Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Mongolia – nowe oblicze

Polscy historycy, publicyści i dziennikarze zajmujący się ojczystymi dziejami często wskazują na fatalne położenie geopolityczne Polski. Niektórzy z nich nawet uznają je za najgorsze na świecie. Na świecie jest jednak kraj, który bezsprzecznie ma gorszą od nas sytuację. To Mongolia, granicząca z Chinami i z Rosją i z nikim więcej.

Mongolia nie miała w naszym kraju dobrej prasy. Zazwyczaj naszym rodakom kojarzy się ze średniowiecznym najazdem i nieszczęsną bitwą pod Legnicą i późniejszymi najazdami Tatarów, którzy zresztą niewiele mieli wspólnego z oryginalnymi Mongołami.

Dodatkowo w innej dziedzinie nauki, w medycynie, funkcjonowało pejoratywne określenie zwane mongolizmem, którym angielski lekarz John Down nazwał wrodzone wady skutkujące pewną niepełnosprawnością intelektualną i poznawczą. Zresztą na wniosek delegata Mongolii Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) dokładnie pół wieku usunęła ze swojego oficjalnego słownictwa.

W minionej epoce Mongolia należała do sowieckiego bloku, ale tam była traktowana w najlepszym przypadku jako ubogi krewny, a jej długoletni przywódca Cedenbał, którego nazwisko kojarzono w Polsce z mało pochlebnym określeniem, był uważany za wschodniego ograniczonego satrapę rządzącego w potocznym mniemaniu narodem pasterzy.

Te wszystkie szablony i wyobrażenia nie mają nic wspólnego z obecną Mongolią, krajem którego rozwój może wielu zaskoczyć.

Geopolityczne warianty Mongolii

Położona tylko pomiędzy państwami, z których jedno ma najliczniejszą populację, a drugie największe terytorium w świecie, Mongolia ma nad sobą permanentnie miecz Damoklesa. Sama Mongolia ma co prawda obszar liczący 1,5 mln km2, czyli jest 5 razy większa niż Polska, ale posiada zaledwie 3 mln ludności. Dziś większość Mongołów, niemal dwa razy więcej, mieszka w Chinach, szczególnie w prowincji Mongolia Wewnętrzna. Sama nazwa mówi wiele. To nazewnictwo wyraża chiński punkt widzenia, czyli patrząc od strony Chin. Mongolia Wewnętrzna jest terenem położonym pomiędzy etnicznymi Chinami a Mongolią Zewnętrzną, czyli obecnym niepodległym państwem – Republiką Mongolii. Z mongolskiego punktu widzenia wygląda to tak jakby ktoś tereny przedwojennej Polski na wschód od Bugu nazwał Polską Wewnętrzną a tereny na zachód od tej rzeki Polską Zewnętrzną. Już ta nomenklatura wiele mówi o relacji pomiędzy oboma państwami. Dla Chińczyków Mongolia Zewnętrzna to kresy imperium, które utracili, dla Mongołów to rdzeń ich państwa. Z kolei Mongolia Wewnętrzna to dla Chińczyków ich prowincja o statusie autonomicznego regionu, a dla Mongołów to część ich kraju, który utracili.

Mongołowie, którzy przez kilka ostatnich wieków należeli do chińskiego cesarstwa, odzyskali niepodległość w 1911 r. podczas rewolucji Xinhai, kiedy w Chinach obalono cesarstwo. Dekadę później w Mongolii zjawili się bolszewicy. Dla Mongołów wejście Sowietów do ich kraju w latach 20-tych XX w. stanowiło wybawienie przed spodziewaną chińską inwazją, a jednocześnie było największą tragedią w postaci „stepowego stalinizmu”, który w tym państwie miał wymiar apokaliptyczny i ludobójczy w powodu całkowitej eksterminacji miejscowej arystokracji i buddyjskich lamów wraz ze zniszczeniem wszystkich klasztorów w liczbie kilkuset oraz bogatych zbiorów. Kiedy w 1992 r. z Mongolii wycofały się rosyjskie wojska, kraj ten stanął po raz pierwszy przed możliwością prowadzenia własnej polityki zagranicznej, w swoim otoczeniu geopolitycznym, w stosunku do sąsiadów z których jeden dopiero co zakończył swoją kolonialną władzę, a drugi (Chiny) dopiero kilka lat po II wojnie światowej uznał jej niepodległość i zrobił to z wyraźną niechęcią na skutek wyraźnego nacisku Stalina.

Mongołowie w tej sytuacji przyjęli najlepszy chyba wariant z możliwych, to jest trzymanie równego dystansu w stosunku do obu sąsiadów, wychodząc z założenia, że oni obaj także będą dbali o to, żeby żaden z nich nie zdobył przewagi w tym względzie. Z tego powodu konsekwentnie odrzucali wszelkie amerykańskie propozycje zawarcia układu politycznego w zamian za gospodarczą pomoc. Zdawali sobie sprawę, że militarna obecność Amerykanów na ich terytorium to wyzwanie rzucone Chińczykom, którzy w żaden sposób nie tolerowaliby takiego zagrożenia w postaci wzięcia Pekinu w dwa ognie. Mongolia po prostu instalując u siebie amerykańskie bazy, narażałaby się na ciężkie uderzenie, na które nie miałaby żadnej odpowiedzi.

Źródło: flickr.com, Paulo Fassina

Źródło: flickr.com, Paulo Fassina

Polityczny krajobraz

Mongołowie uporali się z dziedzictwem komunizmu zupełnie w inaczej niż w Europie Wschodniej, ale na swój sposób dość sprawnie. Przede wszystkim zupełnie inna była sytuacja komunizmu w Mongolii i w Polsce. Po pierwsze, o ile u nas ten system był uznawany za zupełnie obcy, narzucony z zewnątrz krajowi mającemu w swojej historii kilkuwiekową tradycję niepodległego i demokratycznego państwa, to w Mongolii był o on bliższy panującemu wówczas społecznemu modelowi pół-niewolniczej teokracji. Po drugie, eksterminacja wyższych warstw społecznych oraz tradycyjnej buddyjskiej kultury Mongołów z jednej strony spowodowała otwarcie możliwości awansu dla całych rzesz ubogich aratów (pasterzy), stanowiących wtedy większość mongolskiego społeczeństwa, a z drugiej strony nastąpiło „wymazanie” pamięci historycznej umożliwiającej w znacznym stopniu budowanie nowego społeczeństwa od zera.

W Polsce okres komunizmu uważany jest za cywilizacyjny regres naszego państwa, natomiast w Mongolii odwrotnie. Mongołowie startując praktycznie od zera, czyli od pastewnej gospodarki bez miast i przemysłu, przy pomocy Sowietów zbudowali państwo dość zmodernizowane, z upowszechnieniem dostępu do edukacji, z podstawową opieką medyczną, częściowo zurbanizowane i z całym bagażem socjalu, nieznanym zupełnie poprzednio w tym kraju. Skalą tego postępu jest likwidacja analfabetyzmu, w kraju w którym poza eksterminowanymi mnichami buddyjskimi i częściowo stepowymi arystokratami nikt nie umiał pisać. Przykładową różnicą pomiędzy Polską a Mongolią może być stosunek do języka rosyjskiego. W Polsce jego szkolny obowiązek nauczania był traktowany w ówczesnych pokoleniach z niechęcią, natomiast w Mongolii stanowił drogę do poznania świata. Dlatego też w Mongolii okres komunizmu uważa się za okres cywilizacyjnego postępu. W związku z czym rozliczenie z komunizmem miało w zasadzie dość łagodny charakter, zwłaszcza, że początkowe reformy przeprowadzili sami mongolscy komuniści, którzy bezkonfliktowo zdecydowali się oddać władzę i przyjąć model liberalnej demokracji z zachodnimi standardami sprawowania władzy.

W zachodnich opracowaniach Mongolia niekiedy jest porównywalna z Polską. Uważa się, że oba kraje uniknęły pułapki absolutyzmu władzy wykonawczej prezydenta, wyposażając go pewne prerogatywy, które są na tyle ograniczone, że system polityczny pozostaje demokracją parlamentarną, a pozycja głowy państwa jest nieznacznie większa od tytularnej. Sami Mongołowie na początku 90-tych lat XX opracowali właśnie taką konstytucję przy pomocy zagranicznych konstytucjonalistów, w tym także z Polski. Największym sukcesem Mongolii jest fakt, że nie dopuszczono tutaj do żadnej władzy autorytarnej czy dyktatorskiej, jak to się stało w azjatyckich państwach postkomunistycznych. Sprzyjał temu brak konfliktów etnicznych czy religijnych, a także brak politycznej pokusy ze strony postkomunistów czy rewanżu ze strony ich oponentów. Mongolia jest też podobna do Polski z innego względu. W obu krajach władzę po przełomie politycznym sprawowały na zmianę partie opozycyjne i postkomunistyczne. Ci ostatni w Mongolii, na co należy zwrócić szczególną uwagę, w odróżnieniu od Polski, gdzie funkcjonowała alternatywna, opozycyjna elita, mieli nie tylko zupełny monopol na władzę, ale też zupełny monopol intelektualny. Nikt w Mongolii, kto chciał zrobić jakiś krok, wychodząc poza sprawy prywatne, nie mógł tego uczynić bez przynależności do rządzącej Mongolskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej (MPLR). Toteż fenomen obecnej mongolskiej demokracji, zbudowanej od zera bez żadnych wcześniejszych podstaw, jest nazywany na Zachodzie „azjatycką anomalią”. Miarą mongolskiej demokracji jest fakt, że poprzedni prezydent Nambaryn Enkhbajar został skazany na dwa i pół roku więzienia za nadużycie władzy. Sukces mongolskiej demokracji i implementacji zachodniego systemu politycznego, zresztą zmieszanych z mongolską tradycją, ze swoistą „demokracją stepową”, mógł się dokonać ze względu na specyficzne cechy mongolskiego społeczeństwa. Mongołowie tak jak inni wschodni Azjaci preferują słynne wartości azjatyckie, ale od innych mieszkańców tego kontynentu różnią się dość dużą elastycznością w dostosowywaniu się do zmieniających się warunków życia. Niewątpliwie jest to związane z ich pasterską tradycją poruszania się w różnych środowiskach, do których zmuszeni byli adaptować się przez wieki.

Współczesna Mongolia, aktualnie rządzona przez liberalną Partię Demokratyczną, mająca także wywodzącego się z tej partii prezydenta Cachiagijna Elbegdordża, którego zresztą wpływy są coraz większe, co też jest pewną analogią z Polską, ma nadal bardzo silną opozycję, ciągle pozytywnie odbieraną ze względu na wspomniany wcześniej sukces cywilizacyjny i wizerunek doświadczonych administratorów. Ich pozycję ostatnio osłabił fakt podziału na dwie partię. Trzon postkomunistów pozostał w MPLR, która w 2010 r. pozbyła się przymiotnika „rewolucyjna”, stając się MPL (Mongolska Partia Ludowa). Natomiast rozłamowcy pod wodzą byłego prezydenta Enkhbajara utworzyli nową partię pod starą nazwą MPLR. W efekcie tej politycznej karuzeli zdezorientowali lewicowy elektorat i obie partie postkomunistyczne przegrały wszystkie ostanie wybory: prezydenckie, parlamentarne i samorządowe.

Mongolska tablica Mendelejewa                       

Mongolia, kraj przez wielki kojarzony ze stepem i pasterstwem, kraj niezliczonych stad zwierząt ocenianych na 45 mln sztuk bydła, jest niezmiernie obficie wyposażony w bogactwa naturalne. Prawdziwa tablica Mendelejewa. Łatwiej można powiedzieć, czego tam nie ma, niż co jest. Zasoby węgla są szacowane na 150 mld ton, czyli trzy razy więcej niż szacuje się dla Polski. Pokłady złota, srebra i miedzi maja wartość ocenianą na 350 mld USD, a ogólna wartość wszystkich surowców znajdujących się w mongolskiej ziemi jest szacowana na 1 bln USD. Nic dziwnego, że to bogactwo, plus dobra opinia o standardach politycznych kraju, przyciągnęło wiele zagranicznych firm, których liczba jest oceniana na 1,5 tysiąca. Jednakże ta dobra opinia jest przesadzona. Mimo wszystkich plusów kraj jest skorumpowany. Na liście Transparency International znajduje się daleko za Ukrainą, uważaną za najbardziej skorumpowany kraj Europy. Przykładem braku stabilizacji w traktowaniu zagranicznych inwestorów jest sprawa największej inwestycji w historii Mongolii, czyli budowy kopalni złota i miedzi Oyu Tolgoi przez australijsko-brytyjski koncern Rio Tinto i mongolski rząd. Mongołowie zakwestionowali tę inwestycję, kiedy uznali, że źle ją wynegocjowali. Nie odstrasza to jednak innych inwestorów w tym kraju.

Geogospodarka

Mongolii udało się zachować pewną proporcję w dywersyfikacji swojego importu. Głównym dostawcą towarów są Chiny, z udziałem ok. 40%, następnie Rosja z 25% oraz USA z 10%.

Natomiast w eksporcie głównym i bezwzględnie dominującym rynkiem zbytu są Chiny, gdzie jest lokowane 90% sprzedaży i Chiny pilnują tej swojej wyjątkowej pozycji bardzo uważnie. W ubiegłym roku Mongolię odwiedził sam prezydent Chin Xi Jinping. Z tej okazji podpisano  umowę od podniesieniu stosunków pomiędzy oboma państwami z poziomu strategicznego partnerstwa na całościowe strategiczne partnerstwo, przy okazji podpisując 26 nowych umów gospodarczych. Dla zrównoważenia tych wpływów Mongołowie szukają oparcia w Rosji. Dwa tygodnie później do Ułan Bator przybył Władimir Putin, którego gospodarze bardzo namawiali, żeby zniósł zakaz eksportu mongolskich produktów mięsnych do tego kraju i poważnie potraktował sprawę wzrostu wzajemnych relacji gospodarczych. Dla Mongołów patrzących daleko w przyszłość bardzo ważne jest utrzymanie polityki „trzeciego sąsiada”, czyli intensywnego rozwijania stosunków krajami innymi niż Chiny i Rosja. Dowodem na to jest ubiegłoroczna wizyta niemieckiego ministra spraw zagranicznych Steinmeiera czy podpisana właśnie umowa z Japonią.

Mongolia, kraj mający roczny wzrost PKB w wysokości kilkunastu procent z perspektywą osiągnięcia 20%, przyciąga inwestorów z całego świata. To kraj o wielkich perspektywach i z przyszłością. Czas zmienić wyobrażenie o Mongolii.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Mongolia – nowe oblicze Reviewed by on 3 kwietnia 2015 .

Polscy historycy, publicyści i dziennikarze zajmujący się ojczystymi dziejami często wskazują na fatalne położenie geopolityczne Polski. Niektórzy z nich nawet uznają je za najgorsze na świecie. Na świecie jest jednak kraj, który bezsprzecznie ma gorszą od nas sytuację. To Mongolia, granicząca z Chinami i z Rosją i z nikim więcej. Mongolia nie miała w naszym

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź