BLOGOSFERA

„The New York Times”: Powrót do Wietnamu

479px-Sen_hanoiKiedyś zrzucali na to miasto bomby, dziś jedzą w drogich restauracjach i zwiedzają

34 lata po zakończeniu wojny w Wietnamie, amerykańscy weterani wracają do Hanoi.

Na początku przyjazd do tego miasta mnie przerażał. To była stolica wroga, trzymali tam naszych chłopaków jako jeńców – mówi John McEvilly Junior, 63-letni weteran piechoty morskiej z Wirginii. – Ostatnim razem gdy tu byliśmy, bombardowaliśmy miasto. A dziś zajadamy steki i krewetki – komentuje wystawny poczęstunek powitalny w ekskluzywnym hotelu Metropole w stolicy Wietnamu.

McEvilly jest członkiem delegacji związku weteranów wojny wietnamskiej, która spędzi w Wietnamie tydzień. Ostatnim punktem programu ma być wycieczka do Ho Chi Minh, miasta znanego niegdyś jako Sajgon. Wizyta ma połączyć cele praktyczne, takie jak omówienie problemu niewybuchów, pozostawionych przez armię amerykańską, z osobistymi.

Niektórzy weterani dobrze wiedzą, po co przyjechali. 75-letni Sam Metters, biznesmen z Wirginii, w 1968 pomagał budować sierociniec w prowincji Bien Hoa. Teraz chce go zobaczyć.  – Kierowałem 147 plutonem ds. ludności cywilnej. Gdy po przejściu piechoty jakieś miasto zostało zrównane z ziemią, moim zadaniem było je odbudować – wyjaśnia. – Ten sierociniec chodzi mi po głowie od lat – dodaje.

Inni, jak Peter Holt, ranny na polu bitwy w 1968, dopiero poznają cel swojej wizyty. – Ostatnich kilka nocy było pełnych emocji. To dla mnie bardzo osobista podróż – mówi 61-letni weteran. Do Wietnamu przyjechał z córką, 25-letnią Corinną. – Wcześniej razem z żoną doszliśmy do wniosku, że lepiej nie mieć zbyt wysokich oczekiwań. Zobaczymy, jak będzie.

To pierwsza wizyta Holta w Wietnamie. Weteran przewodzi narodowej kampanii, która ma na celu zebrać 85 milionów dolarów na budowę centrum edukacji. Budynek ma stanąć w Waszyngtonie,  naprzeciw pomnika poświęconego żołnierzom zabitym w Wietnamie.

Tętniące życiem Hanoi w niczym nie przypomina zrujnowanego miasta z końca wojny w 1973 roku. Przyjmujący przez całe lata ciosy amerykańskich nalotów, a następnie błędnych decyzji gospodarczych, mieszkańcy Hanoi borykali się z głodem i innymi problemami jeszcze długie lata po zakończeniu wojny.

– Gdy przyjechałem tu w 1979, w mieście nadal było pełno schronów bombowych. Wyburzono je dopiero kilka lat później – mówi Tran Dinh Song, 60-letni przewodnik, który witał weteranów na lotnisku. – Zaciemnienia były codziennie. W domach było duszno i gorąco, ludziom brakowało powietrza, nie było wentylacji, więc wszyscy wychodzili na zewnątrz. Żartowaliśmy, że tylko podczas zaciemnień można policzyć ludność Hanoi.

Teraz miasto tętni życiem. Wieżowce i biura rosną jak grzyby po deszczu, a na ulicach pomiędzy skuterami przepychają się luksusowe BMW i Hummery. – Każdy najnowszy model auta, który pojawia się na rynku, w kilka dni zostaje sprowadzony do Wietnamu – mówi 25-letni pracownik ministerstwa spraw zagraniczny Hoang Duc Hieu, do którego obowiązków należy dotrzymywanie towarzystwa zagranicznym reporterom.

W mieście kwitnie też turystyka. A ponieważ dużą część turystów stanowią amerykańscy weterani, w Hanoi powstało coś na kształt wojennej trasy wycieczkowej. Obejmuje między innymi wizytę w olbrzymim podmiejskim więzieniu, gdzie przetrzymywano amerykańskich pilotów, jezioro, do którego

atapultował się zestrzelony pilot lotnictwa – obecnie senator – John McCain, a także wrak zatopionego bombowca B-52, który cały czas jest widoczny z brzegu innego zbiornika.

odczas 45-minutowej drogi busem z lotniska do hotelu, Song przekazuje Amerykanom podstawowe informacje, począwszy od zasad ruchu drogowego, a skończywszy na miejscach, gdzie można najkorzystniej wymienić dolary na dongi.

mieniający się za oknem krajobraz pokazuje, jak gwałtowną modernizację przeszło Hanoi w ciągu ostatnich lat. Chłopi w tradycyjnych czarnych strojach i stożkowatych białych kapeluszach, uprawiający swoje poletka, ustąpili miejsca wielkim fabrykom, na których widnieją takie nazwy jak Panasonic, Yamaha czy Canon. Ale najważniejszą zmianą jest to, że – jak zapewnia Song – Amerykanie są tu mile widziani.

rzed lunchem w słynnym hotelu Metropole, gdzie jadali pisarz Graham Greene i gwiazda kina niemego Charlie Chaplin, weterani spotkali się z wietnamskimi mediami, żeby ogłosić przekazanie miliona dolarów od rządu USA na projekt, którego celem jest między innymi usunięcie amerykańskich bomb i min.

ewien Wietnamczyk o silnie zdeformowanej twarzy opowiedział o tym, jak mając 5 lat został poparzony w wyniku wybuchu bomby fosforowej. – Przeszedłem 12 operacji, z czego pięć w Stanach – mówił Nguyen Duc Huynh.

astępnie weterani odwiedzili słynne więzienie, gdzie wśród wystawionych eksponatów można obejrzeć skafander i spadochron Johna McCaine’a. Wyświetlane na wideo czarno-białe filmy pokazują przerażające sceny zrzucania „imperialistycznych bomb” na miasto.

oryginalnego budynku, który postawili Francuzi w 1896, żeby przetrzymywać członków wietnamskiego ruchu oporu, pozostała jednak tylko fasada i kilka niedużych pomieszczeń. Reszta została wyburzona pod nowe inwestycje. – To dziwne uczucie. Mój przyjaciel spędził w tym więzieniu osiem lat. Teraz na tym miejscu postawili wieżowiec, więc zrobiłem dla niego zdjęcie – mówi McEvilly.

odczas oglądania filmów z bohaterskiej obrony Hanoi przed bombowcami, Holt wspomina, czego uczono amerykańskich żołnierzy piechoty. – Traktowano Wietnamczyków jak bandę wieśniaków, która miała się szybko poddać. Ale oni w ogóle nie mieli zamiaru się poddawać – wspomina. I dodaje: – Wszyscy mówią tylko o tym, co przeszedł przez te 7 lat więzienia John McCain. A co my robiliśmy temu krajowi? Bombardowaliśmy jego dzieci.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest John MacCormack
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„The New York Times”: Powrót do Wietnamu Reviewed by on 17 stycznia 2010 .

Kiedyś zrzucali na to miasto bomby, dziś jedzą w drogich restauracjach i zwiedzają 34 lata po zakończeniu wojny w Wietnamie, amerykańscy weterani wracają do Hanoi. Na początku przyjazd do tego miasta mnie przerażał. To była stolica wroga, trzymali tam naszych chłopaków jako jeńców – mówi John McEvilly Junior, 63-letni weteran piechoty morskiej z Wirginii. –

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź