Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Koreańskie wybory

W komunistycznych partiach najwyższą władzą jest zjazd. On odbywa się zazwyczaj co 3-5 lat. Zjazd formalnie wybiera najwyższe władze. Nie dotyczy to jednak Korei Północnej. Tam od wielu lat nie było żadnego zjazdu. Nic tak nie oddaje prawdziwości twierdzenia, że komunistyczny władca Północnej Korei ma status porównywalny do faraona, jak fakt, iż Kim Dzong Un zwołał zjazd swojej partii po 36 latach od ostatniego.

Po co ten zjazd?

Jeśli zwołuje się po 36 latach zjazd partii, to należy zadać pytanie, po co w ogóle jest ten zjazd. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy przedtem zadać inne: kto rządzi Północną Koreą?

Od kilkudziesięciu lat rządzi tam dynastia Kimów. Jej założycielem był sowiecki agent Kim Ir Sen przywieziony do Korei dosłownie w taborach sowieckiej armii. Kim po wieloletnich walkach frakcyjnych walk w partii uzyskał status jedynowładcy a wkrótce niemal boski. W 1972 r. został prezydentem i sekretarze generalnym partii. Od tego czasu jego Północna Korea stała się państwem typu orwellowskiego. 8 lat później zwołał ostatni zjazd partii po to, żeby ogłosić swojego syna Kim Dzong Ila, swoim następcą. W ten sposób Północna Korea stała się komunistyczną monarchią. Po śmierci tego ostatniego władzę przejął z kolei jego syn Kim Dzong Un. Okres władzy dynastii Kimów trwa już kilkadziesiąt lat i przez ten czas ten klan opanował całe państwo. Nicolas Levi i Edgar Czop w książce pt. „Kim jest Kim Dzong Un „ twierdzą, że Północną Koreą rządzi 2 tysiące ludzi należących do klanu Kimów lub powiązanych z nimi poprzez małżeństwa czy inne ścisłe związki. Jeżeli dzisiaj Kim Dzong Un zwołuje zjazd partii to w celu umocnienia swojej władzy w ramach dynastii.

Czystka we władzach

Kim Dzong Un objął władze w dość młodym wieku, po niespodziewanej śmierci swego ojca. Miał wówczas 27 lat. Jego pozycja nie była bynajmniej jednoznaczna, m.in. dlatego, że miał dwóch starszych braci. Można się domyślać, że jego młody wiek i brak doświadczenia powodował u przedstawicieli najwyższego kręgu władzy chęć zajęcia jego miejsca. Domniemywa się, że jego wuj (mąż jego ciotki) Jang Sung Thaek podjął taką próbę. W dniu 13 grudnia 2013 r. północnokoreańska agencja prasowa KCNA poinformowała o jego śmierci. Mający nieformalnie status drugiej osoby w państwie, Jang został skazany na karę śmierci za zdradę narodu i stracony. Jego sprawę badał specjalny wojskowy trybunał Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego. Mówi się, że podobno nie został rozstrzelany, a rzucony na pożarcie oszalałym z głodu psom. Swoją drogą należy bardzo ostrożnie podchodzić do takich sensacyjnych, mrożących krew w żyłach informacji. Przykładem niech tu będzie informacja o rzekomej śmierci ministra obrony Hyon Yong-Chol przez rozstrzelanie z działek przeciwlotniczych. Jego wina miała podobno polegać na tym, że zasnął na defiladzie podczas przemówienia Kim Dzong Una. Jego przypadek przypomina podobny, opisany przez Sienkiewicza w Quo Vadis, kiedy Nero chciał skazać na śmierć Wespazjana, który też miał nieszczęście usnąć podczas deklamacji cesarskich wierszy. Wespazjana, jak wiadomo, wybronił Petroniusz, wmawiając cesarzowi, że jest równy Orfeuszowi, który swoją grą potrafił usypiać groźne bestie. Północnokoreański generał miał podobne szczęście, stracił stanowisko, ale przeżył. Jak widać zwyczaje na dworze północnokoreańskiego faraona, niczym nie różnią się od zwyczajów panujących na starożytnym dworze. Zjazd nawiązuje do starożytności w innym sensie. Dawniejszym uroczystościom towarzyszyło składanie ofiar. Tak np. w Rzymie zwycięski wódź odbywał triumfalny wjazd, po którym dokonywano egzekucji wodza pokonanego plemienia. Z okazji zjazdu też złożono ofiarę. Przeddzień zjazdu poinformowano, że amerykański obywatel Kim Dong Czul został skazany na 10 lat ciężkich robót za szpiegostwo.

Kim Dzong Un rządzi Koreą Północną już prawie 5 lat. To dość długi okres, żeby zbudować swoją niepodważalną pozycję i dobrać swoją ekipę. Kim Dzong Un czuje się już na tyle mocny, żeby zorganizować zjazd i dyrygować nim zgodnie z własnymi interesami. Zjazd ma tę zaletę, że na nim można za jednym zamachem wyeliminować wszystkim swoich faktycznych, ukrytych, potencjalnych czy domniemanych przeciwników. Jeśli nawet nie wszystkich, to na pewno ogromną ich większość. Jego ojciec, Kim Dzong Il, nie zwołał żadnego zjazdu i przeto musiał przez całe swoje panowanie, a przynajmniej przez pierwszą jego część liczyć się ze starą gwardią swego ojca Kim Ir Sena. Toteż jego władza nie była pewna aż do jego śmierci. Zdarzały się jakieś tajemnicze wybuchy na kolei, po przejeździe jego pociągu, a sama przyczyna jego zejście jest do końca nieznana. Kim Dzong Un, jak się wydaje, nie chce popełnić błędu swojego ojca. On chce wyeliminować niezbyt mu przychylne stare ekipy. Fakt ich istnienia potwierdził w swoim przemówieniu jeszcze w 2012 r. Podczas spotkania z kierowniczymi kadrami KC Partii Pracy Korei, mówiąc o patriotyzmie swego ojca, powiedział: „Jednak, niestety, nasze kierownicze kadry na razie nie posiadają głębokiego zrozumienia patriotyzmu Kim Jong Ila oraz nie umieją prawidłowo, metodycznie i efektywnie poprowadzić pracy mającej na celu wcielenia go w praktyce”. To w ezopowym języku komunistycznych aparatczyków bardzo poważne oskarżenie. W najlepszym wypadku należy je tłumaczyć, jako: nie nadajecie się do sprawowania kierowniczych funkcji, należy was wymienić.

W faktycznej tradycji komunistycznych partii zjazdy nigdy nie wybierają swoich władz. Prawdziwe wybory odbywają się przed zjazdem, kiedy rządzącą partią elita dzieli między sobą stanowiska, a zjazd tylko potwierdza tę decyzję. W partii tak spersonifikowanej, jak Koreańska Partia Pracy, stanowiska przydziela rządzący faraon, czyli Kim Dzong Un. W ten sposób za jednym zamachem prawdopodobnie usunie wszystkich lub prawie wszystkich niewygodnych lub tych, do których nie ma pełnego zaufania.

źródło: wikimedia.commons.org

źródło: wikimedia.commons.org

Co przyniesie zjazd

Mówi się, że Kim Dzong Un zapowie na zjeździe jakieś reformy. Jeśli to zrobi, to one zapewne będą miały charakter bardziej kosmetyczny niż faktyczny. Na razie zadeklarował, że KRLD nie użyje pierwsza broni jądrowej. Północnokoreański system władzy jest tak zbudowany, że wyjęcie jednej cegły z tego muru może grozić zawaleniem. Z drugiej strony olbrzymie koszty zbrojeń i utrzymywanie ogromnej armii, daleko ponad finansowe możliwości państwa w zastraszającym tempie zbliżają ten kraj do sytuacji, kiedy nawet północnokoreańscy niewolnicy przełamią strach. Nawet mysz w probówce ma swoje granice wytrzymałości.

Sam zjazd jest przeprowadzony w orwellowskim stylu. W swojej oprawie przypomina inne totalitarne mityngi. Jak hitlerowskie parteitagi czy zjazdy sowieckiej kompartii. W swojej zewnętrznej formie ma za cel sławienie wodza. Nie podano ile dni będzie trwał. Podczas otwarcia zjazdu, ponad stu zagranicznych dziennikarzy autobusami przewieziono pod gmach budynku, gdzie on się odbywał, a następnie po godzinie oczekiwania, odwieziono ich z powrotem do hoteli. Orwell w praktyce.

Klęska „lodowej księżniczki”

O ile wybory na północy mają obrzędowy charakter i są ceremoniałem ustawicznego potakiwania wyborczym decyzjom władcy, to na południu, czyli w Republice Korei wybory są w pełni demokratyczne. Tam właśnie odbyły się parlamentarne wybory. Zakończyły się ogromną niespodzianką, jaką była porażka rządzących konserwatystów. Zwyciężyli liberałowie, W koreańskim systemie politycznym ważniejsze są wybory prezydenckie, ale ta porażka skomplikuje scenę polityczną. Po raz pierwszy od dłuższego czasu wytworzyła się sytuacja, kiedy prezydent i parlamentarna większość są z dwóch innych politycznych obozów. Zwycięstwo liberałów jest minimalne, otrzymali 123 mandaty, podczas gdy konserwatyści o jeden mniej. Klęska konserwatystów jest tym większa, ponieważ bardzo dobry wyborczy wynik uzyskała Partia Ludowa, stając się wyrazistą trzecią siłą. Najwięksi optymiści wśród konserwatystów liczyli, że uzyskają nawet 2/3 mandatów w 300-osobowym parlamencie, a już na pewno zwykłą większość tj. 151 mandatów. Wyborczy werdykt oznacza polityczny pat dla Republiki Korei. Pani prezydent Park Geun-hye nie będzie mogła przeprowadzić swoich reform, bez zgody parlamentarnej większości (Liberałowie i Partia Ludowa). Im z kolei, nie będzie zależało na sukcesach konserwatystki Park. Z drugiej strony prezydent nie pójdzie na kompromis z opozycją, żeby uwzględniać ich propozycje, bo też nie będzie chciała ją wzmacniać przed prezydenckimi wyborami. Taki scenariusz jest dość prawdopodobny, biorąc pod uwagę charakter pani Park Geun-hye, zwanej „lodową księżniczką”. Ubocznym skutkiem wyborów jest wyeliminowanie szefa konserwatystów Kim Moo-sunga (podał się do dymisji) z przyszłorocznych wyborów prezydenckich. Nie wiadomo też czy w wyborach wystartuje lider zwycięskich liberałów Kim Jong-in, były długoletni konserwatysta. Podczas wyborów będzie miał blisko 80 lat.

W koreańskim prezydenckim systemie władzy odpowiedzialność za stan państwa ponosi prezydent, a nie parlamentarna większość. Dlatego też głównym przegranym jest pani Park. Zarzuca się jej popełnienie błędów taktycznych takich jak: niepotrzebne włączenie się w kampanię wyborczą po stronie swojej partii oraz próby zdominowania list wyborczych przez jej frakcję w partii. To jednak są poboczne przyczyny porażki. Głowna przyczyną jest niepomyślna sytuacja gospodarcza. Dwucyfrowe bezrobocie oraz gospodarcze spowolnienie związane z załamaniem się eksportu do Chin to prawdziwe powody wyborczego wyniku. Park nie zrealizowała swojej obietnicy stworzenia nowego cudu gospodarczego. Dlatego przegrała.

Wybory w Południowej Korei mają uniwersalne przesłanie, bardzo znane, ale jak się okazuje w praktyce niezmiernie rzadko w pełni doceniane przez rządzących. Ruchomy elektorat, czyli ten, który faktycznie decyduje o zwycięstwie danej partii, w ogromnej większości podejmuje swój ostateczny wybór oparciu tylko o przesłanki gospodarcze. On nie jest związany ideową z daną partią i jej stricte polityczna aktywność mniej go interesuje. Ten elektorat podczas wyborów wystawia rachunek rządzącym za ich gospodarcze dokonania i bardzo rzadko się zdarza, żeby sukcesy polityczne zrównoważyły gospodarcze niepowodzenia. Nie inaczej stało się w Południowej Korei. Twarda polityka prezydenta Park wobec awanturnictwa północnego sąsiada przyniosła jej uznanie większości społeczeństwa, ale nie zapobiegła wyborczej klęsce.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Koreańskie wybory Reviewed by on 13 lipca 2016 .

W komunistycznych partiach najwyższą władzą jest zjazd. On odbywa się zazwyczaj co 3-5 lat. Zjazd formalnie wybiera najwyższe władze. Nie dotyczy to jednak Korei Północnej. Tam od wielu lat nie było żadnego zjazdu. Nic tak nie oddaje prawdziwości twierdzenia, że komunistyczny władca Północnej Korei ma status porównywalny do faraona, jak fakt, iż Kim Dzong Un

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź