Artykuły,Publicystyka

Wute w kinie – Jak karze demokracja – recenzja filmu „Proces” z Festiwalu Pięć Smaków

Bardzo młody indyjski reżyser Chaitanya Tamhane nakręcił w tym roku swój pierwszy film fabularny pt. „Proces”, za który otrzymał dwie nagrody na festiwalu w Wenecji: w kategorii Horyzonty i w kategorii Film Jutra. To duże wyróżnienie, ale i całkowicie słuszne.

Film, jak sama nazwa wskazuje, został zaliczony do tzw. filmów sądowych. Jednakże myliłby się ktoś, kto w tym filmie szukałby akcji w stylu zachodnich filmów prawniczych, gdzie perfekcyjnie przygotowane strony (prokurator i adwokat) co chwila punktują się ciętymi jak brzytwa ripostami, a sędzia, wzór prawniczej logiki, co chwila niczym arbiter w ringu mówi na przemian „break”, „boks”, „stop”. Film Tamhane jest zupełnie innym filmem niż tego rodzaju filmy zachodnie. Tak naprawdę nie jest filmem „prawniczym”, „prawnicza” jest tylko jego forma. To jest film społeczno-polityczny o tym, jak demokracja, największa demokracja świata, karze tych, którzy krytykują elitę.

COURT_Pic3_TeZoo_Entertainment.jpg_standa

Treścią filmu jest sprawa 65-letniego artysty ludowego, pieśniarza, który w swoich utworach bezkompromisowo smaga władze. Dla artysty są to bezosobowi „Oni”, którym przypisuje wszelakie grzechy. Film rozpoczyna się jego występem na lokalnej scenie, gdzieś między blokami, w jakiejś dzielnicy Mumbaju (dawny Bombaj). Ze sceny padają słowa o łajdakach, którzy nami rządzą, o łajdakach, którzy żądają hołdów i tym podobne epitety. Wtedy na scenę wkracza policja i zwija artystę. Następnie akcja przenosi się do jakiegoś obskurnego rejonowego sądu, gdzie artyście stawia się zarzut, bynajmniej wcale nie znieważenia władzy, ale nakłaniania do samobójstwa, jakie miał popełnić robotnik pracujący w kanałach po przeczytaniu czy usłyszeniu jego wierszy. Potem sprawa przenosi się do wyższego, o wiele bardziej estetycznie wyglądającego sądu, gdzie pani prokurator stara się udowodnić, że ów robotnik, wchodząc do kanału bez maski zabezpieczającej, gdzie jak powszechnie wiadomo są gazy i trujące wyziewy, świadomie zrezygnował z ochrony, ponieważ chciał popełnić samobójstwo. Miał się bowiem kierować wskazaniami oskarżonego, który głosił, że kanałowcy pracują w takich warunkach, że lepiej powinni dokonać tego czynu niż żyć.

Główną postacią filmu nie jest jednak sam oskarżony czy jego, wychowany w systemie wartości liberalnej demokracji, adwokat, ale pani prokurator. To bardzo specyficzna, ale z drugiej strony uniwersalna postać, taka jaką znamy z dawnej opozycyjnej piosenki z lat 80-tych w Polsce, zaczynającej się od ironicznych słów: „Pan prokurator ma rację, mamy w Polsce demokrację,”. Indyjska prokurator to właśnie ten typ prawnika, który zrobi wszystko, co uważa za słuszne z punktu widzenia władzy i swojego interesu (marzy, żeby zostać sędzią). Nie ma osobistego stosunku do oskarżonego. Dla niej demokracja i prawo to służenie władzy. Z tego względu, gdy jedno oskarżenie się nie powiedzie, można sformułować drugie. Wystarczy pogrzebać w życiorysie i zawsze coś się znajdzie. W tym przypadku idąc po nitce do kłębka, nadinterpretując słowa artysty tak dalece, jak to jest możliwe, a nawet dalej, oskarża go o terroryzm. I tutaj ocieramy się już o Kafkę, a właściwie o jego książkę noszącą wspólny tytuł z filmem, „Proces”.

Film Tamhane jest tzw. filmem ponadczasowym, uniwersalnym, poruszającym tematykę wolności słowa oraz a może przede wszystkim relacji pomiędzy władzą a społeczeństwem. Władza, jak stara się przekazać reżyser, niezależnie czy jest demokratyczna, czy dyktatorska, zawsze będzie karała tych, którzy ją krytykują. Różnicą będzie tylko forma kary. W Indiach, gdzie demokracja nakłada się na system kastowy, formalnie zniesiony, ale faktycznie mający nieformalne znaczenie w relacjach społecznych, wymiar krytyki władzy przez ciemnoskórego pieśniarza jest traktowany jako podwójna zniewaga.

Silna stroną filmu jest jego naturalność. W „Procesie” nie ma jakiś spektakularnych przemówień, wszystko toczy się swoim torem, jak w życiu. Prokurator po wyjściu z sądu przemienia się w zwykła pasażerkę autobusu, potem klientkę w sklepie czy na bazarze, matkę odbierającą syna ze szkoły, żonę gotującą mężowi i dzieciom obiad etc. Potem jadą gdzieś autobusem na wycieczkę. Zwyczajne życie ludzi z niższej klasy średniej.

Film polecam.

Wojciech Tomaszewski (Wute) – znany autor i komentator polska-azja.pl postanowił wybrac się w jesienną kinową podróż do Azji. Każdego dnia oglada co najmniej jeden film Festiwalu Pięciu Smaków i obiecał regularnie dzielić się swoimi wrażeniami z projekcji w autorskim cyklu Wute w Kinie.  

Więcej informacji na oficjalnej stronie Festiwalu.ss

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Wute w kinie – Jak karze demokracja – recenzja filmu „Proces” z Festiwalu Pięć Smaków Reviewed by on 17 listopada 2014 .

Bardzo młody indyjski reżyser Chaitanya Tamhane nakręcił w tym roku swój pierwszy film fabularny pt. „Proces”, za który otrzymał dwie nagrody na festiwalu w Wenecji: w kategorii Horyzonty i w kategorii Film Jutra. To duże wyróżnienie, ale i całkowicie słuszne. Film, jak sama nazwa wskazuje, został zaliczony do tzw. filmów sądowych. Jednakże myliłby się ktoś,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź