Artykuły,Chiny news,Indie news

W. Madziar: Wizyta Li Keqianga w Indiach, czyli trudne rozmowy indyjsko-chińskie

Fot.: Reuters

Fot.: Reuters

W dniach 19-22 czerwca chiński premier Li Keqiang odwiedził Indie. Nikt nie oczekiwał czegoś bardzo spektakularnego i nic takiego nie nastąpiło.

Wizyta Li Keqianga, wkrótce po objęciu przez niego urzędu, jest jak najbardziej zrozumiała. Ciekawe, że najpierw odwiedził Indie, a dopiero z Indii udał się do sojuszniczego Pakistanu. Ten schemat może stosują zresztą i inni delegaci wysokiego szczebla odwiedzający te dwa kraje.

Sam wstęp do wizyty też nie był obiecujący. Powtarzające się naruszenia przez chińskich żołnierzy granicy (raz było to nawet 19 km, więc całkiem sporo nawet w Ladakhu) indyjskiej były bolesną „szpilką” dla Indii, nie służącą bynajmniej zwiększeniu wzajemnego zaufania. Ze swojej strony indyjska policja uczyniła wszystko, aby nie dopuścić do protestów Tybetańczyków. Pewna asymetria jest więc bardzo wyraźna.

Problemów jest więcej: budowa tam na rzekach spływających z Wyżyny Tybetańskiej, a przede wszystkim na Brahmaputrze grozi ograniczeniem indyjskich zasobów wodnych, do tego coraz bardziej ujemny bilans handlowy Indii z Chinami, itd.

Pojawiły się tej jednak nowe akcenty:

Indie często wspominają o chińskiej “strategii naszyjnika pereł”, w skład którego wchodzą  chińskie związki z Pakistanem, dostęp do bazy morskiej w Birmie, budowa portu Hambantota na Sri Lance, a także pogłębiające się związki z Nepalem i Maledivami oraz wzmacnianie wojsk w Tybecie.

Ale z drugiej strony Chiny zauważyły coraz lepsze stosunki Indii z USA i nie wzbudziło to bynajmniej ich entuzjazmu. „Nie chcielibyśmy widzieć Indii stających się narzędziem innych dużych krajów, a szczególnie USA jako przewagi albo powstrzymywania Chin” – powiedział Hu Shisheng, specjalista ds. Indii w CICIR, chińskim think tanku w Pekinie. Pekin obawia się, że może zostać okrążony przez USA i ich sojuszników lub przyjaciół jak: Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Filipiny i ostatnio Wietnam. Stąd Chiny bacznie obserwują zacieśniające się związki USA z Birmą i Indiami.

Premier Li z uśmiechem wspomniał jak inspirująca była dla niego wizyta w Indiach 27 lat temu,  podkreślił, że Chiny i Indie mają wiele wspólnych interesów, że należy popierać wzajemny handel, obiecał złagodzenie napięć. Premier Indii Manmohan Singh odwzajemnił uśmiech, ale zapowiedział, że wzajemne stosunki nie mogą rozkwitać, kiedy między oboma państwami nadal istnieją spory graniczne. Dotąd Indie oddzielały spory graniczne od innych spraw, ale wygląda na to, że odtąd może być inaczej.

Nie podpisano żadnej poważnej dwustronnej umowy.

Lalit Mansingh, były sekretarz w indyjskim MSZ stwierdził, że zauważył pomiędzy dwoma przywódcami otwartość i chęć zajęcia się kłopotliwymi sprawami, ale ostatnie konfrontacje graniczne wyczerpały indyjską cierpliwość. „Nie chcą naszego zbliżenia z Amerykanami, ale to właśnie robią, zachowując się skrajnie prowokacyjnie na granicy. Wchodząc na drogę konfrontacji z każdym ze swoich sąsiadów, powoduję, że ci zbierają się przeciw nim”.

Jak na ironię pod koniec tego tygodnia obydwaj premierzy lecą spotkać się z rywalami swoich sąsiadów. Premier Li do Pakistanu, a premier Singh do Japonii.

Premierowi Li towarzyszyła delegacja chińskiego biznesu, ale jak celnie zauważyła indyjska prasa, Chińczycy przyjechali do Indii sprzedawać, a nie kupować. Spośród kilkudziesięciu członków delegacji tylko jeden miał stanowisko „sourcing manager”. Wzajemny handel pomiędzy Chinami i Indiami osiągnął 73 mld USD w 2011 r., ale to jest i tak mniej niż ¼ wymiany chińsko-japońskiej.

Chińska przewaga ekonomiczna jest bardzo widoczna. Sklepy  w Indiach są pełne towarów chińskich. O Europie nie ma już nawet co wspominać. Często spotykam się z zapytaniami polskich biznesmenów o indyjskie towary i przedstawiam oferty firm indyjskich i najczęściej kończy się na „ale w Chinach mogę to kupić taniej”. To właśnie jedna z chińskich inwestycji, gdzie zatrudniano chińskich robotników, spowodowała reakcje władz Indii, które postanowiły wydawać wizy pracownicze tylko dla osób, których zarobki będą wyższe niż w przeliczeniu ok. 7000 PLN miesięcznie. Ale był to chyba kolejny „strzał w stopę”, ponieważ Indie bardzo potrzebują specjalistów średniego szczebla dla małych i średnich firm, które nie mogą sobie pozwolić na płacenie tak wysokich pensji. Szczególnie widać to w hotelarstwie i turystyce.

Podpisano tylko jeden duży 1-miliardowy deal „dług za paliwo” pomiędzy Chinami a Essar Energy PLC Lt (część Essar Group). Kilka mniejszych dało razem sumę ok. 0,5 mld USD. Czasy spektakularnego podpisywania umów przy świetle jupiterów chyba już minęły.

Premier Li zwracał uwagę, że gospodarki Indii i Chin się uzupełniają, wskazując na indyjskie IT, farmację i biotechnologię i zaproponował rozmowy na temat porozumienia handlowego. Ale w Indiach pojawiły się komentarze, że działałoby ono w jedną stronę i nie może być mowy o nim zanim handel nie zostanie jako tako zbilansowany. Ponadto Indie skarżą się na utrudnienia w dostępie do rynku chińskiego dla swoich firm farmaceutycznych i IT.

Co w takim razie osiągnięto? Żadna ze stron nie szafuje przymiotnikami typu historyczny, wielki, itd. Nikt nie ogłasza podboju drugiego rynku. Wymieniono uprzejmości, żadne poważniejsze porozumienie nie jest możliwe bez zasadniczej zmiany stanowiska jednej ze stron. W sporze granicznym piłeczka leży po stronie Chin. Pokonały Indie w 1962 r., są silniejsze, mogą ustąpić bez najmniejszej utraty twarzy, ale nie robią najmniejszych nawet koncesji. Indiom jest trudniej, tu jakiekolwiek ustępstwo nie jest możliwe, gdyż oznaczałoby totalną utratę twarzy. Trudno uznać przygraniczne działania wojsk chińskich w przededniu wizyty za przypadkowe. Być może miały na celu wypróbowanie odporności Indii, ale Indie podjęły rękawicę. Nie za bardzo mając możliwość reakcji w Ladakhu – bo co zrobić z helikopterem, który wleciał 2 czy 3 km w głąb naszego terytorium, albo usunąć żołnierzy przeciwnika z miejsca, na dotarcie do którego potrzeba często dni, a do tego czasu sami sobie pójdą – przeniosły sprawę do Delhi.

Niemniej żadna ze stron nie uczyniła nic, co mogłoby postawić drugą w kłopotliwej sytuacji, nie dążono do uzyskania czegokolwiek kosztem partnera, nie rozpatrywano przynajmniej w prasie indyjskiej układu wygrany-przegrany. To zresztą widać było w komentarzach internautów. Nikt nie pisał o wygranych lub przegranych. Spotkanie było ważnym gestem, a będzie pewnie jak zwykle, z szansą na lepiej. Choć zauważyłem jeden głos internauty, ale tylko jeden, że przypomina mu się rok 1961.

Włodzimierz Madziar

Autor od 9 lat mieszka w New Delhi, gdzie był I Sekretarzem w Wydziale Promocji Handlu i Inwestycji w Ambasadzie RP, a obecnie wraz z żoną prowadzi w New Delhi biuro turystyczno-konsultingowe.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Madziar: Wizyta Li Keqianga w Indiach, czyli trudne rozmowy indyjsko-chińskie Reviewed by on 24 maja 2013 .

W dniach 19-22 czerwca chiński premier Li Keqiang odwiedził Indie. Nikt nie oczekiwał czegoś bardzo spektakularnego i nic takiego nie nastąpiło. Wizyta Li Keqianga, wkrótce po objęciu przez niego urzędu, jest jak najbardziej zrozumiała. Ciekawe, że najpierw odwiedził Indie, a dopiero z Indii udał się do sojuszniczego Pakistanu. Ten schemat może stosują zresztą i inni

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

Pozostaw odpowiedź