Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Cztery problemy Japonii

Jeszcze rok temu świat zachwycał się premierem Japonii i jego gospodarczą polityką zwaną Abenomiką. Shinzō Abe uważany był za pierwszego od wielu lat premiera, który naprawdę podjął walkę z plagami gnębiącymi Japonię od co najmniej od ćwierćwiecza: straszliwym spadkiem urodzeń, nepotyzmem, kryzysem innowacyjności oraz brakiem wyraźnego wzrostu gospodarczego powodującego stagnację społeczną i brak wiary społeczeństwa w lepszą przyszłość. Do tego doszła bardzo energiczna polityka zagraniczna oraz bardzo odważna retoryka w stosunku do Chin, które w Azji zajęły miejsce Japonii, czyli państwa, którego wzrostem gospodarczym zachwyca się bez przesady cały świat.

Gasnąca nadzieja                      

Dwa lata temu w grudniu 2012 r. Abe wygrał wybory jako desygnowany na premiera kandydat Partii Liberalno-Demokratycznej. Jego spektakularny sukces związany był z nadzieją, jaką budził ten twardy polityk, obiecujący generalną naprawę japońskiej gospodarki poprzez wzrost publicznych wydatków, prywatnych inwestycji oraz prowadzenie energicznej proeksportowej polityki na wzór tej, która uczyniła z Japonii kraj cudu gospodarczego. Początkowo Abe odniósł sukces, już wyniki za pierwszy kwartał sprawowania władzy wskazywały znaczne przyśpieszenie gospodarki. Właściwie cały rok 2013 można uznać za udany. Wydawało się, że Abenomika będzie sukcesem. Sytuacja zmieniła się w 2014 r. Nastąpił regres, jeśli nie wręcz załamanie. W II kwartale 2014 r. nastąpił spadek PKB o ponad 6% w stosunku do tego samego kwartału rok wcześniej. W III kwartale 2014 r. spadek wyniósł powyżej 1,5% w stosunku do III kw. 2013 r. Stało się jasne, że polityka premiera poniosła porażkę, a wraz z nią skurczyło się poparcie społeczne dla jego reform. Kiedy w kwietniu 2014 r. rząd podniósł podatek konsumpcyjny z 5% na 8%, stracił aż 20% poparcia i w efekcie okazało, że poparcie dla rządowych planów reformy spadło do poziomu 44%. To musiał być ciężki cios, ponieważ podwyżka tego japońskiego VAT-u jest zaledwie drobną niedogodnością w stosunku do wyrzeczeń, jakie Abe zamierza zaaplikować społeczeństwu.

Kiedy ponadto przyszły wspomniane złe wyniki gospodarcze, Abe zrozumiał, że dalsze prowadzenie tej polityki bez nowego mandatu społecznego może szybko zakończyć się jego upadkiem. Po prostu rządząca partia Liberalno-Demokratyczna nie będzie w nieskończoność tolerowała strat sondażowych, które przy następnych wyborach mogłyby obrócić się w klęskę wyborczą. Obawa, że jego partia, znana zresztą w przeszłości z oficjalnej frakcyjności, może za parę miesięcy poszukać za jego plecami nowego lidera, skłoniła premiera do rozwiązania parlamentu w dniu 21 listopada i ogłoszenia w błyskawicznym tempie nowych wyborów, datowanych na 14 grudnia.

Wybory                                                                           

Co mają robić reformatorzy, kiedy tracą popularność i poparcie? Abe pokazał. Robić wybory, kiedy nie jest jeszcze za późno. Dramat reformatorów polega na tym, że czynią oni słuszne rzeczy, żeby ratować kraj przed zapaścią, ale koszty reform, zazwyczaj bolesne, płaci społeczeństwo, które prędzej i później ma tego dosyć, mimo że rozumie niezbędność reform. W efekcie owoce reform, które nadchodzą po kilku latach, zbierają inni, nie rzadko ich krytycy albo ci, którzy doprowadzili poprzednio kraj do ruiny, a którym mające krótką pamięć społeczeństwo ponownie powierza władzę. Ten klasyczny mechanizm sprawdził się w naszym kraju, gdzie jedno środowisko polityczne dwukrotnie wygrało wybory, prowadząc kampanie wyborcze oparte na totalnej krytyce skutków reform i osiągając poparcie rzędu 40%, a więc takie, o jakim nawet nie mogli marzyć, kiedy w przeszłości przez dziesięciolecia sprawowali władzę. Abe nie chciał czekać, aż Japończycy zapomną skrajnie nieudolną politykę jego poprzedników z Partii Demokratycznej, których wyborcy skasowali w wyborach z 2012 r., dając im zaledwie 20% mandatów w stosunku do tej ilości, kiedy powierzali im władzę w 2008 r.

Abe wygrał wybory. Jego Partia Liberalno-Demokratyczna uzyskała 291 mandatów, a wiec o zaledwie o 3 mniej niż dotychczas miała w parlamencie. Oznacza to, że opłaciła się ryzykowna gra premiera. Słusznie założył, że tak naprawdę wyborcy nie mają alternatywy, ponieważ, po pierwsze jest on postrzegany jako jedyny, który może wyciągnąć kraj z wieloletniego marazmu, po drugie skompromitowana nieudolnością opozycja nie ma żadnego realnego planu zmian na lepsze. Po trzecie, nowe siły polityczne, które mogłyby przeorać świadomość Japończyków, jak obywatelska partia Jeden za Drugim (Shinto Hitori Hitori), przeciwna nuklearnym elektrowniom, planom zastąpienia Sił Samoobrony przez armię i wroga handlowemu traktatowi strefy Pacyfiku, są dopiero na dorobku i długo nie będą w stanie zagrozić ukształtowanemu od dekad politycznemu establishmentowi.

Analiza porażki Abenomiki                      

„New York Times” na kilka tygodni przed wyborami opublikował karykaturę Abenomiki w postaci pacjenta wnoszonego na noszach do karetki bez kół, na co spogląda bezradny Abe. Tak źle jednak nie jest, Abenomika to nie klęska tylko porażka. Warto jednak przeprowadzić analizę dotychczasowej porażki tego ambitnego programu, ponieważ niemało jego elementów odpowiada programowi gospodarczemu, jaki funkcjonuje w naszym kraju. Poza tym Shinzō Abe zamierza po dokonaniu niezbędnych korekt nadal go kontynuować.

Ekonomiści nie są zgodni co do ocen rezultatów Abenomiki. Niektórzy twierdzą, że podwyżka podatku konsumpcyjnego była konieczna, żeby ostatecznie wyjść ze strefy deflacji, dołującej przez lata kraj, i zakorzenić się na stałe w kontrolowanej inflacji, która pobudziłaby inwestycje, a tragiczny wynik PKB w drugim kwartale 2014 r. (minus ponad 6%) to efekt zwiększonych zakupów konsumpcyjnych dokonanych przez gospodarstwa domowe w I kwartale, żeby zdążyć przed kwietniową podwyżką VAT. Takie ruchy mają jednak krótkotrwały efekt. W Polsce też przeprowadzono podwyżkę VAT  i nie miało to wpływu na poprawę koniunktury gospodarczej, a jedynie, jak w Japonii, służyło zwiększeniu równowagi budżetowej.

Problem nieudanych jak na razie reform tkwi gdzie indziej. Nie da go się rozwiązać tylko reformami monetarnymi i podatkowymi, mimo sprzyjającej rządowi polityce centralnego banku. Shinzō Abe ma co najmniej cztery ciężkie przeszkody, które stały się plagami japońskiego społeczeństwa i niektórych z nich nie da się usunąć nawet w kilkanaście lat.

Źródło: flickr.com, Global Panorama

Źródło: flickr.com, Global Panorama

Pierwszy problem – straszliwy spadek liczby urodzeń                      

To najważniejszy problem Japonii. Wśród wielkich i dużych krajów świata Japonia jest w najgorszej sytuacji demograficznej, o wiele trudniejszej niż nawet krytykowane za politykę jednego dziecka Chiny. Japonia ma w tej chwili niższy przyrost naturalny nawet niż Polska. Obecnie ilość osób powyżej 65 roku życia dwukrotnie przewyższa ilość dzieci. W ostatniej dekadzie ubiegłego wieku Japonia miała jeszcze dodatni przyrost wielkości siły roboczej. W minionej już ujemny w wysokości 2%. Szacuje się, że do 2050 r. ubytek siły roboczej będzie wynosił 33%, to znaczy, że z rynku pracy ubędzie co trzeci pracownik. Decyzje, jakie zostaną podjęte w tej dziedzinie, będą kluczowe dla Shinzō Abego, jego rządu i całej Japonii. Kryzys demograficzny Japonii to efekt nieodwracalnych zmian cywilizacyjnych, powodujących, że uległe dawniej Japonki wolą robić karierę, niż rodzić dzieci, a mężczyźni wolą oddawać się swoim pasjom, niż utrzymywać rodziny. Jedynym wyjściem jest szerokie otwarcie rynku dla imigrantów, co dla dość zamkniętego japońskiego społeczeństwa z jego unikalną strukturą społeczną będzie nie lada szokiem. Sytuacja demograficzna Japonii i problemy, jakie ma z tego powodu, jest tym, co spotka nas za 15-20 lat i dlatego z wielką uwaga powinniśmy śledzić politykę Japonii w tym względzie.

Drugi problem – nepotyzm

Premier Abe jest synem ministra spraw zagranicznym, a po matce, wnukiem premiera Nobusuke Kishiego. Ten ostatni był przyrodnim bratem premiera Eisaku Satō. Premierami było dwóch przedstawicieli klanu Fukuda, ojciec i syn. Premier Tarō Asō to wnuk kilkakrotnego premiera Shigeru Yoshidy. Kazuko Hatoyama był przewodniczącym parlamentu jeszcze przed I wojną światową, jego syn premierem, wnuk ministrem, a prawnuk premierem. Te przykłady można mnożyć. Mówi się, że Japonią od 150 lat, tj. od początków epoki Meiji, rządzi 100 rodzin, które pomogły cesarzowi obalić szogunat, a klęska w II wojnie światowej niewiele w tym względzie zmieniła. System ten panuje w całym społeczeństwie. Zwyczajem jest, że zwykłe urzędy są obsadzone przez 2-3 rodziny i nikt spoza nich nie znajdzie tam pracy. Ten system ma pewne zalety w postaci np. bardziej zgodnej współpracy, ale w dłuższym okresie przynosi straty takie: solidarne ukrywanie błędów, rutynizacja, brak konkurencji, a tym samym brak bodźców do podnoszenia kwalifikacji. W ostateczności stał się jednym ze źródeł stagnacji społecznej. Jeśli dodamy to tego japoński zwyczaj pracy w jednej firmie, to otrzymamy obraz społeczeństwa o tendencji do społecznej stagnacji, które na międzynarodowej arenie musi się zmierzyć ze znacznie mobilnymi społeczeństwami i ich gospodarkami.

Trzeci probleminnowacyjność                      

Japonia w okresie cudu gospodarczego miała image kraju o wielkiej innowacyjności, ale nawet wtedy faktycznie ta innowacyjność była bardziej udoskonaleniem produktów wynalezionych przez innych. Najbardziej znane japońskie produkty, które zawojowały świat: walkman firmy Sony i konsola Playstation to odpowiednio pomniejszony magnetofon kasetowy oraz konsola piątej generacji. Oba produkty (magnetofon i konsolę) skonstruowano wcześniej na Zachodzie. Jeśli się weźmie pod uwagę przykładowo najważniejsze wynalazki, które zmieniały nasze życie w ostatnich kilku dekadach, m.in. Internet, przeglądarka, telefon komórkowy, komputer osobisty, laptop, smartfon, e-mail, rezonans magnetyczny, microprocesor, wyodrębnienie DNA, diody świetlne, nawigacja GPS, graficzny interfejs, fotografia cyfrowa, kod kresowy, skaner, bajpasy w medycynie, to one też są wynalazkami Zachodu. Rzadko można spotkać oryginalny japoński wynalazek taki jak np. LCD.

Światowy sukces japońskiego eksportu, powstał na bazie niskich kosztów i niskich cen. Obecnie nie da się powtórzyć tego schematu. Miejsce Japonii zajęły Chiny, które stały się tania fabryką świata, a obecnie kapitał z Chin przenosi się do jeszcze tańszych producentów. Japonia teraz musi rywalizować w segmencie producentów krajów najbardziej rozwiniętych. W związku z tym Japonia musi dokonać skoku technologicznego, co nie jest sprawą dwóch, trzech lat. Podobne problemy z innowacyjnością ma Polska i w efekcie od ćwierćwiecza nie możemy rozwinąć naszego eksportu do zadowalającego poziomu.

Rząd Abego zdecydował się na prowadzenie takiej polityki monetarnej, na którą nie zdecydował się żaden z naszych rządów. W celu uatrakcyjnienia popytu na japońskie produkty wybrał najszybsze rozwiązanie, tj. systematyczne obniżanie wartości jena, który w ciągu ostatnich trzech lat stracił 1/3 wartości w stosunku do dolara.

Abenomika 2.0 jako lekarstwo na problem czwarty i pozostałe.

To będzie prawdziwa rewolucja w Japonii. Premier zdecydowany jest przeprowadzić strukturalne reformy. Na pierwszy ogień pójdzie rolnictwo. Podpisanie układu pacyficznego spowoduje, że zostanie otwarty rynek rolniczy dla zagranicznych koncernów. Liczący 12 mln członków Związek Rolniczy to żelazny elektorat PLD, a decyzja Abego uderzy przecież w ich podstawowe interesy. Potem rząd uderzy w koncerny energetyczne, wprowadzając nowe rozwiązania prawne odnośnie dostaw energii. Potem uderzy w prawo pracy, zamierzając wprowadzić przepisy znacznie zwiększające możliwości w zatrudnianiu i zwalnianiu pracowników. Będzie to ciężki cios w prawa pracowników od dekad przyzwyczajonych do pracy w jednej firmie, bez względu na przydatność i wyniki w pracy. W pewien sposób uderzy to również w biurokrację, w administrację, gdzie dwie, trzy rodziny „okupują” dany urząd i nikt spoza tych klanów nie ma prawa dostać tam pracy. Jednak najważniejszą sprawą, która wymaga bezwzględnych decyzji, jest zwiększenie liczebności siły roboczej. Japonia ma najstarszą ludność świata. W tej sytuacji wszelkie próby w postaci zachęcenia starszych Japończyków, żeby pozostali na rynku pracy, kiedy przeciętny Japończyk pracuje do 69 roku życia, nie przyniosą żadnych realnych rezultatów. Podobnie namawianie kobiet, żeby chętniej podejmowały pracę z jednoczesnym żądaniem od nich zwiększenia urodzeń dzieci. Przełomowym momentem będzie szerokie otwarcie Japonii na gastarbeiterów. Tutaj już Abe odniósł pierwszy sukces. Udało mu się przełamać opór biurokracji w sprawie pracy cudzoziemskich robotników budowlanych, niezbędnych przy przygotowaniach Olimpiady w Tokio w 2020 r. Jednakże mentalny opór japońskiej biurokracji w sprawie emigracji jest wyjątkowo silny. Japonia to kraj wyjątkowo zamknięty w stosunku do cudzoziemców. Zobaczymy jak to wszystko będzie działało. Abe w odróżnieniu od wielu polityków nie jest medialnym pajacem, lecz twardym politykiem, co nie oznacza, że brak mu elastyczności. Np. wyciągnął wnioski ze skutków podwyżki VAT-u i następna taka operacja została przełożona z jesieni 2015 r. na wiosnę 2017 r.

Warto obserwować poczynania japońskiego rządu, ponieważ walczy on z plagami, które nam są dobrze znane.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Cztery problemy Japonii Reviewed by on 1 marca 2015 .

Jeszcze rok temu świat zachwycał się premierem Japonii i jego gospodarczą polityką zwaną Abenomiką. Shinzō Abe uważany był za pierwszego od wielu lat premiera, który naprawdę podjął walkę z plagami gnębiącymi Japonię od co najmniej od ćwierćwiecza: straszliwym spadkiem urodzeń, nepotyzmem, kryzysem innowacyjności oraz brakiem wyraźnego wzrostu gospodarczego powodującego stagnację społeczną i brak wiary społeczeństwa

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Wow – piekny pierwszy komentarz :) Tak konserwatywny wpis calkiem przyzwoicie komponuje sie z obrazem konserwatywnej Japoni. Ciekaw jestem tylko co autor mial za intencje poza obrazeniem mnostwa ludzi i co to ma do tematu artykulu.

  • feminizm – ma i taka konsekwencje, ze w usa jest spory odsetek oskarzen o gwalt, ktore po sprawie w sadzie okazuja sie nieuzasadnione. w zwiazku z tym na jednej ze stron omawiajacych to zagadnienie postawiono wniosek o stworzenie listy tychze kobiet, upublicznienie tych, ktore oskarzaja sobie mezczyzn o gwalt. trudno sobie jednak wyobrazic zrealizowanie tego postulatu – pedofile sa upubliczniani – kobiety juz nie

    imigranci – ci w azji sa doplywem pracowitych jednostek do pracowitych spoleczenstw
    nie wiem na ile afrykanscy imigranci sa beneficjentami pomocy socjalnej w europie, jednak moge sobie wyobrazic ze w wiekszej mierze, niz azjatyccy
    azjatyccy sa sobie takze blizsi kulturowo, niz nowi obywatele europy

  • Zupełnie nie rozumiem, jak ANARCHA od problemów gospodarczych w Japonii przeszedł do feminizmu w Polsce, w oryginalnym tekście nic o feminizmie przecież nie ma (a szkoda, bo feminizm i ogólnie kwestia płci w Japonii, to fenomen sam w sobie unikatowy), chyba, ze za taką wzmiankę potraktujemy fragment o Japonkach robiących karierę…

    Shinzo Abe stara się, jak może, ale społeczeństwo nie jest mu przychylne, wygrana w wyborach nie zmieniła tego specjalnie. W dziale „newsy” można znaleźć mnóstwo mniej lub bardziej bezpośrednio krytycznych wypowiedzi. Ciekawa jestem, co o nich pan Wojciech sądzi.

    • Dziękuję za komentarz.
      Krytyka Abe jest krytyką polityka, który chce przeprowadzić reformy. Reform zazwyczaj nie da się ich
      przeprowadzić bez zaciskania pasa i wyrzeczeń. Społeczeństwo japońskie od dawna stało się już
      społeczeństwem konsumpcyjnym i każdy który, chce coś im zabrać z ich dobrobytu staje się ich wrogiem
      niezależnie od tego czy ma rację czy nie. Tutaj drugorzędne znaczenie będą miały błędy Abe. Czy
      je popełni czy nie, nie będzie to miało żadnego znaczenie, ludzie i tak będą zirytowani..
      Sam Abe jako dość wyrazisty polityk, naturalnie budzi większą niechęć niż zwykły technokrata,
      toteż ma niemało zdecydowanych oponentów w kraju, zwłaszcza, że jego polityka faktycznie
      dla wielu jest kontrowersyjna a rezultatów jak na razie specjalnie nie ma.

  • Do ANARCHA

    Świetny i bardzo trafny komentarz. Dawno nie czytałem w internecie tak dobrego tekstu. Słuszna uwaga dotycząca „wyzwolenia kobiet” w Skandynawii. Obecnie proces ten ulega wręcz cofaniu wraz z napływem kolejnych mas „uchodżców” i wszelakiej maści obcych kulturowo i cywilizacyjnie imigrantów. Mieszkałem w Szwecji przez dłuższy czas, a i obecnie bywam tam regularnie i widzę jak negatywne zmiany zachodzą w tamtym społeczeństwie. Najgorszym jednak jest fakt, iż wszelkie oddolne społeczne inicjatywy mające na celu zahamowanie tychże negatywnych tendencji są przez rządzący estabilishment zgniatane już w zarodku. Np w obecnym miesiącu miały się odbyć kolejne wybory parlamentarne (ostatnie były zaledwie pół roku temu) ponieważ mniejszościowy rząd lewicowy nie miał wystarczającego poparcia by przegłosować swój budżet. Jednak mainstreamowa „prawicowa” opozycja udzieliła mu poparcia w celu nie dopuszczenia do ponownych wyborów. Wszystko z obawy przed bardzo prawdopodobnym sukcesem antyimigranckiej partii Szwedzcy Demokraci. Dogadano się już nawet co do koalicji po następnych wyborach jakie mają być w 2018 roku. Jak to butnie stwierdził jeden z prominentnych działaczy lewicy wszystko jest już pozamiatane na szwedzkiej scenie politycznej do 2022 roku. Do tego czasu pewnie dalsze kilkaset tysięcy muzułmanów osiedli się w Szwecji. Wtedy faktycznie wszystko będzie już w tym kraju „pozamiatane”.
    Sytuacja Japonii jest o tyle lepsza od krajów europejskich, że ma możliwość uzupełniania swych niedoborów demograficznych ludżmi bardziej pracowitymi niż napływający masowo do Europy Murzyni i muzułmanie dla których „protestancki etos pracy” (a w zasadzie jakikolwiek etos pracy) jest czymś zupełnie abstrakcyjnym. Do Japonii przyjeżdżali by ludzie z biedniejszych i przeludnionych krajów Azji poł-wsch jak Filipiny, Wietnam, Kambodża może Birma czy nawet Tajlandia (ta taka biedna nie jest, ale i tak od Japonii dzielą ją lata świetlne). To pracowity i łatwo integrujący się element. Zresztą sporo ludzi z w/w krajów w Japonii już pracuje. Chińczycy? – raczej nie na masową skalę, w końcu ich kraj świetnie się rozwija, a poziom życia stale się podnosi. Noo oczywiście do poziomu krajów wysokorozwiniętych to jeszcze daleka droga, ale najważniejsze że są na właściwej ścieżce i nie zbaczają na błędne szlaki.
    *Czytam ten portal regularnie i nie zauważyłem do tej pory jakiegoś zbytniego odurzenia oparami politycznej poprawności, więc sformułowanie o leniwych Murzynach (jest w języku polskim od wieków takie słowo na określenie człowieka rasy czarnej) i muzułmanach chyba Was nie zabolą. Na fakty nie ma co się obrażać.

  • Uff, przejechał się Pan mocno ale i celnie na feminizmie, swoją drogą dość daleko odchodząc od treści artykułu.
    Porównanie Polski i Japonii, ma sens, ponieważ, niezależnie od skali, mamy podobne problemy:
    starzejące się społeczeństwo, nepotyzm, innowacyjność. Toteż warto patrzeć jak Japonia walczy z tymi problemami.
    Co do feminizmu, to zgadzam się. W Polsce ma on wymiar karykaturalny. U nas te panie, nie walczą o prawa kobiet tylko zajmują się sprawami i prawami mniejszości seksualnych. Generalnie polskie feministki to panie dobrze sytuowane, w ogromnej większości są im obce największe problemy milionów kobiet w postaci życia od pierwszego do pierwszego i męża pijaka.

  • Nie jestem pewien, czy można porównywać sytuacje naszych krajów, nie tylko dlatego, że Polska niestety nie odgrywała w najnowszych dziejach podobnej roli ani nie dysponowała równą potęgą militarną a później gospodarczą co Japonia – nie wiem jak tam się mają rzeczy pod tym względem ale dla zdecydowanej większości Polek ”robienie kariery” kończy się na posadzie kasjerki w trashmarkecie czy nauczycielki na 1/2 etatu lub co najwyżej b….wy w jednym z rozrośniętych ponad miarę urzędów jak małżonka pewnego obecnego kandydata na prezydenta [ którego partii hasło powinno brzmieć ”rodzina na cudzym”, nie tylko zresztą tej ]. Przyznam, że nie przychodzi mi teraz do głowy jakikolwiek rodzimy przykład autentycznej ”kobiety sukcesu”, na pewno nie jest nią towarzyszka Henia Bochniarzowa zawdzięczająca awanse raczej swym koneksjom klanowo-partyjnym [ choć koło swoich interesów akurat umie się zakręcić, trzeba przyznać ]. Raczej emblematyczną postacią dla nadwiślańskich ”ścieżek kariery” wydaje się Aldona Wejchert, jedyna kobieta w zarządzie TVN, gdzie dostała się dzięki temu, że była kochanką a później żoną [ trzecią ] współzałożyciela tejże stacji., innych ”dokonań” tej pani sobie nie przypominam, podobnie jak p. Kwaśniewskiej poza słynną ”bezą”. Kobiety na wysokich stanowiskach w polskiej polityce stanowią wyjątkowo niefortunny przykład by przytoczyć totalną nieudolność pewnej ”bufetowej” robiącej za prezydent stolicy czy obecną premier nad którą litościwie nie będę się już znęcał, aczkolwiek tej ostatniej przyznajmy, że chyba nie ma większych złudzeń co do swej roli mimo oficjalnych propagandowych napinek i przynajmniej nie kreuje się na sufrażystkę, dobre i to. Natomiast same feministki mimo nachalnego wręcz lansowania haseł tego środowiska w mediach stanowią sektę raczej z pogranicza kabaretu politycznego o ile wręcz nie psychopatologii i nerwicy seksualnej jak choćby aborterka ciąż urojonych i me[ga]lomanka, miłośniczka oper północnokoreańskich ”papieżyca” Bratkowska, nic więc dziwnego, że wspomniana obecność w ośrodkach propagandy nie ma żadnego przełożenia na wynik wyborczy – patrz choćby blamaż ”Partii Kobiet” itp. inicjatyw, o niedawnym kompromitującym akcesie Kazi do partii politycznego bankruta Palikota już nie wspominając : najwidoczniej podświadomie ”chce być zgwałcona” [ coś mi też mówi, że na Ogórkową będą w większości głosować mężczyźni i to ci głupsi, myślący nie mózgiem a innym organem ]. Reasumując jeśli spojrzymy na rzecz trzeźwo nie ulegając wszechobecnemu bełkotowi poprawnopolitycznemu sprawa wygląda raczej niewesoło i nie da się tego zwalić na nasze rzekome ”zacofanie”, gdyż jak wiadomo sytuacja w krajach przedstawianych nam jako wzorzec takich jak Szwecja przedstawia się jeszcze gorzej i to o wiele – nawet jeśli uwzględnimy bardzo szeroko tam stosowaną kategorię ”przemocy seksualnej” i tak statystyki tyczące gwałtów choćby są zastraszające co jest tematem tabu tym bardziej, iż nieproporcjonalnie wielki udział w stosunku do ogólnej liczby ludności mają w ich popełnianiu imigranci, ale to już temat na inną dyskusję. Nie dziwi to tak, jeśli uświadomimy sobie, że kobiety niczego nie ”wywalczyły” tak naprawdę same ale poniekąd to im ”wywalczono” emancypację aby umiejętnie sprzedać wprzęgnięcie w przemysłowo-konsumpcyjny kierat zgodnie z duchem nowego, jaśnie nam panującego totalizmu, który bazuje raczej nie na zewnętrznym jak dotąd lecz wewnętrznym przymusie – do rangi symbolu urasta tu klasyczna PR-owska zagrywka Eddiego Bernaysa z ”pochodniami wolności”, gdzie trucie się i czynienie na własny rachunek, dosłownie, ordynarną niewolnicą nałogu i koncernów tytoniowych sprzedano jako ”wyzwolenie” z ”patriarchalnej opresji”, dość skutecznie niestety. Nie przypadkiem też ”niewidzialni zarządcy” [ wg ich własnego określenia ] i macherzy masowej [nie]świadomości tak upodobali sobie za obiekt swych manipulacji kobiety, gdyż łatwiej im się one poddają – proszę się nie pieklić zarzucając mi ”seksizm”, tylko mieć o to pretensje do tych, którzy na słabościach ludzkiej natury żerują zbijając kapitał nie tylko finansowy ale przede wszystkim polityczny. Dlatego nie sądzę, aby rzekome ”robienie kariery” przez kobiety w Polsce wpływało znacząco na dramatyczny fakt iż w zastraszającym tempie, mówiąc wprost , wymieramy [ bowiem ”ujemy przyrost” jest jednym z najbardziej kuriozalnych eufemizmów ], no chyba, że chodzi o jej iluzję – patrz wyżej. Podejrzewam iż podobnie rzecz się ma w Japonii, tym bardziej że gryzie się to jakoś z wspomnianym również w tekście powszechnym, usankcjonowanym wręcz oficjalnie nepotyzmem, skąd my to znamy : nawiasem ciekawe, że ”kryzys rodziny” i ”rozpad więzi” o których się tyle trąbi akurat jakoś nie ima się TYCH rodzin, różnych wpływowych klanów którymi obrosła zarówno rodzima jak i ichnia jak widać polityka, biznes, oficjalna kultura etc. Moim zdaniem jeśli można pokusić się w ogóle tu na porównania kluczowe byłyby nie doraźne rozwiązania obejmujące nawet ulgi podatkowe ”na dziecko” ale zmiana paradygmatu gospodarki opartego na permanentnym długu publicznym i konsumpcyjnym kredycie zmuszającym wręcz wprzęgnięte weń jednostki do sztucznego podtrzymywania stanu infantylności, dosłownie i w przenośni ”życia na kredyt”. Dalszym zaś, naturalnym krokiem obalenie obecnej zupełnie wypaczonej ”nadbudowy” jawiącej się wręcz jako spisek wobec męskości, lansującej zniewieścienie a zarazem maskulinizację w przypadku kobiety, ale bez łudzeń, tylko po to by jak wspomniano wyżej zaprząc ją w kierat. Czarno to widzę i tam i tu, bowiem godziłoby to w interes wielkich tego świata a najwidoczniej mają go oni w podtrzymywaniu tego chorego stanu rzeczy i to całkiem spory, wystarczy przyjrzeć się jakie sumy w ”tęczowe parady” i promocję ”gender equality” nad Wisłą wkładają jakieś tajemnicze norweskie fundusze inwestycyjne [ dokładnie ”eea grants norway grants” ] – oburzonym jak śmiem w ogóle kwestionować szlachetne cele pod auspicjami których ten proceder się odbywa radzę najpierw zastanowić się skąd pochodzi ta forsa i przede wszystkim dlaczego ludzie dysponującymi podobnymi kwotami tyle w nie inwestują : bo serduszko ich zabolało ? Lub są idealistycznymi ”filantropami” ? Zakrawa to na kpinę zwłaszcza w przypadku finansowych macherów, banksterki, która tylokrotnie już udowodniła w historii, iż bez najmniejszych skrupułów potrafi ograbiać i obracać w perzynę całe narody, państwa i kontynenty, jeśli tylko widzi w tym swój interes, radziłbym więc zachować nieufność, bowiem jak słusznie zauważył Jefferson : ”ufność jest wszędzie źródłem despotyzmu, wolne rządy [ zaś ] zasadzają się na podejrzliwości” – otóż to.

Pozostaw odpowiedź