BLOGOSFERA

„The New York Times”: Mafia i władza

800px-Shanghai_PudongW Chinach gangi rosną w siłę i ich istnienie jest coraz bardziej uzależnione od przyzwolenia i współpracy rządzącej partii komunistycznej

Ale kiedy wymkną się spod kontroli partia na pewno postawi gangsterów przed sądem.

Wen Qiang miał słabość do pasków Louis Vuittona, skamieniałych jaj dinozaurów i drugorzędnych gwiazd muzyki pop. Jak na urzędnika administracji sądowej miał również sporo pieniędzy. Pod oczkiem wodnym w jego ogrodzie śledczy znaleźli zakopane prawie trzy miliony dolarów.

Jednak luksusowe gusta Wena były niczym w porównaniu z nienasyconym apetytem jego szwagierki, Xie Caipping, zwanej „matką chrzestną półświatka Chongqing”. Zdaniem oskarżycieli, kobieta prowadziła 30 nielegalnych kasyn, w tym jedno naprzeciw budynku sądu. Zatrudniała 16 młodych mężczyzn, którzy według doniesień rządowej prasy byli wyjątkowo przystojni i ujmujący.

W ostatnich tygodniach Xie i Wan stali się – wraz z grupą złożoną z urzędników wysokiej rangi i zwykłych bandytów – głównymi bohaterami wielkiego procesu sądowego, który zdemaskował powiązania pomiędzy gangsterami, policją i urzędnikami o lepkich rękach.

W widowisku w Chongquing bierze udział ponad 9000 podejrzanych, 50 urzędników państwowych, jeden miliarder oraz organizacje przestępcze wplątane w handel narkotykami, nielegalną eksploatację złóż i odpowiedzialne za kilka aktów przemocy, z których najbardziej brutalnym było zamordowanie mężczyzny, który zbyt głośno śpiewał na sesji karaoke.

Tak jak w przypadku innych wielkich afer korupcyjnych w Chinach, w tej również bardziej chodzi o politykę niż o łapówkarstwo. Za rozbiciem siatki skorumpowanych urzędników w Chongquing, 31 milionowym mieście na południowym zachodzie Chin, stoi nowy przywódca Partii Komunistycznej.

Bo Xilai, syn weterana rewolucji, nie ukrywa swoich politycznych ambicji.

Bo, były minister handlu, został wysłany do Chongqing, aby doskonalić swoje kwalifikacje menedżerskie. Sposób, w jaki rozprawił się z lokalnymi władzami, miał skupić uwagę całego kraju. Przedłużająca się rozprawa  i ujawnione podczas niej drastyczne szczegóły uczyniły z Bo czołowego bojownika w walce z korupcją, chociaż w śledztwie nie padły dotąd żadne nazwiska członków partii wysokiej rangi.

Jak na razie sześć osób dostało wyrok śmierci, ale Xie został potraktowany dość łagodnie: skazano go na 18 lat więzienia.

Na razie pozostaje tajemnicą, jak poczynania Bo oceniają partyjne elity. Niektórzy komentatorzy sugerują, że w partyjnych kręgach jego chełpliwe wypowiedzi uważane są za niepotrzebną ekstrawagancję. W Chinach kampanie antykorupcyjne prowadzone są zwykle w taki sposób, aby zapewnić opinię publiczną, że niezależnie od rodzaju problemów, państwo zawsze jest w stanie skutecznie je ujawnić, zlokalizować i zapobiec ich rozprzestrzenianiu.

– Wszyscy chcą walczyć z korupcją, ale to, co robi Bo, trochę ich niepokoi. Ludzie, z którymi rozmawiałem, twierdzą, że ma zbyt wysokie mniemanie o sobie – powiedział Sidney Rittenberg, jeden z nielicznych Amerykanów, który wstąpił do Komunistycznej Partii Chin i od 1944 roku jest powiernikiem chińskich przywódców.

Sześćdziesięcioletni Bo, którego ojciec był sojusznikiem wielkiego przywódcy Den Xiaopinga, już dziś jest członkiem biura politycznego Komunistycznej Partii Chin. Często mówi się o nim jako przyszłym przywódcy, chociaż w partii o tak ścisłej hierarchii wszystkie najwyższe stanowiska już dawno zostały rozdane młodszym członkom.

Słuchając najnowszych wypowiedzi Bo można odnieść wrażenie, że polityk zrozumiał zagrożenia wynikające ze ściągania na siebie zbyt dużej uwagi. Dwa tygodnie temu bronił kampanii antykorupcyjnej, twierdząc, że do działania zmusiła go szalejąca przemoc i przestępczość, które uczyniły z  Chongquing miasto anarchii i bezprawia.

– Ludzie zbierali się przed budynkami rządowymi, trzymając w rękach zdjęcia z krwawych masakr. Gangsterzy podrzynali ludziom gardła, tak jak rzeźnicy zabijają bydło.

Trzy tygodnie po rozpoczęciu rozprawy tłumy nadal gromadzą się pod budynkami rządu. Ich relacje są naprawdę wstrząsające. Gapie tłoczą się przy bramach sądu z nadzieją, że uda im się wypatrzeć oskarżonych, prowadzonych na przesłuchania w pomarańczowych kamizelkach.

Inni próbują opowiedzieć o zbrodniach reporterom i dziennikarzom. –  Kiedyś bandyci mieszkali w górach. Teraz rezydują w Biurze Bezpieczeństwa Publicznego – powiedział Zheng Yi, sprzedawca warzyw.

W odróżnieniu od podobnych kampanii z przeszłości, wymierzonych głównie w przywódców organizacji przestępczych i ich współpracowników, w Chongqing zatrzymano również członków Partii Komunistycznej i bogatych biznesmenów. Akcja ta ujawniła, jak głęboko sięga korupcja, która w Chinach jest wynikiem połączenia gospodarki wolnorynkowej i kontroli państwa.

Ko-lin Chin, który bada wzajemne powiązania zorganizowanej przestępczości i instytucji rządowych w Chinach, twierdzi, że granica pomiędzy legalną działalnością gospodarczą i działaniem niezgodnym z prawem staje się coraz bardziej niewyraźna. Najwięcej przypadków korupcji dotyczy jednak łapówkarstwa, a nie aktów przemocy.

– Gangi rosną w siłę i ich istnienie jest coraz bardziej uzależnione od przyzwolenia i współpracy partii komunistycznej – tłumaczy Ko-lin Chin, profesor prawa karnego na Uniwersytecie Rutgers. – Ale kiedy sprawy wymkną się spod kontroli, jak to miało miejsce w Chongquing, partia na pewno postawi gangsterów przed sądem.

W tym tygodniu przed sądem stanął Li Qiang, lokalny urzędnik i miliarder, który, jak twierdzą źródła rządowe, był właścicielem 1000 taksówek i 100 linii autobusowych. Jego władza była ponoć tak silna, że w zeszłym roku zdołał zorganizować strajk taksówek, który sparaliżował miasto. Na rozprawie miejsca obok Li zajęło trzech rządowych urzędników, oskarżonych o to, że za pomoc biznesmenowi przyjęli po 100 tysięcy dolarów łapówki.

Kiedy Li odpowiadał przed sądem, przed budynkiem mimo deszczu zgromadziło się ponad 200 osób. W tłumie stały również kobiety, które zostały wyrzucone na bruk w październiku zeszłego roku, po tym jak odmówiły wyprowadzenia się z domów przeznaczonych pod nowe inwestycje. Jedna z nich, 67-letnia Wu Pinghui, opowiadała, jak 40 osób zostało wepchniętych do państwowego autobusu i wywiezionych na wieś. Kiedy wrócili, ich domów już dawno nie było.

– Zadzwoniliśmy na 110 (numer policji w Chinach). Policjanci powiedzieli, że nie mogą angażować się w rządowe działania.

Hong Guibi także pojawiła się w sądzie. W jej wiosce, opowiadała kobieta, szef lokalnej komórki partii komunistycznej wpadł w złość, kiedy wraz z mężem odmówili oddania mu części sadu. Nasłał na nich bandytów, którzy rzucili się na małżeństwo z tasakami rzeźniczymi. 47-letnia Hong odniosła ciężkie rany,  a jej mąż został zabity. – Sąsiedzi słyszeli nasze krzyki, ale bali się cokolwiek zrobić.

Chociaż dotychczasowe procesy dają jej pewną nadzieję, Hong wciąż czeka, aż ktoś postawi przed sądem  przewodniczącego partii z jej wsi. – Gdybym tylko mogła uklęknąć przed Bo Xilai, jestem pewna, że rozwiązałby mój problem.

Artykuł ukazał się na portalu wiadomosci.onet.pl. Jego autorami są Andrew Jacobs i Xiyun Yang.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„The New York Times”: Mafia i władza Reviewed by on 7 listopada 2009 .

W Chinach gangi rosną w siłę i ich istnienie jest coraz bardziej uzależnione od przyzwolenia i współpracy rządzącej partii komunistycznej Ale kiedy wymkną się spod kontroli partia na pewno postawi gangsterów przed sądem. Wen Qiang miał słabość do pasków Louis Vuittona, skamieniałych jaj dinozaurów i drugorzędnych gwiazd muzyki pop. Jak na urzędnika administracji sądowej miał

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź