BLOGOSFERA

„The Washington Post”: Na tropie lamparta-ludojada

Leopard_(Panthera_pardus)_resting_in_treeLamparty wypierane ze swoich naturalnych terenów atakują ludzi w himalajskich wioskach

Schowany w krzakach wzdłuż rzeki, Lakhpat Singh Rawat usłyszał ryk górskiego jelenia. Przez celownik swojej strzelby spojrzał, czy nie zbliża się lampart, który niedawno porwał ze wsi dwuletniego chłopca.

W ciągu kilku minut w trawie wolno przesunął się brązowy kształt. Gdy jego pomocnik skierował na zwierzę silny snop światła, Rawat zdjął palec ze spustu. – To nie jest ludojad, na którego poluję. Ten jest dużo młodszy – wyszeptał mężczyzna.

Ten 45-latek z wąsem i bystrymi oczami jest  szanowanym myśliwym. Poluje na lamparty, które zabijają ludzi na himalajskich obszarach hinduskiego stanu Uttarakhand. Od 2002 roku, za przyzwoleniem władz stanu, Rawat zabił 27 dużych kotów, zdobywając uznanie miejscowych ludzi i niechęć ekologów walczących o ochronę dzikiej przyrody. Mieszkańcy wsi uważają go za wybawcę, który uwolnił ich od lampartów zagrażających ludziom, zwłaszcza dzieciom. Z kolei działacze ekologiczni kwestionują system, który pozwala mu polować na zagrożone wyginięciem gatunki.

Konflikt między człowiekiem i lampartami w himalajskich wioskach przybrał w ostatnich latach na sile. Z powodu rozwijających się wsi i hodowli bydła, zmniejszyły się naturalne tereny tych dzikich kotów. W ostatnich dziewięciu latach lamparty pożarły w stanie Uttarakhand 189 ludzi.

– Mieszkańcy wiosek są  wściekli i przerażeni. Żądają podjęcia natychmiastowej akcji przeciwko lampartom – mówi K.L. Arya, szef straży chroniącej dziką przyrodę. – To bardzo trudna decyzja – wydać pozwolenie na schwytanie lub zabicie lampartów-ludojadów.

Arya wydał w ciągu ostatnich dziesięciu dni dwa pozwolenia. Jak sam przyznaje, w większości przypadków lampart jest zabijany, a nie pojmany. Jedno  z pozwoleń  dotyczyło zwierzęcia, które porwało dwuletniego chłopczyka bawiącego się z czwórką rodzeństwa na ganku swojego domu.

– Na moich oczach lampart złapał mojego synka za kark, nie mogłam nawet zareagować – mówi zapłakana  matka chłopca, obejmując mocno pozostałą czwórkę dzieci. Głowa chłopca i jego kości znaleziono następnego dnia w wyższych partiach gór. – Lampart trzeba zastrzelić – mówi matka.

Strach najbardziej daje o sobie znać po zachodzie słońca. Mieszkańcy wiosek zabraniają wtedy dzieciom bawić się na zewnątrz. Lokalne władze mówią, że po każdej takiej  śmierci wieśniacy w proteście blokują ruch i żądają pomocy od miejscowych polityków. Strażnicy leśni zatrudniają myśliwych – takich jak Rawat – żeby zabili zwierzę.

Jednak badacze dużych dzikich kotów kwestionują celowość polowania na nie. – Nie rozumiemy, że gdy  zabijamy albo chwytamy i przenosimy lamparty, to wpływamy na ich ekosystem i strukturę społeczną. To powoduje u nich potworny stres, i szanse na konflikt wzrastają – twierdzi Vidya Athreya, biolog dzikiej przyrody. – Gdy stare zwierzęta są zabijane, to na ich obszar przychodzą nowe lamparty. Dodaje też, że wieśniacy często mają problem z rozróżnieniem przypadkowego i rozmyślnego ataku lamparta.

Rawat, który jest nauczycielem w szkole, mówi, że poruszyło go kilka ataków dzikich kotów na dzieci w 2002 roku. – Jeden lampart zabił dwanaścioro dzieci, porywając je z przyjęć weselnych – wspomina myśliwy. – Nikt nie był w stanie złapać zwierzaka. Nie mogłem na to patrzeć. Jestem dobry w strzelaniu, więc zgłosiłem się na ochotnika – przyznaje.

Rawata zna prawie każdy w okolicy. Miejscowi mówią na niego „zabójca lampartów”. Dostaje nawet listy od fanów. Gdy zabije dzikiego kota, wieśniacy namaszczają jego czoło olejkiem z drzewa sandałowego i wyśpiewują pochwały. Namaszczają też martwego lamparta, zanim zostanie zabrany na badanie i skremowany. – Lampart jest świętym zwierzęciem. Jeździ na nim jedna z bogiń – tłumaczy Rawat. – Odprawiam pokutę i modlę się za każdym razem, kiedy na niego poluję.

W kwietniu zastrzelił siedmioletniego dzikiego kota, który – jak się potem okazało – był samicą w ciąży z dwoma małymi. Wściekli ekolodzy dowodzili, że zwierzę można było złapać w pułapkę, zamiast zabijać. To nie koniec zastrzeżeń. – Nie ma żadnej gwarancji, że lampart, którego zabijamy, jest tym samym, który pożera ludzi – mówi Hem Singh Gehlot, działacz ekologiczny pracujący w wioskach usytuowanych niedaleko niewielkich obszarów chronionych. – Jak długo obserwuje się zwierzę, zanim się je zabije? Opieranie się na śladach łap nie wystarczy.

Według indyjskiego prawa lamparty i tygrysy są zagrożonymi gatunkami zwierząt. Tygrys może być uznany za ludojada tylko jeśli zabije sześciu ludzi, ale zasady dotyczące lampartów są płynne.

Gehlot mówi, że w przypadku tygrysa zawsze czyni się starania, żeby schwytać żywe zwierzę, ale polujący na ludzi lampart jest często zabijany. Rawat chce, aby urzędnicy nauczyli mieszkańców wiosek, jak unieszkodliwiać zwierzę strzałem usypiającym, popiera też pomysł nałożenia lampartom obroży z nadajnikami. Strażnicy leśni twierdzą, że to niemożliwe, bo zwierząt jest dużo i nie przebywają na jednym obszarze.

Pomimo swojego bohaterskiego wizerunku, Rawat nie jest wolny od strachu. Niedawno poprosił wydział leśny stanu Uttarakhand  o ubezpieczenie go na czas polowań. – Mam pozwolenie tylko na strzelanie do lampartów-ludojadów – mówi. – Ale gdy idę na polowanie, najbardziej obawiam się węży i himalajskiego czarnego niedźwiedzia.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest Rama Lakshmi.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„The Washington Post”: Na tropie lamparta-ludojada Reviewed by on 26 listopada 2009 .

Lamparty wypierane ze swoich naturalnych terenów atakują ludzi w himalajskich wioskach Schowany w krzakach wzdłuż rzeki, Lakhpat Singh Rawat usłyszał ryk górskiego jelenia. Przez celownik swojej strzelby spojrzał, czy nie zbliża się lampart, który niedawno porwał ze wsi dwuletniego chłopca. W ciągu kilku minut w trawie wolno przesunął się brązowy kształt. Gdy jego pomocnik skierował

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź