Artykuły,Chiny news

W. Tomaszewski: Recenzja książki „Tam gdzie dzieci są luksusem. Chiny wobec katastrofy demograficznej”

tam-gdzie-dzieci-s-luksusem_171099Analitycy zajmujący się rejonem Pacyfiku zastanawiają się, czy Chiny przegonią USA w wielkości PKB jeszcze przed końcem tej dekady czy dopiero w następnej. Francuska sinolożka Isabelle Attané w swojej książce pt. „Tam gdzie dzieci są luksusem” stawia odmienną tezę. Jej zdaniem Chiny w połowie tego wieku będą zwijającą się gospodarką. Druga aktualnie potęga gospodarcza utraci swój blask. Powodem tego będzie nadciągająca katastrofa demograficzna.

Wydawnictwo Studio Emka sprawiło czytelnikom świetny prezent, wydając znakomitą książkę o problemach demograficznych Chin. Autorką jest Isabelle Attane, francuska demografka i sinolożka, pracująca w Narodowym Instytucie Badań Demograficznych w Paryżu. Attané jest autorką kilku książek, w tym także trzech innych o Chinach. Książka została wydana w miękkiej oprawie z okładką, nie bez powodu, przedstawiającą smutną twarz małej dziewczynki o zeszklonych oczach. Na okładce bardzo wyraziście wybity został w kolorze czerwonym tytuł książki. Książka otrzymała dwie bardzo prestiżowe nagrody we Francji i jedną w Hiszpanii.

Autorka bardzo profesjonalnie przygotowała się do napisania tej książki, przez dwa lata zbierając materiały, przeprowadzając wywiady, a przede wszystkim dokładnie zaznajamiając się z wszelkimi możliwymi do uzyskania materiałami w języku chińskim. Można powiedzieć, że swobodnie porusza się w kręgu chińskiej kultury, rozumiejąc niuanse tak bardzo specyficzne z naszego punku widzenia. Wielkim plusem książki są liczne przypisy, prawie na każdej stronie. Tym bardziej wartościowe, że odsyłają one przede wszystkim do chińskich źródeł, co niezmiernie uwiarygodnia książkę. Książka ponadto jest napisana bardzo łatwym w odbiorze językiem, jest wciągająca. Książce można zarzucić brak jakichkolwiek ilustracji. Zbyt mało jest też tabel ilustrujących przemiany społeczne.

„Tam gdzie dzieci są luksusem” zawiera podtytuł: „Chiny wobec katastrofy demograficznej”. Tytuł i podtytuł książki stanowią główną ideę Attane, która uważa, że Chińczycy mają tak mało dzieci, iż czeka ich katastrofa gospodarcza. Pod ciężarem braku rąk do pracy w przyszłości chińska gospodarka nie udźwignie ciężaru utrzymania dziesiątków milionów emerytów.

Wielka zaletą książki jest jej odideologizowanie i bezstronność w opisywaniu faktów. Książka nie krytykuje chińskich władz za wprowadzenie polityki jednego dziecka (zresztą polityki z wieloma wyjątkami), tylko wskazuje, że dzisiejsze ograniczenia, które ograniczyły liczbę urodzeń o  200 mln ludzi (dzięki czemu gospodarka mogła się szybciej rozwijać), jutro będą przekleństwem Chin. Zamiast krytyki chińskiego rządu autorka pokazuje jego wysiłki na rzecz zwalczaniu najbardziej palących problemów życia społecznego. W książce omówione są wszelkie zmiany w społeczeństwie chińskim, jakie nastąpiły w ciągu ostatnich trzydziestu lat w Chinach. Szczególną uwagę autorka zwraca na zmiany z perspektywy losu dzieci. Najważniejsza zmiana to oczywiście prawo do posiadania jednego dziecka w miastach. Konsekwencją tego są różnego rodzaju patologie, które autorka dokładnie opisuje: nadopiekuńczość w stosunku do jedynaka, rozbestwienie „małych cesarzy”, którym wszystko wolno, gwałtowne tycie dzieci, którym rodzice pozwalają na wszystko, itd. Jedynacy to zmiana wielowiekowej struktury społecznej, odwrócona piramida rodzinna, gdzie funkcjonuje czworo dziadków i babć, dwoje rodziców i jedno dziecko. Piramida, której nie da się już odwrócić, bo koszty wychowania i wykształcenia dziecka, tej przyszłej podpory, są tak duże, że sami rodzice nie chcą mieć już więcej dzieci. W efekcie, jak twierdzi Attané, całe to grono będzie w przyszłości utrzymywane przez najmłodszego potomka, bo system emerytalny w Chinach praktycznie nie istnieje.

Zaletą książki jest dokładne zanalizowanie faktu pęknięcia Chin na dwie części: biednych i bogatych, które tak jak w feudalizmie stają się dziedziczne i które w zasadzie pokrywają się z podziałem na bogate miasta (szczególnie na wschodnim wybrzeżu) i biedne wsie. Bieda, szczególnie na wsi, jest w pojęciu Attané łańcuchem nieszczęść. Mniejsze szanse na urodzenie, bo kobiety wiejskie znacznie częściej niż miejskie rodzą w domu, mniejsze szanse na dorośnięcie, bo na wsi praktycznie nie funkcjonuje służba zdrowia, mniejsze szanse na edukację, bo na wsi brakuje wykwalifikowanych nauczycieli, mniejsze szanse na udane życie rodzinne, bo rodzice migrują za chlebem do miast, etc.

Z wielką uwagą Attané pochyla się nad losem kobiet, największych ofiar przemian społecznych, przypominając, że w chińskiej cywilizacji zawsze były dyskryminowane i że polityka jednego dziecka doprowadziła do selektywnego zabijania dziewczynek czy to przez aborcję dokonywaną po badaniach prenatalnych, czy też zaraz po urodzeniu poprzez świadome zaniedbania. Efektem jest, jak pisze Attané, brak kilkudziesięciu milionów młodych kobiet.

Wszystkie te problemy są według francuskiej uczonej bombą z opóźnionym zapłonem, która wybuchnie za kilkanaście lat. Attané z dużą przenikliwością stara się przekonać, że tych błędów mimo wysiłków władz nie da się wyeliminować i Chiny poniosą koszty ingerencji w naturalny rozwój społeczny w postaci załamania się systemu gospodarczego z braku rąk do pracy.

Sama książka przełamuje stereotyp współczesnych Chin widzianych tylko przez pryzmat gwałtownego wzrostu gospodarczego, ukazuje Chiny od podszewki i jest to widok dający bardzo dużo do myślenia. Książka Attane ma dla nas dodatkowy walor. Ukazuje naszą przyszłość, bo w Chinach ciągle przyrost naturalny jest większy od naszego.

Ocena: 9

Recenzja książki została pierwotnie opublikowana na portalu Histmag.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Recenzja książki „Tam gdzie dzieci są luksusem. Chiny wobec katastrofy demograficznej” Reviewed by on 21 lipca 2013 .

Analitycy zajmujący się rejonem Pacyfiku zastanawiają się, czy Chiny przegonią USA w wielkości PKB jeszcze przed końcem tej dekady czy dopiero w następnej. Francuska sinolożka Isabelle Attané w swojej książce pt. „Tam gdzie dzieci są luksusem” stawia odmienną tezę. Jej zdaniem Chiny w połowie tego wieku będą zwijającą się gospodarką. Druga aktualnie potęga gospodarcza utraci

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 20

  • Panie PZ Niemcy strzelili sobie w stopę -nie sądzę -jakie wskażniki otym wskazują?W Niemczech pracuje i żyje bardzo dużo Polaków nie wiem jak przedstawiają się co prawda statystyki ale gospodarki Brytyjska a Niemiecka to wielka różnica.Poza tym Irlandia mały kraik,swojego czasu Mekka dla Polaków szukających pracy El Dorado i co?Nie dajmy się zwariować i widżmy sprawy we właściwych proporcjach.Korea nie skupia na sobie tyle uwagi co Chiny z oczywistych względów ale będą borykać się z podobnymi problemami.Lecz w tym przypadku nie chodzi dzietność a dysproporcje między obu płciami co pogłębia problemy i to bardzo.

    • Panie Stefanie,
      Nie twierdzilem, ze w Niemczech nie pracuja i nie mieszkaja Polacy. Oczywiscie jest ich tam bardzo wielu. Natomiast z pewnoscia poprzez fakt, ze Niemcy nie zdecydowali sie na otwarcie rynku w 2004 roku to strzelili sobie w stope, gdyz wielu wybralo emigracje w UK, Irlandii, a nie w Niemczech.
      W zalaczniku ma Pan statystyki
      stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/LU_infor_o_rozm_i_kierunk_emigra_z_polski_w_latach_2004_2011.pdf
      To Irlandzkie eldorado oraz niedoceniany przez Pana UK zebralo prawie dwa razy tyle, co wielbione w Polsce Niemcy. Dodatkowo czesc tego co sie w RFN pokazalo jako emigracja to legalizacja pobytow trwajacych wiele lat.
      Akurat w kwesti emigracji proporcje znam doskonale i pozostane przy swojej opinii, ze Niemcy nie sa az tak atrakcyjne jak sie ich w Polsce postrzega, co nie znaczy ze atrakcyjne nie sa wcale i ze Polacy nagle wcale nie beda tam jeździc. Jak Pan widzi ze statystyk, sa kraje o wiele atrakcyjniejsze niz Niemiec i sa wybierane przez Polakow jako kierunek emigracji.

      • Avatar stefan

        Panie PZ ,nie widzę powodu kwestionować pańskiej wypowiedzi.

  • Panie Wute sądy rodzinne,Jugendamtu i wypadki które pan porusza istotnie są godne pożałowania.Niemniej jednak patrząc na korzyści ze współpracy Polsko-Niemieckiej w jej najszerszym aspekcie wydaje mnie się ona bardzo korzystna dla Polski.Oczywiście wiadomo że i Niemcy mają z tego korzyść ale sądze że w bilansie ogólnym z Niemiec jak i Unii netto wychodzimy z większą korzyścią.Panie Wute 40000 dzieci -bardzo byłbym ostrożny w tych szacunkach.A poza tym jak się to ma do samych dzieci ,pytanie gdzie będą miały lepiej?Mam wielu dobrych znajomych którzy mieszkają w Niemczech -całe rodziny i bardzo chwalą sobie tą niemczyznę i w cale nie chcą wracać do Polski.Ten zakaz rozmowy po Polsku wydaje się mnie nieporozumieniem.Panie Wute wystarczałaby ewolucja w dobrym kierunku ale ja jej nie zauważam.Czy kraj się budzi? Sądzę że nie kojarzy pan tego z ostatnimi notowaniami PIS-u bo moim zdaniem to byłoby nieszczęściem.Cieszę się jednak że zgadzamy się w zasadniczych sprawach -ale daleko odbiegliśmy od tematu.Pozdrawiam i pana podziwiam za pańską wiedzę.

    • @ p.Stefan
      Współpraca gospodarcza z Niemcami jest generalnie korzystna, m.in. dlatego też mamy nadwyżkę exportu nad importem.
      Te 40 tys. nie dotyczy Polaków, ani nawet wszystkich cudzoziemskich dzieci. Prawdopodobnie jest to ogólna liczba
      odbieranych dzieci, w tym także rodzicom niemieckim.
      ” A poza tym jak się to ma do samych dzieci, pytanie gdzie będą miały lepiej” – rozwijając Pańską myśl, można dojść do
      niebezpiecznych wniosków, że bogaci mają prawo zabierać dzieci biednym bo stać ich na zapewnienie dzieciom lepszych warunków..
      Zakaz rozmowy po polsku nie jest żadnym nieporozumieniem, ale świadomą działalnością niemieckiego państwa mającą
      na celu całkowita germanizację dzieci z rodzin mieszanych.
      Opozycyjne media cieszą się z ostatnich wydarzeń tj. z wyborczych zwycięstw PISu i jego notowań. Osobiście jestem dość
      sceptyczny, ponieważ nie widzę jeszcze jakiegoś przełomu w notowaniach. PIS mimo, że w tej chwili prowadzi w sondażach
      to ciągle się obraca na poziomie 25-30% i mimo wyraźnych zmian w nastrojach społecznych nadal nie przyciąga do siebie
      jakiś nowych grup społecznych. Układ rządzący Polską (nie mylić z koalicją rządową) nadal ma większość, co widać po głosowaniach w Sejmie. Jak obrazi się PSL, to rząd popiera rezerwowy koalicjant czyli RP.
      Natomiast widać wyraźnie zmianę nastrojów społecznych w kraju. Przykładem jest W-wa, z racji bycia stolicą jest to miasto
      nasycone ludźmi związanymi z aparatem władzy, mające najniższy procent bezrobocia. Mimo to zebrano 230 tys. głosów za referendum w celu odwołania prezydenta miasta. Pani HGW nic takiego ostatnio nie zrobiła co by mogło specjalnie rozłościć mieszkańców. Jej obecne rządy niczym się nie różnią od tego co robiła przez lata. Widocznie jednak ludzie mają wszystkiego dość i kiedy pojawił się ten pomysł z jej odwołaniem, dali upust swoim frustracjom. Te społeczne nastroje, prędzej czy później
      jednak zachwieją obecnym układem politycznym. Nie ulega wątpliwości, że coś pękło i już żaden piar już nie zadziała.
      Również Pana pozdrawiam.

      • Avatar stefan

        Panie Wute bogaci nie maja prawa i nie ma takiej zapewne litery prawa że mogą zabierać dzieci ze względu na swoje bogactwo.Jednak nawet sądy opiekuńcze, kuratorzy zwracają uwagę na sytuację ekonomiczną przyszłych rodziców i nie widzę w tym nic zdrożnego.Germanizacja ,nie nazwałbym tak tego ale jak się tam mieszka trzeba przyjąć że ma się nową ojczyznę dotyczy to zarówno Polaków, Turków i innych nacji i szanować prawo takie jest moje zdanie. W kraju zamieszkania nawet Polacy muszą dobrze znać język niemiecki i umieć się w nim wyrażać.Znam jak mówię wielu polaków w w Niemczech i nie znane mnie są problemy które pan porusza.Natomiast osoby rozwiedzione to inna sprawa.Można zawsze powiedzieć mnie się to nie podoba i wrócić do kraju,wybór jest.Co do nadziei w rządach Pis-u i prezydenta Warszawy jestem bardzo wstrzemiężliwy a nawet sceptyczny,zresztą PIS już rządził.

      • Avatar wute

        @ p.Stefan
        1. Rzeczą jest oczywista, że jeśli ktoś osiedla się w Niemczech to winien znać j.niemiecki i szanować tamtejsze
        prawo, ale nie o tym mówimy. Sprawa dotyczy zabierania dzieci rodzicom, którzy nie zawsze zasługują na
        odebranie im dziecka. Wystarczy, że rodzice chwilowo nie pracują i już zjawia się Jugendamt. W przypadku
        dzieci cudzoziemców zjawia się bardzo szybko.
        2. Nie mówimy również o osobach rozwiedzionych i ich dylematach związanych z pozostaniem lub powrotem do
        kraju tylko o zakazach im narzuconych zabraniających porozumiewania z własnym dzieckiem w języku polskim.
        To istny rasizm i nazizm, godny III Rzeszy. Takie zakazy były zaskarżane do Trybunału w Strasburgu i
        Jugendamt tam przegrał.
        3. Co do PISu i W-wy. Ja jedynie opisywałem stan rzeczy a nie własne poglądy.
        Jeszcze raz pozdrawiam

  • Ksiazka jak najbardziej warta przeczytania przede wszystkim ze wzgledu na obserwacyjny sposob opisu rzeczywistosci.
    Jesli chodzi zas o wplyw ekonomiczny takiej polityki to oczywiscie bedzie bardzo negatywny. Mali cesarzowie wychowani tak a nie inaczej wejda w dorosle zycie bardzo czesto z roszczeniowymi postawami podobnymi do tych obserwowanych obecnie w Europie Zachodniej (oczywiscie z zupełnie innych wzgledow), co niewatpliwie odbije sie na konkurencyjnosci gospodarki.
    Nie przecenialbym znaczenia systemu emerytalnego lub jego braku. Wazna jest replacement rate, czyli obrazowo aby cos sprzedac ktos musi chciec kupic. 4 emerytow chcac sprzedac aktywa (mieszkanie, akcje czy cokolwiek innego) 1 mlodziencowi, tak czy tak dostanie mniej niz by chciala.
    Porownanie z Polska nie oddaje do konca powagi, a nawet powiem tragedii sytuacji nad Wisla, ktorej odwrocic takze juz sie nie da i zadne czary wokol finansow publicznych tego nie zmienia. Nie tylko Polska ma jeden z najnizych wspolczynnikow dzietnosci na swiecie (chyba pozycja 167 na 198 krajow o ile pamietam), ale jeszcze utracila około 2 miliony obywateli, czego GUS w oficjalnych statystykach populacji do tej pory nie odzwierciedla. Tlumne powroty emigrantow to marzenia scietej glowy, nic takiego nie bedzie mialo miejsca. Brak jakiejkolwiek woli poiltycznej do rozwiazania tego problemu rykoszetem odbije sie na samych rzadzacych, czego obecne problemy z domknieciem finansow publicznych sa tylko pierwszym sygnalem. ZUS jest de facto bankrutem utrzymywanym przy zyciu sztuczkami ksiegowymi. Moim zdaniem w Polsce, podobnie jak w Europie Zachodniej nie bedzie powrotu do wzrostu, a demografia jest tego glownym, ale nie jedynym powodem, pomijajac inflacyjna iluzje wzrostu, ktora ECB usilnie stara sie wykreowac. Roznica jest taka, ze Europa Zach. poratuje sie Polakami w kwestii demografii (w UK Polki rodza najwiecej dzieci po Pakistankach), przerzuceniem kosztow na peryferia, co zreszta moim zdaniem zagrozi obecnemu ksztaltowi UE, oraz konsumowaniem rezerw. Polska takich rezerw nie ma, gdyz zostaly skonsumowane przez ostatnie 20 lat PRLu bis (inaczej tego nazwac sie nie da).
    Porownywale do Polski wyssanie populacji nastapilo w DDR po zjednoczeniu, ale Niemcy byli gotowi poniesc tego koszty. Dosc powiedziec, ze pomimo wpompowania ogromnych dotacji w ex-DDR oraz zawarcia nawet w tak zwanej konstytucji UE furtki do dalszej pomocy DDR wciaz jest biednym krewnym RFN. Osiedla mieszkaniowe czesto sa wyburzane, a najlepszym przykładem tego ze dotacje nic nie daly jest, przyjmowanie Polakow z otwartymi rekami kupujacymi niemieckie domy i ziemie na zachod od Szczecina co czesto ratuje lokalna ekonomie. Tyle, ze Polska nie ma dobrego wujka gotowego takie pieniadze wylozyc.
    Około 20% populacji utracily takze kraje baltyckie, co czesto jest niedostrzegane.
    Powracajac zas do Azji to przykladem demograficznego tsunami jest Japonia, ktora system emerytalny wprawdzie posiada, ale nawet Abenomika nie jest w stanie przywrocic wzrostu, nawet iluzorycznego.
    Dodam, ze Japonia jest przedmiotem coraz wiekszej liczby opracowan niemieckich pod katem demografii wlasnie (Niemcy współczynnik demografii maja gorszy niz Polska), a jednoczesnie coraz wiekszego niepokoju USA, gdzie najnormalniej wielu ekonomistow sadzi, ze uniknac bankructwa sie nie da, aczkolwiek co do tego kiedy nastapi sprawdzam konsensusu nie ma.

    • 1. System w Chinach się już nie sprawdza i Kraj Smoka zapłaci za ten eksperyment straszna cenę. Najdziwniejsze, że ten system mimo, że staje się coraz bardziej luźny, ciągle nie jest zniesiony, mimo, że jego skutki stają się widoczne gołym okiem.

      2. Przyrost naturalny (statystyka za rok 2010) daje dla naszego regionu katastrofalne wyniki, Na 193 sklasyfikowane państwa
      mamy następujące wyniki:
      159 Słowacja
      163 Austria
      165 Bośnia i Hercegowina
      169 Polska
      170 Chorwacja
      171 Niemcy
      172 Mołdawia
      175 Czechy
      176 Słowenia
      177 Węgry
      181 Rumunia
      182 Litwa
      186 Białoruś
      187 Rosja
      188 Serbia
      190 Łotwa
      191 Ukraina
      192 Estonia
      192 Bułgaria
      193 Czarnogóra
      Cała Słowiańszczyzna, jak długa i szeroka, leży. Można powiedzieć, że cały region Europy Wschodniej
      i Środkowej oraz Bałkany jest na wymarciu.
      Niemcy natomiast się uratują. To bogaty kraj, który będzie przyciągał emigrantów, głownie z Europy Wschodniej, bo to biali
      i chrześcijanie lub niewierzący i w związku z tym najlepszy dla Niemców materiał dop germanizacji. Niemcy już zegnają się
      z multi kultur więc wszystko zrobią, żeby mieć jak najmniej emigrantów spoza Europy. Będą więc robić to co robią od wieków
      czyli germanizować emigrujących Słowian.

      3. Jak słusznie zauważyłeś pewnych trendów, nie da się odwrócić, jeśli poziom ekonomiczny pomiędzy regionami jest duży.
      Obecny exodus Niemców z DDR przypomina mi to co się stało na przełomie XIX/XX w. w Wielkopolsce. Cała akcja germanizacyjna w której rząd Bismarcka i jego następców utopił setki mionów marek Komisja Kolonizacyjna, Hakata, ustawy wyjątkowe) padła bo rozwój przemysłu na zachodzie Niemiec, spowodował emigrację z Wielkopolski nie tylko polskich chłopów ale także niemieckich.

      4. W Polsce nie wszystko jest jeszcze stracone. Niektóre trendy można zahamować, ale potrzebna jest to tego
      rewolucja socjalna i częściowo polityczna, znacznie głębsza niż zmiany, które były w 1989 r.

      • Avatar stefan

        Co do Niemców panie WUTE to nie dziwię im się,cała Europa powinna moim zdaniem przyjąć za standart że warunkiem zamieszkania w danym kraju jest akceptacja kultury i tradycji kraju zamieszkania.Nie wyobrażam sobie inaczej ,co innego germanizacja podbitych krajów.Już dawno panie Wute pisałem o demografii jak pan sobie zechce przypomnieć ale wielu ten temat lekceważyło,a jest to największy potencjał danego kraju świadczący o jego prężności.Imigracja ma swoje ograniczone do pewnego stopnia znaczenie ale największe ma dzietność rdzennej ludności,jest to podstawa.Co do rewolucji socjalnej i przede wszystkim mentalnej społeczeństwa sądzi pan że jest możliwa?Mam wielkie wątpliwości.

      • Avatar wute

        @ p. Stefan
        1. Zgadzam się, standartem winno być akceptowanie kultury i tradycji kraju zamieszkania
        2. Germanizacja niestety trwa. Wystarczy popatrzyć na działania Jugendamtu, organizacji założonej przez
        Hitlera, która dzielnie kontynuuje proces zabierania polskich dzieci, pod różnymi pretekstami. Poniżej
        wypowiedź p. Pomorskiego
        „Niemieckie sądy rodzinne pod dyktatem Jugendamtu każdą błahostkę mogą wykorzystać, by odebrać dziecko.
        W tym przypadku Jugendamt zrobił z tego „bezdomność” i w asyście dziesięciu policjantów wyszarpał dziecko
        polskiej matce, która rzuciła się na nich w obronie swojego zabranego przemocą synka – mówi Wojciech
        Pomorski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech.
        Dziesięciu niemieckich policjantów i aktywiści Jugendamtu przyszli trzy dni temu, by zabrać Polce i polskiemu
        ojcu ich sześciotygodniowego synka. Takie maleństwo! Powód? „Bo ich wynajemca kazał im opuścić ich
        dotychczasowe mieszkanie.
        Dlaczego polskie dzieci stanowią taką gratkę dla niemieckich urzędów? Pomorski uważa, że stoją za tym
        naprawdę duże pieniądze. Urząd „obraca rocznie budżetem 23 miliardów euro, bo za takie dziecko, które sobie
        będą sami „wychowywać” i germanizować do 18 roku życia dostają dofinansowanie do 7 tys. euro miesięcznie,
        a według statystyk odbierają rodzinom rocznie 40 tys. dzieci”.

        Mogę dodać, że nic nie tak nie demaskuje rasistowskich działań Niemców jak fakt, zakazu dla polskich
        rozwiedzionych rodziców rozmawiania po polsku z ich własnymi dziećmi pochodzącymi z mieszanych
        małżeństw.”

        3. Podzielam Pana zdaniem, że imigracja winna być tylko uzupełnieniem potencjału demograficznego miejscowej
        ludności.

        4. Polska nie ma innego wyjścia jak tylko głęboka modernizacja mająca charakter zmian rewolucyjnych (nie
        mylić z rewolucją, do której nie nawołuję). Czy jest możliwa. Kraj się budzi. Zobaczymy.

      • Avatar PZ

        1. Na pewno odbije sie to na wzroscie gospodarczym, natomiast jak bardzo pozostaje kwestia dyskusyjna. Korea Pld. ma przyrost naturalny nizszy niz Chiny (pomimo ze to Chiny maja polityke jednego dziecka) i nikt nie mowi o demograficznej demograficznej.

        2/3. Niemcy nie sa, az tak atrakcyjnym pracodawca jak sie nad Wisła wydaje. Szczegolnie w dobie otwartego rynku w calej Europie. Po pierwsze jest problem jezyka, ktory juz sam w sobie powoduje, ze przynajmniej Polacy wola UK, czy Irlandie niz Niemcy. Wielu Polakow ma mozliwosc uzyskania paszportu brytyjskiego czy irlandzkiego po tym jak przyjechali tlumnie w 2004 roku, a to otwiera dalsza droge do krajow anglojezycznych. Nie wspominam juz nawet o tym, ze Niemcy nie uznaja podwojnego obywatelstwa, a UK oraz Irlandia tak.
        Dodatkowo Niemcy strzelili sobie w stope zamykajac rynek pracy dla krajow Nowej Europy, na czym skorzystała głownie Wielka Brytania i Skandynawia.
        Efekt był taki, ze jak w 2008 roku chcieli sciagnac kilkuset informatykow z Polski to zainteresowanie wyrazilo kilkudziesieciu. W tej chwili potencjal emigracyjny Polski sie wyczerpal w duzej mierze.
        Oczywiscie beda sie starac przyciągnac „bialych chrzescijan”, szczegolnie widzac praktyczny obraz multi kulti na ulicach Francji, czy Belgii, ale na cale szczescie sie spoznili, a beda musieli o inzynierow konkurowac ze Stanami, ktore takze chca przyciagac wlasnie takich ludzi.
        Tym wiec bardziej nauka angielskiego powinna byc priorytem kosztem innych, szczegolnie ze jest to takze pewna forma obrony przed kolonizacja, o ktorej wspominasz.

        4. Wlasnie dlatego, ze niezbedne zmiany musza isc o wiele glebiej niz w ’89 uwazam, ze bedzie niezwykle ciezko to zrobic. Im dluzej to budzenie sie spoleczenstwa trwa tym mniej czasu pozostaje na wprowadzenie zmian, ktore wraz z jego upływem beda coraz kosztowniejsze. Wymagac to bedzie przynajmniej czesciowej renacjonalizacji gospodarki, ostatnim ktory to w Polsce robil byl Kwiatkowski, a jak jest to trudne w dobie UE widac na przykładzie Orbana, jak rowniez wyrzeczen ze strony spoleczenstwa, ktore ma ich dosc po 20 latach nieustannego trzymania na kroplowce PRLu-bis kosztem Kowalskiego.
        Do tego dochodza kwestie coraz bardziej niekorzystnej geopolityki, z czym obecny rzad nie ma mentalnej zdolnosci sie zmierzyc.
        Wobec powyzszego moim zdaniem pieniadze na demografia sie w Polsce nie znajda, choc chcialbym sie mylic.

      • Avatar wute

        @ PZ
        1. Tak się niestety składa, że najbardziej omawiane, opisywane i komentowane są te wydarzenia, które wzbudzają najwięcej namiętności, kontrowersji i dramatyzmu. W ostatnich miesiącach IWŚ wybuchła pandemia grypy tzw.
        hiszpanka, która zabiła na świecie w/g różnych obliczeń od 50 do 100 mln ludzi w ciągu kilkunastu m-cy w latach
        1918-1919. a więc kilkakrotnie więcej niż na wszystkich frontach IWŚ 1914 – 1918. Gdy jednak porówna się ilość literatury poświęconej obu tym wydarzeniom, to na 100 książek o wojnie nie przypada nawet jedna książka o hiszpańce. Podobnie jest z demografią Chin i Korei. O zainteresowaniu decyduje w głównej mierze dramatyzm
        związany prawem do jednego dziecka.
        2/3/4 – podzielam Twoje zdanie

    • @wute
      Na pewno jest tak jak piszesz co do nosnosci danego tematu. Oczywiscie ze wzgledu na wielkosc populacji ciezko porownywac Koree i Chiny, ale to wlasnie wielkosc populacji moze działac na korzysc Chin moim zdaniem, szczegolnie jesli udałoby sie zaktywizowac przemyslowo regiony wewnetrzne poza wybrzezem. Bezdyskusyjne odczuja polityke jednego dziecka. Japonia pod tym wzgledem nie potrzebowala ograniczenia urodzin, aby postępujące starzenie sie spoleczenstwa odbiło sie na finansach publicznych.
      Duzo znalazlem profesjonalnych analiz ekonomicznych na temat demografii odnosnie Japonii wlasnie. Na temat Chin wiekszosc dotyka wlasnie tematu jednego dziecka przede wszystkim, ewentualnie jeszcze emerytur. Ciezko mi było znalezc cos porownywalnego do analiz na temat Japonii, stad moj sceptycyzm na temat jednoznacznie okreslonego kierunku ekonomicznego rozwoju Chin z tego powodu. Jednoznacznie sie postarzeja, ale wielkosc kraju oraz wciaz jego niedokonczona modernizacja ekonomiczna powoduje, ze temat jest moim zdaniem ciekawszy niz polityka jednego dziecka tylko i wylacznie.

      Z wielka uwaga zatem przeczytam artykul zareklamowany przez Oskareusz’a.

      • Avatar wute

        Chiny rozpoczynając politykę jednego dziecka po prostu przyspieszyły pewien proces, który wraz z bogaceniem
        się społeczeństwa i tak nastąpiłby.
        Ten proces można zauważyć już na przykładzie cesarstwa rzymskiego. Bogactwo tego imperium uruchomiło
        trzy procesy: spadek urodzin, niechęć do służby wojskowej i odejście od religii. Po prostu natura ludzka jest taka, że jak ktoś jest bogaty to chce korzystać z tego bogactwa i w związku z czym stara się pozbywać wszystkiego co
        wymaga poświęceń: dzieci, służby wojskowej, religii. Ten mechanizm jest uniwersalny, toteż zadziałał również w Japonii.

      • Avatar PZ

        @wute
        Jak najbardziej tak to wyglada. W przypadku Chin jednak ciagle jest rezerwuar w interiorze chcacy sie wzbogacic. Jesli Niemcy, czy generalnie Europa Zach. ma mozliwosc podratowania sie emigracja z Polski, czy Ukrainy to podobny proces zadziała w Chinach moim zdaniem, a nawet wobec braku roznic kulturowych bedzie to latwiejsze.

        Tak na marginesie odnośnie Niemiec to GUS twierdzi, ze bilans handlowy jest z Niemcami na plus. Federalny urzad statystyczny twierdzi, ze to Niemcy sa na plus.
        destatis.de/EN/FactsFigures/NationalEconomyEnvironment/ForeignTrade/TradingPartners/Tables/OrderRankGermanyTradingPartners.pdf?__blob=publicationFile
        Rozbieznosci sa sygnalizowane przez ekonomistow od kilku lat.
        I badz tu madry czlowieku, jak o statystykę chodzi. :)
        Nie zmienia to postaci rzeczy, ze jak do tej pory to handel z Niemcami jest dla Polski korzystny.

  • Książka rzeczywiście jest świetna.
    Jak słusznie Pan zauważył brak kobiet to powód do szukania ich u kogoś, począwszy od porwania Sabinek.
    Brak, powoduje wielorakie konsekwencje. Kilkadziesiąt milionów rozgoryczonych mężczyzn, wzrost
    prostytucji, porwania kobiet, gwałty, a przede wszystkim frustracja i wzrost przestępczości ludzi, którzy
    nie mają rodzin do stracenia.
    Do tego dochodzą konsekwencje ekonomiczne, o których pisałem.

    • Książka zdecydowanie godna polecenia. Od siebie dodam, że w środę na polska-azja.pl ukaże się mój tekst na temat problemów demograficznych Państwa Środka, który będzie niejako nawiązaniem zarówno do książki Attané, jak i recenzji. Tak więc już teraz zapraszam do lektury.

      • Avatar wute

        Z przyjemnością przeczytam.

  • Muszę kupić tą książkę a jest to problem nie tylko dala Chin ale i dla świata.Ciekawe gdzie mężczyżni Chińscy będą szukać żon bo bez kobiet zapewne się nie obędą.Wszystko to grozi wielką frustracją oby nie wojną.Jeśli chodzi o ingerencję to w mniejszym stopniu aborcja na żądanie jest podobnym wyzwaniem dla Europy.Dzietność rodzin Europejskich jest niska a trochę ten wskażnik poprawiają w niektórych krajach muzułmanie co nie jest żadnym pocieszeniem.Jednakże nie ma takiej dysproporcji między przedstawicielami obu płci.

Pozostaw odpowiedź