Artykuły,Publicystyka

T. Deptuch: Recenzja książki „Prawdziwa Wojna – Wietnam w Ogniu“ autorstwa Jonathana Schella.

Chcąc jednym zdaniem opisać wartość tej książki dla zrozumienia wojny wietnamskiej i Wietnamu w ogóle, należałoby napisać: „marsz do księgarni“.

Stanowi ona zbiór trzech tekstów ukazujących wojnę w Wietnamie z różnych punktów widzenia i powstałych w różnym czasie. Dwa z nich to reportaże napisane przez początkującego wówczas dziennikarza „New York Timesa”. Został on bezpośrednio po studiach wysłany jako korespondent do Wietnamu Południowego, gdzie towarzyszył oddziałom armii USA w trakcie działań wojennych.

„Wioska Ben Suc“ została napisana w 1967 roku i jest relacją z pacyfikacji tytułowej wioski, uznanej, na podstawie wątpliwych przesłanek, za bastion Wietkongu. Autor towarzyszy żołnierzom na każdym etapie przygotowań a następnie realizacji zadania. Szczegółowy i bardzo plastyczny opis samej wioski, zamieszkującej ją ludności a także dowódców wojskowych i sposobów podejmowania przez nich decyzji, zmusza wręcz czytelnika do zanurzenia się w atmosferze wydarzeń, w których autor uczestniczył. Siedząc z książką w fotelu dokładnie wiemy, kim byli i jak żyli ludzie uznani później za partyzantów. Możemy z zamkniętymi oczami poruszać się po wiosce, tak realistyczny jest jej opis. Poznajemy też dokładnie amerykańskich żołnierzy. Znamy mechanizmy psychologiczne warunkujące ich decyzje, a także sposoby ich działania.

Autor opisując zdarzenia w których bierze udział, powstrzymuje się od własnej opinii, pozostawiając ją czytelnikowi. Jednocześnie dostarcza wszystkich informacji pozwalających ocenić sytuację. Zestawia wypowiedzi różnych osób zaangażowanych w te same wydarzenia albo relacje żołnierzy z tym, co sam widział Oczywiście z perspektywy czasu i przestrzeni łatwo jest ferować wyroki, nie mniej w trakcie lektury trudno jest odpędzić natrętną myśl „jak mogło do tego dojść?“

Rok później, w czasie drugiego pobytu Schella w Wietnamie, powstał cykl reportaży zebranych później pod tytułem „Wojskowa połowa“. Jest to świadectwo zniszczenia dwóch północnych prowincji: Quang Nai i Quang Tin. Schell, tak jak rok wcześniej, znajduje się w samym centrum wydarzeń – jest pasażerem w samolocie naprowadzającym ogień amerykański na właściwe cele. Operacja jest długa i prowadzona metodycznie; jej celem jest całkowita likwidacja infrastruktury. Mimo, że od poprzedniego pobytu autora w Wietnamie minął ledwie rok, widać, że właściwa mu przenikliwość i świeżość spojrzenia została uzupełniona o doświadczenie, czy wręcz brzemię widoku wojny. Już w pierwszych zdaniach „Wojskowej Połowy“ reporter zdradza jak bezsensowna jest w jego opinii ta wojna. Zarazem jednoznacznie oddziela decyzje polityczne i popełnione strategiczne błędy od losu szeregowych żołnierzy których wojenna zawierucha wyrwała z domów na przeciwległej półkuli nie dając im szansy wyboru. To właśnie ci żołnierze, poddani ogromnej presji pola walki, ale też zdemoralizowani przez asymetrię sił przeciwnika, byli wykonawcami planu zniszczenia. Opisy zachowania żołnierzy, którzy po powrocie z akcji próbowali normalnie żyć, pokazują, jak silne są mechanizmy obronne. Odrealnienie wydarzeń i odczłowieczenie przeciwnika, jakkolwiek godne potępienia, były dla nich jedynym dostępnym sposobem na przetrwanie i zachowanie równowagi psychicznej.

Chronologicznie trzeci, a w układzie książki pierwszy tekst, tytułowa „Prawdziwa Wojna“, powstał dwie dekady później i choć dotyczy tych samych wydarzeń i wyszedł spod pióra tego samego autora, to jednak ma zupełnie inną wagę. Schell będąc już bardzo doświadczonym dziennikarzem, zakończywszy właśnie współpracę z New York Timesem, podejmuje bardzo udaną próbę analizy mechanizmów, które doprowadziły do wojny, następnie pozwoliły jej trwać aż wreszcie spowodowały jej zakończenie. Wszystkie wydarzenia, postawy i decyzje opisane we wcześniejszych pozycjach są tu ujęte w kontekst polityczny, kulturowy, cywilizacyjny wręcz. Dowiadujemy się, że działania stricte wojskowe były tylko jednym i wcale nie najważniejszym z jej elementów. Okazuje się, że na każdym etapie tej kampanii wojskowej, jej założenia były wzajemnie sprzeczne i praktycznie niemożliwe do zrealizowania. Żołnierze amerykańscy, dumni z dobrze wykonanych operacji wojskowych brali do ręki ojczyste gazety i dowiadywali się, że to co robią jest bezcelowe i powinno zostać natychmiast zakończone. Tytuł wcześniejszego tekstu, „Wojskowa Połowa“ odzwierciedlał świadomość decydentów w USA, że prócz działań wojskowych konieczna jest „cywilna połowa“, czyli pomoc Wietnamczykom w organizacji i odbudowie kraju. Pada sformułowanie „wietnamizacja Wietnamu“, która ma zostać zaprowadzona przy pomocy półmilionowych sił amerykańskich. Jednak amerykanie wpadają w pułapkę znaną każdemu rodzicowi, który wyręcza swoje dziecko we wszystkim, żeby było lepiej, szybciej i skuteczniej. Po pewnym czasie musieli już wszystko robić samemu – nie było jak „wietnamizować”. Dodatkowo amerykanie bardzo późno zorientowali się, że obracają w ruinę kraj, który przecież mają odbudować i usamodzielniać; że władze które sami ustanowili i utrzymywali są absolutnie niezdolne do samodzielnych rządów. W decydującym momencie, kiedy wojska amerykańskie zostały wycofane, odziały Wietnamu południowego rozpierzchły się niezdolne nawet do wycofania się w szyku wojskowym, a władza polityczna była przerzucana jak gorący kartofel. Okazało się, że głównym efektem amerykańskiego zaangażowania w Wietnamie było uzależnienie władz Południa od siebie.

Dla kogoś interesującego się aktualną sytuacją międzynarodową, szczególnie konfrontacją Chin i Stanów Zjednoczonych, uderzająca w lekturze „Prawdziwej wojny“ jest jej aktualność. Szczególnie dotyczy to kwestii zderzenia cywilizacji i mentalności zachodniej (Amerykanów, ale w tle także Francuzów) z azjatycką. Czytamy o tym, że amerykanie nigdy nie zostali pokonani przez Wietnamczyków z północy na polu bitwy, a mimo tego przegrali wojnę. Wietnamczycy od początku mieli świadomość że to jest wojna o czas i liczy sie w niej umiejętność przetrwania mimo porażek. Natomiast Amerykanie zaciekle zdobywali kolejne wzgórza i wioski po to, by za chwilę odpierać kontrofensywę. Wojsko miało świadomość wygranych bitew, które jednak nie miały strategicznego znaczenia, a dodatkowo cały wysiłek i poświęcenie krajowe gazety przedstawiały jako porażki. Także w wymiarze strategicznym siły amerykańskie poniosły klęskę dając się uwikłać w symulowane powstanie w Wietnamie Południowym, zamiast walczyć z rzeczywistym wrogiem, czyli siłami Wietnamu Północnego. Schell przytacza manewr Ho Chi Minha z 1946 roku, który jest kluczowy dla zrozumienia sposobu myślenia Wietnamczyków. Ówczesny przywódca wietnamski pozwolił wkroczyć do kraju na pięć lat wojskom Francuskim w zamian za wyjście Narodowej Armii Chin. Gdy był za to krytykowany powtarzał, że Chińczycy mogliby zostać nawet na 1000 lat, a Francuzi nie mają takiej cierpliwości, poza tym są daleko od domu. Miał wtedy rację. Warto wiedzieć, że gdy kraj zachodni i azjatycki toczą wojnę (militarną, handlową, walutową, gospodarczą, czy każdą inną) to używają zupełnie innych środków, inne fakty są skłonne uznać za wygrane oraz inaczej przyjmują porażki.

Tomasz Deptuch

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
T. Deptuch: Recenzja książki „Prawdziwa Wojna – Wietnam w Ogniu“ autorstwa Jonathana Schella. Reviewed by on 26 lipca 2017 .

Chcąc jednym zdaniem opisać wartość tej książki dla zrozumienia wojny wietnamskiej i Wietnamu w ogóle, należałoby napisać: „marsz do księgarni“. Stanowi ona zbiór trzech tekstów ukazujących wojnę w Wietnamie z różnych punktów widzenia i powstałych w różnym czasie. Dwa z nich to reportaże napisane przez początkującego wówczas dziennikarza „New York Timesa”. Został on bezpośrednio po studiach

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź