Artykuły,Publicystyka

W. Pilch: Świat finansów staje na… nogach czyli normalnieje

W świecie finansów mamy coraz ciekawszą sytuację…

Ale od początku. Ten globalny świat finansów jest zbiorem naczyń połączonych. Naczyniami są obiegi monetarne poszczególnych krajów świata, natomiast łącza między nimi to międzynarodowe kanały dystrybucyjne walut narodowych, którą to rolę spełniają banki: komercyjne, państwowe i centralne które regulują  ich przepływ na poziomie narodowym. Cieczą, która wypełnia ten układ stanowią waluty poszczególnych krajów ze sobą powiązane, w szczególności zaś dolar amerykański. Do tej pory sytuacja na tym rynku zwanym forex wyglądała dosyć stabilnie. Najczęściej mieliśmy do czynienia z wolną grą walutami – chyba że politycy amerykańscy chcieli inaczej, ale to były jednak incydenty. Były i są wyjątki. Chiny mają swoją walutę związaną z dolarem USA, a że to dwa największe światowe mocarstwa handlowe, więc miały i mają miejsce zgrzyty miedzy nimi w tym właśnie punkcie. Ale to był drobiazg, jak i to, że podobne powiązania są między praktycznie nie liczącymi się kraikami których trudno doszukać się na mapie. Jak by na to nie patrzeć, obowiązywała na rynku walutowym „wolna amerykanka” , co w przełożeniu na polski oznaczało, że silny lub bardzo silny podmiot finansowy np. olbrzymie  banki inwestycyjne typu JPMorgan,  HSBC czy Goldman Sachs decydowały o kursach walut w kraju który akurat w danym momencie obrały sobie za cel operacji finansowych, czyli mówiąc wprost zarobienia na spadku lub wzroście danej waluty, a najczęściej na obu operacjach postępujących po sobie jak to było np. w wypadku Polski anno domini 2008/2009.

No i nastał nam rok 2008, w którym to roku ratowano po kolei wielkie amerykańskie instytucje finansowe ,takie jak Funny Me czy Fredee Mac, bank Bear Stearns, a w październiku „wykopyrtnął” się jeden z dużych amerykańskich banków inwestycyjnych Lehman Brothers. To znaczy pozwolono mu na to, bo innego wyjścia w ówczesnej sytuacji nie było. To poruszyło lawinę niestabilności na rynku światowym rynku międzybankowym, co doprowadziło do zaprzestania kredytowania w skali światowej. Banki przestały sobie wierzyć. To tak jak rodziny mafijne zgromadzone za jednym wielki stołem, nie ufają sobie ani na jotę i każdy pod tymże stołem przeładowuje broń i liczy ile jest komu winien i ile inni są mu winni. Ale rząd USA „zmuszony” do działania przez gigantyczne lobby finansowe w osobie szefa Departamentu Skarbu p. Henry Poulsona – zresztą byłego wieloletniego dyrektora w Goldman Sachs – wpadł na pomysł ratowania całego sektora finansowego USA. I zaczęło się. Drukarki drukujące dolary w FED (Federal Reserve – prywatny bank będący równocześnie bankiem centralnym USA) ruszyły pełną parą. Naprzód był QE1 później QE2, a pod tymi skrótami kryło się wypuszczanie na rynek finansowy będący, jak wcześniej napisałem, zespołem naczyń połączonych, gigantycznych ilości nisko oprocentowanej, więc taniej w zakupie gotówki – w ilości ok. 2,7 biliona $.

To musiało zdestabilizować rynek.

I zdestabilizowało. Te wielkie ilości pieniędzy w rękach  bankierów chciwych zysku jak pijawki krwi, rozlały się po świecie w poszukiwaniu zysków. Znalazły. Rynki surowców. Bawełna, wełna, ropa, rudy żelaza, ale przede wszystkim surowce rolne jak pszenica, ryż, soja, cukier i inne. To właśnie wyżej wymienionym ludziom i  instytucjom „zawdzięczamy” te ogromne podwyżki cen żywności na całym świecie.

Ale przyszedł rok 2011.

Rynek akcji „napompowany” sztucznie do nieprzyzwoitości – skończyło się powiązanie wartości akcji, które były wysokie, z wartością produkcji  firmy – zaczął normalnieć, czyli niektórzy inwestorzy zrozumieli, że tego balona nie da się dłużej pompować bo pęknie, więc zaczęli „realizować zyski”. I wykresy giełdowe zaczęły „skakać”. Słowem, na giełdach zapanowała niezwykła nawet jak na nie niestabilność.

Rynek kontraktów terminowych, na którym tak naprawdę decydowano o cenach surowców, a więc i żywności- zaczął się również destabilizować. Można by rzec, doszedł do ściany tak jak rynek akcji.

A to nie jest miejsce do robienia interesów dla rekinów finansowych. Oni lubią spokój. Ten spokój oferowały im dwie waluty.  Japoński jen oraz szwajcarski frank. Więc zaczęli grać na zwyżkę, czyli je kupować, a one, jak to w takich przypadkach bywa, drożeć. Więc dalejże je kupować. A one znowu drożeją. Efektem jest aprecjacja, czyli wzrost wartości tych dwóch walut do rozmiarów, które zagrażają bytowi obydwu krajów. Bo eksport w walucie narodowej drożeje, a więc i maleje, firmy zaczynają „robić bokami”. Powstaje wielka dziura na rachunku obrotów bieżących. Ale kogo to obchodzi – bankierów inwestycyjnych? Wolne żarty. Oni na tym robią kolosalne zyski dla swoich banków! A to, że zrobią to kosztem całych krajów? A kogo to obchodzi!

To my, amerykańskie banki inwestycyjne, tu rządzimy!

W końcu Szwajcarzy się zdenerwowali. Decyzją Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) wyznaczono górny pułap kursu franka szwajcarskiego do euro. Dla spekulantów walutowych to klęska. Nie można zarobić na franku! Trzeba znaleźć sobie jakąś inną ofiarę, żeby odrobić straty na franku i jeszcze zarobić. Co za świat!

No i znaleźli inne moce waluty. Np. koronę norweską, szwedzką. Reala brazylijskiego. Nie wiem które jeszcze.  Gdybym wiedział, nie siedziałbym pisząc ten tekst, a opalałbym się na którejś z wysp Pacyfiku leżąc w hamaku i popijając mleczko prosto z kokosa który spadł był z palmy rosnącej obok.

Tyle że banki centralne tych „zaatakowanych” walut zaczynają się bronić. Nie pozwolą na zniszczenie ich gospodarek tylko dlatego, że amerykańskie banki mają nadmiar pieniędzy i nie wiedzą co z nimi zrobić! Przecież na skutek polityki swojego rządu, rządu USA!

Banki centralne zaatakowanych walut mają kilka możliwości obrony. Od wspomnianego wyżej wyznaczania sztywnego kursu, jak Szwajcarzy, poprzez obniżanie stóp procentowych, po administracyjne kontrole operacji walutowych oraz nałożenie na nie opłat fiskalnych. Ale to wszystko uderza w międzynarodowe spekulacje! W banki! W „wolny” rynek finansowy! Skandal!

W takiej sytuacji bankierzy inwestycyjni zdecydowali się wypuścić swoją sforę psów gończych: sowicie opłaconych dziennikarzy i analityków finansowych i gospodarczych.  Niech ujadają. Niech robią ludziom wodę z mózgu. Niech przekonują, że to, co jest dobre dla banków inwestycyjnych, musi być dobre dla wszystkich. Że obrona walut musi się źle skończyć, że państwa na tym zbiednieją, że z bankami nikt nie wygra. To już się dzieje, tu i teraz. Wystarczy włączyć internet, kupić gazetę, posłuchać dowolnej stacji radiowej i telewizyjnej. Ostrzeżeń przed finansowym końcem świata jest pod dostatkiem. Chodzi o to, aby opinia publiczna zrozumiała, że przed bankami nie ma ucieczki. Nikt i nigdzie!

Chyba, że znajdzie się taki ancymonek jak ja i powie:„ A figa. Wystarczy robić to, co dawno już istnieje w  Chińskiej Republice Ludowej. Wycofać się z wolnego rynku finansowego. Jak Helweci!

To będzie powrót do normalności – obrona własnych interesów. Koniec z globalizacją i dyktatem międzynarodowych banków inwestycyjnych.

 

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Pilch: Świat finansów staje na… nogach czyli normalnieje Reviewed by on 9 września 2011 .

W świecie finansów mamy coraz ciekawszą sytuację… Ale od początku. Ten globalny świat finansów jest zbiorem naczyń połączonych. Naczyniami są obiegi monetarne poszczególnych krajów świata, natomiast łącza między nimi to międzynarodowe kanały dystrybucyjne walut narodowych, którą to rolę spełniają banki: komercyjne, państwowe i centralne które regulują  ich przepływ na poziomie narodowym. Cieczą, która wypełnia ten

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 15

  • @ Zyggi
    Już są takie próby.
    Najpierw, któryś z prominentnych niemieckich polityków (nie pamiętam który) sugerował
    żeby Polska dołożyła się do pomocy dla Grecji, a premier Tusk stwierdził, że Polska
    może wziąc udział w takiej pomocy pod warunkiem, że będzie to pomoc całej Unii, a
    nie strefy Euro.
    Natomiast podczas uroczystości 20-lecia Trójkąta Weimarskiego, długoletni ex-minister
    spraw zagranicznych Niemiec Genscher stwierdził: że Polskę trzeba włączyć w walkę z kryzysem w UE”, co należy tłumaczyć jako zaproszenie do płacenia za innych.

  • Myślę, że niewłaściwie spuentowałem swój tekst. Tzn. nie dość mocno wskazałem kierunek w którym- mam nadzieję- będzie poruszał się świat finansowy. Ten kierunek wyznaczaja Chińczycy, nie pozwalając amerykanom sie okradać poprzez sztuczki kursowe….
    No i tu wpadłem w pułapkę. Bo oczywiście tak nie jest. Wprawdzie juan jest ściśle powiąznay z dolarem, ale przecież mają kamień u szyi w postaci obligacji amerykańskich- rządowych, municypalnych czy firmowych- i tych ponad 3 bln. rezerw z których większość stanowią US$.
    Ale patrząc tylko na Ich politykę kursową i to co się dzieje w strefie euru oraz franka, można dojść do wniosku, że tak naprawdę spokojnym portem różnych walut będzie jakaś forma wyjścia ze wspólnego rynku walutowego.
    Jeśli Szwajcarski Bank Centralny zdecyduje o ustanowieniu sztywnego kursu w dłuższym okresie- a myślę że wyjdzie z niego dopiero po:
    – przegraniu walki ze spekulantami
    lub
    – ustabilizowaniu się BYŁEJ strefy euro czyli rozpadzie na kraje z własnymi walutami narodowymi( bo tak realnie patrząc widzę przyszłość Europy Zachodniej),
    – to będziemy mieli do czynienia z turbulencjami o jakich nawet nam się nie śni. Szczególnie wtedy gdy nastąpi powrót do walut narodowych i odejście od wolnego rynku finansowego. Będzie to powrót do korzeni i pewnego rodzju katharsis po bagnie finansowym z jakim mamy teraz do czynienia.
    I bardzo byłbym rad, gdyby chińczykom udało się zrobić to czego przed nimi nie udało się nikomu: doprowadzić w skali światowej do wyjścia z wolnego rynkiu finansowego.
    W każdym razie bardzo jestem ciekaw opinii PZ w tej sprawie. Było by mi zresztą bardzo miło, gdybyśmuy mogli przejść również na komunikację prywatną.

    • Powiazanie kursu juana z USD, bezposrednio prowadzi do tego ze Chiny zmuszone sa do zakupow duzej ilosci USD i reinwestowania takowych (glownie w amerykanskie obligacje) aby utrzymac juana na ustalonym poziomie. Szwajcaria ustalajac maksymalny kurs do EUR zmusza sie do tego samego zabiegu kupowania EUR i reinwestowania (niepotwierdzona plotka glosi, ze mandat inwestycyjny obejmuje tylko obligacje francuskie i niemieckie). Chiny placa za to inflacja i moim zdaniem podobnie bedzie ze Szwajcaria.
      Co do perspektyw euro, tak jak mowilem sa to tylko takie moje spekulacje. Powrot do walut narodowych krajow eurolandu jest coraz bardziej realny, tyle ze jest z tym jeden problem – jesli zmuszone do opuszczenia eurostrefy zostana kraje Club-Med to sytuacja bedzie zaiste tragiczna dla tych krajow. Oznaczaloby to umocnienie euro i zwiekszenie dlugow do splacenia w walucie narodowej, a wiec de facto bankructwo (takze bankow) ze wszystkimi spolecznymi tego skutkami, bo zazwyczaj taki scenariusz najmocniej uderzy w lokalna spolecznosc (vide Argentyna i Rosja AD1997). Natomiast opuszczenie euro przez grupe krajow bogatych z mniejszymi problemami (Niemcy, Holandia, Austria, Finlandia) i powrot do narodowych walut to umocnienie sie takowych, spadek konkurencyjnosci eksportu i wzrost bezrobocia w tych krajach, opcja tez nie jest wiec idealna. Niemcy o tym wiedza i na razie bardziej oplaca im sie podtrzymywac obecny system. Pytanie jak dlugo bedzie sie oplacac, albo jak szybko wymysla wyjscie z tego pata korzystne dla wlasnej gospodarki.
      Chyba, ze tak rzeczywiscie jakas forma kontroli kursu (podatek od transakcji, oplaty od depozytow, ograniczenia w dostepnosci waluty a’la Chiny) wchodzilaby w gre (aby ochronic wlasna gospodarke), ale ciezko mi to sobie wyobrazic, jako ze na pewno takie usztywnienie kursu bedzie musialo zmierzyc sie z atakami spekulantow. Na pewno jest to mozliwe, bo wciaz obowiazuja ograniczenia tak zwanej „nagiej krotkiej sprzedazy”, czyli gry na spadki akcji i obligacji.
      Widac natomiast, ze jakakolwiek glebsza reorganizacja swiatowego systemu finansowego nie jest w smak dla wuja sama. :)
      Chyba „wute” ma racje mowiac, ze to jedna partia biznesu.:) Dzisiejsza wypowiedz prezesa banku JP Morgan, az nadto ten aspekt ilustruje, gdzie pod pozorem ochrony interesu narodowego Dimon stwierdzil, ze Ameryka powinna wycofac sie z prac nad projektem Bazylea III, mimo iz tak naprawde projekt ten wzmacnia bezpieczenstwo depozytow zwyklych ludzi podnoszac wymogi rezerw dla bankow (co uszczupli oczywiscie zyski bankow). Zgadzam sie na pewno z tym, ze w duzej mierze klucz do rozwiazania obecnych problemow ekonomicznych znajduje sie w Chinach.

      • Avatar wute

        Zaczynają się sprawdzać słowa Miltona Friedmana, który miał
        powiedzieć, że „euro to czysto polityczny projekt przygotowany
        na słoneczne dni. Spłynie z pierwszym deszczem. „.
        Cała historia tej waluty będzie nauczką (tylko dla kogo) pt. Co się dzieje gdy politycy postanawiają nauczyć rozumu ekonomię.
        Sam projekt był skazany na porażkę od samego początku
        ponieważ brak było jednego ośrodka decyzyjnego i centralnej
        kontroli.
        Wyglądało to tak jak, jakby w jakiejś spółce każdy współwłaściciel miał prawo zaciągania zobowiązań bez zgody i wiedzy pozostałych, a odpowiadaliby wszyscy.
        Ciekawe, co do powiedzenia mają teraz nasi rodzimi euroentuzjaści, którzy żądali przyśpieszenia wejścia Polski do
        strefy euro i łajali tych, którzy byli sceptyczni.

      • Avatar Zyggi

        Trafna uwaga. Dwa kraje postkomunistyczne, Słowacja i Słowenia dały się wciągnąć w tę zabawę. Teraz muszą wysłuchiwać francusko-niemieckich gadek o „europejskiej solidarności” i być może zostaną zmuszone do finansowania utracjuszy z Club-Med. Oby Polski i pozostałych ex-demoludów to nie spotkało. Wystarczy, że 45 lat tyraliśmy na „dobrobyt” Kraju Rad…

  • Wedlug mnie raczej nie staje na nogach, a jest sprowadzany na kolana przez proby manipulowania walutami. Ustawienie sufitu CHF jest wyraznie skierowane przeciw naplywowi EUR (wyraznie nie ma takiego strachu przed naplywem USD, gdyz kurs pary CHF/USD jest wciaz wolnorynkowy), ktore drukuje ECB bedac obecnie jedynym kupcem obligacji krajow „Club-Med” (brzmi ladniej niz PIIGS). Szwajcarzy podobny ruch testowali juz w latach siedemdziesiatych i w dlugim okresie zaowocowal on inflacja. Tym ruchem Szwajcaria dolaczyla do grupy krajow, ktore obecnie dodrukowuja walute i o ile cel oslony gospodarki jest oczywiscie wystarczajacym motywem, aby pokusic sie o interwencje jak na razie nie jest potwierdzony we wskaznikach makroekonomicznych – w lipcu eksport spadl tylko o 3%, a wiec albo jeszcze zdlawienia ekportu nie widac we wskaznikach, albo go nie ma, to okaze sie w kolejnych miesiacach. Interwencja byla mozliwa przede wszystkim dlatego, ze odczyty inflacji byly bardzo niskie, co niejako zmusilo SNB do reakcji, aby zapobiec deflacji.
    W tlo tej sytuacji wpisuje sie zdazenie przeoczone, a mianowicie rezygnacja w Sobote z ECB Starka, ktory byl jednym z przeciwnikow skupowania obligacji przez ECB. Spekulujac nieco na ten temat, czyzby sufit CHF do EUR byl przygotowaniem Szwajcarow do bankructwa Grecji, ktore to spowodowac mogloby wyslanie „franciszka” na historyczne maksimum wobec EUR? I czy moze odejscie z ECB Starka jest taka pierwsza jaskolka zwiastujaca opuszczenie strefy EUR przez Niemcy (mozliwe, ze z kilkoma innymi krajami z polnocy Europy)? Dla zwolennikow wyproszenia Grecji z EUR dodam, ze niczego to nie zalatwi poniewaz Grecki dlug jest denominowany w EUR (wiec powrot do drachmy i niewatpliwa dewaluacja tejze zwiekszy lawinowo to co jest do splacenia w EUR). Jak do tego maja sie Chiny, ano tak ze w tej chwili RMB jest jeszcze gorecej poszukiwanym towarem, na ktory bedzie coraz wieksza presja aprecjacyjna. Czyzby takze Niemcy widzac swoja przyszlosc we wspolpracy z Chinami (oraz niestety dla Polski z Rosja) stwierdzily, ze z krajow Club-Med wiecej wycisnac sie nie da postanowily rozejrzec sie dalej na wschod i zostawic problem EUR do rozwiazania innym? Moze wzieli sobie do serca Amerykanskie powiedzonko „it is our currency and your problem” bardzo doslownie. :) Jak na razie oczywiscie to tylko takie moje spekulacje. Tak czy inaczej nie sadze aby byla to ostatnia odslona obecnego kryzysu.

  • Kolejny świetny i logicznie uporządkowany artykuł Pana Pilcha. Przyjemnie się takie teksty czyta. Wypada więc tu Autorowi podziękowac!
    Parę uwag a propos finansowej propagandy amerykańskiego lobby bankowego. Wrażenie jej wiarygodności bierze w dużym stopniu z tego, iż USA zawsze z powodzeniem stwarzały wrażenie, że ich system społeczno-ekonomiczny jest humanitarny. Tak jakby humanitaryzm mógł istniec na kościach Indian, Inuitów i Hawajczyków. Na zgliszczach dawnych kultur, które musiały ustąpic miejsca gospodarce „bladych twarzy” z jej plastikowymi uśmiechami, traktowaniem ludzi i przyrody jako narzędzi nabijania kieszeni oraz z wciskaniem korporacyjnego kitu.
    Ot, taka ulepszona, trochę bardziej możliwa do akceptacji odmiana „postępowego, miłującego pokój ZSRR”. To wskutek systematycznego ogłupiania przez media powiązane z sektorem finansowym tylu ludzi wierzy, że trzeba było ratowac banki okradaniem podatników – wbrew logice ekonomicznej i wbrew wszelkim zasadom wolnego rynku, nie mówiąc o zwykłej uczciwości! Tak jak kiedyś tu i ówdzie ludzie wierzyli (a bywa, że i nadal wierzą), że państwowe lepsze od prywatnego. Do ich świadomości nie może się przebic ta prosta prawda, że o dynamice ekonomicznej decyduje dyscyplina społeczna, rzutkośc i przedsiębiorczośc obywateli, a nie potęga banków, koncernów czy państwowych molochów.

    • @ Zyggi
      Masz wiele słusznych uwag ale wagę Twoich argumentów niestety nie rzadko osłabiają „historyczne wstawki” nie mające nic wspólnego z tematem jak np. łączenie amerykańskiego systemu bankowego z eksterminacją Indian. W ten sposób każdemu można dołożyć:
      Anglikom i Francuzom za kolonie
      Hiszpanom za eksterminację kultur amerykańskich
      Niemcom i Japończykom za II WŚ
      Polakom za eksterminację Jaćwieży
      …itd. Tylko że to będzie bez sensu.
      Czasami mam wrażenie, że używając takich argumentów chcesz każdemu
      poza naszymi przyjaciółmi Chińczykami, dołożyć albo pokazać, że cały
      świat wokół jest zły.
      Taka argumentacja prowadzi prostą drogą do kompromitacji jak np. przy
      twierdzeniu, że USA to ulepszona odmiana ZSRR. Gdybyś mieszkał
      ćwierć wieku temu w Europie Zachodniej i wygłosił taki pogląd, Sowieci
      niewątpliwie uznaliby się za „pożytecznego ……..”

      • Avatar Zyggi

        Napisałem: ” Ot, taka ulepszona, trochę bardziej możliwa do akceptacji odmiana „postępowego, miłującego pokój ZSRR”.”
        Z takim stwierdzeniem, że coś było bardziej ulepszone i do zaakceptowania niż Kraj Rad, kiepski byłby ze mnie „użyteczny idiota”. Chyba już lepszy byłby ze mnie pensjonariusz „hotelu” na Łubiance albo wczasowicz na Kołymie… U Sowietów to się gensekowi biło brawa aż do utraty czucia w rękach, a nie pozwalało sobie na uwagi, że coś tam gdzieś tam w świecie jest lepsze niż pierwszy na świecie kraj „dyktatury proletariatu”.
        Ktoś kiedyś stwierdził, ze w czasie Zimnej Wojny USA pod wieloma względami upodobniły się do ZSRR. Co ciekawe, tym „ktosiem” nie był żaden Zyggi tylko Zbigniew Brzeziński. Czy uważasz, że Brzeziński się skompromitował swoim wnioskiem?
        Tu odniosłem się przede wszystkim do propagandy, o której wspomniano w artykule, a nie do „całkoształtu” życia w USA (jakkolwiek uważam, że USA są zawłaszczone przez finansową oligarchię bardziej niż inne kraje rozwinięte, ze wszystkimi tego skutkami). USA różniły się od ZSRR jakością życia typowego obywatela, tym, że niewiele było gorszych od ZSRR miejsc do życia. Np. w latach 30-tych bolszewia z powodzeniem doprowadziła do głodu i kanibalizmu na Ukrainie.
        Co innego propaganda. Niewiele krajów ma propagandę dorównującą przebiegłością i intensywnością amerykańskiej, co widac np. w antychińskiej nagonce czy we wbijaniu ludziom do głów ekonomicznych bredni typu „too big to fail”.
        Co do „wstawek historycznych”, to uważam, że nie można zrozumiec USA bez wiedzy o historii tego kraju, zbudowanego na zachłanności nie mającej precedensu w historii. Gros oligarchii USA, np. klan Rockefellerów, wywodzi się z czasów, w których rozgrywa się akcja filmu „Aż poleje się krew” i jeszcze wcześniejszych. To chyba jedyny kraj na świecie, w którym przyszło komuś do głowy, że można sprywatyzowac… wodę deszczową albo ludzki genom. Gdy się o tym wszystkim pamięta, przestają nas dziwic przekręty i notoryczne kombinatorstwo tamtejszego finansowego półświatka. Przekręty, których masowośc i bezczelnośc ich autorów byłyby nie do pomyślenia w innych krajach rozwiniętych.
        P.S. Rozumiem, że moje uwagi mogą byc odebrane jako smętne moralizatorstwo albo prochińskośc, choc z tym drugim się nie zgodzę. Może i jestem moralizującym smutasem, ale też daleki jestem od podziwiania „naszych przyjaciół Chińczyków”. Ale jedno różni ChRL od USA i b. ZSRR: Chiny nie pouczają innych narodów jak życ. Podobnie zresztą Indie, Brazylia, Japonia itd.

      • Avatar PZ

        Jakosc zycia w Stanach wciaz jest nieporownywalna do tej w ZSRR (czy nawet w obecnej Rosji), o Europie Zachodniej nie wspominajac to jest niezaprzeczalny argument. Bardzo widoczne natomiast jest psucie pewnego stylu debaty publicznej w USA, ktore coraz bardziej nabiera rozpedu. Zaslaniajac sie baezpieczenstwem (kraju, finansowym czy innym) coraz mocniej knebluje sie usta rozsadnej debacie opartej o rzeczywista troske o kraj. Ma to swoj wydzwiek ekonomiczny, chociazby w tym ze wspolczynnik Giniego (rozwarstwienia dochodow) coraz bardziej zbliza sie do rosyjskiego, a nie tego ktory mozna obserwowac w krajach europy zachodniej. Jest to znamienite, gdyz podlug wielu „guru” ekonomii bogactwo kraju poznaje sie nie po tym jak zyja najbogatsi, ale po tym jak zyje tak zwana „prowincja”.

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        Rozważałem Twoją opinię w kontekście jako mieszkańca Europy Zachodniej a nie jako homo sovieticus. Pojęcie „Użyteczni”
        stworzyli Sowieci właśnie w stosunku do mieszkańców Zachodu a
        nie do swoich obywateli.
        Co do opinii p.Brzezińskiego to najpierw trzeba przypomnieć, że jest to polityk, który miał fundamentalne wpadki.
        1. Współarchitekt odbicia dyplomatów amerykańskjch z Teheranu. Jak wiadomo cała akcja zakończyła się zupełnym fiaskiem, co położyło Cartera w wyborach.
        2. Po podpisaniu porozumienia z Camp Davis, powiedział:
        Bye-bye PLO. Jak wiadomo Palestyńczyków nie dało się
        wyeliminować i musiano zawrzeć z nimi osobne porozumienie.
        3. Oczywiście walcząc z takim molochem jak SU, Ameryka
        musiała zrewidować swoją strategię i walczyć bez białych
        rękawiczek, ale nie oznacza to, że zlikwidowali wolne wybory,
        znacjonalizowali gospodarkę, wprowadzili cenzurę, zabrali
        ludziom paszporty i zamknęli granicę. Nic z tych rzeczy.
        Najważniejsze różnicę pomiędzy dwoma ustrojami pozostały
        nietknięte.
        Same upodobnienie się, dotyczyło szpiegostwa, dywersji,
        brutalizacji pracy wywiadu. Dotyczyło to także dostarczania uzbrojenia partyzantce antysowieckiej w Afganistanie i antykomunistycznej w Nikaragui, czyli czynienia tego z czego
        znani byli Sowieci. Atak na Granadę i wyzwolenie tego kraju
        od władzy typków, którzy chcieli ten skomunizować to też
        wzorowanie się na różnego rodzaju militarnych interwencjach
        Sowietów w ich strefach wpływu. Do tego rodzaju upodobnienia się można dodać interwencje w Panamie oraz
        zbombardowanie Kadafiego.
        Podzielam Twoje zdanie co do wpływów oligarchii finansowej
        w USA. Zgadzam się z opinią tych, którzy mówią, że istnieje
        tam tylko jedna partia, Partia Biznesu, która ma dwa skrzydła:
        republikańskie i demokratyczne.
        Co do propagandy amerykańskiej to być może jest ona
        skuteczna w Stanach, natomiast w świecie już chyba nie.
        Co do zachłanności to USA nie jest jakimś wyjątkiem. Można
        znaleźć wiele takich krajów. Dla przykładu czym zachłanność
        w „Aż poleje się krew” przewyższa zachłanność w „Ziemi
        Obiecanej”. ?
        To fakt, że nasi chińscy przyjaciele nie pouczają innych jak żyć
        i z tego się cieszę.
        Nie uważam Ciebie za smutasa. Wręcz przeciwnie, werwę i
        energię masz w nadmiarze tylko nie zawsze je. moim zdaniem,
        właściwie pożytkujesz.

  • To bardzo klarowny tekst, świetnie wyjaśniający ten finansowy mechanizm.
    Mam tylko jedną uwagę. Wątpię żeby był to koniec globalizacji i dyktatu banków
    inwestycyjnych.
    I pytanie. Czy ta ogromna ilość pieniędzy na rynku nie wywróci świat ?

    • Ależ właśnie wywraca! Oto tu i teraz jesteśmy świadkami tego powolnego konania zachodniego świata właśnie dzięki tej niewiarygodnej górze pieniedzy która jak walec krąży po świecie i wszystko czego dotknie miażdży. Tych pustych w istocie pieniędzy, funkcjonujących głównie w obszarze kontraktów terminowych jest szacunkowo około tryliona dolarów. W 2002 było ich 20 bilionów, w 2008- 600 bln, a teraz jako się rzekło. Ostatnio mówił o tym prezydent Francji 3-4 miesiące temu a miesiąc może dwa temu szef funduszy Franklina-Templetona.

      • Avatar wute

        Ta fura pieniędzy rzeczywiście może wywrócić świat w sensie
        następnego kryzysu finansowego prawdopodobnie znacznie większego niż ten z 2008 r.
        Natomiast nie spowoduje to konania Zachodu. Mimo wszystko
        jest on ciągle potężny, najbardziej wykształcony i najbardziej
        innowacyjny. Z całym szacunkiem dla Azji Wschodniej ale to jej
        lider gospodarczy (w sensie najbardziej zaawansowanej gospodarki), Japonia od dwudziestu lat drepcze w miejscu.

      • Avatar Zyggi

        @ Wute.
        Japonia od 20 lat drepcze w miejscu, ale to samo można powiedziec o Niemczech, Francji, Włoszech, a nawet W. Brytanii – głównych gospodarkach UE. Czy ich wzrost gospodarcy różnił się znacząco od japońskiego w ciągu ostatnich 2 dekad? A obecne tempo wzrostu w USA, jakie wróży perspektywy na przyszłośc?
        Co do innowacyjności, tu obserwujemy szybkie zmiany; pod względem ilości zgłaszanych patentów przodują: USA, Japonia, Niemcy, Chiny, Korea Pd., Tajwan, Francja, W. Brytania. Tak jest: niegdyś zacofana, rolnicza Korea Pd. prześcignęła UK, kolebkę rewolucji przemysłowej.
        W ogóle co do Zachodu, to zależy co rozumiemy pod jego pojęciem. Bo jeśli Azja Wschodnia to także Indonezja, Filipiny, Birma, subkontynent indyjski, to w takim razie do Zachodu zaliczmy Amerykę Łacińską i Karaiby.

Pozostaw odpowiedź