Artykuły,Chiny news

W. Jakóbik: Kto się boi czerwonego smoka?

Niektórych obserwatorów opowieści o rosnącym w siłę czerwonym smoku śmieszą niczym bajki o stalowym wilku. Rzeczywiście dominacja Chin nie jest nieunikniona, a wiele wskaźników każe twierdzić, że nie nadejdzie. Jednakże daleko idącą niefrasobliwością byłoby stwierdzić, że narastające obawy względem Państwa Środka są po prostu irracjonalną fobią, która o niczym nie świadczy.

Strach przed Chinami narasta i niezależnie od tego, czy jest on uzasadniony ta kwestia nie podlega dyskusji. Abstrahując od przyczyn zaistnienia tego zjawiska, których można szukać posługując się teoriami spiskowymi czy ideologicznymi narracjami, należy mu się przyjrzeć. Tym bardziej, że realistyczna szkoła stosunków międzynarodowych podpowiada, że należy spodziewać się eskalacji, a ostatecznie erupcji tego narastającego napięcia. Pekin uderza w Pax Americana a więc globalną równowagę zrodzoną po upadku Związku Sowieckiego, do której ponownego ustabilizowania będą według tej szkoły dążyć pozostali aktorzy, na czele z Waszyngtonem.

Wśród sojuszników USA w Azji, z których najbardziej ekstrawaganckim jest komunistyczny Wietnam, widać, że zagrożenie ze strony Chin, iluzoryczne czy też nie, jest brane pod uwagę. Nie można spisać poważnych zmian w strategiach bezpieczeństwa potęg takich, jak Japonia na poczet zwykłego dmuchania na zimne na zasadzie – si vis pacem para bellum. To, co dzieje się obecnie w krajach niesprzymierzonych z Państwem Środka, a znajdujących się w okolicach jasno zdefiniowanego przez nie obszaru zainteresowań zamykającego się w tzw. drugim łańcuchu wysp, to realizacja taktyki bandwagoning. To upatrywanie bezpiecznej przystani pod skrzydłami lidera rywalizacji międzynarodowej – w tym przypadku Stanów Zjednoczonych. To świadcząca o poważnych obawach reakcja sąsiadów na wzrost siły regionalnej potęgi – Chin. Kraje azjatyckie szukają zewnętrznego wsparcia w obliczu niepokojącego je pokojowego wzrostu Państwa Środka, które niejako samo wpycha je w objęcia USA.

Nie tylko państwa azjatyckie obawiają się Czerwonego Smoka. Także w Europie część obserwatorów wskazuje, że piwot do Azji odciąga uwagę Stanów Zjednoczonych od Starego Kontynentu, co zagraża jej bezpieczeństwu.

Ze względu na obecne i przewidywane poważne cięcia w budżecie obronnym, USA są zmuszone wybierać i priorytetyzować cele swojej polityki zagranicznej. Z ich punktu widzenia w obliczu wzrostu potęgi Państwa Środka sytuacja w Azji Południowo-Wschodniej wymaga większego zaangażowania strategicznego, z kolei póki co ustabilizowana geopolitycznie Europa mniejszego. Dlatego też Stany przekierowują swoje aktywa militarne na Pacyfik. Jednocześnie zmniejszają wydatki wojskowe na Starym Kontynencie o 15 procent i wycofują dwie z czterech brygad wojskowych tam stacjonujących.

Należy zaznaczyć, że kluczowe elementy amerykańskiej polityki w regionie są realizowane. Najważniejszymi jej osiągnięciami ostatnich miesięcy jest rozbudowa baz wojskowych w Rumunii i Bułgarii, budowa radaru antyrakietowego w Turcji oraz wzmocnienie floty w okolicach Hiszpanii. Wisienką na torcie byłaby budowa elementów tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, jednakże projekt ten został zdekonkretyzowany i odsunięty w czasie przez obecnego lokatora Białego Domu. Ma to zapewne związek ze zmianą w relacjach amerykańsko-rosyjskich – tak zwany ,,reset” w relacjach między Moskwą a Waszyngtonem. Część analityków uważa go jedynie za figurę retoryczną. Inni uważają, że jest to nowy izolacjonizm względem spraw europejskich reprezentowany przez pierwszego ,,pacyficznego” prezydenta – Baracka Obamę. Przyszły kształt polityki bezpieczeństwa USA zależeć będzie od wyborów prezydenckich po wakacjach i następujących po nich miesięcy, które pokażą czy Piwot do Azji jest jedynie chwilowym zjawiskiem, a jeśli tak, to jaka strategia go zastąpi. Jej transpozycja na Sojusz Transatlantycki może nie być już tak silna, ponieważ, co zauważa zdecydowana większość obserwatorów za Oceanem, znaczenie relacji w ramach NATO maleje i będzie maleć, głównie ze względu na rozbicie jedności sojuszniczej sankcjonowanej dawniej zagrożeniem radzieckim.

Konserwatywni obserwatorzy obawiają się przede wszystkim, że utrata zainteresowania ze strony Waszyngtonu pozwoli Moskwie na bardziej ambitną politykę zagraniczną w obszarze jej zainteresowań. Symbolem nowej polityki Kremla jest obecny prezydent-elekt Władimir Putin, który obudził Wielkiego Niedźwiedzia od czasu jelcynowskiej smuty śpiącego niespokojnym snem. Przed objęciem prezydentury przez byłego aparatczyka KGB był on raczej bierny geopolitycznie. Głównie dzięki sprzyjającym trendom w energetyce, zdołał wybudzić owego Niedźwiedzia z letargu.

Analitycy spodziewają się, że pusta przestrzeń, pozostawiona przez USA Rosji, zostanie przez nią szybko zapełniona. Byłaby to zła wiadomość dla krajów regionu ,,bliskiej zagranicy” i dawnych satelitów radzieckich, które w latach 90-tych czuły się coraz bardziej swobodnie, tworząc podmiotową politykę zagraniczną, czego najsilniejszym przejawem były coraz to nowe układanki geopolityczne tworzone przez ich przywódców, szczególnie widoczne za prezydentury śp. prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. Nieobecność geopolityczna Amerykanów to zielone światło dla cofnięcia zmian zaszłych w okresie postkomunistycznym w Europie Środkowo-Wschodniej.

W tym kontekście Piwot do Azji może być poczytywany, szczególnie w naszej okolicy, jako koniec dobrej koniunktury geopolitycznej i unieważnienie szklarniowych warunków w jakich, dzięki zaangażowaniu Waszyngtonu, rozwijały się w czasach pozimnowojennego status quo państwa prące na Zachód.

Europejczycy mogą mieć za złe Chinom, że odciągają od nich uwagę Waszyngtonu szczególnie, że Państwo Środka od wieków jest obiektem ekstrapolacji trawiących ich obaw i nadziei. Słaba Europa jest krytyczna względem Pokojowego Wzrostu – ze strachu i zazdrości. W tej rozpaczy może co najwyżej nadal słać do Pekinu apele w obronie praw człowieka i środowiska naturalnego, jednocześnie nerwowo wyglądając na Zachód z nadzieją, że na horyzoncie za chwilę znów pojawią się jankeskie żagle. Ta bezradność i bierność były szczególnie widoczne podczas interwencji w Libii, której Paryż i Londyn zwyczajnie nie były w stanie udźwignąć. Amerykanie oczekiwaliby jednak, że Europa weźmie odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Jej liderzy sygnalizują delikatnie, że nie będą dłużej fundować darmowego parasola bezpieczeństwa, który w latach najsilniejszego rozwoju welfare state w Europie pozwolił zachodnim państwom kontynentu przekierować potrzebne w normalnych warunkach na rozwój własnej obronności środki finansowe na rozbuchane wydatki socjalne. Na samodzielność Starego Kontynentu w zakresie bezpieczeństwa nie można jednak liczyć, biorąc pod uwagę zawirowania ekonomiczne i narastające na nowo partykularyzmy będące symptomem schyłku jego z dawna więdnącej potęgi.

I jakie tu ma znaczenie, czy strach przed Pekinem jest racjonalny czy nie? Tak czy inaczej może on mieć ujście w poważnym konflikcie.

Należy patrzeć na to zjawisko w szerszym kontekście zmiany status quo na arenie międzynarodowej. Zwolennicy teorii strukturalnej z entuzjazmem nazwaliby ją przejściem od modelu unipolarnego do multipolarnego. Pod uwagę należy tu brać rosnące znaczenie wciąż niedotartego BRICS, szarżujący Iran, i po kryjomu wspierającą go Rosję. W tym kontekście należy uwzględnić załamanie systemu dyktatur proamerykańskich w krajach północnej Afryki oraz, chyba można to tak nazwać, wojnę domową w Syrii. Nie można zapominać o przemianach w Ameryce Południowej i próbach odnowienia imperium Bolivara przez Hugo Chaveza. Te zmiany są prognostykami zbliżającego się przetasowania.

Strach przed czerwonym smokiem ma to samo źródło, co obawy przed Rosją, Iranem i innymi śmiałkami targającymi się na status quo. To strach przed upadkiem Zachodu i sankcjonowanego przezeń porządku. Oto nowa linia frontu na której ścierać się będą dwie wizje świata. Pierwsza to dla jednych ,,nowy wspaniały świat” budowany z dużo większym udziałem państw rozwijających się, dla innych degeneracja westfalskiego modelu stosunków międzynarodowych stworzonego przez Zachód. Druga to, wymarzona przez część obserwatorów odbudowa potęgi Zachodu a przeklęta przez pozostałych kontynuacja niesprawiedliwego status quo.

A zatem ogólna przyczyna narastających na Zachodzie obaw została zdiagnozowana. To czas na działanie. Niewiele zależy tu od Europejczyków, za to bardzo dużo od Amerykanów. Póki co nie stracili przywództwa. Mogą je jednak utracić. Niezależnie od tego arena międzynarodowa nie będzie już nigdy taka sama jak w starych dobrych latach dziewięćdziesiątych.

Wojciech Jakóbik, jest współpracownikiem Ośrodka Myśli Politycznej (www.omp.org.pl) i redaktorem naczelnym portalu Europa Bezpieczeństwo Energia (www.ebe.org.pl). Tekst pierwotnie ukazał się w portalu Stosunki Transatlantyckie (www.usa-ue.pl).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Jakóbik: Kto się boi czerwonego smoka? Reviewed by on 16 kwietnia 2012 .

Niektórych obserwatorów opowieści o rosnącym w siłę czerwonym smoku śmieszą niczym bajki o stalowym wilku. Rzeczywiście dominacja Chin nie jest nieunikniona, a wiele wskaźników każe twierdzić, że nie nadejdzie. Jednakże daleko idącą niefrasobliwością byłoby stwierdzić, że narastające obawy względem Państwa Środka są po prostu irracjonalną fobią, która o niczym nie świadczy. Strach przed Chinami narasta

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 41

  • Powtarzam po raz X: upadek Zachodu (zwł. w sferze gospodarki i obyczajowości) odbywa się na jego własne życzenie. A skoro tak, to czego żałowac? Demokracja ma się przecież dobrze z UE i USA, jak i bez nich, wszak liczba krajów demokratycznych rośnie. Np. tak znaczące państwa jak Brazylia, Indie i Japonia są stabilnymi demokracjami.

  • Panie PZ.Przeczytałem ze zrozumieniem pańską wypowiedż i w żadnym wypadku nie czuję się urażony.Moim pragnieniem jest aby nasz kraj stawał się coraz bardziej nowoczesny otwarty na inowacje a społeczeństwo kierowało się racjonalnymi pobudkami.Uważam że jesteście panowie tą światlejszą częścią społeczeństwa co nie znaczy iż nie możemy się nieco różnić.Zgodzę się iż w kwestii omawianego portalu znajdują się pewne irytujące wstawki i braki.

  • Jeszcze do pana PZ.Jeśli społeczeństwo Iranu popiera program atomowy rządu,wierząc podkreślam wierząc iż jest to program pokojowy to znaczy że jest bardziej postępowe od społeczeństwa Polskiego które za nic nie chce odrzucić stereotypowego myślenia.

    • Panie Stefanie,
      Jesli chodzi o energie atomowa to ja osobiscie mam mieszane uczucia na ten temat i to bynajmniej nie ze wzgledu na hipotetyczne niebezpieczenstwa zwiazane z eksploatacja reaktorow. Wedlug mnie juz dawno reaktor w Zarnowcu powinienbyl zostac zbudowany. Dla Polski to kolejna mozliwosc dywersyfikacji zrodel energii, poza tym zdobycie bardzo zaawansowanej technologii. Tutaj wszystko przemawia za tak. Natomiast obawiam sie po prostu typowo polskiego podejscia do eksploatacji, czyli nie zawsze rozsadnego. Po prostu nie potrafie odpowiedziec na pytanie czy mentalnie jestesmy gotowi na tak odpowiedzialne zadanie jak zabawa z energia atomowa. Nie wiem czy mial Pan okazje zaznajomic sie ze strona poznajatom.pl. Takie glupoty jakie sa tam powypisywane czasami szokuja, a jest to strona rzadowa. Jesli z podobnym profesjonalizmem mamy podchodzic do samej budowy i eksploatacji to moze lepiej zebysmy tego dla wlasnego bezpieczenstwa nie robili.
      Pozdrawiam serdecznie.

      • Avatar stefan

        Panie PZ oczywiście czytałem i zaznajomiłem się z tą stroną poznaj atom ale nie stwierdziłem nic tam takiego głupiego.Jest to strona poświęcona dla prostych ludzi niekoniecznie fachowców a mająca przekonać społeczeństwo do energetyki lądrowej której ja jestem zwolennikiem co chyba nie uzna pan u mnie za naganne.Zdrugiej strony czas się zmierzyć z postępem z nowoczesnością i robić coś byśmy byli krajem nowoczesnym.To nie jest zabawa to jest alternatywa która może nas w pewnym stopniu uniezależnić.Profesjonaliści i fachowcy mają natomiast wykonać tak pracę aby sprostała wszelkim wymaganiom.Wprzeciwnym razie będziemy mieli stare elektrownie węglowe będziemy kopcić i płacić za zatruwanie atmosfery.Nie chcę komentować pańskiej tezy -co to znaczy czy Polacy są gorsi od Chińczyków,Japończyków,Francuzów ,czy pan ,pan wute,Zyggi i inni państwo wypowiadający się na tej stronie należą do półgłówków bardzo bym się na to obraził.

      • Avatar PZ

        Panie Stefanie,
        Zostalem troche opacznie zrozumiany, ale to moja wina. Otoz absolutnie nie kwestionuje zdolnosci polskich naukowcow do poradzenia sobie z reaktorem atomowym, zreszta eksperymentalny juz dziala i nie o to mi chodzilo kwestionujac mentalna gotowosc do tego zadania.Obawiam sie, ze z racji tego, iz jest to projekt duzy i prestizowy stanie sie poletkiem dla politykow do wtykania rak tam gdzie zupelnie ich byc nie powinno. Moze sobie Pan wyobrazic, ze stworzona zostanie na przyklad Narodowa Agencja Atomowa, na ktorej czele stanie fryzjer jednego z ministrow. Ja niestety moge i tego dotyczyl przytyk o mentalnej gotowosci, a wiec mozliwego upolitycznienia projektu. Przepraszam jesli poczul sie Pan urazony ta uwaga.
        Jesli czyta Pan moje posty to mozna sie domyslic, ze absolutnie nie uwazam aby Polacy byli gorsi od Chińczyków,Japończyków,Francuzów a nawet od Amerykanow. :)
        Co do strony na temat atomu to po zajrzeniu na sekcje FAQ rece mi opadly. Trywialnosc, naiwnosc, a czasami infantylnosc tego co tam sie znajduje powoduje, ze wlasnie dlatego mam takie obawy jakie mam, co do politycznego wtracania sie do projektu, co podkreslam, a nie energii atomowej.
        Znajduja sie tam miedzy innymi zapewnienia o bezpieczenstwie i priorytecie srodowiska, ale podane w tak propagandowy sposob, ze az ciezki do strawienia.
        Przede wszystkim brakuje na stronie odnosnikow do profesjonalnych i rzetelnych analiz, ktore pozwolilyby sie wglebic w temat tym ktorzy tego chca.
        Jest tam tez taki kwiatek jak zestawienie podobienstw elektrowni atomowej i broni atomowej do pistoletu i pistoletu wodnego. To sa po prostu infantylne glupoty uragajace inteligencji nawet tak zwanych prostych ludzi.
        Od kampanii na ktora planuje sie wydac circa 18 mln PLN i ktora wedlug organizatorow ma byc merytoryczna mozna oczekiwac wiecej.

  • Panie wute zdecydowanie uważam powinniśmy chcieć jak naisilniejszj Europy a jak pan Jakóbik zauważył z czym całkowicie się zgadzam rządy Socjaldemokratów czy socjalistów osłabiają Europę i jej pozycję w świecie ale też jej sytuację wewnętrzną co jest jedno z drugim powiązane.

    • @ p. Stefan
      Ja też tak uważam.

  • A tak naprawdę jak panowie uważają względem energetyki czy postawimy na atom czy znowu się wycofamy z tego projektu jak bywało.Byłoby to moim zdaniem pewien krok w kierunku niezależności i jednocześnie nowoczesności ale czy do tego dojdzie czy znowu nie zwyciężą bierzące problemy podwyżki dla najgłośniej krzyczących a na ważne projekty po prostu zabraknie pieniędzy.

    • W sprawie atomu dużą rolę odgrywają też nastroje społeczne. Z pewnością będzie można się spodziewać protestów ekologów oraz lokalnych mieszkańców. Partie rządzące mogą obawiać się spadku notowań (oczywiście niewielkiego) ale ten 1 czy 2% przeciwników może zaważyć w późniejszych rozdaniach. Może też być że atom przysporzy więcej zwolenników.

      • Avatar stefan

        Panie Albercie ten koniunkturalizm polityków i sposób relacji między nimi a społeczeństwem naprawdę doprowadzi kraj do poważnych kłopotów .Nie jest to tylko problem energetyki jądrowej jest to problem wielu innych kluczowych zagadnień wymagających rozwiązania.Niestety partie trzęsą się patrząc na sondarze a politycy boją się utracić władzę.

      • W pełni się z Panem zgadzam. Mam nadzieję że w końcu ludzie zrozumieją iż dobry gospodarz to taki, który nie boi się podejmować odważnych decyzji…

  • Jak mnie miło że panów w komplecie znowu widzę na tym portalu.Całkowicie zgadzam się z panem Jakóbikiem oraz z panem PZ w sprawie obecnej sytuacji w świecie.Szczególnie chciałbym tu się odnieść się do sytuacji a Stanach bo jeśli chodzi o Europę to sprawa jest oczywista i zgadzam się w tej kwestii z panami.W Stanach natomiast no cóż uważam również jeśli nie nastąpi powrót do wartości do korzeni jeśli zwycięży populizm to będzie bardzo zle, jestem w tej kwestii pełen niepokoju,tym bardziej że wydaje się mnie że Obama będzie prezydentem w następnej kadencji a na horyzoncie nie widzę jakiegoś naprawdę charyzmatycznego poważnego kontrkandydata.Bardzo,bardzo to smutne.Do pana Jakóbika bardzo lubie pańskie artykuły które właściwie odzwierciedlają moje poglądy.Odnośnie artykułów pana wute napewno też się wypowiem ale je muszę przemyśleć.

