Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Pekińskie znaki czasu

Współpraca gospodarcza krajów Azji Wschodniej zazwyczaj się kojarzyła z organizacją ASEAN, która tak naprawdę obejmuje tylko kraje Azji Południowo-Wschodniej, a więc nie należą do niej najważniejsze gospodarczo kraje tamtego regionu: Chiny i Japonia. Drugą, znaną organizacją jest Szanghajska Organizacja Współpracy, gdzie prym wiodą Chiny i Rosja, ale ona jest ukierunkowana bardziej na współpracę państw Azji Centralnej niż Wschodniej. Istnieje jednak organizacja, która formalnie potencjałem swoich członków przebija obie w/w. To APEC (Asia-Pacific Economic Cooperation) będąca nieformalnym stowarzyszeniem gospodarek dwudziestu kilku krajów, istniejącym bez żadnych form organizacyjnych, poza sekretariatem mieszczącym się w Singapurze. Do APEC należą najważniejsze kraje Ameryki leżące nad Pacyfikiem: USA, Meksyk, Kanada, Peru i Chile, wszystkie kraje azjatyckie strefy Pacyfiku oraz Rosja, Australia i Nowa Zelandia.

Tradycyjne co roku odbywa się szczyt APEC. W tym roku rolę gospodarza pełnią Chiny. Każdy szczyt APEC jest spotkaniem większości najważniejszych polityków świata oraz szefów kilkuset największych korporacji regionu. Szczyt APEC to jedna z dwóch najważniejszych konferencji na naszym globie, prestiżem i znaczeniem uczestników ustępująca tylko Światowemu Forum Ekonomicznego w Davos.

Gospodarze tegorocznego szczytu przygotowali się do tego meetingu jak zwykle niezmiernie starannie. Przede wszystkim zapewnili uczestnikom komfort klimatyczny. Przez tydzień przed rozpoczęciem szczytu tysiące pekińskich fabryk oraz innych, położonych w pobliżu stolicy, zostało zamkniętych. Tysiące pozostałych fabryk ograniczyło produkcję. Wprowadzono znaczne restrykcje dotyczące komunikacji w Pekinie i w sąsiednich miastach, poprzez dopuszczenie do ruchu samochodów w co drugi dzień, w zależności od parzystego lub nieparzystego numeru rejestracyjnego. W ten sposób osławiony smog pekiński, który powodował, że bywały takie dni, w których były kłopoty z widocznością drugiej strony ulicy, został ograniczony do takich rozmiarów, że wyjrzało słońce. Setki tysięcy Pekińczyków skorzystało z przerw w pracy i udało się na wypoczynkowy urlop poza miasto. Władze zadbały także o bezpieczeństwo tysięcy zagranicznych gości, na wszelki wypadek wysiedlając z hotelów mieszkańców pochodzących z autonomicznych regionów Tybetu i Xinjiangu. Odesłano też z miasta sezonowych robotników pochodzących ze wsi.

Sama ceremonia otwarcia szczytu obejmowała nie tylko stąpanie VIPów po czerwonym dywanie, ale także podświetlenie na czerwono ulic, którymi jechali. Wszystko to pokazuje, jaką wagę Pekin przykłada to tego prestiżowego zgromadzenia ludzi decydujących o połowie gospodarczej produkcji świata.

Szczyty APEC nie mają formalnego znaczenia, z zasady nie są tam podpisywane umowy międzynarodowe czy międzypaństwowe, natomiast stanowią forum wymiany poglądów politycznych i gospodarczych. Z tego powodu największe zainteresowanie wzbudzały spotkania bilateralne „wielkiej czwórki”: prezydenta Chin Xi Jinpinga, prezydenta USA Obamy, prezydenta Rosji Putina i premiera Japonii Abego.

Na Zachodzie bez zmian

Z wielkim zainteresowaniem oczekiwano na spotkanie Obama-Putin, licząc na przełamanie impasu, w jakim znalazły się stosunki Zachodu z Rosją. Obaj politycy spotkali się trzykrotnie, ale w sumie ich spotkanie nie trwało wiele więcej niż kwadrans. Po prostu trzeba było pozować do wspólnej fotografii, a więc nie dało się do końca udawać, że się nie znamy. Putin niczym starszy brat poklepał Obamę o ramieniu. Obaj politycy starali się unikać w Pekinie, Obama nawet początkowo unikał kontaktu wzrokowego. Rzecznik Putina zasugerował, że podczas tych mini spotkań mogli wymienić poglądy na temat sytuacji na Ukrainie, w Syrii i w Iranie. Rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego Bernadette Meehan  potwierdziła, że rzeczywiście obaj liderzy wymienili poglądy dotyczące tych  krajów. Ponadto nic więcej się nie stało. Żadnego przełomu w stosunkach USA z Rosją nie będzie. One są nadal napięte i nie widać, żeby cokolwiek się zmieniło. Potwierdzeniem tego jest wypowiedź Bena Rhodesa, jednego z doradców prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, który oświadczył, że nie jest planowane spotkanie obu prezydentów podczas nadchodzącego spotkania liderów państw należących do G20, które odbędzie się 15-16 listopada w Australii.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Na Wschodzie z nadzieją                       

Przełom natomiast nastąpił w relacjach chińsko-japońskich, ale dotyczył on jedynie faktu spotkania przywódców obu państw. Pomimo faktu, że zarówno chiński prezydent Xi Jinping, jak i japoński premier Abe rządzą już ca. 2 lata, do tego czasu nie spotkali się. Japoński premier do tej pory uważany był w Pekinie za persona non grata i Chińczycy w ten sposób starali się ukarać Abe za jego, zdaniem Pekinu, antychińską politykę. Prezydent Xi, podobnie jak Obama z Putinem, początkowo unikał kontaktu wzrokowego z Abe, ale na takim szczycie nie da się do końca gospodarzowi ignorować gościa. Obaj politycy spotkali się w słynnej Hali Ludowej jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii otwarcia szczytu. Nawet uścisnęli sobie dłoń,  ale ich miny podczas prezentacji do wspólnego zdjęcia mówiły wiele, kwaśny uśmiech Xi i patrzenie w podłogę. Abe wyglądał na bardziej zrelaksowanego, ale on też nie patrzył na partnera. Oba kraje są w ostrym propagandowo konflikcie o wyspy Senkaku (chińska nazwa Dioayu), które rząd japoński na wszelki wypadek odkupił od prywatnych właścicieli. Przynależność państwowa tych wysp ma raczej bardziej znaczenie prestiżowe niż realne, mimo że, jak się sądzi, w ich pobliżu, pod dnem morskim, znajdują się złoża gazu i ropy naftowej. Konflikt o te wyspy doprowadził oba kraje do ostrej wymiany zdań, łącznie z deklaracją Abe, że Japonia użyje siły zbrojnej w obronie tych wysp. Ponadto sama postać japońskiego premiera drażni Chińczyków. Shinzō Abe jest nie tylko synem byłego ministra spraw zagranicznych, ale też po matce wnukiem premiera Nobosuke Kishiego, który w czasie wojny był ministrem japońskiego rządu, a wiec w oczach Chińczyków zbrodniarzem wojennym. Dodatkowo Shinzō Abe w jednym z wywiadów powiedział, że choć jest synem Shintarō Abe, to geny odziedziczył po Nobosuke Kishim. Tego rodzaju deklaracja została jak najgorzej oceniona w Pekinie.

Nie będzie żadnego przełomu zarówno w sprawach wysp ani też w kwestii japońskiej polityki historycznej, która chyba jeszcze bardziej drażni Chińczyków niż problem wysp. Abe nic w tym względzie nie zadeklarował. Abe uzyskał to, co chciał, czyli spotkanie, o które zabiegał bez uwzględnienia żądań Chińczyków w postaci deklaracji o nieodwiedzaniu świątyni Yasukuni, która dla Chińczyków jest symbolem japońskiego militaryzmu. Jednak spotkanie nie było bezowocne. Obie strony uzgodniły, że zostanie założona gorąca linia telefoniczna pomiędzy Pekinem a Tokio, na wzór takiej jaką założono pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą po kryzysie kubańskim, w celu możliwości uniknięcia nagłego, dramatycznego wzrostu napięcia pomiędzy oboma azjatyckimi gigantami.

Wydaje się też, że oba kraje, po okresie wzajemnych oskarżeń uświadomiły sobie, że taka polityka ma wielce negatywne skutki dla wzajemnej wymiany gospodarczej. Japońskie inwestycje w Chinach spadły o połowę. Spadły również chińskie inwestycje w Japonii, mimo że Pekin inwestuje coraz więcej w świecie. To daje pewną nadzieje, że  oba kraje może nie tyle zrewidują swoje Stanowska względem siebie, ale będą się zachowywały bardziej pragmatycznie a mniej emocjonalnie.

Nowy wymiar partnerstwa                       

Obecny szczyt będący jednocześnie uroczystością 25-lecia istnienia APEC odbywał się pod hasłem „Kształtowanie przyszłości poprzez współpracę Azji i Pacyfiku”. To hasło mówi tylko połowę prawdy, ponieważ główne mocarstwa tego regionu owszem współpracują, ale też ostro konkurują, szczególnie najwięksi z największych czyli Chiny i USA. Historycy, którzy będą po latach opisywali historię rywalizacji obu tych mocarstw w XXI w., być może uznają, że szczyt w Pekinie w 2014 r. był początkiem nowego etapu, który zapewne będzie trwał przez kilkanaście następny lat. Ten etap to zmiana statusu Chiny w relacjach z USA, który można na nazwać etapem osiągnięcia równowagi. Od 2014 r. rozpoczął się okres, w którym Chiny z pozycji junior partnera zaczynają przechodzić na pozycję równorzędnego partnera. Symbolicznym znakiem tego procesu może być ogłoszenie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozy, że jeszcze w tym roku Chiny wyprzedzą USA i stanową się największą gospodarką świata według obliczeń z uwzględnieniem ważonego parytetu siły nabywczej.  To jest zapewne jeden z powodów, dla którego prezydent Xi wyjątkowo pewnie czuł się na tym szczycie, otwierając go niczym cesarz, mając podczas tej ceremonii obu prezydentów: Putina i Obamy po swoich stronach. Ten ostatni przyjechał do Pekinu dość poobijany politycznie po niedawnej porażce demokratów w wyborach w USA.

Wydaje się, że obecnie Chińczycy porzucili doktrynę Deng Xiaopinga o działaniu w cieniu i przystąpili do zmasowanego kontrataku przeciwko amerykańskiej geostrategii. Zagrali Amerykanom na nosie, rozpoczynając im pod bokiem budowę kanału w Nikaragui, który odbierze prymat przewozom przez Kanał Panamski. Teraz uderzyli bezpośrednio w najbardziej ambitny amerykański projekt, czyli w Partnerstwo Transpacyficzne. Pekin zaproponował konkurencyjny projekt – FTAAP, czyli Wolną Strefę Handlu Azji i Pacyfiku – który jest odpowiedzią na amerykańską próbę gospodarczego przesunięcia Pekinu do kąta. Tworzą też nową inwestycję logistyczną. To Fundusz Inwestycyjny Jedwabnego Szlaku, który ma być bezpieczniejszą drogą dla eksportu i importu chińskiego niż łatwa do zablokowania cieśnina Malakka czy Kanał Sueski. Ponadto podpisały nowe porozumienie na dostawę gazu z Zachodniej Syberii. Dodatkowo Pekin ogłosił powstanie nowego banku i podobno uzyskał na to zgodę 20 państw azjatyckich. Ten nowy bank: Azjatycki Infrastrukturalny Bank Inwestycyjny ma być kolejną chińską inicjatywą przełamania finansowej dominacji MFW i BŚ uważanych przez Pekin za ekspozyturę Zachodu. Pekin już wcześniej w ramach BRICS doprowadził do utworzenia w Szanghaju Banku Rozwoju. Nic dziwnego, że Amerykanie zareagowali negatywnie, uznając powstanie tego nowego azjatyckiego banku za inicjatywę zupełnie zbędną i przekonali swoich sojuszników: Japonię, Koreę i Australię do porzucenia tej idei. Niemniej cała reszta państw poparła ten projekt. Warto spojrzeć na listę sojuszników Pekinu w tej sprawie. Indie, Singapur, Wietnam, Filipiny, Mongolia, Bangladesz, Brunei, Kambodża, Kazachstan, Kuwejt, Laos, Malezja, Myanmar, Nepal, Oman, Pakistan, Katar, Sri Lanka, Tajlandia i Uzbekistan. Wśród nich nie brakuje krajów uważanych za sojuszników USA. To jest pewien znak czasu.

Wydaje się, że w Waszyngtonie coraz bardziej rozumieją ta zmianę sytuacji. W Pekinie, pozycja prezydenta USA była słaba jak nigdy. Po prostu Chiny mają pieniądze, a USA długi.

Osobnym tematem, który zapewnie ucieszył ekologów na całym świecie, była deklaracja obu prezydentów, że USA i Chiny, krótko mówiąc dwaj najwięksi truciciele naszej planety, włączą się do walki z zanieczyszczeniem i będą ograniczać emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Warto jednak zauważyć, że jednocześnie podano, że przez najbliższą dekadę, a może do 2030 r. Chiny nadal będą zwiększały swoją emisję i dopiero po tym roku nastąpi przełom, czyli ograniczenie tej emisji

Szczyt w Pekinie to ostateczne pożegnanie się z Chinami, jakie znaliśmy. Powstają nowe Chiny, państwo które już niemal jednoznacznie mówi: jesteśmy supermocarstwem i mamy prawo tworzyć politykę światową tak samo jak USA.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Pekińskie znaki czasu Reviewed by on 11 stycznia 2015 .

Współpraca gospodarcza krajów Azji Wschodniej zazwyczaj się kojarzyła z organizacją ASEAN, która tak naprawdę obejmuje tylko kraje Azji Południowo-Wschodniej, a więc nie należą do niej najważniejsze gospodarczo kraje tamtego regionu: Chiny i Japonia. Drugą, znaną organizacją jest Szanghajska Organizacja Współpracy, gdzie prym wiodą Chiny i Rosja, ale ona jest ukierunkowana bardziej na współpracę państw Azji

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź