Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Azjatycki debel, czyli Obama u Modiego

Debel to gra podwójna znana przede wszystkim z tenisa. Indie miały ostatnio wielkich deblistów. Takich jak np. Leander Paes, który wygrał wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe, czy Mahesh Bhupathi, który wygrał trzy z czterech takich turniejów, a w czwartym był trzy razy w finale. Wydaje się ostatnio, że w ślady swoich sławnych rodaków zamierza pójść premier Narendra Modi, który też zapragnął grać w debla o wysoką stawkę, tyle, że politycznego. Za partnera wybrał sobie samego Baracka Obamę lub sam został wybrany. Debel jako gra podwójna wymaga też, żeby po drugiej stronie siatki też stało dwóch przeciwników. Jednym z nich jest Xi Jinping a drugim, niedwuznacznie zapraszany przez Chińczyka, Władimir Putin. Pierwsza para deblowa właśnie niedawno spotkała się w Delhi i było to spotkanie, które może stać się początkiem największego sojuszu XXI w. Ciągle największa gospodarka świata i jeszcze przez wiele lat największa potęga militarna świata zacieśnia coraz mocniejsze polityczne więzy z państwem, które nazywane jest największą demokracją świata, w następnej dekadzie będzie najludniejszym na ziemi, a w połowie wieku lub niedługo potem osiągnie wielkość populacji szacowanej na 1750 mln ludzi. Jednakże droga do tego sojuszu jest jeszcze daleka, zwłaszcza, że oba państwa startowały z dość odległych od siebie pozycji.

Jak się zmieniała geopolityka Indii

Indie budowały swoją państwową tożsamość na dwóch zasadach: antybrytyjskości oraz konfliktu z Pakistanem. Brytyjczycy opuszczając subkontynent indyjski  po II wojnie światowej, podrzucili kukułcze jajo w postaci podziału swojej największej kolonii na dwa państwa: hinduistyczne Indie i muzułmański Pakistan, a ten ostatni na dwie części, na tzw. Zachodni Pakistan, położony na zachód od Indii, oraz na tzw. Wschodni Pakistan, położony w delcie Gangesu. Odległość pomiędzy oboma Pakistanami, przedzielonymi terytorium Indii, wynosiła ponad 2 tys. km, a więc była porównywalna z odległością z Warszawy do Madrytu. Podobny manewr, jak ten mający osłabić subkontynent i przeto uczynić go bardziej podatnym na wpływy Zachodu, Brytyjczycy zastosowali już wcześniej, po I wojnie światowej przeforsowując w Traktacie Wersalskim podział Niemiec na dwie części przedzielone polskim Pomorzem, co skutecznie niestety skłóciło oba państwa. Podobnie stało się z Indiami i z Pakistanem, które od tego czasu stoczyły kilka wojen, zresztą wszystkie wygrane przez Indie.

Indie od samego początku oparły swoją politykę na niezaangażowaniu, które miało wymiar antyzachodni, co wynikło zarówno z jej kolonialnej przeszłości, jak i z pacyfistycznej filozofii Mahatmy Gandhiego, którego uczeń Nehru był wtedy premierem. Ten model został mocno zachwiany, kiedy Chiny, z którymi Indie miały bardzo dobre stosunki, zaatakowały zbrojnie pogranicza Indii w 1962 r., anektując część jego terytorium, które Indie uważały i uważają za swoje. W związku z tym Indie zbliżyły się do Związku Sowieckiego, którego relacje z Chinami dramatycznie się pogorszyły w latach 60-tych XX w. i w ten sposób utworzył się po raz pierwszy azjatycki debel: Związek Sowiecki-Indie oraz Chiny-Pakistan. Ten układ przetrwał niemal do obecnych czasów.

Jak się zmieniała geopolityka USA                       

Amerykanie przez lata nie traktowali tego rejonu priorytetowo. Dla nich najważniejsza była obrona Zachodu w Europie przed Sowietami i Bliski Wschód. Sytuacja się zmieniła wraz z upadkiem reżimu Sowietów, jednoczesnym wzrostem potęgi Chin oraz znaczącym wzrostem produkcji gazu i ropy naftowej w USA, który uczyniło Amerykę największym producentem w gazu świecie, a w 2015 r. uczyni także ropy. Kryzys finansowy z 2008 r. przyśpieszył zmianę amerykańskich priorytetów. Koncentrując się na rywalizacji z Chinami, Ameryka zaczęła racjonalizować swoją politykę, można powiedzieć, że potrzeba stała się matką praktyczności. USA poluzowały swoje relacje z wieloletnimi sojusznikami: Izraelem i z Pakistanem, które stały się dla nich obciążeniem. Pierwsze, ponieważ psują im stosunki ze światem arabskim i w szerszym znaczeniu z muzułmańskim, a drugie ponieważ stały się o wiele mniej ważne po tym, jak najpierw Sowieci wyszli z Afganistanu, Rosjanie z Azji Środkowej a teraz Amerykanie wychodzą z Afganistanu. Ponadto, co najważniejsze, obciążają amerykański pivot w kierunku Indii, partnera, który w przypadku niedogadania się z Chinami, będzie najważniejszym sojusznikiem USA w świecie. Niemniej sposób, w jaki Amerykanie odstawiają na bok swoich wiernych sojuszników (bez żadnych powodów z ich strony), powinien dać do również myślenia, tym którzy w naszym kraju są zwolennikami tylko opcji amerykańskiej.

Co łączy Indie i Amerykę?

Oba kraje mają kilka wspólnych spraw, problemów i celów.

Po pierwsze, uznają, że bezpieczeństwo ich krajów lub pozycja w świecie jest zagrożona przez wzrastającą potęgę Chin. Dla Indii wyzwaniem jest coraz większa obecność Chin w rejonie Oceanu Indyjskiego, otaczanie tego państwa przez chińskie bazy morskie rozbudowywane w akwenie Oceanu Indyjskiego, który Delhi uważa za swój wodny obszar a także polityczne i militarne relacje Pekinu z Islamabadem, które są traktowane jako bardzo poważne zagrożenie Indii. Dla Ameryki Chiny stały się wyzwaniem zagrażającym ich dominacji w świecie i po prostu jest to rywalizacja o panowanie nad światem.

Po drugie, oba państwa zostały uznane za wrogów i zaatakowane przez muzułmańskich terrorystów, którzy nieodmiennie deklarują ich zniszczenie. Celem obu państw jest bezwzględna walka i zniszczenie tego terroryzmu.

Po trzecie, w Azji i w rejonie Pacyfiku mają wspólnych sojuszników lub politycznych przyjaciół takich jak m.in.: Japonia, Wietnam, Filipiny, Australia. Indie mają szczególnie bardzo dobre relacje z najważniejszym sojusznikiem USA w Azji Wschodniej, tj. z Japonią,

Po czwarte i to jest najważniejsze, oba kraje nie mają sprzecznych geopolitycznych interesów, w związku z czym ich sojusz może mieć wszelkie elementy trwałości.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Wizyta Obamy                       

Prezydent USA przybył do Delhi na uroczystości Dnia Republiki będącego świętem z okazji wprowadzenia w życie konstytucji Indii, która ostatecznie oznaczała zakończenie kolonialnej dominację Brytyjczyków i pełną niepodległość Indii. Wizyta Obamy miała nie tylko wymiar polityczny, ale i gospodarczy. Ten wymiar jest szczególnie ważny dla państw, które zacieśniają wzajemne relacje polityczne. Im większa jest współpraca i wymiana gospodarcza, tym większe są szanse, że relacje polityczne będą trwalsze. Wymiana handlowa pomiędzy oboma krajami wynosi ca. 60 mld USD, w tym 20 mld to amerykański eksport do Indii, a 40 mld to indyjski eksport do USA. Od trzech lat w/w wyniki nie ulegają zmianie. Dla porównania obroty handlowe USA z Chinami wynoszą ca. 560 mld USD, więc są ponad 9 razy większe. Różnicę można zauważyć także w rodzajach towarów. USA kupuje w Chinach 11 razy więcej towarów niż w Indiach i w kolejności wielkości obrotów są to: sprzęt komputerowy, sprzęt komunikacyjny, różne towary przemysłowe, ubrania, półprzewodniki i inne elektroniczne komponenty. Z Indii Amerykanie kupują przede wszystkim: kamienie szlachetne i metale, tekstylia oraz farmaceutyczne produkty. Wielkość i rodzaj towarów kupowanych w obu krajach oznacza, że gospodarka USA nie jest uzależniona od towarów z Indii, natomiast jest w pewnym stopniu od chińskich. Na tym etapie oznacza to, że USA ma o wiele większe pole manewru w stosunku do Indii niż do Chin. Można założyć, że gdyby Chiny zdecydowały się przyjąć amerykańską propozycję G2, czyli wspólne zarządzanie światem przez Waszyngton i Pekin, to USA dla Chin odsunęłyby Indie, tak jak teraz dla Indii odsuwają Pakistan.

Premier Modi zdaje sobie sprawę z obecnej nierównowagi w relacjach z Ameryką i m.in. dlatego wizytę Obamy potraktował niezmiernie prestiżowo. Amerykański prezydent został jako pierwszy zaproszony na uroczystości i jako pierwszy prezydent USA na paradę wojskową, a podczas swojego pobytu indyjski premier starał się być niezwykle uprzejmy wręcz kordialny w stosunku do swojego gościa, zupełnie nie przejmując się faktem, że jeszcze niedawno był w USA uznany za personę non grata z zakazem wjazdu do tego kraju, co było karą za brak odpowiedniej, zdaniem Amerykanów, reakcji podczas masakry muzułmanów w stanie Gujarat, w którym był poprzednio premierem.

Rozmowy gospodarcze przede wszystkim skoncentrowały się na programie nuklearnym. Już w 2006 r. zawarto odpowiednie porozumienie pomiędzy obydwoma krajami, ale wtedy Ameryka wycofała się z planów budowy reaktorów nuklearnych. Teraz do tej sprawy powrócono. Amerykanom nie przeszkadza nawet w tej sprawie fakt, że Indie nie podpisały układu o nierozpowszechnianiu broni nuklearnej. Gość z kolei był bardzo zainteresowany zacieśnieniem współpracy wojskowej, który dla Obamy ma przede wszystkim wymiar dostaw sprzętu wojskowego dla gwałtownie zbrojących się Indii, ale i też wspólnych programów zbrojeniowych. Uzgodniono wspólną budowę m.in. samolotów bezzałogowych. Amerykanie, znając obecny i przyszły potencjał populacyjny Indii, który prędzej czy później osiągnie jako rynek podobną skalę, ze swej strony naciskają na Modiego, żeby przyspieszył reformy, które deklarował w swojej kampanii wyborczej, bo tylko wtedy będzie możliwe zwiększenie współpracy gospodarczej.

Sukces Modiego

Wizyta prezydenta USA była niewątpliwie sukcesem premiera Modiego. Niezależnie od ciągle powtarzanych komunałów o sojuszu dwóch największych demokracji, Modi odniósł faktyczny sukces. Wydaje się, że oba państwa są już na drodze do zbudowania układu D2 zamiast projektowanego kilka lat wcześniej G2. Sukces Modiego wydaje się podwójny ponieważ D2 jest jednoczesnym zepchnięciem Pakistanu do kąta, z którym Indie ponownie mają coraz bardziej napięte relacje. Sukces Modiego przypieczętowała deklaracja na zakończenie wizyty prezydenta, której nadano niezmiernie ważną nazwę: Wspólna Amerykańsko-Indyjska Wizja Strategiczna dla Azji-Pacyfiku i Regionu Oceanu Indyjskiego, niedwuznacznie skierowana przeciwko polityce chińskiej. Oprócz podkreślenia w niej znaczenia praw człowieka deklaracja zawiera następujący passus: „Zamożność regionu zależy od bezpieczeństwa. Uznajemy jego znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa morskiego oraz zapewnienie swobody żeglugi i lotów w całym regionie, zwłaszcza na Morzu Południowochińskim”. Takie stwierdzenie bezpośrednio nawiązuje do decyzji Pekinu, który stara się w tym akwenie ustalać własne reguły żeglugi morskiej i powietrznej.

Narendra Modi jest jednak zbyt wytrawnym politykiem, żeby budować swoją zagraniczną politykę na tylko na jednym filarze. Niezależnie od dalszych wezwać do umacniania stałego partnerstwa z USA Indie zawarły porozumienie z Rosją o wspólnej budowie myśliwca piątej generacji.

Po drugiej stronie siatki                     

Po tej stronie stoją przeogromne Chiny budzące swoją potęgą, a jeszcze bardziej potencjałem, uznanie w świecie, ale obawę sąsiadów. I kto jeszcze? Chiny zdają sobie sprawę, że mimo swojego potencji nie będą w stanie same przeciwstawić się tworzącej się antychińskiej koalicji wielu państw. Dotychczasowi sojusznicy Pekinu, tj. Pakistan i  Iran, są za słabi, żeby być partnerami Pekinu w tej grze. Jedynym państwem, które ze względu na uwarunkowania polityczne i swój potencjał może nim zostać, jest Rosja. Z tego względu obecna międzynarodowa sytuacja Moskwy, skonfliktowanej i bojkotowanej na Zachodzie, jest jak najbardziej na rękę Pekinowi, a oparcie rozwoju Rosji w znacznej mierze na eksporcie węglowodorów coraz bardziej będzie uzależniało ten kraj od Chin.

Wizyta Obamy w Delhi to gorzka pigułka dla Pekinu, który jeszcze niedawno stawiał na Modiego w rywalizacji wewnątrzindyjskiej. Teraz przychodzi rozczarowanie. Niemniej trzeba zaznaczyć, że Pekin sam przyłożył rękę do takiego rozwoju wydarzeń. Wejście chińskiego oddziału na terytorium Indii w przeddzień niedawnej wizyty prezydenta Xi w Delhi musiano odczuć jako próbę zastraszenia. Nic mniej racjonalnego nie można było zrobić i jeśli Modi miał jakieś nadzieje na poprawienie relacji z Chinami, to nie wykluczone, że właśnie wtedy, po tym incydencie się ich wyzbył.

W tej chwili wiele już wskazuje na to, że choć gra deblowa się jeszcze nie rozpoczęła, to partnerzy zostali już wybrani.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Tomaszewski: Azjatycki debel, czyli Obama u Modiego Reviewed by on 21 marca 2015 .

Debel to gra podwójna znana przede wszystkim z tenisa. Indie miały ostatnio wielkich deblistów. Takich jak np. Leander Paes, który wygrał wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe, czy Mahesh Bhupathi, który wygrał trzy z czterech takich turniejów, a w czwartym był trzy razy w finale. Wydaje się ostatnio, że w ślady swoich sławnych rodaków zamierza pójść premier

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Hindusi coraz bardziej sa swiadomi swojej „geopolitycznej” wartosci. Bardzo rozne byly odcienie wizyty Camerona, ktory probowal roztaczac czar UK (ale jednak byłego kolonizatora), a tego jak wygladała wizyta Obamy.
    Hindusi w USA sa coraz mocniej promowani, na poziomie gospodarczym to powoli widac, politycznie rowniez.
    Zobaczymy jak sie to rozwinie, ale zgadzam sie z Twoim wnioskiem, ze to naturalni sojusznicy w kwestii Chin.
    Natomiast projekty FR reorientowania sie na Chiny napotykaja coraz wieksze problemy, vide niedawne wzmianki o odłożeniu Sily Syberii. Najwiekszym beneficjentem sankcji jest paradoksalnie Europa, gaz płynie i bedzie płynal glownie do niej. Wbrew buńczucznym zapowiedziom.

    Polska zas jak nie miala strategii generalnej tak dalej jej nie ma, a bedzie coraz bardziej pod gorke. Coraz bardziej wchodzimy w role panstwa klienckiego i mam wrażenie, ze tak zwane elity wladzy tego wlasnie chca nie majac innego pomyslu na wyjscie z klinczu.

    • ”Polska zas jak nie miala strategii generalnej tak dalej jej nie ma, a bedzie coraz bardziej pod gorke. Coraz bardziej wchodzimy w role panstwa klienckiego i mam wrażenie, ze tak zwane elity wladzy tego wlasnie chca nie majac innego pomyslu na wyjscie z klinczu.”

      – niestety wszystko wskazuje, że to prawda, dała mi do myślenia historia opowiedziana bodaj przez p. Pyffela podczas niedawnej promocji w Roninie książki p. Lubiny o reakcji Bieleckiego na spotkaniu z Friedmanem ze Stratforu – akurat dobrze się stało, że podszedł z rezerwą do jego duserów i imperialnych miraży jakimi nas kusił godnych taniego lansiarza z dancingu, sęk jednak w tym, że nie motywował go zdroworozsądkowy sceptycyzm, lecz jak sam miał powiedzieć, za aprobatą zresztą innych zgromadzonych tamże przedstawicieli naszych pożal się ”elit” : ”nie nie, nas tylko interesuje absorbowanie środków z UE”… Taka razą trzeba nazwać rzeczy po imieniu : rządzą nami ludzie o mentalności kundla.

Pozostaw odpowiedź