Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Wietnam i USA – nowi przyjaciele

 

W ostatnich latach w świecie polskiej polityki bardzo często cytuje się powiedzenie jednego z brytyjskich premierów. Anglia nie ma wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół, i że wieczne są tylko interesy i obowiązek ich ochrony. To bardzo mądre i wyrachowane powiedzenie doskonale pasuje do obecnych relacji pomiędzy całkiem niedawnymi wrogami: USA i Wietnamem. Świadczy o tym właśnie zakończona wizyta prezydenta Obamy w Wietnamie.

Starsze pokolenie czytelników, zapewne pamięta z czasów swojej młodości jak codziennie było bombardowane przez prasę PRL i Dziennik Telewizyjny informacjami o wojnie w Wietnamie. Wojna skończyła się w 1975 r. zwycięstwem komunistów, zjednoczeniem kraju i przemianowaniem miasta Sajgon na miasto Ho Chi Minha. Amerykańska armia zdołała się wycofać przed ostateczną klęska, ale przez lata stosunki miedzy Wietnamem a USA były „wojenne”. Dziś prezydent Obama, jest witany jak przyjaciel i zachowuje się jak przyjaciel. Właśnie zniósł ostatnie sankcje nałożone na Wietnam. Teraz Hanoi może bez żadnych większych problemów kupować broń w USA. Dziś w Wietnamie zapomniano o o wojnie. Aż 78% Wietnamczyków pozytywnie ocenia USA. Wśród młodych ten wskaźnik jest jeszcze wyższy.

Decyzja o zniesieniu embarga jest w zasadzie faktycznym końcem długiego procesu powrotu do normalności w obustronnych relacjach. Zaczęto od nawiązania dyplomatycznych stosunków w 1995 r. i od wizyty prezydenta Clintona w Hanoi, ale potem obie strony postępowały dość ostrożnie wobec siebie. Widocznie syndrom wojenny i będący jego konsekwencją brak zaufania uniemożliwiał  szybszą współpracę. Dopiero w 2013 r. nastąpił zasadniczy przełom . Podpisano wietnamsko-amerykańskiego porozumienia o ogólnym partnerstwie. Nie przeszkadzało to jednak amerykańskim  prezydentom odwiedzania tego kraju. Po Clintonie był tam George W.Bush. Obama jest już trzecim prezydentem USA odwiedzającym Wietnam.

Dlaczego Wietnam stawia na USA                                                                                              

Wietnam to kraj niesłychanie doświadczony przez wszelakie rodzaje wojny. Bił się z armiami Japonii, Francji, USA a także Chin.  Wietnamie pamięta się dobrze , że w 1979 r. armia chińska wkroczyła do Wietnamu, starając się ukarać go za inwazję na polpotowską Kambodżę. Pikanterii dodaje fakt, że wtedy wszystkie te trzy państwa były rządzone przez komunistów. Strach przed wielkim smokiem jest główną sprawczą siłą zagranicznej polityki Wietnamu. To jest o tyle uzasadnione z ich strony, że Wietnam nadal jest w konflikcie z Chinami, tym razem w konflikcie morskim. Obie strony inaczej widzą swoje strefy wpływów na Morzu Południowochińskim. Spór dotyczy nie tylko samego akwenu morza, skąd wietnamscy rybacy są systematycznie przeganiani, ale także dwóch archipelagów: Wysp Paracelskich i Wysp Spratly. Do tych ostatnich swoje roszczenia zgłasza jeszcze kilka państw. Chiny twardo uważają cały ten akwen za swoją strefę wpływów i na Spratlach budują sztuczne wyspy, na których tworzą infrastrukturę  militarną. Z tych powodów Wietnam czuje się zagrożony i szuka kogoś, kto może być przeciwwagą dla wpływów Kraju Środka. Japonia i Indie mimo swojego gospodarczego potencjału w pierwszym przypadku i populacyjnego ogromu w drugim, są jednak za słabe w stosunku do Chin. Z tego względu, mimo ogromnej odległości geograficznej Hanoi zdecydowało się, postawić na USA.

