Artykuły,Publicystyka

W. Tomaszewski: Nepal – suma wszystkich nieszczęść

W polskiej tradycji i kulturze uważa się, że wysoko w górach znikają problemy. Wędrowcy chodzący po naszych Tatrach uważani są za ludzi o zainteresowaniach różniących od zainteresowań zwykłych zjadaczy chleba, a powiedzenie: „w górach, bliżej Boga” jest jakby kwintesencją specjalnej pozycji gór w naszej kulturze. Nie tylko jednak w naszej tradycji góry jawiły czymś czystym, oderwanym od rzeczywistości. Pól wieku temu Nepal, górzyste królestwo w Azji, stał się wymarzonym rajem dla części zachodniej  młodzieży, która tłumnie tam przybywała, żeby na dachu świata szukać „wyzwolenia” od mieszczańskiej kultury swoich krajów. Wychodząc z tego założenia mogłoby się wydawać, że państwa leżące w górach są jakby „z innej bajki”, że żyją własnym życiem i są oderwane od niekończących się problemów, z jakimi bez przerwy zmagają się państwa „nizinne”. Niestety tak nie jest. Najnowszym i tragicznym przykładem jest właśnie Nepal, nazywany właśnie państwem na dachu świata.

Nieszczęście spodziewane                       

25 kwietnia zatrzęsła się potworny sposób ziemia w Nepalu. Dla przeciętnych ludzi zupełnie niespodziewanie, ale nie dla fachowców, którzy dawno uznali, że stolica Nepalu, Katmandu, jest najbardziej zagrożoną silnym trzęsieniem ziemi stolicą na świecie. Co prawda naukowcy nie byli w stanie przewidzieć, kiedy to nastąpi, niemniej uważali, że tragedia zbliża się bardzo szybko. Nepalskie społeczeństwo raczej sceptycznie podchodziło do ostrzeżeń sejsmologów, ponieważ ostatnie wielkie trzęsienie ziemi miało miejsce w Nepalu jeszcze przed II wojną światową, a więc w okresie, którego praktycznie prawie nikt z żyjących nie pamięta. Jednak w grudniu ubiegłego roku nepalscy sejsmolodzy, opierając się na długoletnich badaniach, poinformowali, że należy się spodziewać bardzo silnego trzęsienia ziemi wielkości 8,0 w skali Richtera, które zniszczy w większości stolicę państwa w 60% i pochłonie 100 tys. ofiar. Naukowcy niemal dokładnie przewidzieli siłę trzęsienia (7.9), ale na szczęście ich prognozy zupełnie nie sprawdziły się co do ilości ofiar, których było 10 razy mniej, co i tak jest ogromną tragedią. Katmandu, stolica Nepalu, zostało zniszczone w 20%. Natomiast żywioł zebrał straszliwe żniwo w sferze materialnej kultury. Ocenia się, że zostało zniszczonych lub poważnie uszkodzonych aż 90% zabytków wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Media na bieżąco informują o stratach, których ogólna liczba ciągle wzrasta i obecnie (drugi tydzień maja) jest oceniana na ponad 300 tys. zniszczonych lub uszkodzonych budynków.

Cierpienia, jakie trzęsienie wywołało, dotknęły w różny sposób aż 8 mln ludzi z 30 mln obywateli Nepalu, a ponadto szacuje się, że nawet 3 mln osób straciło całkowicie lub częściowo dach nad głową. Dla świata trzęsienie ziemi w Nepalu było niespodziewanym nieszczęściem. Nepal jako państwo, którego ponad 80% terytorium leży na wysokości ponad 6 tyś m, nie kojarzył się za granicą z państwem ryzyka sejsmograficznego. Obywatel świata kojarzy trzęsienia ziemi raczej z „nizinnymi” państwami leżącymi w strefie tropikalnej, subtropikalnej, a w o wiele mniejszym stopniu ze znajdującymi się w strefie umiarkowanej.

Problem niestety nie jest uwarunkowany klimatem, lecz jest związany z geofizyką. Nepal na nieszczęście jest położony na himalajskim uskoku ciągnącym się przez ponad 2500 km od Pakistanu poprzez Himalaje aż do Birmy. Tam właśnie zderzają się dwie mega gigantyczne płyty tektoniczne: Indyjska i Euroazjatycka. Wynikiem ich zderzeń jest wybrzuszenie w postaci Himalajów. Można powiedzieć, że Nepal wręcz „siedzi na krześle”, które w każdej chwili może się rozpaść. Pesymiści wśród naukowców twierdzą, że sytuacja tektoniczna w tym rejonie jest tak niestabilna, że może dojść do trzęsienia ziemi o skali dziesięciokrotnie większej niż to, które nawiedziło teraz Nepal, które objęłoby nawet dolinę Gangesu. Straty ludzkie spowodowane przez takie niewyobrażalne nieszczęście zapewne wynosiłyby dziesiątki milionów. Prawdziwy Amargedon lub jeszcze gorzej. Należy tez nadmienić, że straty, jakie powstały w Katmandu, są zwiększone poprzez działalność człowieka. Miasto z przedmieściami liczy 2,5 mln mieszkańców, a wiec jest liczniejsze od Warszawy. Samo miasto liczy ponad 1 mln mieszkańców i zajmuje zaledwie 50 tys. km2 , czyli dziesięć razy mniej niż liczy powierzchnia Warszawy, gdzie mieszka 1,7 mln ludzi. Przy takiej gęstości zaludnienia, wszystko się wali na wszystkich. Dodatkowo napływ ludności z prowincji do stolicy skutkował szybkim i lichym budownictwem. Władze w końcu zdały sobie sprawę z tego zagrożenia i w 2009 r. utworzono instytucję zajmującą się nadzorem nad infrastrukturą oraz stworzyły strategię modernizacji budynków publicznych, przede wszystkim szkól i szpitali. Brak funduszy, Nepal to biedne państwo zajmujące około 160. miejsca w zestawieniach PKB per capita, spowodował, że ten plan znalazł się we wstępnej fazie realizacji.

Źródło: flickr.com, Asian Development Bank

Źródło: flickr.com, Asian Development Bank

Nieszczęście niespodziewane

Nepal jeszcze w tym wieku był monarchią, która zresztą przeszła ewolucję tak, jak to się stało na Zachodzie. Od tyranii królów poprzez monarchię autorytarną do monarchii konstytucyjnej. Ta ostatnia został wprowadzona na początku 90-tych lat XX w. Niestety wkrótce potem wybuchła w Nepalu dziesięcioletnia wojna domowa pomiędzy komunistyczną maoistowską partyzantką a rządem. Maoiści chcieli obalić monarchię i utworzyć w Nepalu „ludową republikę”.

W 2001 r. doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło państwem aż do fundamentów. Według oficjalnych informacji następca tronu książę Dipendra wystrzelał całą rodzinę królewska, w tym swoich rodziców (króla i królową) oraz swoje rodzeństwo i kilku innych krewnych, a następnie w po trzech dniach popełnił samobójstwo. Powodem miała być odmowa akceptowania przez rodziców jego przyszłej żony. W efekcie królem został brat zastrzelonego monarchy, książę Gyanendra. To tragiczne wydarzenie, po którym Nepalczycy przez kilka lat nie mogli dojść do siebie, stało się początkiem końca monarchii. Król Gyanendra, w przeciwieństwie do zabitego brata, był niepopularny w społeczeństwie, a raport w sprawie masakry budził tyle wątpliwości co słynny niegdyś raport komisji Warrena po zabójstwie prezydenta Kennedy’ego. Zwłaszcza, że najbliższa rodzina Gyanendry (żona, syn, córka) była w pomieszczeniu, gdzie rozegrała się tragedia i nikt z nich nie zginął. Rządy tego ponurego typa, który wprowadził z powrotem władzę absolutną zakończyły się upadkiem monarchii i od 2008 r. Nepal stał się republiką. Przeprowadzono wybory parlamentarne, które wygrali komuniści-maoiści, a trzecie miejsce zajęci komuniści-leniniści. Następne wybory wybrał Nepalski Kongres Narodowy i on obecnie rządzi Nepalem.

Nieszczęście geopolityki

Rzadko można znaleźć granicę pomiędzy dwoma mocarstwami, która byłaby tak wyrazista jak pomiędzy Chinami a Indiami. Po tym jak Tybet został ostatecznie wcielony do Chin, granica przebiega przez szczyty i pasma Himalajów, najwyższych gór świata. Trudno znaleźć bardziej naturalną granicę. Jednak ta granica jest przerwana przez dwa nieduże państwa: Nepal i Bhutan, które wciśnięte w Himalaje stanowią pewien rodzaj buforu pomiędzy mocarstwami. Większym z nich jest Nepal. To położenie oraz ogólna bieda czyni ten kraj szczególnie podatny na wpływy swoich wielkich sąsiadów.

Dopóki w Chinach trwała wojna domowa oraz walka z japońską agresją, a Indie nadal były brytyjską kolonią, Nepal mający dobre stosunki z Londynem mógł czuć się bezpieczny. Sytuacja zmieniła się w końcu lat 40-tych XX, kiedy Indie uzyskały niepodległość, a Chiny stały się znowu zjednoczonym państwem, które zaraz rozciągnęło swoją faktyczną władzę nad Tybetem. W 1950 r. Nepal podpisał Traktat o Pokoju z Przyjaźni z Indiami. Podobny traktat Nepal podpisał z Chinami 10 lat później. Rządzący Nepalem monarchowie starali się zachować neutralność oraz równy dystans do obu sąsiadów. Paradoksalnie mimo że ponad 80% ludności wyznaje hinduizm i choćby z tego powodu powinni mieć bliższe relacje z Indiami, w Katmandu uważano, że większe zagrożenie dla Nepalu stanowią Indie, a nie Chiny. Aktywny, wojenny udział Indii w rozbiciu Pakistanu na dwa państwa oraz włączenie do Indii maleńkiego królestwa Sikkiamu wzmocniły te obawy. Dlatego też Król Birendra, starając się zachować ścisłą neutralność, ogłosił plan uczynienia z Nepalu strefy pokoju i prowadzenia międzynarodowej polityki neutralnej. Propozycję poparły Chiny i około 150 państw świata, ale nie Indie. Za to po obaleniu monarchii nowy maoistowski premier złożył pierwszą wizytę w Pekinie, a nie jak nakazuje tradycja w Indiach, wywołując gniew Delhi.

Wprowadzenie demokracji spowodowało wzrost czynnika demagogicznego w polityce wewnętrznej w postaci straszenia społeczeństwa niebezpiecznymi sąsiadami. Niektóre partie używają takiego straszaka w postaci Indii, tak jak niegdyś w naszym kraju straszono nas Niemcami. Mimo wszystkich zastrzeżeń to jednak Indie, a nie Chiny są ważniejsze dla Nepalu. Mają z nimi znacznie ściślejsze związki kulturowe, geograficzne i historyczne. Indie niemniej tak bardzo doceniają położenie Nepalu, że premier Modi zaraz po objęciu władzy udał się najpierw do Bhutanu, a zaraz potem do Nepalu, oferując rewizję traktatu z 1950 r., który był niekorzystny dla Katmandu oraz 1 mld USD kredytu na inwestycje. Właśnie boom gospodarczy, jaki stał się udziałem obu sąsiadów, jest dla Nepalu wielką szansą. Umiejętnie prowadząc politykę „rządź i dziel” projektami inwestycyjnymi i zachowując równowagę  w obdzielaniu zamówieniami zarówno Chiny, jak i Pekin, Nepal ma szansę dokonać znacznego rozwoju gospodarczego i wyjść z permanentnej biedy. Jak na razie władze tego kraju prowadzą właśnie taką politykę, co może oznaczać, że nieszczęście położenia geopolitycznego niekoniecznie musi być przekleństwem dla kraju.

Polskie nieszczęścia

Suma wszystkich nieszczęść tego kraju na dachu świata obejmuje także nasze własne nieszczęścia. Nie są to żadne historie z cyklu Polska a sprawa słonia, ale autentyczne tragedie, jakie dotknęły naszych rodaków, niektórych bardzo znanych.

W PRL było bardzo mało ludzi, spraw czy rzeczy, o których można byłoby powiedzieć, że są na najwyższym światowym poziomie. Jednym z nielicznych, którzy reprezentowali taki poziom byli polscy himalaiści, którzy rozsławiali swoimi sukcesami imię Polski i swoje, płacąc za to często najwyższą cenę. Uważa się, że niemal cała czołówka polskich himalaistów pozostała na stałe w Himalajach i w sąsiednim gigancie Karakorum. Lista tych którzy zginęli w Nepalu i poza nim jest naprawdę bardzo długa. Kilku z nich to nie tylko znane, ale i wybitne postacie: Stanisław Latałło, reżyser, aktor, scenarzysta i operator filmowy. Zagrał główną rolę w „Iluminacji” Krzysztofa Zanussiego. Zginął podczas wyprawy na Lhotse w 1974 r. Jerzy Kukuczka, drugi człowiek na świecie, który zdobył wszystkie ośmiotysięczniki. Też zginął na Lhotse 15 lat później. Wanda Rutkowska, pierwsza kobieta, która stanęła na szczycie K2 i pierwsza Europejka, która zdobyła Mount Everest. Zginęła w 1992 r. Od 1971 r. zginęło ponad czterdziestu polskich himalaistów tak, że można niestety powiedzieć, że niemal cała polska czołówka wspinaczy znalazła ta

Udostępnij:
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    8
    Udostępnienia
W. Tomaszewski: Nepal – suma wszystkich nieszczęść Reviewed by on 24 czerwca 2015 .

W polskiej tradycji i kulturze uważa się, że wysoko w górach znikają problemy. Wędrowcy chodzący po naszych Tatrach uważani są za ludzi o zainteresowaniach różniących od zainteresowań zwykłych zjadaczy chleba, a powiedzenie: „w górach, bliżej Boga” jest jakby kwintesencją specjalnej pozycji gór w naszej kulturze. Nie tylko jednak w naszej tradycji góry jawiły czymś czystym,

Udostępnij:
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    8
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Niezmiernie ciekawy artykuł. Mam jednak wrażenie, że mord w obrębie rodziny królewskiej to jest jakiś ewenement. Sięgając pamięcią w otchłanie historii znajdziemy przypadki mordowania lub okaleczania braci (Bolesław Krzywousty i Zbigniew chociażby), napaści na gości (Henryk II na Bolesława Chrobrego w Merseburgu), wywlekania i mordowania śpiących (dość częsty motyw aż do dzisiaj) a nawet pijanych (wojska Janusza Radziwiłła zaskoczyły w ten sposób i zasiekły kilka tysięcy Moskali) oraz zakłuwania jeńców (Rosjanie pod Maciejowicami). Ale żeby ktoś zabił ojca, matkę, rodzeństwo… To już musiałby być efekt prania mózgu. Ktoś musiał nieźle Dipendrze namieszać w głowie. Może owi maoiści? Jeśli kogoś podejrzewam, to głównie komunistów w takich przypadkach. Uderzenie w monarchię w ustroju monarchii konstytucyjnej i w ogóle uderzenie w głowę państwa w każdym państwie to chyba kluczowy sposób wprowadzania kraju w stan chaosu. Jednak tutaj mamy uderzenie nie tylko w monarchię, ale także w dynastię. Cel jest aż nadto widoczny: skompromitować ustrój jako taki, zniszczyć jego ideowe podwaliny i zaufanie do państwa.

Pozostaw odpowiedź