 [rz2] na stronie 334/335 komentarz Freemana do całej sprawy

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wariant Zalskiego: Od porzucenia sojusznika do jego obrony. Ewolucja polityki USA wobec Republiki Chińskiej w latach 1971–1996 cz.6 Reviewed by on 23 czerwca 2013 .

OD PORZUCENIA SOJUSZNIKA DO JEGO OBRONY EWOLUCJA POLITYKI USA WOBEC REPUBLIKI CHIŃSKIEJ W LATACH 1971–1996 Część VI 1995 Wiosną 1994 r. doszło do zdarzenia niezauważonego ani przez media, ani nawet przez wysokich rangą urzędników amerykańskich. 4 maja w bazie Hickam Air Force w Honolulu wylądował celem uzupełnienia paliwa samolot, na którego pokładzie podróżował prezydent Lee

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź