BLOGOSFERA,Inne-news

W. Tomaszewski: Irańskie impresje

iranW Iranie byłem kilka razy. Pierwszy raz przyleciałem zaraz na samym początku wiosny w 1989 r., czyli w kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych pomiędzy Irakiem a Iranem i kilka miesięcy przed śmiercią imama Chomeiniego, twórcy i najwyższego dostojnika Islamskiej Republiki Iranu, który dziesięć lat wcześniej obalił szacha z dynastii Pahlawi i zlikwidował monarchię. Iran wtedy miał fatalną opinię na Zachodzie, związaną głównie z pogwałceniami eksterytorialności ambasady amerykańskiej i wzięciem dyplomatów amerykańskich jako zakładników, a także z różnymi ekscesami islamskich rewolucjonistów. Europejskie media, w tym także media z bloku sowieckiego, przedstawiały Iran jako kraj, który opuścił strefę cywilizowaną. Firma, w której pracowałem, miała coraz większe obroty z irańskimi klientami, zajmując systematycznie coraz wyższe miejsce na liście polskich eksporterów do Iranu i nasz radca handlowy coraz bardziej naciskał na złożenie wizyty w tym kraju. Jednakże moi szefowie odmawiali wyjazdu, jak się domyślałem, z powodu bezpieczeństwa, więc wydelegowano mnie, ponieważ byłem w firmie młodym menadżerem, odpowiedzialnym za sprzedaż towarów na rynek irański.

Na wizę czekałem miesiąc, co podobno przy pierwszej wizycie do tego kraju nie było najkrótszym terminem. Jedna pani, przedstawicielka innej firmy, która wtedy też leciała do Teheranu, czekała na wizę trzy miesiące, ale kobiety w biznesie nie należą do ulubionych istot tamtejszych władz. I vice versa.

W Iranie kobiety zobowiązane są do zakrywania włosów i noszenia płaszczy, tak żeby swoimi wdziękami nie prowokowały mężczyzn. W świecie islamskim są to wymogi umiarkowanie konserwatywne, ponieważ nie ma wymogu zakrywania twarzy, co jest nakazem w niektórych innych krajach muzułmańskich. Niemniej dziewczyny i młode kobiety w ogromnej większości nie akceptują tego. Na ulicy wiele dziewczyn nosiło chusty tak zawiązane, żeby pokazywać włosy, odważniejsze używały szminki i makijażu, narażając się na represje, ponieważ od czasu do czasu policja obyczajowa oraz pazdarani (gwardia rewolucyjna) zatrzymywały na ulicach tak „niemoralnie wyglądające” dziewczyny. Pod płaszczem przeważnie nosiły dżinsy, rzadziej sukienki, ale niektóre, jak mi mówiono, zakładały mini, czując się bezpiecznie jako że stróże prawa nie mogli sprawdzać co się nosi pod płaszczami.

Najbardziej spektakularnym protestem przeciwko tym przepisom jaki widziałem, będącym w zupełnej sprzeczności z naturą kobiet, było ich zachowanie po przekroczeniu granicy. Po kilkudziesięciominutowym locie od wystartowania z Teheranu, gdy pilot airbusa ogłaszał, że opuściliśmy przestrzeń powietrzną Iranu, niemal wszystkie dziewczyny i młode kobiety oraz znaczna część starszych jak na komendę zdejmowały chusty. Większość robiła to z uśmiechem na twarzy. W Iranie pozycja kobiet jest o wiele wyższa niż w krajach arabskich, czego przykładem jest fakt, że, ku niezadowoleniu władz, na miejscowych uniwersytetach studiuje więcej dziewcząt niż chłopców.

W szkołach i na wyższych uczelniach obowiązuje pełna segregacja płaci. Uczą się osobno. Z drugiej strony nikt nie śmie zaczepić dziewczyny na ulicy. Za to grożą surowe kary, z chłostą i więzieniem łącznie. Któregoś dnia będąc niedaleko Teheranu w miejscowym kurorcie, kolega z którym byłem, spytał naszego miejscowego agenta, czy mógłby sobie zrobić zdjęcie z jakąś dziewczyną. Nasz agent uśmiechnął się i odpowiedział: może twój ambasador wyciągnąłby cię z aresztu, ale na wjazd do Iranu miałbyś zakaz do końca życia. Ubiór mężczyzn jest taki sam jak w Europie, z tym wyjątkiem, że noszenie szortów czy krótkich spodni jest zakazane.

Irańczycy, wśród których większość stanowią Persowie, zdecydowanie różnią się od Arabów. Uważają się za arystokrację Bliskiego Wschodu. Podobnie jak my, należą do rodziny ludów Indoeuropejskich, różnią się od Arabów jaśniejsza karnacją oraz prostymi włosami. Mentalnie są bliżej Europejczyków niż Arabów. Różnią się też od nich wyznaniem, będąc muzułmanami, ale wyznania szyickiego. Szyityzm w islamie jest wyznaniem w pewnym sensie porównywalny z protestantyzmem w chrześcijaństwie.

Najbardziej mnie uderzyło zachowanie się ludzi na ulicy i odnoszenie się do cudzoziemców. Wbrew obrazowi kreowanemu przez zachodnią propagandę, na ulicy spotykałem się z uprzejmością. Również w rozmowach między Persami na ulicy nie zauważyłem impertynencji, chamstwa lub jakiegoś aroganckiego zachowania się mieszkańców. Tam nawet policjanci uśmiechali się do przechodniów. To był dla mnie szok, ponieważ przyjechałem z kraju w którym milicjanci mieli dość obcesowy stosunek do obywateli. W każdym razie nie ulegało dla mnie wątpliwości, że Irańczycy przedstawiani w mediach jako ludzie nie całkiem cywilizowani, w życiu społecznym reprezentowali o wiele wyższą kulturę osobistą niż przeciętny obywatel naszego kraju.

Drugi szok przeżyłem w związku z wizytą w sklepach. Jak wspomniałem, pierwszy raz przyjechałem w 1989 r., a więc w okresie, kiedy gospodarka PRL osiągnęła już swoje pełne stadium upadku, wyrażające się w powiedzeniu, że w sklepach zostały tylko „musztarda i ocet”. Tymczasem w Teheranie zderzyłem się ze sklepami, w których witryny uginały się od nadmiaru towarów. Bogactwem sklepów Teheran dorównywał miastom zachodu, a przepychem je przewyższał.

Bardzo lubiłem spacerować po Teheranie. Miasto ma wspaniały klimat. Położone jest u stóp gór, przeto mieszkańcy mają świetną górską wodę. Główna ulica dochodzi do samej góry i na niej się kończy albo kto woli zaczyna. Ta ulica to jedna z najdłuższych na świecie, ma ponad 20 km i nazywa się Wali Asr co tłumaczy się jako ulica męczenników rewolucji. Za monarchii nazywała się Reza Pahlavi Street. Ulicą schodzi się w dół do centrum miasta a potem do południowych dzielnic, które są już położone blisko terenów pustynnych, przeto najbogatsze dzielnice są na północy miasta przy łańcuchu górskim. Latem klimat jest gorący, ale suchy, przeto temperatura, nawet ponad 40 st C. nie była tak odczuwalna. W zimie, w grudniu temperatura wynosiła 9/7 stopni, a powietrze było bardzo rześkie. Najpiękniejsza jednak pora to wiosna. Przy temperaturze 18/15 stopni można było chodzić godzinami i tak też robiłem popołudniami i wieczorami. Miałem okazję przyjrzeć się zewnątrz pałacom szacha, jak również ambasadom USA i ZSRR/Rosji. Tą ostatnio o czym się już nie pamięta, też szturmowali studenci – islamiści, ale do jej zajęcia nie doszło, jako że Sowieci dali do zrozumienia, że nie będą bezradnie przyglądać się temu.

Jednak największe wrażenie zrobił na mnie tzw. wielki bazar. Nie będąc tam trudno to opisać. Sam bazar liczy kilka kilometrów długości i szerokości (miejscowi mówili mi, że jest 10 x 10 km, ale to raczej przesada) i niemal w całości jest pod dachem. Korytarze liczą kilkanaście kilometrów. Na bazarze jest tysiące sklepów, sklepików, kiosków. Pracuje tam pół miliona ludzi. Wszystko tam można kupić. Tam znajdują się całe dzielnice: złotników, rzemieślników różnej profesji i niemal wszystkich zawodów związanych z handlem. Bazar odegrał ogromną rolę w obaleniu monarchii.

Kupcy z bazaru czuli się zagrożeni industrializacją kraju forsowaną przez szacha, którą prowadziła do likwidacji wielu tradycyjnych zawodów. Dodatkowo jako warstwa byli pominięci w profitach, jakie przyniósł boom naftowy z lat 70-tych XX w. Dlatego też będąc konserwatywną warstwą społeczną udzielili poparcia religijnych konserwatystom. Dysponowali przecież niemałymi funduszami, a poza tym bazar stanowił znakomite miejsce zarówno do ukrycia się jak i do produkcji i rozpowszechniania antyrządowych materiałów propagandowych.

Drugą rzeczą, jaka zrobiła dla mnie duże wrażenie, było święto Aszura. To jest najważniejsze święto dla szyitów związane ze śmiercią trzeciego ich imama Husajna, syna Alego a wnuka Mahometa. Imam Husajn zginął w krwawej bitwie i na jego cześć, wierzący mężczyźni biczują się metalowymi prętami o zaostrzonych końcach, nożami, mieczami zalewając się krwią, nacinając także głowy. Przypominało to naszych średniowiecznych biczowników. To są widoki, które bez przesady mrożą krew w żyłach. Władze w zasadzie nie popierają takich spektakli uważając, że nie są one w pełni zgodne z tradycją islamu, a poza tym stwarzają negatywne wyobrażenie o Iranie. Święto Aszura nie ogranicza się tylko do samo szlachtowania i krwawej pokuty, ale ma szerszy kontekst duchowy, którego objawem są przedstawienia pasyjne gromadzące w całym kraju, a także wszędzie tam gdzie mieszkają szyici (Irak, Liban, Azerbejdżan, Pakistan, Afganistan) , miliony ludzi. Udział tych przedstawieniach jest traktowany jako droga do zbawienia.

Irańczycy są świetnymi handlowcami i kupcami. Od Arabów różnią się brakiem nachalności w negocjacjach, szacunkiem dla klienta i w ogóle partnera i umiejętnością stwarzania przyjaznej atmosfery w rozmowach. Niemniej są bardzo dumni. To dotyczy przede wszystkim ludzi ze świata biznesu prywatnego mających wielopokoleniową tradycję. Zupełnie inną kulturę prezentowali menadżerowie z sektora państwowego. Wielu z nich było z awansu społecznego mianowanych za zasługi rewolucyjne. Robienie interesów z nimi to była mordęga, ze względu na niebywała ilość różnego rodzaju przeszkód biurokratycznych po tamtej stronie. Ale też życie bywa przewrotne. Największy, zdecydowanie największy kontrakt zawarłem właśnie z biznesem państwowym. W Iranie podobnie zresztą jak na całym Bliskim Wschodzie o sukcesie decydują w olbrzymim zakresie powiązania osobiste, w tym także finansowe. Bez miejscowego agenta lub pośrednika, który zna właściwych ludzi i wie z kim można robić interesy, w zasadzie nie ma się po co wybierać. Agenci, którzy pracowali dla naszej firmy, nie tylko świetnie poruszali się na rynku, ale także błyskawicznie umieli nawiązać osobiste relacje z nami, zapraszając nas do swoich domów na kolacje, gdzie mogliśmy podziwiać architekturę i orientalny sposób urządzenie mieszkań. Jeden z nich zaprosił nawet mnie na wesele syna.

Wesele odbywało się w hotelu. Mężczyźni i kobiety bawili się w osobnych salach. My na parterze, a one na piętrze. Za szacha oczywiście nie było takich separacji. Wesele, na które nasz agent musiał zaprosić wszystkich pociotków, znajomych, klientów bo tam taki jest zwyczaj, polegało na tym, że w sali hotelowej pod ścianą stał suto zastawiony olbrzymi szwedzki stół, na który rzuciła się cała masa gości by go jeszcze szybciej opróżnić. Ci wszyscy ludzie, kiedy się najedli, zaczęli załatwiać swoje interesy. Inny charakter miały kolacje w domach agentów, które niczym nie różniły się od takich spotkań w naszym kraju.

Spotkania stały się okazją do dyskusji na tematy nie tylko handlowe. Ja ze swoimi zainteresowaniami historyczno-politycznymi i ciekawością poznania świata starałem się zebrać jak najwięcej informacji i ciekawostek o tym kraju. Agenci i klienci mieli różne poglądy na temat swojego kraju, w zależności od wyznawanych poglądów. Większość uważała, że nie można jednoznacznie określić skutków rewolucji islamskiej. Zazwyczaj twierdzili, że wiele spraw zmieniło się na lepsze, ale też niemało na gorsze. Byli też tacy, którzy mieli jednoznaczne opinie. Jeden z nich na moje pytanie: kiedy było lepiej, za szacha czy teraz ? – odpowiedział: – Za szacha baryłka ropy kosztowała 25 usd. Ludzie szacha kradli z tego 10 usd, a 15 szło na rozwój kraju. Teraz baryłka kosztuje 10 usd. Dwa dolary trafia do kieszeni mułłów, siedem szło na wojnę z Irakiem, a jeden na rozwój kraju. Sam sobie odpowiedz kiedy było lepiej. Dodał, że 90% społeczeństwa jest niezadowolona z systemu, ale są zatomizowani i zastraszeni.Dla przeciwwagi, niektórzy menadżerowie z firm i z urzędów państwowych mieli zupełnie odwrotne poglądy. Byli w pełni zadowoleni z istniejącej sytuacji, podkreślali odrodzenie moralne społeczeństwa polegające m.in. na zakazie picia alkoholu, likwidacji dyskotek, walce z korupcją i z handlarzami narkotykami, separacji płci w młodym wieku. Ci ludzie byli absolutnie przekonani o swoich racjach. Każdą wypowiadaną sentencję kończyli z triumfującym uśmiechem na ustach. To byli prawdziwi fanatycy swoich idei. Jakakolwiek logiczna dyskusja z nimi nie miała sensu.

Jednakże w praktyce to odrodzenie wygląda inaczej. Np. alkohol mimo że jest zakazany i w pierwszych latach po rewolucji osoby zajmujące się jego wytwarzaniem i dystrybucją od razu stawiano pod mur, to mam wrażenie, ze nielegalny obrót tym napojem ma się tam dobrze. Jeden z klientów, do którego nb. udaliśmy się pierwszy raz, widząc Europejczyków, od razu otworzył zakamuflowany barek w swoim biurze. Inny mój dobry znajomy miał w swoim apartamencie kilka kontenerów piwa. Na moje pytanie, w jaki sposób organizuje sobie takie dostawy do domu odpowiedział: ” To jest tylko kwestia ceny. Jak chcesz coś mieć to zawsze jest to tylko kwestia ceny.”

Podobnie jest w relacjach między młodymi. Wspólne chodzenie chłopaka z dziewczyną było zakazane. Źle było też widziane, gdy dziewczyna sama siedziała w restauracji. Powinna być w towarzystwie innych kobiet lub z mężczyzn z własnej rodziny albo, gdy była mężatką, to z dziećmi. Jakiekolwiek prywatki były zabronione. Gdy władze nakryły bawiących się, to dziewczyny musiały przejść upokarzające badania ginekologiczne. Niezależnie od tego imprezowicze podlegali karze chłosty. Jak mi mówiono, podobno jest taki zwyczaj, że rodziny, jeśli były dobrze usytuowane, to przekupywały kata, który pozorując akt miłosierdzia trzymał pod pachą Koran, który nie mógł upuścić na ziemię. Wtedy ciosy biczem były niepomiernie słabsze. Ta cała sfera obyczajowa po śmierci Chomeiniego uległa rozluźnieniu i w późniejszych latach władze nie były już tak represyjne, niemniej w tej dziedzinie na przemian odkręcają i przykręcają śrubę.

Państwo irańskie to republika teokratyczna, w której najwyższą władzę ma główny teolog, który jest ważniejszy niż wybierany w wyborach powszechny prezydent. Faktyczną władzę sprawuje elita szyickiego kleru nie odpowiadająca przed nikim. Miarą nieodpowiedzialności tych ludzi jest choćby fakt, że któregoś dnia, w środę wieczorem, miejscowa telewizja poinformowała, że następny dzień jest wolny od pracy z powodu rocznicy urodzin kogoś z rodziny proroka Mahometa.

Do ochrony władza ma tzw. strażników rewolucji, czyli partyjno-religijne oddziały militarne, które ilością i uzbrojeniem dorównują regularnej armii. Stanowią oni nie tylko osobną armię, ale państwo w państwie. Mają np. własne zakłady zbrojeniowe, są ściśle powiązani z rządzącym establishmentem zarówno religijnym jak i cywilnym. Teokracja irańska opanowała niemal wszystkie dziedziny życia. Przejawem tego jest m.in. stworzenie nowej warstwy ludzi biznesu. Duży biznes irański, szczególnie ten o zasięgu międzynarodowym, w odróżnieniu od kupców z bazaru nie przejawiał nadzwyczajnego entuzjazmu dla rewolucji islamskiej. Islamiści zaraz po przejęciu władzy stworzyli specjalne szkoły dla dzieci i młodzieży pochodzących z „prawowitych” rodzin, których uczono i szkolono w wierności dla idei republiki islamskiej, a którzy po zakończeniu pełnej edukacji otrzymywali wsparcie finansowe w celu utworzenia wiernej władzy klasy przedsiębiorców i m.in. zmonopolizowania wymiany handlowej Iranu. Ten system dławi rozwój kraju i wolność ludzi, ale ma też poparcie sporego odłamu konserwatywnego społeczeństwa i licznego grona fanatyków.

Moje impresje chce zakończyć stwierdzeniem: obraz tego kraju i ludzi w nim mieszkających jaki był znany z mediów jest zupełnie inny od tego widziałem i poznałem. Irańczycy są ludźmi dobrze wykształconymi jako społeczeństwo i sympatyczni jako ludzie. Niektórych z nich, których miałem przyjemność poznać, to osoby wybitnie zdolne. Ze wszystkich krajów Bliskiego Wschodu Iran zrobił na mnie największe wrażenie. Odpowiadał mi styl życia tych ludzi, orientalny ze sporą domieszką europejskości. To kraj dużą przyszłością i ciągle niewykorzystanymi możliwościami. Podróże kształcą.

Autor: Wojciech Tomaszewski (Wute) z wykształcenia prawnik, historyk i marketingowiec. Od ponad trzydziestu lat zajmuje się problematyką cywilizacji krajów orientu, w tym przede wszystkim cywilizacją chińską. Przez dwadzieścia pięc lat pracował w biznesie międzynarodowym. Zajmował się eksportem polskich produktów m.in. do krajów Azji Wschodniej a także Bliskiego Wschodu, często je odwiedzając. Jest cenionym i szanowanym komentatorem na stronie polska-azja.pl, gdzie czesto zamieszcza komentarze pod pseudonimem Wute. Z tego wzgledu, jako redakcja, zdecydowalismy sie wyjatkowo na publikacje tekstu o Iranie ktory wykracza poza sfere zainteresowan portalu.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Irańskie impresje Reviewed by on 18 maja 2011 .

W Iranie byłem kilka razy. Pierwszy raz przyleciałem zaraz na samym początku wiosny w 1989 r., czyli w kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych pomiędzy Irakiem a Iranem i kilka miesięcy przed śmiercią imama Chomeiniego, twórcy i najwyższego dostojnika Islamskiej Republiki Iranu, który dziesięć lat wcześniej obalił szacha z dynastii Pahlawi i zlikwidował monarchię. Iran

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 16

  • Za rządów szacha Iran miał bardzo dobre relacje ze światem zewnętrznym przede wszystkim z Zachodem. Podobne relacje miał z monarchiami arabskimi i zupełnie dobre z innymi krajami arabskimi z wyjątkiem Iraku gdzie trwał konflikt z powodu rzeki Szat el Arab. Ostatecznie szach podpisał układ z prezydentem Iraku el-Bakrem. Z Turcją byli razem w Cento, mieli też normalne relacje z Izraelem..
    Jedyne niedobre stosunki Iran miał z ZSRS.
    To wszystko zmieniło się wraz powstaniem Republiki Islamskiej. Agresywna polityka religijna, próby eksportu rewolucji szyickiej spowodowało, że Arabowie potraktowali Iran jako potrójnego wroga:
    – agresywny szyizm
    – próba dominacji Persów
    – zagrożenie ustrojowe dla arabskich monarchii i dyktatur
    Iranowi „zafundowano” ośmioletnią wojnę na wyczerpanie, w znacznej
    mierze finansowanej przez kraje arabskie, głownie z półwyspu.
    Odnośnie poparcia to Iran jest w dobrych stosunkach z Syrią i Libanem
    oraz do niedawna z Bahrajnem, ale w sytuacji faktycznej izolacji dyplomatycznej jego największym atutem może być ciche poparcie Chin.
    Całkowicie jest bojkotowany. przez Zachód i faktycznie przez kraje
    arabskie chociaż punkt widzenia arabskiej ulicy (zawsze niechętnej
    Persom niezależnie od władz) zaczyna się zmieniać.
    Mają złe stosunki z Pakistanem z powodu prześladowań szyitów oraz
    przemytu narkotyków z Beludżystanu. Z tego samego powodu mieli złe
    relacje z Afganistanem Talibów, których rządy w Afganistanie określili
    jako karykaturę islamu. Z Karzajem stosunki się poprawiły.
    Iran wpędziwszy się w izolację dyplomatyczną zwrócił się ku wschodowi
    próbując się ułożyć z krajami Azji Środkowej i wstąpić do organizacji szanghajskiej, ale mu dano kosza, mówiąc, że nie może być przyjęty ponieważ są na niego nałożone sankcje ONZ. Z tego względu szukają
    przyjaciół wśród innych outsiderów politycznych takich jak Chavez czy
    Łukaszenka.
    Historycznie sympatie i antypatie Irańczyków/Persów kształtowały się
    pod wpływem położenia, które jest fatalne. Iran podobnie jak Polska
    cierpiał na zagrożenie więcej niż z jednego kierunku.
    Na zachodzie graniczą z Arabami, z którymi mają wiekowy konflitk w ramach jednej cywilizacji islamskiej, a którzy kiedyś podbili i zmusili do
    porzucenia prastarej perskiej kultury. Na północnym zachodzie grraniczą
    z Turcją, z która kiedyś bezskutecznie rywalizowali o władzę w świecie
    muzułmańskim. Za Turkami nie przepadają, ale ich szanują. Z Rosjanami mają na pieńku nie mogąc im zapomnieć:
    – krótkotrwały zabór perskiego wybrzeża morza kaspijskiego za Piotra W.
    – wypchnięcie Persji z Zakaukazia
    – okupację sowiecką w czasie II wojny światowej
    Ich położenie w „przeciągu” powodowało, że byli narażeni na najazdy koczowników ze wschodu, wśród których najtragiczniejsze był najazdy:
    – Turków Seldzuckich
    – Mongołów Czyngis Chana
    – Mongołów Tamerlana
    Nie za bardzo lubią też UK..
    Czują sympatię do Francuzów, Niemców i Japończyków.
    Stosunek do USA jest skomplikowany. Ludzie mieli za złe Amerykanom za
    popieranie skorupowanego reżimu szacha. Stosunek ulicy do Jankesów
    zdecydowanie zmienił się po strąceniu przez US Navy irańskiego samolotu pasażerskiego w 1988, gdzie zginęło 290 osób. Do Izraela
    Irańczycy mają jednoznaczny negatywny stosunek.

    • Dziękuję za te cenne spostrzeżenia. Pozdrawiam.

  • w tym samym tonie wypowiadal sie znajomy, ktory niedawno odziedzil Iran i byl nim bardzo pozytywnie zaskoczony. jednak wjechac nie bylo latwo…

    • Jak napisałem, na pierwszą wizę czekałem miesiąc mimo, że miałem
      oficjalne zaproszenie od irańskich partnerów. Przy następnych razach
      było to bardzo szybko (już byłem „namierzony” i poznany).

  • W książce „Rowerem do Indii” spotkałem się z dokładnie takim samym opisem Iranu, tak więc ten bardzo interesujący artykuł potwierdził relacje spisane przez Adama Chałupskiego.

  • Odrębny temat to irańska kinematografia, której – nie ukrywam – jestem gorącym entuzjastą. Abbas Kiarostami, Mohsen Makhmalbaf, Madżid Madżidi, Bahman Ghobadi – to uznani mistrzowie, a ich filmy są w jakiś sposób niezwykle ludzkie, nieszablonowe. Widać w nich całą złożoność ludzkiej psychiki wraz z jej rozterkami. Do tego piękne pejzaże, dźwięki przyrody, niezwykła muzyka. Mohsen Makhmalbaf eksperymentował z kręceniem w sepii w romantycznym obrazie „Naseruddin shah, actor e-cinema”, co dało niebanalny efekt. Z kolei u Madżida Madżidiego widzimy bogatą symbolikę, która pobudza wyobraźnię, nie pozwala wrażliwemu widzowi być biernym obserwatorem. O irańskich filmach można w nieskończoność, ale to nie miejsce na rozwijanie tego tematu. W każdym razie moim zdaniem ta dziedzina wiele mówi o perskiej wrażliwości i poczuciu estetyki – podobnie jak dawne perskie miniatury, współczesne irańskie malarstwo (np. pełne nostalgii pejzaże i sceny rodzajowe Alego Rezy Sadaghdara) czy poezja dawnych perskich mistrzów pióra. :-)

    • Wielkość kinematografii irańskiej, paradoksalnie zawdzięczamy poniekąd
      reżimowi. Obostrzona cenzura i niemożliwość poruszania najważniejszych
      politycznych i społecznych problemów kraju powoduje, że twórcy uciekają
      w krainę marzeń na jawie. Ich filmy charakteryzuje niebywała poetyka. . Jak słusznie zauważyłeś „piękne pejzaże, dźwięki przyrody, niezwykła muzyka” są sposobem wyrażenia tego, czego nie można powiedzieć w dialogach.
      Tak zazwyczaj jest gdy władza zabrania artystów swobodnie tworzyć.
      Kino irańskie w tym sensie podobne jest rosyjskiej literatury czy polskiej
      szkoły filmowej. Rosjanie z kolei uciekali sferę dylematów moralnych człowieka i jego los. Skąd genialne powieści Tołstoja, Dostojewskiego,
      Pasternaka czy Sołżenicyna, Mereżkowskiego. Sołowiewa..itp. Polska
      szkoła filmowa uciekła w rozliczenie w wojnę światową i jej konsekwencji (Kanał, Lotna, Eroica,, Popiół i Diament, Cień, Jak być kochaną, Pasażerka) czy w opisywanie losów jednostki i neorealizm (Ostatni dzień lata, Pożegnania, Zezowate szczęście, Nóż w wodzie, Salto).
      Ciekawe, gdy reżim upada to jakby artyści tracą natchnienie. Z całym
      szacunkiem do naszych obecnych literatów, ale wydaje mi się, że w
      warunkach cenzury powstały w Polsce lepsze dzieła niż w ostatnim
      dwudziestoleciu.
      Obłęd Krzystonia, Msza za miasto Arras Szczypiorskiego, Pan Cogito
      Herberta,, Myśli Nieuczesane Leca, dramaty Mrożka czy fanstastyka Lema to absolutnie poziom światowy. Obecnie takich dziel w wolnej
      Polsce nie ma.

      • Avatar Zyggi

        Ciekawe spostrzeżenia. W dużym stopniu jest tak, jak mówisz. Natomiast istotny wpływ na uwiąd twórczości ambitnej w polskim (i nie tylko) kinie ma chyba też komercjalizacja. Inaczej jest np. w Ameryce Łacińskiej, gdzie pomimo demokratyzacji wciąż nie brak ambitnych filmów. Podobnie Kurosawa, Kobayashi i inni tworzyli w powojennej, demokratycznej Japonii. Również Kim Ki-Duk w Korei Pd. Albo Wong Kar-Wai, który największe dzieła nakręcił w brytyjskim jeszcze Hongkongu. Z drugiej strony mamy reżyserów tworzących przy braku demokracji jak Chińczyk Zhang Yimou Wietnamczyk Anh Hung Trang czy wspomniani Irańczycy. Myślę, że wiele zależy od klimatu w środowisku filmowym. Na to wszystko rzutuje też szereg czynników politycznych, ekonomicznych, kulturowych itd.

    • Do Twoich jak najbardziej słusznych uwag o warunkach tworzenia i osiągania sukcesu za i przed kamerą dodałbym jeszcze jeden czynnik –
      pogorszenie się jakości ludzi kina, przynajmniej w Polsce.
      Poprzednie dwa pokolenia aktorów tych z lat 50/60 i 70/80 były wychowane
      na klasycznej literaturze i humanistyce. Dzisiejsze pokolenie aktorek i
      aktorów jest wychowane w innym systemie wartości (kreskówki, gry
      komputerowe, spędzanie wolnego czasu w supermarketach..itp), sądzę
      że dla wielu z nich zagranie Hamleta sprawia większą trudność niż dla
      poprzedników.

  • Swietnie sie czyta taki bardziej osobisty obraz na temat Iranu. W wielu momentach opisanych przez „wute” znajduje podobienstwa do Turcji, w ktorej jakis czas mieszkalem. Podobnie do Persow sa swietnymi negocjatorami i potrafia stworzyc odpowiednia atmosfere do tego i oczywiscie nic na szybko.
    Podobnie jesli chodzi o wyksztalcenie i dume narodowa (jesli komus zdarzylo sie byc w Turcji w rocznice smierci Ataturka to jest to jeden z przykladow).
    Oprocz formalnego wyksztalcenia Persowie (Turcy takze) swietna umiejetnosci interpersonalne (nieoceniona umiejetnosc) w kontaktach biznesowych, stad tez wynika zdolnosc tworzenia odpowiedniej atmosfery w biznesie.
    Z dostaniem piwa mialem podobny problem w Turcji, gdzie poza turystycznymi kurortami trudno bylo dostac, odpowiednia cena rozwiazywala ten problem. :)

  • Wśród wielu podobieństw które cechują nasze życie (moje i Wute) jest Iran. W 1999 r. byłem o krok od wyjazdu właśnie do Iranu. Prywatnego. Przed wyjazdem bardzo skrupulatnie studiowałem wypowiedzi tych globtroterów którzy w Iranie byli lub tylko przezeń przejeżdżali w drodze do Indii. Stąd to co przeczytałem w Pańskim tekście, pokrywa się w 100% z wiedzą którą wówczas nabyłem. Bardzo się cieszę z tego, że redakcja zdecydowała się na publikację tego tekstu. Tym bardziej, że pokazuje prawdziwe oblicze Iranu, a nie zafałszowane propagandą zachodnią.

  • P.S. Zapomniałem zapytać: Jak wygląda stosunek Irańczyków do Arabów i w ogóle do innych narodów. Podejrzewam, że nie pałają sympatią do USA i Izraela. Czy to widać w wypowiedziach Irańczyków? A jak wyglądają perskie sympatie i antypatie względem innych nacji? Czy można wymienić jakieś narody, względem których Irańczycy żywią uczucia jednoznacznie przyjazne?

  • Wojciechu, to bardzo ciekawy artykuł, za który wypada Ci podziękować. Dobrze,że go opublikowano; gdyby został tylko „w szufladzie”, byłaby to duża strata! Wiele ciekawych spostrzeżeń dotyczących różnych aspektów życia Irańczyków. Różnica między Iranem a krajami arabskimi jest rzeczywicie uderzająca. Choćby gdyby porównać policję, tacy np. policjanci w Iraku w czasach Saddama byli znani jako ludzie wulgarni i obcesowi, przynajmniej wobec miejscowych. Podobnie zwykli ludzie. W takim np. Egipcie turystę potrafi wyprowadzić z równowagi wszechobecna natarczywość drobnych handlarzy, „przewodników”, nie mówiąc o żebrakach i naciągaczach. W ogóle kraje arabskie jawiły mi się zawsze jako brudne, pełne śmieci (w pewnym stopniu widać to nawet w arabskich enklawach w Paryżu czy Brukseli). Przypuszczam, że w Iranie sprawa czystości wygląda dużo lepiej niż w krajach arabskich. Z drugiej strony Arabowie (zwł. iraccy) często gardzą niesemickimi sąsiadami. Uważają, że zanim zanieśli im islam, tamci byli jakimiś pogańskimi dzikusami. Ilustracją tego jest też oficjalna propaganda niektórych ideologów partii Baas, traktująca naród arabski (rozumiany jako jakiś monolit) jako z definicji rasowo lepszy od niesemickich sąsiadów, czy to indoeuropejskich (Persowie, Kurdowie, Ormianie) czy też uraloałtajskich (Turcy, Azerowie).

    • Policjanci w Iranie rzeczywiście sprawiali wrażenie nie mających
      zboczeń zawodowych, normalnych ludzi. Nie tylko oni. Kiedy wracałem z
      pierwszego pobytu w Iranie do Frankfurtu to na lotnisku w Teheranie ja i
      moje bagaże przeszliśmy osiem różnych kontroli. Ostatnia to była kontrola osobista dokonywana przez komandosów. Jeden z nich stał z automatem skierowanym w podłogę gdzieś blisko koło mojej nogi a drugi dokonywał zewnętrznej kontroli mojej sylwetki, podczas gdy stałem w rozkroku z rękoma założonymi na karku (typowa scena filmowa). Po zakończeniu kontroli uśmiechnął się i podziękował mi. Po śmierci Chomeiniego ilość tych kontroli została znacznie zmniejszona.
      Co innego policja obyczajowa, strażnicy rewolucji nie mówiąc już o
      bezpiece Ci są groźni i nieprzyjemni.
      W Iranie faktycznie jest czyściej niż w krajach arabskich.
      Kiedy wysłannicy kalifa Omara stawili się przed królem perskim
      Jazdagirem proponując mu przyjęcie islamu, to ten widząc ich biedę
      wyśmiał ich. Dla Persów Arabowie byli „łachmaniarzami”. Niespodziewany podbój Persji to przede wszystkim efekt wieloletniej
      wojny persko-bizantyjskiej 606-628 r., która kompletnie wyczerpała siły
      obu imperiów oraz wewnętrznej wojny o tron. Nawet po podboju Persji przez Arabów 633-651 r., Persowie przez wiek opierali się islamizacji. Nigdy też Persja nie została zarabizowana, jak to się stało w przypadki Afryki Północnej. Po prostu kultura perska dominowała nad arabską. To trwa do dziś.
      Z drugiej strony Arabowie szczególnie Ci z Iraku nienawidzą Persów,
      mają w stosunku do nich kompleks niższości. Np.Wuj Saadama Husajna
      mówił mu, że „są trzy rzeczy, których Bóg nie powinien stworzyć: Persów, Żydówi i muchy”.”
      Arabowie uważają się za lepszych przede wszystkim z powodu religii, do
      tego doszedł jeszcze panarabizm partii Baas. Z powodów religijnych
      uważają niemuzułmanów za „nieczystych” i to przekłada się na. brak
      respektu dla praw państwa niemuzułmańskiego, w którym mieszkają.

      • Avatar Zyggi

        Zastanawia mnie natomiast, dlaczego Persowie (a także Afgańczycy) uparcie trwają przy piśmie arabskim. Dlaczego szach Reza (ojciec Mohammeda Rezy), przy całym swoim pędzie do westernizacji kraju, nie próbował zarzucić go tak, jak to zrobili Turcy pod rządami Atatürka. Przecież pismo arabskie jako spółgłoskowe de facto nadaje się tylko dla języków semickich.

      • Avatar wute

        Nie wiem czy Reza miał chęć dokonania tego. Inna tez była
        jego sytuacja w porównaniu z Ataturkiem. Ten drugi wygrał
        wojnę z Grecją i miał autorytet. Wielu Turków było świadomych kosztów utrzymania starego reżimu, który doprowadził do upadku imperium. Toteż jego reformy miały poparcie jakieś części społeczeństwa.
        Reza pop pierwsze panował w kraju w którym nie wydarzył się
        jakiś kataklizm, po drugie miał za sobą opinię watażki. Wielu tez pamiętało, że był niedawno podoficerem. Jego pozycja
        była inna. Tak głęboką rewolucję jak zmiana alfabetu można
        przeprowadzić wtedy kiedy przedtem w kraju wydarzył się
        jakiś kataklizm. Moim zdaniem mogli to zrobić u siebie
        bolszewicy.

Pozostaw odpowiedź