Artykuły

W. Jakóbik: Która z potęg rzeczywiście słabnie?

Do informacji publicznej dotarły dane ekonomiczne każące podać w wątpliwość mit o nieuchronnej detronizacji USA z pozycji lidera międzynarodowego przez Chiny – przynajmniej jeśli chodzi o ekonomię. Nie pozwalają one dogmatycznie podejść do kwestii rywalizacji obu potęg.

Zachodnie media publikują komentarze ekspertów mające świadczyć o nieuchronnym upadku Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście przywołuje się najczęściej dane na temat długu publicznego, który rzeczywiście rośnie w zaskakującym tempie. Dzieje się to właściwie od końca prezydentury Billa Clintona, co pokazuje analiza porównawcza kolejnych budżetów USA od lat dziewięćdziesiątych do chwili obecnej. Pierwotnie wydatki windowała polityka militarna, obecnie głównym czynnikiem rozpychającym budżet są rosnące wydatki socjalne firmowane przez administrację Baracka Obamy.

A jednak pojawiają się obecnie informacje nie pozwalające na satysfakcjonujące wielu komentatorów przekreślenie potencjału ekonomicznego Amerykanów. Departament Handlu poinformował, że Produkt Krajowy Brutto USA wzrósł w ostatnim kwartale 2011 roku o 3 procent w ujęciu kwartał do kwartału[1]. Realny wzrost w okresie 2010-2011 wyniósł 1,7 procent. Ekonomiści  zastanawiają się, czy to ożywienie nie jest trendem mogącym mieć wpływ na rynki światowe. Wygląda na to, że amerykańska gospodarka się podnosi.

Z kolei pesymistyczny sygnał padł odnośnie gloryfikowanego w niektórych środowiskach modelu gospodarczego Chin, który w opinii części lewicowych obserwatorów ma w przyszłości zastąpić skompromitowany kapitalizm. Bank Światowy poinformował[2], że chiński model ekonomiczny jest ,,niewydolny”. Instytucja nakłania Państwo Środka do wspierania konkurencji rynkowej, wsparcia dla zmarginalizowanej prywatnej przedsiębiorczości i zmniejszenia roli państwowych spółek.

400-stronnicowy Raport Banku projektuje plan dla Chin na następne dwie dekady. Stanowi on, że zbyt duże wsparcie dla sektora państwowego zdławi w końcu wzrost i z tego powodu potrzebuje rewizji. A zatem chińska tendencja wzrostu ma być według tej prognozy spadkowa. Chińskie PKB w czwartym kwartale 2011 roku wyniosło 2 procent. Wzrost prognozowany na rok 2012 ma wynieść także 2 procent. Gospodarkę spowalniają obecnie słabnące sektory eksportu i nieruchomości. Inwestycje mieszkaniowe spadły w grudniu i część ekspertów ostrzega, że sektor czeka słaby rok 2012[3].

To wszystko dzieje się w obliczu narastającego napięcia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami które coraz silniej rywalizują na płaszczyźnie ekonomicznej. Sytuację analizuje ekspert Center for Geoceconomic Studies i Council on Foreign Relations Sebastian Mallaby[4] . Podkreśla on, że z jednej strony Stany Zjednoczone forsują swoje prawa handlowe coraz agresywniej, a z drugiej Chiny coraz swobodniej wykorzystują kurs Juana w celu wsparcia własnego eksportu.

Mallaby obawia się, że owe napięcia mogą stać się mechanizmem samonapędzającym prowadzącym do ostatecznej erupcji konfliktu. W celu jego ,,złamania” zaleca on zainteresowanie chińskiego kapitału amerykańskim rynkiem i wsparcie dla chińskich ambicji internacjonalizacji Juana. Zdaniem eksperta doprowadzi to do poszerzenia platformy współpracy obu potęg i zmniejszy napięcie.

W tym zakresie interpretacja danych nie może nie być skażona przekonaniami ekonomicznymi interpretującego. Wolnorynkowiec bez wahania przyklaśnie ocenom Banku Światowego i poczyta dane o amerykańskim PKB jako jaskółkę odnowy pozycji Stanów na świecie. Etatysta zaprzeczy takiej optyce. Stwierdzi, że Bank Światowy jest międzynarodową korporacją, która (jak miało to miejsce wielokrotnie w historii Chin) próbuje narzucić rodzącej się potędze swój pomysł na jej funkcjonowanie, nie godząc się na jej samodzielność. Wskaże na jej mocodawców – Wall Street albo po prostu Waszyngton. Dane o PKB uzna za pustą liczbę, która poprzez nierówną dystrybucję owoców wymiany gospodarczej, daje zyski wąskim kręgom klasy posiadającej. Co ciekawe ten argument ma zastosowanie także w kontekście Chin. W tym rozróżnieniu łatwo umiejscowić rządy w Waszyngtonie i Pekinie. Sytuacja ma się jednak inaczej, jeśli chodzi o obywateli obu państw. Tutaj podziały ideologiczne mogą być zgoła inne.

Jednakże to od rządów zależy polityka potęg, które najwyraźniej obrały kurs zderzeniowy. Ma miejsce próba sił i od tego, która strona pierwsza stchórzy zależeć będzie kształt przyszłego systemu międzynarodowego. Sam fakt, że ma miejsce ów okres przejściowy, świadczy o tym, że o porządku sprzed jego rozpoczęcia możemy już zapomnieć.

Wojciech Jakóbik,  jest współpracownikiem Ośrodka Myśli Politycznej (www.omp.org.pl) i redaktorem naczelnym portalu Europa Bezpieczeństwo Energia (www.ebe.org.pl). Tekst pierwotnie ukazał się w portalu Stosunki Transatlantyckie (www.usa-ue.pl).


[1] http://www.esa.doc.gov/economic-indicators/economic-indicators-2

[2] http://www.latimes.com/business/la-fi-china-world-bank-20120228,0,5223336.story

[3] http://www.tradingeconomics.com/china/gdp-growth

[4] http://www.cfr.org/china/two-ways-ease-us-china-economic-tensions/p27357

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Jakóbik: Która z potęg rzeczywiście słabnie? Reviewed by on 5 marca 2012 .

Do informacji publicznej dotarły dane ekonomiczne każące podać w wątpliwość mit o nieuchronnej detronizacji USA z pozycji lidera międzynarodowego przez Chiny – przynajmniej jeśli chodzi o ekonomię. Nie pozwalają one dogmatycznie podejść do kwestii rywalizacji obu potęg. Zachodnie media publikują komentarze ekspertów mające świadczyć o nieuchronnym upadku Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście przywołuje się najczęściej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 44

  • Panie Zyggi w odpowiedzi tak bym nie ujął nie jest pan nieobiektywny jednak ma pan określony pogląd który pan eksponuje trudno tu cytować ponieważ przejawia się on w wielu dyskusjach pana.Niemniej niech pan zanadto się tym nie przejmuje ponieważ wypowiedzi pana mimo że dosłownie nie ze wszystkimi dokładnie się zgadzam są ciekawe i merytoryczne,jednak wypowiedzi, poglądy pana i pana Jakóbika różnią się nieco przez co obraz dyskusji nic nie traci.Przynajmniej stara się pan być obiektywny a to bardzo dużo ja nie twierdzę że jestem nieomylny i moje poglądy i tylko moje są właściwe ,napisałem natomiast z tego co przeczytałem są bliskie pana Jakóbika co nie znaczy że w niczym się z panem nie zgadzam.

  • Panie Zyggi bardzo pana szanuję ma pan wielki zasób wiadomości i bardzo wiele trafnych spostrzeżeń ale uważam że o obiektywności to z oceną własną bądżmy wstrzemiężliwi.Mam nadzieję że nie obraziłem pana.Panie Zyggi my sądzę wszyscy lub prawie wszyscy/na tym portalu/ nie widzimy spraw albo czarne albo białe,ale tą regułę powinniśmy stosować w odniesieniu do wszystkich krajów.

    • Zapytam wprost: uważa Pan, że jestem nieobiektywny? Może jakiś cytat?

      • Wydaje mi się, że P.Stefanowi chodzi o to, że każdy z nas ma jakieś poglądy i choć być może sili się na obiektywizm to je widać, czego nie da się uniknąć.

  • A moim zdaniem pan Jakóbik ma wiele racji,oczywiście moje zdanie nie ma wielkiego znaczenia jako że nie dorównuję panom poziomem wiadomości w temacie ale ,ale bardzo chętnie czytam pana Jakóbika artykuły i jego poglady są mnie bliskie.Nie wiem czy żle myślę pisząc że każdy kieruje się swoistą ideologią i nie jest od niej wolny.

    • Podobnie na to patrzę. Wydaje mi się również, że gdybym pisał o Chinach w samych superlatywach to nie spotkałbym się z oskarżeniami o zideologizowane teksty. Oczywiście nie zżymam się na to bo jeśli ktoś nazwie mnie ideologicznym kapitalistą i konserwatystą to się nie obrażę.

      • Avatar Zyggi

        W zupełności wystarczy pisac obiektywnie. Nie zapobiega to uzyskaniu gombrowiczowskiej „gęby”, ale tak to już jest. Większośc ludzi ma chyba tendencję postrzegania świata w czerni i bieli, więc stosownie do tego oceniają osoby o choc trochę odmiennych poglądach.

      • Jeśli potrzebna jest deklaracja to po raz kolejny podkreślę, że jestem zwolennikiem Pax Americana – ten pogląd może być zauważalny w tekstach i trudno. Za publicystyczną analizą (do tego na małą skalę, jak w przypadku tego tekstu) musi stać jakaś aksjologia bo inaczej nie idzie ona w żadną stronę

  • Dziękuję panu Wute za wyjaśnienie ,rzeczywiście tak zapewne to wygląda.

  • Kult wskaźnika wzrostu PKB, uproszczony podział na „etatystów” i „wolnorynkowców”, pobożne życzenia autora względem odrodzenia się amerykańskiej gospodarki i w ogóle amerykańskiej pozycji niekwestionowanego supermocarstwa.

    • Życzeń nie ma, jest jedynie ocena. Do pozostałej części komentarza się nie odniosę, chyba, że zechce Pan rozwinąć swą myśl

      • Avatar PZ

        Niestety odnioslem podobne wrazenie jak Pan Ciekawy, ze wystepuje Pan z pozycji ideologa, po prostu nie odnoszac sie rzeczowo do pytan nie pasujacych do Pana wyobrazenia rzeczywistosci. Albo nie odpowiada Pan wcale, albo zbywa temat ogolnikami – przy poprzednim Pana artykule nie odniosl sie Pan do tematu wlasnosci i wolnosci gospodarczej (o ktore to ja rowniez zapytalem), a watek o kneblowaniu demokracji i wolnosci slowa zbyl Pan ogolnikiem aby „optymizm wobec demokracji schować do lamusa”.
        No coz z dogmatami sie nie dyskutuje, a skoro Pax Americana uwaza Pan za dogmat to oczywiscie jest to Pana prawo.

      • @PZ

        Przy poprzednim artykule jest mój komentarz z 6 marca. Przepraszam, że nie odpisałem szybciej i szerzej. To przez brak czasu.

        Poruszył Pan kwestię dogmatów i bardzo dobrze. Jeśli chodzi o demokrację jako dogmat to z takim jej pojmowaniem się nie godzę i dlatego też pytanie o ,,kneblowanie demokracji” zbyłem krótką odpowiedzią by zbytnio nie polemizować.

        Pax Americana uważam za stan najbardziej odpowiadający interesom Polski – oczywiście jest to duże uproszczenie – i nie kryję się z tym poglądem. Wydaje mi się, że posiadanie poglądów jest dozwolone przy pisaniu tekstów o Chinach. Oczywiście mam także na myśli takie które nie zgadzają się z pańskimi;)

      • Avatar PZ

        @Wojciech Jakobik
        Nie wiem czy to zamierzone wykrecenie tego co napisalem do Pana, czy tak po prostu wyszlo w tekscie, ale pozwole sobie doprecyzowac moje wczesniejsze stwierdzenie.
        Nie bylo i nie jest moja intencja zabraniac Panu posiadania, ani wyrazania wlasnych pogladow, takze odmiennych od moich czy kogokolwiek innego. Napisalem natomiast, ze w momencie zakwestionowania Pana punktu widzenia, zamiata Pan temat pod dywan, unikajac merytorycznej dyskusji i checi podzielenia sie znajomoscia argumentow prowadzacych do wnioskow przez Pana wyciaganych. Tylko tyle i nic poza tym.
        Rzetelna analize sytuacji Chin i USA oraz ich rywalizacji zalinkowal „rysiek” i przynajmniej jest tam kilka aspektow, w ktorych przedstawione sa bolaczki trapiace USA, ktore moga skomplikowac rywalizacje z Chinami.
        Co do Pax Americana w wydaniu polskim, moim zdaniem byl to (podkreslam czas przeszly) stan odpowiadajacy interesom zarowno Polski i Stanow, ale nic nie jest wieczne.
        Jesli chodzi o tak zwana wspolprace strategiczno-militarna to nie da sie niestety nie zauwazyc kilku dosc powaznych wpadek:
        – zakup F-16 i niezbyt fortunnie zrealizowany off-set oraz fakt iz do tej pory logistyka zwiazana z utrzymaniem samolotow w stanie zdolnym do lotow pozostawia wiele do zyczenia (prosze porownac jak to wyglada w przypadku Grecji czy Turcji).
        – „prezent” w postaci plywajacego muzeum, ktory serwisowany byl za grube pieniadze polskiego podatnika w Stanach, a i tak fregaty nadawaly sie tam, gdzie slusznie je skierowano – na zlom
        – prywatyzacja PZL Mielec, gdzie obecnie montuje sie (podreslam montuje) smiglowce, w porownaniu chociazby ze sprzedanym europejczykom Swidnikiem, gdzie istnieje caly ciag technologiczny produkcji smiglowcow (czyli realny transfer technologii).
        Moglbym jeszcze kilka punktow dodac do tego odartego z falszywej propagandy obrazu strategicznej wspolpracy.
        Jesli chodzi zas o moj poglad na Chiny, to jest on bardzo klarowny – handlujmy z Chinami tam gdzie jest to mozliwe i tam gdzie obie strony beda mialy z tego profity.

    • @ p. Wojciech Jakóbik

      To ocena, a raczej moja krótka refleksja nt. poglądów wyrażanych w artykule. Odnoszę wrażenie (po przeczytaniu kilku Pana artykułów), że ma Pan bardzo ideologiczne spojrzenie na rzeczywistość i tej tendencyjności Pan nawet nie próbuje ukryć (a robi to wiele osób, gdyż nikt nie chce mieć przylepionej gombrowiczowskiej gęby, być zaszufladkowany). Jestem zwolennikiem pluralizmu i ciesze się, że publikuje Pan na CSPA, natomiast nie cenię dogmatyzmu i uproszczeń. Nie dziwię się, że nie odniósł się Pan do powyższego komentarza, natomiast żałuję że nie skomentował Pan mojej odpowiedzi w wątku własności jako głównej wartości chrześcijańskiej.

      • Według Gombrowicza gęba jest nieunikniona;) Być może taką przyprawi mi Pan uznając mnie za piewce amerykańskiej optyki na relacje sinoamerykańskie – ma Pan do tego pełne prawo. Za tym co piszę stoją przekonania i ideologia a raczej system wartości. Wydaje mi się, że nie jest to szczególnie rażące. Za tekstami Bocheńskiego i innych analityków geopolityki również stały przekonania (w jego przypadku piłsudczykowskie). Czy tak rozumianej ,,gęby” może nie być?

        Czy ja mam się obrażać na obrońców Korei Północnej i apologetów chińskiego modelu politycznego którzy też tutaj piszą? Mogę się spierać ale nie będę się obrażał za to, że mają inne poglądy niż moje.

        Proszę o linka to skomentuje. Mam mało czasu na komentowanie i chciałbym go wykorzystać owocnie.

      • Avatar ciekawy

        W Pana artykule: W. Jakóbik: Czekając znów na barbarzyńców.

        Nawiązując krótko do reszty wypowiedzi, to ja nie lubię ideologii bo nazbyt przypominają mi religie.
        Czerpię różne pomysły i idee z różnych ideologii czy systemów wartości i staram się stworzyć z nich jakąś spójną syntezę. Podążanie cudzym torem wyznaczonym przez poprzedników (twórców idei czy jej późniejszych propagatorów) wydaje mi się pewnego rodzaju lenistwem intelektualnym. Należy cały czas wątpić, szukać i wyciągać wnioski, zbyt wczesne zaangażowanie się w obronę idei (być może niesłusznej) oznacza cofanie się, zastój.
        Pozdrawiam i proszę wybaczyć długie oczekiwanie, CSPA nie działało ostatnio.

      • @Ciekawy

        Bardzo postmodernistyczne podejście, wręcz w duchu New Age. Tam gdzie Pan widzi dogmat, ja widzę hierarchię wartości i wynikające z niej konsekwencje dla oceny rzeczywistości. Wynika to właśnie z fundamentalnych różnic w ocenie świata – wygląda na to, że Pan hołduje relatywizmowi a ja szukam intersubiektywnie poznawalnej prawdy. Nic w tym zdrożnego, bo to główna oś sporu filozoficznego obecnie.

      • p.s. odpisałem na Pana komentarz pod poprzednim tekstem

      • Avatar ciekawy

        @ p.Wojciech Jakóbik

        Dziękuję za wyjaśnienia (Pański komentarz w poprzednim artykule również przeczytałem). Nie ma sensu spierać się o kwestie fundamentalne, choć Polacy (jak i Rosjanie) lubią amatorskie dysputy filozoficzne.

        W kwestii gęby postmodernisty i wyznawcy New Age jaką mi Pan raczył przyprawić (a ściślej mówiąc nazywając tak podejście jakie wyłożyłem w powyższym komentarzu) to myślę, że w swej pierwszej części jest to ocena mniej więcej trafna, natomiast w drugiej nie.
        New Age to zjawisko marginalne, sztucznie rozdmuchane przez Kościół Katolicki, który w ten sposób wrzuca do jednego worka wszystkie wrogie elementy. Ma to być miks kultury hippisowskiej z fascynacją religiami Wschodu i kontestacją zastanej rzeczywistości. Ruch miał okres popularności na Zachodzie 40 lat temu, ale w Polsce to zawsze była tylko jedna z mód i polegała raczej na naśladownictwie powierzchownej niż faktycznej kontestacji i zmianie trybu życia.
        Tak rozumiane New Age jest popularnym epitetem rzucanym często przez mniej inteligentnych dostojników kościoła czy jego wiernych (oczywiście nie mam na myśli tutaj Pana). New Age to po prostu generalizacja określająca wszystkie niechrześcijańskie systemy wartości, filozofie, sposoby myślenia etc.

        Nawiązując jeszcze do własności jako chrześcijańskiej wartości, to jak sam Pan widzi zależy odkąd Biblia traktuje się już mniej dosłownie niż kiedyś pola do interpretacji znacznie się powiększyły i sama interpretacja często nie zależy od tego co w Biblii jest, tylko co tam chcemy zobaczyć. Dlatego „wolnorynkowiec” zbagatelizuje potępienie materializmu przez Jezusa (jak też Pan to zrobił), natomiast „etatysta” na to potępienie zwróci szczególną uwagę. Teologia wyzwolenia to nie pierwsza idea łącząca chrześcijaństwo (katolicyzm) z elementami socjalizmu, podobno utopię proponował Dostojewski (m.in postacią starca Zosima), kult własności potępiał również Tołstoj.

  • Ponieważ mniej więcej wiemy czego możemy się spodziewać po gospodarce
    amerykańskiej. Nie upadnie, będzie prawdopodobnie się rozwijać tak jak teraz,
    zachowując bezwzględną dominację w innowacyjności i w wojskowości, a względną
    w IT, to decydującym czynnikiem będzie stan gospodarki chińskiej. Prędzej czy później dojdzie do granicy kiedy obecny model gospodarczy wyczerpie już swoje możliwości gospodarcze i niezbędna będzie jego dalsza transformacja. Będzie ona musiała przebiegać w kierunku głębokiej prywatyzacji sektora publicznego w gospodarce tj. prywatyzacji wielu zakładów przemysłowych oraz też zamknięciu
    sporej ilości takowych, które do tej pory mogą egzystować w oparciu o budżet
    państwa. Bez tego kroku w długiej perspektywie chińska gospodarka nie wytrzyma konkurencji z amerykańską, opartą o większą konkurencyjność i znacznie większą
    swobodę badań naukowych. Dokonanie tej reformy będzie niesłychanie trudne
    i napotka na zacięty opór wielu ludzi władzy, ponieważ::
    – uderzy w podstawy nadzoru państwa i partii nad gospodarką
    – osłabi pozycje partii w państwie
    – znacznie ograniczy możliwość dysponowania stanowiskami w zakładach przez
    władzę (np. w Polsce jedną z przyczyn powolnej prywatyzacji jest fakt, że po jej
    dokonaniu rządząca partia nie dysponuje już grantem w postaci członkostwa
    w Radzie Nadzorczej)
    – spowoduje czasowe perturbacje w gospodarce i wzrost bezrobocia.

    • Bardzo ciekawe panie wute.Zyczę Chińczykom pomyślności ,z tego co usłyszałem ich prezydent zapowiedział stworzenie warunków na zwiększenie popytu wewnętrznego by kraj i jego gospodarka nie zależała tak bardzo od eksportu bo faktycznie będzie problem ze zwiększaniem jego poziomu.Ale też i obywatele przecież powinni skorzystać coś ze wzrostu gospodarczego.Co do artykułu-to prawda jest tak że zbrojenia wspierają przemysł i innowacyjność oraz postęp techniczny w wielu dziedzinach a wydatki socjalne /nadmierne/nic nie dają,a doprowadzają do/jak pan Zyggi pisze/do lenistwa braku przedsiębiorczości,postaw roszczeniowych nic wzamian nie dając.

      • Avatar wute

        @ p. Stefan
        „….zbrojenia wspierają przemysł i innowacyjność oraz postęp techniczny w wielu dziedzinach.”

        To prawda. Niemniej trzeba rozróżnić ich wpływ w gospodarce
        wolnorynkowej, gdzie istnieje nieskrepowana wolność badań
        naukowych od wpływu na gospodarkę zarządzaną centralnie.
        W Chinach ze względu na bezpieczeństwo gro spraw dotyczących badan naukowych dla wojska, nie odbywa się w
        najbardziej nowoczesnych firmach, które z reguły należą do
        cudzoziemców lub zagranicznego kapitału, lecz w firmach
        państwowych, gdzie procesy wdrażania produkcji, swoboda
        dyskusji i wymiany poglądów, niezależność naukowców..itd.
        jest zupełnie inna.
        Ponieważ ja należę do starszego pokolenia i przez dekadę
        pracowałem w firmie państwowej w PRL, dobrze wiem jak to
        wygląda. Naczelną zasadą było: nie wychylać się, nie narażać się, nie zgłaszać jakiś innowacji, które zmuszałyby kolektyw do
        uczenia się czegoś nowego.
        Dlatego też wykorzystywanie wynalazków militarnych w gospodarce cywilnej, a przeto zwrot kosztów, były i są zupełnie
        inne w tych dwóch systemach ekonomicznych.

    • Dodałbym tu również czynnik regionalny. Badacze zastanawiają się czy wolne Chiny będą w stanie istnieć jako jedno państwo

      • Avatar Zyggi

        A dlaczego nie? Przecież nie są nawet w przybliżeniu tak zróżnicowane etnicznie, językowo i religijnie jak np. Indie czy Indonezja. Myślę, że demokratyczne Chiny mogłyby byc krajem federacyjnym. Natomiast rozpad Chin to chyba wishful thinking Amerykanów. Epoka walczących królestw se ne vrati.

  • sklaniam sie ku pogladowi, ze problemy gospodarki amerykanskiej sa gigantyczne i zadne raporty lub dane tego nie zmienia
    zarazem gospodarka chinska takze babra sie w okropnymi problemami. tyle ze sa one bardziej zamiecione pod dywan

    jednak tak dlugo jak nie bedzie sie mowilo o amerykanskim huawei lub htc, tylko na odwrot, o tajwanskim iphonie, chinskim googlu lub twitterze, to chinczykom daleko do innowacyjnosci
    jak na razie to amerykanski przemysl dominuje w wielu dziedzinach, od nauki po wojskowosc, przemysl filmowy, czesciowo IT i wiele innych

    • Think tanki takie jak np. Heritage Foundation krytykowane mocno na stronach CSPA wysuwają tezy, że ta innowacyjność i liderowanie w wielu kluczowych branżach USA bierze się właśnie z wolności gospodarczej, przywiązywania wartości do własności prywatnej, itd. Z tego samego powodu badacze z kręgów sinosceptycznych (jeśli można ich tak nazwać) oceniają, że większą szansę na przejęcie prymatu po USA mają Indie – wlaśnie ze względu na te wolnościowe aspekty

      • Avatar Zyggi

        Owszem, ale z drugiej strony USA są numerem 1 w świecie już od 100 lat; są potęgą gospodarczą daleko dłużej niż jakikolwiek kraj Azji.
        A propos Indii ich słabe punkty w rywalizacji z Chinami to: ogromna biurokracja, niedorozwój infrastruktury, słabsze wykształcenie społeczeństwa, ogromny zakres wykluczenia społecznego. Poza tym Chiny szybko rozwijają te dziedziny, w których Indie mają nad nimi przewagę, jak np. informatyka. No i hinduskie przesądy kastowe. Większośc indyjskich bogaczy pochodzi spośród Parsów lub Marwarjów. Natomiast w Chinach członek każdej grupy ludności może zostac multimilionerem, choc oczywiście mieszkańcy południowo-wscodnich prowincji są w biznesie najskutecznejsi. Chińczykom jest też obcy typowy dla wielu Hindusów fatalizm oparty na myśleniu: „A po co się trudzic, taki już nasz los. Może w przyszłym wcieleniu będzie lepiej?”.

      • @Zyggi

        Nie wiem czy zgodzi się Pan z taką optyką ale czyż Partia Komunistyczna i jej poszczególne szczeble nie są czymś podobnym do systemu kastowego? Tak jak w Orwellu – prole, partia, partia wewnętrzna. Nie przesadzałbym z możliwościami Chińczyka na rynku opisując je niczym Chinese Dream – od pucybuta do milionera. Rynek jest dalej dalece koncesjonowany i trzeba mieć znajomości by dostać pożyczkę w banku. Nie znam się za dobrze na Indiach ale tam pod tym względem jest może lepiej?

      • Avatar Zyggi

        @ P. Wojciech Jakóbik.
        Nie wiem, czy rynek Indii jest mniej koncesjonowany niż Chin. Zgadzam się, że do KPCh niełatwo się dostac. Ale czy pod tym względem różni się to od np. obu partii sprawujących władzę w USA? Czy „prol” ma szansę zostac prezydentem w Stanach? Jeśli już to prędzej w Brazylii, gdzie prezydentem był Luiz Inacio Lula da Silva.
        A propos systemu kastowego a KPCh. Porównanie wydaje mi się cokolwiek absurdalne, ale podejmę wątek. Otóż jak Pan wie, w systemie kastowym jest niemożliwy ruch w górę. W grę wchodzi tylko trwanie w swojej kaście lub degradacja. Innej opcji nie ma. A w KPCh? Deng Xiaoping jako syn „kułaka” miał „niewłaściwe pochodzenie”. Mimo to wspiął się na najwyższe stanowisko w państwie.
        Co do „Chinese Dream”, no cóż. Wielu się udało, choc nie przeczę, że chiński rynek jest koncesjonowany. A przynajmniej wiele jego segmentów. Ale gdyby spojrzec na chińskich bogaczy, widzimy tu reprezentantów dużo szerszej grupy ludności niż to jest w Indiach. No i jest jeszcze Hong Kong z ludźmi takimi jak Li Ka-Shing, którzy nie robili kariery w strukturach KPCh.

      • Avatar rysiek

        Zyggi
        w pelni racja, to napewno niesamowicie zdolny czlowiek i HK pewnie na to miano zasluguje. co przeszkadza temu, ze nie odpowiada mi jego propekinskie podejscie

        pan wute
        gratulacje, pytanie za milion dolarow.
        powiem szczerze musialby pan spytac pewnie xi jinpinga. ja nie wiem
        nie wyobrazam sobie jednak, by sie KPCh dzielila wladza, skoro nie musi. wg mnie KMT bylyby ozdoba.
        w tajwanskiej i amerykanskiej prasie byly przecieki, ze ponoc i wladze w pekinie i te w waszyngtonie nie sa z niego tak naprawde zadowolone.
        z ronzych wzgledow, nie bede omawial detali.

        moje zdanie pan zna, dla mnie to aparatczyk, taki kwasniewski, przystojny, inteligentny. jego zycie to szykowanie go do sterow wladzy. od samego poczatku.
        pisanie przez zagraniczna prase, ze on i Tsai maja podobne zyciorysy … trzeba naprawde nie chciec sprawdzac faktow.

        slyszalem kilka rozmow nt przyszlosci Ma. moze uda sie, moze okresli to dolaczy od rodziny, do corek w USA. watpie by udal sie do chin, choc kto wie. albo bedzei tutaj kimstam. nie wiem.
        jak pisalem przed ostatnimi wyborami – panuje ogromne rozczarowanie jego brakiem sukcesow, mowilo mi to wiele osob takze znajacych go osobiscie
        cisnienie wobec niego bedzie roslo i bedzie to znacznie trudniejsza kadencja

        pozwole sobie polecic swietny artykul, ktory przeczytalem dizsiaj – poparty przeogromna literatura i dajacy wiele do myslenia
        michael beckley china’s century? why america’s edge will endure

    • WJ + Zyggi
      dyskusja kto ma wieksze szanse i jaka bedzie przyszlosc tych krajow to czysta teoria, donikad nie prowadzi. samo sie okaze za kilka lat
      jesli juz to pewnie tajwan mialby wieksze czy korea, a jakos nikt nawet nie napomknie o przescignieciu przez nich USA … to co dopiero indie i chiny.

      Wojciech Jakobik
      jak zwykle trafne uwagi
      szczegolnie caly paragraf o mozliwosciach kariery przecietnego chinczyka. wlasnie ogrom wscieklosci tego spoleczenstwa od kilku lat kieruje sie ku bezsilnosci, po wejsciu na dach, wciagnieciu drabiny przez elity.

      nie o biznesie, ale krotko o polityce
      gdzie w chinach jest mozliwa np kariera w pollityce jakiegos niehana – kogos spoza kregu wladzy, jakiegos kolorowego obamy czy nieustosunkowanego chen shui-biana. nie bede sie nt temat rozpisywal, ale
      1. nt (koloru i pochodzenia) obamy czytalem uwagi amerykanskich dyplomatow i naukowcow, ktorym w pekinie ponoc komentowano pogardliwie wlasnie te jego aspekty. przeciwstawiano pochodzenie takiego busha – prawdziwego przedstawieciela elity …
      2. wscieklosc i nienawisc, bezgraniczna pogarda dla niego – csb, z szerego KPCh i KMT brala sie wlasnie stad, ze biedak znikad doszedl na szczyty wladzy wlasnym sumptem. to przeciez przeczy calemu stworzonemu pieczolowicie systemowi technokratycznego aparatu wybranych narodu chinskiego

      i na koniec Zyggi :
      „No i jest jeszcze Hong Kong z ludźmi takimi jak Li Ka-Shing, którzy nie robili kariery w strukturach KPCh.” ???
      owszem – formalnie nie nalezy do niej, jest jednak ogolnie wymieniany jako sztandarowy przyklad skrajnie serwilistycznego propekinskiego przedsiebiorcy od lat grzecznie wspolpracujacego z wladza.

      • Avatar rysiek

        odnosnie csb – uwagi z konferencji, ktora poruszala temat KMT nacjonalizmu i ich postrzegania swiata.
        choc to temat znacznie szerszy,ale nie chce tu zanudzac, wiec tylko pobieznie

        Presentation by Frank Muyard: What is the shape and sources of Ma’s nationalism?

        Ma’s nationalism belongs to a Chinese tradition, which does not belong to Taiwan’s history. His vision is still different from CCK – state leader – and Sun yat-sen – military leader. It is one without the idea of people and revolution. One of a state-established nationalism. So it more refers to the pre-Republican late XIX century nationalism of the Qing modernizers. It includes educated and enlightened state officials knowing better, technocratic government, superiority of the Chinese culture. This way governmental decisions do not need society’s approval like referendums. It can be seen in his enactment of the Taiwanese values – promoting Confucian values.
        Ma Ying-jeou’s vision of China is influenced by his perception of China’s recent history. His understanding is based on an intellectual frame that is marked by several ideas he inherits and revisits, such as the division of the regime, an experience/interpretation of the dictatorship regime under CKS, the notion of temporary political tutelage by the KMT (SYS). Ma’s nationalism is not marked by emotional attachements to the people and more focused on political symbols. His political personality is more of a scholar-official. The May fourth movement, but rejecting the new cultural movement. Closer to the pre-republican Chinese intellectuals’ ideology than the one of revolutionaries and SYS, for instance the respect of hierarchy, technocratic government, the superiority of Chinese culture… that makes us think of the late 19th century’s reformers.

        Ma’s invention of “Taiwanese values” is a reframing of traditional Confucian values, and his government has reinforced the teaching of those values at school. He prefers a minimal participatory democracy (by the people) in favor of a representative democracy (elected bodies). The governement expertise tends to prevail of the civil society’s positions.

        The central focus of this ideology is China, and the ROC is China. Ma does neither accept the end of the ROC of the taking over by PRC. His a perrenial eternal China that he is thinking of. The State, for him, defines the State, rather than the opposite, and this States’s boundaries and encompassing the old Qing definition, including all ethnic groups once ruled over, and even including all what territories previous dynasties ruled over, close to 孫中山’s definition of the “five races”, extended to Diaoyutai/Senkakus and the island of the “South China Sea”. His discourse is marked by a certain opposition to Japan and a traditional stance re. the territories contested to Japan. Ma does not represent the KMT, his Chinese nationalism is very strong. KMT is more focused on Taiwan than he is.

        The reframing of the ROC in this way will likely not last long and will not have a long-lasting heritage.

        Comment by 林滿紅 Lin Man-houng: This might be true for the pre-2000 period, but not after. Ex.: the use of 玉山 on a NY card this year. Is this indicating that the KMT has less problems than before in identifying the State and the Government.

        Question by Bruce Jacobs: How do we tie together this context and Ma’s declarations themselves and your conclusion that this heritage won’t last.

        Question by 天江喜久 Amae Yoshihisa: Does this apply to the younger generations of mainlanders?

        Frank: I do not equal KMT and Ma Ying-jeou. Ma has a very strong Chinese nationalism. Ma is a leader in a non-people (in the sense that 5% of the people believe today in that nation).

      • Avatar rysiek

        omieszkalem polaczyc watek KPCh i KMT, skad ten pomost miedzy nacjonalizmem jednych i drugich
        przeciez KMT ktory dotarl tu 6 dekad temu to ludzie o podobnych pogladach i pochodzeniu jak i KPCh, nieraz znajomi jak Zhou En-lai i Czang Kai-szek.
        w jego glosnej biografii sprzed kilku lat The Generalissimo: Chiang Kai-shek and the Struggle for Modern China Jay Taylor pisze o tym, jak nixon i kissinger dokladali najwiekszyc staran do zachowania ich podchodow wobec chin w tajemnicy, a ponoc Zhou na dzien dobry poinformowal o tym swojego starego znajomego Czanga.

        jednak Jay to postac kontrowersyjna. jego poprzednia pozycje wlacznie o synu Czanga, o CCK, wiele lat temu omowilem na lamach rocznika Azja-Pacyfik. to czlowiek bardzo prokuomintangowski, na ksiazki te otrzymal od nich fundusze itd

        tak wiec dla mnie opis poczucia wyzszosci KMT / hanow wobec takich tajwanczykow jest symptomatyczny dla obecnego poczucia wyzszosci KPCh wobec reszty spoleczenstwa i swiata.
        to takze powod, dla ktorego elity KMT, taki Lian Chan i spolka, tak bardzo daza do powrotu na kontynent – to jak ET – going home …

      • Avatar Zyggi

        @ Rysiek, odn. Li Ka-Shinga i nie tylko.
        Cyt. „sztandarowy przyklad skrajnie serwilistycznego propekinskiego przedsiebiorcy od lat grzecznie wspolpracujacego z wladza.”
        Dba o swoje interesy, można to nazywac serwilizmem. Ja to nazywam pragmatyzmem. Nie chce skończyc jak np. Roman Kluska albo – co gorsza – Michaił Chodorkowski. Niemniej trzyma swój biznes w Hongkongu, a nie np. w Londynie jak najbogatszy Hindus Lakshmi Mittal. Dlaczego? Otóż dlatego, że HK to drugi raz z rzędu najbardziej przyjazne dla biznesu miejsce na globie. Wbrew temu, co różni mędrcy zapowiadali przed 1997 r., że komuchy z Pekinu zruinują HK.
        P.S. Nikt poważny nie mówi o prześcignięciu USA przez Tajwan i Koreę Pd. Nie ta skala.

      • Avatar rysiek

        Zyggi

        skoro takie przyjazne to dlaczego grozi mu los Romana Kluski?
        Jimmy Lai, wlasciciel Apple Daily, pozwolil sobie na krytyke wladz chinskich i prawie skonczyl jak RK
        dla mnie to serwilizm, JL to kozak, ma kase i wlasne zdanie, w przeciwienstwie do LKS, ktory musial pedzic z wazelina za Jiangiem Zeminem
        i dlatego m.in. JL musi istniec w HK i na Tajwanie, zeby byc bezepiecznym przed wladzami chinskimi

        oczywiscie nie mowie o przescignieciu przez Koree lub Tajwan USA, wydaje mi sie, ze odnosiliscie to obydwaj do IT i o ten jeden tworczy i nowoczesny fragment gospodarek mi chodzilo.

      • Avatar wute

        @ p. Rysiek
        Jeśli prezydent Ma i elity KMT, jak Pan pisze, dążą do powrotu na
        kontynent, to kim tam będą ?.

      • Avatar Zyggi

        @ Rysiek.
        LKS wszedł do Mainland China, bo chciał więcej zarabiac. A chcąc to osiągnąc, musiał się jakoś ułożyc z KPCh. Gdyby nie angażował się w Chinach kontynentalnych zarobiłby mniej, ale byc może nie musiałby się układac z partyjniakami.
        Natomiast gdyby robienie interesów w samym HK było w dużym stopniu zależne od koneksji politycznych jak to jest na kontynencie, to wątpię czy HK byłby notowany na 1. miejscu w światowym rankingu wolności gospodarczej sporządzonym przez Wall Street Journal i Heritage Foundation: heritage.org/index/ranking

  • Byc może z gospodarkami Chin i USA jest tak jak Autor pisze, ale w artykule pojawia się zbyt mało danych, by utwierdziły czytelnika w przekonaniu, że taki trend się utrzyma. Z drugiej strony warto pamiętac, że USA pozostają najbardziej innowacyjną gospodarką globu, dysponującą olbrzymim zapleczem naukowo-badawczym, świetnymi kadrami. W wielu dziedzinach, jak np. przemysł zbrojeniowy, kosmiczny czy niektóre sektory IT są absolutnym liderem i na pewno nie powiedziały ostatniego słowa.
    Natomiast rozczarowało mnie, iż Autor operuje dogmatami. Np. „Wolnorynkowiec bez wahania przyklaśnie ocenom Banku Światowego (…)”.
    Przecież już nieraz BŚ, a także MFW działały przeciw mechanizmom wolnorynkowym. Weźmy np. narzucenie w I połowie lat 90-tych Argentynie i Polsce sztywnych, zawyżonych kursów ich walut wobec USD, co poskutkowało spadkiem produkcji przemysłowej w obu krajach. Skąd więc założenie, że wolnorynkowcy bez wahania poprą stanowisko BŚ?
    To, iż „Bank Światowy jest międzynarodową korporacją, która (jak miało to miejsce wielokrotnie w historii Chin) próbuje narzucić rodzącej się potędze swój pomysł na jej funkcjonowanie, nie godząc się na jej samodzielność” jest nie opcją etatystów tylko obiektywnym faktem. Dystansując się od opcji etatystycznej, chcę jednak przypomniec, że BŚ niejednokrotnie stosował jedne standardy wobec gospodarek wschodzących (np. Europy Śr.-Wsch., Azji i Ameryki Łacińskiej) a inne wobec gospodarek rozwiniętych. Tym pierwszym narzucano drakońskie oszczędności (z reguły podporządkowane interesom zachodniego kapitału), podczas gdy tym drugim pozwalano na istną rozpustę budżetową – mimo, że niekoniecznie były bardziej wiarygodne jako dłużnicy (przykłady Grecji i Portugalii są tu świetną ilustracją). Krajom rozwijającym się zabraniano dotowac rolników, podczas gdy USA czy Francja mogły pompowac w rolnictwo tyle pieniędzy z budżetu, ile chciały. Co to ma wspólnego z popieraniem wolnego rynku i w ogóle zdrowej gospodarki?
    Postawmy sprawę tak: dlaczego Chiny miałyby rezygnowac z zaniżania kursu juana, skoro to samo robiły przed laty Japonia i Korea Pd.? Dlaczego Chiny nie miałyby wspierac swoich przedsiębiorstw państwowych, skoro Amerykanie wspierają swoich farmerów i banki? Pomijam już porównywanie Kraju Środka z UE, bo Chiny w porównaniu z Europą to niemalże oaza nieskrępowanej przedsiębiorczości!

    • Panie Zyggi -nieskrępowanej przedsiębiorczości dla Chińczyków.Co do9 mBanku Światowego to na mój prosty rozum to przcież np Grecji nikt nie zmusza brać pożyczki ,nie brać od nich i samemu sobie radzić. Ale wówczas zobaczymy czy te kraje dadzą sobie radę bez zaciskania pasa.A pan pisze że Amerykanie popierają swoich farmerów no ale kogo mają popierać ,przecież każdy kraj popiera swoich rolników i gospodarkę nie wyłączając Chin.A propo zawyżania czy zaniżania własnej waluty, przy np kraju wielkości np. Szwajcarii czy Korei Pł.to jeszcze było do przełknięcia na pewien okres jeśli Chodzi o Chiny ze względu na wielkość kraju i jego mgospodarki to już jest problem.Poza tym ktoś za to płaci odbywa się to czyimś kosztem nie oszukujmy się.Jeśli chodzi o Japonię to prawda jest tak że Japonia jest sojusznikiem Stanów natomiast Chiny nie sądzę.

      • Avatar Zyggi

        Panie Stefanie, różnica polega na tym, że Grecji oferowano pożyczki gdy była bankrutem, a Latynosom – nie. Nie chodzi mi o ocenę moralną tylko o mieszanie polityki i gospodarki. Powtarzam, co to ma wspólnego z wolnym rynkiem? Moim zdaniem nic.
        Cyt. „A pan pisze że Amerykanie popierają swoich farmerów no ale kogo mają popierać ,przecież każdy kraj popiera swoich rolników i gospodarkę nie wyłączając Chin.”
        Pan wybaczy, ale to są bzdury. Większośc krajów nie popiera swoich rolników. Są wśród nich zarówno biedne kraje Afryki jak i zamożna Nowa Zelandia. A więc jednak można bez tego się utrzymac. Byc może po prostu rządy USA i krajów zachodnioeuropejskich ustępują przed szantażem rolniczego lobby – tak jak francuski rząd ustępuje pod szantażem kolejarzy, o których nie tak dawno wspomniał na forum Wute.

    • Wolnorynkowiec przyklaśnie ocenie BŚ stanowiącej o tym, że w celu poprawy sytuacji Chiny powinny reformować rynek. I nic więcej. To nie jest stwierdzenie, że leseferysta popiera BŚ jako taki.

      Oczywiście nie ma sensu rozpatrywać działalności Państwa Środka pod kątem moralnym. To mija się z celem w geopolityce.

  • Faktem będzie, że ociężały sektor gospodarki publicznej w pewnym momencie stanie się przeszkodą dla dynamicznie rozwijającej się gospodarki chińskiej, ale też nie należy zapominać, że do tego czasu gospodarka chińska może przejść restrukturyzację.
    Wydaje mi się też, że przedstawianie wolnorynkowej gospodarki amerykańskiej i
    socjalistycznej gospodarki rynkowej chińskiej nie całkiem jest właściwe. W krajach
    cywilizacji zachodniej sektor państwowy stanowi przeciętnie 1/3 całej infrastruktury
    społecznej.

    • Trafna uwaga. Poza tym ciekawe, jaki jest udział budżetu centralnego w gospodarkach USA, UE i Chin. To byłby bardzo wymowny wskaźnik poziomu etatyzmu w tych trzech systemach gospodarczych.

Pozostaw odpowiedź