Artykuły

W. Jakóbik: Amerykanie próbują przykryć Chiny i resztę świata kurczącą się kołdrą

Sekretarz Obrony Leon Panetta oficjalnie zatwierdził nową amerykańską strategię dla regionu Azji. Jest ona nakierowana na przeciwstawienie się rosnącemu arsenałowi pocisków, łodzi podwodnych i broni cybernetycznych Chin, według dziennika The Washington Times[1], tworzonych w celu wypchnięcia Amerykanów z regionu. Pentagon robi wszystko, by utrzymać dominację Stanów, pomimo malejących zasobów.

W obliczu cięć budżetowych amerykańscy wojskowi stoją przed dylematem za krótkiej kołdry tak dobrze znanym naszym żołnierzom. Co prawda skala zjawiska nie jest tak poważna, by amerykańscy żołnierze musieli sami dokupywać opancerzenie dla swoich humvee, jak robią to Polacy w Afganistanie, ale zmniejszenie wydatków na obronę zmusi Jankesów do poważnego zaciśnięcia pasa.

Rozmówca Washington Timesa z kręgów władzy w stolicy Stanów informuje, że nowa strategia zakłada wzmocnienie sił USA w Azji z uwzględnieniem wprowadzonych przez administrację Baracka Obamy cięć budżetowych, przy jednoczesnym utrzymaniu ,,efektywnej obecności militarnej we wrażliwym regionie Bliskiego Wschodu’’.

Amerykanie mają dążyć do lepszego wykorzystania kurczących się zasobów. Washington Times podkreśla, że cięcia w zbrojeniówce sięgające 490 miliardów dolarów wyznaczone na następne 10 lat (które mogą się dodatkowo powiększyć o kolejne 500 miliardów) spowodują, że Stany nie będą mogły prowadzić dwóch wojen jednocześnie. Dlatego też, Waszyngton obawia się sytuacji w której wojna na Bliskim Wschodzie skłoni jego adwersarzy do rozpalenia konfliktów w innej części globu, na które USA nie będą mogły skutecznie odpowiedzieć.

Dlatego też nowa strategia ma namawiać do skupienia się na jednym poważnym konflikcie i utrzymywania sił odstraszających potencjalnych przeciwników od otwierania nowego konfliktu w innej części świata.

W odniesieniu do Chin Departament Obrony zaczerpnął z Air-Sea Battle Concept stworzonego w Pentagonie. Zakłada on szereg działań modernizacyjnych we flocie powietrznej i morskiej mających neutralizować arsenał anti-access i area-denial rozwijany przez Pekin.

Bronie anti-access to na przykład pocisk typu ,,carrier killer” (DF-21D) opracowany, by zniechęcać amerykańskie okręty do zbliżania się do chińskich wybrzeży, a w dalszej kolejności uniemożliwić im swobodne działanie w regionie. Bronie anti-access to na przykład pociski typu ziemia-ziemia i nowy odrzutowiec typu stealth J-20 mające zagrozić obecności amerykańskich wojsk w bazach w Japonii i innych w okolicy. Według oficjeli z Waszyngtonu z którymi rozmawiał Wall Street Journal strategia Chińczyków polegać ma obecnie na doprowadzeniu do opóźnienia kontrataku Amerykańskiego na tyle, by nastąpił on dopiero po przejęciu przez Państwo Środka spornych obszarów i wysp. Jego pierwszym poważnym sukcesem w potencjalnym starciu byłoby właśnie zabezpieczenie obszaru otoczonego ,,pierwszym łańcuchem wysp’’, a zatem Wyspami Japońskimi, Filipinami i Tajwanem.

Szczególnie pocisk przeciwko okrętom może zmienić sytuację na morzach oblewających Państwo Środka. Eksperci do spraw balistyki przekonują, że nawet jeśli Amerykanie znajdą skuteczną broń neutralizującą tego typu pociski, w wypadku gdyby Pekin zdołał wysłać po kilka z nich przeciwko jednemu celowi, ich liczba uniemożliwi uniknięcie uderzenia w pokład krążownika, niszczyciela lub lotniskowca. Niezaprzeczalna do tej pory dominacja Stanów Zjednoczonych na morzach świata staje w regionie Azji i Pacyfiku pod znakiem zapytania. Jednakże nowy lotniskowiec, ochrzczony już na cześć jednego z amerykańskich prezydentów imieniem Geralda Forda, budowany obecnie przez Stany Zjednoczone ma posiadać zwiększone zdolności działania z dużego dystansu, co ma być odpowiedzią na technologie anti-access wprowadzane przez Chińczyków. – Ford jest tylko pierwszym lotniskowcem całej nowej klasy okrętów – napisali Kapitan Floty Henry Hendrix i emerytowany Pułkownik Marine Corps Noel Williams w artykule dla dziennika marynarki Proceedings. USA już pracują nad dronem, który unosiłby się przez długi czas w powietrzu, chroniąc flotę znajdującą się pod nim i reagując na ewentualne wystrzelenie pocisków typu ,,carrier killer” przez Chińczyków.

Sieć sojuszy w regionie ma pomóc Waszyngtonowi w izolacji i osaczeniu Pekinu w wypadku konfliktu. Wielki Generał Armii Ludowo-Wyzwoleńczej Luo Yuan stwierdził na konferencji we wrześniu zeszłego roku, że Amerykanie ,,posiadają czterech poważnych sojuszników w pierwszym łańcuchu wysp i próbują zagłodzić chińskiego smoka by ten zamienił się w chińskiego robaka’’. Czytelnik bez trudności zgadnie, o jakie kraje chodzi. W tym zakresie to Stany Zjednoczone mają pole do popisu i mogą doprowadzić do dyplomatycznego oraz handlowego osaczenia Chin, o czym pisałem w tekście ,,Ofensywa Obamy na Pacyfiku’’.

W kontekście nowych dronów pojawia się jednak problem. Amerykanie obawiają się, że w razie konfliktu, Chiny spróbują zakłócić satelitarny system kontroli dronów. Wall Street Journal przywołuje w tym kontekście zakończoną powodzeniem próbę pocisku przeciwko satelitom, który Państwo Środka skierowało na swego starego satelitę pogodowego. Rakieta sięgnęła celu i zniszczyła go. USA odpowiedziały podobnym osiągnięciem, zestrzeliwując nieużywanego satelitę szpiegowskiego. O rezultacie starcia zadecydują w dużej mierze zdolności informatyków i zaawansowanie sprzętu hardware oraz software obu stron. Hakerzy z USA i Chin atakują wzajemnie sieci cybernetyczne obu państw niezmiennie odcinając się od jakiegokolwiek wsparcia od swoich rządów.

Według dziennika Wall Street Journal między Chinami a USA trwa technologiczna zimna wojna[2]. Oficjalnie obie strony zaprzeczają tej rywalizacji. Dziennik wskazuje jednak, że amerykańscy oficjele często mówią o potrzebie przygotowania Stanów na ewentualny konflikt na Pacyfiku bez jasnego wskazania, jaki kraj miałby być w nim ich przeciwnikiem.

Pomimo tego, że amerykańska kołdra militarna zaczyna się kurczyć, to nadal ma ona największy potencjał na świecie. Chiny stopniowo rozwijają swoje możliwości, ale Waszyngton nie zamierza patrzeć na to bezczynnie i jest zdeterminowany, by utrzymać swą pozycję na arenie międzynarodowej.



[1] http://www.washingtontimes.com/news/2012/jan/4/inside-the-ring-215329133/?page=all#pagebreak

[2]http://online.wsj.com/article/SB10001424052970204397704577074631582060996.html?mod=rss_about_china

 

Autor: Wojciech Jakóbik,  jest współpracownikiem Ośrodka Myśli Politycznej (www.omp.org.pl) i redaktorem naczelnym portalu Europa Bezpieczeństwo Energia (www.ebe.org.pl). Tekst pierwotnie ukazał się w portalu Stosunki transatlantyckie (www.usa-eu.pl).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
W. Jakóbik: Amerykanie próbują przykryć Chiny i resztę świata kurczącą się kołdrą Reviewed by on 12 stycznia 2012 .

Sekretarz Obrony Leon Panetta oficjalnie zatwierdził nową amerykańską strategię dla regionu Azji. Jest ona nakierowana na przeciwstawienie się rosnącemu arsenałowi pocisków, łodzi podwodnych i broni cybernetycznych Chin, według dziennika The Washington Times[1], tworzonych w celu wypchnięcia Amerykanów z regionu. Pentagon robi wszystko, by utrzymać dominację Stanów, pomimo malejących zasobów. W obliczu cięć budżetowych amerykańscy wojskowi

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 36

  • @ p. Jakóbik
    „To kwestia polityki wewnętrznej i już trzymam kciuki za republikańskiego kandydata:)”
    O ile w polityce społecznej są widoczne różnice pomiędzy demokratami a republikanami, to w stosunku do banków nie ma żadnej. Mają rację Ci, którzy twierdzą,
    że w USA istnieje jedna partia, partia biznesu, która ma dwa skrzydła republikańskie i
    demokratyczne.

    • Rzeczywiście wydatki rządu federalnego systematycznie rosną przynajmniej od 30 lat. Nie wiem, czy te pieniądze są przekazywane złym bankierom z Wall Street, ale świadczy to o ciągłości polityki budżetowej poszczególnych rządów bez względu na afiliację. Tylko niektórzy prezydenci decydowali się na poważne reformy ograniczające wydatki (nie wspominam o wydatkach na obronę, ponieważ jest to kluczowe zadanie rządu według każdej definicji, w przeciwieństwie do np. programów socjalnych).

  • i tak przez nastepna dobe tajwan i czesc chinczykow (chinscy internauci obserwuja i komentuja od wielu tygodni) a przede wszystkim ich wladze beda zyc jednym – jutrzejszymi wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi. rozstrzygnac moze i i kilka procent glosow, poparcie jest niesmowicie rozlozone …choc dokladnych i wiarygodnych danych i tak nie ma

  • Panie Zyggi mojm zdaniem nieco pan się zagalopował.Chiny na pewno chciałyby i na pewno chcą zastąpić USA na pozycji lidera i mam wielkie wątpliwości czy Europie i Stanom a przede wszystkim Polsce na dobre to wyjdzie.Ponadto potęga Chin nie mogła by zaistnieć bez wpływu Ameryki i Europy,panie Zyggi pańskie uwagi na temat Wall Street uważam za wskazujące nieco na pewne zacietrzewienie ,nie jest to wprawdzie w takim stopniu jak pana Badury niemniej jednak moim zdaniem zbyt mało krytycznie podchodzi pan do Chin a zbyt ostro sądzi wszystko to co dzieje się w Stanach.Panie Zyggi nie chciałbym aby pan sądził iż nie widzę że w kraju tym dzieje się wiele dobrego ,jak bardzo rozwija się gospodarka Chin jak bardzo podniósł się status społeczny i poziom życia Chińczyków ja to wszystko widzę .Ale świat to nie same Chiny w innych krajach też trzeba coś chcieć zauważyć niekoniecznie same złe rzeczy ,pomijając ekstremizm i kraje je uprawiające.

    • Zgadzam się, że świat to nie same Chiny. Ale świat to także nie same USA. Zauważam w USA wiele dobrych rzeczy, np. duży zakres wolności słowa czy względną łatwość prowadzenia działalności gospodarczej, np. w porównaniu z Polską. Natomiast moje uwagi, że to problemy finansowe USA i UE są dziś źródłem kłopotów nie uważam za zacietrzewienie tylko za stwierdzenie oczywistego faktu. Zarazem przyjmuję do wiadomości, że dla niektórych osób ów fakt może być niewygodny. Również moje uwagi o banksterach byłyby krzywdzące, tylko wtedy, gdyby owi panowie rozliczyli się z otrzymanych pieniędzy. Tymczasem mija 3 rok jak dostali prezent od podatników i co? I g***o. Zapewniam jednak Pana, że nie jestem tak radykalny jak Michael Moore w filmie pt. „Capitalism: A love story”. W odróżnieniu od tego reżysera nie jestem krytykiem amerykańskiego kapitalizmu jako całości, a tych, którzy przez całe dekady zachęcali Amerykanów do życia ponad stan zamiast do oszczędzania. A także polityków, którzy sankcjonowali taki patologiczny stan rzeczy.

      • Panie Zyggi zgadzam się z pana wypowiedzią w całości i to co pan pisze jest słuszne.Niestety USA jak i większość krajów Europejskich żyje zdecydowanie ponad stan ,postawy roszczeniowe są bardzo silne.Widzi pan nie opływam w dostatki ale też nie narzekam i jak to mówią proszę Boga by nie było gorzej ,bo panie Zyggi może być gorzej.Co do Chin to napewno nie można powiedzieć że ten kraj żyje ponad stan inapewno mogą patrzeć w przyszłość z dużym optymizmem.Wierzę panu że nie ma pan jakiś szczególnie radykalnych poglądówi stara się zachować umiar czego dowodem może być moje zapewnienie że w bardzo wielu wypadkach się z panem zgadzam.Wzrost znaczenia Chin może wyjść nam na dobre lub nie ale to wszystko zależy od nich samych/w odpowiedzi na pana PZ/na razie trudno mnie powiedzieć jakie kierunki obierze polityka Chińska ,bo zauważcie panowie świat zmienia się bardzo dynamicznie a Chiny na taką skalę zaczęły dopiero niedawno być takim graczem, jakim są obecnie.Nie uważam że samolot F16 to złom,myślę że scenariusz w Iraku też był nieprzewidziany przez samych amerykanów i saldo korzyści jakie wynieśli z Iraku jest mocno ujemne ,w tej sytuacji trudnood nich żądać aby zapewnili jakieś kontrakty a niby jak mogliby to zrobić -wymusić na suwerennym państwie to by dopiero było.Największe kożyści o ile dobrze wiem to najwięcej kożyści ze współpracy zarówno z Irakiem jak i Afganistanem wynoszą paradoksalnie Chiny i Indie kosztem USA.Ja nie mówię że wzrost znaczenia Chin nie wyjdzie światu na dobre ale jestem pełen obaw ,miejmy nadzieję że w świecie zwycięży pański optymizm .

      • Avatar PZ

        @stefan
        Ja nigdzie nie napisalem, ze F-16 to zlom, ale stwierdzilem ze w tym przypadku realizacja offsetu za zakup tego sprzetu przebiegala bardzo opornie (o czym mozna poczytac nawet w mainstreamowej prasie) i nikt do tej pory nie przedstawil rachunku za ten biznes.
        Napisalem, ze zlom to dwa statki, ktore dostalismy od Amerykanow w „prezencie”, ktore to musimy za ciezkie pieniadze remontowac i kiedy strona amerykanska nie potrafi wielokrotnie udzielic informacji jaki bedzie koszt remontow (o czym takze mozna poczytac chocby w wywiadzie jaki niedawno na temat Marynarki Wojennej ukazal sie w Polityce).
        Osobiscie jestem wielkim zwolennikiem wspolpracy polsko-amerykanskiej (mimo, ze patrzac po wymianie handlowej to mozna znalezc lepszych partnerow), tyle ze ostatnimi czasy nasz sojusznik traktuje nas nieco jak to sie ladnie mowi „for granted”, a to niestety bardzo mi sie nie podoba, bo korzysci z pewnych aspektow wspolpracy powinny byc dwustronne. Mam watpliwosci czy tak jest, ot i to wszystko.
        Chiny natomiast mowia o takim podejsciu do biznesu otwarcie, co napawa mnie optymizmem aby taka wspolprace z Chinami rozpoczac i zatroszczyc sie o to aby byla korzystna dla obydwu stron.

    • @stefan
      Czy moglby Pan rozwinac mysl dlaczego Polsce wzrost znaczenia Chin nie mialby wyjsc na dobre?
      Wedlug mnie troche konkurencji (zreszta tak propagowanej przez zachod) nie zaszkodzi, a Polska moze tylko na tym zyskac.
      Tym bardziej, ze ostatnio przez USA jestesmy traktowani jak ostatni naiwni, co zreszta kosztuje wymierne pieniadze lub ich brak, ze pozwole sobie wymienic tylko kilka sukcesow „strategicznej” wspolpracy:
      – realizacja offsetu za zakup samolotu wielozadaniowego
      – podarunek plywajacego zlomu, serwisowanego za nasze pieniadze w kraju darczyncy
      – mityczne kontrakty z Iraku, ktorych nie widac.
      Bardziej asertywna postawa i wiecej mozliwosci wyboru jeszcze nikomu nie zaszkodzila, wiec i Polsce tez nie powinna.

      • Również nie mam nic przeciwko współ pracy gospodarczej z Chinami przy zrów2noważonym bilansie handlowym z zachowaniem offsetu i przy wzajemnych obopulnych korzyściach bez stawiania warunków politycznych,za tym jestem całym sercem.Czy tak zawsze jest w dzisiejszym świecie to nie powiem.Zauważmy kłopoty nasze w handlu wymiennym z Rosją ,przy czym zawsze szuka się pretekstów i obiektywnych trudności a a rzeczywistości przyczyna jest zawsze ta sama.Co prawda muszę przyznać że Chiny to nie Rosja ale jest to mprzykład który może zastosować każdy kraj który poczuje się zbyt pewnie a nie posiada tradycji demokratycznych.

      • Patrząc na Polskę i Chiny jako dwie gospodarki wschodzące, możemy mieć wspólne interesy. Sprawa się komplikuję gdy weźmiemy pod uwagę globalną geopolitykę. Wszystko zależy od odpowiedzi na pytanie czy USA się nam w dalszej perspektywie opłacą. Zapewne będą tutaj duże rozbieżności między komentatorami CSPA

  • Jeśli chcemy być obiektywni, to nie możemy zapominać o tym, że USA są krajem amerykańskim a nie azjatyckim. Gdy wyjdziemy ze szczegółów i spojrzymy na to szerzej, to pojmiemy, kto bardziej wchodzi z butami na nie swoje podwórko. Rosnąca w ostatnich latach chińska obecność gospodarcza w Ameryce Łacińskiej i Afryce nie jest nawet adekwatną odpowiedzią na trwającą szereg dekad obecność gospodarczą i militarną USA w rejonie Dalekiego Wschodu. Choćby dlatego, że Chiny nie budują swoich baz w każdej części świata, a tym bardziej rzut beretem od granic USA.
    A propos. Wyobraźmy, co byłoby, gdyby Chiny zaczęły budować swoje bazy wojskowe na Kubie lub w Wenezueli. Czy nie usłyszelibyśmy medialnego larum i apokaliptycznych wizji na temat groźnego żółtego „luda” u bram? A przecież USA non stop operują i to nie tylko gospodarczo, ale właśnie militarnie wokoło Chin. I co? I jest to traktowane jak normalny stan rzeczy…
    Ostatnie dwie dekady i ich porównanie z czasami Zimnej Wojny wskazują, że supremacja jednego supermocarstwa wcale nie niesie większej stabilizacji i dobrobytu niż równowaga sił między dwoma. Ba, nawet rywalizacja bywała korzystna dla pozostałych krajów, które były obłaskawiane różnymi Planami Marshalla – byleby dołączyły do tego, a nie innego bloku. Casus chińskiej obecności w Afryce i Ameryce Łacińskiej to tego przykład. Póki co, tamtejsze kraje odnoszą wymierne korzyści ze współpracy ekonomicznej z Chinami. Tak samo, jak wiele krajów Europy Zach. i Dalekiego Wschodu wzbogaciło się na współpracy z USA. Owszem, miały miejsce lokalne konflikty, często zaliczane do elementów rywalizacji w ramach Zimnej Wojny. Jednak prawdopodobnie większość tych wojen miałaby miejsce i wtedy gdyby USA były po II wojnie jedynym supermocarstwem.
    Tak więc hegemonia USA wcale nie jest czymś jednoznacznie pozytywnym, jak to głoszą różni apostołowie Pax Americana.

    • „A propos. Wyobraźmy, co byłoby, gdyby Chiny zaczęły budować swoje bazy wojskowe na Kubie lub w Wenezueli.”
      wprawdzie nie bazach, ale o wzajemnym szpiegowaniu mowiono kilka razy
      obecny na spotkaniu denny roy twierdzil, ze amerykanskie wladze nie odpuszcza krytykowanego przez chiny szpiegowania ich wybrzeza z powietrza i wody. jak uwaza USA zaakceptuja chinskie szpiegowanie wybrzeza amerykanskiego, bo takie sa reguly gry,
      z sowietami tak bylo, jedni szpiegowali drugich o to akceptowano. inni obecn podawali przyklady takiego zachowania z przeszlosci za czasow zimnej wojny i twierdzili, ze z chinczykami tego porozumienia nie ma, choc dla USA nie bylby to problem

    • Owszem, USA nie są krajem azjatyckim ale z pewnością są pacyficznym mocarstwem, by zacytować Obamę. To naturalne w stosunkach międzynarodowych, że siła państwa daje mu możliwości, a mądry rząd z tych możliwości korzysta. Trwające od lat dziewięćdziesiątych status quo to supremacja USA. Chiny chcą to zmienić. Nie ma co rozpatrywać tego w kategoriach moralnych. Stany muszą gasić rozwój Chin podobnie jak Chiny muszą atakować przywództwo globalne Stanów. Tak to po prostu działa.

      Moim zdaniem Pax Americana daje względny pokój, dominację zachodniego stylu życia, wdrażanie prawa rzymskiego i tradycji stosunków międzynarodowych zrodzonej jeszcze w czasach Pokoju Westfalskiego. To stabilizacja dająca ludziom Zachodu pole do rozwoju, przedsiębiorczości i względnie spokojnego życia. Nie chciałbym zmian w tym zakresie.

      Nie mogę się zgodzić, że rywalizacja USA i ZSRR była dobra dla świata, a na pewno nie tego po wschodniej stronie Żelaznej Kurtyny. Byli satelici Sowietów będą przez dziesiątki lat wybudzać swoje społeczeństwa z komunistycznej apatii.

      Ups, chyba jestem apostołem Pax Americana?;)

      • Avatar Zyggi

        Cyt. „Moim zdaniem Pax Americana daje względny pokój, dominację zachodniego stylu życia, wdrażanie prawa rzymskiego i tradycji stosunków międzynarodowych zrodzonej jeszcze w czasach Pokoju Westfalskiego.”
        Ma Pan rację, jeszcze DAJE, w Korei Pd., być może na Tajwanie. I chyba nigdzie więcej.
        Mówiąc z przekąsem, ów „względny pokój i dominację zachodniego stylu życia” oglądamy w Iraku. W czasach reżimu Saddama Husajna i jego poprzedników, w Bagdadzie i innych irackich miastach można było zobaczyć ubrane po zachodniemu młode kobiety. Dziś to praktycznie niemożliwe, kraj ten upodobnił się obyczajowo do proamerykańskich reżimów Zatoki. Proszę zapytać Polaków, którzy tam bywali w latach 80-tych i tych, którzy tam byli ostatnio, w ramach tzw. misji pokojowej. Islamistom to i tak nie wystarczy; zarówno szyici jak i sunnici chcą zdominować iracką scenę polityczną, sąd zamachy bombowe i rozruchy. Praktycznie tylko Kurdowie zyskali na amerykańskiej interwencji. Czy tak wygląda „względny pokój i dominacja zachodniego stylu życia”?…
        USA wspierały względny pokój i zachodni styl życia, ale tylko tam, gdzie służyło to utrzymaniu ich wpływów i powstrzymaniu ekspansji komunizmu (Europa Zachodnia, Korea Pd., Tajwan). W Europie taka sytuacja istniała w czasie Zimnej Wojny. Tak więc zachodnia strona Żelaznej Kurtyny na tym zyskała, wschodnia – nie. Natomiast gdyby nie Zimna Wojna, to nie byłoby Planu Marshalla, jeśli już to raczej coś w rodzaju planu Sachsa-Balcerowicza lub „programów dostosowawczych” w Ameryce Łacińskiej, wyciskających z tamtejszych ubogich ostatnie soki. Gdy nie ma konkurencji ideologicznej (jaką był ZSRR), to łatwo ulec pokusie robienia z ludźmi co się żywnie podoba. Nawet w warunkach demokracji. Okradzenie bez pytania amerykańskich i europejskich podatników na rzecz banków na minimum 2 bln USD i brak kontroli nad tymi pieniędzmi są tego dobrym przykładem. To samo dotyczy coraz bardziej aroganckiej polityki zagranicznej. Koniec Zimnej Wojny wcale nie zmniejszył skali przemocy stosowanej przez USA i ich sojuszników.
        O Pax Americana pisze Pan też:: „To stabilizacja dająca ludziom Zachodu pole do rozwoju, przedsiębiorczości i względnie spokojnego życia. Nie chciałbym zmian w tym zakresie.”
        Jakich zmian? Czyżby Chiny miały zagrozić względnemu pokojowi, dominacji zachodniego stylu życia, wdrażaniu prawa rzymskiego i szeroko rozumianej stabilizacji? A to niby w jaki sposób, skoro coraz więcej Chińczyków żyje wg zachodnich standardów i wzorców kulturowych? Obserwując trendy ekonomiczne, w tym ekonomiczne miazmaty, jakimi świat jest zalewany ze strony USA i UE (zwłaszcza od 2008 r.) coraz częciej mam wrażenie, że to Chiny i inne kraje BRIC, a nie USA są ostoją stabilności i harmonijnej współpracy ekonomicznej w świecie XXI wieku. Jeśli jest jakieś zagrożenie dla demokracji i względnego dobrobytu, to widzę je raczej ze strony finansistów (lub raczej banksterów) z Wall Street, ich medialnych sługusów oraz politycznej korupcji pod płaszczykiem lobbingu, sponsoringu partii politycznych przez wielkie korporacje itd. A także ze strony populistów obiecujących gruszki na wierzbie.

      • @Zyggi

        ,,Ma Pan rację, jeszcze DAJE, w Korei Pd., być może na Tajwanie. I chyba nigdzie więcej.
        Mówiąc z przekąsem, ów „względny pokój i dominację zachodniego stylu życia” oglądamy w Iraku. W czasach reżimu Saddama Husajna i jego poprzedników, w Bagdadzie i innych irackich miastach można było zobaczyć ubrane po zachodniemu młode kobiety. Dziś to praktycznie niemożliwe, kraj ten upodobnił się obyczajowo do proamerykańskich reżimów Zatoki. Proszę zapytać Polaków, którzy tam bywali w latach 80-tych i tych, którzy tam byli ostatnio, w ramach tzw. misji pokojowej. Islamistom to i tak nie wystarczy; zarówno szyici jak i sunnici chcą zdominować iracką scenę polityczną, sąd zamachy bombowe i rozruchy. Praktycznie tylko Kurdowie zyskali na amerykańskiej interwencji. Czy tak wygląda „względny pokój i dominacja zachodniego stylu życia”?…

        Napisałem względny pokój, ponieważ trwają pewne konflikty. Proszę jednak wskazać okres w historii, w którym wojen nie było.

        Dominacja zachodniego stylu życia nie oznacza jej permanentnej obecności na całym świecie. Nie generalizujmy.

        Można rozpatrywać to co się dzieje w Iraku z punktu widzenia moralności ale nie jest to dyskusja geopolityczna, na której sam chciałem się skupić.

        ,,USA wspierały względny pokój i zachodni styl życia, ale tylko tam, gdzie służyło to utrzymaniu ich wpływów i powstrzymaniu ekspansji komunizmu (Europa Zachodnia, Korea Pd., Tajwan). W Europie taka sytuacja istniała w czasie Zimnej Wojny. Tak więc zachodnia strona Żelaznej Kurtyny na tym zyskała, wschodnia – nie. Natomiast gdyby nie Zimna Wojna, to nie byłoby Planu Marshalla, jeśli już to raczej coś w rodzaju planu Sachsa-Balcerowicza lub „programów dostosowawczych” w Ameryce Łacińskiej, wyciskających z tamtejszych ubogich ostatnie soki. Gdy nie ma konkurencji ideologicznej (jaką był ZSRR), to łatwo ulec pokusie robienia z ludźmi co się żywnie podoba. ”

        Patrząc na te fakty bez emocji należałoby stwierdzić, że każdy inny kraj postepowałby na miejscu USA tak samo bo takie są prawa geopolityki. Można nawet podejrzewać, że niektóre kraje mogłyby się zachować podlej ze względu na mniejszą presje opinii publicznej jakiej podlegają. Nie oczekiwałbym od Stanów, że będą oświeconym obrońcą praw człowieka i demokracji (na poziomie retorycznym, szczególnie obecna administracja lansuje taką wizję). Nie można oczekiwać od Stanów, że przeniosą tę konstrukcję do rzeczywistości bo są państwem a nie Amnesty International, itp.

        ,,Nawet w warunkach demokracji. Okradzenie bez pytania amerykańskich i europejskich podatników na rzecz banków na minimum 2 bln USD i brak kontroli nad tymi pieniędzmi są tego dobrym przykładem.”

        Oczywiście, socjalistyczne pomysły ratowania gospodarki to błąd i niesprawiedliwość – zgadzam się. To kwestia polityki wewnętrznej i już trzymam kciuki za republikańskiego kandydata:)

        ,,To samo dotyczy coraz bardziej aroganckiej polityki zagranicznej. Koniec Zimnej Wojny wcale nie zmniejszył skali przemocy stosowanej przez USA i ich sojuszników.”

        Jedna z definicji państwa zakłada, że jest to twór który w sposób uprawniony może stosować przemoc. A służby specjalne? Czy wierzy Pan, że kiedyś znikną bo państwa stwierdzą, ze działają one w sposób niemoralny?

        ,,O Pax Americana pisze Pan też:: „To stabilizacja dająca ludziom Zachodu pole do rozwoju, przedsiębiorczości i względnie spokojnego życia. Nie chciałbym zmian w tym zakresie.”

        ,,Jakich zmian? Czyżby Chiny miały zagrozić względnemu pokojowi, dominacji zachodniego stylu życia, wdrażaniu prawa rzymskiego i szeroko rozumianej stabilizacji? A to niby w jaki sposób, skoro coraz więcej Chińczyków żyje wg zachodnich standardów i wzorców kulturowych?”

        A zatem twierdzi Pan, że Chiny przyjmą dominację zachodnich standardów. To optymistyczne założenie i można wysnuć z niego ciekawą dyskusję na temat tego co wtedy stałoby się z ustrojem Państwa Środka.

        ,,Obserwując trendy ekonomiczne, w tym ekonomiczne miazmaty, jakimi świat jest zalewany ze strony USA i UE (zwłaszcza od 2008 r.) coraz częciej mam wrażenie, że to Chiny i inne kraje BRIC, a nie USA są ostoją stabilności i harmonijnej współpracy ekonomicznej w świecie XXI wieku. Jeśli jest jakieś zagrożenie dla demokracji i względnego dobrobytu, to widzę je raczej ze strony finansistów (lub raczej banksterów) z Wall Street, ich medialnych sługusów oraz politycznej korupcji pod płaszczykiem lobbingu, sponsoringu partii politycznych przez wielkie korporacje itd. A także ze strony populistów obiecujących gruszki na wierzbie.”

        Zgadzam się, że pusty pieniądz, spekulacje i szalone drukowanie to zło. Zachód musi wrócić do korzeni, czyli czystego kapitalizmu. Chiny sięgnęły do nich otwierając się nieco na mechanizmy kapitalistyczne. A zatem to nie ich wyjątkowość sprawiła, że rozwijają się (w obecnej chwili) szybko a skorzystanie z wzorców zachodnich. Dlatego tym bardziej powinniśmy bronić naszego dziedzictwa, którego nie broni Europa, a właśnie Stany Zjednoczone.

      • p.s.: Co do słowa ,,arogancka” w odniesieniu do polityki Stanów. Na Zachodzie często pisze się, że polityka USA lub Chin jest arogancka/asertywna co zależy od poglądów piszącego. To słownictwo jest nacechowane emocjonalnie.

      • Avatar Zyggi

        @ Wojciech Kulawik.
        Owszem, USA nie są Amnesty International, ale jak się słucha ich polityków, to czasem można mieć takie złudzenie. :-)
        Polityka każdego kraju stosującego przemoc według własnego uznania jest arogancka. Bez względu na to, czy mówimy o amerykańskim ataku na Irak w 2003 r. czy innych aktach agresji. Gdyby tej agresji dokonały Chiny czy Rosja, moja ocena tego nie byłaby inna. Kiedyś na forum potępiłem chińską agresję na Wietnam w 1979 r.
        Cyt. „Chiny sięgnęły do nich otwierając się nieco na mechanizmy kapitalistyczne. A zatem to nie ich wyjątkowość sprawiła, że rozwijają się (w obecnej chwili) szybko a skorzystanie z wzorców zachodnich. Dlatego tym bardziej powinniśmy bronić naszego dziedzictwa, którego nie broni Europa, a właśnie Stany Zjednoczone.”
        Ściślej mówiąc, są to wzorce, które pochodzą z Zachodu. Natomiast wzrost gospodarczy Chin nie jest efektem tylko ich przyjęcia, tylko również faktu, że Chińczycy są jednym z bardziej przedsiębiorczych nacji. Reformy po 1979 r. odblokowały ów potencjał przedsiębiorczości. Wiele innych krajów zliberalizowało swoje gospodarki bardziej niż Chiny (np. Tajlandia, Filipiny, Indonezja, Meksyk), ale nie osiągnęły tak wysokiego wzrostu gospodarczego.
        Nie wiem, skąd u Pana wniosek, że USA jeszcze bronią zachodniego dziedzictwa. Jak mogą bronić czegoś, od czego samemu stopniowo odchodzą? One bronią swoich Pański optymizm odnośnie republikanów wydaje mi się na wyrost. Może wynika on z przesłanek myślowych, na które wskazuje pewne perskie przysłowie: „W krainie ślepców jednooki będzie władcą”. Nie wiem, czy Pan pamięta, ale pierwszy pakiet pomocy dla zagrożonych banków wdrożony jeszcze za prezydentury Busha. Wśród republikanów może ma Pan na myśli Rona Paula, ale akurat jemu nie wróżę sukcesu. Mało prawdopodobne, by ten paleorepublikanin zdobył sympatię mediów i tych, którzy najwięcej sypią funduszami na kampanie wyborcze.
        Pozdrawiam.

      • Avatar Zyggi

        P.S. Szanowny Panie Jakóbik, najmocniej przepraszam Pana za przekręcenia nazwiska. Pomyliłem Pana nazwisko z nazwiskiem innej osoby, która pojawiała się kiedyś na portalu.

      • @Zyggi.

        Nic nie szkodzi;)

        Ron Paul – jego akurat nie popieram ponieważ jest największym promotorem cięć w armii. Sam celowałbym w programy socjalne których wartość rośnie nieustannie od 30 lat i nikt nie odważył się do tej pory powiedzieć, że te pieniądze idą w błoto. Piszę duży artykuł na ten temat z kolegą z Ośrodka Myśli Politycznej.

        Obrona zachodniego dziedzictwa to tradycyjne podejście do patriotyzmu, silne wartości rodzinne, zdecentralizowane ale silne społeczności lokalne, awersja do socjalu. Oczywiście jest to pewien trend w amerykańskim życiu społecznym który może słabnąć. Różnie się on ma do poszczególnych stanów właśnie przez ich zdecentralizowanie. Porównując jednak społeczeństwa państw europejskich i USA można wyczuć tę różnicę w podejściu do naszego zachodniego dziedzictwa.

      • Avatar PZ

        @Wojciech Jakobik
        Nie rozumiem zbytnio zaliczenia silnych wartosci rodzinnych jako dzidzictwa zachodu. Patrzac na to co obecnie dzieje sie w tej kwestii zarowno w UE jak i USA, oraz jak tradycyjne wiezi rodzinne pielegnowane sa w Azji to mam ogromne watpliwosci czy akurat ten aspekt systemu wartosci jest cecha zachodnia?

      • @PZ

        To zależy jak definiujemy Zachód – z punktu widzenia jego historii czy tylko migawki, jaką jest stan obecny.

        Należy sobie odpowiedzieć na pytanie czy Zachód to feminizm, socjalizm, prawa czlowieka, itp czy rodzina, własność i religia. Ja optuję za tą drugą wersją i zdaję sobie sprawę, ze tradycyjne wartości nie są w najlepszym stanie. Jednakże w USA, szczególnie na południu jest dużo lepiej niż np. w Holandii czy Francji.

        Polecam Richarda M. Weavera – filozofa nowego konserwatyzmu – którego optyka jest mi bliska.

      • Avatar PZ

        @Wojciech Jakobik
        Zdaje sobie sprawe, ze obecnie fatalnie to wyglada na Zachodzie.
        Natomiast moje pytanie zwiazane bylo z tym, ze rowniez w kulturze Azji rodzina, szacunek dla starszych sa wartosciami mocno osadzonymi kulturowo, stad tez nie przypisywalbym tego aspektu tylko spoleczenstwom Zachodu.
        Dziekuje za polecenie lektury.

      • Być może za szybko czytałem.

        Jednakże, w kontekście Chin – czy komunizm nie nadwątlił tych więzi? Co z polityką jednego dziecka? Czy Rewolucja Kulturalna nie zostawiła na chińskiej rodzinie swego piętna?

        Nie jestem ekspertem w dziedzinie chińskiej tradycji, wiem jednak, że poszanowanie dla tradycji zachodniej może uchronić naszą część świata przed degeneracją, która szybko postępuje. Być może podobnie będzie w przypadku Chin. Tutaj jednak nie chcę stawiać wyraźnych tez bo nie znam tego tematu.

      • Avatar Zyggi

        @ P. Wojciech Jakóbik.
        Cyt. „Obrona zachodniego dziedzictwa to tradycyjne podejście do patriotyzmu, silne wartości rodzinne, zdecentralizowane ale silne społeczności lokalne, awersja do socjalu” – owszem, są to wartości, które w mniejszym lub większym stopniu były zawsze obecne w kulturze zachodniej. Może z wyjątkiem patriotyzmu, bo patriotyzm taki jakim go dziś rozumiemy (tzn. oparty na przesłankach narodowych), to w zasadzie produkt myśli XIX-wiecznej.
        Natomiast wydaje mi się (jeśli się mylę, proszę to sprostowac), że w Chinach wartości te są nie mniej obecne w życiu przeciętnego obywatela niż w USA, o Europie (zwł. Zachodniej) nie mówiąc.
        Myślę, że to, czym Ameryka wyróżnia się szczególnie pozytywnie na tle reszty Zachodu, to m.in. żywa wiara i religijnośc szerokich grup społeczeństwa. Nie mam tu na myśli religijnego oszołomstwa w stylu pewnego kaznodziei TV, który bezkarnie (!) wzywał do zabójstwa Hugo Chaveza. Mam raczej na myśli tolerancję dla różnych wyznań oraz prawdziwą, żywą religijnośc, której przejawem jest publiczne przyznawanie się do wiary w Boga lub do uznawania Biblii za autorytet moralny.
        Dziś chyba tylko w Stanach (i może w Ameryce Łacińskiej) ludzie robią to bez rumieńca zażenowania jaki towarzyszy temu w „tolerancyjnej” Europie, gdzie karierę robią ateistyczni prześmiewcy pokroju Richarda Dawkinsa. Do religijności przyznają się nie tylko „rednecki”, ci lekceważeni przez mądrali ze wschodniego wybrzeża, skromni, pracowici ludzie z Teksasu czy Oklahomy, nie tylko baptyści z Południa i Metysi z Arizony i Nowego Meksyku lub inni „prostacy”. Do religijności przyznają się nawet niektórzy naukowcy, prawnicy, lekarze, kongresmani itd. W „tolerancyjnej” Europie byłoby to uznane za jawny bezwstyd i dowód zacofania!
        Niestety, to nie ci religijni, pracowici ludzie nadają ton dzisiejszej Ameryce tylko właśnie wzmiankowani mądrale z NYC, Bostonu, przede wszystkim finansjera, kompleks wojskowo-przemysłowy oraz ich marionetki pokroju G.W. Busha, człowieka, którego funkcja prezydenta USA ewidentnie przerastała. Wielu też obłudnie udaje religijnych po to, żeby zyskac głosy wyborców. G.W. Bush w Teksasie udawał „swojego”, kowboja w kraciastej koszuli, mimo, że nie jest urodzonym Teksańczykiem i – jak twierdzi rodowity Teksańczyk Alex Jones – Bush panicznie boi się krów. :-) Ale ludzie przyzwyczaili się, że tylko ten, którego pokazują na okrągło w TV jest poważnym kandydatem. To zresztą prawda znana nie tylko w Teksasie, ale i nad Wisłą…
        Stąd moja opinia, że USA (a także inne kraje) powinny koncentrowac się najpierw na własnych problemach zamiast próbowac uszczęśliwiac innych receptami, których „pacjenci” niekoniecznie sobie życzą – i to niekiedy na siłę. Chiny są w o tyle bardziej eleganckiej sytuacji, że choc mają sporo „za uszami”, to nie występują w roli mentora narzucającego standardy polityki i gospodarki innym. Lepszy przykład niźli wykład. Gdyby Ameryka wróciła do korzeni (rodzina, religia, praca, kwitnąca drobna i średnia przedsiębiorczośc, oszczędnośc, stabilny pieniądz), wówczas stałaby się atrakcyjnym, byc może najlepszym wzorem do naśladowania dla innych krajów. Także dla Chin i ich mieszkańców.

      • Panie Jakóbik jestem bliski pańskim poglądom.Uważam że Stany prócz wielkigo błędu podczas wojny a mianowicie sprzedaniu Polski Stalinowi po wojnie zasadniczo nie szkodziły Polsce a oddziaływanie ich na arenie międzynarodowej pozytywnie działało na nasze losy powojenne.Nie widzę żadnego zła który mieliby nam wyrządzić Stany w naszej najnowszej historii ale ich rola się kurczy i dochodzą do głosu kraje które niełatwo przewidzieć jak zachowają się w nadchodzącej trudnej przyszłości chyba że ktoś jest jasnowidzem. Mówią o świecie wielobiegunowym ale to mówią ci co chcą osłabienia Ameryki.Na razie wielobiegunowym a póżniej jak w przysłowiu apetyt rośnie w miarę jedzenia.

      • Pozostaje mi jedynie przyklasnąć zakończeniu pańskiej wypowiedzi. Marzę o USA jako wzorze dla świata który promuje wartości na których kiedyś zbudowano świat zachodni.

        Droga Stanów jest jeszcze nieokreślona. Ten kraj jest zbyt zdecentralizowany by określić jednoznacznie na jakim etapie przemian kulturowych jest i w którą stronę one zmierzają. Istnieją teorie zakładające, że USA stoją u progu renesansu konserwatyzmu

      • Wcześniejszy komentarz to odpowiedź dla Ziggiego

        @Stefan

        W geopolityce rzeczywiście tak jest. Stany zgodzą się na pomniejszenie ich roli o, załóżmy, jeden punkt w skali, a chwilę później ich oponenci zażądają zgody na pomniejszenie o kolejny i tak aż do zrealizowania ich interesu, jakim jest usunięcie hegemona, jakim jest USA.

    • Panie Zyggi jeszcze kilka tysięcy lat temu można było przejść suchą nogą niewiele kilometrów przez dzisiejszą cieśninę Beringa której wówczas nie byłodo Ameryki.Patrząc na mapę można powiedzieć że Stany są prawie tak samo krajem Azjatyckim jak Japonia.W Ameryce już Rosja próbowała budować swoje bazy na Kubie a Chiny no cóż na razie nie mają takiej potrzeby ,mają ważniejsze sprawy do załatwienia ale w przyszłości taka opcja jest niewykluczona a pan Panie Zyggi nie wiem na jakiej podstawie mógłby ją wykluczyć.Co do baz wojskowych w pobliżu Chin to przytoczę panu bardzo istotną przyczynę a to między innymi istnienie takiego państwa jak LudowoDemokratyczna Republika Korei czli Korea Pn.Kraj ten jestem przekonany miał by wielkie kłopoty gdyby nie wsparcie polityczne i gospodarcze Chin a wszystko to potrzebne /nazwijmy to po imieniu/w celu szkodzenia interesom Ameryki jak ijej sojusznikom bardzo azjatyckich jak Korea Poł.i Japonia a mają czego się obawiać.Mało tego mam przeczucie że niedawne prośby Korei Pn. o pomoc żywnościową a póżniejsze próby z rakietami są próbą szantażu Ameryki.Chciałbym abyście na ten temat wypowiedzieli się panowie w szerszym gronie bo ja tak uważam.

      • Avatar wute

        Reżimy takie jak ten w KRLD zawsze grają podwójną rolę.
        Naprawdę są bankrutami, ale udają panów, głównie na użytek
        wewnętrzny. Żądają żywności a jednocześnie grożą. Ich koniec
        zawsze jest taki sam – upadek.
        Ta sytuacja podwójnej roli bankruta i pana, przypomina mi reżim
        Jaruzelskiego. Bankruci, żebrzący o pożyczki i kredyty z Zachodu i minister Urban wysyłający śpiwory i materace bezndomnym w Nowym Jorku.

      • Avatar Zyggi

        @ P. Stefan.
        Dzisiejsza Cieśnina Beringa była suchm lądem gdy… żadnych Stanów nie było tylko ludy eskimoskie i Wolę mówić o dniu dzisiejszym a nie o dawnych czasach, bo w końcu zatrzymamy się na Gondwanie i wynikających z niej indyjskich prawach do Afryki (lub vice versa). :-)
        Nie wiem, skąd żebranina KRLD akurat u USA a nie np. u Chin. Czyżby Pekin im pokazał „figę” czy też właśnie Pekin tak kazał? A może pónocni Koreańczycy sami z siebie? Ale dlaczego akurat od Jankesów? Nie mam pojęcia.
        Co do sowieckich baz na Kubie, była to karta przetargowa Chruszczowa. Po to, by razem z sowieckimi bazami na Kubie zamknąć amerykańskie bazy w Turcji.

        @ Wute.
        Porównanie KRLD z PRL trafne. Pamiętam te wygłupy Urbana w czasie, gdy u nas za najbardziej banalnymi towarami zapisywano się w komitety kolejkowe. Natomiast zgadzam się z jego zdaniem „rząd się wyżywi”. Sankcje Reagana były wykorzystywane przez władze PRL jako wytłumaczenie trudności gospodarczych, np. legendarnych braków sznurka do snopowiązałek. :-) Prostackie to było, ale niektórzy i na to dawali się nabrać.

      • Zgadzam się oczywiście, że KRLD jest sztucznie utrzymywanym skansenem totalitaryzmu. Ma podobną rolę jak Białoruś dla Rosji w Europie. To chłopiec do bicia i główny destabilizator.

        To taki geopolityczny magnes który odciąga igłę zaangażowania geopolitycznego od Pekinu. Pochłania też duże zasoby zaangażowania dyplomatycznego i wojskowego Zachodu. Chyba nie ma złudzeń, że bez wsparcia to coś szybko przestałoby istnieć.

  • tradycyjnie udany artykul, gratulacje

    z dziedziny obronnosci polece ciekawy artykul 39th IFPA-Fletcher Conference on National Security Strategy and Policy:The Marine Corps: America’s Expeditionary Force in Readiness, warto poczytac takze inne jego rzeczy

    na swiezo takze uwaga dotyczaca wrogiej chinom polityki USA i skad to wziely sie w darwin wojska USA.
    wrocilem z ciekawego spotkania
    rchss.sinica.edu.tw/capas/news.htm#20120112
    w jego trakcie siedzacy przede mna dzentelmen zaczal mowic o potyczkach marynarki australijskiej z chinska. w przerwie zapytalem go co dokladniej mial na mysli (okazalo sie, ze jest wykladowca krolewskiej uczelni marynarki australijskiej).
    – no starcia ze statkami marynarki ChAL
    – w samej ciesninie tajwanskiej?
    – tak
    – i co, atakuja was?
    tu tracil moje przedramie piescia
    – jak to?
    – no po prostu, taranuja lodzie i wypieraja z ciesniny. odpada farba (to jego slowa)
    tu podaje oryginal, kazdy moze interpretowac po swojemu
    – so how do you react?
    – we fire live ammunition
    – ????????
    – and officially?
    – we protest
    – why doesn’t anyone go public?
    – government policy

    to w temacie pokojowego wzrostu i okrazania chin przez USA i spisku polegajacego na trzymaniu sie wojsk USA na sile w rejonie pacyfiku

    poza tym mial fascynujacy wyklad o sytuacji bezpieczenstwa w obszarze poludniowego morza chinskiego / zachodniego morza filipin

    • Jeśli to co ów pan mówił to prawda to ten stan musi się w końcu przerodzić w wojnę a zimna wojna w stylu lat 50-90 może nas czekać już niebawem.

      Dziękuję za polecenia – sprawdzę:)

      • Avatar rysiek

        zdaje sobie sprawe jak to brzmi
        pisze o tym jednak z kilku powodow
        – w sali bylo troche osob majacych pojecie o rzeczy i nikt nie oponowal, ani go nie rozliczal z tego. jedynie ja zahaczylem go prywatnie ze wzgledu na wlasne zainteresowania
        – dal swietna prezentacje o sytuacji bezpieczenstwa w azji i mial konkretny dorobek naukowy i zawodowy
        – to jest urok bezposredniego kontaktu z czlowiekiem – zrobil na mnie bardzo rozsadne i porzadne wrazenie

        slyszalem tam i inne ciekawe rzeczy, jednak ich nie powtarzam wlasnie dlatego, ze nie do konca ufam ich glosicielom

      • To bardzo ciekawe, bo w oficjalnej debacie na ten temat nie ma (chyba) ani słowa

Pozostaw odpowiedź