Artykuły,Indie news

W. Madziar: Przed wyborami w Delhi

4 grudnia w Delhi odbędą się wybory do Legislative Assembly of Delhi, nazywanego również Vidhan Sabha. Jest to jednoizbowy organ samorządowy National Capital Territory of Delhi. Delhi nie jest stanem, lecz jednym z siedmiu Terytoriów Unijnych. Vidhan Sabha liczy sobie 70 członków, zwanych Members of the Legislative Assembly (MLA) (jak na kilkunastomilionowe miasto to nie nadmiernie dużo). Wybory stanowe, bo do takich musimy zaliczyć wybory w Delhi, odbywają się w różnym czasie, nawet nie w jednym roku.

dvswhite
Na pewno nie można powiedzieć że, kto ma Delhi, ten ma Indie, jeżeli nawet podobne wyniki powtórzą się w wyborach parlamentarnych w 2014 r., to i tak wynik w Delhi nie będzie przeważający, ale … Delhi jest miejscem prestiżowym. Tak mniej więcej jak Warszawa w Polsce. Każdy wie, kto jest prezydentem Warszawy, a który z szanownych Czytelników wie, jak nazywa się prezydent np. Gdańska?

W rozgrywce Kongres-BJP wynik będzie jednak ważną wskazówką. Jeżeli BJP zdobędzie Delhi po 15 latach, to znaczy, że z Kongresem w 2015 r. będzie ciężko. Co ciekawe, właśnie w Delhi pierwszej porażki doznała „mighty” Mayawati z BSP. Po wyborach w UP w 2007 r zapowiedziała, że następnym jej przystankiem będzie  Rashtrapati Bhavan (to siedziba prezydenta, ale hasło brzmi bardziej dźwięcznie niż ulica siedziby premiera, a sama siedziba chyba nie ma jakiejś popularnej nazwy). Właśnie rok później w Delhi BSP nie zanotowała specjalnie ciekawego wyniku, a potem było jeszcze gorzej i p. Mayawati utraciła nawet stanowisko Chief Ministra w Uttar Pradesh.

W Delhi poważnie zadebiutuje również nowa partia na indyjskiej scenie politycznej, czyli Aam Aadmi Party (Partia Zwykłego Człowieka). Gazety prezentowały kandydatów w poszczególnych okręgach. Ciekawostką jest, że podaje się, czy kandydat ma jakieś criminal records. Wydawało mi się, że widziałem je u niektórych kandydatów Kongresu, nie zauwazyłem w BJP, a AAP zapowiada, że taki delikwent nie może zostać u nich kandydatem. Ale może to tylko moje wrażenie.

Kandydatem na Chief Ministra z Kongresu jest dotychczasowa Chief Minister Sheila Dixit, z AAP jej lider Arvind Kejrival, a z BJP mniej znana osoba, czyli dr Harsh Vardhan.

1

Dla AAP jest to szansa na trwałe zaistnienie na indyjskiej scenie politycznej, ale nie jest ona głównym faworytem. Natomiast dla BJP czy Kongresu jest to ważna rozgrywka przed wyborami parlamentarnymi.

Delhi jest w pewnym sensie „wizytówką” rządów Kongresu, stąd wyniki mogą być wskaźnikiem dla poglądów w państwie. Przede wszystkim jest to miasto zamożniejsze niż „średnia” w Indiach. Można przypuszczać, że znaczna część ludzi najniżej sytuowanych nie ma praw wyborczych w Delhi, ponieważ są przyjezdnymi o nieuregulowanym statusie, ale też część ludzi zamożnych wyprowadziła się do apartamentowców w Gurgaonie (Haryana), chociaż może zachowali swoje delhijskie „meldunki”. Miasto niesłychanie rozwinęło się za rządów pani Sheili Dixit. Powstały nowoczesne centra handlowe, estakady, wieżowce, obiekty sportowe i przede wszystkim nowy port lotniczy oraz metro. W Dwarce (jedna z dzielnic Delhi zaliczana do tzw. „upper middle class”) w 2009 r. nie było chyba ani jednego nowoczesnego sklepu z klimatyzacją. Dziś nadal nie ma hipermarketów, ale trochę nowoczesnych sklepów jest. To się czuje, proszę spróbować robić zakupy w kirana shop w temperaturze 45°C. Ale metro, port lotniczy czy obiekty sportowe to nie są inwestycje wyłącznie delhijskie, a raczej centralne. Igrzyska Commonwealthu w 2010 r. okazały się istną feerią skandali. Wprawdzie oskarżenia pod adresem pani Chief Minister nie padły, choć padały różne sugestie, niemniej chwalić się nie ma czym, raczej lepiej, żeby wyborcy o nich zapomnieli.

Estakady nie poprawiły ruchu, ponieważ jeszcze szybciej przybyło samochodów, ale trzeba przyznać, że poprawił się standard autobusów, czego nie zauważyłem w innych miastach. Bezdyskusyjnie przedmiotem dumy może być metro. Niestety są i minusy. Widzę dziesiątki bloków, gdzie od długiego czasu nic się ne dzieje. Niektórzy twierdzą, że jakieś sprawy własnościowe są nieuregulowane. Mieszkania w Delhi są przeraźliwie drogie, proszę sobie wyobrazić, że wpłacamy 200 tys. dolarów i jakaś decyzja administracyjna wstrzymuje budowę. Tacy pokrzywdzeni raczej pani Dixit nie podziękują.

Brakuje wody i prądu. Do naszej society wodę dowozi się beczkowozami, bo na tę z wodociągu nie ma co liczyć. Wyłączenie prądu latem, gdy pracuje klimatyzacja, to klęska. Nie można spać, człowiek topi się we własnym pocie, kilkukrotnie doszło do zamieszek. Delhi zyskało niechlubny tytuł stolicy gwałtów, mówi się o napadach i rozbojach. Nieważne, czy słusznie, czy nie, mimo wszystko Delhi wydaje się o wiele bezpieczniejszym miastem niż miasta w Polsce (brak podpitych małolatów szukających zaczepki czy „facetów bez szyi”), ale etykieta jest. Gwałtownie rosną ceny detaliczne warzyw. Dla biednych ludzi to klęska.

To zresztą wypunktował Narendra Modi na wiecu wyborczym w Dwarce. W Dwarce pewnie dlatego, że są tu puste przestrzenie, gdzie może zgromadzić się duży tłum. „Każdy kraj jest dumny ze swojej stolicy. Nieważne, jak biedny jest kraj, ale stara się, aby stolica była porządna. Ale w naszym kraju nawet mniejsze miasta są lepsze niż Delhi”. Wspomniał też o osiągnięciach w irygacji w Gujaracie. Takich porównań było więcej: nieudane oczyszczenie Jamuny za 3400 crorów INR (1 crore = 10.000.000) , kiedy w Gujaracie udało się uregulować rzekę Sabarmati za 900 cr; system BRT (Bus Rapid Transit), który okazał się klęską w Delhi, a sukcesem w Gujaracie. Skrytykował też ogólnie rządy Kongresu, przypominając sprawę Nirbhayi (dziewczyny zgwałconej w grudniu ubiegłego roku), rosnące ceny cebuli i ryżu, problemy z butlami gazowymi i nawet skandale z CWG. Powiedział, że Kongres uważa, że jest „born to rule”. Aluzja wyraźna.

Co ciekawe, Modi spóźnił się dwie godziny na wiec, nie potrafię powiedzieć, czy było to zamierzone, niemniej przeprosił za spóźnienie. Za to nie zauważyłem w Dwarce żadnego zamieszania związanego z jego przyjazdem. Czyli punkt dla Modiego, gdyż przemieszczenia się VIPów nie budzą entuzjazmu delhijczyków, chociaż nie są jakimś koszmarem.

Wybory w Delhi to doskonałe i ważne miejsce do działania Narendry Modiego. Przede wszystkim BJP nie ma tak wyrazistego kandydata jak Sheila Dixit, która ma określony pakiet dokonań. Modi jest dla niej godnym przeciwnikiem, a Delhi pozwala mu przećwiczyć strategię działania na przyszłość. Idealnym układem byłoby dla BJP zwycięstwo w Delhi i osiągnięcie tam jakiegoś spektakularnego sukcesu organizacyjnego. Np. poprawa bezpieczeństwa – jest to osiągalne, choć nie proste. Co do wody i elektryczności, to na wiele bym nie liczył. Delhi jest na tyle małe, że w ciągu roku coś można zrobić i następnie należy to umiejętnie zaprezentować: „zobaczcie, jacy jesteśmy dobrzy, rządzimy sprawnie nie tylko w Gujaracie”. Elektoratem BJP są w znacznej mierze sklepikarze. Dla nich supermarkety to śmiertelne zagrożenie. Może nie dla tych z Chandni Chowk, ale dla tych dzielnicowych. Jeszcze kilka lat temu dochodziło do aktów gwałtu i Delhi było praktycznie jedynym dużym miastem indyjskim bez supermarketów, ale teraz się uspokoiło. Sklepikarze chyba uznali, że nie wygrają i dali spokój. BJP nie musi więc obiecywać, że zamknie shopping malle itd., natomiast może obiecać ułatwienie życia drobnym przedsiębiorcom.

Sheila z kolei „pędzi” z inwestycjami. Jak na ironię największe tempo widać przy budowie metra w Ghaziabadzie, który jest już w Haryanie, ale to przedłużenie metra przyda się. Natomiast Sonia i Rahul Ghandi są raczej pasywni. Sonia pokazała się raz, Rahul dwa razy. Może zresztą to słuszna taktyka – robienie gwiazdy z Sheili Dixit i unikanie pojedynku Modi-Rahul. Pojedynek Modi-Sheela jest starciem bardziej równych. Modi prezentuje się jako świetny zarządca, ale Dixit też jest dobra (osobiście wolę Delhi niż Ahmedabad, ale np. Baroda jest bardzo ładna).

Kampanię przede wszystkim słychać. Jest listopad, okna są pootwierane i dość często przejeżdżają samochody z głośnikami reklamującymi partie i kandydatów. Jakość dźwięku jest średnia, do tego jest sezon wesel, ale po muzyce można poznać, czy agitacja, czy wesele. Nie dzieje się to też rano ani wieczorem, więc można wytrzymać. Nie wolno natomiast wieszać plakatów wyborczych na domach. W mojej society pewien emerytowany pilot (latał na naszych Iskrach i ma o nich bardzo dobre zdanie) próbował wywiesić plakaty AAP, ale plakat nakazał mu zdjąć (powołując się zresztą na obowiązujące przepisy) przewodniczący society, który chyba popiera BJP. A tak w ogóle, to ci panowie chyba się nie lubią.

Przypuszczalne wyniki mogą wyglądać następująco:

2

Widać więc, że gra jest wyrównana i wszystko może się zdarzyć. Wyniki zostaną podane 8 grudnia.

Włodzimierz Madziar, autor niniejszego artykułu mieszka od 9 lat w Delhi, zajmuje się turystyką i doradztwem biznesowym w sprawach „indyjskich”.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Madziar: Przed wyborami w Delhi Reviewed by on 30 listopada 2013 .

4 grudnia w Delhi odbędą się wybory do Legislative Assembly of Delhi, nazywanego również Vidhan Sabha. Jest to jednoizbowy organ samorządowy National Capital Territory of Delhi. Delhi nie jest stanem, lecz jednym z siedmiu Terytoriów Unijnych. Vidhan Sabha liczy sobie 70 członków, zwanych Members of the Legislative Assembly (MLA) (jak na kilkunastomilionowe miasto to nie nadmiernie dużo).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

komentarzy 10

  • Włąśnie dziś o mało nie dostało się Kerjiwalowi za sprawą pewnej … Polki, która ponoc została zgwałcona w Mathurze, a porzucona w Delhi (za Times of India). Nie wnikajac w sprawę, jak dla mnie dość dziwną, już byłby pierszy kamyczek do ogródka Kejriwala, na jego „szczęście” stało się to w Mathurze. Zresztą inna kwestia, że rząd w Delhi ma bardzo ograniczna kontrole nad policją, inaczej niż w „normalnych” stanach. Ogólnie kompetencje rządu Delhijskiego są mniejsze niż „zwykłego” rządu stanowego.
    Ale ma Pan rację. Szykuje się bardzo interesujace starcie.

  • Panie Włodzimierzu,
    Ja myślę, że to są nawet dwie pułapki – każda partia zastawia swoją na tę drugą
    Kongres zakłada, że dopuszczając Kejriwala do władzy doprowadzi do uszczuplenia popularności AAP, bo będzie musiał wreszcie nie obiecywać, a działać, a jego obietnice – jak sam Pan zauważył – wcale niełatwo będzie zrealizować. Już abstrahując od tego, ile zależy od rządu lokalnego w Delhi a ile od rządu centralnego (też w Delhi), te dodatkowe litry wody za darmo czy tańszy prąd nie wezmą się z powietrza. A w stosownym momencie, kiedy akurat popularność AAP zacznie pikować, Kongres, jak to się mówi po angielsku, wyciągnie dywan spod stóp Kejriwala, czyli wycofa poparcie i doprowadzi do wcześniejszych wyborów.
    Tymczasem Kejriwal może zakładać, że w takim układzie i tak będzie górą. Jeśli do końca swojej kadencji nie spełni swoich obietnic, to powie, że wicie-rozumicie, to przez to, że mieliśmy niewygodnego koalicjanta, jakim był Kongres, mieliśmy związane ręce. A jeśli Kongres doprowadzi do wcześniejszych wyborów, to Kejriwal tym bardziej zrzuci winę na Kongres, mówiąc, że gdyby nie przerwane przez Kongres rządy, on jeszcze by te obietnice spełnił.
    Szykuje się zatem fascynująca i cyniczna walka. Kiedyś postawiłbym w niej na Kongres, ale widząc, jak pokazał się Kejriwal jako polityk przez ostatnie pół roku nie byłbym już tak pewien.
    A czy wygrają na tym wyborcy? Cóż, chciałbym w to wierzyć, ale taka już jest polityka – po pierwsze, część obietnic Kejriwala od początku brzmiała nierealnie, po drugie, trudno oczekiwać cudów, skoro rządy właśnie utworzyły dwie partie, które z założenia muszą ze sobą realizować.

    Aha, i przepraszam wszystkich za ciągłe przekręcenia imienia Kejriwala. Oczywiście Arvind, nie Anand:)

  • Często komentowano ten fakt jako pułapke zastawioną na Kejriwala. Ale to taki rodzaj pułapki, do której nie można nie wejść. Szcególnie, że spełnienie wielu obietnic wyborczych zależy od działań rządu centralnego, a nie delhijskiego.

  • Ostatecznie jednak rząd w Delhi utworzyła Aam Aadmi Party. Długo utrzymywał się impas: BJP, która uzyskała najwięcej mandatów, ale nie większość, stwierdziła, że rządu nie utworzy. AAP, która uzyskała drugi wynik, najpierw długo twierdziła, że rządu nie utworzy, ale w końcu skonsultowała się z częścią wyborców i zdecydowała się utworzyć koalicję z Kongresem.

  • Panie Włodzimierzu,
    ma pan rację. Przejeżdżał konwój, spytałem kogoś, dlaczego Kongres świętuje, powiedziano mi, że to Shila Dixit, a ja to bezmyślnie powtórzyłem. Sprawdziłem wyniki wszystkich okręgów – tak, to nie mogła być Dikshit, widać jakiś inny kandydat Kongresu. Przepraszam za błąd. Kejriwal faktycznie zwyciężył Shilę Dikshit.

  • Avatar Włodzimierz Madziar

    Panie Krzysztofie, czy jest Pan pewien? Abo oni świętowali wyniki ogłoszone o którejś godzinie, co się potem zmieniło. W internecie widzę, Shila Dixit pregrała do Kerjiwala prawie 20 tysiącami głosów. I to przegrała wydawałoby się w elitarnym New Delhi. Dzielnicy wyższych urzędników, dostojników państwowych, ludzi bardzo bogatych (posesja za 80 mln USD w 2007 r przy Auranzeb Road).
    Tylko, że w tej elitarnej dzielnicy połowa mieszkańców, to osoby o niskich dochodach. Kiedyś to był bastion Shili, teraz przenieśli swoje głosy na Kejriwala.

  • Dziś w Delhi ze zdumieniem zobaczylem przejazd trąbiących na głos samochodów z flagą Kongresu. Ze zdumieniem, bo exit poll przewidywały, że Kongres przegra.
    I tak się stało, bo to był tylko przejazd premier Delhi z ramienia Kongresu Shili Dikshit, która wygrała w swoim okręgu, ale to nie zmienia faktu, że jej partia poległa.
    Ostateczne wyniki są takie
    na 70 mandatów:
    – BJP: 31
    – AAP: 28
    – Kongres: 8
    – niezależni: 3
    Klęska Kongresu jest pełna, ale zwycięstwo BJP jest niepełne. Nawet po przyciągnięciu 3 niezależnych będzie mieć 34, a do większości potrzebuje 36… brak dosłownie dwóch. Zdumiewający Kejriwal – któremu, przyznaję raz jeszcze, pół rok temu nie dawałem żadnej szansy – dopiero co wszedłwszy w politykę i utworzywszy nową partię, praktycznie od zera, bez wsparcia establishmentu i starych twarzy, od razu zdobył 28 mandatów. I jak przewidywało wielu, teraz nikt nic nie może zrobić bez niego. BJP musi dogadać się z Kejriwalem, bo jak nie to, to on może się dogadać z Kongresem (w co wątpię, ale jest w pozycji, by blefować).
    Kejriwal rozbił bank – dawno w Indiach nowa partia tak szybko nie doszła do takiej pozycji.
    Ale pozycja Kerjiwala nie jest też idealna bo jeśli siądzie w rządzie, to bierze na siebie część odpowiedzialności i już nie może tylko krytykować. A jak odmówi tworzenia rządu, to będzie na nim ciążyć odium człowieka, który spowodował impas (i np. ponowne wybory). Teraz przed nim największa dotąd próba.

    Ponadto bJP wygrała samodzielnie w MP, Radźasthanie i Ćhattisgarhu, miażdżąc Kongres. Bardzo zły prognostyk dla koalicyjnego rządu centralnego Kongresu przed przyszłorocznymi wyborami ogólnokrajowymi.

  • Panie Krzysztofie. Bardzo ciekawie Pan napisał, i wydaje mi się, że to jest warte raczej osobnego artykułu niż „tylko” komentarza. Ale zobaczymy. Jutro wyniki. Osobiście dużo osób z zaciekawieniem pyta o wyniki Kejriwala, choć nie powiedzieli, na kogo głosowali. A dlaczego AAP nie wzięła udziału w wyborach w innych stanach. Wydaje mi się, że jeszcze nie mają tam aparatu.
    A jeżeli cokolwiek zdobęda w Delhi, to zaistnieją, okopią się i będa mieli bazę do dalszych działań.

  • Kiedyś chciałem napisać tekst pt. ,,Dlaczego Anand Kejriwal przegra w Delhi?” Po kilku miesiącach tytuł projektowanego artykułu zacząć zmieniać się w: ,,Dlaczego Anand Kejriwal będzie skutecznym politykiem?”
    Po pierwsze, mało kto dawał Kejriwalowi szansę, gdy okazało się, że Anna Hazare nie zamierza iść w politykę – do tego momentu Kejriwal był cieniem, adiutantem Hazarego. Hazare oficjalnie partii Kejriwala nie wsparł a jego charyzma przyciągnęłaby tysiące wyborców. Chociaż i tak Kejriwal jest postrzegany jako człowiek Hazarego i samo to daje mu zawsze automatycznie jakieś poparcie.
    Po drugie, chciałem cały artykuł osnuć wokół porównania Kejriwala do Imrana Khana w Pakistanie. Obydwaj mają ambicję stworzenia partii w swoim kraju nowoczesnej i bardziej zachodniej. Program taki, który nie odwołuje się zbytnio do żadnej konkretnej grupy etnicznej itd., stara się skupiać na całym państwie i jego zarządzaniu jako takim, duże skupienie na promowaniu się w Internecie, na ludziach młodych, podkreślanie faktu, że wprowadza się do polityki ludzi świeżych, a zatem nieskorumpowanych itd.
    Tymczasem w warunkach indyjskich i pakistańskich polityka to umiejętność negocjowania z jak największą ilością grup na zasadzie ,,Co pan da naszej grupie w zamian za poparcie?”; obecność w Internecie wcale nie musi się przekładać na osiągnięcia wyborcze (bardziej liczy się działalność w terenie), mlodzi ludzie to ważna i aktywna grupa politycznie, ale są tak samo podzieleni na wspólnoty jak starsze pokolenia. Pozostaje jedynie ważny, ale niewystarczający argument o tym, że ponieważ jesteśmy nowi (chociaż partia Khana nie jest), to jesteśmy mniej skorumpowani.
    Byłem pewien, że Kejriwal przeliczy się tak samo jak Khan. Tymczasem Kejriwal przez ostatnie miesiące coraz skuteczniej łączył świeżość swojej argumentacji (bo tak naprawdę nie programu) z rozwiązaniami typowymi dla tradycyjnej indyjskiej polityki.
    Po pierwsze, Khan od razu rzucił się na podbój całego Pakistanu, Kejriwal spokojnie skupił się na jednym obszarze – Delhi – który może stać się jego trampoliną polityczną.
    Zwróćmy uwagę, że niemal równoczesnie odbyły się wybory w MP, Ćhattisgarhu , Radźasthanie i Mizoramie i Kejriwal w żadnych poza AAP Kejriwala nie wzięła udziału.
    Po drugie, Kejriwal stopniowo zbudował sobie poparcie różnych grup – zgodnie z twardą wyborczą kalkulacją ,,chodził” od jednego okręgu wyborczego do drugiego w Delhi i wystawiał tam takich kandydatów, jacy mają tam szansę wygrać (np. sikhów w dzielnicach u dużej populacji sikhów).
    Khan ma większą charyzmę niż Kejriwal, ale ten drugi ma chyba jednak większy talent organizacyjny.
    Przede wszystkim jednak chyba Kejriwal lepiej rozumie swoją pozycję niż Khan (no, chociaż są pewne podejrzenia co do tego, kto sekretnie wspiera Khana i to może napędzać jego ambicję). Kejriwal – chociaż nie wiem co mu w duszy gra – nie sprawia wrażenia, jakby wszystko postawił na jedną kartę, na zasadzie – wygram Delhi albo przegram wszystko. Ogłosił np. zbiórkę pieniędzy na swoją kampanię i pieniądze te zebrał i więcej nie zbiera. Przewiduje się, że Kejriwal nie wygra władzy w Delhi, ale rozbije duopol Kongres-BJP: uzyska taką pozycję, że ani BJP ani Kongres nie będą w stanie rządzić bez koalicji z nim. I wtedy on stanie się kingmakerem i zbije na tym kapitał polityczny i inny, który pozwoli mu jeszcze w przyszłości wygrywać samodzielnie. A nawet jeśli któraś z tych partii utworzy rząd samodzielnie, to odtąd AAP Kejriwala będzie liczącą się opozycją. Jestem już teraz prawie pewien, że Kejriwal zostanie w polityce, chociażby delhijskiej, na lata.

    Ale zobaczymy. Wybory w Delhi się dzisiaj odbyły, frekwencja wyniosła ponad 67% i exit poll przewiduje zwycięstwo BJP.

Pozostaw odpowiedź