Dlaczego USA stawiają na Wietnam                                                                                                           

Dla Waszyngtonu, Wietnam może być bardzo dobrym sprzymierzeńcem z trzech powodów. Pierwszy – to rynek liczący 90 mln ludzi otwierający się na świat, gdzie można inwestować. Drugi – Wietnam graniczący z Chinami bardzo dobrze nadaje się na członka antychińskiej koalicji, która Ameryka próbuje zmontować. Japonia, Wietnam, Filipiny, Singapur, Malezja, Indie, Australia a może Korea Płd. i ewentualnie Tajwan to byłaby dość mocna drużyna. Trzeci – trauma. Wojna w Wietnamie była straszną traumą dla pokolenia, które ciągle jeszcze żyje w Ameryce. Żadna inna wojna, oprócz secesyjnej nie wywarła tak głęboki psychiczny wpływ na amerykańskie społeczeństwo. Poczucie winy i klęski, mimo że amerykańska armia nie została pokonana, trawiło Amerykę przez kilka dekad. Nawiązanie przyjacielskich relacji z Wietnamem, w pewnym sensie łagodzi ten, jeszcze gdzieniegdzie pokutujący ból.

Wietnamskie nadzieje i obawy                                                                                                           

Dla Wietnamu związanie się z USA nie jest prostą sprawą. Mimo, że w tym kraju faktycznie zapomniano o wojnie, której 40-lecie zakończenia obchodzono w zeszłym roku, to Hanoi ma inne obawy. Wietnamscy komuniści znajdują w pewnym sensie miedzy młotem a kowadłem. USA jest jak najbardziej potrzebne jako przeciwwaga Chin, ale z drugiej strony jest to ciągle ideologiczny wróg. USA naciskają na poszanowanie praw człowieka i przeprowadzenie wielopartyjnych wyborów. Nie podoba to się w Hanoi, które chce przeprowadzać reformy po swojemu. W Hanoi zdają sobie sprawę, że istnienie KPCh jest w pewnym sensie gwarancją ich dalszego bytu. Bez istnienia chińskiej partii, trudno byłoby im się utrzymać przy władzy. Kiedy KPCh zdecydowała się na przeprowadzenie gruntownych reform gospodarczych, to wietnamscy komuniści, chcą nie chcąc musieli zrobić to samo, żeby nie stać się drugim skansenem jak Korea Płn. Jeśli KPCh zdecydowałaby się na dalsze reformy, np. polityczne to Socjalistyczna Republika Wietnamu musiałaby podążyć tą samą drogą. Dlatego też istnieje KPCh z którą toczyli wojnę i z którą mają konflikt na morzu jest oparciem przeciw politycznym naciskom nowego partnera.

źródło:  commons.wikimedia.org

źródło: commons.wikimedia.org

Znalezienie się w amerykańskim kręgu, ma też wymierne korzyści. Wietnam stał się największym handlowym partnerem USA w Azji Południowo-Wschodniej. Obroty w przyszłym roku powinny już przekroczyć 50 mld usd rocznie. Już teraz USA są największym rynkiem eksportowym dla Wietnamu, obejmującym ¼ całego wietnamskiego eksportu.  Wietnamski eksport do USA jest dwa większy niż do Chin. Dodatkowym plusem dla Hanoi jest fakt, że eksport do USA jest kilkakrotnie większy od importu z tego kraju, co per saldo daje Wietnamowi ogromną nadwyżkę w wymianie handlowej.

Osobną sprawą są amerykańskie inwestycje w Wietnamie, szacowane na 11 mld usd. Do obecnej chwili Amerykanie zainwestowali aż w 17 z 21 rodzajów wietnamskiego przemysłu. W sumie realizują 735 projektów inwestycyjnych, z czego ponad ¾ projektów jest inwestycją całkowicie amerykańską a ¼ joint venture.

Wietnam ponadto jest członkiem porozumienia tzw. Partnerstwa Transpacyficznego. Udział w tym porozumieniu, do którego należy kilkanaście państw amerykańskich i azjatyckich to duża gospodarcza szansa dla Wietnamu, kiedy ono wejdzie w życie. Ze względu na tanią siłę roboczą, Wietnamczycy mają szansę, zintensyfikować swoja wymianę handlową z innymi sygnatariuszami tego porozumienia i przeto jeszcze bardziej rozpędzić swoją gospodarkę. Ona dziś jest na tyle dobra, że o Wietnamie mówi się jako o nowym tygrysie Azji. Udział Wietnamu w tym porozumieniu, to rzeczywista szansa. Wietnam w ten sposób wchodzi na rynek o wartości 40% światowego produktu brutto. Nie ulega wątpliwości, że jest to nagroda za polityczną przyjaźń z Waszyngtonem.

Amerykańska pomoc dotyczy nie tylko spraw gospodarczych. USA udzieliło pomocy wietnamskiej morskiej straży granicznej w szkoleniu załóg i wyposażeniu w nowy sprzęt patrolowy i nadal udziela.

Wizyta prezydenta Obamy

Trzydniowa wizyta prezydenta Obamy w Wietnamie potwierdziła to co zostało napisane powyżej. Obama uspokajał gospodarzy, mówiąc, ze Ameryka nie chce narzucać Wietnamowi formę rządu ale dodał iż prawa człowieka nie są zagrożeniem dla stabilizacji, ale wzmacniają ją. Wolność wypowiedzi jest także napędem dla gospodarki, powiedział. Obama też wspomniał o wolności internetu a na spotkaniu z młodymi wietnamskimi przedsiębiorcami także poruszył temat pracy dzieci. Prezydent spotkał się też z kilkoma osobami zaliczanymi do dysydentów, co niewątpliwie było pewnym ustępstwem ze strony gospodarzy.

Wizytę jednak zdominowały sprawy gospodarcze i polityczne. Podpisano ogromny kontrakt o wartości ponad 11 mld usd na dostawę samolotów Boeninga do Wietnamu. Obama uzyskał też zgodę wietnamskich władz na działalności Korpusu Pokoju, ale jego aktywność ma być ograniczona do nauki języka angielskiego.  Jak widać obie strony starają się dość ostrożnie postępować, żeby nie zrazić partnera.

Drugim podstawowym tematem rozmów była sytuacja na Morzu Południowochińskim. Wietnam jest bardzo zainteresowany amerykańską pomocą. W Hanoi pamięta się nie tylko wojnę z Chinami z 1979 r., ale również fakt, że jeszcze zanim Północny Wietnam zakończył ostatecznie wojnę z Południem, to w 1974 r. chińskie wojska wylądowały na Wyspach Paracelskich i siłąa zmusiły oddziały wietnamskie do wycofania się po krótkiej walce. Chiny włączyły te wyspy do swojej prowincji Hainan, Wietnam uważa je za terytorium okupowane. Wietnamskie łodzie rybackie łowiące w tej okolicy są systematycznie przepędzane przez chińskie łodzie patrolowe. W Wietnamie pamięta się również dość dobrze, że Mao Zedong bynajmniej nie był zadowolony ze zjednoczenia Wietnamu i namawiał Amerykanów, żeby bronienia południowowietnamskiego rządu. Wszystko to powoduje, że współpraca militarna ze Stanami Zjednoczonymi jest mile widziana. Obie floty odbyły już manewry, a obecnie jest negocjowana umowa o wynajęciu jednej z wietnamskich baz dla amerykańskiej floty. Jednakże w tym względzie Wietnamczycy postępują ostrożnie. Wahają  się. Zdają sobie sprawę, że zbyt mocne militarne usadowienie się Amerykanów w ich kraju, może pogorszyć i tak już niezbyt dobre relacje z Chinami. Zdają sobie też sprawę, ze w przypadku jakiegoś militarnego konfliktu pomiędzy gigantami, oni sami będą na pierwszej linii ognia. W odróżnieniu od Japonii czy Filipin, od Chi nie oddziela ich morze. Dlatego też zabezpieczając się przed Wielkim Smokiem nie chcą go drażnić.

Udostępnij:
  • 15
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    15
    Udostępnienia
W. Tomaszewski: Wietnam i USA – nowi przyjaciele Reviewed by on 12 lipca 2016 .

  W ostatnich latach w świecie polskiej polityki bardzo często cytuje się powiedzenie jednego z brytyjskich premierów. Anglia nie ma wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół, i że wieczne są tylko interesy i obowiązek ich ochrony. To bardzo mądre i wyrachowane powiedzenie doskonale pasuje do obecnych relacji pomiędzy całkiem niedawnymi wrogami: USA i Wietnamem. Świadczy o

Udostępnij:
  • 15
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    15
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź