Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Terroryzm islamski w Azji

Cywilizacja islamska jest jedyną cywilizacją, która jest obecnie w stałym zbrojnym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi. Z cywilizacją zachodnią, od czasu ataku na Nowy Jork w 2001 r. Z cywilizacją prawosławną na Kaukazie i na Bałkanach, z cywilizacją hinduistyczną w Kaszmirze, z cywilizacją chińską w Xinjiangu (Turkiestan Wschodni), z cywilizacją żydowską non stop oraz z cywilizacją buddyjską w Birmie. Muzułmanie prowadza również zbrojną walkę na Filipinach, w kraju który ze względu na religię oraz styl życia jest uważany za należący do cywilizacji latynoskiej, mimo że nie leży w Ameryce Południowej.

Tak więc ludzie, którzy twierdzą że Bóg jest dla nich najważniejszy, ze słowami Boga na ustach totalnie niszczą wszystko co uznają za niegodne żeby istniało na ziemi.

Problem islamskiego terroryzmu polega na tym, że w islamie, inaczej niż w chrześcijaństwie nie ma podziału na sacrum i profanum. Całe życie jest regulowane przez religię, a ponieważ jak twierdzą wszystko otrzymali od Boga, to każde odstępstwo w życiu jest odstępstwem od tego co im przekazał Bóg, czyli świętokradztwem, które trzeba bezlitośnie karać. Stąd też biorą się walki z przedstawicielami innych cywilizacji, które oparte są na innych religiach czyli na innych wartościach. Genialny polski historiozof Feliks Koneczny uważał, że celem walk pomiędzy cywilizacjami jest narzucenie swojego systemu wartości, ponieważ na danym terytorium nie mogą funkcjonować jednocześnie  dwa systemy wartości jak np., dwa różne systemy prawa.

Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że walki bardzo rzadko obejmują całość populacji danej cywilizacji, zazwyczaj jakąś jej część, tą najbardziej agresywną. Nie inaczej jest teraz. Ogromna rzesza muzułmanów, choć przekonana o wyjątkowości i nadrzędności swojej religii mad innymi, nie chce żadnych walk ani konfliktów, chcą po prostu normalnie żyć. Najwyraźniej widać było to w ostatnich latach w Egipcie, gdzie znaczna część muzułmańskiej społeczności przeciwstawiła się islamizacji kraju i siłą obaliła rządy Bractwa Muzułmańskiego i prezydenta Mursiego.

Terrorystyczny dom wariatów

Cechą islamskiej cywilizacji jest brak centrum, zarówno politycznego jak i religijnego. Od upadku tureckiego imperium i jednoczesnej likwidacji kalifatu (turecki sułtan był jednocześnie kalifem), żadne państwo: Turcja (najsilniejsze), Arabia Saudyjska (najbogatsze i strażnik Mekki), Indonezja (najliczniejsze)  nie stało się politycznym centrum islamu. Brak kalifa spowodował, że w świecie islamu, są dziesiątki religijnych przywódców uważających za najwyższy autorytet religijny. Prowadzi to konfliktów i walk pomiędzy nimi i siłami, które reprezentują. Najbardziej widać to w Afganistanie.

W tym kraju od kilku dekad trwa wojna pomiędzy umiarkowanymi muzułmanami, których najbardziej znanym przedstawicielami byli: niedawny prezydent Hamid Karzaj, a jeszcze wcześniej słynny z walk z Sowietami, Ahmad Szach Masud.oraz Talibami, muzułmańskim ekstremistami, którzy przez kilka lat rządzili Afganistanem, tworząc wówczas Islamski Emirat Afganistanu. Dzisiaj w Afganistanie trwa konflikt pomiędzy Talibami a Al-Kaidą, którą ci pierwsi uważają że sprowadziła nieszczęście dla ich kraju. Mówi się, że informację o egzekucji głównego przywódcy Al-Kaidy, Osamy bin Ladena, dokonaną podczas rajdu amerykańskich komandosów, liderzy Talibów przyjęli z ulga. Dzisiaj Talibowie prowadzą podwójną grę. Z jednej strony próbują osłabić siły rządowe, a z drugiej świadomi swojej militarnej słabości starają się porozumieć z rządem, legalizować się i wejść w struktury władzy żeby rozbić je od środka. Z tego względu zupełnie jest im nie po drodze z organizacjami radykalniejszymi niż oni sami, a tych obecnie w Afganistanie nie brakuje. Do znacznie poważniejszych tarć dochodzi tam pomiędzy Talibami a państwem islamskim (ISIS). Tak zwany ISIS to państwo islamskie w Iraku i Lewancie utworzone przez muzułmańskich ortodoksów ze skrajnie religijnego ruchu Salafitów. Oni na Środkowym Wschodzie  wykorzystali pustkę jaka powstała w wyniku wycofania wojsk NATO i założyli swoje komórki w Afganistanie i w Pakistanie starając się zmarginalizować działających tam Talibów i Al. Kaidę oraz dokonywać w obu tych krajach rekrutacji do swoich oddziałów walczących w Syrii i Iraku. Doprowadziło to do walk między nimi, z których najbardziej spektakularnym wyczynem, co prawda nie w Afganistanie, ale na Bliskim Wschodzie, była egzekucja jeńców ISIS dokonana przez oddział Al-Kaidy, w bardzo podobny sposób, jaki ISIS zamordowało egipskich chrześcijan w Libii. Można dodać, choć to wybiega poza geograficzny zakres tego artykułu, że w Syrii, kilkanaście innych islamskich, terrorystycznych organizacji zawiązało sojusz i walczy przeciw ISIS.

Jaki widać terrorystyczny obłęd nie zna granic. Najbardziej ekstremistyczne organizacje muzułmańskie mordują wzajemnie swoich członków, licytując się nawzajem, kto jest bardziej „prawowiernym” muzułmaninem, a tak naprawdę chodzi im o wpływy i władzę w przyszłym światowym kalifacie, który zamierzają narzucić narodom całego świata.

Pakistan – kraj na rozdrożu

Krajem szczególnie narażonym na działalność terrorystyczną jest Pakistan. Działa tam wiele organizacji skrajnych i terrorystycznych, cieszących się niemałym poparciem wśród ludności a także wśród części elit. Najważniejszymi są: Sipah-e-Sahaba Pakistan (Korpus Towarzyszy Proroka) oraz Lashkar-e-Jhangvi. Obie nienawidzą zarówno wojskowych jak i cywilnych rządów swojego kraju oraz mniejszości szyickiej. Działają tutaj także Talibowie oraz Al.-Kaida. Tej ostatniej przypisuje się udany zamach na b. premier Benazir Bhutto. Pakistan niemal od początku istnienia jest państwem niestabilnym. Nie udało tam się wprowadzić na stałe demokratycznych rządów. Co jakiś czas są one obalane przez wojskowe zamachy stanu. W o wiele mniejszym zakresie niż jest to w sąsiednich Indiach funkcjonuje narodowa świadomość Pakistańczyków. Wszystko to powoduje, że największym problemem Pakistanu jest rozdarcie elit, które nie mogą się ostatecznie zdecydować jakie państwo chcą budować: parlamentarną demokrację czy islamską republikę. Ten brak jednoznaczności stwarza doskonała glebę dla wszelakich islamskich ruchów cieszących się cichym poparciem części elit, w tym służb specjalnych, sił policyjnych i części korpusu oficerskiego. Jeśli w jakimś azjatyckim państwie na wschód od Bliskiego Wschodu ekstremiści zdobędą władzę to będzie to prawdopodobnie Pakistan.

Bez szans w Azji Środkowej

ISIS działa nie tylko w Pakistanie i w Afganistanie ale próbuje zbudować swoje organizacje w Azji Środkowej. Obecnie to niemal terra incognita dla islamistów. Tam przez 70 lat władzy sowieckiej niemal wykorzeniono religię do gruntu. Społeczeństwa są niemal ateistyczne. Odrodzenie islamu w latach 90-tych XX w. w tamtym rejonie ma raczej charakter powierzchowny. Próba zainstalowania islamskiego reżimu podjęta w Tadżykistanie dwie dekady temu przez siły zewnętrzne (Al.-Kaidę, Talibów) nie udała się.  W tych krajach rządzą bardzo zsekularyzowane elity wywodzące się bezpośrednio z Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego. One mają bardzo długie doświadczenie radzenia sobie nie tylko z polityczną opozycją ale ze wszelkimi ruchami religijnymi. W stosunku do islamskiego kleru prowadzą bardzo ścisły nadzór, bezwzględnie kontrolując meczety. Jakikolwiek mufti czy kadi, który chciałby prowadzić jakąś propagandę antyrządową, po prostu by znikł i już nie wrócił. Nie ulega też wątpliwości, że gdyby jakiś islamski ruch zaczął zagrażać rządom któregoś z państw, np. w Uzbekistanie, gdzie działa najsilniejsza organizacja islamska w Azji Środkowej, Islamski Ruch Uzbekistanu, to wojska krajów Szanghajskiej Organizacji Współpracy, tzn. rosyjskie i chińskie udzieliłyby poparcia temu rządowi. Nie ulega wątpliwości, że ani Rosji ani Chin nie będzie stać na tolerowanie istnienia jakiegoś kalifatu Azji Środkowej.

AQMI_Flag.svg

Islamscy terroryści w Azji Wschodniej

Z racji oddalenia terytorialnego ale i sił cywilizacyjnych tamtego regionu, ekspansja islamu zatrzymała się na granicach Azji Wschodniej. Właściwie ekspansja nastąpiła z jednego kierunku, z Azji Środkowej. Obecnie najpoważniejszym problemem jest sytuacja w chińskim Regionie Autonomicznym Xinjiangu (Turkiestan Wschodni), zamieszkałym przez muzułmańskich Ujgurów. W tym wielkim kraju, 5,5 razy większym od Polski mieszka przez zaledwie 21 mln ludzi. Działają tam dwie duże organizacje uznane przez chińskie władze za terrorystyczne: Kongres Ujgurów, kierowany przez milionerkę Rebiję Kadir, mająca ścisłe powiązania z władzami USA, która stanowczo zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom z terrorystami oraz Islamski Ruch Wyzwolenia Wschodniego Turkiestanu (ETIM). Ta terrorystyczna organizacja dokonała ok. 200 antychińskich akcji. ETIM ma powiązania z Al.-Kaidą a także z Islamskim Ruchem Uzbekistanu oraz z Talibami, którzy szkolili ujgurskich terrorystów. W Xinjiangu istnieje ponadto kilka innych, małych grup takich jak: Ujgurska Organizacja Wyzwolenia,  Organizacja Wyzwolenia Wschodniego Turkiestanu czy Zjednoczony Rewolucyjny Front Wschodniego Turkiestanu. Chińczycy z wielkim powodzeniem radzą sobie z nimi, stosując metodę kija i marchewki. Kij to bezwzględna walka z terroryzmem, tak bezwzględna jako to potrafi robić bezpieka państwa rządzonego przez partię komunistyczną. Marchewka to wielkie inwestycje w Xinjiangu mające zdecydowanie poprawić poziom życia ludności i odciągnąć ją od spraw politycznych. Do tego dochodzi intensywna sinizacja ujgurskich elit, np. w postaci oferowania extra warunków dla ujgurskiej młodzieży, jeśli ktoś zdecyduje się na studia na wschodzie kraju oraz i to może jest najważniejsze, prowadzenie bardzo konsekwentnej akcji zasiedlania Xinjiangu, w którym w tej chwili Chińczyków jest prawie tyle samo co Ujgurów. Nie ulega wątpliwości, że Chińczycy poradzą sobie z ujgurskim terroryzmem.

Terroryzm w Południowo-Wschodniej Azji

Jemaah Islamiyah jest bezsprzecznie najbardziej znaną organizacją terrorystyczną działająca w Południowo-Wschodniej Azji, przede wszystkim w Indonezji i posiadającą ścisłe powiązania z AL. Kaidą. Jej celem jest stworzenie islamskiego państwa, kalifatu w Azji Południowo-Wschodniej, składającego się z terytorium Indonezji poszerzonego o terytoria Malezji, Południowej Tajlandii, Singapuru i Południowych Filipin. Metodą ma być chaos wynikły z prowadzenia akcji terrorystycznych., co ma doprowadzić do obalenia rządów cywilnych. Plany tej „polityki” to czysta fantazja, ponieważ islam w Indonezji jest wyjątkowo pokojowy i umiarkowany. O nierzeczywistości tego wszystkiego, może świadczyć fakt, że w liczącej ćwierć miliarda ludności Indonezji cała „armia” tej organizacji nie przekracza tysiąca osób. Jemaah Islamiyah niemniej, posiadając dość pokaźne środki finansowe, m.in. dzięki Al.-Kaidzie, była w stanie przeprowadzić kilka okrutnych zamachów, z których jeden na wyspie Bali spowodował śmierć ponad 200 osób.

Szczególna forma konfliktu światu islamu a chrześcijaństwem występuje na Filipinach. Między wyznawcami obu religii toczy się wojna trwająca z przerwami już kilkaset lat. Liczebna przewaga chrześcijan spowodowała, że muzułmanie zostali zepchnięci na południowe krańce wyspy Mindanao. Tam też trwały walki, ale w ciągu ostatnich lat, największe muzułmańskie organizacje zbrojne:  Narodowy Frontem Wyzwolenia Moro i z Islamskim Front Wyzwolenia Moro zaakceptowały rządowy plan autonomii dla muzułmanów. Obecnie „walczy” tylko organizacja Abu Sajjeda, która do niedawna stosowała metody Al-Kaidy, ale obecnie „skomercjalizowała się” i zamiast walki zajmuje się porwaniami dla okupu.

Co dalej ?

  1. Islamskie organizacje terrorystyczne nie są organizacjami masowymi. Oslawiona Al-Kiaida dysponuje siłami obliczanymi na 5-3 tys. „bojowników”. Masowość występuje wtedy, gdy społeczność muzułmańska uważa, ze jest dyskryminowana. Jak było na Filipinach, gdzie pod sztandarami Islamskiego Frontu Wyzwolenia Moro walczyło 50 tys. bojowników. Tak jest w tej chwili na Bliskim Wschodzie, gdzie sunnici prześladowani przez Alawitów w Syrii i Szyitów w Iraku, w liczbie 80 tys. walczą pod sztandarami ISIS.
  2. Tam gdzie nie ma dyskryminacji, nie ma tez poparcia dla islamskiej ekstremy. W Indiach, w których żyje prawdopodobnie druga co do wielkości populacja muzułmanów, której los jest znośny a państwo demokratyczne, nie ma gruntu dla terroru
  3. Wspólną cechą wszystkich islamskich organizacji terrorystycznych jest nietolerancja, co skutkuje walkami pomiędzy nimi. Obecnie większość wojen jakie prowadzą muzułmańscy ekstremiści to są walki przeciwko innym muzułmanom.
  4. W Azji Południowej, Południowo-Wschodniej i Wschodniej nie ma obecnie możliwości żeby dzihadziści odnieśli sukces.
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Terroryzm islamski w Azji Reviewed by on 27 grudnia 2015 .

Cywilizacja islamska jest jedyną cywilizacją, która jest obecnie w stałym zbrojnym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi. Z cywilizacją zachodnią, od czasu ataku na Nowy Jork w 2001 r. Z cywilizacją prawosławną na Kaukazie i na Bałkanach, z cywilizacją hinduistyczną w Kaszmirze, z cywilizacją chińską w Xinjiangu (Turkiestan Wschodni), z cywilizacją żydowską non stop oraz z cywilizacją

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 8

  • Avatar Tomasz Flasiński

    A , i Mumbaj. Wyraziłem się niejasno – miałem na myśli nie zamachy z 2008 r. tylko te z 1993 r. dokonane w zemście za zburzenie meczetu w Ajodhji. Zdziwiłbym się , gdyby miał to być ostatni akord konfliktu hinduistów z muzułmanami w Indiach , zważywszy różne pomysły BJP.

    • Zamachy w 1993 r. zorganizowane przez gangstera Ibrahima miały być faktycznie zemsta za zburzenie
      meczetu. nb. dokonanego z powodu religijnego (meczet miał być postawiony na miejscu zburzonej świątyni hinduistycznej – miejsca jakoby urodzenia boga Ramy). Już sam fakt, że sięga Pan do przykładu z 1993 r. świadczy, że między hinduistami i muzułmanami nie jest tak źle w Indiach.
      W październiku br. podczas zjazdu ponad tysiąca muzułmańskich przywódców w Indiach, potępiono akty terroru ISIS jako kompletne niezgodne z islamem oraz nieludzkie, a ilośc muzułmańskich ochotników z Indii walczących po stronie ISIS jest minimalna.
      Modi, mimo jako premier doskonale sobie zdaje sprawę, że mając 180 mln muzułmanów, nie może sobie pozwolić na dyskryminację, bo grozi ona trudnymi do oszacowania konsekwencjami.
      Reasumując, liderzy obu społeczności nie sa zainteresowani konfliktem.

  • Avatar Tomasz Flasiński

    Zaraz. Najpierw pisze Pan , że nie orzeka o winie muzułmanów birmańskich za konflikt z buddyjskimi Birmańczykami (i słusznie , bo taką winę trudno byłoby wskazać) , a w tym samym komentarzu okazuje się , że jednak konflikty kreują „znikome mniejszości” , z kontekstu wynika , że muzułmańskie. Albo może niemuzułmańskie? Ale w takim razie co ten fragment tam robi?
    Wspomniałem o Rohozińskim i jego książce o Azerbejdżanie , bo jest ona najlepszym po polsku studium cząstkowym dotyczącym jednego z państw muzułmańskich na obszarze było ZSRR , opisującym też czasy sowieckie. Ale jeśli chce Pan twierdzić , że Kaukaz i Azja Środkowa to pod tym względem coś absolutnie innego (a nie jest to prawda) , można zamiast Rohozińskiego sięgnąć po wznowioną ostatnio pracę S. Zapaśnika o islamie w Azji Środkowej.
    Na temat Indii i Pakistanu to jednak chciałbym zobaczyć jakieś badania , z których wynikałoby , że przeciętny obywatel tego ostatniego rzadziej – albo w mniejszym stopniu – czuje się Pakistańczykiem niż pierwszego – Indusem. Bo sama deklaracja nie wystarczy. BTW , to bodaj Pan twierdził w swoim czasie , że powstanie Pakistanu było wynikiem polityki Brytyjczyków?
    Co się tyczy wspomnianego przez Pana sensu , to po pierwsze – niejedno z twierdzeń , na podstawie których je Pan wyprowadził , nie wytrzymuje krytyki , a po drugie – sama teza też jest błędna. Kreacją muzułmanów – niezależnie od tego , czy „znikomej mniejszości” czy może większości – nie jest ani konflikt w Birmie , ani na Bałkanach , ani w Xinjiangu (chyba , że konflikt w Tybecie to wina Tybetańczyków?) , a za konflikt w Kaszmirze , Palestynie , na Kaukazie i Filipinach druga strona jest co najmniej na równi odpowiedzialna.
    Co było do okazania.

    • 1. Panie Tomaszu, mam do Pana pretensje, że albo Pan nieuważnie czyta moje zdania albo w co nie chce wierzyć świadomie Pan zmienia ich sens. Poprzednio połączył Pan moje dwa zdania, które nie następowały jedno po drugim. Teraz Pan cytuje moje słowa: „konflikty kreują znikome mniejszości”.
      Tymczasem ten passus w oryginale brzmi: „konflikty głownie kreują znikome mniejszości”.
      Opuścił Pan słowo głownie, co zmienia zasadniczo sens.
      Nie wiem dlaczego Pan tak czyni.
      2. Azerbejdżan i Azja Środkowa jednak różnią się, choćby tym, że Azerowie są szyitami, a tamci sunnitami.
      Jeśli dla Pana, nie jest coś innego to trudno.
      3. Polityka UK zmierzała skutecznie do rozbicia Indii, ale tożsamość państwową Pakistanu, nadal Jinnah.
      4, Badania nie dysponuję aktualnie takim. Opinie takie opieram na rozmowach z Pakistańczykami i Hindusami, odbytymi także na subkontynencie.
      5. Ponadto nie twierdzę, wszystkie konflikty wymienione przez Pana są dziełem tylko muzułmanów, ale
      twierdzę, że są głównie kreowane przez mniejszość muzułmańska tzw muzulmanskich ekstremistów.
      Kaukaz – po I wojnie czeczeńskiej podpisano porozumienie, ale ekstremiści Basajewa i Chattaba zaatakowali Dagestan w celu utworzenia emiratu, dając Rosjan pretekst do rozpoczęcia nowej wojny.
      Estremiści próbowali wywołac wojnę w Uzbekistanie.
      Najazd Talibów i Al Kaidy na Tadżykistan.
      Bombowe akcje ekstremistów związanych z Pakistanem w Indiach. (Bombaj, parlament)
      200 zamachów terrorystów ujgurskich w Chinach. Xinjiang to historycznie chińskie terytoria. Chińczycy skolonizowali je za czasów dynastii Han, na długo zanim powstali Ujgurzy. Ponownie skolonizowali za czasów dynastii Tang. W sumie byli tam o wiele wcześniej niż Ujgurzy.
      Pierwsza wojna państw arabskich (tym razem większości) z Izraelem rozpoczęta przez Arabów.
      NY 2001 potem Madrty, Londyn i Paryż.
      Birma – konflikt toczy się od 1947 r. Geneza jest powikłana Nie brakowało tam niedawno przybyszy z AL-Kaidy i Talibów.
      Myślę, że to wystarczy.

      • Avatar Tomasz Flasiński

        1) Na początek (z jednym wyjątkiem , o którym pod koniec) kwestie faktograficzne. Konflikt arabsko-izraelski nie zaczął się od wojny z 1967 r. lecz (co najmniej) od utworzenia Izraela , które łączyło się z wygnaniem licznych Arabów. Rajdy Basajewa nie są jeszcze dowodem , że za konflikt na Kaukazie odpowiadają „głównie” muzułmańscy ekstremiści. A już na pewno trudno ich obarczać winą za konflikt Birmańczyków z Rohingja. Nb. w tej kwestii mógłby się wypowiedzieć Lubina , ale to , co znalazłem na temat kontaktów insurgentów z Arakanu z talibami i al-Kaidą , wydaje się opierać się głównie na materiałach birmańskiego rządu i wywiadu. Ich wiarygodność wymaga chyba weryfikacji.
        W sprawie Xinjiangu , jak zresztą w każdej innej , uwzględnianie tylko „praw historycznych” to prosta droga , by wypaczyć kształt konfliktu. Jeszcze w latach pięćdziesiątych prawie trzech na czterech mieszkańców regionu było Ujgurami , przed wojną – gdy Xinjiang cieszył się faktyczną autonomią – odsetek ten był nawet większy. Przy tym nie twierdzę , że w konflikcie chińsko-ujgurskim nie ma ujgurskiej winy. Sprzeciwiam się tylko twierdzeniu , że byłoby tam fajnie , gdyby nie ci okropni muzułmańscy radykałowie – bo do tego się sprowadza Pana rozumowanie.
        Dodajmy , w zachodnich Chinach jest całkiem sporo Chińczyków wyznania muzułmańskiego , niemających nic wspólnego z Ujgurami – to tzw. Huizu (ostatnio ukazała się o nich fenomenalna książka Włodzimierza Cieciury). Tak się składa , że ta grupa jest całkiem lojalna wobec Pekinu i nie ma nic wspólnego z dążeniami Ujgurów. To poważny kontrargument przeciw postrzeganiu konfliktu Hanowie – Ujgurzy jako starcia cywilizacji chińskiej z islamską.
        Nie wiem czy taka była Pana intencja – wymowa tego tekstu jest jednak taka , że „zbrojny konflikt cywilizacji islamskiej ze wszystkimi pozostałymi” jest we wszystkich opisanych przypadkach dziełem przede wszystkim muzułmańskich ekstremistów. A to po prostu bzdura. W większości przykładów , które Pan podaje , ekstremiści z przeciwnej strony barykady – żydowscy , hinduistyczni czy buddyjscy – ponoszą winę w podobnym lub większym stopniu. Pan natomiast , przechodząc od opisania tych konfliktów do „Tak więc ludzie, którzy twierdzą że Bóg jest dla nich najważniejszy, ze słowami Boga na ustach totalnie niszczą wszystko co uznają za niegodne żeby istniało na ziemi” dokonuje – chcąc lub nie chcąc – sugestii przywodzącej na myśl znany dowcip : mniejsza o to , czy Kowalskiemu ukradli zegarek , czy Kowalski ukradł zegarek , ważne , że Kowalski ma coś wspólnego z kradzieżą zegarka. Doprawdy , podejrzany typ!

        2) W którym miejscu moje opustki „zmieniają zasadniczo sens” Pańskiego wywodu? Gdzie jest ta wielka różnica pomiędzy „konflikty kreują znikome mniejszości” a „konflikty głównie kreują znikome mniejszości”? Nb. też mam poczucie , że przekręca Pan to , co mówię. Ja twierdzę , że polityka sowiecka wobec muzułmanów żyjących na terenie ZSRR nie miała aż tak miażdżąco dewastujących skutków dla miejscowego islamu , jak Pan twierdzi , i na poparcie tej tezy przytaczam odniesienia do dwóch książek , jednej o Azerbejdżanie , drugiej o Uzbekistanie , bo w nich te mechanizmy są dobrze opisane. A Pan w odpowiedzi imputuje mi niewiedzę , że w Uzbekistanie mieszkają w większości sunnici , w Azerbejdżanie zaś szyici. Cóż to ma do rzeczy? Nie mógłby Pan w wolnej chwili po prostu sięgnąć do tych książek i zarzucać mi niewiedzę dopiero , gdy uzna Pan , że nie można z nich wyciągać takich wniosków?

        3) Obawiam się , że osobiste rozmowy z obywatelami różnych państw nie są wystarczającym materiałem , by wyciągać daleko idące wnioski typu „w Indiach się bardzo identyfikują z państwem , a w Pakistanie nie bardzo”. Tym bardziej , jeśli nadbudowuje Pan na nich dalsze hipotezy. Przy tym nie twierdzę , że akurat Pana rozmówcy nie mówili rzeczy , które można by tak interpretować. Twierdzę , że nie można ich podnosić do rangi tez natury ogólnej.

        4) To , że do walk komunalistycznych w Indiach na większą skalę doszło ostatnio w latach dziewięćdziesiątych , nie znaczy , że ich już nie będzie. Bo niby gdzie znaleźć powody dla takiej ekstrapolacji? Najlepszym przykładem , że ich nie ma , są zresztą… same Indie , gdzie wrogość hinduistyczno-muzułmańska przybrała na sile pod koniec lat osiemdziesiątych po latach względnego spokoju. Zważywszy coraz większe wpływy radykałów hinduistycznych w kraju , nie byłbym tak optymistyczny. Może być , że pewnego dnia konflikt wybuchnie tam , gdzie w ogóle byśmy się nie spodziewali. Albo i tam , gdzie byśmy się spodziewali. Np. w Kaszmirze.
        Krzysztofie (Iwanku) , jeśli to czytasz , powiedz , jak ty oceniasz ten problem.

        5) I wreszcie : polityka Wielkiej Brytanii ani trochę nie „zmierzała świadomie do rozbicia Indii”. To bujda na resorach.
        Ponieważ tak się składa , że to (w pewnej mierze) temat mojego powstającego doktoratu , pozwolę sobie wrzucić fragment podsumowania tegoż i w ten sposób przetestować go w przestrzeni publicznej. CSPA wydaje się do tego odpowiednim miejscem. Oczywiście , z chęcią powitam ewentualną polemikę , której nie omieszkam prowadzić z użyciem źródeł.
        To lecimy :
        „(…) wydaje mi się , że dotychczasowe wywody zadały kłam przynajmniej jednej , uporczywie powracającej w literaturze przedmiotu tezie – o podziale Bengalu (i Indii) jako wyniku działań Brytyjczyków.
        Tak z pewnością nie było , niezależnie od tego , co rozumiemy pod pojęciem „Brytyjczycy”. Jeśli całe niemal dwa stulecia rządów kolonialnych , to wystarczy powiedzieć , że bez Albionu żadnej jedności (politycznej) Indii by nie było , trudno więc winić go za jej rozbicie. Jeśli natomiast politykę z lat 1945-1947 , tj. od momentu ostatecznego podjęcia decyzji o szybkim nadaniu subkontynentowi niepodległości , to nie sposób wskazać jakiegokolwiek kroku brytyjskich rządców mającego na celu wzmocnienie idei podziałowych. O to zaś , że z większą niż Kongres jasnością widzieli , iż w obecnych realiach (zwłaszcza od końca 1946 r.) nie sposób po dekolonizacji utrzymać jedności Indii inaczej niż brutalną siłą , ciężko ich winić.
        Wavell i Mountbatten owszem płacili w pewnej mierze za działania swych poprzedników , którzy zwalczali Kongres jako antykolonialny , starając się dyskretnie wspierać organizacje bardziej przychylne Londynowi (Liga , Mahasabha). O sympatyzowanie z ugrupowaniami , które miały sympatię dla nich , trudno zaś mieć do Brytyjczyków pretensje (kto funkcjonuje inaczej?) , a przede wszystkim wsparcia tego nie wolno przeceniać. Błyskawiczna ekspansja Ligi w latach 1937-1938 , a potem 1946-1947 wynikała przede wszystkim z postawy samego Kongresu , nie zaś z postawy Albionu. Przyczynił się do niej rzecz jasna także fakt , że od pewnego momentu zaczęto traktować Jinnaha jako reprezentanta wszystkich muzułmanów subkontynentu – ale chęć rozmowy wyłącznie z najsilniejszymi graczami wynikała nie z brytyjskiej perfidii , tylko z tego , że od pewnego momentu Londynowi zaczęło się bardzo śpieszyć , tak w obawie przed kolejnymi zamieszkami , jak i ze względu na pozaindyjskie okoliczności pchające go do przyśpieszenia dekolonizacji. Poniekąd zresztą pokazuje to kluczowy problem reprezentacji politycznej w ogóle : jak bardzo można poszerzyć krąg tych , z którymi konsultuje się poszczególne rozwiązania , by nadal móc różnicować wagę głosu poszczególnych partnerów w dyskusji w zależności od ich poparcia , a do tego nie przeciągnąć całego procesu ad infinitum? Współczesne Indie też się z tą kwestią biedzą. Podobnie jak , na swój sposób , Polska.
        Trzeba zatem odrzucić wariant , wedle którego to intrygi mocarstwa kolonialnego zaważyły na podziale. Skąd się więc wziął obecny już w 1945 r. i kilkakrotnie sygnalizowany w pracy zaklęty krąg obiektywnego konfliktu interesów wszystkich stron sporu o przyszłość Indii , z którego nie było dobrych wyjść? Zapewne nie sposób wskazać wszystkich przyczyn , niektóre zresztą , jak sądzę , pokazuje tok wywodu. Ustanowienie ich gradacji wydaje się niemożliwe – niemniej , gdybym miał zaryzykować wskazanie najważniejszej , byłby nią sposób pojmowania demokracji przez obie główne partie indyjskie. Zarówno Kongres , jak i Liga widziały ten ustrój jako dyktaturę większości , stąd pierwsze z tych ugrupowań dążyło do zachowania jedności Indii mając świadomość , że bez Brytyjczyków poradzą sobie z konkurentami (w ostateczności w sposób , w jaki w 1948 r. „poradzono sobie” z Hajdarabadem) , a drugie odwrotnie – do wykrojenia z Indii obszarów o większości muzułmańskiej w taki sposób , by miało ono tam większość. Gdy mechanizm ten zaczął działać na skalę ogólnoindyjską , uruchomił w Bengalu proces odwrotny : to Kongres zaczął dążyć do podziału , nie chcąc , by hinduistów bengalskich zdominowała muzułmańska większość. Pojmowanie demokracji jako „zwycięzca bierze wszystko” skądinąd nie skończyło się wraz z podziałem ; Indie wyleczyły się z niego (i to nie do końca) dopiero po rozłamach w samym Kongresie oraz otrzeźwiających doświadczeniach dyktatury lat 1975-1977 , a Pakistan i chyba też Bangladesz na dobrą sprawę wcale. Trzeba jednak przyznać , że to Kongres ustanowił takie reguły gry , łamiąc przedwyborcze porozumienia i nie słuchając krytyków w latach 1937-1938 ; Liga tylko się do nich dostosowała.
        Na koniec może jeszcze jedna paralela polska , by rozprawić się z chwytliwym a częstym uproszczeniem. Indyjskim , a za nimi często i polskim badaczom za łatwo przychodzi określać Ligę mianem „separatystów” postrzegając dążenie do utworzenia Pakistanu w kategoriach winy , podobnie jak zgodę Kongresu na ów krok (ten grzech prezentyzmu jest może i zrozumiały , gdy się już wie , co przyniósł podział , wojny pomiędzy dawnymi częściami Indii Brytyjskich i konflikt indyjsko-pakistański). Wyobraźmy więc sobie , że Imperium Rosyjskie w roku , przykładowo , 1913 przechodzi – jakoś – demokratyzację. Czy dążenia polityków z Królestwa Kongresowego do oddzielenia się odeń też byłyby separatyzmem? Czy nazwalibyśmy nieposzanowaniem reguł demokracji protest przeciw twierdzeniu , że decyzję o ewentualnej secesji Polski może podejmować tylko rząd wyłoniony w wyborach przeprowadzanych od Kalisza po Władywostok? Odwieczny to i sygnalizowany już problem z demokracją : na wyniki można wpłynąć nie tylko cudami nad urną , lecz także odpowiednim zawężeniem – lub rozszerzeniem – gremium głosujących.
        Polską metaforę skontrować można stwierdzeniem , że przed 1947 r. nigdy nie było żadnego Pakistanu ani też narodu pakistańskiego. Tylko , że Indii w granicach takich , jakie biali przybysze wywalczyli dla „perły Imperium” , też nigdy przedtem nie było. Co ważniejsze , zarzut taki prowadzi w pułapkę trącących heglizmem rozważań o „odwiecznym duchu narodowym” , bez którego tworząc państwo ani rusz. A gdzie był w ostatnim dwuleciu Indii Brytyjskich duch indyjskiej jedności w Dakce czy w Rawalpindi? Identyfikacja narodowa na subkontynencie , jak i do pewnego momentu wszędzie na świecie , była przede wszystkim udziałem elit , a te muzułmańskie w większości chciały Pakistanu. To , że po podziale nie udało im się wytworzyć wspólnej pakistańskiej tożsamości (dlaczego , jest pytaniem na inną pracę) , nie było tak znowu łatwe do przewidzenia przed 1947 r. Oczywiście , często i słusznie podnoszono , że mieszkańców Ćittagongu i Peszawaru łączy niewiele , czasem nawet robili to sami muzułmanie bengalscy. Ale co z mieszkańcami Ćittagongu i Bangaluru? Czy ich łączyło więcej? Zwłaszcza gdy – jak wybornie pokazał Ahmad Kamal – dla poczesnej części wyznawców islamu z Bengalu Wschodniego „Pakistan” stał się wówczas na krótko niemalże ideą mesjańską , podobnie zresztą jak „Bangladesz” ćwierć wieku później?
        Summa summarum , wbrew niemądrym mitom upatrującym źródła obecnych problemów subkontynentu w knowaniach „perfidnego Albionu” , jeśli była w tym wszystkim jakaś brytyjska wina , to polegała na tym , że wycofano się za szybko. Gdyby najpierw określono ramy ustrojowe dla przyszłego państwa , uzależniając dekolonizację od ich zaakceptowania przez Kongres i Ligę , a także od samookreślenia swej przyszłości przez władców 565 niezależnych „księstw” – wielu problemów , które spotkały subkontynent po odejściu Brytyjczyków , w ogóle by nie było. Ale , oczywiście , taki scenariusz nie był realny. Po pierwsze , gdyby Brytyjczycy mieli tyle czasu , by doprowadzić go do końca , pewnie w ogóle nie rozważaliby wówczas opuszczenia regionu. Po drugie , przemawiał przeciw niemu brak pieniędzy w skarbie Korony na dalsze rządzenie Indiami , atmosfera międzynarodowa , a do tego postawa Kongresu , butnie przekonanego , że jeśli tylko kolonizatorzy odejdą , większość problemów rozwiąże się sama. Trudno mieć pretensje do tych , którzy sami byli takim „problemem” – na przykład zwolenników idei pakistańskiej , czyli w tym czasie już większości indyjskich muzułmanów – że dla nich taka niepodległość jawiła się w istocie gorszą niż przedtem podległością , niezależnie od tego , jak własną , pakistańską niepodległość później spartaczyli (elity) bądź zawiedli się na niej (większość pozostałych). Jeszcze trudniej robić Brytyjczykom zarzut , że ich nie stłamsili. I to jest chyba główna moralna refleksja , jaką w ogóle można poczynić na temat dekolonizacji Indii.”

    • Panie Tomaszu,
      Na skutek różnego rodzaju sporej dawki obowiązków w niu wczorajszym i dzisiejszym nie byłem w stanie
      odpowiedzieć na Pana ostatni mail.
      Powrócę po Nowym Roku.
      Wszystkiego najlepszego.

  • Avatar Tomasz Flasiński

    O , Simona Sienkiewicz była pierwsza. Chociaż jej komentarz i tak był łagodny.
    „Cywilizacja islamska jest jedyną cywilizacją, która jest obecnie w stałym zbrojnym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi (…) oraz z cywilizacją buddyjską w Birmie. Tak więc ludzie, którzy twierdzą że Bóg jest dla nich najważniejszy, ze słowami Boga na ustach totalnie niszczą wszystko co uznają za niegodne żeby istniało na ziemi”.
    Que? Kogo ostatnio zniszczyli Rohingja? Czy ktoś zawoła Michała Lubinę?
    „W o wiele mniejszym zakresie niż jest to w sąsiednich Indiach funkcjonuje narodowa świadomość Pakistańczyków”.
    Que? A skąd ten pomysł?
    „ISIS działa nie tylko w Pakistanie i w Afganistanie ale próbuje zbudować swoje organizacje w Azji Środkowej. Obecnie to niemal terra incognita dla islamistów. Tam przez 70 lat władzy sowieckiej niemal wykorzeniono religię do gruntu”.
    Que? To gruba przesada. Niech Pan w wolnej chwili sięgnie po książkę Jerzego Rohozińskiego o przemianach religijności w poradzieckim Azerbejdżanie – zawiera one obszerne fragmenty o czasach sowieckich tłumaczące systematycznie , dlaczego to nieprawda.
    „W Indiach, w których żyje prawdopodobnie druga co do wielkości populacja muzułmanów, której los jest znośny a państwo demokratyczne, nie ma gruntu dla terroru”
    Que? A skąd się wzięły słynne zamachy bombajskie? A co robi ten Kaszmir w pierwszym akapicie? Dawid Warszawski w „Wyborczej” celnie zauważył kiedyś , że gdyby Izrael poczynał sobie w Strefie Gazy tak , jak Indie tam , prawdopodobnie doszłoby już do międzynarodowej interwencji.
    „Tam gdzie nie ma dyskryminacji, nie ma tez poparcia dla islamskiej ekstremy.”
    Que? Kto konkretnie dyskryminuje pakistańskich deobandystów i wahhabitów?
    „Najwyraźniej widać było to w ostatnich latach w Egipcie, gdzie znaczna część muzułmańskiej społeczności przeciwstawiła się islamizacji kraju i siłą obaliła rządy Bractwa Muzułmańskiego i prezydenta Mursiego”.
    Que? Ta „znaczna część” to eufemizm na tę , no , armię. Której rządy są nb. znacznie krwawsze i uciążliwsze dla obywateli niż wszystko , co działo się w czasach Mursiego. Inna sprawa , że tego ostatniego trudno wrzucać do jednego worka z PI czy Al-Kaidą.

    Szczerze mówiąc , nie rozumiem sensu tego artykułu. Pomijając już niegłęboki kształt samych analiz , zawiera on liczne inne niedociągnięcia i błędy. Huntington (słusznie przez Sienkiewicz wspomniany) ani Koneczny to żadne autorytety w dziedzinie islamu azjatyckiego , tarcia w świecie islamskim nie zaczęły się z obaleniem sułtana-kalifa , ruchy islamskie w Azji Środkowej zdobywają sobie niekiedy poparcie właśnie ze względu na niechęć do tamtejszych (fakt , dość paskudnych) elit , itp. itd. A do tego tekst napisany jest w sposób przedziwny – najpierw okazuje się , że z resztą świata walczy „cywilizacja islamska” bo Koran i te sprawy , a potem , że to jednak tylko ekstremiści.

    • 1. Dokonał Pan intelektualnego nadużycia łącząc dwa zdania, które nie następują jeden po drugim.
      U Pana to wygląda następująco:
      „Cywilizacja islamska jest jedyną cywilizacją, która jest obecnie w stałym zbrojnym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi (…) oraz z cywilizacją buddyjską w Birmie. Tak więc ludzie, którzy twierdzą że Bóg jest dla nich najważniejszy, ze słowami Boga na ustach totalnie niszczą wszystko co uznają za niegodne żeby istniało na ziemi”.

      W oryginale jest napisane:
      „Cywilizacja islamska jest jedyną cywilizacją, która jest obecnie w stałym zbrojnym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi (…) oraz z cywilizacją buddyjską w Birmie. Muzułmanie prowadza również zbrojną walkę na Filipinach, w kraju który ze względu na religię oraz styl życia jest uważany za należący do cywilizacji latynoskiej, mimo że nie leży w Ameryce Południowej.

      Tak więc ludzie, którzy twierdzą że Bóg jest dla nich najważniejszy, ze słowami Boga na ustach totalnie niszczą wszystko co uznają za niegodne żeby istniało na ziemi.”

      Łącząc te zdania zmienił Pan ich sens. Ten sposób pomógł Panu sformułować tezę, że to muzułmanie w Birmie niszczą. Tymczasem pierwsze zdania są zamknięte. Stwierdzam tylko, że, „Cywilizacja islamska jest jedyną cywilizacją, która jest obecnie w stałym zbrojnym konflikcie ze wszystkimi pozostałymi.”
      krótko mówiąc stwierdzam tylko fakt istnienia konfliktów „bez orzekania o winie.” Zdanie o niszczeniu jest oddzielone wyraźnie od powyższych co podkreśla, że się z nimi nie łączy. Następne zdania wyjaśniają, że proces „niszczenia” nie dotyczy ogromnej rzeszy muzułmanów. Tak więc Pana pytanie kogo Kogo ostatnio zniszczyli Rohingja? jest nieadekwatne, ponieważ sprawa terroryzmu
      dotyczy nie całych społeczeństw tylko ich znikomej części.

      2. Świadomość narodowa. To długi temat na dyskusję. Mogę tylko w skrócie powiedzieć, że świadomość hinduska zaczęła się o wiele wcześniej kształtować, dzięki Kongresowi, w którym muzułmanie odgrywali mniejszą rolę niż to wynikało z proporcji ludnościowych. Pakistan został stworzony jako sztuczny twór po wojnie. Osobowość temu państwu nadał jego główny twórca, Jinnah. Do dziś mieszkańców tego państwa łączy przede wszystkim religia. Tradycje państwowe są świeżej daty. O wiele bardziej liczy się tradycja plemienna. W Indiach, religia hinduistyczna też łączy ogromną większość obywateli, ale tradycje narodowe są głębsze, m.in dlatego, że Indie nie powstały jako sztuczny twór.

      3. Myślę, że Pan nie zauważył, że ja piszę o Azji Środkowej a nie o Azerbejdżanie. Proszę czytać uważnie.

      4. Mumbaj – to robota terrorystów powiązanych z pakistańskim ekstremistami lub z Al-Kaidą

      5. „Tam gdzie nie ma dyskryminacji, nie ma tez poparcia dla islamskiej ekstremy.” – odnosi się do krajów
      gdzie muzułmanie są mniejszością.

      6. Egipt – odpowiedziałem w moim poście do komentarza p. Sienkiewicz.

      7. Huntington – nie wymieniałem go w moim artykule – proszę czytać uważnie.

      8 – Koneczny – niewymienialem go jako znawcę cywilizacji islamskiej, tylko jako autora maksymy o
      narzucaniu swojego systemu wartości – proszę czytać uważnie.

      9 – Nie pisałem o Koranie ani nie wymieniałem słowo Koran – proszę czytać uważnie.

      10 – Nie twierdziłem, że cywilizacja islamska walczy z reszta świata. Wyraźnie napisałem, że ogromna
      rzesza (większość) muzułmanów chce normalnie żyć Dodałem „Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć,
      że walki bardzo rzadko obejmują całość populacji danej cywilizacji, zazwyczaj jakąś jej część, tą
      najbardziej agresywną. Nie inaczej jest teraz.

      Przeczytałem Pana komentarz i mam wrażenie, ze jest to licentia poetica. W wielu sprawach odnosi się
      Pan do kwestii, których ja nie poruszałem lub których nie ma w moim artykule.

      Sensem artykułu jest pokazanie, że mimo, iż cywilizacja islamska znajduje się w konflikcie praktycznie ze
      wszystkimi pozostałymi, to faktycznie te konflikty głownie kreują znikome mniejszości chcące, jak na szczęście bezskutecznie, wciągnąc do niego miliony współwyznawców.
      dotąd bezskutecznie wciągnąć

Pozostaw odpowiedź