  • Geopolityczne balansowanie Polski: Zdecydowanie jestem za poszerzaniem horyzontów polskiej dyplomacji która widzi obecnie jedynie średniowieczną mapę z naniesionymi sąsiadami, Watykanem i może terenami za Bosforem a dalej kaligraficzną czcionką ,,Tu żyją smoki”. Jak na ironię, jednego prawdziwego Smoka ignorowaliśmy. Dopiero teraz widoczne są pewne ruchy. Oderwane jednak od szerszego frontu zaangażowania w nowopowstałe ośrodki globalizacji będą jedynie szarpnięciem sterem a nie realną poprawką kursu. Jestem jak najbardziej za nowymi, świeżymi pomysłami geopolitycznymi, co oczywiście nie znaczy, ze mamy zapomnieć o realiach które KAŻĄ uwzględniać Europę Środkowo-Wschodnią jako obszar podstawowej działalności. To oczywiście nie jest wszystko na co Polskę stać i np. współpraca gospodarcza z Chinami to dobry pomysł.

    Rzeczywiście nie ma co liczyć na Amerykanów. Musimy działać sami w energetyce i mamy tu pole do popisu co pokazał np. szczyt energetyczny na Wawelu jeśli ktoś go jeszcze pamięta. Nawet bez łupków czy magicznych dostaw z egzotycznych krajów jesteśmy w stanie poprawić bezpieczeństwo energetyczne kraju, podłączając go na dobre do rynków spotowych na Zachodzie. Część obserwatorów uważa, że nie wpłynie to na spadek ceny ale ja myślę, że musi.

    Jeśli chodzi o MW to całkiem niedawno ukręcono jedyny chyba poważny projekt w tej dziedzinie – korwetę Gawron. Z WP nie jest dobrze i moim zdaniem reforma nastawiająca je jedynie do prowadzenia ekspedycji (wielki przetarg na helikoptery) to droga błędna.

    UE jest projektem politycznym za którym musi stać idea, by był realizowany. Jeśli tej idei zabraknie to nikt nie będzie chciał go realizować, bo wybierze kalkulację ekonomiczną. Wydaje mi się, że to jest źródło kryzysu Unii. A może być źródłem problemów w Chinach, które też są pozbawione idei (nie ideologii) jak tradycja, religia, rodzina.

    Od Polski bardzo niewiele zależy bo sama wypisuje się z miejsc w której mogłaby artykułować swoje zdanie. Dobrym przykładem jest G20 do którego mogliśmy należeć ale zabrakło woli politycznej.

    Uważam, że Amerykanie podniosą się z kryzysu jeśli zwyciężą wartości stojące u fundamentów tego kraju. Jeśli wygra model europejski kopiowany obecnie przez Obamę, np. w służbie zdrowia to pozamiatane. W obecnych warunkach naszym sojusznikiem i jedyną (nawet jeśli wątpliwą) nadzieją są Stany.

    • Dziekuje za szybka i rzeczowa odpowiedz. W wielu punktach jednak sie zgadzamy. :)
      Oczywiscie priorytet to Europa Srodkowo-Wschodnia (z nakierowaniem na Wyszehrad przede wszystkim) i wsparta na Szwecji.
      Sytuacji w Stanach przygladam sie z rosnacym niepokojem niestety i zgadzam sie, ze albo powrot do korzeni na gruncie wartosci, albo dobicie europejskim socjalem.
      W tym i owszem widze nadzieje w Stanach jesli chodzi o wartosci. Sola w oku jest budowanie armi ekspedycyjnej, niestety przy udziale i dopingu USA, ktora ma niewielka wartosc bojowa w naszych realiach.
      Jesli w przetargu wygra Black-Hawk to niestety w WP takze bedzie pozamiastane na dluzszy czas . Do misji SAR sie nadaje w polskich warunkach i do niczego wiecej niestety. Znowu popelniamy ten sam blad odwracajac sie od morza.

  • @Wojciech Jakobik
    Dobry obiektywny artykul. Chetnie dowiedzialbym sie jak Pan ze swojego punktu widzi balansowanie na geopolitycznej linie w tych czasach przez Polske, bo byloby to dla mnie bardzo ciekawe?
    Przy obecnym jak to Pan ujal ladnie „lokatorze” bialego domu na wiele nie ma co liczyc, brutalnie mowiac to gwarancje zaczynaja miec tyle samo wartosci ile mialy historycznie brytyjskie i francuskie. Nikt nie kiwnie palcem w razie na przyklad zakrecenia kurka na Jamale czy Przyjazni i nie zaryzykuje dostawami u siebie, ewentualnie bedziemy kupowac rosyjski gaz od Niemcow przez Opal (jesli powstanie) albo przez inne laczniki.
    Dodatkowo moim zdaniem 20 lat „szklarniowego” rozwoju zostalo przez tak zwane „polskie elity” po prostu zmarnowane.
    Tak jak zalezni bylismy od paliw plynnych dostarczanych od Rosji tak jestesmy dalej (90% ropy i 70% gazu). Przed trybunalem stanu powinien stanac jeden z bylych premierow nie za hipotetyczne wiezienia, a za ukrecenie kontraktu na gaz z Norwegii, bo bylo za drogo.
    Militarnie kraj jest tak slaby jak chyba nigdy w historii, marynarka wojenna zostanie jeszcze bardziej oslabiona na co wskazuja podejmowane decyzje – nie wiem jak to sie ma do zapewnienia bezpieczenstwa szlakow handlowych dla katarskiego gazu i czy ktos o tym pomyslal.
    Zgadzam sie z Panem, ze od Europy zalezy niewiele, a pojde nawet dalej mowiac, ze coraz bardziej widac powrot do tradycyjnych nacjonalizmow. UE przypomina coraz bardziej malzenstwo podczas procesu rozwodowego, gdzie trzeba podzielic majatek i zrobic to w miare bezbolesnie. Po tym jak Dania wprowadzila tak zwane „czesciowe” kontrole na granicach niejako omijajac Schengen, podobnie zrobila Holandia instalujac elektroniczne bramki na granicach (swoja droga swietny patent) a kilkaset metrow dalej lotne patrole, wiec na granicy kontroli nie ma, jest kilkaset metrow za nia. :) Glosno mysli o tym Francja, a po cichu przygladaja sie Niemcy.
    W tej grze od Polski takze niewiele zalezy. Dla mnie wiec kluczowym pytaniem nie jest juz czy powinnismy wspolpracowac z Chinami czy nie, wedlug mnie nie mozemy sobie pozwolic jako kraj na to zeby tego nie robic. Pytanie na teraz to jak wspolprace z Chinami wypelnic tak, aby zyski byly dwustronne?
    Jak sam Pan zauwazyl nie wiadomo jak potoczy sie sytuacja Ameryki i takze uwazam, ze bynajmniej nie jest to ani jednoznaczne, ani na pewno z gory okreslone – obecnie wiele problemow po drugiej stronie oceanu nie jest widocznych, poniewaz uwage absorbuje sytuacja ekonomiczna w Europie.
    Ciekaw jestem Pana zdania?

  • tradycyjnie zgodze sie z WJ, choc w tekscie jest mnostwo niuansow do dyskusji, ale rozumiem, ze nie da sie wszystkiego poruszyc i omowic
    1. bandwagon
    2. Piwot – zwrot
    3. ciecia budzetowe dotycza planowanych przyszlych wydatkow na zbrojenia, czyli potencjalnych, tak wiec jak mawial JU wojsko sie wyzywi. choc odnosnie tego co ma byc ciete i jak istnieje wiele teorii i sprawa jest rozwojowa …

    • 1. Racja
      2. Za dużo czytam po angielsku;)
      3. To zależy. Jeżeli cięcia w pierwszej wersji nie zostaną zrealizowane skutecznie, to karą będą kolejne, jeszcze bardziej dotkliwe. To owoc kompromisu między Demokratami a Republikanami z zeszłego roku. Pierwsi nie chcieli ciąć socjalu, drudzy nie chcieli podwyżki podatków – zatem kozłem ofiarnym stała się zbrojeniówka. Według niektórych analiz (HF, CSIS) może to wydatnie zmniejszyć zdolności bojowe amerykańskich sił zbrojnych.

      • Avatar stefan

        Cięcia jednocześnie zmniejszą zatrudnienie w przemyśle ,w innowacyjności w wysokich technologiach.Natomiast wydatki socjalne zwiększą bierność społeczeństwa,oczekiwania i roszczenia wobec państwa i znowu drukowanie pustych pieniędzy na zasiłki dla bezrobotnych.Może tak być że przy takich cięciach nie tylko na wojsko będzie tak jak w Japonii gdzie zaczyna się exodus naukowców i najlepszych pracowników do Chin.Jest to bardzo grożne bo uderzy w to w czym Ameryka dotychczas przodowała.Jeśli oddali przodownictwo w podstawowych produktach przemysłu codziennego użytku,samochodów oddają samolotów trcą na znaczeniu w kosmosie oddawanie pola w następnych dziedzinach może się skończyć katastrofą.

      • Avatar rysiek

        1. mnostwo pisze sie na cspa o wspolpracy z chinami
        jeszcze chyba nikt nie sprecyzowal na czym to ma polegac
        rozumiem, ze chiny moga zbudowac u nas jakies zaklady produkcyjne, kupic akcje lub obligacje
        jednak nie doczytalem sie nt temat
        ktos moze wie? co konkretnie na tym zyskamy?

        czy bedzie jak zazwyczaj, ze sprzedamy jak wiele krajow surowce np z kghm i otrzymamy ogrom przetworzonych towarow i zwiekszymy import

        2.
        moge sie mylic, ale mam nieodparte wrazenie, ze w europie firmy i przedsiebiorcy nadal nie doceniaja tego co sie dzieje w azji w sensie rozowju
        rosnaca klasa srednia, rozwoj i wyksztalcenie, pracowitosc, oszczednosci, mozliwosci zbytu
        nie chodzi tu tylko o polske

        3.
        prosze mnie zle nie zrozumiec. nie chce sie promowac, ale mam tu czesto okazje sluchac bezposrednio amerykanskich naukowcow lub nawet bylych urzednikow panstwowych czasem bylych asystentow sekretarza stanu itd. takze tajwanczykow, ktorzy z nimi dlugo i blisko wspolpracowali. to daje przeciekawa optyke
        pisze o tym, bo chcialbym poprzec chyba niepopularna tu proamerykanska postawe autora – WJ i nawiazac do kilku jego mysli z artykulu

        amerykanie zdaja sobie sprawe ze swojej potegi, przewagi i wplywow
        jednym z motywow, ktore przewijaja sie w czesci ich pismiennictwa i wypowiedziach to – tu zacytuje ponizej
        to z wczorajdzego spotkania z czolowka csis, to rzadka mozliwosc wysluchania osob blisko zwiazanych z amerykanska wladza. chcialbym sie wiec podzielic kilkoma myslami

        Bonnie Glaser
        ten motyw pojawia sie regularnie
        It is important to avoid the Chinese believing that the US is in decline, which now seems to be taken for a given – not “if”, but “when” it is going to go down.
        Arms sales will continue, question will remain “what” we sell, not “if”.

        ten wyklad byl bardzo ciekawy
        gen. Chip Gregson
        The pivot idea created more comment than clarity – it means turning your back to face someone from someone – from the Middle East to Asia
        to odnosnie stosunkow przez ciesnine
        A2/AD – if area denial works from one side of the strait, it will also work from the other side

        AirSeaBattle is not just a name or simple concept/tactic, not a strategy, it is a search and investigation for new ideas and improvements. Therefore there won’t be clarity on it for some time

      • Avatar wute

        @ p. Rysiek

        To dobre pytanie, co konkretnie na tym zyskamy..?
        1. Chińczycy obiecują, cytuję tutaj tekst z artykułu: R. Pyffel: Minister Sikorski- „Więcej Europy”. Ale co z „krajami wschodzącymi”?
        „ambasador ChRL Sun Yuxi, wyszedł z rewolucyjnymi wręcz deklaracjami. Mówiąc o strategicznym partnerstwie obiecał, iż nie pozostanie ono na papierze. Współpraca będzie miała charakter długoterminowy, a w jej wyniku zostanie podwojona wartość handlu polsko-chińskiego, przy czym jak obiecał Chiny będą kupować więcej…”
        2. Największą jednak korzyścią ze współpracy z Chinami
        będzie, zwiększenie dywersyfikacji naszego handlu w stosunku
        do niebezpiecznej tendencji handlowania w przeważającej
        mierze z krajami rozwiniętymi (głównie Unia). Na szczęście
        ostatnie dane eksportowe pokazują zatrzymanie się tej tendencji wynikające zapewne z kryzysu niektórych państw
        unii.
        Eksport I-II 2011 I-II 2012
        Rozwinięte. 86,6 84,2
        Rozwijające się 6,4 7,3
        Europa Śrd-Wsch 7 8,5
        3. Drugą korzyścią będzie zapewne możliwość polepszenia
        naszej sytuacji geopolitycznej, możliwość pokazania innym, że
        Polska nie jest w stu procentach skazana na tradycyjnych
        „przyjaciół”, deklarujących słownie o „dobrosąsiedzkich
        stosunkach z Polską”, a w przysłowiowych zacisznych gabinetach, łakomym kąskiem spoglądających na nasze
        dziedzictwo
        Od naszych władz będzie zależało czy potrafią ta szansę wykorzystać.

      • Avatar rysiek

        Szanowny Panie Wute

        1.
        dziekuje, to juz cos, choc w moim odczuciu nadal zaden konkret. poczekajmy na takowe
        nic rewolucyjnego w stwierdzeniu ambasadora, po prostu promuje podpisywany dokument
        mozna przeciez bylo zaznaczyc chociaz wspomniec planowane inwestycje, zakupy

        2.
        jesli bedziemy sprzedawac, to w pelni zgoda, co jednak jesli bedziemy kolejnym rynkiem zbytu
        co wowczas nasze wladze

        3.
        jesli uda nam sie sprzedac, w pelni zgoda, jednak jestem w tym wzlgedzie pesymista
        z tego co wiem, chiny interesuja glownie wysokiej jakosci technologie, zazwyczaj to sa zakupy przy takich okazjach

        ponizej link do wspomnianego wczesniej spotkania z csis, notatka wg mnie jest slaba
        wymieniony tam instytut to wlasnie moja jednostka uczelniana
        taipeitimes.com/News/front/archives/2012/04/19/2003530694

      • Avatar PZ

        @rysiek
        1) Tutaj oczywiscie trudno sie z panem nie zgodzic, gdyz nawet Komorowski stwierdzil, ze teraz trzeba strategiczna wspolprace z Chinami czyms wypelnic. Zatem jest pole do dzialania w tym aspekcie, zeby nie bylo tak jak pan pisze kolejnego kraju z ktorym mamy deficyt handlowy.
        Ryzyka oczywiscie sa, ale czy to znaczy ze mamy nie wspolpracowac?
        Idac tym tokiem powinnismy takze przestac handlowac z innymi krajami z ktorymi mamy deficyt.
        Kiedys pisalem na forum w jakich branzach wedlug mnie mamy szanse, a trzeba takze wziac pod uwage ze bedziemy konkurowac z zachodem – spozywcza i rolnictwo, farmacja, gornictwo i maszyny gornicze to tylko kilka. Zreszta w energetyce weglowej juz widac pierwsze symptomy tej wspolpracy.
        Wspolpraca z Chinami i wykorzystanie chinskiej siatki powiazan handlowych moze nam dac dostep do rynkow do ktorych inaczej dotarcie byloby bardzo kosztowne lub czesto niemozliwe (Afryka, Ameryka Pld.).
        Chociazby niedawna inwestycja LiuGonga, jesli sprawdza sie zapowiedzi to eksport bedzie kierowany miedzy innymi do bylych republik radzieckich w Azji i do Afryki. Dywersyfikuje to handel, o czym pisze wute w swoim komentarzu, a to juz bardzo wiele. Jak liczyc takie efekty synergii?

        2) Mysle, ze tutaj trzeba rozdzielic Europe Zachodnia od reszty Europy. Zachodnia jest tak wedlug mnie z dobrych 10 lat przed Polska. Zaczynaja sie pojawiac w firmach europejskich Chinczycy zatrudniani w centralach (a to zazwyczaj ostatni krok przy rozwoju biznesu), od dawna sa ekspaci z Europy Zachodniej w Chinach.
        Kwestie ile handlu idzie juz przez Azje mozna zazwyczaj znalezc w rocznych sprawozdaniach firm ktore pana by interesowaly.
        Jesli Chiny kichna to gwarantowane, ze luksusowe firmy na przyklad z Wloch dostana zadyszki, wiec moim zdaniem doskonale zdaja sobie sprawe z rozwoju klasy sredniej w Azji.

        3) Jesli chodzi o kwestie militarne to oczywista jest niekwestionowana przewaga Ameryki. Dla mnie ciekawszy aspekt to zrozumienie na ile i czy rzeczywiscie Chiny staraja sie te przewage zniwelowac na scenie globalnej, czy tylko mocno ograniczyc w swojej strefie wplywow. Nie ma tez co sie dziwic, ze beda inwestowac w armie, bo to pochodna powiekszajacych sie interesow Chin, a chyba nie beda liczyc, ze ktos zabezpieczy ich interesy oprocz nich samych. Pod wzgledem wojskowym amerykanie jeszcze dlugo beda mieli przewage.
        Natomiast problem ameryki to przede wszystkim spadajacy udzial w swiatowym handlu (na marginesie Europa traci jeszcze wiecej) i tego nie da sie nie zauwazyc, ani uznac za nieistotne. Szczegolnie widac to w porownaniu wlasnie z Chinami (strona 5 i 6 zalinkowanego pliku ponizej).
        ” newyorkfed.org/research/current_issues/ci18-1.pdf ”

        Ja preferuje postawe nieco bardziej dojrzalej i wywazonej wspolpracy z ameryka, bo niestety ale przyslowiowe „poklepanie po plecach” elit za zalatwienie czegos po mysli wielkiego brata to o wiele za malo, aby podporzadkowywac polskie interesy. Czy chociazby po wczorajszym podpisaniu umowy pomiedzy Exxonem i Rosneftem nalezy spodziewac sie poparcia dla Polski w ewentualnym sporze z Rosja (niekoniecznie militarnym)? Badzmy powazni. To oczywiscie nie znaczy, ze nalezy sie odwracac od wspolpracy, albo na glowie stawiac obecne sojusze, ale po prostu asertywnie akcentowac wlasny interes, a przede wszystkim nie pchac sie przed szereg kiedy jest to jawnie z narodowym interesem sprzeczne. Przez ostatnie 20 kilkat lat bylo takich zachowan o wiele za duzo wsrod polskich politykow.
        Domyslam sie, ze z punktu widzenia Taipei optyka patrzenia na Ameryke jest odmienna od polskiej.

      • Avatar wute

        Szanowny Panie Ryśku

        Kolega PZ dość wyczerpująco odpowiedział na Pana post, w
        związku z tym ograniczę się do ogólnych uwag.
        Słusznie Pan zauważył, że nie ma jeszcze konkretów. Nawet
        jednak biorąc pod uwagę, że wystąpienie ambasadora ChRL
        zawiera także zwykłe w takich sytuacjach elementy zachęty, RP..etc.to jest znamienne wystąpienie, ponieważ jest ono de
        facto zaproszeniem do szerokiej współpracy. Konkrety
        zapewne będą dyskutowane podczas wizyty premiera Wen Jiabao i jak mam nadzieję podczas kolejnych spotkań
        biznesu polskiego i chińskiego.
        Zapewne nierównowagi w handlu z Chinami długo nie da się
        wyrównać, niemniej sądzę, że po tym przełomie, jeśli nastąpi
        to eksport do Chin, stopniowo się zwiększy. Dużo też będzie
        zależało od rozwoju stosunków politycznych. Jeśli nabiorą one
        tempa to i Chińczycy niezależnie od wysiłków polskiego
        biznesu, wyciągną pomocną dłoń.
        Pozdrawiam

    • PZ & Wute

      1 branza w pelni zaslugujaca na uwage to z pewnoscia zywnosc. na tajwanie przez ostatnie kilka lat aktywne bylo mlode polskie malzenstwo, ktore mozna powiedziec podbilo nie tylko tajwanski, ale i azjatycki rynek polskimi i nie tylko, bo takze europejskimi slodyczami (obecnie operuja z polski).
      jak pan zauwazyl optyka z tajwanu daje inne spojrzenie i na USA i takze na Chiny.
      nikt z nas obecnie nie jest w stanie powiedziec, jak wspolpraca ta bedzie wygladala, jednak jestem w stanie dzisiaj sie zalozyc, ze nie bedzie specjalnie zyskowna (choc to pojecie szerokie …).

      oczywiscie ciesze sie, ze takie strategiczne partnerstwo miedzy naszymi istnieje, to bardzo dobrze, spory sukces naszej dyplomacji !

      nawet tak potezna i wplywowa gospodarka jak amerykanska nie jest w stanie sie przebic ze swoimi zadaniami, umowa WTO jest stale naruszana, chiny sa co pewnie czas skarzone i niewiele z tego wynika.
      nie widze zwiazku miedzy chinami a afryka lub ameryka pld.

      2 wroce do tego co pisalem wczesniej. znane brandy i luksuwowe firmy jasne, sa w chinach obecne i pewnie sobie chwala. mowie o szarej masie powiedzmy firm sredniej klasy

      3 wyjasnie dokladniej co m.in. niepokoi amerykanskich strategow. brak wspolpracy z chinskim wojskiem to chinczykow paniczny strach przed tym ze amerykanie moga cos podejrzec i wyniesc jak to u nich jest. to okropny nacjonalizm nad ktorym nie panuja.
      zacytuje tu Jeffa Badera ze spotkania ze trzy tygodnie temu (moje prywatne notatki)

      China’s assertiveness grew on a very fertile soil. since 2008 a growing (Chinese) literature on US decline, even more pronounced in 2009 combined with its distraction on wars. Chinese experts assumed – China’s time has come, it should swing its weight. This assertiveness was not a political decision. Even Chinese security analysts were dismayed about this change (2010). PLA people say – we can’t cope with it, if we post anything contrary to prevailing nationalistic views – millions of furious blog postings “Yellow Sea is Chinese”, “US carriers out”. We can’t even cite Deng Xiao Ping’s peaceful maxim => Dai Bingguo’s Nov 2010 article to protect those army people & balance.
      Even MOFA under pressure and issues statements – US can’t put carriers into our water -> they were intimidated by its own people and had to appease them.
      Senkaku/Diaoytai incident was both Chinese and Japanese fault
      “pivot” means – military spending cuts won’t affect the Pacific theatre

      zaczalem od tego czego sie w kontekscie braku wspolpracy wojskowej obawiaja amerykanie
      otoz nawet z sowietami mieli dograne metody wspolpracy – statek pojawia sie w miejscu granicznym, plywa sobie, szpieguje, jest sledzony przez strone przeciwna i odplywa. podobnie w lotnictwie. pewne umowy dzentelmenskie. z chinami tego nie ma.
      skutek moze byc taki, ze kolejny przypadek jak z ep-3 ponad dekade temu kolo hainan, moze sie skocznyc obecnie konfrontacja i tragedia. a nie musialby przy dobrej woli

      dziekuje za link i ciekawa dyskusje, ale pozostane przy swoich pogladach

      podsumowujac
      poczekamy i zobaczymy, z checia dam sie przekonac, ze w sprawach gospodarczych – pkt 1 i 2 sie myle, mam taka nadzieje.
      w sprawach wosjkowych wiem, ze mam racje, tu jestem pewien pkt 3.

  • Dominacja oczywiście nie jest nieunikniona, jednak wzrost znaczenia Chin na arenie międzynarodowej jest bardzo wyraźny. Stany natomiast nie są już tak silne jak to miało miejsce jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Warto zwróić uwagę nie tylko na to kto się obawia chińskiej dominacji, ale na to kto na nią liczy i jakie szanse oraz mozliwości może ona przynieść. Uważam że Polska może więcej zyskać niż stracić na takim obrocie sprawy.

    • @ p.Mierzejewski
      Podzielam Pana zdanie. Kilkakrotnie już pisałem, że współpraca z Chinami
      pewną jest szansą dla Polski i polepszenia naszej geopolitycznej sytuacji.

      • Do obu Panów:

        Współpraca jak najbardziej. Byle mądra – populistyczny casus COVEC-u to potwierdza. A wznosząc się ponad bieżączkę – granicą takiej współpracy musiałyby być zobowiązania Polski w ramach UE i NATO bo są to relacje nadrzędne względem każdej innej bo po prostu wymusza je geopolityka. Musiałaby ona przewrócić się do góry nogami, by było inaczej.

      • Avatar stefan

        Oczyiście nie można ignorować potencjału ekonomicznego Chin ani wielkości tego państwa a zastanowić się jaka forma współpracy czy to gospodarczej ,czy kulturalnej byłaby dla kraju korzystna i konsekwentnie ją realizować.Oczywiście że nie znaczy że mamy się odciąć od naszych dotychczasowych partnerów ale o zróżnicowanie naszych interesów.

  • @ p. Jakóbik
    1. Zgadzam się z Panem, że dominacja Chin w świecie nie jest przesądzona. Bardzo
    dużo będzie zależało od modelu polityczno-gospodarczego jaki Chiny w ciągu kilku
    najbliższych lat wybiorą. Ten, który aktualnie istnieje, powoli wyczerpuje swój potencjał
    wzrostu.
    2. Nieformalna koalicja jaka tworzy się w Azji Wschodniej to przede wszystkim koalicja wspólnych obaw przed Chinami. Tak naprawdę Chiny niezmiernie poprawiłyby swoją pozycje w rejonie, gdyby ich system polityczny zaczął ewoluować z autokracji w kierunku demokracji. Większość tych obaw by zniknęła u myślę, że
    bez trudu wygraliby rywalizację z USA w tamtej części świata.
    3. Trudno powiedzieć czy Rosja zapełni lukę po USA w Europie Wschodniej. Rosja
    praktycznie poza surowcami energetycznymi nie ma nic do zaoferowania. Europa
    Zachodnia mimo wielkich trudności gospodarczych to jednak wielka potęga
    gospodarcza, a PKB Rosji to zaledwie kilkanaście procent PKB Unii. Papierkiem
    lakmusowym będzie jak zawsze Ukraina. Dopóki Rosja nie „połknie” tego kraju, to
    nie ma co marzyć o narzuceniu swojej dominacji innym krajom b. imperium
    sowieckiego (Bałtyka, Grupa Wyszegradzka). Trzeba też powiedzieć, że perspektywy dla dominacji energetycznej Rosji nie są bynajmniej zachęcające.
    Polska buduje gazoport w Świnoujściu, trwający pracę dot. gazu łupkowego,
    dyskutowana jest sprawa pływającego gazoportu w Gdańsku, budowane są
    kolektory na przejściach granicznych z Niemcami i Czechami, Litwa planuje mieć za
    2 lata pływający gazoport w Kłajpedzie, który ma dostarczać gaz nie tylko na Litwę,
    Białoruś czy Estonię, a nawet częściowo zwazsalizowana Białoruś chciałaby ta
    drogą otrzymywać gaz.
    4. BRICS – nie traktuję tej grupy poważnie. Jako instytucja ma większe znaczenie
    medialnie niż jako faktyczna organizacja. Tam są państwa, które tak naprawdę mają
    także strategiczne rozbieżne interesy.
    5. Chavez – olbrzymi przerost ambicji nad możliwościami
    6. Zachód nie upadnie. Nowa Europa pod wodzą Niemiec będzie mniej rozrzutna, a
    bardziej zdyscyplinowana. Jeśli Sarkozy wygra wybory we Francji to w Europie
    upadnie socjalistyczne welfare state i marnotrawstwo pieniędzy zostanie poważnie
    ograniczone.

    • @wute
      1. Zgoda co do perspektyw Chin, ze wiele zalezy od tego jak przebiegac bedzie reorientacja na rynek wewnetrzny. Dla rownowagi trzeba tez dodac, ze zachodni model rozwoju oparty na tanim kredycie takze dobiega konca i bedzie to dluga kuracja powrotu do zdrowia.
      2. Tutaj calkowicie sie zgadzam.
      3. Interkonektory w Lasowie i na granicy z Czechami juz dzialaja, aczkolwiek przepustowosc jest znikoma. Planowany jest kolejny na Slowacji. Dodatkowo ten w Lasowie po wybudowaniu gazociagu Opal bedzie marnym pocieszeniem, bo wypelni go gaz z North Stream.
      Jak bedzie z gazem lupkowym zobaczymy, na razie to piesn przyszlosci a i kwestii srodowiskowych nie nalezy zmiatac pod dywan, poniewaz wydobycie mialoby odbywac sie na ziemiach nalezacych do najlepszych ketegorii w Polsce (Kujawy, Lubelszczyzna).
      Najwieksze nadzieje to gazoport, ale jak patrze na decyzje w sprawie marynarki wojennej to powiem wprost, ze tego nie rozumiem.
      Jesli chodzi o Rosje to parterem sa Niemcy (moglbym podsumowac strategie sloganem BMW za rope i gaz), ktorzy wezma kazda ilosc energii jaka Rosja sprzeda i wymienia za technologie.
      Caly czas nie wiadomo oficjalnie ile gaz z Kataru bedzie kosztowal (poloficjalnie jest drozszy), i jak wplynie na rentownosc firm ktore beda go kupowac. Europa Zachodnia juz i tak placi za rosyjski gaz mniej niz Polska, a jak gaz katarski bedzie drozszy to gdzie szukac oszczednosci zeby byc konkurencyjnym?
      4. BRICS maja tez interes zbiezny – zwiekszenie swojego znaczenia, a po ostatnim szczycie w New Delhi wyraznie dano do zrozumienia, ze moga powstrzymac sie od finansowania MFW jesli nie zwiekszy sie ich glos w funduszu. Tak czy inaczej, aby rozbic grupe trzeba bedzie stosowac taktyke akomodacji.
      Maja jeszcze jeden atut – duzy rynek potencjalnych konsumentow i nie obawiaja sie go chronic (vide akcje Brazylii blokujaca naplyw kapitalu spekulacyjnego i aprecjacje reala). Biorac pod uwage sytuacje gospodarcza na zachodzie, nie da sie obok tej grupy nie zauwazac.
      5. Nic dodac, nic ujac.
      6. Oczywiscie, ze zbyt wczesnie oglaszac smierc zachodu. Podobnie zbyt wczesnie uwazac, ze problemy Europy sa rozwiazane. W Hiszpanie rejestrowane bezrobocie to okolo 25%, wsrod mlodziezy 46%. Prawdziwe o wiele wieksze. Na ratowanie Hiszpanii nie ma pieniedzy nikt w Europie, a poziom stresu jakim jest 7% rentownosci na obligacjach obstawiam, ze bedzie przetestowany albo latem albo jesienia. Tam juz nikt wiecej oszczednosci nie przelknie. Pytanie co jesli taka sytuacja mialaby sie sprawdzic? Wtedy na Niemcow bym nie liczyl, bo Niemcy potrafia liczyc, a dla nikogo nie zbankrutuja Vaterlandu.
      Co jesli jednak wygra Hollande we Francji?
      Jedno chyba jest pewne, ze UE nie bedzie wygladac tak jak dawniej i pewna analiza scenariuszy powinna w rzadowych kregach byc brana pod uwage i zaplanowana.
      Po ostatnim przemowieniu ministra MSZ mam wielkie watpliwosci, czy „elity” maja kontakt z rzeczywistoscia, czyli jak zawsze „jakos to bedzie” :)

      • Avatar wute

        @ p. PZ
        3. Sytuacja gazopolityczna jest ciągle niewesoła, ale przynajmniej coś się robi po 20 latach blokowania rozwoju dywersyfikacji dostaw. Myślę, że te blokowanie pokazuje jak przez te lata były silne w Polsce siły realizujące interesy obcych. Zresztą lokalizacja gazoportu w Świnoujściu pokazuje, że do końca nie skapitulowały w tym względzie.
        Zgadzam się z Panem, że nie można lekceważyć spraw
        ekologicznych odnośnie gazu łupkowego.

        „Największe nadzieje to gazoport, ale jak patrzę na decyzje w sprawie marynarki wojennej to powiem wprost, ze tego nie rozumiem.”
        Nie całkiem rozumiem ten pasus. Czy ma Pan na myśli
        chybioną koncepcję budowy kilkunastu większych jednostek
        (korwety Gawron) dla MW? czy jakieś inne sprawy na linii
        MW i Gazport ?
        4. BRICS
        Ta grupa nie jest sojuszem tylko grupą państw o wspólnych
        i w niektórych przypadkach bardzo rozbieżnych interesach.
        W raz ze wzrostem znaczenia tych państw (Brazylia, Indie,
        Chiny) ich współpraca będzie coraz mniej „wspólna”.
        5. Upadek Hiszpanii a potem Portugalii do reszty uzmysłowi
        rządzącym elitom, że nie da się uratować obecnego systemu.
        Mnie najbardziej interesuje, czy my znowu będziemy musieli
        płacić na strefę euro. Widząc zachowanie naszego premiera
        obawiam się, że zaakceptuje każdą decyzję powziętą w tej
        sprawie.
        Hollande – chce podwyższyć podatek od najbogatszych do
        75%. To mówi wszystko. Nadzieja w tym, że po wygraniu
        zderzy się z rzeczywistością, która go otrzeźwi. Mam też
        nadzieje, że jest to kiełbasa wyborcza.
        Jeśli nie, to biedna Francja.
        Przemówienie p. Sikorskiego to niestety objaw życia w swoim
        świecie. Już nawet media bardzo przychylne rządowi TVN,
        krytykują sposób w jaki rząd rozegrał negocjacje z Rosjanami
        w sprawie tragedii smoleńskiej. Nie chcę wchodzić w ten
        temat, nawet pominając bardzo subiektywne opinie JK, które
        można tłumaczyć tragedią rodzinną, to nie da się ukryć, że
        przez te dwa lata dość wyraźnie obniżyła się pozycja naszego
        kraju na arenie międzynarodowej, a sposób potraktowania
        krajów pozaeuropejskich w przemówieniu ministra, każe
        pańską uwagę „czy ‚elity’ mają kontakt z rzeczywistością”
        potraktować poważnie.

      • Avatar PZ

        @wute
        Gazoport – decydujac sie na dywersyfikacje poprzez zakup gazu w Katarze jednoczesnie powinnismy miec realna mozliwosc zapewnienia bezpieczenstwa dostawy gazu do Polski i ochrony jednostek ktore beda sie tym zajmowac gdyby zaszla taka potrzeba. Najkrotszy szlak z Kataru do Polski wiedzie poprzez Morze Arabskie i Zatoke Adenska, gdzie Jemen oraz Somalia daja schronienie piractom operujacym na tamych akwenach. Utracajac projekt Gawrona i decydujac sie na model MW przedstawiony przez obecnego ministra, czyli tak naprawde straz przybrzezna i obrona wybrzeza, swiadomie zabieramy sobie mozliwosc ragowania w tamtym rejonie i znowu zdajemy sie na laske sojusznikow. Znowu albo glupota, albo swiadome dzialanie wbrew interesowi. Po prostu tego nie rozumiem.

        Na inny temat gdzie, w jednym z ponizszych postow pisze Pan, ze Iran nie realizuje interesu narodowego. Przypuszczam (mozliwe, ze nieslusznie) ze chodzi tu o program atomowy. Moim zdaniem w tej sprawie sytuacja nie jest calkiem jednoznaczna. Z jednej strony Persowie swojego rzadu nie trawia i zaiste sa bardzo pozytywnie do Zachodu nastawieni. Tak jak Pan pisze bardziej orientuja sie na Zachod niz na swiat islamu. Z drugiej jednak strony bardzo silnie pokojowy program atomowy popieraja. W 2010 roku bylo to 87% procent spoleczenstwa, na poczatku 2012 (kiedy sankcje chyba daja sie we znaki) wciaz jest to 57% przy 19% przeciwnych i 24% niezdecydowanych. Przy czym co dla mnie istotne poparcie wsrod inteligencji jest wyzsze (szczegoly w linkach). Nawet na pytanie o wykorzystanie wojskowe 40% jest za, przy 35% przeciw.
        rand.org/pubs/technical_reports/TR910.html
        gallup.com/poll/152633/Iranians-Split-Nuclear-Military-Power.aspx
        Zachod nie powinien tak lekko zbywac tego faktu obstawiajac niechec spoleczenstwa do rzadu w akurat tym aspekcie.
        Ciekaw jestem Pana opinii?

        Odniose sie jeszcze do kwestii wraku i zachowania JK. Rzad oczywiscie zachowal sie jak dziecko w piaskownicy dajac sie rozegrac. Natomiast podnoszenie tego tematu w sposob jaki zrobil to JK wklada w rece Rosji instrument, ktory z pewnoscia zostanie wykorzystany do dalszego rozgrywania Polski na arenie miedzynarodowej. Wydaje mi sie ze JK powoli traci rozdzial pomiedzy polityka a swoja osobista strata brata. Jeszcze dalej idzie Solidarna Polska chcac zwracac sie do ONZ czy NATO, co moim zdaniem narazi nas tylko na smiesznosc. Jakby nie patrzec byl to samolot NATO i z pewnoscia znajdowaly sie tam jakies wrazliwe systemy sojuszu, to ze do tej pory NATO nie kiwnelo palcem aby zareagowac powinno byc wystarczajacym argumentem ze tego nie zrobi. Niestety nie widze zadnego instrumentu, ktorym dysponuje na chwile obecna Polska, ktory wymusilby zwrot wraku. Nie podoba mi sie to, ale nic w tej kwestii tego nie zmienia. Zapewne zostanie oddany w momencie kiedy nie da sie go juz wiecej wykorzystac do sterownia wewnetrznymi rozgrywkami, w tej chwili jego wartosc dowodowa i tak jest juz znikoma. Umieszczenie tematu wraku w przemowie ministra Sikorskiego oceniam jednoznacznie negatywnie, poniewaz miesza to sprawy wazne z malo waznymi, nie mowiac juz o tym ze stawia to nas w roli proszacego petenta. Niestety podobnie negatywnie oceniam zachowanie JK w tej sprawie. Tutaj takze bardzo jestem ciekaw Pana zdania.

      • Avatar wute

        @ p. PZ
        Nie znam się na specyfice walk morskich, więc poniżej załączam opinię na temat Gawrona

        „Jak wyglądałby konflikt w rejonie Bałtyku? – O ile Rosjanie chcieliby stosować taki manewr, bo przecież prostszym jest agresja lądowa przez Białoruś lub okręg kaliningradzki – zastrzega polityk zajmujący się obronnością. Załóżmy jednak, że atak idzie również drogą morską. Trwałby raptem kilka dni. Realia są takie, że rosyjskie myśliwce nawet bez przekraczania polskiej strefy powietrznej są w stanie rakietami zniszczyć wszystko, co stoi w porcie w Gdyni czy Gdańsku. Kwadrans po rozpoczęciu konfliktu gawron byłby na dnie.

        Na Bałtyku nawet nie ma gdzie ukryć takiego okrętu przed atakiem. Generał zajmujący się strategią wojskową: – Dalej wyglądałoby to tak, że podpływają duże okręty i ostrzeliwują brzeg, następnie na szybkich łodziach podpływa desant. Przed tym się mamy bronić. Jak? Trzeba budować obronę rakietową na Wybrzeżu i minować ewentualne podejścia desantu, inwestować w trałowce, które oczyszczają morze z min i stawiają pułapki na marynarkę przeciwnika. Trafia mnie szlag, gdy słyszę admirałów, którzy mówią: „gawron jest nam potrzebny, żeby utrzymywać szlaki żeglugowe na przykład do gazoportu, gdy dojdzie do konfliktu”. Nadlatuje bombowiec wroga, zrzuca 150 min i szlaku nie ma. Żaden gawron temu nie zaradzi. Do oczyszczania szlaków są potrzebne małe trałowce, a nie korwety.”

        To jest urywek artykułu z Rzeczpospolitej z wydania weekendowego 10-11 marca pt. Gawron marzenie admirałów
        zatonęło zanim wypłynęło

        Iran – nie miałem na myśli programu atomowego, ale strategię
        polityczną Iranu. Ten kraj jest w pewnym sensie skonfliktowany
        z Pakistanem z powodu dyskryminowania i prześladowania
        szyitów. Był też zagrożony przez Sowietów. Gdyby udało im
        się odnieść sukces w Afganistanie, nie wykluczone, że ich
        następnym krokiem byłby Iran. Przez cały czas mieli i częściowo nadal mają złe relacje ze światem arabskim.
        Jeszcze kilka lat temu ulica egipska miała gorsze zdanie o
        szyitach irańskich niż rząd Mubaraka.
        Wydawało się, że dla Iranu naturalnym sojusznikiem powinien
        być Izrael jako przeciwwaga Arabów i USA jako przeciwwaga
        Sowietów. Kapłani szyiccy jednak kierowali się i kierują się
        nie interesem kraju a ideologią. W związku z czym prowadzą
        nieustanną kampanię przeciwko obu tym krajom. Skutkiem
        tego zapłacili cenę w postaci 8-letniej wojny z napuszczonym
        na nich Iranem. Akurat byłem tam kilka tygodni po rozejmie.
        Jeden znajomy Irańczyk skomentował sytuację następująco:
        Za szacha baryłka ropy kosztowała 25 usd, z czego 10 szło
        do kieszeni ludzi szacha a 15 na gospodarkę. Teraz baryłka
        kosztuje 10 usd, z czego 2 idzie do kieszeni mułłów, 7 na wojnę
        z Irakiem a 1 na gospodarkę.
        Iran to naturalny sojusznik Zachodu. Rozegranie tej sprawy
        jest niezmiernie trudne. Najgorszą opcją wydają się być
        naloty izraelskie. Tak naprawdę to nie ma dobrego
        rozwiązania. Wydaje się, że chyba najlepszą opcją byłoby
        czekanie na załamanie się tego reżimu na skutek kiepskiej
        kondycji gospodarczej i kruszenia się jedności rządzących.
        Problem w tym, że elita tak zorganizowała to państwo, że
        siły zbrojne republiki w większości składają się z armii
        partyjnej, coś na wzór Waffen SS, czy wojsk wewnętrznych
        NKWD, a mniejszość stanowi armia regularna. Ta partyjna
        armia jest lepiej wyposażona i posiada własne zakłady
        produkcyjne i remontowe…itd., co czyni, że nawet zwykły
        pucz wojskowy miałby mniejsze szanse niż gdzie indziej.
        Rządzący ajatollahowie wydają się być niereformowalni. Nawet
        prezydent mający na Zachodzie opinię ekstremisty podpadł im i jest sekowany.
        Moim zdaniem, tak jak w przypadku komunizmu należy czekać
        na degradacje tego reżimu.

        Mam dokładnie takie zdanie jak Pan. Mogę dodać, że Zachód
        tj. w tym przypadku Amerykanie mają prawdopodobnie taśmy
        z nagraniem rozmów wieży w Smoleńsku, ale na pewno, żeby nie popsuć sobie relacji z Rosją nic z tym nie zrobią, tak jak ukrywali prawdę o Katyniu i wiedzę o śmjerci Sikorskiego.
        JK nadal brnie w ślepą uliczkę, a jego tendencja do stawiania
        sprawy na ostrzu noża, tak bardzo nie lubiana przez Polaków
        kochających formę a nie treść, za każdym razem przynosi mu
        niepowodzenie, czego nikt nie chce mu już tłumaczyć widząc
        jak skończyli ci, którzy próbowali..

        PS. proponuję w naszych kontaktach przejść na ty.

        .

    • 2. Demokratyczna zmiana w Chinach – być może federalizacja – to by było coś. Bogacenie się społeczeństwa i rozwój technologii informacyjnej wymusi zmiany. Wszystko zależy od tego, czy będzie to ewolucja, czy rewolucja (o ile ta jest w ogóle możliwa).

      3. Na krótką metę Rosja może zapełnić tę lukę, ponieważ póki co jej siła jest relatywnie duża. Pod względem energetyki i nie tylko ciekawie to opisał Olaf Osica w rozmowie ze mną którą jakiś czas temu miałem możliwość przeprowadzić.

      http://ebe.org.pl/eksperci/wywiad-z-olafem-osica-rosja-walczy-o-przetrwanie.html

      4. Nie sądzi Pan, że w dalszej perspektywie interesy BRICS staną się bardziej zbieżne? Czy dopuszcza Pan możliwość sojuszu państw rozwijających się stawiających wyzwanie Zachodowi?

      5. Moja analiza nie zakrawa na 50 lat. W krótszej perspektywie możliwości Wenezueli są na tyle duże, że niepokoją Waszyngton i być może słusznie. Sojusz Caracas-Moskwa-Pekin-Teheran-kto wie co jeszcze to poważna sprawa.

      6. Czyli tutaj się będziemy spierać. Chciałbym wierzyć, że Niemcy odbudują Europę ale wydaje mi się, że niestety czeka ją uwiąd starczy i nie na od niego odwrotu. P.S.: Póki co Sarkoleon przegrywa we wszystkich sondażach. Z francuskiego punktu widzenia – to źle, z polskiego – nie.

      • Avatar wute

        @ p. Jakóbik
        2. Wydaje mi się, że w Chinach najbardziej prawdopodobne
        scenariusze to: obecny kształt państwa lub zachowujące
        formalną jedność z de facto półniepodległymi prowincjami.
        Granice pomiędzy prowincjami ukształtowały się ca. 800 lat temu za czasów dynastii Sung a ich proces powstawania sięga nawet dynastii Tang (618-907). Granice pomiędzy nimi są starsze niż pomiędzy krajami europejskim. Ten wariant byłby bliższy konfederacji niż federacji, niemniej nie wykluczam tej ostatniej.
        3. Dziękuję. Przeczytałem wywiad. Nie jest on pesymistyczny.
        Ponieważ ja interesuje się sowietologią i historią Rosji w ogóle
        gdzieś od ponad 30 lat więc ta tematyka nie jest mi obca.
        Rosja mimo, że jej zamiary są jasne: podporządkowanie
        Polski i sprowadzenie jej do statusu państwa wasalnego, to
        nie sądzę, żeby było to aktualnie realne.
        Wariant 1
        Rosja nic nie zrobi bez opanowania Ukrainy. Dopóki Ukraina
        jest niezależna to imperium nie istnieje. Bardzo niedobrze się
        stało, że ekipy solidarnościowe od początku bojkotowały
        Janukowicza. W tej materii nie powinniśmy nikogo na Ukrainie faworyzować ani skreślać. Paradoksalnie lobby wschodnio-
        ukrainskie przez swój jednoznaczny antyupowski kurs winno
        być bliższe interesom Polski. Obecna nasza polityka, bierności w tamtym regionie, po kilkunastu latach aktywności,
        to nasz wielka porażka.
        Wariant 2
        Na skutek różnych wydarzeń np. rozpadu Unii czy z innych
        powodów Niemcy decydują się zorientować swoją politykę na
        tradycyjny układ z Rosją i podział stref wpływu. W takim wypadku z pewnością Polska zostałaby (razem z Czechami)
        w niemieckiej strefie wpływu. Niemcy zbyt dużo tu zainwestowali, żeby stracić. Poza tym z względów
        historycznych jest to najważniejszy dla nich obszar działania.
        To są warianty negatywne, ale żaden z nich nie jest raczej
        prawdopodobny. zwłaszcza, że czas gra przeciw Rosji.
        4. BRICS
        Nie uważam, że ta grupa stanie się sojuszem. Na razie
        wspólne prowadzenie interesów daje im pewną korzyść.
        Wybijają się coraz wyżej (nie wszyscy). Po osiągnięciu
        pewnego statusu ich współpraca pęknie. O wiele bardziej
        będą widoczne konflikty Rosji z Chinami o Syberię i Chin z
        Indiami o wpływy w Azji Południowej, które są o wiele bardziej
        naturalne niż konflikt z Zachodem.
        Dla przykładu podam, że po wybiciu się Brazylii na mocarstwo
        regionalne nie stała się ona państwem z konfliktowanym z USA
        wręcz stara się zachować w handlu równowagę pomiędzy
        Chinami a Waszyngtonem.
        5. Nie przejmuję się Wenezuelą. Po pierwsze Chavez jest dość
        poważnie chory i nie wiadomo jak długo będzie rządził. Na tym
        kontynencie osobiste poglądy lidera bardzo często determinowały politykę kraju. Gdy go zabraknie to być może
        następny prezydent (może być z opozycji) przeorientuje swoją
        politykę. Dla Wenezueli, z naszego punktu kraju egzotycznego,
        polityka współpracy z Białorusią czy z Iranem jest na swój
        sposób egzotyczna.
        5. Ten sojusz istnieje, ale nie jako wspólnota interesów, lecz jako front antyamerykański. Przy czym udział Rosji jest raczej
        sposobem prężenia muskułów przez ekipę kagebistów
        rządzących Rosją niż faktycznym stanem i możliwości a nawet
        chęci. Z kolei Iran prowadzi politykę sprzeczną z ich narodowym interesem. Byłem w tym kraju parę razy i wiem, że
        zdecydowana większości ludności (na pewno tej edukowanej)
        bardziej utożsamia się z wartościami demokracji zachodniej
        niż ze światem muzułmańskim Bliskiego Wschodu.
        6. Proszę mi wyjaśnić czemu porażka Sarkozego z punktu
        widzenia polskiego nie jest zła.

      • 3. Pesymistyczny dla Rosji – nie napisałem dokładnie. Zgadzam się w kwestii Janukowycza. Siła Polski to zdolność do mediacji na Ukrainie. Jeśli zamkniemy się na jedną ze stron, to tę zdolność stracimy.

        6. Lewicowi politycy w Niemczech i Francji, o ile rzeczywiście reprezentują takie poglądy w praktyce, zazwyczaj są zazwyczaj słabszymi przywódcami a słabsze przywództwo we Francji to korzyść dla nas.

      • Avatar wute

        @ p. Jakóbik
        6. To jest dość dyskusyjne. Pragnę przypomnieć, że „słabszy”
        rząd niemiecki kanclerza Schroedera zafundował Baltic pipe.
        Musimy też się zdecydować, czy chcemy słabszej Europy
        rządzonej przez socjaldemokratów i socjalistów z ich umizgami
        do Rosji czy też silniejszej Europy gdzie nasza rola będzie
        odpowiednio słabsza, ale za to większa odporność Europy na
        „zaloty” rosyjskie.

      • Avatar stefan

        Panie Jakóbik wydaje się mnie że Niemcy już są na granicy wytrzymałości.Następnym dla nich testem będzie Hiszpania bo dochodzą sygnały że w niedługim czasie wyciągnie rękę do sponsorów. A co na to sponsorowie nie sądzę aby mogli to strawić przynajmiej ich społeczeństwa. Wierzę że we Francji zwycięży Sarkozy i jakkolwiek można go nie lubić to moim zdaniem jest lepszy od socjalistycznych szarlatanów ,sondaże to nie wszystko.A co z kolei wyniknie lepszego dla Polski po odejściu Sarkozego pewno będziemy mieć dobrobyt?Jeśli zmieni się coś na lepsze w polityce będzie to krótkotrwałe a póżniej może być tylko gorzej.

    • @wute
      Jesli chodzi o Gawrona to mysle podobnie, ze na Baltyk niezbyt sie nadaje, ale o Gawronie wspomnialem glownie w perspektywie wykorzystywania poza Baltykiem. Paradoksalnie na Baltyk najlepszy jest okret podwodny (i dobrze ze sie w planach MON znalazl). Z tego co sie orientuje (ekspertem na pewno nie jestem), to plytkosc morza Baltyckiego, w polaczeniu z warunkami hydroakustycznymi oraz spora iloscia zalegajacych wrakow czyni okret podwodny na Baltyku bardzo ciezkim do wykrycia, a wykrycie przez samolot lub smiglowiec jest jeszcze dodatkowo utrudnione jest przez echo z samego samolotu. Na Baltyk tylko okret podwodny i tutaj nie mam co dyskutowac z przytoczonym fragmentem z Rzeczpospolitej. Ponadto obwod K. jest w zasiegu artylerii, wiec akurat tutaj polska pozycja wyjsciowa jest bardzo dobra.
      Podobnym akwenem do Baltyku jest Zatoka Perska i ponoc to wlasnie iranskich okretow podwodnych najbardziej obawiaja sie Amerykanie, majac wielkie problemy z ich wykryciem.
      Ale czy tylko o Baltyku powinnismy myslec biorac pod uwage, ze gaz jakos z Kataru bedzie musial przyplynac? Na ochrone szlakow handlowych, bynajmniej nie na Baltyku, Gawron bylby bardzo dobry. Zreszta to nie ma znaczenia czy bedzie to Gawron czy co innego, calkowite zlozenie na barki sojusznikow ochrony dostaw w rejonie o ktorym pisalem moim zdaniem nie stawia nas w zbyt korzystnym swietle. Na wodach Zatoki Adenskiej, Morza Arabskiego oraz Oceanu Indyjskiego ma miejsce sojusznicza operacja przeciwko piratom, cos na wzor Baltic Air Policing. Uczestnicza w niej chociazby Holandia, Dania, Turcja, Grecja, a nawet Bulgaria, czy Iran. Czy jestesmy juz tak slabym krajem, aby nie potrafic zatroszczyc sie o swoje interesy wybiegajace dalej niz za baltycka kaluze? Ciezko mi pojac, ze tak lekko traktuje sie strategiczne interesy, jednoczesnie szumnie nazywajac gazoport strategiczna inwestycja.

      Dziekuje za Twoj punkt widzenia na temat Persow. Dla mnie to szalenie ciekawy kraj i zaluje, ze nie mialem go szansy odwiedzic, co teraz wydaje sie zbyt ryzykowne, dlatego z wielkim zainteresowaniem czytam na ten temat. Mam wrazenie, ze Obama zrozumial, ze jednostronny atak na Iran nie jest preferowanym rozwiazaniem i daje do zrozumienia Izraelowi, ze moze zostac sam decydujac sie na takowy. Oczywiscie mozliwe, ze to tylko gra na zwloke w roku wyborczym, ale wydaje sie ze niechec spoleczna do kolejnej wojny jest zarowno w samych Stanach jak i w Europie bardzo duza. Jako ciekawostke dodam, ze 3 najwiekszych odbiorcow perskiej ropy w Europie to Grecja, Hiszpania i Wlochy. Jakie reperkusje atak mialby dla tych gospodarek, a co za tym idzie samej Europy nikomu z elit UE tlumaczyc nie trzeba. Natomiast wypadaloby wytlumaczyc to elitom RP, szczegolnie ze mieszanie sie w sprawe Iranu jest moim zdaniem ewidentnie sprzeczne z polskim interesem, nawet jesli w tej chwili ajatollahowie to zaden dla nas rozmowca.
      Tak czy inaczej kazdy nieprawidlowy ruch zarowno po stronie Iranu jak i Zachodu ma szanse zamienic sie w spory konflikt lokalny jesli obie strony uznaja, ze druga poza retoryka ma naprawde wrogie zamiary.

      Oczywiscie bardzo chetnie skorzystam z propozycji przejscia na ty.

      • Avatar wute

        @ PZ
        Na budowę pierwszego Gawrona wydano 400 mln zl. i przerwano
        na poziomie stanu surowego. Nikt nie chce kupić tego kadłuba.
        Czasami mam nieodparte wrażenie, że kraj zacznie dobrze
        funkcjonować jeśli wprowadzi się przepis, że parlamentarzystami, ministrami, dowódcami będą osoby, które mają nie więcej niż 40 lat, tj, w 1989 r. miały 17. Reszta jest milczeniem.
        Mam nadzieję, że Polska nie włączy się w ten konflikt. Premier
        Tusk idąc w ślady Berlina nie pozwolił zaangażować się w
        Libii. Minister Sikorski też odradzał Izraelowi uderzenie.

Pozostaw odpowiedź