Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Modi w Chinach czy na wschodzie bez zmian

Nie ma w stosunkach wewnątrzazjatyckich ważniejszego spotkania niż mityng politycznych liderów Chin i Indii. Nie zmienia tego nawet pozycja Japonii, kraju o wiele bogatszego i mającego wyższy PKB niż Indie, mimo że posiada dziesięciokrotnie mniej ludności niż kraj nad Gangesem. Nie zmienia tego również pewien dramatyzm stosunków chińsko-japońskich. Indie, które mają 1,250 miliarda ludności i zapewne za dekadę przegonią wielkością populacji Chiny, dotychczasowego światowego lidera w tym względzie, nie mają zamiaru zwalniać tempa przyrostu naturalnego i w drugiej połowie XXI w. zapewne osiągną  niewyobrażalną liczbę ludności na poziomie 1,750 miliarda ludzi. Przyrost ludności w ciągu kilku dekad o 500 mln czyli o tyle o ile, mniej więcej liczy cała unijna Europa, stworzy takie problemy, które w tej chwili nie tylko nawet trudno sobie wyobrazić ale będą to problemy, które w swoich skutkach daleko przekroczą granicę Indii. Z drugiej strony Chiny będą w tym czasie prawdopodobnie największą gospodarką świata i choćby tylko z tych dwóch powodów stosunki między tymi dwoma azjatyckimi gigantami są najważniejsze już w tej chwili. Można nawet pokusić się o postawienie tezy, że jeśli rozwój Indii będzie tak szybki jak jest obecnie, a już w tej chwili jest on szybszy niż ten imponujący przyrost naturalny, to za pół wieku, choć jest to obecnie trudne do wyobrażenia, nie stosunki chińsko-amerykańskie, a stosunki chińsko-indyjskie będą najważniejsze w świecie.

Dlaczego Chiny i Indie nie tworzą jednego bloku                                                                        

Trudno to zrozumieć, ale oba kraje nie darzą się sympatią i relacje pomiędzy nimi może nie są wrogie ale z pewnością są nieprzyjazne i ten stan trwa latami. To jest o tyle dziwne, ponieważ zarówno Chiny jak i Indie były ofiarami europejskich imperializmów, miały wspólny los i nie miały większych historycznych zadrażnień we wzajemnych relacjach. Przeciwnie, zaraz po zakończeniu wojny domowej w Chinach, rząd niepodległych od niedawna Indii uznał Chińską Republikę Ludową. Niestety, dobre relacje od razu pogorszyły się, kiedy Chińczycy zajęli Tybet, a stały się złe 1962 r. kiedy chińskie wojska niespodziewanie zaatakowały armię Indii na granicy, w rejonie Kaszmiru i we wschodniej części Himalajów, zdobywając i wcielając niektóre pograniczne terytoria do Chin. Ten krok zgodny z mentalnością komunistów preferujących rozstrzyganie spornych problemów metodą siłową, zakończył się wymiernym sukcesem w postaci trwałego przyłączenia sporych terenów, ale kompletnie skłócił przyszłe mocarstwa. Z punktu widzenia dalekowzrocznych interesów, ta gra nie była warta świeczki. Chiny i Indie dzieli praktycznie nieprzekraczalna bariera Himalajów, oddzielająca Azję Wschodnią od Południowej. Indie nie miały żadnych interesów w Azji Wschodniej i nie stanowiły tam żadnego zagrożenia dla interesów Chin. Można sobie było przewidzieć sytuację zgodnej współpracy obu państw i dziś mielibyśmy blok chińsko-indyjski, nie do ruszenia w Azji. Nie trudno sobie wyobrazić, że w takiej sytuacji wszelkie próby montowania przez USA koalicji w Azji, przeciw tym gigantom, skończyłyby się niepowodzeniem. Nikt nie chciałby na serio wstąpić w szranki przeciwko tym dwom państwom, mających prawdopodobnie jeszcze co najmniej życzliwość Rosji. W tej sytuacji nawet Japonia próbowałaby dogadać się z Chinami niż zadeklarować się po stronie USA. Wydarzenia z 1962 r. pokazują, że coś co mogło się wydawać wielki sukcesem, jakim ze  strony Chin było rozstrzygnięcie terytorialnego sporu stworzonego przez brytyjskich kolonizatorów i ciągnącego się od połowy XIX w. tak naprawdę jest wielką strategiczną klęską. Dziś Indie dryfują w kierunku USA.

Źródło: flickr.com

Źródło: flickr.com

Powody wizyty premiera Modiego  

Kiedy w zeszłym roku wybory parlamentarne zostały wygrane w imponujący sposób przez nacjonalistyczną partię Janata i premierem został Narendra Modi, w Chinach powitano ten wyborczy werdykt z zadowoleniem, mniej więcej z takim samym jak prezydent Putin zwycięstwo Andrzeja Dudy. Mimo, że pokonany Indyjski Kongres Narodowy zarządzany latami przez dynastię Nehru-Gandhi, jako partia centro-lewicowa powinien być ideologicznie bliższy rządzącym Chinami komunistycznym reformatorom, to długoletnie rządy obu tych formacji, odpowiednio w swoich krajach, doprowadziły do stagnacji i napięć we wzajemnych stosunkach oraz głębokiej nieufności pełnej wzajemnych niedopowiedzeń i oskarżeń o złą wolę. Pekin liczył, że z nowym premierem uda się załatwić przynajmniej część problemów. Stało się inaczej. Modi jako indyjski nacjonalista nie miał zamiaru z niczego ustępować. Wizyty chińskich notabli w Delhi też do niczego doprowadziły, natomiast. Modi jadąc do Chin miał następujące cele:

Po pierwsze – zakończyć stagnacyjną nieprzyjaźń pomiędzy oboma krajami. Już będąc w Chinach zaapelował do gospodarzy, żeby ponownie przemyśleli i rozważyli swoją politykę w sprawach, które mają negatywny wpływ na stosunki pomiędzy oboma krajami.

Po drugie – ostatecznie uregulować granicę pomiędzy oboma krajami, czyli tam gdzie toczyła się wspomniana wojna t.j. na zachodzie w pobliżu Kaszmiru, na terenie zwanym Aksai Chin i na odcinku wschodniej części Himalajów, zwanym z angielskiego NEFA (North–Eastern Frontier Area) czyli Północno-Wschodnim Obszarze Granicznym uważanym przez Hindusów za część ich stanu Arunachal Pradesh. W latach 90-tych XX w. podpisano traktat pokojowy na zasadzie stanu posiadania, ale mieszana komisja, która miała za zadanie dokładne wytyczenie linii granicy, nie doprowadziła swojej pracy do końca.

Po trzecie – zakończenie incydentów granicznych. Ilość ich niestety wzrasta i Modi traktuje tą sprawę jako świadome wywieranie nacisku przez Chiny na Indie.

Po czwarte – zdecydowane poprawienie bilansu handlowego, który jest wielce niekorzystny dla Indii poprzez większe otwarcie chińskiego rynku dla produktów i usług indyjskiej gospodarki.

Po piąte – zachęcenie chińskiego biznesu do inwestowania w Indiach

Strategia Modiego

Premier Modi chciałby szczerze zakończyć stan nieprzyjaźni i napięć pomiędzy oboma krajami. Dla Indii nie jest on dobry. Indie z jednej strony się rozwijają ale z drugiej strony czują się zagrożone przez Chiny, które oprócz omówionych problemów, prowadzą w miarę skuteczną geopolityczną politykę okrążania Indii poprzez różne działania. Bardzo popierają najbardziej zaciętego wroga Delhi czyli Pakistan, bardzo są aktywne na terenie akwenu Oceanu Indyjskiego budując lub starają się budować krąg baz otaczających Indie od południa a na północy starają się przeciągnąć na własną stronę himalajskie państwa: Nepal i Bhutan. Czując się zagrożonym okrążeniem, Indie próbują dogadać z Chinami. Wydaje się, że to jest słuszna taktyka, ponieważ Indie potrzebują o wiele więcej czasu i spokoju niż Chiny, żeby stać się supermocarstwem. Zapewne staną się nim w drugiej połowie XXI w., podczas gdy Chiny ten status osiągną najprawdopodobniej za kilkanaście lat.

Modi w Chinach

Przed wyjazdem do Chin, Modi odniósł spektakularny sukces bardzo nagłośniony przez sprzyjające mu media. Udało się ostatecznie zakończyć spór z Bangladeszem o granicę. Dokonano ratyfikacji wymiany kilkudziesięciu enklaw po obu stronach granicy. W ten sposób indyjski premier zamknął jeden front i miał prawo być zadowolonym jadąc do Chin.

Sama wizyta w Chinach trwała 3 dni (14-16 maja) i od strony formalnej na pewno była sukcesem, była dość ciepła i wręcz serdeczna. W Pekinie Modi, fan internetu, facebooka i twittera zaskoczył premiera Chin propozycją zrobienia selfie. Li Keqiang się zgodził. Następnie Modi zamieścił to zdjęcie na chińskim portalu Weibo, gdzie przed wizytą założył swoje konto oraz umieścił je na swoim twitterze. Również wiele aspektów wykraczających poza oficjalny ceremoniał i agendę miało spotkanie z prezydentem Xi Jinpingiem, które otwierało wizytę Modiego w Chinach. Ono odbyło się w rodzinnym mieście prezydenta, w Xianie, stolicy prowincji Shaanxi. Xian (poprzednia nazwa Changan) to kolebka chińskiej cywilizacji, to stolica największych chińskich dynastii. Xi okazał gościowy wielki szacunek odprowadzając go osobiście po najsłynniejszym zabytku miasta, Wielkiej Pagodzie Dzikiej Gęsi. Potem Modi zwiedził znajdujący się pod Xianem słynne Muzeum Terakotowej Armii. Następnie Xi zaprosił gościa do swojej prywatnej rezydencji znajdującej się w Xianie, co było zrewanżowaniem się za zaproszenie Xi do rezydencji Modiego w jego rodzinnym mieście Ahmadabadzie, podczas wizyty prezydenta Chin w Indiach.

Rozmowy w Xianie miały raczej charakter ogólny. Obaj przywódcy koncentrowali się na sprawach podstawowych. Modi rozwinął wątek przywrócenia, a Xi zadeklarował promowanie bardziej sprawiedliwego ładu międzynarodowego, co należy zrozumieć jako uwagę pod adresem Zachodu. Wspomniał też o możliwości inwestycji w kolej i parki przemysłowe w Indiach.

Bardziej konkretne były rozmowy obu premierów w Pekinie. Obaj zgodzili się poprawić wzajemną komunikację, szczególnie w kwestiach militarnych, poprzez utworzenie łącz telefonicznych pomiędzy sztabami obydwu armii oraz pomiędzy dowódcami oddziałów granicznych. Warto przypomnieć, że mimo uzgodnień odnośnie granicy, obie strony nie są w pełni z tego zadowolone  i Chiny nadal kwestionują tereny należące do Indii we wschodniej części Himalajów o powierzchni aż 90 tys. km2 czyli odpowiednik prawie 1/3 Polski, a z kolei Indie uważają, ze Chiny okupują ich terytoria o powierzchni 38 tys. km2 w zachodniej części Himalajów. Obaj premierzy dyskutowali też o nierównowadze we wzajemnych obrotach handlowych, które wynoszą 48 mld usd na niekorzyść Indii, przy ogólnej wartości w wynoszącej w sumie 70 mld usd. Oznacza to że chiński eksport do Indii kształtuje się na poziomie 69 mld usd a indyjski do Chin wynosi zaledwie 11 mld usd. W tej sprawie Modi bardzo mocna akcentował potrzebę ułatwienia dostępu do chińskiego rynku szczególnie w branży IT i farmaceutycznej. Zdecydowano się otworzyć konsulaty: indyjski  w Chengdu i chiński Chennai. Li Keqiang obiecano także poparcie dla wstąpienia Indii do Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Podpisano umowy o zwiększeniu lokalnej współpracy pomiędzy chińskim prowincjami i indyjskimi stanami oraz miastami. Ten ostatni punkt jest jednym  z celów polityki Modiego, bardzo podkreślany i promowany przez niego kampanii wyborczej. W ostatnim dniu wizyty premier Modi odwiedził Szanghaj gdzie wziął udział w forum biznesowym  wraz 200 przedstawicielami firm z obu krajów, których (chińskich) zachęcał do inwestowania w Indiach wskazując na poprawę warunków dla inwestorów Spotkało to się z pozytywnych odzewem, ponieważ Chińczycy szukają nowych miejsc do inwestycji stopniowo przenosząc biznes z własnego kraju powodu rosnących kosztów siły roboczej.            W ciągu wizyty premiera Indii w Chinach podpisano ponad dwadzieścia porozumień  dotyczącą współpracy i kontraktów handlowych  m.in. w dziedzinie kolei, górnictwa, edukacji, turystyki ..itd., łącznie na sumę ca. 22 mld usd.

Ocena wizyty

Pomimo wielu pozytywnych dokonań, opisanych powyżej, wizytę nie można uznać za udaną, niezależnie od dobrej woli Modiego i jego wysiłku w tym względzie, który np. jednostronnie , może nawet spontanicznie, ogłosił wprowadzenie elektronicznych wiz dla Chińczyków.  Pragmatyczne zachowanie Modiego nie spotkało się z odzewem. Przywódcy Chin nie wykazali gotowości do ustąpienia w żadnej zasadniczej sprawie. Nadal odmawiają wymiany map granicznych dotyczących spornych terenów, nadal nie chcą np. zawrzeć umowy dotyczącej danych hydrologicznych rzek transgranicznych przez cały rok. Nadal nie zmieniły swojego negatywnego stanowiska odnośnie wniosku Indii o stałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa. Odnośnie gospodarki warto zaznaczyć, że część ekonomicznych porozumień, dotyczy finansowania importu towarów  z Chin, co tylko zwiększy deficyt we wzajemnych obrotach.  W sumie, na wschodzie bez zmian.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Modi w Chinach czy na wschodzie bez zmian Reviewed by on 10 października 2015 .

Nie ma w stosunkach wewnątrzazjatyckich ważniejszego spotkania niż mityng politycznych liderów Chin i Indii. Nie zmienia tego nawet pozycja Japonii, kraju o wiele bogatszego i mającego wyższy PKB niż Indie, mimo że posiada dziesięciokrotnie mniej ludności niż kraj nad Gangesem. Nie zmienia tego również pewien dramatyzm stosunków chińsko-japońskich. Indie, które mają 1,250 miliarda ludności i

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź