Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Indie Modiego ruszają w świat

Ponad pół roku minęło od powstania rządu Narendry Modiego, który odniósł przekonywujące zwycięstwo w kwietniowo-majowych wyborach do parlamentu. Rządzący Indyjski Kongres Narodowy, partia mająca swego czasu status „kultowej”, jeśli takie określenie można użyć do świata polityki, został zmiażdżony w tych wyborach, otrzymując zaledwie 44 miejsca. To prawie dziesięć razy mniej od najlepszego wyniku tej partii z 1984 r. Zwycięzcą została prawicowa partia o nacjonalistycznym profilu – Janata – której kandydatem na premiera był właśnie Modi. Jego partia zdobyła ponad 50% miejsc w Lok Sabha, niżej izbie parlamentu, a z sojusznikami ponad 60%. Gabinet Modiego został zaprzysiężony 26 maja 2014 roku. Nowością, a wręcz sensacją, była obecność na tej ceremonii premiera Pakistanu Nawaza Sharifa, zaproszonego przez Modiego. Sensacją wręcz podwójną. Po pierwsze, premier Pakistanu nigdy się nie zjawiał na takiej ceremonii, po drugie, rząd Modiego, jak można było przewidzieć, zajmie twardsze stanowisko w sprawie konfliktu w Kaszmirze niż jego poprzednik, premier Manmohan Singh z Indyjskiego Kongresu Narodowego. Sama ceremonia zaprzysiężenia odbyła się w promieniach zachodzącego słońca przed frontem pałacu prezydenckiego w Dehli w obecności zaproszonych gości: polityków, biznesmenów, celebrytów, w większości zwolenników Modiego. Wśród nich była bardzo liczba grupa przedstawicieli ze stanu Gujarat, którego Modi był przez wiele lat premierem.

Polityka zagraniczna – Pakistan

Na ceremonii było obecnych, oprócz premiera Pakistanu, aż siedmiu premierów krajów Azji Południowej, ale to ten pierwszy przyciągał zdecydowanie najwięcej uwagi. Przyjazd Sharifa Nawaza oznaczał, że Modi jeszcze nie wyszedł z bloków startowych, a już od razu zetknął się z największym wyzwaniem, jakim są dla każdego rządu indyjskiego relacje z Pakistanem. Sharif Nawaz w krótkim oświadczeniu dla mediów stwierdził: „że jego przyjazd jest szansą na lepsze zrozumienie partnera. Oba rządy mają mocny mandat. Oba kraje powinny używać kulturalnego sposobu przekazu, żeby poprawić wzajemne relacje. Powinniśmy usunąć lęki, nieufność i obawy w we wzajemnych stosunkach (…) Oba kraje powinny dokonać wysiłku, żeby pozbawić ten region wizerunku niestabilności i braku bezpieczeństwa, który jest mu przypisywany od wielu lat” – dodał. Media w obu krajach przyjęły wizytę Sharifa Nawaza z umiarkowanym optymizmem, podkreślając, że choć nie należy spodziewać się żądnego przełomu po niej, to został zrobiony krok, żeby ocieplić relację pomiędzy oboma krajami.

Zagraniczna polityka regionalna                      

Zaproszenie premierów krajów regionu pokazało, jakie będą priorytety polityki zagranicznej nowego rządu. Modi dąży za zacieśnienia i polepszenia relacji z sąsiadami oraz w dalszej kolejności z krajami szeroko rozumianej strefy Azji Wschodniej i Pacyfiku. Współpracę z tymi ostatnimi krajami rząd Modiego traktuje coraz bardziej priorytetowo, przejawem tego ma być „Act East Policy” – nowy strategiczny dokument regulujący politykę z krajami ASEAN. W ramach tej polityki Modi odwiedził już: Bhutan, Nepal, Birmę, Australię i Fidżi. W tym ostatnim państwie spotkał się z przywódcami kilkunastu państw wyspiarskich tamtejszego regionu i podczas tego forum zaproponował stała współpracę Indii z krajami pacyficznych wysp. Wbrew pozorom bardzo ważne dla Indii były wizyty w dwóch pierwszych krajach. Choć w Indiach nie są przez wielu traktowane jako zupełnie niepodległe państwa, to dla Dehli mają strategiczne znaczenie. One są jakby twierdzami w gigantycznej linii obrony, jakie tworzą Himalaje, i utrata kontroli nad nimi rozsypałaby cała indyjską strategię obrony na tej granicy. Dlatego też Modi pojechał do Katmandu z workiem pieniędzy i obietnicą rewizji nierówno prawnego traktatu zawartego pomiędzy Indiami a Nepalem jeszcze w 1950 r.

Mianowana przez niego ministrem spraw zagranicznych Sushma Swaraj (pierwsza kobieta na tym stanowisku od czasów Indiry Gandhi) odwiedziła w tym czasie Bangladesz,  Bhutan, Nepal, Birmę, Singapur, Wietnam, Bahrajn, Afganistan, Tadżykistan, USA, Wielką Brytanię, Mauritius, Malediwy i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jak na kilka miesięcy sprawowania urzędu ministra, jest to dość duża aktywność.

Modi często podkreśla, że jest pierwszym premierem Indii urodzonym już za czasów niepodległości i m.in. z tego powodu ma inne widzenie świata, co należy tłumaczyć, że nie czuje się obciążony dziedzictwem kolonializmu. Jego widzenie świata wydaje się bardziej przyszłościowe niż jego poprzedników. Modi jest zwolennikiem nadawania w zagranicznej polityce większego priorytetu sprawom gospodarczym niż tradycyjnej dyplomacji bazującej na geopolityce. Zgodnie tą koncepcją akceptuje zagraniczne relacje poszczególnych stanów czy nawet miast indyjskich z ich partnerami w innych krajach, jeśli pomaga to w rozwoju gospodarczym. Oczywiście pod warunkiem nienaruszania kompetencji rządu indyjskiego. Przykładami takich specjalnych relacji są związki miast Mumbaj-Szanghaj i Ahmedabad-Guangzhou.

Aktywność rządu Modiego jest szczególnie widoczna w rejonie Oceanu Indyjskiego, traktowanego przez Indię jako swoja domenę, a na który zdecydowanie wkroczyły Chiny, budując system baz mający w otaczać Indię od Pakistanu po Birmę (tzw. naszyjnik z pereł). W odpowiedzi Indie tworzą międzynarodowy Project Mausam, mający zacieśnić handel i wymianę kulturalną pomiędzy krajami leżącymi nad brzegami tego oceanu i żeby w ten sposób osłabić wpływy chińskie.

Źródło: flickr.com, Narendra Modi

Źródło: flickr.com, Narendra Modi

Indie w polityce światowej

Niemniej ważne od tych regionalnych relacji są stosunku z potęgami tego świata i będą coraz ważniejsze w ślad za tym, jak Indie będą przesuwały się w górę w rankingu wielkości PKB. W ciągu tych kilku miesięcy premier Modi miał okazję wziąć udział w kilku wielkich międzynarodowych zgromadzeniach, takich jak np.: szczyt Wschodnioazjatycki w Birmie, szczyt BRICS w Brazylii czy ostanie spotkanie przywódców krajów świata G20 w Australii. Jednakże wydaje się, że największe znaczenie miały trzy bilateralne wizyty. Pierwszą z nich była wizyta premiera w Japonii. Oba kraje łączą szczególne relacje, ze względu na wspólnego wroga/przeciwnika, jakim są Chiny, natomiast nie ich dzieli historia. Indie są jednym z tych nielicznych krajów w tamtym regionie, do których nie dotarła japońska armia, w związku z czym nie czują resentymentu do Kraju Wschodzącego Słońca. Nie często też można spotkać w świecie polityków tak odpowiadających sobie, jak premierzy Modi i Abe. Obaj są nacjonalistami i obaj czynią wysiłki w celu przyśpieszenia rozwoju ekonomicznego kraju i wzmocnienia pozycji w świecie. Szczególnie Abe twardo, ale ze zmiennym szczęściem, próbuje rozruszać japońską gospodarkę. O zdominowaniu wizyty przez tematykę polityczną świadczy fakt, że oba kraje przyjęły formułę 2+2, która oznacza, że kontakty pomiędzy oboma krajami odbywać się będą także na poziomie ministrów spraw zagranicznych i obrony. Nie oznacza to jednak, że oba kraje koncentrują się tylko na politycznych sprawach. Obaj partnerzy mają duże gospodarki. Japonia to trzecia pod względem wielkości gospodarka świata, a z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej to miejsce zajmują Indie. Obie gospodarki są komplementarne. Japonia potrzebuje surowców i żywności i będzie potrzebowała w coraz większym zakresie siły roboczej, której nad Gangesem jest w nadmiarze. Indie natomiast potrzebują kapitału i technologii. Można powiedzieć, że z tych wszystkich powodów Indie i Japonia są wręcz wymarzonymi dla siebie sojusznikami. Drugą wizytą była wizyta w Nowym Jorku i w Waszyngtonie na sesji ONZ, a potem jako gość prezydenta Obamy. Stosunki USA i Indii z powodów geopolitycznych powinny być bardzo dobre. Indie doskonale nadają się na bycie sojusznikiem Amerykanów w światowej rozgrywce z Chinami, tym bardziej, że są bliskimi sprzymierzeńcami Japonii, bliskiego sojusznika USA. Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. USA przez lata miały doskonałe relacje z Pakistanem, głównym wrogiem Indii, w dodatku popieranym przez Chiny, przeto Indie, chcąc nie chcąc, dla przeciwwagi utrzymywały przyjazne stosunki z ZSRS. Ten układ po tym, jak sowiecki moloch upadł stracił na znaczeniu, ale Indie nadal utrzymują przyjazne stosunki z Rosją. Indie też pokazywały, że nie zamierzają być sojusznikiem USA na każde życzenie i nie raz podejmowały decyzje nie po myśli Waszyngton, jak choćby przy zakupie myśliwców dla swojego lotnictwa. Pewnym symbolem niezależności Indii była głośna kilka lat temu sprawa nie przyjęcia ministra spraw zagranicznych Niemiec przez prezydenta Indii, który po prostu nie znalazł dla niego czasu. Ta decyzja, która wywołała oburzenie w Niemczech, uważających, że wizyta niemieckiego ministra w kraju Trzeciego Świata automatycznie powinna się rozpocząć się od rozłożenia czerwonego dywanu, pokazała, że minęły już czasy, kiedy zachodnie potęgi mogły traktować Indie z wyższością lub protekcjonalnie.

Jednak wizyta Modiego w USA miała już inny wymiar. Oba kraje dość wyraźnie potrzebują siebie. W Ameryce od razu zapomniano, że kiedyś uznano Modiego za personę non grata z powodu niedostatecznej szybkiej reakcji podczas walk hinduistów z muzułmanami w stanie Gurajat, którego wtedy był premierem. Dla USA, montującego antychińskie sojusze, Indie są partnerem, którego w Azji Południowej nikt nawet w przybliżeniu nie jest w stanie zastąpić. Również w skali globalnej poparcie Indii, może stać się decydujące dla przewagi nad nieformalnym sojuszem Chin i Rosji. Dlatego Modi był przyjmowany w Białym Domu z najwyższymi honorami. Z kolei dla indyjskiego premiera polepszenie stosunków z USA jest bardzo ważne, przede wszystkim z powodów gospodarczych. Indiom bardzo zależy na zagranicznych inwestycjach. Modi może nie chce zbudować drugich Indii, ale chce bardzo unowocześnić kraj.

Zanim indyjski premier udał się do Ameryki, dwa tygodnie wcześniej przyjmował, najważniejszego z możliwych dla Indii gości, czyli prezydenta Chin Xi Jinpinga. Oba kraje są w stanie raczej chłodnych relacji, ale nie tak złych, jakie Chiny mają z Japonią. Trwają one od pół wieku, od czasu krótkiej wojny, w której chińskie wojska wyparły indyjskie ze spornych terenów w górach i przyłączyły kawałek terenu na pograniczu Xinjiangu, Tybetu i Kaszmiru. W tym roku Chińczycy wydrukowali mapy z granicą uwzględniającą ich wszystkie pretensje, spowodowało to powszechną krytykę w Indiach i odbiło się niestety ujemnie na rozmowach obu przywódców. Z kolei Chińczyków rozdrażniły uwagi, jakie Modi uczynił podczas swojej wizyty w Japonii, mówiąc o zakusach terytorialnych w XVIII-wiecznym stylu i choć nie wymienił żadnego kraju, w Pekinie wzięto to do siebie. W odpowiedzi na chiński sznur pereł, polegający na budowaniu baz na Oceanie Indyjskim (Pakistan, Malediwy, Sri Lanka, Bangladesz), Indie rozpoczęły aktywność na chińskich morzach, już nie tylko militarnie współdziałając z Tokio, ale też z Hanoi. Wizyta Xi Jinpinga nie zakończyła się politycznym sukcesem. Oba kraje stoją twardo na swoim stanowisku. W świetle tego impasu gospodarcza współpraca, o której mówił prezydent Xi (Chiny to największa fabryka świata, a Indie to podobne zaplecze biurowe), będzie się rozwijała, ale nie w takim wymiarze, jakim mogłaby być. To samo należy powiedzieć o ewentualnym zainwestowaniu 300 mld USD w indyjską gospodarkę.

Zagraniczna strategia Indii

Pól roku rządów Modiego było niewątpliwe okresem dość intensywnych kontaktów w polityce zagranicznej. Nowy premier postanowił intensyfikować kontrakty ze światem, w celu lepszego zaprezentowania Indii i szukania nowych inwestorów dla swoich wielkich planów gospodarczych. Z drugiej strony nie ustąpił nic ze swojej pozycji w relacjach z Pakistanem i Chinami. Ogólna strategia Modiego jest następująca. Indie będą rozwijały się coraz szybciej i coraz bardziej będą się liczyły w świecie, wiec potrzebują spokoju. W tym celu należy poprawiać relacje z innymi krajami tam, gdzie jest to możliwe.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Indie Modiego ruszają w świat Reviewed by on 18 stycznia 2015 .

Ponad pół roku minęło od powstania rządu Narendry Modiego, który odniósł przekonywujące zwycięstwo w kwietniowo-majowych wyborach do parlamentu. Rządzący Indyjski Kongres Narodowy, partia mająca swego czasu status „kultowej”, jeśli takie określenie można użyć do świata polityki, został zmiażdżony w tych wyborach, otrzymując zaledwie 44 miejsca. To prawie dziesięć razy mniej od najlepszego wyniku tej partii

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź