Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Chiny porzucają dynastię Kimów

W świecie politycznej publicystyki panuje przekonanie, że mocarstwa nie wiedzą, co zrobić ze skansenem zwanym Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną. Uważa się, że główni rozgrywający w Azji Wschodniej, nie mogąc przy tym dojść do konsensusu, zdecydowali się tolerować stan istniejący, utrzymując ten twór przy życiu bezpłatnymi dostawami żywności, byle mieć tylko spokój. Ostatnie głośne wydarzenie w postaci niedopuszczenia KRLD do członkowstwa w słynnym już AIIB (Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych) przez Chiny, świadczy o tym, że Pekin zrobił już wyraźny krok, żeby porzucić rządzącą Północną Koreą dynastię Kimów.

Dynastia

Twórcą tej dynastii jest Kim Ir-sen, antyjapoński partyzant, który w czasie II wojny światowej znalazł się w ZSRS i w taborach Armii Czerwonej wrócił do Korei w 1945 r. Sowieci uczynili go swoim wybrańcem i pomogli zdobyć temu praktycznie niewiele znanemu w gronie komunistów koreańskich człowiekowi władzę w partii komunistycznej, a potem w całej Północnej Korei. Przez następne lata, krok po kroku eliminując kilku bardziej zasłużonych i poważanych towarzyszy, Kim Ir-sen umacniał swoją władzę i na początku 60-tych lat XX w. był już jedynowładcą. Dekadę później posiadał władzę porównywalną z władzą egipskiego faraona. Kult, który stworzył, nie miał żadnego odniesienia we współczesnym świecie, daleko wyprzedzając w tym względzie nawet kult Mao Zedonga istniejący w okresie „rewolucji kulturalnej” w Chinach. Ten kult i system często, nie bez przyczyny, porównywalny był z paranoicznym systemem totalitarnym wymyślonym i opisanym przez Orwella w jego słynnej książce pt. „Rok 1984”. O tym, że system stworzony przez Kim Ir-sena naprawdę niewiele odbiegał od wizji Orwella, mogą świadczyć poniższe dwa przykłady:

W każdym mieszkaniu był wydzielony pokój, gdzie musiały się znajdować dzieła Kim Ir-sena. Ten pokój był obowiązkowo niezamieszkały i w określone dni o określonej godzinie rodzina musiała się zebrać, żeby czytać i studiować dzieła „wielkiego wodza”, tak właśnie nazywano Kim Ir-sena. Specjalne inspekcje z resortu bezpieczeństwa dokonywały w tym czasie kontroli, sprawdzając, czy faktycznie dana rodzina poświęca wyznaczony czas na studiowanie dzieł wodza.

W stolicy były specjalne namalowane linie na ulicach dla samochodów Kimi Ir-sena, między którymi żadne inne samochody nie miały prawa się poruszać.

Te przykłady będące zapewne szokiem nawet dla tych Europejczyków, którzy mieli nieszczęście żyć pod władzą komunistów do 1989 r., są tylko wycinkiem życia w Korei Północnej, kraju totalnie zniszczonego, trapionego przez powtarzające się klęski głodu. Nic dziwnego, że przeciętny Koreańczyk z Północy, poddany ustawicznej presji społecznej i politycznemu praniu mózgu przez przysłowiowe 24 godziny na dobę, zachowuje się jak mysz w probówce. Nieograniczony terror, kary za najmniejsze odstępstwo od wyznaczonych norm zachowania, stosowane nawet w błahych sprawach powodują, że system stworzony przez Kim Ir-sena nadal trwa. Tylko w takim systemie było możliwe, coś czego nie praktykowano w państwach komunistycznych, przejście władzy z ojca na syna. Kim Ir-sen zmarł w 1994 r. Po nim władzę objął jego syn Kim Dzong-Il. Po śmierci tego ostatniego w 2011 r. nowym władcą Korei Północnej został jego syn Kim Dzong Un, mający wtedy zaledwie 28 lat. Parę dni po śmierci ojca Kim Dzong Un został mianowany przewodniczącym sił wojskowych KRLD przez Biuro Polityczne partii, a następnie podczas partyjnej konferencji został wybrany przewodniczącym Komisji Obrony Narodowej oraz pierwszym sekretarzem partii.

Korea Północna, oficjalnie nazywana KRLD, stała się monarchią komunistyczną, rządzoną już przez trzecie pokolenie dynastii Kim, która właśnie w tym roku będzie obchodziła 70-lecie rządów.

Chiny a dynastia Kimów                     

Chociaż oba państwa, ChRL i KRLD, były ortodoksyjnymi państwami komunistycznymi, to relacje pomiędzy nimi przez wiele lat bywały nawet dalekie od normalnych.

Przede wszystkim dla Chińczyków Kim Ir-den był „sowieckim produktem”. Komunistą wyszkolonym, protegowanym przez Sowietów. Miał to niebagatelne znaczenie, szczególnie w okresie, kiedy Chinami rządził Mao Zedong, który przez cała swoją działalność polityczną zwalczał u siebie w Chinach komunistów wyszkolonych w Moskwie. Chińczycy traktowali Kima jako sowiecką marionetkę. Podczas wojny koreańskiej, którą wywołał Kim pragnący przyłączyć do swego państwa Koreę Południową, Chińczycy, którzy przysłali swoją armię ratując go od zupełnej klęski, odsunęli go od dowodzenia. Chiński dowódca, późniejszy marszałek Peng Dehuai, powiedział mu wprost: „To jest wojna pomiędzy mną a McArthurem”.

Chińczykom także musiał się bardzo nie spodobać sposób, w jaki Kim umacniał swoją władzę wewnątrz partii. Koreańscy komuniści nigdy nie byli jednością. Ich środowisko składało się z czterech frakcji. Najsilniejszą z nich była frakcja prochińska, której członkowie w czasie wojny przebywali w Chinach i mieli ścisłe powiązania z KPCh. Kim w trakcie walki o władzę zlikwidował wszystkie frakcje łącznie z fizycznym unicestwieniem konkurentów. Następnie, rządząc już jako jedynowładca, wprowadził w życie wymyśloną przez siebie ideologię dżucze, która sprowadzała się faktycznie do samowystarczalności gospodarczej w celu uniezależnienia się od swoich wielkich sąsiadów: ZSRS  i Chin, co dało mu pole manewru w czasie, gdy relacje pomiędzy komunistycznymi mocarstwami znalazły się na progu wojny. Chińczycy, którzy uratowali Kima od upadku podczas wojny koreańskiej, takie zdystansowanie potraktowali jako niewdzięczność. W czasie „rewolucji kulturalnej” w Chinach lewaccy ekstremiści w ramach wprowadzania zasad całkowitego egalitaryzmu propagandowo zaatakowali Koreę Północną i ich przywódców za „burżuazyjny styl życia”. Dla nich Kim Ir-sen był takim samym reakcjonistą jak chińscy aparatczycy, których właśnie masakrowali. Nad granicą z KRLD Chińczycy ustawili ogromne megafony, przez które nadawali antykimirsenowską propagandę.

Najgorsze miało dopiero przyjść z objęciem rządów przez Deng Xiaopinga. Gwałtowny rozwój Chin dokonany przy użyciu „burżuazyjnych” metod gospodarowania doprowadził do gwałtownej polaryzacji nie tylko stanowisk, ale i pozycji. Dziś Chiny to jedna z dwóch największych gospodarek świata, a KRLD to światowy parias.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Bieg do tyłu                       

Koreańscy faraonowie na sukcesy Chin zareagowali w najgłupszy z możliwych sposobów. Zamiast się przyłączyć do rozpędzającego się pociągu, wyklęli go, przeklęli go, uznali za herezję i jeszcze bardziej odgrodzili się od świata. Ich odpowiedzią stało się nakręcanie spirali zbrojeń, niebotycznych jak na tak małe państwo.

Obecnie armia północnokoreańska liczy ponad 1 mln żołnierzy, 1,5 tys. samolotów i 3,5 tys. czołgów. Do tego należy dodać prawie 8 mln rezerwistów. Państwo posiada ogromną sieć infrastruktury wojskowej m.in. w postaci gigantycznych labiryntów podziemnych: baz, tunelów, magazynów i wyrzutni. To najbardziej zmilitaryzowane państwo świata. Oprócz tego KRLD posiada wielkie zapasy broni chemicznej, a niewykluczone, że i bakteriologicznej. Największym jednak zagrożeniem jest jednak posiadanie przez reżim Kimów ładunków nuklearnych oraz rakiet mających możliwość przenoszenia tych ładunków. Jest to coraz bardziej niebezpieczne, ponieważ reżim z niemal każdym rokiem zwiększa zasięg lotów swoich rakiet. Zbudowanie rakiet mogących faktycznie dosięgnąć terytorium USA wydaje się być kwestią czasu. Reżim Kima wykorzystuje ten sposób zasób militarny do straszenia także swojego południowego sąsiada.

Bogata Korea Południowa stara się łagodzić sytuację, wychodząc ze słusznego założenia, że ludzie głodni i uzbrojeni są podwójnie niebezpieczny. W związku z tym udziela pomocy materialnej Północy, żeby mieć święty spokój. Do złudzenia przypomina to sytuację z historii Chin, kiedy cesarstwo za czasów dynastii Sung płaciło roczny haracz koczownikom z północy, żeby się ochronić się przed najazdami.

Rola Chin                      

Nie ulega wątpliwości, że reżim Kimów nie utrzymałby się przy władzy, gdyby nie pomoc Chin. Dla Pekinu istnienie dwóch państw koreańskich jest bardzo wygodne, toteż Chiny będą dążyły do utrzymania status quo. Ponieważ w Korei Południowej systematycznie umacnia się tendencja deunifikacyjna i coraz więcej obywateli, zdając sobie sprawę, jakie będą koszty połączenia obu koreańskich państw, jest przeciwne zjednoczeniu, to m.in. z tego powodu bardzo poprawiły się w ciągu ostatnich lat stosunki chińsko-południowokoreańskie Z drugiej strony istnienie nieobliczalnego i grążącego wojną reżimu jest dla Chin niezbyt wygodne, przede wszystkim wizerunkowo.

Dla Chin optymalnym rozwiązaniem byłaby zmiana polityczna w KRLD, gdyby zamiast dynastii Kimów rządzili jacyś przewidywalni przywódcy, którzy dokonaliby pewnych zmian, ale nie dążyliby do zjednoczenia i nadal utrzymywaliby nieprzyjazne stosunki z Koreą Południową, choć bez stosowania polityki zastraszania militarnego. Wtedy Chiny mogłyby nadal korzystać z importu surowców mineralnych z KRLD i mogłyby wykupić część północnokoreańskich przedsiębiorstw. To państwo jednocześnie posiadając dość liczną armię nadal, stanowiłoby ochronę militarną granicy Chin przy półwyspie koreańskim i wiązałoby siły USA stacjonujące w Korei Południowej.

Istnieje jednak jeszcze jeden problem. Korea Północna, rozwijając swój nuklearny potencjał, staje się zagrożeniem dla samych Chin, a ponadto bardziej odporna na naciski Pekinu. Drugą stroną tej sprawy jest zwiększenie zagrożenia całego regionu, co niechybnie będzie prowadziło do uzyskania takiej samej broni przez Koreę Południową a być może nawet Japonię, co byłoby bardzo niekorzystne dla Chin.

Upadek dynastii

Chiny nie mogą sobie pozwolić na taki rozwój sytuacji. W związku z tym podejmować będą kroki, żeby rozwiązać ten problem, zanim sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Powyższa sytuacja plus anachroniczny system gospodarczy, którego Kimowie nie chcą zmienić, bardzo denerwuje chińskie kierownictwo. Wydaje się, że Pekin jednak podejmie kroki, żeby dokonać zmian w Pjongjangu. Aktualnie jedyną siła zdolną tego dokonać jest armia i prawdopodobnie tam Chińczycy będą szukać przyszłych władców Korei Północnej. Na razie podejmują kroki świadczące, że nie po drodze im z reżimem Kimów. Wspomniana na początku odmowa przyjęcia KRLD do udziału w AIIB jest bardzo wyraźnym znakiem w tym względzie. Chińczycy też przestali tuszować pewne kryminalne zachowania żołnierzy północnokoreańskich, którzy z głodu przekraczają granicę i rabują żywność oraz obywateli chińskich. Ze swojej strony reżim się nie poddaje. Tak jak Chiny grają kartą dwóch Korei, tak Kim Dzong Un zagrał kartą dwóch mocarstw, ogłaszając swój udział w obchodach 70-tej rocznicy zakończenia II wojnie światowej w Moskwie. Ostatecznie do tej wizyty nie doszło, może dlatego, że tam spotkałby się z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, ale bardziej prawdopodobne jest, że najmłodszy dynasta Kimów zreflektował się, że taka wizyta, pierwsza zagraniczna, w Moskwie, a nie w Pekinie będzie zbyt dużym afrontem dla swojego najważniejszego sąsiada.

Udostępnij:
  • 16
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    16
    Udostępnienia
W. Tomaszewski: Chiny porzucają dynastię Kimów Reviewed by on 3 lipca 2015 .

W świecie politycznej publicystyki panuje przekonanie, że mocarstwa nie wiedzą, co zrobić ze skansenem zwanym Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną. Uważa się, że główni rozgrywający w Azji Wschodniej, nie mogąc przy tym dojść do konsensusu, zdecydowali się tolerować stan istniejący, utrzymując ten twór przy życiu bezpłatnymi dostawami żywności, byle mieć tylko spokój. Ostatnie głośne wydarzenie w postaci

Udostępnij:
  • 16
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    16
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź