BLOGOSFERA

„The New York Times”: Chińczycy trzymają się mocno

800px-IllegalFlowerTribute1Amerykańskie giganty technologiczne przybyły do Chin z gotówką, własnością intelektualną, umiejętnością zarządzania złożonymi sieciami i doświadczonymi pracownikami

Firmy te kupowały lub inwestowały w lokalne przedsięwzięcia internetowe, zatrudniając chińskich dyrektorów i starając się wykazać wrażliwość na bizantyjskie obyczaje społeczne tego najludniejszego w świecie kraju. Ale wszystkie zostały w różny sposób przechytrzone.

Jeśli Google wycofa sie z Chin z powodu restrykcji rządowych, nie będzie to pierwszy odwrót amerykańskiego giganta internetowego z tego kraju.

Ebay i Yahoo zjawiły się tu z wielkimi nadziejami na duży rynek, który jednak zawiódł ich oczekiwania. Strony społecznościowe takie jak Facebook, MySpace i Twitter nigdy nie zdołały zdobyć w Chinach znaczącej pozycji, po części ze względu na cenzurę, a także  dlatego, że chińskie firmy internetowe oferują własne strony tego typu.

Żadnej amerykańskiej firmie internetowej nie udało się zyskać w Chinach, pod pewnymi względami największym rynku internetowym, dominującej roli w swej dziedzinie. Wielu ekspertów sądziło, że Google będzie pierwszy.

– Żadna amerykańska firma internetowa nie jest tu liderem – mówi Gary Rieschel, założyciel i dyrektor firmy inwestycyjnej Qiming Venture Partners. – I na ogół jest tak z ich winy.

Każde z tych niepowodzeń było inne, ale analitycy mówią, że przypadki te mogą pomóc wyjaśnić, dlaczego Google jest sfrustrowany – nie tylko przez rządowych cenzorów, ale także przez to, że nie potrafi dogonić swego chińskiego rywala, Baidu.

Google, internetowy Goliat mający 22 miliardy dolarów przychodu i zatrudniający jednych z najbystrzejszych ludzi na tej planecie, został przystopowany w Chinach, mając 33 procent rynku wyszukiwarek wobec 63 procent Baidu. Google zdobył znaczący udział w tym rynku od czasu oficjalnego wejścia do Chin pięć lat temu, ale stało się to niemal wyłącznie kosztem mniejszych rywali. Firma Baidu również powiększyła w tym czasie swój udział w rynku.

Nikt się tego nie spodziewał. Amerykańskie giganty technologiczne przybyły tu z gotówką, własnością intelektualną, umiejętnością zarządzania złożonymi sieciami i doświadczonymi pracownikami. Firmy te kupowały lub inwestowały w lokalne przedsięwzięcia internetowe, zatrudniając chińskich dyrektorów i starając się wykazać wrażliwość na bizantyjskie obyczaje społeczne tego najludniejszego w świecie kraju. Ale wszystkie zostały w różny sposób przechytrzone.

Google rozpoczął swój chiński biznes w 2006 roku, kiedy zainwestował w Baidu, a potem podobno usiłował bez powodzenia wykupić tę firmę. Baidu, założona w 2000 roku, kiedy chiński internet jeszcze raczkował, zdobyła sobie silną pozycję, oferując coś, czego początkowo nie robił Google: linki do ściągania z chińskich stron internetowych pirackich piosenek, programów telewizyjnych i filmów.

Baidu twierdziła, że jest to legalne, ponieważ pliki te nie znajdowały się na jej komputerach. Google w końcu wprowadził w Chinach darmowy serwis muzyczny online w 2009 roku, mając pozwolenie firm muzycznych, ale nigdy nie zdołał odzyskać utraconego gruntu. – Szukaniem muzyki ludzie zajmowali się od samych początków internetu w Chinach – mówi Felix Oberholzer-Gee, profesor Harvard Business School, który bada chiński rynek internetowy. – Miało to ogromne rozmiary, a Google nie stwarzał takiej możliwości.

oogle oświadczył, że jego groźba opuszczenia Chin nie ma nic wspólnego ze względami finansowymi.

Chyba żadnej firmie nie powiodło się w Chinach tak źle, jak Yahoo. W 2004 roku kupiła ona lokalną firmę internetową, by rozszerzyć swą obecność w sieci i konkurować z Baidu oraz lokalnym portalem sina.com. Kiedy Yahoo się to nie udało, firma nagle zmieniła kurs, płacąc miliard dolarów za 40 procent udziałów w lokalnym internetowym gigancie, Alibaba, który wówczas rozkręcał swój biznes.

Yahoo zgarnęło sporo gotówki, kiedy akcje Alibaby poszły ostro w górę podczas oferty publicznej w 2007 roku, podobnie jak Google, kiedy sprzedał swoje udziały w Baidu. Ale pod względem operacyjnym Yahoo poniosło klęskę w tym kraju i był to dopiero początek płacenia za to niepowodzenie. W 2004 roku organizacja Lekarze Bez Granic poinformowała, że chińscy dysydenci zostali uwięzieni, ponieważ  firma Yahoo ujawniła treść ich e- maili chińskiemu rządowi. W kolejnych latach szefowie Yahoo w tym Jerry Yang, współzałożyciel, byli maglowani przed Kongresem i ostro potępiani za ten incydent.

Bay był jedynym gigantem technologicznym, który szybko wystartował na chińskim rynku. W 2003 roku kupił EachNet, czołowy chiński dom aukcyjny, i przez krótki okres kontrolował 80 procent handlu internetowego w Chinach. Wkrótce został jednak całkowicie wymanewrowany. eBay pobierał opłaty od sprzedawców, natomiast  aukcyjna strona internetowa Taobao.com, należąca do Alibaby, nie. eBay nie oferował też kupującym i sprzedającym możliwości komunikacji online, obawiając się, że zawrą oni transakcję poza stroną, by uniknąć płacenia za nią. Szefowie Taobao rozumieli, że bezpośrednie rozmowy są niezbędne chińskim konsumentom dla budowy zaufania i zaproponowali odpowiednią usługę.

eBay umieszczał także swoje chińskie aukcje na serwerach znajdujących się poza tym krajem co spowolniało usługę i utrudniało niektórym chińskim obywatelom dostęp.  W 2006 roku eBay poddał się i opuścił Chiny, pozostawiając ten rynek Taobao, które obecnie zdecydowanie dominuje także nad chińską stroną Amazonu.

Ostatnio niepowodzenia w Chinach spotkały stronę MySpace, własność News Corp., koncernu, który w połowie 2007 roku założył tu firmę formalnie należącą do Chińczyków. Ale miliony ludzi już korzystają z tego typu usług świadczonych przez miejscowe firmy internetowe takie jak Tencent, która działa na rynku rozrywki online, a jej akcje wyceniane są na 25 miliardów dolarów, niemal tyle, co Amazonu. Program Tencent umożliwiający natychmiastowe powiadamianie  jest w Chinach poważnym zjawiskiem kulturowym, a korzystają z niego setki milionów ludzi. Tencent jest również liderem w dziedzinie gier towarzyskich i wirtualnej waluty, czym amerykańskie strony  społecznościowe dopiero teraz zaczynają się zajmować na dobre. MySpace zrezygnował ze swej chińskiej filii w 2008 roku, a jej szef odszedł.

Amerykańskie firmy technologiczne odmówiły komentarza w sprawie swych perypetii w Chinach. Ale wielu dyrektorów i amerykańskich ekspertów skarży się, że nie jest to równa walka. Firmy amerykańskie muszą działać w Chinach przez firmy należące do Chińczyków, a to stwarza kłopotliwą strukturę własnościową, która ogranicza elastyczność. Poszkodowane są również przez czynniki pozostające zupełnie poza ich kontrolą: cenzurę rządową i faworyzowanie lokalnych firm.

Szefowie Google powiedzieli, że irytują ich cenzorzy, którzy ciągle sprawdzają lokalną wyszukiwarkę Google, starając się kontrolować i usuwać jej treści. Dostęp do Twittera i Facebooka jest regularnie blokowany przez chińskie władze. Natomiast lokalne firmy często utrzymują bliskie kontakty z instytucjami władzy, co pomaga im szybciej dostosowywać się do nowej polityki rządu, który coraz bardziej obawia się, że sieć może stać się forum dla wystąpień przeciw niemu.

Niektórzy w Chinach twierdzą, że firmy amerykańskie mogłyby się bardziej starać rozumieć lokalną specyfikę. Tu Jianlu, który pracował niegdyś w chińskim oddziale Yahoo mówi, że Yahoo miało tu kłopoty, ponieważ jego szefowie nie rozumieli chińskiego rynku, nie ufali miejscowym dyrektorom i często polegali na ludziach z zewnątrz. – Kiedy Yahoo China miało nowe koncepcje i strategie, musieliśmy raportować to do centrali i czekać na jej zgodę – mówi. – Uzyskanie takiej zgody trwało zwykle dość długo. A kiedy już ją otrzymaliśmy, było za późno, byśmy mogli konkurować z lokalnymi rywalami.

Chińscy przedsiębiorcy internetowi wykonali dobrą robotę, jeśli chodzi o budowę stron dostosowanych do chińskiego rynku. Pomimo restrykcji rządowych chiński internet jest energiczny i chaotyczny. Kwitną tu lokalne blogi, strony z rozrywką i grami, rozwija się wymiana wirtualnej waluty, a nawet pornografia (rozbierane wideo chat roomy pojawiają się i znikają).

Tymczasem chińscy magnaci internetowi tacy jak Jack Ma z Alibaby, Robin Li z Baidu i Pony Ma z Tencent  to postaci znane w całym kraju, podziwiane za swoje wyczucie rynku i inteligencję, podobnie jak Jeffrey P. Bezos, Siergiej Brin i Larry Page w Stanach Zjednoczonych.

Rzecz w tym, że jeśli chodzi o elastyczność i taktykę, chińscy przedsiębiorcy  są trudni do pokonania – mówi Rieschel.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest David Barboza, Brad Stone.
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„The New York Times”: Chińczycy trzymają się mocno Reviewed by on 2 lutego 2010 .

Amerykańskie giganty technologiczne przybyły do Chin z gotówką, własnością intelektualną, umiejętnością zarządzania złożonymi sieciami i doświadczonymi pracownikami Firmy te kupowały lub inwestowały w lokalne przedsięwzięcia internetowe, zatrudniając chińskich dyrektorów i starając się wykazać wrażliwość na bizantyjskie obyczaje społeczne tego najludniejszego w świecie kraju. Ale wszystkie zostały w różny sposób przechytrzone. Jeśli Google wycofa sie z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź