Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Chiny i Ukraina

Mądre polskie przysłowie mówi: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Chińczycy mają podobne powiedzenie. Sens jego brzmi następująco: „należy siedzieć na wzgórzu i obserwować, jak na dole walczą dwa tygrysy”.

Ukraina w geopolityce Chin

Chińska polityka zagraniczna opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to filar strategiczny,  dawny model wyrosły z tradycyjnej chińskiej kultury traktujący swój kraj jako centrum cywilizacji, kiedyś uznawanej przez samą siebie za jedyną w świecie, a obecnie za jedną z wielu, ale z ambicjami do zajęcia dominującej pozycji na naszym globie. Drugi to filar taktyczny, sformułowany przez ojca współczesnych chińskich reform Deng Xiaopinga, który zalecał swoim następcom ciężką pracę z jednoczesnym umiarkowanym zachowaniem, żeby nie wzbudzać podejrzeń i irytacji świata zewnętrznego wzrastającą potęgą Chin. Stosunek Chin do konfliktu na Ukrainie i toczącej się tam wojny bardzo wyraźnie wskazuje, że obecne państwowe kierownictwo Kraju Smoka dokładnie tak postępuje.

Chiny dążąc do detronizacji USA jako najważniejszej potęgi w świecie, muszą robić to, co robi Wuj Sam, tzn. być w każdym regionie świata. Wychodząc z wielowiekowej samoizolacji praktykowanej przez cesarstwo, a potem w pewnym sensie kontynuowaną przez Mao Zedonga, który swoimi hurra rewolucyjnymi pomysłami i tragicznymi w skutkach społecznymi eksperymentami wystraszył i odstraszył świat, rozwijając się w zawrotnym tempie, Chiny stawały się politycznie, a przede wszystkim gospodarczo aktywne w coraz większej liczbie regionów świata. Postępując krok za krokiem Chińczycy rozszerzali swoją obecność w świecie i zgodnie z hołubioną w Azji Wschodniej zasadą hierarchiczności rozpoczynali budowę swojej zewnętrznej potęgi od tych regionów, które są dla nich najważniejsze. Najpierw Azja Wschodnia, potem USA (największy rynek zbytu chińskiego eksportu) i Bliski Wschód (główny rynek zaopatrzenia w surowce energetyczne). Druga grupa to bardzo liczący się lub liczący się partnerzy handlowi: Europa Zachodnia, Rosja, Australia i Indie, a także regiony i kontynenty będące źródłem dostaw surowców mineralnych i energetycznych: Azja Środkowa, Afryka i Ameryka Południowa. Ostatnią grupą są kraje, które zapewne z punktu widzenia Pekinu wyglądają jak plankton: państwa Ameryki Środkowej z rejonu Karaibów oraz państwa Europy Środkowo-Wschodniej, obejmujące członków Unii oraz spodziewanych kandydatów (państwa bałkańskie). Kiedy chiński prezydent lub premier odwiedza państwa tej grupy, to nie wizytuje każdego z osobna, lecz spotyka się na wspólnym mityngu ze wszystkimi razem. Przypomina to średniowieczne zjazdy wasalów ze swoim seniorem, ale też taka jest proporcja sił pomiędzy grupą a Chinami. W tej grupie nie ma dwóch państw: Ukrainy i Białorusi. Chińczycy traktują je osobno, ponieważ nie są ani członkami, ani kandydatami Unii, a za to są państwami mającymi specjalne relacje z Rosją, co w przypadku Ukrainy może brzmieć dwuznacznie.

Chiny – trzecia siła

Geopolityczne położenie Ukrainy czyni je naturalnym pomostem pomiędzy Unią Europejską a Rosją. Sam ten kraj o dość niskich dochodach (trzykrotnie niższy PKB per capita niż w Polsce), mający za sąsiadów dwóch gigantów, jednego gospodarczego a drugiego militarnego, historycznie ekspansywnego, przez lata starał zachować równowagę w międzynarodowych relacjach, siedząc na dwóch stołkach, raz uśmiechając się w jednym kierunku, a raz w drugim. Praktycznie to wyglądało tak, że raz kokietowano Unię zamiarem wprowadzenia reform gospodarczych, a z drugiej strony starano prowadzić ugodową politykę w stosunku do Rosji (zgoda na wysokie ceny gazu, wydzierżawienie portu wojennego w Sewastopolu dla wojennej floty rosyjskiej). Jednakże tak naprawdę rządzące Ukrainą elity, bez względu na barwy polityczne, nie miały zamiaru przeprowadzenia żadnych proeuropejskich reform. W tym niezmiernie skorumpowanym kraju (według Transparency International bardziej niż Rosja) żadna elita nie życzyła sobie ani państwa prawa z niezależnym sądownictwem, ani też jakiś ponadnarodowych reguł, które ograniczałyby ich bezkarne bogacenie się kosztem narodu. Jednakże zmiany, jakie zachodziły u wschodniego sąsiada: militarne zdławienie niepodległościowych aspiracji Czeczenów, wojna z Gruzją, a w sprawach wewnętrznych rozprawa z niewygodnymi oligarchami: z Chodorkowskim, Berezowskim i Gusińskim, przeraziła miejscowych oligarchów będących faktycznymi właścicielami państwa. Tym bardziej, że prezydent Rosji, nie raz na forum międzynarodowym używał sformułowania, że Ukraina to nie państwo tylko terytorium. W związku z powyższym Kijów zaczął poszukiwać partnera, trzeciej siły, która mogłaby być przeciwwagą dla coraz większej presji ze strony Rosji, a jednocześnie relacje z takim państwem-protektorem niezmiernie poprawiłyby pozycje polityczną i gospodarczą zarówno względem Rosji, jaki i Unii. Takimi partnerami mogłyby być tylko USA lub Chiny. Ostatecznie kilka lat temu wybór Kijowa padł na Pekin. Nic w tym dziwnego. Po pierwsze, Chiny dysponują gigantycznymi rezerwami walutowymi, bezsprzecznie największymi i nieporównywalnymi z nikim na świecie. Po drugie, Chiny nie są sąsiadem Ukrainy, a ponadto nie mają żadnych z nią spornych kwestii. Po trzecie, to rywal Rosji w Azji Środkowej i nie tylko tam. Po czwarte, władze w Pekinie zawsze negocjują z rządzącymi i nie wchodzą w relację z opozycją. Po piąte, nie mieszają się w wewnętrzne sprawy danego państwa i nie poruszają drażliwych spraw takich jak np. prawa człowieka. Dla Ukrainy to był bezcenny partner, który w dodatku od pewnego czasu sam wykazywał zainteresowanie naddnieprzańską republiką.

Źródło: flickr.com, deepstereo

Źródło: flickr.com, deepstereo

Inwestycje chińskie na Ukrainie

Chociaż Chiny dopiero od kilkunastu-dwudziestu lat tak na poważnie zaczęły się liczyć w  międzynarodowym biznesie jako potęga i nie mają długoletnich tradycji w analizowaniu potencjału danych państw, to bardzo szybko nadrabiają stracony dystans i uczą się szacunku potrzeb i walorów każdego z państw. W Pekinie oceniono, że Ukraina może przedstawiać niemałą wartość dla gospodarki chińskiej tym bardziej, że obie gospodarki są kompatybilne. Kijów potrzebuje pieniędzy i inwestycji i może zapłacić tym, czego Pekin potrzebuje najbardziej – żywnością.

Chiny znajdują się w niezbyt komfortowej sytuacji odnośnie żywności. Pomimo wielkiego terytorium, ogromna jego część nie nadaje się pod uprawę rolniczą. Chiny posiadają populację stanowiącą ok. 20% światowej populacji, natomiast ich areał gruntów ornych stanowi zaledwie 8% w skali światowej i w efekcie produkują niewiele więcej procentowo żywności – tylko 9% w skali światowej. W dodatku mają dwie niekorzystne tendencje. Po pierwsze, kurczy się powierzchnia „rolna” ze względu na zabieranie ziemi pod budownictwo, erozję gleby i gigantyczne zatrucie wody i atmosfery. Po drugie, bogacące się społeczeństwo więcej konsumuje. W efekcie Chiny muszą coraz więcej importować, przez co wzrasta zależność Chin od obcych producentów. Żeby rozwiązać ten problem Chińczycy znaleźli bardzo interesujące rozwiązanie. Kupują lub wydzierżawiają ziemie w obcych krajach, gdzie produkują żywność, którą bezpośrednio wysyłają do swojego kraju. Nieznana jest dokładna wielkość tego procederu, natomiast kilka lat temu oceniano, że w ten sposób kontrolują 2 mln ha ziemi w świecie.

Ukraina od kilku wieków była znana jako kraj wybitnie rolniczy, o najlepszej ziemi do uprawy roli na świecie. Tam znajduje się areał aż 25% światowego czarnoziemu. Co prawda lata sowieckiej gospodarki spowodowały znaczną dewastację tych terenów pod względem jakości, ale przy nowoczesnych metodach rekultywacji można w znacznej mierze przywrócić jej jakość i znacząco podnieść wydajność plonów. Tym kierunku szły plany rządu ukraińskiego, który chciał uczynić swoje rolnictwo jednym z filarów gospodarki i przywrócić stan przed stu lat, kiedy to carska Rosja, bazując przede wszystkim na ukraińskim rolnictwie, była wielkim eksporterem zboża na rynki europejskie. Teraz pojawiła się podwójna szansa w postaci rynku chińskiego.

W 2013 r. według niepotwierdzonych informacji ukraińska spółka KSG Agro wydzierżawiła jednej firmie chińskiej 100 tys. ha ziemi ornej w obwodzie Dniepropietrowskim, gdzie dzierżawca miał uprawiać zboże i hodować świnie (Chiny są największym producentem i konsumentem wieprzowiny). Podobno te tereny miały być wydzierżawione na okres 50 lat. Sprawa miała być niesłychanie poufna ze względu na przewidywane społeczne protesty. Władze podobno obawiały się, że może powtórzyć się sytuacja z Białorusi, gdzie po podpisaniu wielkiego kontraktu z Chińczykami na budowę miasta przemysłowego w okolicy Mińska protestowali mieszkańcy, których musiano przesiedlić z terenu projektowanej inwestycji. Sukces tej inwestycji miał otworzyć drogę do najwiękego hitu – gigantycznej inwestycji chińskiej w postaci wydzierżawienia 3 mln ha ziemi, stanowiącej 9% powierzchni rolnej Ukrainy (5% terytorium państwa). Zapewne długo się nie dowiemy, czy to był realny projekt ekipy usuniętego prezydenta Janukowycza, czy tylko medialna rzeczywistość. Natomiast jak najbardziej rzeczywiste były inne programy inwestycyjne, ocenione na wartość 10 mld, w które zaangażowali się Chińczycy. Największymi z nich miały być inwestycje drogowe: autostrada wokół Kijowa, autostrada na Krym i konstrukcja wielkiego mostu nad cieśniną Kercz łączącą Krym z rosyjskim półwyspem Tamańskim. Ponadto podpisano umowę na eksport ukraińskich samolotów transportowych AN-178, miano zbudować gazową elektrownię w Szczołkinie oraz zakłady przetwarzające węgiel dla stacji elektrycznych, a także zbudować od podstaw port głębinowy i rybacki na Krymie. Dziś większość tych terenów jest we władaniu Rosji.

Ukraina była też bardzo ważnym dla Chin dostawcą sowieckiego sprzętu wojskowego, szczególnie zaraz po rozpadzie ZSRS, kiedy ten sprzęt miał markę nowoczesnego, np. myśliwce S-33. Jedyny lotniskowiec, jakim Chiny obejmie dysponują, został zakupiony właśnie od Ukrainy. Chiny w ostatnich miesiącach rządów Janukowycza, szczególnie podczas jego wizyty w Pekinie, skłonne były udzielić wielomiliardowej pożyczki, ale jego upadek skomplikował relacje pomiędzy oboma krajami. Pekin nie ma zwyczaju prowadzić interesów z rządzącymi, którzy nie w pełni kontrolują swój kraj. Toteż nie udzielił poparcia Janukowyczowi, a także jest wstrzemięźliwy w stosunku do obecnej władzy.

Chiny patrzą na Ukrainę i Rosję

Rosyjski zabór Krymu oraz rosyjska interwencja wojskowa wschodniej Ukrainie nie spowodowały żadnej zdecydowanej reakcji Chin. Można powiedzieć, że Kraj Smoka zajął bardzo wstrzemięźliwą postawę, ustawił się z boku, niemal nie angażując się zupełnie. Z punktu widzenia Pekinu obecna wojna ma wiele aspektów, z których jedne są korzystne, a inne niekorzystne dla Chin. Po pierwsze, naruszenia granic i zmiany terytorialne mogą być korzystne dla Pekinu, który ciągle nie może zapomnieć, że Kraj Ussuryjski i tereny na północ od Amuru należały kiedyś do Chin i w przyszłości zapewne upomną się o nie. Po drugie, wzmocnienie Rosji w żadnym wypadku nie jest na rękę Chinom, stąd oficjalne oświadczenie o poszanowaniu suwerenności i integralności i nieuznawanie zaboru Krymu ani też praw separatystów. Pekin ma swoich separatystów w Tybecie i w Xinjiangu. Po trzecie, Rosja jako „bad boy”, na którym skupia się uwaga świata, mimowolnie ułatwia Chinom realizowanie doktryny Deng Xiaopinga, który radził swoim następcom unikanie międzynarodowego rozgłosu przy realizacji narodowych ambicji. Po czwarte, na tym etapie rozwoju Chiny nie chcą specjalnie antagonizować Rosji, z którą wiążą ją wielorakie stosunki gospodarcze, szczególnie umowy o dostawie surowców energetycznych. Rosja dla Chin jest o wiele ważniejsza niż Ukraina. Po piąte, Rosja wchodząc na Ukrainę, niszczy nie tylko pozycję Zachodu w tym kraju, ale także pozycje Chin, stawiając pod znakiem zapytania w/w inwestycje, a także próbę politycznej obecności Pekinu na terenach, które zawsze uważała za swoją strefę wpływu. Warto zastanowić się, czy atakując Ukrainę, kremlowscy stratedzy nie brali również pod uwagę tego aspekt sprawy. Po szóste, nie angażując się w konflikt, Chiny mogą z daleka testować odporność świata Zachodu w godzinę próby. Takie doświadczenie może być bardzo użyteczne w przyszłości.

Reasumując to wszystko, Pekin uznał, że najlepszą pozycją jest pozycja „tygrysia”, na wzgórzu.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Chiny i Ukraina Reviewed by on 21 kwietnia 2015 .

Mądre polskie przysłowie mówi: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Chińczycy mają podobne powiedzenie. Sens jego brzmi następująco: „należy siedzieć na wzgórzu i obserwować, jak na dole walczą dwa tygrysy”. Ukraina w geopolityce Chin Chińska polityka zagraniczna opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to filar strategiczny,  dawny model wyrosły z tradycyjnej chińskiej kultury traktujący

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Prawda jak to zwykle bywa leży pośrodku. Obecny obraz sytuacji na Ukrainie przedstawiają nam tzw zachodnie media, które wszystkie, jak orkiestra pod batutą jednego dyrygenta, wygrywają tą samą melodię. Zachodnia prasa, radio, telewizja są zgrupowane w kilku koncernach medialnych, których właścicielami jest zaledwie parę rodzin (przeważnie, jeśli nie wręcz wyłącznie judaistycznego wyznania). To te osoby kształtują obecny obraz medialnej rzeczywistości – oczywiście zgodnie z własnym interesem. Ponieważ osobnicy ci odgrywają jednocześnie wiodącą rolę w zachodnich kręgach finansowych, które mają dominujący wpływ na „demokratyczne władze”, więc zarówno sankcje gospodarcze, jak i medialny atak na Rosję jest podjęty z ich, nazwijmy to delikatnie „inspiracji”. No przecież nie bądżmy naiwni – w USA – czołowym mocarstwie zachodnim obecnie demokracja jest tylko fasadą. Tak naprawdę panuje tam system oligarchiczny, gdzie bez zgody elit finansowo – przemysłowych (z akcentem na ten pierwszy człon) żaden Obama czy inny Clinton nie ma szans zostać prezydentem. Zresztą obecnie to mało ciekawa fucha, z bardzo ograniczonym stopniem samodzielności. W kapitalizmie rządzi ten kto ma pieniądze, a pieniądze mają udziałowcy FEDu czyli prywatnego banku centralnego Stanów Zjednoczonych. Każdy kto nastąpi im na odcisk jest natychmiast – jeśli to możliwe – niszczony. Błyskawicznie to można było zniszczyć Hussaina czy innego Kadafiego, którzy wpadli na nierozsądny pomysł sprzedaży ropy za inną walutę niż $. No ale to były płotki, wystarczyło parę czołgów, samolotów i po sprawie. Rosja i Chiny to zawodnicy zupełnie innej kategorii. Mówiąc językiem bokserskim to już jest waga superciężka. Jest problem – mają atom, a to bardzo niedobrze. Oprócz tego wiele innych atutów. Tu zwykły cios w szczękę niewiele pomoże, no i przeciwnik sam wyprowadzi lewy sierpowy. Można samemu wylądować na deskach. Więc trzeba inaczej. Najlepiej próbować rozwalić rywala od wewnątrz. No to organizuje się różne „spontaniczne” majdany, prowadzi wojnę finansową spekulacyjnie osłabiając walutę przeciwnika, nakłada różne sankcje, no i obowiązkowo należy oczerniać go w mediach. Jednym słowem – skoro nie ma siły by go powalić trzeba go chociaż podgryzać. Nawiasem mówią próba wywołania jednocześnie majdanów u Niedżwiedzia w Kijowie ( tak, wiem, Kijów to nie Rosja, ale wiadomo przeciwko komu było to skierowane ) i u Smoka w Hong Kongu była jednym z największych idiotyzmów jakie popełniły amerykańskie służby specjalne w ostatnich kilkudziesięciu latach. Czy oni naprawdę myśleli, że wywołają rewolucję w Rosji i Chinach i rozbiją te kraje od wewnątrz? Osiągnęli jedynie tyle, że Chiny i Rosja w obliczu wspólnego zagrożenia zacieśniły jeszcze bardziej wzajemne relacje. USA są w stanie pokonać gospodarczo, politycznie każdy z tych krajów osobno, ale nie mają najmniejszych szans gdy występują one razem. Atak gospodarczo – medialny na Rosję ma jeden cel – zastąpić zbyt samodzielnego Putina swoją marionetka w rodzaju pijaczyny Jelcyna i skierować politykę tego kraju przeciwko Chinom. Po prostu Chiny są jedynym krajem mającym realne możliwości zagrożenia dominacji USA w świecie. Nawet nie muszą specjalnie do tego dążyć, bo mają tak wielki potencjał, że zmiana na fotelu lidera może nastąpić wręcz naturalnie. Żaden hegemon nie odda swej pozycji i korzyści z nią się wiążących dobrowolnie, więc pretendent nie będzie miał łatwo i może oczekiwać wielu delikatnie mówiąc – nieprzyjaznych kroków. Jednym słowem czeka nas ciekawa ale i burzliwa przyszłość.

Pozostaw odpowiedź