[ ANALIZY ]

Tygrysy azjatyckie w obliczu kryzysu

O ile USA i Unia Europejska pogrążyły się w zapaści gospodarczej, państwa rozwijającej się Azji utrzymują, nawet w bieżącym, „kryzysowym” roku 2009, dosyć wysokie tempo wzrostu. W Azji, w przeciwieństwie do Europy i USA, główną przyczyną spowolnienia gospodarczego jest malejący popyt Zachodu na eksportowane produkty. Brak bodźca do produkcji powoduje stagnację, tym niemniej Azja należy do najzdrowszych gospodarczo regionów świata, przeżywając jedynie, w większości przypadków, „spowolnienie” zamiast kryzysu. Azjatyckie tygrysy są głównie producentami i eksporterami, a w sytuacji, gdy zapotrzebowanie na ich towary jest mniejsze gospodarka musi zwalniać.

Dolarowa sakiewka USA

Spowolnienie zamiast zapaści jest możliwe między innymi dzięki wnioskom jakie kraje azjatyckie wyciągneły z kryzysu w 1997 roku. Aby uniknąć zachwiania płynności lokalnych walut, kraje azjatyckie zgromadziły największe na świecie rezerwy walutowe. Chiny magazynując ich łącznie ponad 2 biliona dolarów (z czego 2/3 w dolarach) i  Japonia (1 bln. dolarów), czują oddech innych krajów z pokaźnymi  zasobami dolara (Korea, Indie, Tajwan). Można więc rzec, że Azja jest dolarową sakiewką USA.

Równie istotny jest fakt, iż kraje azjatyckie wdrożyły projekty takie jak Inicjatywa Chiang Mai, dzięki której kraje ASEAN + 3 (ASEAN + Japonia, Chiny i Korea Płd.) mogą liczyć na wzajemne wsparcie. Jednocześnie, wbrew teorii końca historii Francisa Fukuyamy i demokratyczno-liberalnej ideologii Zachodu, sukces gospodarczy Azji jest wciąż budowany pod wpływam azjatyckiej myśli opartej na etosie pracy i oszczędzania oraz szacunku dla edukacji. Dlatego powrót do dynamicznego wzrostu gospodarczego, choć zależnego od USA i UE, wydaje się być pewny już w 2010 roku.

Globalny kryzys gospodarczy dotknął przede wszystkim rozwinięte kraje Azji, w których obywatele mają podobnie wysokie potrzeby konsumpcyjne co Europejczycy czy Amerykanie. Istnieje również zależność spadku PKB i otwartości kraju na przepływy kapitałowe. To właśnie dlatego w kryzysie pogrążyły się Japonia, Korea, Hong-Kong i Singapur – azjatyckie tygrysy, których cechą charakterystyczną jest duże otwarcie na handel międzynarodowy, dumping socjalny, duży nacisk na wzrost konkurencyjności i wysoki udział eksportu w obrotach handlowych. Na drugim biegunie znalazły się kraje w których istnieje kontrola przepływu kapitału, bądź silna stymulacja gospodarki przez państwo – Chiny, Indie, Indonezja. We wszystkich krajach azjatyckich banki centralne dążyły do wprowadzania niskich stóp procentowych, a programy pomocowe miały ożywić konsumpcję (Japonia, Korea) lub były zorganizowane pod inwestycje (Chiny).

pkbazja20072010

Sytuacja w poszczególnych krajach:

Singapur jako miasto portowe wciąż straszy pustą flotą kontenerowców oczekujących na jakiekolwiek zlecenia transportu towarów z Azji. Tak zdecydowany ujemny wzrost gospodarczy tego kraju nie przytrafił się od dekady. Jako jeden z liderów rankingu wolności gospodarczej Singapur (podobnie Hong-Kong), gdzie ograniczenia w handlu praktycznie nie istnieją, jest najbardziej podatny na kryzys, ale też i na szybsze odbicie się i powrót do wzrostu gospodarczego.

Hongkong, przy zaludnieniu 7 milionów mieszkańców, ma jedną z najwyższych na świecie wartości eksportu i importu na mieszkańca. Przed kryzysem był „wrotami do Chin” i korzystał z preferencyjnych stawek podatkowych, a w chwili obecnej nie przyciąga już kapitału tak skutecznie. Co więcej, jako miasto będące siedzibą wielu banków międzynarodowych o zagranicznym kapitale, musiał zostać naznaczony kryzysem.

Japonia kryzys odczuła bardzo mocno. Malejący eksport i kurczące się inwestycje zagraniczne doprowadziły do spadku PKB i zastoju, co najmniej równie trudnego jak ten w roku 2001. Kryzys szczególnie dotknął sektor samochodowy. Obecnie na 10 największych producentów aut na świecie 6 przypada na Japonię. Japońskie firmy nie są już w stanie jednak sprzedawać takiej ilości samochodów jak wcześniej, co powoduje spadek eksportu (w tym o 80% do USA). Skala całkowitego spadku eksportu jest tak znacząca, że podobny stan przytrafił się Japonii jedynie pół wieku temu. Aż 80 mld dolarów pakietu pomocowego dla przedsiębiorców japońskich wydaje się stabilizować sytuację.

Korea Południowa jest wciąż jednym z głównych partnerów USA w Azji. Po Wojnie Koreańskiej Korea Południowa i USA zawarły traktat o wspólnej obronie, na mocy którego USA stały się gwarantem bezpieczeństwa tego kraju. Waszyngton usilnie wspierał przemiany gospodarcze w Korei Płd, dostarczając bezpośredniej pomocy gospodarczej oraz pokrywając do końca lat 60-tych większość wydatków wojskowych kraju. Także towary południowokoreańskie miały dostęp do rynku amerykańskiego na preferencyjnych zasadach. Obecnie jest to znacznie utrudnione. Jeżeli dodamy do tego fakt, że na rynku bankowym w Korei najwięcej do powiedzenia miały banki amerykańskie to otrzymamy przyczynę kryzysu w tym kraju. Władze  Korei przeznaczyły 11 mld. dolarów na pakiet stymulacyjny sektora bankowego. Agresywna polityka Banku Centralnego, obniżającego stopy procentowe do poziomu z 1999 roku nie zapobiegła 25% deprecjacji wona – waluty koreańskiej. Obniżka podatków i reformy wewnętrzne sprawiły, że Korea Południowa będzie na plusie w roku 2009, co w całej OECD uda się jeszcze tylko Australii i Polsce.

Tajlandia, gdzie rozwój gospodarczy uzależniony jest w bardzo wysokim stopniu od eksportu (blisko 70% PKB w 2008 r.), jest krajem o wysoce niestabilnej sytuacji wewnętrznej i głębokich podziałów politycznych. Rząd próbuje przeciwdziałać kryzysowi przy pomocy pakietu stymulującego o łącznej wartości ok. 116 mld baht (ok. 3,5 mld USD), zwiększając zdecydowanie deficyt Tajlandii do 350 mld baht. Na pakiet stymulujący składa się szereg świadczeń takich jak jednorazowa wypłata sumy 2000 baht dla pracowników zarejestrowanych w Social Security Fund (odpowiednik ZUS) oraz członków służby cywilnej zarabiających poniżej 15 tys. baht miesięcznie i m.in. budowa ujęć wodnych ,systemów irygacyjnych na wsi, dróg oraz promocja turystyki i wzbudzania zaufania do Tajlandii”.

Kryzys wzmocni Azję

Z jednej strony skutki kryzysu gospodarczego w Azji mogą się pozornie wydawać niewielkie, bo w perspektywie 2 lat wszystko wróci do normy. Z drugiej strony można przewidywać, że kraje Azji wrócą do wzrostu gospodarczego, zanim Zachód stanie na nogi i okres ten wykorzystają na promocję swoich postulatów gospodarczych na arenie międzynarodowej. Wiele krajów Azji po kryzysie w 1997 r. zreformowało swoje gospodarki zgodnie z sugestiami Zachodu, a teraz czuje się ofiarami kryzysu, który spowodował ktoś inny. Azja będzie domagać się więc globalnych zmian.

Skutkiem kryzysu będą zapewne pewne polityczne przetasowanie w zakresie „globalnego rządzenia” i silniejszy wpływ Azji na politykę światową. Już zwiększyła się rola państw zrzeszonych w G20. Mają one bardziej szczegółowo uzgadniać strategię walki z kryzysem na poziomie globalnym, co oznacza, że wpływ krajów rozwijających się (na pewno tych najbardziej liczących się, w tym tzw. BRIC czyli Brazylii, Rosji, Indii i Chin) na kształt przyszłej konstrukcji finansowej świata jest dziś zdecydowanie większy niż kiedykolwiek przedtem.

Okres kryzysu to zdecydowane wyzwanie postawione przed liderami krajów azjatyckich. Załamanie gospodarcze to ogromna pokusa do sterowania gospodarką, protekcjonizmu i interwencji. Większość rządów na świecie podczas kryzysu realizuje neokeynesowskie założenia (do czego zachęca znawca Azji, laureat Nagrody Nobla z ekonomii, Paul Krugman) polegające na  wydawaniu pięniędzy, celem „pobudzania popytu”. Istnieje obawa, że część rządów pójdzie dalej tą drogą, zwłaszcza, że kryzys doskonale uwidacznia miejsca gdzie konieczne są reformy. Dlatego też niezwykle ważne jest wsparcie sprawnych instytucji międzynarodowych, w tym finansowych. One same, aby spełnić postawione przed nimi nowe zadania, muszą zostać dokapitalizowane, a ich założenia zmienione. Część instytucji już zaczyna być reformowanych np. środki Międzynarodowego Funduszu Walutowego zostaną jeszcze w 2009 r. potrojone z obecnego poziomu 250 mld USD do 750 mld USD, dzięki czemu Fundusz będzie miał możliwość przynajmniej podwojenia finansowania potrzeb krajów o niskich dochodach.

Największą bolączką azjatyckich decydentów jest obecnie to, jak utrzymać  wzrost nie nadmuchując przy tym bańki spekulacyjnej, w sytuacji gdy ich gospodarki uzależnione są w tak dużym stopniu od eksportu, oraz amerykańskiej polityki pieniężnej. Zwłaszcza to drugie sprawia, że Azja coraz bardziej krytycznie patrzy na dolara, obmyślając projekt wprowadzania wspólnej azjatyckiej waluty ACU.

Artykul powstal przy wspołpracy z PAFERE

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Tygrysy azjatyckie w obliczu kryzysu Reviewed by on 2 marca 2010 .

O ile USA i Unia Europejska pogrążyły się w zapaści gospodarczej, państwa rozwijającej się Azji utrzymują, nawet w bieżącym, „kryzysowym” roku 2009, dosyć wysokie tempo wzrostu. W Azji, w przeciwieństwie do Europy i USA, główną przyczyną spowolnienia gospodarczego jest malejący popyt Zachodu na eksportowane produkty. Brak bodźca do produkcji powoduje stagnację, tym niemniej Azja należy

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Gratuluję świetnego artykułu Panie Sergiuszu ! Nie będąc ekonomistą (aczkolwiek aspirując), tego rodzaju artykuły naprawdę mi imponują – bardzo rzeczowe i pouczające.

    Podziwiam zasób wiedzy i liczę na kolejne interesujące artykuły, jak i świetne komentarze Pana Zyggi’ego, który komentując doskonale uzupełnia całość. Pozdrawiam !

  • Ciekawy i dobrze udokumentowany artykuł, jak chyba każdy autorstwa Pana Sergiusza.
    Przypuszczam, że w chwili obecnej priorytetem krajów Azji będzie stopniowe uniezależnienie się od coraz mniej stabilnych rynków zbytu w UE i USA. Dalekowschodnia dolarowa „dolarowa sakiewka” zapewnie jeszcze trochę spęcznieje, ale już nie w takim tempie jak dotychczas. Zwłaszcza Chiny będą swoje nadwyżki w coraz większym stopniu przeznaczać na badania i rozwój oraz pobudzanie krajowej konsumpcji, nie jak dotąd, głównie na skup obcych walut czy obligacji skarbowych. Spodziewam się też wzrostu liczby przejmowanych przez Chińczyków przedsiębiorstw zagranicznych. Dotychczas bowiem były to przypadki nieliczne jak na kraj dysponujący tak ogromnymi nadwyżkami kapitału (przejęcie działu komputerów osobistych w IBM przez Lenovo czy Volvo przez Geely). Oczywiście niektórzy będą bili na alarm („żółte niebezpieczeństwo!!” itd), ale takie głosy potraktowałbym w kategoriach sinofobicznych urojeń, bo gdy np. firmy i banki na całym świecie były przejmowane przez inwestorów z USA, Europy, Japonii czy państw arabskich, nikomu to jakoś nie wadziło.
    Rzecz jasna, nie spodziewam się jakichś spektakularnych zwrotów o 180 stopni. Chińczycy są zbyt sprytni, by ryzykować spłoszenie rynków i zmniejszenie wartości swoich aktywów, a przy tym doprowadzenie do załamania USA lub innego ważnego importera z Zachodu. Raczej podejmą stopniową reorientację swoich inwestycji. Chiny mogą też wywierać na USA rosnący nacisk, by te prowadziły bardziej odpowiedzialną politykę fiskalną, co z pewnością wpłynie korzystnie na kurs dolara i wartość obligacji federalnych.

Pozostaw odpowiedź