BLOGOSFERA

Tajwan: czekając na trzęsienie ziemi

Tekst ten pierwotnie ukazał sie w moim blogu „Chiny widziane z daleka” dn. 19.01.2012 na www.wieslawpilch.salon24.pl

 

Chciałbym w tym tekście poruszyć sprawy tak odległe polskiej optyce widzenia Chin- jak to tylko możliwe. Chodzi o relacje ChRL z Republiką Chin czyli Tajwanem.

Dla Polaków, ale sądzę, że również dla innych obywateli świata, są to sprawy z dziesiątego rzędu ważności. Ale nie dla Chin i nie dla Chińczyków. Wprawdzie, my, Europejczycy nie tak dawno przerabialiśmy podobny problem- w odniesieniu do Niemiec- ale tam, sytuacja jest nieporównanie delikatniejsza. Tam krzyżują się problemy wewnątrz chińskie z problemami Azji Południowo- Wschodniej. A na to nakładają się interesy USA we tym regionie. I pozostaje jeszcze- last but not least- sprawa chińskiej nacji, którą ostatnio Pekin zaczyna podnosić, a zaczyna być to dla Chińczyków sprawa pierwszoplanowa.

Dlaczego sprawa relacji Pekin-Tajpej jest tak dla świata istotna, mimo tego, że tak bagatelizowana. Otóż moim zdaniem, to właśnie ścieżka jaką podążają relacje tych dwóch na razie niezależnych państw w drodze do zjednoczenia- jak chce Pekin, a utrzymania status quo- jak chce Tajpej, jest szczególnie dla władz ChRL sprawa prestiżową. Bo to m.in. ma pokazać światu; z jednej strony determinację Pekinu w drodze do zjednoczenia Chin, a z drugiej strony ma również pokazać determinację, tyle, że w unikaniu prawie za wszelką cenę, siłowego przyłączenia tej zbuntowanej prowincji- jak Tajwan nazywają władze ChRL- do macierzy.

I dlatego to co się stało przed kilkoma dniami jest tak istotne.

Otóż, 14 stycznia 2012 r. na Tajwanie odbyły się wybory prezydenckie. Stawką tych wyborów był nie tylko dalszy rozwój ekonomiczny Republiki Chin, ale przede wszystkim-a pierwsze wiąże się z drugim- rozwój jej relacji z Chińską Republiką Ludowa.

A teraz dygresja. Żeby tak już zupełnie odkłamać historię tamtego regionu, to należy wspomnieć o tym, że odrzucenie monopolu jednej partii na Tajwanie czyli Kuomintangu KMT jest bardzo świeżej daty. Datuje się na 1996r. Do tego momentu, Tajwan a właściwie jego ustrój przypominał do złudzenia ChRL. I o tym należy pamiętać. Od tamtego czasu miały miejsce pięciokrotnie wybory prezydenckie, w których to KMT nie sprawowało władzy przez 8 kolejnych lat od 2002 r. do 2010 roku. Więc z tą demokracją na Tajwanie nie należy przesadzać. To politura. Ale to tylko dygresja historyczno- polityczna.

Oczywiście Chiny z zadowoleniem powitały ponowny wybór na prezydenta Tajwanu dotychczasowego szefa państwa, Ma Jing-Yeou. „Jego zwycięstwo otwiera nowe możliwości rozwoju stosunków między obiema stronami” – napisała w swym komentarzu oficjalna chińska agencja prasowa Xinhua. Zdaniem agencji, wyniki sobotnich wyborów prezydenckich na Tajwanie wskazują, że pokojowe kształtowanie stosunków chińsko-tajwańskichjest „właściwą drogą” i uznawane jest także przez większość mieszkańców Tajwanu. „Wspólnym wysiłkiem wzmocnimy współpracę, zaufanie i dialog między nami” – napisała Xinhua.

 A teraz przejdźmy do analizy istniejącej sytuacji.

 Otóż ponownie wybrany prezydent, w poprzedniej kadencji zaprezentował się jako orędownik zbliżenia- na prawie wszystkich kierunkach – z władzami ChRL. W 2010 roku podpisał z rządem w Pekinie zawarcie porozumienia handlowego (Economic Cooperation Framework Agreement – ECFA), które niezwykle zdynamizowało stosunki handlowe miedzy wyspą i kontynentem. Dość powiedzieć, że teraz udział tajwańskich firm w tych relacjach jest tak znaczny, iż to właśnie tajwańskim biznesmenom zawdzięcza się sukces wyborczy obecnego prezydenta-elekta.

Bo też tajwańskie firmy głównie na kontynencie organizują produkcję swoich wyrobów- robocizna jest 3 razy tańsza. Ustanowiono połączenia lotnicze i promowe.  Ruch turystyczny przybrał oszałamiające rozmiary- Chińczycy z kontynentu zostawili na Tajwanie 3 mld $. To niewiarygodne, ale takie są fakty! Czy też możliwość studiowania na tajwańskich uczelniach studentów z ChRL. No, jak na „totalitarny” system ChRL  przystało- to całkiem nieźle.

 Ponownie wybrany na Tajwanie Ma Ying Jeou, w dalszym ciągu deklaruje przywiązanie do koncepcji trzech „NIE”: dla zjednoczenia Tajwanu z ChRL, dla niepodległości Tajwanu i dla użycia siły między ChRL a Tajwanem. Aczkolwiek, wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że oprócz ścisłych związków handlowych z kontynentem, w niedługim czasie będziemy mogli być świadkami pewnych ruchów politycznych, które będą miały na celu rozpoczęcie rozmów z Pekinem również na tematy polityczne. No, to będzie trzęsienie ziemi.

Oczywiście, prezydent uzależnia podjęcie tych kroków w uzgodnieniu z Narodem. Myśle, że biorąc pod uwagę kruchość tzw. demokracji na Tajwanie, można przyjąć, iż kroki te zostaną podjęte wówczas, gdy będzie temu sprzyjała atmosfera w relacjach między Tajpej a Pekinem. Można również założyć, iż te polityczne kroki zostaną dokonane dopiero po „zmianie warty” w Pekinie.

Zarówno władze w Tajpej jak i w Pekinie zdają sobie sprawę z tego, że ta droga, zarysowana powyżej nie jest autostradą, a wręcz odwrotnie, będzie, a w każdym razie, może być wyboista. Bo po pierwsze: na Ma Ying Jeou głosowało 51,5% biorących udział w wyborach. To oznacza tylko tyle, że pozostałym 48,5% mieszkańców Tajwanu ta droga nie odpowiada. I jeśli pan Ma będzie chciał zasięgnąć opinii społecznej i w dodatku uzyskać satysfakcjonującą go odpowiedź, to będzie musiał zrobić coś więcej niż zrobił do tej pory. Nie zapominajmy u licha, kim są ci ludzie na Tajwanie. To potomkowie żołnierzy, urzędników, inteligencji i wszystkich tych którzy uciekli na wyspę przed armią Mao Tse Tunga! To było raptem w 1949 roku. Tylko 60 lat temu! Wiec trzeba dużo dobrej woli, żeby ktoś taki przemógł się i powiedział sobie: „A niech to diabli, może Oni mają rację”. Słowem, żeby się przemógł i zmienił zdanie, trzeba mu to dobrze wyłożyć. Przekonać. Przy założeniu, że taka jest potrzeba i że się chce.

Jest jeszcze kilka kamieni na tej drodze.

Chińczycy na Tajwanie różnią się kulturowo od Chińczyków kontynentalnych. Chińczycy na Tajwanie mają inny sposób odnoszenia się do Historii niż ci z kontynentu. Chińczycy na Tajwanie nie doświadczyli Rewolucji Kulturalnej i wszystkich z tego faktu płynących konsekwencji. Chińczycy na Tajwanie mówią innym językiem niż …kto? Przecież na kontynencie mówi się tysiącem różnych języków i dialektów. OK. kamieni na tej drodze jest sporo.

Tyle, że cel jest aż nadto ważny. WIELKIE CHINY.

Skoro udało się z Hong Kongiem i Makau, to najpewniej uda się również z Tajwanem. Byle spokojnie, bez pośpiechu i nie na siłę.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Tajwan: czekając na trzęsienie ziemi Reviewed by on 26 stycznia 2012 .

Tekst ten pierwotnie ukazał sie w moim blogu „Chiny widziane z daleka” dn. 19.01.2012 na www.wieslawpilch.salon24.pl   Chciałbym w tym tekście poruszyć sprawy tak odległe polskiej optyce widzenia Chin- jak to tylko możliwe. Chodzi o relacje ChRL z Republiką Chin czyli Tajwanem. Dla Polaków, ale sądzę, że również dla innych obywateli świata, są to sprawy

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 14

  • wute poruszyl dwa ciekawe warianty
    – W ChRL dochodzi do władzy zwolennicy twardej polityki i za poparciem
    establishmentu wojskowego decydują się zając wyspę siłą
    RZ: o tym wariancie wspominalem tutaj wczesniej w tym sensie, ze po zmianie wladzy nowa ekipa w pekinie moze miec inna wizje zjednoczenia, byc cisnieta przez wojsko itd. z drugiej strony jedyny pozytyw tych woborow to moze fakt, ze partia zacznie spokojniej i dadza na wstrzymanie, beda starali sie bardziej pokojowo.
    choc ja w to nie wierze. po wyborach sluchalem wielu komentarzy i przewaza opinia, ze po usadowieniu sie, za jakis rok, zazadaja od Ma konkretow. i tu ta sama wiekszosc komentatorow twierdzi, ze nie bedzie on w stanie. ze konkrety beda oznaczaly tak daleko posuniete narazenie suwerennosci, ze mu na to spoleczenstwo nie pozwoli
    swietne komentarze nt wyborow sa tutaj, bardzo zroznicowane pogladowo
    bardzo polecam
    csis.org/event/taiwans-january-2012-presidential-and-legislative-elections
    Alexander Chieh-Cheng Huang / Alexander Huang to moj wykladowca – przeciekawa postac

    – Amerykanie decydują się na wojnę prewencyjną przeciw Chinom
    dopóki mają jeszcze zdecydowaną przewagę militarną
    RZ: malo realne, ale jednak. tu role do odegrania ma japonia, coraz bardziej osaczona przez chiny jesli chodzi o tajwan. dla nich strata tajwanu, to jak poderzniecie gardla. nie chce sie tu rozpisywac, ale w moim odczuciu wlasnie ten kraj nie pozwoli na przejecie tajwanu i moze wywrzec na Stany Zjednoczone ogromna presje

    • Pamiętam, że Pan pisał o tym wariancie.
      Zgadzam się też z tym, że za jakiś czas Pekin zażąda konkretów od
      prezydenta Ma.
      Na stronie Fundacji Republikańskiej jest 18-stronnicowy artykuł eksperta
      fundacji na temat wojny chińsko-amerykańskiej.

  • Dziękuję WSZYSTKIM Panom za komantarze. Im bardziej oderwne od osobistych czy wręcz rodzinnych uprzedzeń/wrażeń/zdarzeń, tym bardziej cenne. Jak napisał nieoceniony Wute, możiwe są różne scenariusze wydarzeń. Myślę, że w swoim tekście opisałem scenariusz najbardziej przez ogół Chińczyków jak i dużą część elit rządzących obu krajów- pożądany. Powiem więcej- pożądany również przez tzw.społeczność międzynarodową, co wiadać po reakcjach np.USA. Ale, cieszy mnie to, że są na „tapecie” i rozważane jeszcze inne scenariusze. Myślę sobie, że te własnie, nie koniecznie mogłyby być pożądane przez samych zainteresowanych, ponieważ mogły by pociągnąć za sobą stan wojny gorącej lub w najlepszym przypadku zimnej.
    Jako, że jesteśmy na terenie think tanku, dobrze by było- w przyszłości- gdy któryś z nas popełni tekst z którym się zupełnie nie zgadzamy, wyrazić to w formie i treści odpowiedniej temu terenowi.
    Przecież znamy swoje poglądy jak łyse konie, więc pozostaje dyskutować. Grzecznie.
    Ryśkowi dziękuję za przeprosiny, a z Zyggim rozmawiałem tak długo, że wyjaśniliśmy sobie chyba najdrobniejsze szczegóły.
    PZ natomiast dziękuję za ciekawy link, no i sposób postrzegania mojego tekstu.

    • Panie Wieslawie,
      Nie ma za co dziekowac, po prostu ma Pan dar pisania w sposob zachecajacy (lub co bardziej opornych zmuszajacy) do wytezenia szarych komorek do myslenia, czyli do wykonania zadania do ktorych zostaly stworzone. :)
      Ponadto jest Pan „niepoprawny” politycznie i mam Pan odwage miec wlasne zdanie (co w dzisiejszych czasach jest bardzo niepopularne), a co ja akurat bardzo sobie cenie – pewnie dlatego w polityce kariery nie zrobie. :)

  • Drodzy Panowie,
    Specjalista od Tajwanu nie jestem, ale wydaje mi sie, ze aspirujac do miana think-tanku Panowie, ktorzy stycznosc z Azja maja bezposrednio powinni rozwazyc mozliwe scenariusze rozwoju sytuacji nawet jesli:
    a) wydawalyby sie na obecna chwile nieprawdopodobne
    b) nie odpowiadaly osobistym wyobrazeniom,
    a przede wszystkim bez zbednych emocji skierowanych do adwersarza.
    Na razie zdolalem przeczytac analize obecnej sytuacji na Tajwanie, co dla mnie jest bardzo ciekawe dodam. :)
    Ponizej link swiadczacy o tym, ze najwyrazniej nie tylko Pan Pilch „smie” napomknac o jakiejs formie zjednoczenia Chin i Tajwanu.
    3w.geopolityka.org/analizy/1257-duopol-2020-stan-relacji-amerykansko-chinskich-i-perspektywy-ich-rozwoju

    • @ PZ
      Zgadzam się z Panem. W think-tanku należy rozważyć wszystkie możliwe scenariusze, nie tylko te najbardziej prawdopodobne.
      Na dzień dzisiejszy, dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze to:
      1. Obie strony rozwijają się pokojowo zacieśniając współpracę, ale nie
      łączą się, ze względu na różnice w standardzie życia i przeto brak zgody
      ludności Tajwanu.
      2. W ChRL następują reformy polityczne, co zbliża oba kraje. Coraz
      bardziej zmniejszają się różnice w poziomie życia i na zasadzie
      konwergencji następuje zjednoczenie.
      Jednakże powyższe nie musi zupełnie wykluczyć innych wydawałoby się
      nieprawdopodobnych dzisiaj scenariuszy:
      – W ChRL dochodzi do władzy zwolennicy twardej polityki i za poparciem
      establishmentu wojskowego decydują się zając wyspę siłą
      – Amerykanie decydują się na wojnę prewencyjną przeciw Chinom
      dopóki mają jeszcze zdecydowaną przewagę militarną
      Historia zna już przypadki dążenia do takiej wojny i samą wojnę.
      W 1875 r., pięć lat po klęsce Francji w wojnie z Prusami i koalicją
      państw niemieckich, francuski parlament uchwalił reformę wojskową.
      Bismarck groził wojną prewencyjną. Niedoszła ona do skutku, ze względu
      na zdecydowane stanowisko rosyjskiego kanclerza Gorczakowa.
      Również nasz Piłsudski zamyślał o wspólnej wojnie prewencyjnej Polski i Francji przeciw Niemcom, ale nie uzyskał zgody Paryża.
      Można powiedzieć, że I WŚ była też poniekąd wojną prewencyjną. Rosja
      rozpoczęła w 1913 r. wielką reformę wojskową, która miała trwać 4 lata.
      Niemiecki sztab generalny oświadczył politykom, że po zakończeniu tej
      reformy, Niemcy nie będą w stanie wygrać wojny walcząc na dwa fronty
      (przeciw Francji i Rosji). To było faktyczną przyczyną wybuchu w/w wojny.

      Prawdopodobne scenariusze nie zawsze sie sprawdzają. Przypomnę, że
      Ci, którzy we wrześniu 1938 r. jechali do Monachium ratować pokój,
      zapewne nie przypuszczali, że za 4 lata „imperium Adolfa” będzie się
      rozciągało od Atlantyku po Wołgę. Również Związkowi Sowieckiemu
      kilkakrotnie przewidywano upadek: zaraz po wojnie domowej, w latach
      trzydziestych po kolektywizacji, w 1941 w czasie ofensywy niemieckiej..
      itd.
      Artykuł, który Pan polecił (Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych)
      oceniam wysoko. To dość wyczerpująca analiza.
      Przy okazji, „środowisko geopolityczne” w Polsce dzieli się na dwa
      kierunki: atlantycki (Warszawa, Kraków) oraz kontynentalny (ECAG oraz
      Instytut Geopolityki z Częstochowy). Ten drugi kierunek jest kojarzony z
      wizją wspłpracy z Niemcami i z Rosją. Pomysły mają różne. Np. prezes
      Instytutu Geopolityki proponuje, żeby gaz łupkowy w Polsce wydobywać
      razem z Niemcami i z Rosją.

      • Avatar PZ

        @wute
        Jak zawsze swietny komentarz podparty imponujaca wiedza historyczna i oczywiscie podany z wielka klasa godna dyplomaty. Jestem naprawde pod wrazeniem.
        Nie zdawalem sobie sprawy, ze srodowiska geopolityczne w Polsce, az tak mocno akcentuja swoje preferencje.
        Bedzie troche off-topic, ale moim osobistym zdaniem kierunek atlantycki staje sie coraz mniej optymalny. Biorac pod uwage plany Obamy przegrupowania wojsk z Europy do Azji to gwarancje NATOwskie sa coraz bardziej warte tyle ile gwarancje europejskie, a wartosc tych dobrze znamy z historii. Mam takie dziwne wrazenie, ze zadnych baz amerykanskich w Polsce nie bedzie, ale bardzo chcialbym sie mylic w tej kwestii. Z jednej strony nie mamy na to wplywu, z drugiej jest to coraz bardziej niebezpieczne dla Polski i tak zwane elity powinny pomyslec jak oprzec sie na wlasnym potencjale (obojetnie jak niewielki mialby byc).
        W przypadku Niemiec ciagle jeszcze jest sporo wspolnych interesow (co nie znaczy, ze powinnismy chodzic na niemieckim pasku), aczkolwiek obecny rzad RP jest nieudolny w akcentowaniu takowych. Gazoport biorac pod uwage samowolne uzaleznianie sie RFN od dostaw gazu z Rosji moglyby stanowic realne zabezpieczenie dostaw (zarowno do Polski jak i do Niemiec) i niezrozumiale jest stanowisko Niemiec w tej sprawie (wbrew pozorom niektore srodowiska w niemczech takze to widza i krytykuja postawe rzadu RFN w tej sprawie).
        Co do Rosji to wielokrotnie sie wypowiadalem, ze bardzo ograniczone zaufanie wyjdzie nam na zdrowie i caly czas tak twierdze. Niemniej jednak musimy zaczac z Rosja rozmawiac i handlowac, bo mamy bardzo negatywny bilans w handlu (oczywiscie ropa i gaz to glowny drenaz polskiego portfela), a bez asertywnej rozmowy nie da sie tego zmienic.
        Juz raz tuz w historii ZSRR zapragnal „zbilansowanego” handlu i bylo to przed wprowadzeniem stanu wojennego. W obecnej sytuacji oznaczaloby to odciecie Polski od dostaw ropy i gazu i nie mamy zadnej mozliwosci oddzialywania na Rosje w tej kwestii. Zainteresowanie UE w tej kwestii od czasu otwarcia baltyckiej gazrurki jest niewielkie – Europa Zachodnia jest bezpieczna.
        Chyba, ze chcemy zaczac sprowadzac rope z Iranu tankowcami, ponoc ostatnio jest nieco taniej z tamtego kierunku. ;)
        Eksploatacja gazu lupkowego (jesli takowy sie znajdzie i bedzie to oplacalne) powinna sie odbywac w miare mozliwosci bez udzialu osob trzecich (takze wykluczajac amerykanow, placac tylko ewentualnie tak zwane „royalties” za technologie). Probe wprowadzanie Niemcow i Rosji do sfery wydobycia lupkow uwazam za dzialanie wbrew interesowi narodowemu i chyba zdania nie zmienie. :)

      • Avatar rysiek

        PZ

        dokladnie tak jest – wute to rzadko spotykana kultura osobista, jestem pelen podziwu, tym bardziej w kontekscie moich uwag powyzej (odnosnie komentarza Zyggiego o moim pisaniu, w ktorym ma w pelni racje)

        odnosnie wspolpracy z azja
        wg mnie sprawa jest prosta
        widzimy dokad zmierzaja gospodarki USA i UE
        tak wiec obecnie wzrost jest mozliwy glownie na rynkach wschodzacych
        blizej polski – na wschod od niej, czego u nas nadal sie nie docenia
        dalej – w azji.
        polska powinna sie na maksa zaangazowac chociazby przez kanaly unijne we wspolprace z azja i byc tu w peletonie. tym bardziej majac ostatnio pozytywne kontatky z chinami
        ale jaka jest szansa na to – wszyscy wiemy …

        odnosnie podanego wczesniej linku
        sa tam drobne potkniecia jak chociazby to
        Rząd amerykański intensywnie wspiera również obronność Tajwanu, – w tym zdaniu jest o jedno slowo za duzo …

      • Avatar wute

        @ p.PZ p.Rysiek
        Dziękuję za słowa uznania.
        1. Też uważam, że nie będzie zaangażowania amerykańskiego
        w Polsce. Można powiedzieć, że Rosjanie bardzo dobrze
        rozegrali tą sprawę. Zagrozili zainstalowaniem nowych
        rakiet w Kaliningradzie w przypadku tarczy antyrakietowej w
        Polsce i w Czechach. USA zrezygnowały, a Rosjanie i tak je
        zainstalują.
        2. Tak zwane elity, moim zdaniem, mają dość luźne poczucie
        interesu narodowego i jego bezpieczeństwa. Dla niektórych
        z nich motyw sienkiewiczowskiego „czerwonego płótna” nie
        przestał być historyczny, bo jak inaczej należy nazwać ciągle
        aktualną próbę sprzedaży Lotosu Rosjanom. Oparcie się na
        własnym potencjale jest jak najbardziej słuszne, to podstawa
        ale moim zdaniem daleko niewystarczająca. Opcja
        atlantycka przemieniająca się w europejską będzie z braku
        innych realnych możliwości prawdopodobnie jedyną opcją
        obronną dla nas. Dlatego też przynajmniej na polu
        gospodarczym powinniśmy rozwijać intensywne relacje z
        krajami azjatyckimi a oprócz tego mieć jak najlepsze
        stosunki polityczne z Chinami.
        3. Niemcy, o czym kilkakrotnie już pisałem prowadzą do nas
        podwójną politykę i w pewnym sensie niekonsekwentną.
        Z jednej strony Polska związana z Niemcami, o coraz
        silniejszym potencjale gospodarczym, stałaby się dźwignią
        nacisku Niemiec na Francję. Niemcy mając Polskę silnie
        z nimi związaną i uzależnioną mogli osłabić rolę Francji jako
        ich podstawowego partnera i ten duopol zamienić w
        monopol. Francuzi dobrze o tym wiedzą i stąd taka ich
        zaciekła obrona przed dopuszczeniem Polski do udziału w
        posiedzeniach krajów strefy euro.
        Z drugiej strony coraz silniejsza Polska stoi w sprzeczności z
        ich strategicznymi planami odzyskania tego co utracili w
        czasie wojny. Stąd też takie utrudnienia z dostępem do
        Gazoportu. Swoją drogą Niemcy budują czy mają w planach
        budowę swojego gazoportu w Rostocku. To zapewne jest
        główny powód utrudnienia nam tam życia.
        4. Rosja – nie sądzę żeby asertywna rozmowa coś zmieniła.
        Zacznie zmieniać dopiero skroplony gaz ze Świnoujścia (a
        swoją drogą kto wybrał taką lokalizację gazoportu).
        5. Przepustowość Portu Północnego nie wystarczy na pełne
        zaopatrzenie Polski w ropę w przypadku odcięcia dostaw
        rosyjskich, a sprzedaż Lotosu Rosjanom, może te dostawy
        jeszcze bardziej utrudnić.
        6. Gaz łupkowy – też bardzo pragnąłbym, żeby to wszystko
        odbywało się krajowym wysiłkiem, ale koszty tego i kapitał
        krajowy prawdopodobnie będą niewystarczające. Poza tym
        prawdopodobnie zadziała „czerwone płótno”. Koncesje na
        wydobycie to żyła złota.
        Swoją drogą kilka m-cy temu było głośno o tym, że Rosjanie
        wykupują firmy , które dostały koncesje na poszukiwanie
        tego gazu. Pisano, że mają już co piątą koncesję.
        7. Podział środowiska geopolitycznego ma w moim
        przekonaniu, nie tyle motyw merytoryczny co polityczny.
        Rosjanie podobnie jak Amerykanie w latach 90-tych XX w.
        i Niemcy w pierwszej dekadzie obecnego wieku, zaczynają
        budować swoje lobby także w sferze „intelektualnej”, czego
        dowodem mogą być np. stypendia doktoranckie Gazpromu
        na UW.
        Pomysły na wydobycie gazu łupkowego razem z Rosjanami
        i z Niemcami, mówią same za siebie.

  • Zyggi

    masz w pelni racje – zdaje sobie sprawe ze swojego tonu i staram sie nad tym panowac. jak widac – nieudolnie
    udzielam sie jeszcze na dwoch forach, ze znajomymi na FB komentujac wspolne posty i artykuly oraz na blogu znajomego, ktory pisze o zagadnieniach na linii pekin-tajpei-waszyngton.
    tyle ze w tych dwoch przypadkach swiatopogladowo jestem wsrod swoich, wiec tam nie ma sie co unosic …

    tak wiec za ton Pana Pilcha serdecznie przepraszam

  • Panie Wiesławie, jak na Pana to raczej słaby artykuł. Przede wszystkim dlatego, że słabo udokumentowany i zawierający błędne konkluzje.
    Dystansując się od przemądrzałego tonu Ryśka (który przypisuję jego impulsywności), chcę poruszyć kilka istotnych spraw.
    Cyt. „Nie zapominajmy u licha, kim są ci ludzie na Tajwanie. To potomkowie żołnierzy, urzędników, inteligencji i wszystkich tych którzy uciekli na wyspę przed armią Mao Tse Tunga!”
    Nie znam dokładnych danych, ale pochodzenie takie jak Pan pisze, ma może 15-20% ludności Tajwanu, nie więcej. Większość stanowią potomkowie wcześniejszych fal imigracji z kontynentu. Już w XVII w. pojawiło się Królestwo Dongning – pierwsze państwo chińskie na wyspie, założone przez Zheng Chenggonga, wiernego Mingom pół-Japończyka. Było to na długo zanim narodziły się idee chińskiego nacjonalizmu. Sprzeciw władców Dongning wobec Mandżurów miał podłoże bardziej kulturowe („my – reprezentujący cywilizację Kraju Środka, oni – barbarzyńcy”) niż etniczno-rasowe. Dlatego kultywowanie przez ogół Tajwańczyków (z wyjątkiem rdzennych ludów austronezyjskich) kultury wywodzącej się z kontynentu niekoniecznie oznacza to samo, co ich poczucie tożsamości etnicznej.
    Kolejna sprawa. Nie bardzo wiem skąd Pański wniosek o kruchości demokracji na Tajwanie. W rankingach dot. swobód obywatelskich i instytucji demokratycznych, jakie czytałem w ostatnich latach, Tajwan zwykle plasował się na drugim miejscu w Azji – po Japonii, a przed Koreą Pd. Tajwan był też oceniany jako demokracja stabilniejsza i gwarantująca lepszą ochronę praw człowieka i przestrzeganie prawa niż np. Włochy, o których przecież nikt nie mówi, że ich demokracja to „politura”.
    Zresztą o czym tu dużo mówić; proszę porównać frekwencję wyborczą na Tajwanie i w Polsce. U nas frekwencja na poziomie 80% byłaby może (zaznaczam: MOŻE) wtedy, gdyby w punktach wyborczych rozdawali po Wyborowej i czteropaku na łebka. :-)
    Natomiast w zasadzie zgadzam się z Pańskimi konkluzjami dot. znaczenia rosnącej wymiany handlowej i dwustronnej turystyki. Dodam tylko, że mają one znaczenie nie tylko duże, ale wręcz kluczowe. W każdym razie większe niż idea Wielkich Chin, która dla wielu Tajwańczyków może być czystą abstrakcją. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że rośnie odsetek mieszkańców wyspy określających się jako Tajwańczycy, a nie jako Chińczycy.

  • Mialem okazje spedzic tydzien na Tajwanie i opuszczac wyspe w dzien wyborow prezydenckich. Podczas pobytu spotkalem kilku biznesmenow – wszyscy oni opowiadali sie za Ma, uwazajac DPP za partie populistyczna.
    Taksowkarz w Tajpej twiedzil, ze Ma mimo doktoratu z prawa uzyskanego w USA, nie przywiozl z USA idei wolnosci i sprawiedliwosci, przez niego Chen Shuibian nie mial nawet sprawiedliwego procesu, metro w Tajpej czy 101 to decyzje Chena, wszystkie istotne zmiany mialy miejsce lub swe poczatki za czasow merostwa Chena.
    Spotkany na wspinaczce po wzgorzach pod Tajpej pan Cai twierdzil z kolei, ze nie ma zamiaru pojechac do Chin kontynentalnych wykorzystujac legitymacje „ziomka z Tajwanu”, a jedynie na paszport tajwanski z wiza (czyli gdy ChRL i Tajwan nawiaza ze soba stosunki jako dwa niezalezne panstwa). Pan Cai byl bylym zolnierzem obrony przeciwlotniczej, mial 72 lata i regularnie wspinal sie na szczyt Yangmingshan w 2 kg butach, by utrzymac kondycje – na wszelki wypadek.
    Kupujac bilet do Tajpej musialem zaplacic znacznie wiecej, niz lecacy tam biznesmeni tajwanscy. Czyzby w ten sposob ktos ich wspieraj, by zdazyli na wybory i wsparli KMT?
    Zgadzam sie z przedmowcami – jest wiele niecheci wobec chinczykow z ChRL w HK i na Tajwanie. Kto mial okazje obcowac z jednymi i drugimi, nie bedzie sie temu dziwil.

  • Adamie – dziekuje za mile slowa. jak sam piszesz, Pan Pilch przebywa we wlasnym swiecie z monitora peceta
    z tym tlumkiem wyborczym KMT jest jak piszesz, glosuja rodzinnie, urzednicy itd
    mialem nadzieje, ze Pan Pilch pozostanie przy Chinach, niestety, jest coraz gorzej …

    „relacje tych dwóch na razie niezależnych państw”
    oficjanie Tajwan nie jest panstwem, za takie uznaja go 23 zazwyczaj malutkie panstwa karaibskie itp. zupelnie inna sprawa, ze spelnia wszystkie potrzebne ku temu kryteria, ale to oddzielna i dluga historia

    „odbyły się wybory prezydenckie”
    oraz parlamentarne

    „Republiki Chin”
    poprawnie jest chyba Republiki Chinskiej

    „odrzucenie monopolu jednej partii na Tajwanie czyli Kuomintangu KMT jest bardzo świeżej daty. Datuje się na 1996r.”
    tu mozna sie spierac, ale raczej za date te uznaje sie koniec stanu wojskowego / martial law w 1987r.

    „KMT nie sprawowało władzy przez 8 kolejnych lat od 2002 r. do 2010 roku”
    jak nie sprawowalo – przeciez wlasnie sam pisze Pan o reelekcji prezydenta !
    pewnie chodzi o prezydenture CSB – lata 2000-2008, KMT ma prezydenta od 2008r, mial wowczas tez praktycznie wladze pelna w parlamencie – ponad 3/4 miejsc

    „Więc z tą demokracją na Tajwanie nie należy przesadzać. To politura. ”
    co Pan ostatnio przyspawal? chyba cos mocniejszego … i popijal

    cytuje Pan jedynie komentarze Xinhua, co nie dziwi, wiadomo, skad czerpie Pan wiedze
    mozna by dla wyrownania np. Taipei Times

    „to właśnie tajwańskim biznesmenom zawdzięcza się sukces wyborczy obecnego prezydenta-elekta”
    jakies dane lub zrodla

    „tzw. demokracji na Tajwanie”
    brak slow
    polecam tu artykul znajomego
    60-248-100-112.hinet-ip.hinet.net/News/editorials/archives/2011/09/17/2003513461/1

    „na Ma Ying Jeou głosowało 51,5% biorących udział w wyborach.To oznacza tylko tyle, że pozostałym 48,5% mieszkańców Tajwanu ta droga nie odpowiada.”
    jedno z drugiego absolutnie nie wynika. nie potwierdzaja tego ani wyniki wyborcze, ani przbieg kampanii

    „Nie zapominajmy u licha, kim są ci ludzie na Tajwanie. To potomkowie żołnierzy, urzędników, inteligencji i wszystkich tych którzy uciekli na wyspę przed armią Mao Tse Tunga!”
    zarowno w momencie sprowadzenia sie tutaj KMT, jak i obecnie, sa oni w znacznej mniejszosci spoleczenstwa

    „Skoro udało się z Hong Kongiem i Makau, to najpewniej uda się również z Tajwanem”
    udalo? z czyjego punktu widzenia? dla kogo?
    z sytuacji w HK nie sa zadowolone ani wladze w pekinie, ani HKczycy
    tu jeden z wielu aspektow
    Though the transfer of power of Hong Kong from Britain to China happened 15 years ago, Hong Kong residents still see themselves as separate from mainland China. According to a University of Hong Kong poll cited by TIME, the number of respondents identifying themselves as Hong Kong citizens above all was the highest in 10 years, whereas the number who saw themselves as Chinese was the lowest in 12 years.
    i kolejny
    online.wsj.com/article/SB10001424052970203833104577069863869040358.html
    i kolejny
    asiasentinel.com/index.php?option=com_content&task=view&id=4068&Itemid=173

  • Wczoraj miałem meeting rodzinny i jak to zawsze bywa schodzi się na tematy związane z polityką. Więc zgodnie każdy stwierdził, ( no może po za żoną brata mojej żony, która jest z Cheng Du ), że Hongkong to Hongkong, Tajwan to Tajwan a Shanghai to Shanghai, Jeśli Pan Pilch chce wprowadzać urzędników z BJ tu i tam to niech stworzy sobie własny świat, bo 70 % ludzi w SH nie życzy sobie wtykania nosa przez BJ w sprawy SH. Kuzynka żony, która posługuje się paszportem HK ( zresztą ta część rodziny jest z HK de facto czyli shanghainese, którzy wyjechali do HK ) powiedziała wprost Donald Tsang ostatnimi czasy robi dokładnie to co chce BJ. Rysiek jako osoba mieszkająca na TW potwierdzi, że ludzie nie chcą KPCH na TW. Ludzie wybierają KMT, bo ich rodzice to robili to oni też głosują. Mama/tata pracuje jako urzędnik to głosujemy na KMT, ktoś chce niskich podatków to na KMT etc.etc.
    Zresztą występuje tutaj obustronna niechęć ludzi z TW i mainland China – wystarczy wybrać się na jakieś forum typu liba i poczytać trochę wpisów … ręce opadają !!!

    Rysiek jestem z tobą :+)

Pozostaw odpowiedź