Artykuły

W. Madziar: Czy o taką promocję chodzi?

3 grudnia 2013 r. widziałem, a właściwie zwróciła mi na to uwagę żona, bo czytając gazetę przeoczyłem, w „The Times of India” całostronicowe ogłoszenie promujące Polskę jako cel podróży turystów. Szata graficzna i logo wskazywały, że „stoi” za tym Polska Organizacja Turystyczna.

Gdzie w takim razie jest problem? „The Times of India” nie jest gazetą tanią jeżeli chodzi o ogłoszenia. Dziś mamy 24 stycznia i ani razu nie widziałem, aby ogłoszenie powtórzono. Student marketingu wie, że pojedyncze ogłoszenia nie mają racji bytu, potrzebna jest cała kampania. Ogłoszenie było na jednej ze stron, nie wkładkach, które czasem się zachowuje, w zwykły dzień tygodnia. Ciekawe, ile osób je zauważyło, a nie podejrzewam, aby ktokolwiek je sobie zapamiętał. A efekty? W tej samej gazecie reklamują się biura podróży, mniejsze i większe, które mają w swojej ofercie Europę Środkową. Ale bez Polski.

instytut_polski
Wrzucając hasło „Poland” do wyszukiwarki w „The Times of India” znalazłem tylko jedną notatkę o  Krakowie jako miejscu turystycznym (z 20.12.2013 r.). W ogóle informacji o Polsce jest bardzo mało, jedynie o dymisji ministra środowiska w czasie szczytu klimatycznego i kilka informacji sportowych.

Wychodzi więc na to, że ktoś wydał pieniądze z podatków prawdopodobnie na nic. Nie wiem, kto to zrobił, czy ktoś z Polskiej Organizacji Turystycznej, czy współdziałała w tym ambasada. Zapewne był koniec roku, jakieś pieniądze zostały i należało je wydać. Tylko, czy takie działania należy tolerować? Zresztą może „sprawcy” się wypowiedzą.

Natomiast warto chyba poruszyć w ogóle kwestię promocji Polski. Czy promocja przez Instytuty Polskie, targi itd. dalej ma sens? Czy nie można tych środków wydać lepiej? Nie twierdzę, że znam odpowiedź na to pytanie, ale czy ktoś to w ogóle badał? Jaką metodą „rozchodzi” się dzisiaj produkcja filmowa i literatura. Jak dużą role odgrywa internet i różnego rodzaju portale za darmo udostępniające filmy, książki, muzykę, itd.? Oczywiście są prawa autorskie, których nie należy łamać, ale może lepiej wypłacić autorowi tantiemy i uzyskać jego zgodę na publikację utworu w sieci? Jaki jest zasięg YouTube’a i czy można tam znaleźć polskie filmy z angielskimi tłumaczeniami? Może są podobne portale?

Oczywiście sama publikacja w sieci to nie wszystko, liczy się pozycjonowanie itd. Co z kanałami telewizji satelitarnej? Może promocję Polski należy prowadzić nie w docelowych krajach, ale w siedzibach decydentów, czyli właścicieli mediów?

Moje obserwacje w Indiach: Polskę spopularyzowało Euro i piłka nożna, choć nie jest zbyt popularna w Indiach. Mam jakąś telewizję kablową. Jest tam kanał z filmami zagranicznymi – swego czasu leciały na nim „Trzy Kolory”, przedstawione jako film francuski, i chyba „Vinci”. Nie wiem, jaka jest jego oglądalność, ale filmy w większości są dość stare i niezbyt ciekawe. Ale są. W sklepach nie zauważyłem żadnej książki polskiego autora, żadnej płyty polskiego zespołu, wykonawcy itd.

Nigdy działania żadnej polskiej instytucji nie trafiły na strony „Delhi is talking about” – w przypadku innych ambasad też nie zdarza się to zbyt często, ale bywały takie przypadki. Raz tylko bardzo pozytywnie wspomniano o panu ambasadorze Kłodkowskim przy okazji wieczoru poetyckiego.

Nie krytykuję Instytutu Polskiego. Wręcz odwrotnie, uważam, że wreszcie coś zaczęło się dziać, podoba mi się ich newsletter. Tylko czy tędy droga i czy może są lepsze sposoby? I pytanie zasadnicze – po co nam promocja, szczególnie promocja kultury? Co chcemy przez to osiągnąć? W kwestiach gospodarczych odpowiedź jest prosta – zwiększyć sprzedaż. Ale w innych dziedzinach może warto się zastanowić. Na przykład Niemcy ostro popularyzują hasło „Deutsche Motoren”, które widać w salonach samochodowych. Niemcy często są również jednym z miejsc, które induscy turyści odwiedzają w trakcie wycieczek do Europy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Madziar: Czy o taką promocję chodzi? Reviewed by on 24 stycznia 2014 .

3 grudnia 2013 r. widziałem, a właściwie zwróciła mi na to uwagę żona, bo czytając gazetę przeoczyłem, w „The Times of India” całostronicowe ogłoszenie promujące Polskę jako cel podróży turystów. Szata graficzna i logo wskazywały, że „stoi” za tym Polska Organizacja Turystyczna. Gdzie w takim razie jest problem? „The Times of India” nie jest gazetą

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

komentarzy 13

  • ,,1. Dlaczego Polski nie ma w ofercie takich biur jak TUI, Neckerman i innych dużych graczy turystycznych oferujących Europę Środkową. Jest Praga, Wiedeń, Lipsk, Budapeszt, czyli miejsca całkiem blisko Krakowa.
    2. Czy prywatne biura Polskie mające w ofercie turystyke przyjazdową maja oddziały np. w Chinach i Japonii?”
    Wie Pan, ale to pytanie do tych biur, nie do POT czy innych polskich instytucji państwowych:)

    ,, 3. Mamy w Polsce prywatne biura obsługujace zamożnych turystów z zagranicy, czy uważaja one Indie za interesujacy rynek? Czy konsultowano się z nimi? Czy w ogóle jest jakaś interakcja POT – firmy?”
    To z kolei pytanie jest do POT, ale jestem pewien, że jakaś interakcja jest. Ale znowu – to, co te firmy z tym robią, to już jest ich sprawa. Rolą POT w tym konkretnym kontekście jest promować.

  • Avatar Włodzimierz Madziar

    Całkowicie się z Panem zgadzam Panie Krzysztofie. Napisał Pan, że kropla drąży skałę, racja: tylko, czy tą kroplą jest woda, czy np. drogie wino. W tym drugim wypadku może zabraknąć kropel. Ale do rzeczy.
    Pisał Pan, że w Polsce kręcone są indyjskie filmy. To dobrze, sama produkcja filmowa jest biznesem, ekipa gdzies się musi zatrzymać, korzystac z jakiś usług, itp. Jeżeli do tego widz dowie się czegoś o Polsce, to już będzie super. Mniejmy nadzieję, że tak jest i że pod hasłem promocja do interesu się nie dokłada. gdyż wiemy, że samo „nakręcenie” filmu w Polsce promocją być nie musi (np. Faana).
    Niemniej pojedyncze ogłoszenie w gazecie, z niczym nie związane, jest marnowaniem pieniędzy. Jeżeli chodzi o zwyczaj, że coś zostało, trzeba wydać, bo w następnym roku dostaniemy mniej, to jest to zjawisko naganne i trzeba się temu przeciwstawiać. Takie ogłoszenie pięknie wygląda w raporcie – urzędowym, bo w prywatnej firmie raczej by to nie przeszło.
    Proponuje odpowiedzieć na kilka pytań:
    1. Dlaczego Polski nie ma w ofercie takich biur jak TUI, Neckerman i innych dużych graczy turystycznych oferujących Europę Środkową. Jest Praga, Wiedeń, Lipsk, Budapeszt, czyli miejsca całkiem blisko Krakowa.
    2. Czy prywatne biura Polskie mające w ofercie turystyke przyjazdową maja oddziały np. w Chinach i Japonii?
    3. Mamy w Polsce prywatne biura obsługujace zamożnych turystów z zagranicy, czy uważaja one Indie za interesujacy rynek? Czy konsultowano się z nimi? Czy w ogóle jest jakaś interakcja POT – firmy?
    Pan Bartek zwrócił uwagę na media elektroniczne i całkowicie ma racje. Są programy, jak National Geaografic, Animal Planet i pewnie inne. Nie zauważyłem w nich nic o Polsce, przynajmniej nie pamiętam.
    Coraz więcej osób wiedzę o krajach, do których chca wyjechać czerpia z internetu. Co tu zrobiono i co można zrobić?
    Dlatego wydaje mi się, że warto byłoby porównać nakłady i efekty osiągane w Chinach, Japonii i Indiach i ewentualnie przesunąć środki tam, gdzie moga być najlepiej wydane. Oczywiście moze być tak, że w Japonii np. osiagneliśmy maksimum i zwiększanie nakłądów nic nie da.
    Widać ogromny wzrost podróży Chińczyków. Słyszałem, że rząd wręcz popiera zagraniczne podróże swoich obywateli. Może to jest najlepszy rynek. Przypominam, że średni PKB na głowę jest w Chinach 2 razy wyższy, niż w Indiach.
    Jeżeli okazałoby się, ze rynek indyjski nie jest jeszcze przygotowany na polską oferte, to może lepiej dac czas Instytutowi Polskiemu najpierw na spopularyzowanie Polski.
    A może jest tak, że rynek jest, ale działamy na nim nie tak jak trzeba. Może zamiast przyjeżdzac do Indii warto się pofatygowac do Niemiec i porozmawiac z szefami wielkich biur i przekonać ich, aby włączyli Polskę do europejskiej oferty, gdzie indziej porozmawiac z szefami kanałów telewizyjnych itd.Może zamiast delegacji na nie ważne jakim szczeblu, targów (dobra impreza tylko bardzo droga) i nie wiem czego tam jeszcze potrzeba dobrego informatyka, który przygotuje odpowiednie strony i wypozycjonuje je.
    Może przy tym wyjść brutalna rzeczywistość, że promocją winny się zajać inne osoby, nie dlatego, że ci „obecni” są źli, ale dlatego, że warunki się zmieniły. Żyjemy w zmieniającym się świecie i nie zmienimy tego.

  • ok, chodziło mi o szerszy kontekst, zwiększanie rozpoznawalności „marki” Polska zagranicą

    • Avatar Krzysztof Iwanek

      @Bartek Z
      Ok, ale promować przez muzykę to może właśnie Instytut Polski (i to właśnie robić).
      Ale póki rozmawiamy o POT, to trudno żeby tak się mogli się promować, bo ich celem ma być zwiększenie turystki przyjazdowej do Polski. Chyba żeby mieli zrobić odwrotną rzecz – film o Indusach przyjeżdżających na koncert do Polski.

      • Avatar Krzysztof Iwanek

        znowu błąd – miałem napisać: ,,Instytut Polski (i to właśnie robi)”

  • Avatar Krzysztof Iwanek

    Przepraszam, miało być:
    ,,Bo taką masową zmianą było rozsławienie Szwajcarii przez DDLJ – czyli taką masową zmianę może spowodować…”

    i:
    ,,…przyjazdowa jest znacznie wyższa z Japonii niż Indii”

  • Avatar Krzysztof Iwanek

    Panie Włodzimierzu

    Nie od razu Rzym zbudowano. Sam Pan nawiązał do mojego artykułu o Krakowie jako plenerze dla filmów bollywoodzkich. Wcześniej też ktoś mógłby napisać – ee, nikt nic w Krakowie nie nakręci, bo nie ma artykułów, reklam w gazetach indyjskich i w ogóle kampanii promocyjnej. Ale ten ktoś by się pomylił, bo choć żadnej kampanii nie widzieliśmy, jednak w Krakowie sceny do kilku filmów nakręcono.

    Kampania POT, na ile ja się mogę wypowiadać, to nie tylko reklamy, ale także m.in. spotkania z indyjskimi filmowcami, study tours itd. WIem zresztą, że POT w takim kontakcie z indyjskimi filmowcami jest od kilku lat, jeszcze przed rozpoczęciem projektu Lubię Polskę. To są działania, których my możemy nie widzieć a mogą być jeszcze bardziej efektywne. Jak widać, więcej kręcono indyjskiego kina w Polsce w ciągu ostatnich lat niż kiedykolwiek wcześniej (wcześniej, o ile się orientuję, była tylko Fanaa).

    Poza tym jest kwestia proporcji. Jesteśmy krajem mało znanym w Indiach, fakt, i też Indie to kraj 10 razy większy od Polski, odległy od Europy, średnio nią zainteresowany (bo nie tylko Polską przecież) i wielokrotnie bardziej ludny. Jedna reklama tego nie zmieni, to fakt, ale tak samo nie zmieni tego i 5 reklam. W kwestii skali po prostu nigdy nie możemy liczyć na powszechną lepszą znajomość Polski, bo jest zdecydowanie za dużo odbiorców. Nie możemy oczekiwać, że nagle miliard dwieście milionów zacznie kojarzyć Polskę.
    Dlatego ja bym nie oczekiwał masowych i szeroko zakrojonych zmian jeśli chodzi o rozpoznawalność, tylko raczej na kroplę, która drązy skałę i wydrąży nam niszę. Bo taką masową zmianą było właśnie ze Szwajcarią i DDLJ – czyli to może spowodować tylko bardzo popularny film indyjski, a to jest trochę loteria, ale warto próbować i szukanie kontaktów z filmowcami to dobra droga do tego.

    Czy bardziej warto promować się w Japonii? To bardziej pytanie do osób zajmujących się Japonią – może Mariusz Dąbrowski się wypowie. Ja na podstawie suchych danych mogę powiedzieć, ze turystyka przyjazdowa jest znacznie wyższa niż z Japonii niż Indii, ale Indie to jednak potencjalnie znaacznie większy rynek. Wracając zatem do skali. Nam nie potrzeba,żeby miliard Indusów nas kojarzył. Wystarczy znacznie mniejsza liczba względnie bogatych Indusów jeżdżących do Europy. W tym sensie skala Indii względem Polski działa na naszą korzyść – niech tylko mały ułamek klasy średniej się o nas dowie i z tego ułamek przyjedzie, a to i tak będzie dla nas bardzo dużo.
    I taka skala, mam nadzieję, jest w naszym zasięgu i gra, biorąc pod uwagę pieniądze tej warstwy – bo nie oszukujmy się, że o nie chodzi – dla mnie jest warta świeczki.

    Poza tym poczekajmy, może Pan zauważy elementów tej kampanii więcej. Na dodatek w tym roku jest sześćdziesięciolecie stosunków polsko-indyjskich i MSZ też będzie prowadził swoją kampanię i swoje działania (wczoraj w MSZ było Forum Gospodarcze Polska-Indie). I jak sam Pan przyznaje, jeszcze działa Instytut Polski. Co jak co, ale działań promocyjnych jest bez wątpienia niż, dajmy na to, w 2009 r. A co do efektów – powtarzam – nie od razu Rzym zbudowano. Jest wiele ,,ale” i ,,jeżeli”, ale pozostaje trzymać kciuki.

  • Jednym slowem lepsza zadna promocja w Indiach niz taka?

  • Na rynek japonski przeznaczono tyle samo srodkow co na rynek indyjski.
    Najwiecej przeznaczono na rynek chinski ( Chiny-50 proc, Japonia 25, Indie 25)
    Czy Pana zdaniem nalezaloby w tej sytuacji ogole zrezygnowac z promocji na rynku indyjskim?

    • Avatar Włodzimierz Madziar

      Nie mam wiedzy o rynkach Japonii i Chin. Są to rynki większe niż indyjski, ale liczy się efektywność działań. Środki powinny być umieszczane tam, gdzie przynosi to największe efekty, szczególnie, jeżeli dysponujemy środkami ograniczonymi. Na ogół rynki zdobywa się jeden po drugim, a nie rozprasza działania na wszystkie kierunki.
      To częsty dylemat właścicieli firm i czasem trzeba sobie powiedzieć: „Ten rynek sobie odpuszczamy”. Nie wiem, czy w wypadku Indii tak trzeba.
      Ponadto piszę, to co widzę. Nie czytam raportów POT, nie pracuję w ambasadzie, czy jakiejkolwiek instutucji, która „z urzędu” obserwuje działania promocyjne. Natomiast z przyczyn oczywistych, zwracam uwagę (również robia to moi znajomi i mówia mi), jeżeli pojawi się informacja o Polsce.
      Jako taki widz promocji turystycznej Polski nie widzę, więc można załozyć, że inni zauważą jeszcze mniej. Moi znajomi jeżdżą do Europy na wakacje, ale żaden z nich turystycznie nie by w Polsce.
      Jeżdżą do Niemiec, Norwegii, niewspomne juz o UK, Francji, czy Włochach, ale do Polski nie. MOże to co ciagnie do Polski Anglików, Holendrów i wielu innych, nie jest tak interesujace dla Indusów.

  • Avatar Wlodzimierz Madziar

    A gdzie „reszta” kampanii? Jedno ogłoszenie w gazecie 2 miesiace temu, to nie jest chyba właściwa inwestycja, zostało dawno zapomiane, nawet jeżeli jest to element kampanii. Jeżeli w zamian za ogłoszenie obiecano artykuł o Polsce, to chyba kiepsko to wyszło, bo poza wspomiana przeze mnie małą stosunko wzmianką nic nie zauważyłem. Prawdą jest natomiast, że gazety piszą o krajach, z których mają ogłoszenia, ale tu potrzeba by „koncentracji” wszystkich zainteresowanych instytucji, a i tak nie wiem, czy „wspólne” środki byłyby wystarczajace, aby zainteresować taką gazetę, jak Times of India. Czy w ambasadzie jest ktoś, kto zna indyjski rynek prasowy, może taka osoba mogłaby się wypowiedzieć i cos doradzić. Za „moich” czasów tego nie było, ale ponieważ ewidentnie na lepsze zmieniła się promocja kultury, to może tu także jest postęp.
    Ponadto, aby miedzynarodowe firm turystyczne włączyły Polskę do swoich itineraiów należy chyba rozmawiać w ich centralach.
    Sytuacje mógłby poprawić dobry film bollywoodzki, ale tu, jak Pan napisał’, jest bardzo dużo „jeżeli …”.
    Ponadto czy Indie są najlepszym rynkiem? Czy nie lepiej skierować te środki np. do Japonii?
    Jaka jest relacja nakładu środków w stosunku do efetków. Jaka jest w Indiach, a jaka w innych krajach?

  • Avatar Krzysztof Iwanek

    ,,Student marketingu wie, że pojedyncze ogłoszenia nie mają racji bytu, potrzebna jest cała kampania. ”
    Panie Włodzimierzu, bo to jest cała kampania – i rzeczywiście realizuje ją POT. Reklama, którą Pan widział, jest jednym z jej elementów.

Pozostaw odpowiedź