Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: ISIS grozi Indiom

ISIS, islamskie państwo, samozwańczy kalifat utworzony na zdobycznych terenach Syrii i Iraku grozi wojną Indii. Co prawda ISIS stworzył listę swoich wrogów, do których zaliczył aż 60 państw, ale w przypadku Indii, te groźby są bardziej realne. Nie chodzi oczywiście o militarne działania sunnickich fanatyków, lecz o destabilizacje Indii za pomocą aktów terroru prowadzonego przez wyszkolone bojówki.

ISIS, a właściwie poprawnie ISIL (The Islamic State of Iraq and the Levant), ostatnio zmieniło strategię walki ze swoimi wrogami, do których zalicza, chyba wszystkie inne siły mające znaczenie w świecie. Nie tylko już walczy na Bliskim Wschodzie, ale zdecydowało się na akcje ofensywne na terenach poza ich strefą militarnej aktywności. Dowodem tego są niedawne zamachy w Paryżu oraz wysadzenie w powietrzu rosyjskiego samolotu z turystami wracającymi z Egiptu. Podobną działania terroryści z ISIS zamierzają zastosować w stosunku do Indii, kraju gdzie mieszka największa w świecie mniejszość. To muzułmanie w liczbie ok. 180 mln, będący w ocenie ISIS naturalną bazą dla przyszłego kalifatu, którego terytorium w ciągu następnych 5 lat, ma obejmować Północną Afrykę, Hiszpanię, Bałkany, cały Bliski i Środkowy Wschód, chiński Xinjiang oraz cały indyjski subkontynent. ISIS liczy, że tak ogromna muzułmańska mniejszość historycznie skonfliktowana z hinduistyczną większością powiększona o muzułmańskie populacje sąsiednich krajów, prędzej czy później stanie do walki.

Muzułmański problem Indii

Muzułmanie stanowią jedną siódmą ludności Indii, liczącej już obecnie prawdopodobnie 1 mld 275 mln ludzi. Muzułmańska mniejszość Indii stanowi trzecią pod względem wielkości muzułmańską populację w świecie. Więcej muzułmanów mieszka tylko w Indonezji (ca.220 mln) i w Pakistanie (ca.200 mln). Gigantyczna populacja Indii wykazuje ciągle dynamikę i przewiduje się, że w ciągu następnej dekady pod względem liczebności przewyższy Chiny. Należy przy tym zauważyć, że muzułmańska mniejszość ma procentowo wyższy przyrost naturalny niż dominująca większość hinduistyczna. Ona składa się przede wszystkim z Hindusów, którzy w ciągu kilkuwiekowego panowania muzułmańskich najeźdźców z Azji Środkowej przeszli na islam albo z powodu finansowego (większy podatek dla niemuzułmanów) albo w celu wyrwania się z systemu kastowego (pariasi). Muzułmańskie społeczeństwo w Indii nie stanowi jedności jako naród. Pojmowanie narodu nie następuje w tej społeczności poprzez jedność języka czy jedność kraju, ale poprzez jedność religii. Z tego wynika, że zobowiązania wobec religii są ważniejsze niż zobowiązania wobec kraju. To jest jeden z powodów rozbieżności pomiędzy muzułmanami a hinduistami stanowiącymi ogromną większość ludności Indii, którzy mające większe poczucie przynależności do państwa. Muzułmański problem Indii nie dotyczy tylko spraw wewnętrznych. Największym wrogiem Indii jest islamski Pakistan. To dawna część Indii, oddzielona od tego państwa w wyniku podziału pokolonialnego. Opuszczając Indie po IIWŚ, Anglicy powtórzyli tzw. gdański manewr. Wtedy na Konferencji Paryskiej w 1919 r. doprowadzili do podziału Niemiec, którego część terytorium (Prusy Wschodnie) została przedzielona polskim Pomorzem, a dodatkowo utworzono Wolne Miasto Gdańsk, stanowiące kość niezgody pomiędzy oboma krajami. Indie też podzielono. Utworzono muzułmańskie państwo Pakistan składające się z dwóch części leżących na obu krańcach historycznych Indii, przedzielonych stekami kilometrów powstałej Republiki Indii. Rolę Gdańska odegrał i ciągle niestety odgrywa Kaszmir, prowincja, od którą od dziesiątków lat spierają się oba państwa i który jest pożywką dla islamskich terrorystów, zarówno wywodzących się z Pakistanu, jak i Indii.

Indie nie są bazą dla terrorystów

Nie ulega wątpliwości, że mimo tak ogromnej muzułmańskiej mniejszości, Indie nie są bazą dla terrorystów. Mimo krwawych starć między wyznawcami obu religii i kilku wojen między Indiami a Pakistanem w XX w., muzułmanie w Indiach mają się dobrze. W odróżnieniu od np. Filipin, gdzie wyznawcy religii Mahometa zostali zepchnięci do defensywy zarówno w sensie cywilizacyjnym, jak i terytorialnym, egzystując na północno-zachodnim skrawku Mindanao i na archipelagu Sulu, to w Indiach muzułmanie są pełnoprawnymi obywatelami kraju. Przykładem może być aż trzech muzułmańskich polityków z ostatniego półwiecza historii Indii, którzy byli prezydentami tego kraju. Demokracja indyjska, choć uznawana za pełną wad, umożliwia jednak dość znaczny sposób artykułowanie swoich poglądów i realizowanie lepiej lub gorzej swoich zasad i sposobu życia. Dlatego też w Indiach poza grupami jakichś ekstremistów nie ma w zasadzie jakiś lokalnych społeczności popierających terrorystów. Przez lata nie było słychać o islamskich czy hinduistycznych napastnikach z Indii porywających np. samoloty. Jeśli w Indiach były terrorystyczne zamachy to one były głównie dokonywane przez ludzi z zewnątrz lub miejscowych zwerbowanych do takich czynów przez zagraniczne organizacje. O braku większego poparcia świadczy fakt, że liczba muzułmanów walczących w szeregach ISIS, którzy pochodzą z Indii, jest daleko mniejsza niż muzułmanów pochodzących z Europy, mimo że populacja tych pierwszych jest pięciokrotnie większa niż tych drugich (180 mln do ca. 40/35 mln). Standard i pozycja, jaką mają muzułmanie w Indiach powoduje, że zarówno ich społeczność, jak i liderzy nie chcą narażać się na ich utratę przez wdanie się w jakąś nieprzemyślaną awanturę. Nic dziwnego, że w październiku br. na spotkaniu ponad tysiąca muzułmańskich przywódców potępiono akty terroru ISIS jako sprzeczne z islamem i nieludzkie. Jeden z nich, Abdur Rahman Anjaria, muzułmański przywódca wspólnoty w Bombaju, a więc w mieście, które było trzykrotnie ofiarą ciężkich ataków islamskich terrorystów powiązanych z Al. Kaidą lub pakistańskimi ekstremistami powiedział: „To jest to silny sygnał, że my, jako duża i wpływowa społeczność muzułmanów, odrzucamy: tortury, zabójstwa i przemoc”.

Źródło: commons.wikimedia.org

Źródło: commons.wikimedia.org

Jeszcze bardziej radykalne stanowisko zajęli hinduscy szyici. Kiedy kilkanaście miesięcy temu podczas ofensywy ISIS wydawało się, że dotrą do Bagdadu, a następnie do leżących w niedalekiej odległości od stolicy, świętych miast szyitów, Karbali i Nadżafu, 30 tys. hinduskich szyitów, natychmiast zadeklarowało wyjazd do Iraku do walki z ISIS, a następne 100 tys. zadeklarowało się członkowie rezerwowej armii. Ocenia się, że szyici stanowią ponad. 20% populacji muzułmańskiej w Indiach, a więc jest ich w granicach 40 mln, liczba porównywalna z liczbą ludnością Polski.

Dlaczego Indie?

Indie to strategiczny kraj nad basenem Oceanu Indyjskiego. Opanowanie go, choć wydaje się kompletnie nierealnie, daje możliwość wygrania wojny. Wydaje się jednak, że faktycznym jednak celem, do którego zmierzają fanatycy z ISSI nie są na razie Indie, ale Pakistan, kraj najbardziej chyba zagrożony islamskim terroryzmem mający tam mnóstwo zwolenników ekstremalnych rozwiązań. Dlaczego Pakistan ? ISIS, jak na razie znalazł się w terytorialnej pułapce. Nie może się przebić dalej. Na północy ma uzbrojoną po zęby Turcję, z którą nie ma żadnych szans w militarnym starciu. Na wschodzie, nawet gdyby pokonał Kurdów ma dalej znienawidzony i potężnie uzbrojony szyicki Iran, a na południowym zachodzie zmilitaryzowany Izrael. Z kolei na południu ma Jordanię a za nią Arabię Saudyjską. Te obie monarchię to sojusznicy Zachodu, który nie dopuści do ich upadku, szczególnie dotyczy to przebogatej w złoża ropy naftowej Arabii Saudyjskiej. Próba sięgnięcia po ten kraj i odcięcia Zachodu od źródeł dostaw ropy, skończyłaby się taką samą interwencją jak w przypadku Saddama Husajna. Z tego powodu ISIS stara się przejąć jakieś muzułmańskie państwo, które stałoby się nową bazą dla tego ruchu. Plany ISIS zakładają dwa rozwiązania. Pierwszy to stworzenie silnej bazy w Afganistanie, po neutralizacji lub przyłączeniu się miejscowych Talibów, a następnie stopniowe przenikanie do struktur władzy w Pakistanie, które i tak są w części zinfiltrowane przez miejscowych ekstremistów, mających niemałe wpływy w resortach siłowych, w tym w wywiadzie. Po opanowaniu Pakistanu można byłoby rozpocząć działania przeciwko Indiom. Plan mało realny, ale ze względu na dość znaczne poparcie dla radykalnego islamu przez niemałą część wpływowych grup w społeczeństwie pakistańskim, nie należy go wykluczyć. Drugie rozwiązanie można nazwać politycznym szaleństwem. Wytrenowana w Afganistanie armia licząca kilkadziesiąt tysięcy „bojowników” przeniknęłaby do Pakistanu i przy pomocy swoich miejscowych zwolenników opanowałaby pakistańskie magazyny broni nuklearnej. Dysponując w ten sposób „islamską bombą” rozpętałaby piekło wojny nuklearnej z Indiami. Scenariusz jak z jakiegoś filmu, ale wbrew pozorom, wcale nie nierealny. Amerykanie od dłuższego czasu mają ból głowy odnośnie do pakistańskiej broni masowego rażenia i możliwość przejęcia jej przez ekstremistów traktują jako realne zagrożenie. Natarcie na Indie, poprzedzone byłoby, w obu wariantach intensywnymi aktami terroru w tym państwie przeprowadzonymi przez specjalne przeszkolone grupy. Celem tych aktów ma być wzbudzenie nienawiści hinduistów do muzułmanów zakończone pogromami tych ostatnich, co z kolei ma spowodować „przebudzenie” i radykalizację mniejszości muzułmańskiej, która od wewnątrz zaczęłaby rozsadzać Indie. Szaleństwo, zapewne tak, ale w ten sposób właśnie myślą fanatycy, którzy zazwyczaj biorą pozory za rzeczywistość. Takim pozorem jest np. założenie, że wszyscy radykałowie zjednoczą się pod sztandarem ISIS. Rzeczywistość jest inna. W Afganistanie, który ma być nową bazą ISIS przed podbojem indyjskiego subkontynentu, Talibowie wyciągnęli wnioski z przeszłości i zwalczają grupy swojego niedawnego sojusznika Al.-Kaidę, uważając słusznie, że przez nich ich kraj został wciągnięty w bezsensowną wojnę. Z tego powodu, chętnie korzystają z pomocy z wyszkolonych przez ISIS „bojowników”, ale nie dopuszczają do rozwoju komórek ISIS.

Odpowiedź Indii

New Delhi dość aktywnie monitoruje sytuację. Indyjskie służby wywiadowcze mające długie doświadczenie w walce z islamskim terroryzmem nie lekceważą niebezpieczeństwa. Opracowano narodową strategię walki z ISIS. Zwrócono szczególną uwagę na indyjską diasporę mieszkająca na Bliskim Wschodzie. To dość liczba grupa, licząca 7 mln osób, przede wszystkim młodych osób, najbardziej podatnych na propagandę islamistów. W New Delhi dobrze wiedzą, że w obecnej sytuacji i w bliskiej przyszłości atak „armii” ISIS na Indie to mrzonka. O wiele bardziej realna jest możliwość zawłaszczenia umysłów i dusz młodych muzułmanów poprzez kazania radykalnych mułłów oraz a może przede wszystkim poprzez propagandę w Internecie i na portalach społecznościowych. Władze nie śpią. W oczekiwaniu na zamach, podobny do tego jaki miał miejsce w Paryżu, aresztowano wiele osób w całym kraju, odkryto duża ilość powiązań miejscowych radykałów z zagranicznymi organizacjami terrorystycznymi. Hindusi reprezentujący światowy poziom w informatyce ustawicznie przeszukują Internet w poszukiwaniu najmniejszego śladu powiązań terrorystycznych i mają w tej pracy sukcesy, czego dowodem są właśnie systematyczne aresztowania podejrzanych o radykalizm.

Indie to kraj, który chucha na zimno i ma do tego powód.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: ISIS grozi Indiom Reviewed by on 27 lutego 2016 .

ISIS, islamskie państwo, samozwańczy kalifat utworzony na zdobycznych terenach Syrii i Iraku grozi wojną Indii. Co prawda ISIS stworzył listę swoich wrogów, do których zaliczył aż 60 państw, ale w przypadku Indii, te groźby są bardziej realne. Nie chodzi oczywiście o militarne działania sunnickich fanatyków, lecz o destabilizacje Indii za pomocą aktów terroru prowadzonego przez

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • W Indiach musimy pamietać o skali kraju. Przy tak ogromnej liczbie ludności grupa niezadowolonych, ekstremistów, itd, choć nieznaczna procentowomoże być już bardzo liczna.
    Kilka lat temu była sprawa indyjskich lekarzy, muzułmanów planujących jakies działania terorystyczne na zachodzie.
    Przy innych zamachach, jak np. w 2008 r w Mumbaiu, czy 2010 r w Delhi terorysci wyraźnie starali sie zadziałać na terenaxch zamieszkałych przez muzułmanów, nie możemy więc ignorować, że mogli liczyć na lokalne poparcie.
    Państwo indyjskie ma doświadczenie z muzułmańskim radykalizmem, Indie nie sieją psychozy zagrożenia, ale doniesienia prasy wskazują, że sytuacja jest monitorowana.
    Problemem mogą być działania hinduskich ekstremistów, gdzie sytuacja rządu jest szczególnie delkatna, ale rząd stara się łagodzić konflikty, zresztą bardzo wyraźnie przypominając o rozwoju gospodarczym kraju, jako swoim riorytecie.
    Nie zapominajmy też, że możliwa jest np. Droga Krzyżowa na Starym Delhi, czyli obrzed typowo chrześcijański w „twierdzach” hinduizmu i islamu, wprawdzie pod ochroną policji, ale może to sie odbyć bez incydentów i wrażenie jest jak najbardziej pozytywne.

Pozostaw odpowiedź