News,Tajwan news

Tajwańskie uniwersytety najtańsze w regionie

Czesne na uniwersytetach Tajwanu jest niższe niż na innych tego typu instytucjach w całej Azji, co daje im przewagę w tym regionie, jeżeli chodzi o rynek kształcenia. Takie informacje podał Readers Digest w najnowszym badaniu na temat szkolnictwa wyższego. Readers Digest, poprosił czytelników magazynu z Singapuru, Malezji, Tajwanu, Hong Kongu i Chin do udziału w ankiecie internetowej i otrzymał 2.618 ważnych odpowiedzi. Z sondażu opublikowanego w piątek wynika, że 70 procent rodziców w Azji uważa, że poziom nauczania i stypendia są najważniejszy czynnikiem decydującym przy wyborze uczelni. Tajwańskie uniwersytety mają przewagę w tej dziedzinie, stwierdził magazyn Readers Digest, bo są tańsze niż ich odpowiedniki w Singapurze, Malezji i Hong Kongu oraz żądają za czesne tyle samo co uniwersytety w Chinach, jednakże oferują wyższe stypendia. Przykładowo, czesne na uniwersytetach w Południowej Korei znacznie wzrosło w ostatnich latach i obecnie jest to prawie dwu krotność średniej Tajwańskiej. Z kolei, jak czytamy w raporcie, Japońskie uniwersytety są prawie trzy razy droższe niż te w Tajwanie. Według statystyk, uczelnie publiczne Tajwanu żądają mniej niż 100.000 dolarów tajwańskich za semestr.

 

 

Autor : Maciej Marek Kozioł

Źródło : Taiwan News

Dostępne na: www.taiwannews.com.tw/etn/news_content.php?id=2138106

stan na 01.01.2013

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Tajwańskie uniwersytety najtańsze w regionie Reviewed by on 1 lutego 2013 .

Czesne na uniwersytetach Tajwanu jest niższe niż na innych tego typu instytucjach w całej Azji, co daje im przewagę w tym regionie, jeżeli chodzi o rynek kształcenia. Takie informacje podał Readers Digest w najnowszym badaniu na temat szkolnictwa wyższego. Readers Digest, poprosił czytelników magazynu z Singapuru, Malezji, Tajwanu, Hong Kongu i Chin do udziału w

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 8

  • @ p.Rysiek p.MG
    MG dał miażdzącą opinię polskiego świata nauki, z którą niemal się zgadzam. Ja miałem to szczęście, że w dwóch przypadkach trafiłem na studia gdzie poziom naukowy był dość wysoki z bardzo prozaicznego powodu. Na wydziale prawa w 90% studiowało się prawo polskie a więc kadra naukowa siła rzeczy musiała prezentować wysoki poziom. Podobnie było na historii, gdzie połowa przedmiotów to historia Polski a więc wiadomo, że najlepiej ją znają polscy historycy. Gorzej już było z historią powszechną, niemniej mój promotor prof. Wieczorkiewicz, to najlepszy specjalista w swojej dziedzinie w Polsce.
    Problem polskiego świata naukowego to przede wszystkim ukształtowane relacje wewnątrz tej grupy przypominające hierarchię feudalną.
    Magnaci – rektorzy i dziekani
    Książęta – profesorowie
    Hrabiowie – docenci, obecnie dr hab.
    Średnia szlachta – doktorzy
    Szlachta zagrodowa – mgr
    Trochę znam tych ludzi. Strach przed szefem, jest tam większy niż np. w biznesie czy w administracji. Niepisane kodeksy postępowania są ściśle przestrzegane. To środowisko żyje tymi patologiami od kilku pokoleń i nic nie wskazuje, żeby coś się zmieniło. Dla mnie nie znajomość we współczesnym świecie jęz. angielskiego (lepiej czy gorzej), że rzeczą trudna do zrozumienia, szczególnie w nauce.
    Skansen to może przesada, ale niemało cech skansenu jest przynależnych temu środowisku. Dodatkowo boom na studia jaki w Polsce trwał przez ostatnie 20 lat, rozleniwił tych ludzi. Przeto jakość zaczęła zamieniać się w ilość. Uczelnie niezmiernie się wzbogaciły. Wszystkie trzy wydziały na których studiowałem, albo pobudowały nowe siedziby albo dokonały generalnego remontu.
    Natomiast plusem jest to, że w Polsce od pokoleń była tradycja wykształcenia w związku z czym talentów nie brakuje.

    • Feudalizm to świetne określenie, a ja bym dodał jeszcze klanowy, bo bywa że całe wydziały są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Myślę, że wiele osób z redakcji które na pewno miały dużą styczność z tym środowiskiem miałoby wiele do powiedzenia na ten temat…

  • dziekuje za komentarze
    wiedzialem ze wute sie wypowie nt temat … troche juz tu wspolnie sie komunikujemy, a czasem i w realu

    wyobrazmy sobie ze na jakims wydziale ktos by zaczal pisac po angielsku i potem kolega, bylby problem dla reszty
    a tak jest luz

    co nie znaczy ze jest tak zle
    osoby ktore mnie prowadzily w polsce przed wyjazdem tutaj to ludzie o ogromnej wiedzy, bardzo zyczliwi i pomocni – im zawdzieczam naprawde wiele
    to oni mnie mnostwo nauczyli, pomagali i ukladali

    jak widac i na tajwanie bywa podobnie
    akurat w mojej dziedzinie jest tu lepiej, bo sa to zagadnienia dotyczace tajwanu
    jednak i tu najciekawsi byli ci profesorowie, ktorzy pracowali na uczelniach, w think-tankach, w rzadzie,
    sprawdzali sie w roznych osrodkach i srodowiskach – slowem konkurencja

    to jest kwadratura kola
    nie sa naukowcy zapraszani, sa wiec poza obiegiem, wiec nie pisza, wiec sie ich nie zaprasza
    w moim odczuciu recepta jest jedna
    niestety, trzeba samemu sobie oplacac wyjazdy lub sie starac o jakies stypendia lub pobyty
    co jest osiagalne

  • nieprzypadkowo nie rozwijalem tego tematu
    ale skoro Pan pyta to kilka slow

    1. obserwacje dotycza mojego wydzialu, choc dolaczam do nich takze wieloletnie rozmowy ze studentami tutaj

    2. profesura plasuje dydaktyke po wszystkim innym. jak juz napisali papery do journali, referaty na koferencje, wystapili w tv i napisali op-edy i sprzatneli dom, tutaj wlasnie jest miejsce zajec
    niewielka czesc ma powerpointy, czesc z nich to odkurzane co pewien czas prezentacje powtarzane bez wiekszych zmian

    plus tego jest taki, ze ludzie ci stale gdzies sie produkuja i podrozuja. sa wiec na biezaco. tu mowie o swojej dziedzinie. ja bylem u samego zrodla.
    zajmujac sie polityka w azji, bylem tu pod tym wzgledem w raju. podobnie pewnie byloby w IT i kilku innych dziedzinach w ktorych tajwan ma cos do powiedzenia.

    tak wiec nie maja sie kiedy przygotowac, ale sa w stale w ruchu i w kontakcie z wlasnymi wladzami, tymi w waszyngtonie i w pekinie. co moze byc lepsze od cieplych kluchow, ktore zyja z wiedzy z monitora.

    3. studenci czesto nie maja pracy, niewiele zainteresowan poza uaktualnianiem FB, co jest tu sportem narodowym. w metrze, na zajeciach, idac gdzies
    przez jeden semestr w mojej grupie wszyskie prace pierwszy i przed czasem pisal polak, pracujacy, zonaty, zaganiany caly dzien, postujacy na cspa. oczekiwalem wiekszej konkurencji.
    wlasnie na tych zajeciach mielismy wielu gosci z przedstawicielstw. pod koniec mielismy zadawac pytania. kilku cudzoziemcow bylo w miare aktywnych, z tajwanczykami byl problem – bardzo bierni

    4. co ciekawe wszyscy moi wykladowcy byli po bluszczowej lidze. i mimo ze otarli sie o szczyty swiatowej nauki, u siebie w kraju juz luzowali. obnizali poprzeczke.

    szczytem wszystkiego byl recycling zajec. 90% materialu z poprzedniego semestru, nowy tytul i traktowany jako kolejne nowe zajecia wykladowcy. dno

    5. studia sa w moim odczuciu drogie.

    6. nie wiem jak jest obecnie w polsce. moze wykladowcy tez nie maja czasu dla studentow. ja studiowalem w latach 90 i wowczas zazwyczaj mieli

    7. z pewnoscia jednak istnieje tu ogromna konkurencja. niewiarygodna wrecz. jestem dosyc pewien, ze w polsce tego nie ma. to widac z reszta. polacy nie publikuja zagranica. polscy politolodzy zajmujacy sie azja istnieja w obrebie polski.
    w polsce paranoja jest feudalny system habilitacji – toz to sredniowiecze.
    na tajwanie jest ciagla az przesadna presja, jak zreszta w ogole w azji. pracowitosc i konkurencja. nie ma luznego zycia jakie ma polski habilitowany. tu trzeba sie non-stop sprawdzac w miedzynarodowej rywalizacji
    czasami pewnie az przesadnie, bo odbija sie to na dydaktyce

    kolejna roznica to ze w polsce widzialem niesamowite i co gorsza nieuzasadnione zapatrzenie w siebie, swoja wielkosc niektorych wykladowcow. tu wracam do kryterium braku konkurencji w naszej nauce.
    to nie brak pieniedzy jest problemem, ale wlasnie powyzsze.

    co zyskalem?

    z pewnoscia nie spodziewalem sie, tak aktywnego zycia branzowego, nie wiem jak to nazwac, networkingu.
    mimo iz tajwan to peryferie swiatowej polityki, udalo mi sie poznac swiatowa czolowke w swojej branzy. ludzi, ktorych wczesniej znalem tylko z monitora notebooka lub videostraming z beltway. sluchalem fantastycznych starc gigantow.
    w szczegolnosci na jednej bardzo ekskluzywnej konferencji kolo mnie siedzial bardzo znany i ceniony amerykanski dizennikarz zajmujacy sie bezpieczenstwem i obronnoscia.
    akurat rozmawiala elita amerykanskich think-tankow, mocno sie krytykowala po referacie. pytam sie go – jak oni tak, toz to znajomi. tacy ostrzy? on na to – moga sobie na to pozwolic, sa najlepsi w branzy.
    tu wracam do konkurencyjnosci. to byla swietna lekcja – znajomi, ale potrafili sobie szczerze powiedziec kilka krytycznych slow. i nikt sie nie obrazal i nie cierpial

    kolejny plus to wlasnie dostep do informacji, nieoficjalnych historyjek off-the-record, ciekawostek, o ktorych nie pisza w mediach. czyli tego jak ta polityka i rozne decyzje wygladaja za kulisami.

    to kilka bardzo osobistych informacji, znajomi cudzoziemcy roznia sie w ocenach.

    • @ p. Rysiek
      Pana niezmiernie ciekawy komentarz odnośnie, spraw nauki, zmobilizował mnie do podzielenia się moimi osobvistymi uwagami na ten temat. Pierwszy raz studiowałem w latach 70-tych. Bardzo dobrze wspominam ten okres. Mój wydział (WPiA UW) był uważany nie tylko za najlepszy w kraju odnośnie wydziałów prawa, ale w ogóle plasował w ścisłej czołówce krajowej bez rozbicia na dyscypliny. Sama kadra naukowa reprezentowała wysoki poziom, niezależnie od faktu, że stosunki pomiędzy naukowcami przypominały drabinę feudalną, jednak na zewnątrz reprezentowano wysoką kulturę. Zdarzały się oczywiście „czarne owce nauki”. Pewien profesor, nazwijmy to „z bloku prawodawstwa karnego”, reprezentował wyjątkowo żenujący poziom naukowy.
      Zajęcia z nim to był koszmarek. W drugim semestrze zastąpiła go jego asystentka z tytułem magistra. Dziewczyna fachowością biła profesora o kilka długości. Profesor miał za to mocną pozycję, ponieważ jak mówiono jego przyjaciele to pułkownicy z Rakowieckiej. Niemniej był on obiektem drwin, oczywiście poza plecami, w tym także ze strony partyjnych profesorów. Stosunki na linii naukowcy – studenci, oceniam generalnie jako dobre, choć na wydziale nie traktowano nas jako osoby w pełni dorosłe.
      Ponownie studiowałem 20 lat później w pierwszej połowie lat 90-tych. Charakterystyczne było, że mimo że już byłem gościem po czterdziesce nadal traktowano mnie jako osobę nie w pełni dorosłą. Mimo, że wydział był uważany za najlepszy w kraju
      IH UW, to także w tym środowisku można było znależć osoby, których poziom naukowy mółgby być tematem dyskusji. Trzeci
      fakultet zacząłem studiować tuż przed końcem lat 90-tych, też na UW. Ówczesną kadrę tego wydziału (zarządzanie) oceniam pod względem naukowym znacznie niżej od dwóch pozostałych.
      Generalnie uważam, że przez te czterdzieści lat moich kontaktów ze światem nauki, trwają one w jakiejś formie do dziś, to
      środowisko jest nadal w znacznej mierze zamknięte na świat, niechętne reformą przestarzałego systemu edukacji, kultywujące swoją feudalną hierarchie i niemal nieliczące się w świecie. To jest jedno z tych środowisk, które najmniej się zmieniły od 1989 r.

      • Avatar MG

        Przecież polskie uczelnie to skansen, zhierarchizowane kłębowisko nepotyzmu i innych patologii.
        Stanowiska są obsadzone od sprzątaczki po kadrę profesorską. Te same nazwiska na listach wydziałowych pracowników powtarzają się często wielokrotnie.
        Niepublikujący od lat profesor jest bogiem, a młody, ambitny doktor wyrobnikiem na którego zwala się wszystkie możliwe obciążenia. W wyborach na dziekanów wygrywają od lat ci sami ludzie, którzy reprezentują najczęściej interesy starych wydziałowych wyjadaczy. Ankiety nt. wykładowców są organizowane bardzo rzadko i i tak ich nie uwzględnia. W rezultacie wykłady często dostają ludzie, którzy nie mają żadnego pojęcia o dydaktyce.
        Dalej funkcjonują egzaminy ustne, chociaż wiadomo od dawna że jest to fatalna forma sprawdzenia wiedzy.
        Widziałem prace doktorskie (z fizyki!), które nie są pisane po angielsku, co gorsza spora część starej kadry w ogóle nie zna angielskiego.
        To jest temat rzeka, można by było wypisywać bez końca…
        W każdym razie przyczyna dla której polskie uczelnie (i nauka w ogóle) nie mają żadnego znaczenia na świecie nie leży na pewno w przypadku.

  • Chciałbym zapytać co rozumie Pan przez ”inne oczekiwania” względem kadry/studentów ? Mógłby Pan to rozwinąć ? Czy np. poziom (nauczania, wiedzy itp) był niższy od oczekiwanego ? Czy może chodzi o jakieś kwestie kulturowe ? Pozdrawiam

  • spedzilem ostatnie poltora roku na najwiekszym tajwanskim prywatnym uniwersytecie
    wrazenia mam bardzo rozne, czesc pozytywna, czesc nie.
    jednak doswiadczenia dotyczace zarowno studentow jak i kadry znacznie roznia sie od moich oczekiwan

    niska cena to nie tylko wypadkowa poziomu, ale takze cen / kosztow utrzymania i pensji
    a te na tajwanie sa wlasnie nizsze niz u sasiadow
    co do poziomu nauki nie mam porownania do zagranicznych uczelni, ale przypuszczam, ze sa skorelowane z cena

Odpowiedz na „rysiekAnuluj pisanie odpowiedzi