Korea Pd,Korea Pn

W. Julian Korab-Karpowicz: Konflikt koreański i potrzeba realizmu politycznego

parallelKorea stała się nagle jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc na mapie świata. Wojna koreańska (1950-1953) nigdy nie zakończyła się traktatem pokojowym. W dniu 27 lipca 1953 roku siły ONZ, na czele z USA, oraz dowództwo armii Korei Północnej podpisały jedynie rozejm. W wyniku ostatnich napięć w regionie oraz sankcji nałożonych na nią przez ONZ, z tego rozejmu Korea Północna się teraz wycofała. Dnia 30 marca 2013 roku ogłosiła zaś, iż ponownie znajduje się w stanie wojny z Korea Południową oraz ze wspierającymi ją Stanami Zjednoczonymi. Czy konflikt koreański można rozwiązać? Czy istnieje droga do pokoju?

Jak rozwiązać problem koreański?

W celu rozwiązania problemu, trzeba najpierw zrozumieć jego przyczyny. Po zakończeniu zimnej wojny i rozpadzie Związku Radzieckiego oraz otwarciu gospodarczym Chin na świat Korea Północna straciła swojego dawnego sojusznika, jakim był blok komunistyczny. Nie może już teraz liczyć na pomoc militarną ze strony Rosji lub Chin i jest skazana na własne siły. Podstawowym problemem dla Korei Północnej jest więc dzisiaj jej własne bezpieczeństwo. Jest więc logiczne, że pracuje nad pociskami rakietowymi dalekiego zasięgu oraz rozwija technologię broni jądrowej, nawet jeśli w ten sposób narusza wcześniej podpisane porozumienia oraz  traktaty o nieproliferacji. Nie jest pierwszym na świecie krajem, który tak robi. Potrzebuje strategicznego arsenału nuklearnego, aby odstraszyć potężniejszych od niej przeciwników, jakimi są Korea Południowa i Stany Zjednoczone.

Podczas ostaniej wizyty na Dalekiem Wschodzie sekretarz stanu USA John Kerry wyraził pogląd o konieczności denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego. W obecnej stytuacji jest to jednak nierealistyczne, aby domagać się od Korei Północnej by zlikwidowała swój program atomowy i nie prowadziła badań nad rakietami balistycznymi oraz wierzyć, że może ona pójść na istotne ustępstwa w zamian za pomoc żywnościową lub inne korzyści ekonomiczne. Zapewnienie sobie bezpieczeństwa jest najważniejszym czynnikiem, jakim kierują się państwa. Dlatego jedyną drogą do rozwiązania problemu koreańskiego jest utwierdzenie Korei Północnej w przekonaniu, że nic jej nie grozi, a to może zapewnić jedynie naprawa stosunków między obydwoma Koreami i proces pokojowy.

Była już raz próba poprawy stosunków między Koreą Południową (Republiką Korei) i Koreą Północną (Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną). Zbliżenie się dwóch państw osiągnęło apogeum w czerwcu 2000 roku, kiedy, za aprobatą amerykańskiego prezydenta Billa Clintona,  prezydent Korei Południowej Kim Dae-jung spotkał się z przywódca Korei Północnej Kim Jong-ilem w Pjongjangu, stolicy Korei Północnej. Było to pierwsze spotkanie przywódców obydwu Korei od czasu kiedy te dwa odrębne państwa powstały na Półwyspie Koreańskim w 1948 roku. Podpisali oni wówczas czteropunktowy plan budowania wzajemnego zaufania za pomocą wymiany kulturalnej i współpracy gospodarczej. Jednakże oskarżenia skierowane przeciwko Kim Dae-jungowi, że osiągnał zbliżenie między państwami za pomocą tajnych przelewów dolarowych do Korei Polnocnej oraz opozycja niechętnych zbliżeniu konserwatystów południowokoreańskich w domu i konserwatystów amerykańskich za granicą, zahamowały proces pokojowy. Reprezentująca twardą linię polityczną kolejna administracja amerykańska prezydenta George’a W. Busha postawiła Korei Północnej warunek zakończenia programu badań nuklearnych przed kontynuacją dalszych negocjacji traktatu pokojowego. Miało to negatywne skutki zarówno dla relacji między Koreą Północną a Stanami Zjednoczonymi, jak i dla stosunków między obydwoma Koreami.

Należy tu zrozumieć mentalność koreańską, która jest odmienna od europejskiej. Tego rodzaju amerykańskie żądanie z pozycji siły mogło tylko urazić koreańskie poczucie honoru. Koreańczycy z zasady nie mówią wszystkiego, co myślą, ale dają sygnały i reagują odpowiednio. Korea Północna zareagowała ostro, przyjmując politykę konfrontacji i zaszokowała świat wiadomością, że posiada już rozwiniętą technologię broni nuklearnej. W ten sposób korzystny moment historyczny, w którym można było osiągnąć zbliżenie między Koreami i formalnie zakończyć wojnę koreańską traktatem pokojowym, został zmarnowany.

Zanik realizmu i amerykańska wiara w siłę

Sposób myślenia o polityce międzynarodowej wpływa na nasze decyzje i zachowanie. Podczas najtrudniejszych lat zimnej wojny amerykański sposób myślenia znajdował pod wpływem doktryny realizmu politycznego. Wpływowi realiści, a szczególnie Hans Morgenthau,  przekonywali w swych książkach, że dyplomaci i przywódcy polityczni powinni unikać tematów, które mogą prowadzić do zadrażnienia stosunków i konfliktu między państwami, i zamiast uprawiania moralizatorstwa, lub też podkreślania istniejących między nimi różnic ideologicznych, powinni skoncentrować się na istotnych wspólnych interesach. Takie właśnie myślenie realistyczne o polityce międzynarodowej uratowało świat od zagłady nuklearnej. Choć dzieliła ich przepaść ideologiczna, Amerykanie i Sowieci rozmawiali ze sobą, próbując dojść do wspólnego stanowiska. W rezultacie doszło do podpisania szeregu porozumień o redukcji zbrojeń, takich jak SALT czy START. Amerykańska polityka „powstrzymywania” doprowadziła wprawdzie do wojny w Wietnamie i interwencji amerykańskich w szeregu innych krajach, ale nigdy nie doszło do bezpośredniej wojny między dwoma supermocarstwami. Wreszcie, wraz z upadkiem muru berlińskiego, ich ideologiczna konfrontacja dobiegła końca.

W latach osiemdziesiątych popularność zdobyły nowe teorie stosunków międzynarodowych. Stały się one bardziej scjentystyczne i abstrakcyjne. Klasyczny realizm polityczny stracił swoje znaczenie wobec nowej teorii, jaką jest neorealizm. Dał się też odczuć wpływ postmodernizmu i postmarksistowskiego myślenia krytycznego. Choć te nowe teorie, które do dziś wykładane są na uniwersytetach, wydają się intelektualnie pociągające, nie mają wielkiego zastosowania dla praktycznej polityki. Doprowadziło to w konsekwencji do wyraźnego osłabienia umiejętności myślenia o problemach międzynarodowych i osłabienia dyplomatycznego profesjonalizmu. Innym czynnikiem, który doprowadził do zaniku realizmu politycznego było powszechne przekonanie wśród członków administracji amerykańskiej, szczególnie  w okresie prezydentury George’a W. Busha, że Stany Zjednoczone stały się bezkonkurencyjnym supermocarstwem, które może dyktować każdemu państwu, bez konsultacji z innymi, co tylko zechce. Podkreślano znaczenie twardej siły, czyli mocy militarnej. Klasyczny realizm polityczny został zastąpiony przez politykę potęgi.

Wybór Baracka Obamy na prezydenta Stanów Zjednoczonych napełnił wielu ludzi nadzieją, że naprawione zostaną braki polityki administracji Busha. Stany Zjednoczone próbują teraz prowadzić swoją politykę zagraniczną w sposób bardziej wielostronny i zamiast działać samemu, rozwiązywać problemy przy pomocy Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jednakże, wbrew oczekiwaniom, amerykańskie myślenie o polityce międzynarodowej nie uległo zasadniczej zmianie. Pozostająca pod wyraźnym wpływem poglądów byłego prezydenta Korei Południowej Lee Myung-baka i innych prawicowych konserwatystów koreańskich, administracja Obamy, miast powrócić do dialogu o zawarciu traktatu pokojowego z Koreą Północną, przyjęła wobec niej politykę potęgi. Nadal jako warunek rozpoczęcia rozmów pokojowych stawia zrzeczenie się przez nią rozwijania programu atomowego.  W odwecie za wystrzelenie przez nią rakiety balistycznej oraz ostatnie próby nuklearne, postuluje też wobec Północy nowe sankcje, które w obecnym klimacie multilateralizmu zatwierdzane są na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Nasuwa się jednak pytanie, co będzie wynikiem tej polityki? Na razie skutkami są jedynie rosnąca eskalacja napięcia w regionie i narastająca groźba wojny, w której, jak odgraża się Korea Północna, może zostać użyta broń nuklearna.

Współpraca zamiast wrogości

Aby wiedzieć, co druga strona myśli, strony muszą zacząć rozmawiać ze sobą, traktować się jak partnerów i starać się wzajemnie zrozumieć. Jednakże dzisiaj Korea Północna i Południowa nie prowadzą żadnego dialogu. Grożą zaś sobie i się wzajemnie, publicznie obrażają. Każda z nich widzi siebie jako moralnie i ideologicznie lepszą od drugiej. Będąc w stanie wrogości od ponad sześćdziesięciu lat, Korea Północna i Południowa są jak dwa dinozaury z przeszłej epoki, które jakby przez przypadek zostały przeniesione do naszych czasów. Angażują w swój konflikt wszystkich członków społeczności międzynarodowej, tworząc niezwykle groźną sytuację zarówno dla siebie, jak i dla reszty świata. W swoim zaślepieniu deklarują gotowość do wojny, która jest niewyobrażalna w skutkach i w rezultacie której możemy wszyscy znaleźć się znowu w epoce kamiennej.

Pojawiła się jednak ponownie wątła nadzieja dla pokojowego rozwiązania konfliktu. Po śmierci Kim Jong-ila w 2011 roku przywództwo w Korei Północnej objął jego syn Kim Jong-un. Każdemu nowemu przywódcy należy się zawsze kredyt zaufania. Mając zaledwie 29-30 lat Kim jest jednym z najmłodszych przywódców państwowych. W latach 1993-2000 uczył się w szkołach międzynarodowych w Szwajcarii. Widział więc świat poza Koreą. Ma młodą żonę, która urodziła ostatnio drugie dziecko. Tego nie ma w standardowych podręcznikach do stosunków międzynarodowych, często pełnych stereotypów, ale, jak to już kiedyś odkrył Raymond Aron, dla właściwej, realistycznej oceny sytuacji należy wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności. Kim jest młodym człowiekiem, który nie wydaje się być ideologiem ani fanatykiem. Chociaż otoczony jest wojowniczo nastawionymi ideologicznymi doradcami oraz  starczymi generałami, sam zdaje się być bardziej zainteresowany pokojem niż wojną. Uwikłany jest więc zapewne w swoistą pałacową grę. Po linii partyjnej i dla zachowania autorytetu musi być groźny, stąd oficjalne ostre wystąpienia i fotografie w otoczeniu wojskowych, ale o jego bardziej pokojowym i chyba prawdziwszym nastawieniu świadczyć mogą niektóre jego wypowiedzi: chociażby niedawne stwierdzenie, że Korea Północna musi się bardziej otworzyć oraz wejść na drogę rozwoju gospodarczego, aby poprawić byt swoich mieszkańców, oraz list gratulacyjny, jaki wysłał do pani Park Geun-hye, po tym jak została wybrana nowym prezydentem Korei Południowej.

Park Geun-hye jest córką Park Chung-hee, który w latach 1961-1979 sprawował w Korei Południowej władzę dyktatorską i przyczynił się do modernizacji państwa. Jest kobietą inteligentną i wykształconą. Wywodzi się z tej samej konserwatywnej Wielkiej Partii Narodowej (obecnie Partia Saenuri), co poprzedni prezydent Korei Południowej Lee Myung-bak, ale już zaraz po wyborach zadeklarowała, że ma na celu poprawę stosunków koreańskich. W obecnej bardzo trudnej sytuacji wydaje się jednak zagubiona. Na jej osobiste położenie wpływa fakt, że w tradycyjnej nadal Korei kobieta nie utożsamiana jest z funkcją kierowniczą. Chociaż pani Park próbuje kreować publiczny obraz silnej kobiety, z trudem udaje się jej zdobywać autorytet nawet wśród najbliższych współpracowników. Znaczna część z nich to konserwatyści i dowódcy wojskowi reprezentujący twardą linię wobec Korei Północnej. Wydaje się, że, niestety, pomimo dobrej woli poprawy stosunków, coraz bardziej wyraźnie wchodzi pod ich wpływ.

Aby rozwiązać kryzys koreański należy zrozumieć, że dalsza konfrontacja prowadzi do nikąd i że jedyną rozsądną drogą jest powrót do procesu pokojowego, który został zainicjowany przez prezydenta Kim Dae-junga i był wspierany przez prezydenta Billa Clintona. Jeżeli więc pani Park Geun-hye oraz Kim Jong-un uświadomią sobie w pełni tę ideę i zostanie ona zrozumiana przez ich doradców, jest nadzieja na sukces. Wspólnym interesem zarówno Koreańczyków, jak i ludzi dobrej woli na całym świecie, jest pokój. Korea Północna i Południowa powinny podpisać traktat pokojowy kończący formalnie wojnę koreańską, porzucić ambicje zjednoczenia całej Korei pod swoją flagą, uznać siebie jako dwa niepodległe państwa, rozpocząć normalne stosunki dyplomatyczne, zacząć wzajemnie szanować swoje odmienności ideologiczne oraz nie traktować siebie już więcej jak wrogów, lecz jak partnerów do współpracy. Problem broni atomowej i rakiet balistycznych zostanie w ten sposób z czasem rozwiązany. Jest on bowiem w znacznym stopniu spowodowany przez obecny brak poczucia bezpieczeństwa ze strony Korei Północnej. Ale jeśli sankcje i groźby będą kontynuowane, wojna stanie się coraz bardziej prawdopodobna: wojna, która będzie katastrofą dla obu krajów i będzie miała ogólnoświatowe reperkusje.

Lekcja czasu

Ktoś mógłby zaoponować: a północnokoreańska ideologia, brak wolności, gwałcenie praw człowieka i obozy, w których nadal więzi się więźniów politycznych? A domniemana współpraca wojskowa z Iranem i innymi państwami „osi zła”? Czy to ma być nadal tolerowane? Odpowiadam: we wszystkich rozsądnych działaniach politycznych należy być najpierw realistą, gdyż samą moralistyką nigdy się nic nie osiągnie; zaś najlepszym lekarstwem na wszystkie nieprawości jest czas, któremu należy pomóc. W Rosji były też kiedyś gułagi, których już nie ma; a w Chinach nie wysyła się już nauczycieli do pracy w polu, nie zwalcza się prywatnej własności, ani nie niszczy tradycyjnej kultury. Trzeba więc cierpliwości. Zróbmy inteligentny krok w kierunku pokoju, a resztę zostawmy grze czasu. Czas wszystko zmienia.

W. Julian Korab-Karpowicz jest obecnie profesorem na Wydziale Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Meliksah w Kayseri, Turcja. W 2009 roku pracował w Instytucie Spraw Międzynarodowych Uniwersytetu Kyung-Hee w Korei Południowej. Jest autorem wielu prac naukowych, w tym czterech książek z zakresu filozofii polityki.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Julian Korab-Karpowicz: Konflikt koreański i potrzeba realizmu politycznego Reviewed by on 29 kwietnia 2013 .

Korea stała się nagle jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc na mapie świata. Wojna koreańska (1950-1953) nigdy nie zakończyła się traktatem pokojowym. W dniu 27 lipca 1953 roku siły ONZ, na czele z USA, oraz dowództwo armii Korei Północnej podpisały jedynie rozejm. W wyniku ostatnich napięć w regionie oraz sankcji nałożonych na nią przez ONZ, z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź