Artykuły

W. Madziar: Szafranowe Indie – Indie Modiego

W piątek ogłoszono wyniki wyborów do Lok Sabha, czyli izby niższej parlamentu indyjskiego. Frekwencja była rekordowa.

Statystycznie wygrało BJP, które zdobyło 282 mandaty (z koalicjantami ok. 320) i może bez najmniejszego problemu utworzyć rząd. Kongres został zdziesiątkowany i uzyskał zaledwie 44 mandaty (z sojusznikami 60, jeszcze nigdy nie było tak źle), a Aam Admi Parti Arvinda Kerjivala praktycznie zmieciona – 4 mandaty (ale ani jednego z Delhi), zaś sam Kejrival przegrał z Modim w Varanasi. Pobita została Mayawati i jej BSP. Zdobyła wprawdzie nieco ponad 4 proc. głosów w kraju, w tym 20 proc. w UP, ale nie przełożyło się to na ani jedno miejsce w parlamencie.

Rząd doświadczył prawdziwego pogromu. Z 28 ministrów (cabinet ministers) tylko trzech utrzymało miejsca w parlamencie (15 zostało pokonanych, a 10 nie „startowało”). Ciekawe, że mniejsze stany North-Eastu głosowały głównie na Kongres, a nie na miejscowe partie, ale tam liczba mandatów jest minimalna.

Poza BJP o sukcesie mogą mówić Mamata Banerjee z Zachodniego Bengalu i J. Jayalatithaa w Tamil Nadu, ale skala zwycięstwa BJP powoduje, że nie musi szukać sojuszników.

P1160213

Kto jest prawdziwym zwycięzcą? Na pewno BJP, ale znacznie bardziej jednak Narendra Modi. Gratulacje Modiemu złożyli już Barack Obama, prezydenci Sri Lanki i Afganistanu. Sukcesem zakończyła się kampania skoncentrowana właśnie na nim i chyba tego też oczekuje społeczeństwo – silnego człowieka, który zrobi porządek z korupcją i innymi plagami nękającymi kraj i pchnie Indie na ścieżkę rozwoju. Często padał argument, że może BJP i jest nieco skorumpowana, ale nie Narendra Modi. Swoje zrobiły jego charyzma, energia itp.

Pomogły słabości przeciwników: liczne skandale korupcyjne w rządzie, propaganda sukcesu, której nie odczuwał przeciętny wyborca (choć eksport i zatrudnienie rosły, to ceny podstawowych produktów jeszcze szybciej), kompromitacja AAP w czasie zaledwie 49-dniowych rządów w Delhi. Można by wymieniać też całą gamę przyczyn sukcesów Modiego: dobra kampania PR-owska, wykorzystanie mediów elektronicznych (wiece z Modim transmitowane były na telebimach, dzięki czemu trafiał do szerszej publiki) i pewnie szereg innych.

Trudno mi powiedzieć o debatach wyborczych w telewizji, ponieważ (mogę tu mówić tylko o sobie) ich poziom techniczny był fatalny. Rozmówcy byli podekscytowani i mówili nieco urywanymi głosami, a połączenie tego z masą informacji z zupełnie innych dziedzin w dolnym pasku ekranu czyniło całą dyskusję mało zrozumiałą.

Wieczorem Modi podziękował wyborcom za okazane mu zaufanie. Jego wystąpienie było dość emocjonalne i zawierało wiele odniesień do Indii i narodu. Modi obiecał ciężką pracę rządu, który nie będzie rządem vipów, lecz obywateli, oraz zaprosił wszystkie partie do pracy nad rozwojem kraju. „Jeżeli uznacie, ze nie pracuję dość dobrze, to zastąpicie mnie kimś innym” (tego akurat nie jestem pewien, ponieważ pasek z tłumaczeniem zniknął zbyt szybko). „Nie ma wrogów w polityce”. Wystąpienie bardzo miło brzmiące, szkoda, że ten styl został już dawno zapomniany w Europie. A w kraju tak elitarystycznym jak Indie to może być nowa jakość.

Skala zwycięstwa BJP pozwoli tej partii na stworzenie rządu, a jeżeli dodamy do tego głosy sojuszników z NDA, to większość będzie stabilna, wygodna i bezpieczna. Nowy rząd będzie więc zapewne „rządem autorskim” Modiego. Weterani z BJP dostaną prestiżowe stanowiska, ale sternik będzie jeden. Zresztą to układ dobry i dla BJP (Modi dynastii nie założy, więc samej BJP „do góry nogami” nie przewróci, można go w ostateczności przeczekać, gdyby nagle partnerzy stwierdzili, że im nie po drodze) . Nie ma potrzeby zawierania koalicji, więc nie ma potrzeby kompromisów, podziału stanowisk itp.

RSS już zapowiedziała, że nie będzie wywierała presji na Modiego. Jeden z liderów BJP już zdążył się wypowiedzieć w bardzo umiarkowanym tonie, nie wygląda więc, aby przynajmniej na początku BJP chciało stwarzać Modiemu kłopoty.

Rząd Modiego będzie prawdopodobnie sprawniejszy niż rząd UPA. Będzie jeden szef. W UPA był premier, ale i szef partii. Ministrowie przede wszystkim musieli być lojalni wobec Soni Ghandi. U Modiego jedynym centrum będzie premier, ponadto jako syn roznosiciela herbaty, który doszedł do stanowiska Chief Ministra, musi coś sobą reprezentować, nie będzie więc musiał się obawiać, ze ktoś go „przyćmi”. To daje znacznie większą możliwość doboru ludzi, a przede wszystkim pozwala dobierać najbardziej kompetentnych.

W „spadku” po UPA Modi dostał wiele ustaw i programów, które działały lepiej lub gorzej. Jak je usprawnić, to jest duża szansa na sukces. Bardzo medialna sprawą jest ustawa o FDI w handel detaliczny (hipermarkety). Rząd UPA był za, ale wobec silnego oporu przeniósł prawo decyzji na stany, które są raczej niechętne zagranicznym hipermarketom. W efekcie z Indii wycofuje się Carrefour (pisał o tym Pan Krzysztof Iwanek), ogranicza swoje zaangażowanie Wallmart. Stan dla Modiego idealny. Nie trzeba zmieniać ustawy, co byłoby bardzo źle przyjęte za granicą, a w kraju hipermarkety „nie będą kuły w oczy”.

Program zatrudnienia w obszarach wiejskich NREGA, wprowadzony przez rząd UPA1 (działający w jednych stanach dobrze, w innych kiepsko), pewnie zostanie usprawniony, ale rozmontowany. Można przypuszczać, że Modi usprawni proces modernizacji armii, który ostatnio bardzo kulał. Oczywiście nacisk będzie położony na zakupy krajowe, ewentualnie w wypadku dłuższych serii uzbrojenia będą padały żądania, aby przynajmniej część produktu lub kolejne sztuki serii były wykonane w Indiach. Z tym muszą się liczyć nasi eksporterzy, szczególnie, że konkurencja ma znacznie większe doświadczenie w realizacji poważnych projektów na terenie Indii.

Jak będą układały się relacje Modi – Mamata Banerjee? W Bengalu Zachodnim skala przemocy była zdecydowanie za wysoka. Mówi się o „Mamata goons”, atakach na działaczy partii opozycyjnych. Zresztą to nie pierwsze takie wyczyny Mamaty. W swoim czasie prasa pisała, że kobiety, które niezbyt cenzuralnie zakrzyczały Mamatę, potem miały wizyty jej silnorękich. Ale Modi w sprawie Mamaty ma wolną rękę, nie musi szukać z nią sojuszu, a w ostateczności jako premier może interweniować.

W polityce zagranicznej oczekuje się, że Modi będzie skupiał się przede wszystkim na polityce gospodarczej (czyli „bez rewolucji” cytując Pana Krzysztofa Iwanka), a tu jest sporo do ugrania. Większy dostęp dla obywateli Indii do zagranicznych rynków pracy, ogólnie dostęp do rynków, przyciągnięcie inwestycji zagranicznych itp.

P1160215

Problemem może być skala oczekiwań.

Kiedy Modi był chief ministrem Gudźaratu, to niekompetencja, opieszałość i inne przymioty jego „kolegów” chief ministrów działały na jego korzyść. Jeśli inwestycja miała być, to „szła” do Gudźaratu, bo tam było najwygodniej. Teraz będzie dokładnie odwrotnie. Modiego będzie się obciążać za „wpadki” administracji niezależnie od tego, czy osobiście będzie „winny” czy nie. Przedtem była to „gra”, gdzie można było tylko wygrać (w najgorszym razie inwestycja „nie przyszła”, ale i tak jej nie było, więc nic nie ubyło). Teraz w najlepszym wypadku będzie to gra o sumie zerowej (z punktu widzenia całego kraju to obojętne, czy coś powstanie w Kerali, czy UP). Rozmawiałem zresztą z biznesmenami, trzema braćmi, którzy głosowali na Modiego. Oni wcale nie oczekują jakiegoś wielkiego skoku czy cudownej recepty. Im wystarczy, aby było nieco sprawniej.

Zagraniczne hipermarkety pewnie wyjdą z Indii lub na razie nie będą zainteresowane wejściem na ten rynek. Jednak hipermarkety jako takie (tzn. krajowe) nie znikną. Za 2-3 lata sklepikarz nadal będzie widział hipermarkety i to w większej ilości. A przecież Modi obiecywał, że ich nie będzie (o krajowych akurat nikt nic nie mówił, ale to drobiazg).

Poważnym problemem jest to, że ponad 100 mln młodych osób oczekuje czegoś więcej – pracy, jakichś perspektyw. A perspektywy łatwo obliczyć. Mieszkanie w Delhi 500-600 tys. PLN, kredyt 10 proc. rocznie. Pensja w call centre 1,5 tys. PLN lub mniej, pielęgniarka 1 tys. PLN, nie wspomnę o gorszych pracach. Nawet przy wysokich zarobkach takie perspektywy możemy określić co najwyżej jako średnie.

A tych kwadratur koła będzie więcej. Dla zapewnienia dochodowości produkcji rolnej ceny żywności powinny być jak najwyższe. Natomiast dla wyżywienia mas – jak najniższe. Jak inwestować w kraju, gdzie na każdym szpłachciu ziemi żyje masa ludzi, których trzeba jakoś zaspokoić? W Gudźaracie akurat jeszcze jest trochę nieużytków pod inwestycje (to zresztą znakomicie Modi wykorzystywał), ale proszę pokazać je np w UP. Przyciągniecie inwestycji zagranicznych i samowystarczalność, za którą optują niektóre kręgi w BJP, ale z tym akurat Modi sobie poradzi – trochę retoryki i najwyżej przejdzie do porządku dziennego nad protestami.

Znów kłania się statystyka. Rok 2007 był najlepszy dla indyjskiej gospodarki. Sektor zorganizowany stworzył 1 mln miejsc pracy. 1 miejsce w sektorze zorganizowanym = 5 miejsc w sektorze niezorganizowanym. 1 + 5 = 6 X 2 (zakładamy, że kobiety na ogół nie pracują) = 12. Czyli 12 mln ludzi dostało utrzymanie. Dużo, ale w tym samym roku przybyło 20 mln nowych obywateli.

Tu jest największe zagrożenie. Miną 2-3 lata i ludzie zaczną pytać o efekty. Choćby Modi dokonywał cudów, pewnych rzeczy nie zmieni. Nie da pracy wszystkim chętnym, bo nie ma na świecie takiej gospodarki, która byłaby w stanie zaabsorbować tak ogromny przyrost naturalny. Nie poprawi tak znacząco infrastruktury, ponieważ zaległości są zbyt duże, choć widać pewne szanse na poprawę sytuacji. Trudno liczyć na jakiś znaczący sukces w polityce zagranicznej, bo czas nie za bardzo po temu. Raczej mrówcza praca. Choć tu zawsze może coś się zdarzyć. Wszelkiego rodzaju zawirowania w Azji będą działały na korzyść Indii i Modiego, ponieważ Indie będą postrzegane jako kraj stabilny i ich autorytet będzie rósł. Sukces Indii będzie sukcesem Modiego.

Za jakieś 3-4 lata Modi będzie musiał zdać sprawę ze swoich osiągnięć. Niezadowolonych jak zwykle będzie wielu. Czy Modi będzie w stanie wyjaśnić, że pewne sprawy są nieuniknione i zrobił co mógł, czy zacznie tępić krytykę i opozycję, a hinduscy fundamentaliści zaczną oskarżać muzułmanów o wysoki przyrost naturalny, chrześcijan o bratanie się z obcymi itd? Skoro długo utrzymał się na stanowisku CM Gudźaratu (musiało być czasem dobrze, a czasem średnio), to powinien sobie poradzić.

Ale wybory AD 2014 mogą mieć skutki o wiele bardziej dalekosiężne dla kraju. Nie wiemy, co stanie się z Kongresem i czy „dynastia Nehru-Gandhi” przetrzyma tę klęskę. Wprawdzie już raz wieszczono „upadek dynastii” i tak się nie stało, ale skala porażki jest dużo większa. Sygnały są sprzeczne. Pierwsze były głosy pochlebców mówiące, że za porażkę nie można winić  Soni czy Rahula Gandhich. W dniu ogłoszenia wyników żadne z nich nie zapowiedziało swojego ustąpienia, ale ponoć w sobotę w telewizji padło oświadczenie, że Sonia i Rahul Gandhi złożą rezygnacje w poniedziałek. Oczywiście mogą one nie zostać przyjęte, padają głosy o wzmocnieniu roli Pryanki, ale coś chyba jednak jest na rzeczy.

Nie przypuszczam, aby nowy rząd włączył się do sprawy. Już raz ćwiczono to z Sanjayem Gandhim i inwestycją firmy Suzuki. Męża Pryanki oskarża się o zrobienie ogromnego majątku na transakcjach nieruchomościami. Ziemi, której latami nie można było przekwalifikować pod zabudowę, jemu udawało się w krótkim czasie.

Uderzenie w głównego przeciwnika jest kuszące, ale może być nieskuteczne. W wypadku Sanjaya okazało się, że urzędnicy, którzy kompletnie ignorowali innych interesantów w wypadku syna Pani Premier nagle zaczęli wykonywać swoje obowiązki i działać. Ale to nie jest karalne, że urzędnik jednego załatwił, a drugiego „przeczołgał”. Można wyciągać konsekwencje wobec urzędnika, ale nie wobec załatwionego. To samo mogło być w wypadku męża Pryanki.

Jeżeli Kongres „zdetronizuje” rodzinę Nehru-Gandhi, to co z tego wyniknie w dłuższej perspektywie? Rodzina była pewnym zwornikiem w partii władzy, jaką był Kongres. Teraz nagle okazuje się, ze władzy nie ma. Wprawdzie Kongres już raz przetrzymał odsunięcie od władzy w latach 1999-2004, nie wiadomo jednak, na jak jak długo utracił władzę teraz.

Na koniec pozwolę sobie na dwie dygresje.

„Miną”, która wybuchła pod „statkiem” UPA2, były igrzyska Commonwealthu. Ogłoszono sukces, ale skala skandali była porażająca. A igrzyska, na których można było tylko stracić (nikt w Polsce chyba nie słyszał o nich jako o wydarzeniu sportowym, za to „wpadki” były zauważalne, przez co Delhi o mało nie straciło imprezy) to był pomysł i staranie rządu BJP. Może BJP zorganizowałoby je lepiej, ale w międzyczasie straciło władzę i wyszło jak wyszło.

Widzę też Modiego w telewizji. Wygląda znacznie mniej konserwatywnie niż Rahul Gandhi. Kurta wyglądająca jak nasza koszula, bezrękawnik, całkiem w indyjskim klimacie uzasadniony. Rahul natomiast zawsze w długiej kurcie, tradycyjnych sandałach. Tyle że znacznie starszy Modi wygląda o wiele bardziej nowocześnie, ale z poszanowaniem dla tradycji (inna sprawa, że garnitur i krawat w czerwcu bez klimatyzacji zniszczą każdego). A właśnie takim modernizującym się krajem są Indie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Madziar: Szafranowe Indie – Indie Modiego Reviewed by on 19 maja 2014 .

W piątek ogłoszono wyniki wyborów do Lok Sabha, czyli izby niższej parlamentu indyjskiego. Frekwencja była rekordowa. Statystycznie wygrało BJP, które zdobyło 282 mandaty (z koalicjantami ok. 320) i może bez najmniejszego problemu utworzyć rząd. Kongres został zdziesiątkowany i uzyskał zaledwie 44 mandaty (z sojusznikami 60, jeszcze nigdy nie było tak źle), a Aam Admi Parti

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

Pozostaw odpowiedź