BLOGOSFERA

„The New York Times”: Chiny na odwyku

800px-Cannabis_02_bgiuWystarczy jeden wypalony skręt, żeby trafić na przymusową terapię

Chińskie ośrodki odwykowe przypominają obozy pracy i działają jak zarządzane przez policję przedsiębiorstwa.

Wyczerpana opieką nad chorą matką Fu Lixin potrzebowała czegoś, żeby poprawić sobie nastrój. Przyjaciel zaproponował jej „specjalnego papierosa”, który zawierał metamfetaminę. Następnego dnia pojawili się u niej trzej policjanci. – Kazali mi nasikać do kubka – relacjonuje Lixin. – Okazało się, że wcześniej aresztowali mojego przyjaciela i to on na mnie doniósł. Zrobili mi testy na obecność narkotyków. Wynik był pozytywny.

Mimo zapewnień, że to był jej pierwszy raz, 41-letnia Lixin została natychmiast wysłana do ośrodka odwykowego na przymusową terapię. Minimalny czas pobytu w tego typu instytucjach wynosi dwa lata, w czasie których pacjenci narażeni są na przemoc fizyczną i zmuszani do ciężkiej pracy. Z relacji byłych pacjentów wynika, że w ośrodkach nie przechodzą żadnego leczenia farmakologicznego.

– To było piekło, z którego ciągle nie mogę się otrząsnąć – wspomina Lixin.

Według ONZ, w ośrodkach przymusowej terapii odwykowej przebywa około pół miliona Chińczyków. Są tam kierowani przez policję, bez procesów, sądów i możliwości odwołania. Powołane do życia w 2008 roku ośrodki miały być  jednym z elementów walki Chin z rosnącym problemem narkotykowym. Jednak jak twierdzą prawnicy i eksperci od uzależnień, miejsce te stały się karnymi obozami pracy.

– Nazywają je ośrodkami odwykowymi , ale wszyscy wiedzą, że detoks trwa kilka dni, a nie dwa lata – mówi Joseph Amon, epidemiolog pracujący w organizacji Human Rights Watch w Nowym Jorku. Na początku stycznia organizacja opublikowała raport na temat leczenia uzależnień w Chinach. Nosi on tytuł „Gdzie ciemność nie ma granic” i wzywa chiński rząd do natychmiastowego zamknięcia ośrodków.

Do tej pory uzależnione osoby były wysyłane do obozów pracy razem ze złodziejami, prostytutkami i więźniami politycznymi. W 2008 roku przyjęto w Chinach ustawę, zgodnie z którą uzależnieni mieli być kierowani na przymusową terapię do ośrodków zatrudniających wykwalifikowany personel medyczny.

Jednak jak twierdzą eksperci, zmieniła się jedynie nazwa systemu. Co gorsza, 6-miesięczny pobyt w obozie pracy zamieniono na 2-letni odwyk, który może być przedłużony do pięciu lat.

Wang Xiaoguang, zastępca dyrektora w centrum leczenia uzależnień Daytop, prowadzonym we współpracy z Amerykanami w prowincji Yunnan, twierdzi, że państwowe ośrodki odwykowe są tak naprawdę przedsiębiorstwami zarządzanymi przez policję. Przebywający w nich pacjenci pracują całymi dniami na kurzych fermach i w fabrykach obuwia. Leczenie i pomoc psychologiczna w zasadzie nie funkcjonują.

Z raportu Human Rights Watch wynika, że osadzeni są niedożywieni i pozbawieni podstawowej opieki medycznej. Leków nie dostają nawet osoby

iężko chore, na przykład na gruźlicę lub AIDS. Liczne są przypadki pobić, często ze skutkiem śmiertelnym.

an Wei, 38-letni były właściciel klubu nocnego i heroinista, został w październiku zwolniony z ośrodka w Pekinie. Opowiada, że strażnicy używali pałek elektrycznych, żeby wymusić na więźniach posłuszeństwo. – Dobrze, że chociaż zakładali nam hełmy, żebyśmy nie uszkodzili sobie głów podczas konwulsji.

sadzeni dostawali do jedzenia suche bułki i pomyje. Prysznic przysługiwał im raz w miesiącu. Lekarstwem na objawy głodu heroinowego było wiadro zimnej wody na głowę. – Nie dostałem ani jednej tabletki, nigdy nie rozmawiałem z psychologiem – mówi. Mimo to mężczyzna uważa, że dwuletni wyrok osiągnął cel: wyszedł z nałogu, w który wpadł w 1998 roku. – Nigdy do tego nie wrócę – zapewnia.

hang Wenjun z organizacji pomagającej narkomanom wychodzącym z nałogu uważa, że takiej determinacji rzadko starcza na dłużej. Co najmniej 98 proc. osób, które przeszły przez państwowy system, wraca do nałogu w przeciągu kilku lat.

hang wie, co mówi. Uzależnienie od heroiny spowodowało, że od połowy lat 90. aż sześć razy trafiał do obozu pracy i ośrodka odwykowego. – Rząd nie zdaje sobie sprawy z tego, że chorobę trzeba leczyć, a nie karać za nią – mówi 42-letni dziś mężczyzna.

ównie wyniszczająca jak sam nałóg jest etykietka narkomana, której w Chinach trudno się pozbyć nawet po zakończeniu leczenia. Fakt bycia aresztowanym za posiadanie narkotyków jest natychmiast odnotowywany w dowodzie osobistym. Osoby z taką adnotacją  w zasadzie nie mają szans na znalezienie pracy. Meldując się w hotelu, muszą liczyć się z tym, że o ich pobycie zostanie poinformowana lokalna policja, która w każdej chwili może zjawić się z nakazem kontroli moczu. Jak mówi Zhang, „w Chinach narkoman jest wrogiem państwa”.

imo to w całym kraju pojawiają się też drobne zmiany na lepsze. W Pekinie jest osiem klinik stosujących leczenie metadonem, a w całym kraju działa ponad tysiąc programów wymiany igieł. Yu Jingtao stoi na czele organizacji, która miesięcznie rozprowadza 30 tysięcy czystych igieł. Jego zdaniem rząd powoli zmierza w stronę modelu leczenia uzależnień, jaki funkcjonuje w krajach rozwiniętych. – Teraz mamy okres przejściowy, dlatego nie jest łatwo – tłumaczy Yu, również były narkoman.


Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest Andrew Jacobs.
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„The New York Times”: Chiny na odwyku Reviewed by on 13 stycznia 2010 .

Wystarczy jeden wypalony skręt, żeby trafić na przymusową terapię Chińskie ośrodki odwykowe przypominają obozy pracy i działają jak zarządzane przez policję przedsiębiorstwa. Wyczerpana opieką nad chorą matką Fu Lixin potrzebowała czegoś, żeby poprawić sobie nastrój. Przyjaciel zaproponował jej „specjalnego papierosa”, który zawierał metamfetaminę. Następnego dnia pojawili się u niej trzej policjanci. – Kazali mi nasikać

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

Pozostaw odpowiedź