Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Ukrainizacja Azji Wschodniej

Wojna na Ukrainie i pełzająca agresja Rosji na ten kraj oraz złowieszcze wieści o kalifacie islamskim jawnie grożącym podrzynaniem gardeł niewiernym, czyli w ich mniemaniu wszystkim innym poza nimi, zdominowały uwagę światowych mediów. Tymczasem w Azji Wschodniej zaczynają się dziać rzeczy, które mogą, choć nie muszą, doprowadzić do sytuacji, przy której wspomniane wyżej wydarzenia staną się dość lokalne, zwłaszcza, że w grze są siły, które w przeszłości popełniły nieukarane, apokaliptyczne zbrodnie i czują się bezkarne.

Starzy i nowi jeźdźcy Apokalipsy     

Azja Wschodnia w XX w. była światkiem tak tragicznych wydarzeń, których skalę trudno nawet znaleźć w krwawej wtedy Europie. Chiński wielki głód, który pochłonął kilkadziesiąt milionów ofiar wraz poprzedzającym go wielkim skokiem i „rewolucją kulturalną”, japońska agresja i zbrodnie wojenne w Chinach, które pochłonęły dwadzieścia milionów ofiar (taką ilość podał prezydent Chin Xi Jinping podczas wizyty w Niemczech), gigantyczny zespół sowieckich łagrów na Kołymie gdzie zmarło lub zostało zamordowanych prawdopodobnie trzy, cztery razy więcej ludzi niż w Oświęcimiu, czy najbardziej spektakularny i najszybszy sposób eksterminacji ludzi w postaci bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki to najbardziej znane przypadki ludzkiego barbarzyństwa, ale bynajmniej nie jedyne. Sprawcy i wykonawcy tych wszystkich czynów, które z nadmiarem wypełniały definicję ludobójstwa, nigdy nie zostali ukarani ani postawieni przed żadnym sądem, poza znikomą liczbą japońskich zbrodniarzy wojennych. Mało tego, główni sprawcy tych nieszczęść: Stalin, Mao Zedong i Roosvelt cieszą się w swoich krajach estymą, a japońskim zbrodniarzom, niektórzy premierzy tamtego kraju oddają część. Elity tych krajów czynią wszystko, żeby czyny popełnione przez dany kraj były: w Rosji zapomniane, w Chinach niemal nieznane, w Japonii stały się przemilczane, a tylko w USA są znane i akceptowane. W efekcie społeczeństwa tych krajów (wyjątek USA), poza politykami, historykami i jakąś grupą fanów historii, zupełnie nie znają tych okrutnych historii i własnych win. Nawet USA, które w żaden sposób nie można porównywać z trzema pozostałymi krajami, a użycie bomb atomowych było ich incydentalnym nieludzkim przypadkiem, to nawet tam w kraju tak otwartym na dialog społeczny i interpersonalny „wyparowanie” 100 tys. ludzi w ciągu kilku sekund tłumaczy się koniecznością zakończenia wojny i oszczędzenia setek tysięcy następnych potencjalnych ofiar, które padłyby w ciągu kolejnych kilku miesięcy w wyniku przedłużonych działań  wojennych. W Rosji, Chinach i w Japonii, poza nielicznymi werbalnymi oświadczeniami, nie przeprowadzono żadnych lub niemal żadnych, w skali społecznej, procesów potępienia własnego totalitaryzmu lub militaryzmu, ani, co ważniejsze, nie stworzono żadnej nowej klasy politycznej, która odcięłaby się od własnej niechlubnej historii.

W ten sposób stworzono doskonałe warunki dla resentymentów i do nowych konfliktów, w postaci istnienia bezkarnego establishmentu i społeczeństwa przekonanego o winach innych, a nie swoich, których wyjaśnienie ponadto skutecznie blokuje wschodnioazjatycka idea zachowania twarzy.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Poziomy konfliktów

W Azji Wschodniej trwa walka na trzech poziomach. Pierwszy poziom to walka o dominację nad regionem, pomiędzy Chinami a USA. Drugi poziom to walka pomiędzy Chinami i Japonią oraz Rosją o zachowanie dotychczasowej równowagi pomiędzy tymi mocarstwami w regionie. Trzeci to walka pomniejszych państw o zachowanie swoich pozycji w stosunku z mocarstwami.

Pierwszy poziom ma charakter ponadregionalny i jego stawką jest nie tylko dominacja w Azji Wschodniej, ale wręcz w świecie. Przyspieszonemu rozwojowi Chin i próbą zastąpienia dolara juanem USA odpowiadają masowym dodrukiem dolarów i próbami montowania gospodarczych sojuszy transatlantyckich i transpacyficznych, wykluczających Chiny z tego grona z jednoczesnym zacieśnianiem politycznych kontaktów z państwami Azji Wschodniej. Praktycznie z każdym, kto tego chce, nie wyłączając rządzonego przez komunistów Wietnamu czy lewicowej junty wojskowej Birmy.

Drugi poziom to prawdziwy trójkąt pretensji, każdego z każdym. Najbardziej medialnie ostry i wielokrotnie opisywany wydaje się być konflikt pomiędzy Chinami a Japonią o bezludne wyspy Senkaku (chińska nazwa Diaoyu). Mimo że główną przyczyną konfliktu jest walka o  spodziewane korzyści ekonomiczne (mają tam się znajdować podwodne złoża gazu i ropy naftowej), to względy prestiżowe i resentymenty odgrywają tam ogromną rolę. Japończycy oficjalnie zapowiedzieli, że jakakolwiek chińska próba zajęcia tych wysp spotka się z wojskową odpowiedzią Japonii. Drugi konflikt to niezmiernie przewlekły spór o wyspy Kurylskie leżące pomiędzy Kamczatką a wyspą Hokkaido, a właściwie o południową część tego archipelagu. W 1855 r. Rosja i Japonia podzieliły ten archipelag i Krajowi Kwitnącej Wiśni przyznano cztery wyspy. W 1875 r. Rosja zrzekła się prawa do pozostałych wysp w zamian za południową część Sachalinu. W sierpniu 1945 r. Sowieci, łamiąc podpisany z Japonią traktat o nieagresji, dokonali inwazji Wysp Kurylskich, po czym cywilną ludność japońską oraz schwytanych tam żołnierzy wywieźli do łagrów na Syberię. Japonia w traktacie pokojowym w San Francisco w 1951 r. zrzekła się Wysp Kurylskich, ale nie został on podpisany przez Związek Sowiecki, a ponadto stosując ekwilibrystykę słowną, Japończycy twierdzą, że cztery południowe wyspy w tym archipelagu w japońskiej nomenklaturze są nazywane Terytoriami Północnymi i nie należą do Wysp Kurylskich. Tak wiec oficjalnie Japonia toczy spór z Rosją o zwrot Terytoriów Północnych. Przez 70 lat ten konflikt został nie tylko nierozwiązany, ale praktycznie nie zrobiono niemal żadnych kroków. Powodem jest mentalność obu stron: w Rosji, sowiecka, która mówi, że to, co zostało raz zdobyte jest na wieki „nasze”, a w Japonii słynny brak elastyczności. Jednak w ostatnim czasie wydawało się, że coś drgnęło. Rosja, mająca zbyt wiele frontów, postanowiła zamknąć jeden z nich i zaproponowała podział „fifty-fifty”, dwie wyspy dla Rosji i dwie dla Japonii. Tokio odrzuciło ten pomysł. Mimo to Rosjanie powrócili do stołu rozmów. Pomyślnie rozwijające się rozmowy (wizyta premiera Shinzō Abe w Moskwie, rewizyta ministrów Ławrowa i Szojgu w Japonii) storpedowała japońska reakcja na agresję Rosji na Ukrainę. Japonia, pod naciskiem USA i z pewną niechęcią, nałożyła sankcje na Rosję. Pierwsze, jeszcze dość umiarkowane Moskwa jakoś przeżyła. Drugie, już nie. Rosja zerwała rozmowy i na dodatek zapowiedziała przeprowadzenie manewrów morskich u wybrzeży tych wysp, o które zabiega Japonia. Dla Tokio to było zaskoczenie, choć musieli chyba brać pod uwagę, że żaden kraj, a szczególnie taki o statusie mocarstwa, nie będzie prowadził swobodnych rozmów o zwrocie części terytorium, kiedy jest chłostany sankcjami. Japończycy dość ewidentnie „pozbawili twarzy” Rosjan. Złe stosunki dwóch są jak najbardziej na rękę trzeciemu partnerowi trójkąta, toteż nagle nastąpiło pewne ocieplenie ze strony Chin w stosunku do Japonii, mające grać rolę wzmocnienia pozycji Nipponu i trwania Tokio przy swoim stanowisku. Poparcia też udzielił protektor Japonii, czyli USA. Trzeci konflikt to powoli narastający to problem rosyjskiej suwerenności nad Wschodnią Syberią i wybrzeżem Pacyfiku. Część tej krainy była w przeszłości pod władzą imperium dynastii Qing władającą Chinami. W latach 1858/1860 cesarstwo zostało zmuszone do oddania tych terenów na północ od rzeki Amur i na wschód od rzeki Ussuri w ramach narzuconych Chinom przez mocarstwa tzw. nierównoprawnych traktatów. Te tereny są obecnie jedynymi terenami, które Chiny jeszcze nie odzyskały. Ten zarysowujący się konflikt będzie przybierał na sile w miarę zmiany relacji pomiędzy zwiększającą się populacją chińską a zmniejszającą się rosyjską na tych terenach.

Ukrainizacja Azji Wschodniej                                                                                                     

Rosjanie anektując Krym, otworzyli puszkę Pandory. Dotychczas za jeden z fundamentów międzynarodowej stabilizacji uważano nienaruszalność granic. Szczególnie szczycono się tym w Europie. Choć naruszenie tego paradygmatu nastąpiło już wcześniej poprzez siłowe oderwanie Kosowa od Serbii, to poważne międzynarodowe skutki przyniosła dopiero aneksja Krymu i obecność wojsk rosyjskich we wschodniej Ukrainie. Ponieważ integralność Ukrainy w zamian za oddanie się broni atomowej gwarantowały Rosja, USA i Wielka Brytania, to międzynarodowa społeczność zapewne wyciągnie z tego odpowiednie wnioski.

Pierwszym skutkiem ukrainizacji Azji Wschodniej jest stanowisko USA względem Kurylów. Stany Zjednoczone po raz pierwszy zakwestionowały granicę Rosji, uznając miesiąc temu, w połowie sierpnia, suwerenność Japonii nad żądanymi wyspami. Umocni to tylko tendencje do prób zarzucenia swojego stanowiska siłą. Szczególnie zaniepokojone mogą się w takiej sytuacji poczuć mniejsze kraje mające terytorialne spory z większymi (trzeci poziom). Może nie Korea, drugi sojusznik USA, która się spiera z Japonią o należące do niej wyspy Dokdo (Wyspy Samotne) zwane w Japonii Takeshima (Wyspy Bambusowe), ale inne państwa będące w sporze z Chinami: Wietnam o Wyspy Paracelskie czy cała grupa państw: Wietnam, Filipiny, Brunei, Tajwan i Malezja o Wyspy Spratly. Ponadto Rosja zagarniając Krym, dała na przyszłość świetny argument Chinom co do możliwości zagarnięcia terytoriów na północ od Amuru. Drugim skutkiem ukrainizacji będzie przekonanie, że podpis prezydenta USA jest nic nie warty i w momencie zagrożenia nie zostanie udzielona pomoc militarna, w związku z czym należy się zbroić samemu. Ponieważ duże i średniej wielkości państwa nie mają szans w konfrontacji z mocarstwami dysponującymi bronią atomową, to z pewnością same zaczną się w nią zbroić. W Europie na pewno tak zrobi Ukraina, która być może już zaczęła pracę na nią. Kwestią czasu będzie podjęcie takiej decyzji przez Polskę (im szybciej, tym lepiej). W Azji Wschodniej na pewno zrobi to Korea, zagrożona przez nieodpowiedzialny reżim Kimów, a za nią mimo wszystkich ograniczeń zdecyduje się na to Japonia, jedyny kraj na świecie doświadczony skutkami tej broni, co będzie zresztą argumentem na rzecz jej budowy.

Dokonywująca się ukrainizacja Azji Wschodniej, wsparta przez resentymenty i niezmienny establishment wszystkich głównych graczy, spowoduje, że powiedzenie kto kogo pierwszy wydaje się być tylko kwestią czasu.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Ukrainizacja Azji Wschodniej Reviewed by on 9 stycznia 2015 .

Wojna na Ukrainie i pełzająca agresja Rosji na ten kraj oraz złowieszcze wieści o kalifacie islamskim jawnie grożącym podrzynaniem gardeł niewiernym, czyli w ich mniemaniu wszystkim innym poza nimi, zdominowały uwagę światowych mediów. Tymczasem w Azji Wschodniej zaczynają się dziać rzeczy, które mogą, choć nie muszą, doprowadzić do sytuacji, przy której wspomniane wyżej wydarzenia staną

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • Ciekawy tekst, gratulacje! Ja również jestem przekonany, że ukraińska bomba to tylko kwestia czasu. Juz nawet patriarcha kijowski Filaret mówił niedawno o bombie atomowej, choć oczywiście wypowiedź brzmiała bardzo dyplomatycznie.

  • Zobaczymy to z tego wyniknie. Na razie nie wygląda to najlepiej, ale też bardziej optymistyczne
    rozwiązania są też możlwie, jak np. powstanie grupy G2, kiedy USA i Chiny dojdą do wniosku, że nie są w stanie uzyskać przewagi jedno nad drugim.

    • Co do współpracy jak sugeruje pan Wute ,jestem pesymistą,zbyt wielka pokusa.To jest Azja i inna mentalność.Rosja jest bardziej krajem azjatyckim niż europejskim i widzimy to jak na patelni ich standarty,zobowiązania.

  • Bardzo dobry artykuł ,tak to właśnie w moim przekonaniu wygląda.Ale coraz bardziej obawiam się Chin jako globalnego hegemona.

Pozostaw odpowiedź