BLOGOSFERA

”The Times”: Młode Chinki mają wagę złota

Fot: Romain Guy

Fot: Romain Guy

Polityka jednego dziecka sprawia, że kilkuletnie dziewczynki to gorący towar rynkowy w Chinach. Gangi sprzedają je chłopom, którzy zawczasu chcą zapewnić żony swoim synom – pisze Michael Sheridan ”The Times”.

Kiedy 1 kwietnia Li Xiang Xiang, lat 21, jak co dzień wychodziła do sklepu na rogu, jej matka spodziewała się, że zadowolona dziewczynka zaraz wróci do domu z torebką cukierków.
Tymczasem Xiang Xiang – której podwójne imię oznacza „troskliwa” – znikła, a jej zrozpaczeni rodzice dołączyli do zastępu chińskich ojców i matek żyjących w przekonaniu, że ich dziecko zostało uprowadzone.

W Chinach od dawna porywano chłopców na sprzedaż, ale w ostatnich latach surowa polityka kontroli urodzeń, której skutkiem jest powszechne pozbywanie się córek przez rodziny nastawione na wychowanie syna, sprawiła, że w kraju brakuje dziewczynek.

Jak wynika z raportu opublikowanego niedawno w „British Medical Journal”, na 100 dziewczynek w Chinach rodzi się średnio 124 chłopców, przy czym w jednej prowincji liczba ta wynosi aż 192.
Kradzione dziewczynki stały się cennym towarem rynkowym. Jak informują państwowe media i policja, dziewczynki najczęściej kupują sobie farmerzy, których mali synowie po osiągnięciu pełnoletności będą potrzebowali żon, lub mężczyźni, którzy chcą mieć nieletnią pannę młodą bez posagu.

Ministerstwo bezpieczeństwa publicznego podaje, że rocznie uprowadzonych zostaje 2-3 tys. dzieci i młodych kobiet, ale według państwowej prasy liczba ta może sięgać nawet 20 tys. Pomyślne rozwiązanie znajduje tylko drobny ułamek spraw.

– Nie mam apetytu, żona co noc płacze. Nasz roczny synek rozchorował się po zniknięciu siostrzyczki, a teraz trafił do szpitala, – mówi 35-letni ojciec Xiang Xiang Li Faming. Siedzący w cichej kawiarni mężczyzna niespokojnie wykręca ręce i pali jednego papierosa za drugim. Uzyskali z żoną zezwolenie na drugie dziecko, bo pierwszym była dziewczynka.

Jego ból świadczy o silnej emocjonalnej więzi łączącej młodych chińskich ojców z córkami. To nowe zjawisko, przeciwne postawie starszego pokolenia, dla którego to synowie byli nagrodą, a córki obciążeniem.

Jego historia jest typowa. Jako dekorator zarabia tylko tyle, by przeżyć w Shuangqiao, dzielnicy slumsów na obrzeżach Kunming, stolicy Junnanu. Leżąca na południowym zachodzie Chin prowincja jest centrum handlu żywym towarem, rozprzestrzeniającego się na terytorium Birmy, Laosu i Wietnamu.

– Poszliśmy na policję i złożyliśmy powiadomienie – powiedział, wyjmując pomięty kawałek papieru – wyjątkowo cenny, bo jak się okazało, otrzymują je tylko nieliczni chińscy rodzice w jego sytuacji. – Obiecali, że będzie śledztwo. Kiedy wróciliśmy, mówili, że rozpytywali w okolicy, ale nasi sąsiedzi twierdzą, że nie widzieli nikogo z policji. A dziś rano powiedzieli, że nie mają czasu ze mną rozmawiać.

Bezsilni ubodzy rodzice na własną rękę przygotowali plakaty o „zaginionej”, na których starannie wykaligrafowano apel, umieszczono zdjęcie małej Xiang Xiang, za którą oferują 6 tys. funtów nagrody – choć nie wiadomom, jak zamierzają zdobyć tak astronomiczną sumę – i numery ich telefonów. Przyjaciele i sąsiedzi pomogli rozwiesić plakaty w dzielnicy, gdzie jak mówi Li, w ciągu ostatnich trzech miesięcy znikło około 10 dzieci. Policja je zdjęła.

– Zawsze tak jest – wyjaśnił inny ojciec zaginionego dziecka, który po wszczęciu na własną rękę akcji poszukiwawczej był przesłuchiwany i prześladowany przez policję. – Nie chcą, żeby miasto miało zły wizerunek.

Chińscy rodzice, nie wierząc w skuteczność rządowych kampanii, wpisują się na stronie serwisu internetowego, którego nazwa oznacza „dziecko, wróć do domu”. Już ponad dwa tysiące małżeństw zamieściło tam szczegóły dotyczące zaginionych dzieci. Zarejestrowało się też 4 tys. dzieci poszukujących rodzin. Niestety, po 2 latach działalności serwis może poszczycić się tylko siedmioma sukcesami.

Chiński rząd przyznaje, że problem porwań dzieci stale narasta. – Gangi przestępcze porywają coraz więcej dzieci – powiedział Yuan Xiaoyin, pracownik ministerstwa w Junnan, obiecując podjęcie skuteczniejszej walki z problemem.

W ubiegłym miesiącu ministerstwo bezpieczeństwa publicznego rozpoczęło szóstą kampanię przeciwko handlowi żywym towarem i opublikowało listę dziesięciu najbardziej poszukiwanych handlarzy. Ruszyła też ogólnokrajowa baza DNA, która ma pomóc w identyfikacji zaginionych dzieci.

W państwie zamieszkałym przez 1,3 mld obywateli dane na temat liczby porwanych dziewczynek są równie trudne do potwierdzenia jak statystki dotyczące każdego innego przestępstwa. Jednak wszyscy – policja, państwowe media, eksperci i rodzice – zgodnie twierdzą, że liczby stale rosną.

– Chińskie źródła podają, że takie porwania zdarzają się coraz częściej – powiedziała Valerie Hudson z Uniwersytetu Brighama Younga w Stanach Zjednoczonych, która zajmuje się badaniem proporcji płci noworodków w Chinach.

– Porwania niemowląt przenoszą problem w zupełnie inny wymiar i z całą pewnością potwierdzają to, co pokazują statystyki: że przepaść w stosunku płci wśród najmłodszego pokolenia chińskiej populacji wciąż rośnie, zamiast się zmniejszać. Można by pomyśleć, że handlarze żywym towarem wyczuli nowy lukratywny rynek zbytu i zaspokajają zapotrzebowanie – dodaje.

Jak informują państwowe media, w ubiegłym miesiącu policja z rąk porywaczy uwolniła 51 dziewczynek. To ogromne wyzwanie dla sił bezpieczeństwa.

Podczas nalotu na jedną z wiosek w regionie Guangnan na południu prowincji Junnan policja odkryła, że wychowuje się tam dzieci na sprzedaż, a wiele rodzin odgrywa rolę pośredników handlowych dla innych rolników chcących sprzedać „nadwyżkę” niemowląt.

Problem porwań małych dzieci, które często nawet nie rozumieją, że zostały uprowadzone, wymaga zupełnie innych metod niż te, którymi posługują się detektywi prowadzący śledztwa w sprawie porwań dziewcząt dla kwitnącego chińskiego przemysłu erotycznego.

Trudności w zwalczaniu procederu zmuszają do stosowania drastycznych środków przeciwko nabywcom niemowląt. – To oni są źródłem problemu – powiedziała Zhang Baoyan, szef serwisu „dziecko, wróć do do_mu”, w rozmowie z „China Daily”.

Gazeta poparła jej apel o zaostrzenie kar i określiła obecną karę trzech lat pozbawienia wolności jako „niewystarczająco dotkliwą”.

Ale jaka kara może wyrównać stratę zrozpaczonym ojcom z Kunming, którzy codziennie noszą na sercu zdjęcia zaginionych córeczek?

Tłum. Lidia Rafa

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
”The Times”: Młode Chinki mają wagę złota Reviewed by on 19 października 2009 .

Polityka jednego dziecka sprawia, że kilkuletnie dziewczynki to gorący towar rynkowy w Chinach. Gangi sprzedają je chłopom, którzy zawczasu chcą zapewnić żony swoim synom – pisze Michael Sheridan ”The Times”. Kiedy 1 kwietnia Li Xiang Xiang, lat 21, jak co dzień wychodziła do sklepu na rogu, jej matka spodziewała się, że zadowolona dziewczynka zaraz wróci

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź