Artykuły,Publicystyka

T. Burdzik: „Bajecznie bogaci Azjaci” – recenzja filmu

Przebywając obecnie w Polsce, chciałem wrócić do Singapuru tanim kosztem. Udało się. Wydałem jedynie 24,50 zł na bilet.

W ostatnim dniu sierpnia po długiej przerwie kinowego niebytu przerwałem impas,  pragnąc zobaczyć coś innego na ekranie niż nowojorskie ulice wypełnione WASPowymi bohaterami ratującymi świat. Wybór padł na Bajecznie bogatych Azjatów.

“Bajecznie bogaci Azjaci” jest pierwszym od wyświetlanego 25 lat temu „The Joy Luck Club” hollywoodzkim filmem, w którym obsada aktorów składa się wyłącznie z Azjatów. Film w reżyserii Jona M. Chu jest ekranizacją powieści „Crazy Rich Asians” z 2013 r., będącą zarazem pierwszą częścią trylogii autorstwa singapursko-amerykańskiego pisarza, Kevina Kwana.

„Bajecznie bogaci Azjaci” jest kolażem scen, które zgrabnie układają się w całość, nie zwalniającym tempa, przez co dwie godziny spędzone w kinowym fotelu mijają błyskawicznie.

Główną bohaterką filmu jest Rachel Chu (Constance Wu), profesor ekonomii na NYU, związana z Nickiem Youngiem (Henry Golding), członkiem najbogatszej rodziny w Singapurze. Nick zataił fakt swojego pochodzenia przed Rachel, której sytuacja rodzinna nie jest tak spektakularna. Rachel była wychowywana przez samotną matkę, która wyemigrowała z Chin do Nowego Jorku. Przodkowie Nicka również opuścili Chiny, na miejsce emigracji wybierając jednak Singapur w czasach, gdy wyspa pokryta była jeszcze lasami.

Nick zostaje zaproszony na ślub swojego przyjaciela w roli drużby i, korzystając z nadarzającej się okazji, zaprasza Rachel do towarzyszenia mu w czasie pobytu w Singapurze, pragnąc przedstawić ją swojej rodzinie i przyjaciołom, co doprowadzi do ciekawych zwrotów akcji.

Przyjazd Rachel i Nicka do Singapuru jest zderzeniem tradycji z nowoczesnością; zderzeniem azjatyckiej mentalności z amerykańskim sznytem. Rachel czeka nie lada wyzwanie aby wytrwać w związku, który nie jest akceptowany zarówno przez jej singapurskie konkurentki do zamążpójścia, jak również przez rodzinę Nicka, w szczególności jego matkę Eleanorę (Michelle Yeoh). O ile słowo „mezalians” może niewiele mówić współczesnym, młodym widzom wychowanym w duchu egalitaryzmu, o tyle dzięki „Bajecznie bogatym Azjatom”, mogą sobie przyswoić nowe znaczenie, gdzie przynależność do „odpowiedniej” klasy społecznej jest wyznacznikiem rodzinnego przyzwolenia na stanie się częścią rodu.

Wraz z bohaterami przenosimy się do wielu lokalizacjach, które bywalcom Singapuru są doskonale znane. Oglądając film, można wrócić wspomnieniami do odwiedzanych miejsc, czy też, zaczynając swoją przygodę z Singapurem, odbyć wycieczkę śladami postaci.

Poczynając od lotniska Changi, widzimy pocztówkowe widoki z Merlion Park na Marina Bay, wspólnie z Rachel i Peik Lin (Awkwafina) znajdujemy chwilę wytchnienia na Bukit Pasoh. Zapewne wielu widzów może zastanawiać się, w jakim kościele miał miejsce widowiskowy ślub Colina i Araminty – trudno będzie chętnym powtórzyć przygodę filmowych nowożeńców, ponieważ w istocie „kościół” (Chijmes) jest dawnym, katolickim konwentem z XIX w. Przyjęcie nowożeńców wśród iluminacji ukrytych wśród drzew odbyło się w popularnych Gardens by the Bay, zaś często przywoływany widok budowli z basenem na dachu to kultowy hotel Marina Bay Sands. Singapurska Izba Turystyczna (Singapore Tourism Board – STB) współpracowała z Warner Bros przy realizacji filmu, stąd też doskonałe widoki Singapuru nie powinny dziwić.

Film zaspokaja oczekiwania publiczności pragnącej w mainstreamowej kinematografii zobaczyć coś nowego. Wybór środowiska azjatyckiego jest trafny, łamie stereotypy. Azjaci w nowej, bajecznie bogatej roli są pozytywnym doświadczeniem po kolejnych sequelach, czy też kinowej konsumpcji odświeżonych kotletów zwanych dyplomatycznie „nowymi wersjami” starych filmów.

„Bajecznie bogaci Azjaci” pokazują część społeczeństwa rzeczywiście istniejącą, obracającą nie milionami, a miliardami, realnie kształtującą losy kraju, jak również kontynentu. Bogactwo nie jest wyłącznie domeną Zachodu, ale również Dalekiego Wschodu, który swoim rozmachem nierzadko może przyćmić to, co uznawane jest na Zachodzie za szczyt luksusu. Bogactwo ulega redefinicji, nie ogranicza się do amerykańskich czy też europejskich celebrytów – dość wspomnieć o bajecznie bogatych Singapurczykach z tysiącami followersów w mediach społecznościowych, takimi jak Jamie Chua, Kane Lim czy Chloe Ng.

Podsumowując, warto wybrać się do kina, lah!

Udostępnij:
  • 62
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    62
    Udostępnienia
T. Burdzik: „Bajecznie bogaci Azjaci” – recenzja filmu Reviewed by on 1 września 2018 .

Przebywając obecnie w Polsce, chciałem wrócić do Singapuru tanim kosztem. Udało się. Wydałem jedynie 24,50 zł na bilet. W ostatnim dniu sierpnia po długiej przerwie kinowego niebytu przerwałem impas,  pragnąc zobaczyć coś innego na ekranie niż nowojorskie ulice wypełnione WASPowymi bohaterami ratującymi świat. Wybór padł na Bajecznie bogatych Azjatów. “Bajecznie bogaci Azjaci” jest pierwszym od

Udostępnij:
  • 62
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    62
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Tomasz Burdzik

Absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Trzykrotny stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za wybitne osiągnięcia naukowe, stypendysta Ministerstwa Edukacji i Kultury Republiki Indonezji, stypendysta University of Lucerne School of Law, laureat Wyróżnienia Rektora UŚ za działalność naukową oraz popularnonaukową, dyplom najlepszego absolwenta Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Prowadzi badania wśród plemienia Dajaków na Borneo. W przeszłości prowadził zajęcia w indonezyjskich szkołach. Publikował m.in. w „The Jakarta Post”, „Tribun Travel”. Zajmuje się krajami Azji Południowo-Wschodniej, w szczególności Indonezją oraz Singapurem,jak również funkcjonowaniem islamu w regionie. E-mail: [email protected]

Pozostaw odpowiedź