Inne,Polecane

Przegląd prasy niemieckiej – luty 2012

Chiński strach przed Niemcami.

Die Tageszeitung, 10. 02. 2012.

We wtorek (14. lutego 2012. przyp. red.) odbędzie się szczyt EU-Chiny, a jego treść skupiać się będzie na kontaktach handlowych. Chińskie przedsiębiorstwa obawiają się zachodniej konkurencji. – relacjonuje berliński Tageszeitung na krótko przed odbyciem się szczytu.

Strach przed Chinami tkwi głęboko w świadomości Niemców. Przerażające korespondencje z Kraju Środka kumulują się z informacjami z Niemiec o kolejnych wykupowanych przez chińczyków przedsiębiorstwach.– informuje Tageszeitung. 

Podczas swojego pobytu w Chinach kanclerz Angela Merkel prosiła Chiny o udział w programie ratowania Euro. Jednocześnie musiała dać się wywieźć w pole, gdy chińscy urzędnicy zapobiegali jej spotkaniu z obrońcą praw człowieka – Mo Schaoping’iem.

W ankiecie zamówionej przez N24 (jeden z niemieckich kanałów informacyjnych. przyp. red.) 68% Niemców jako „raczej złe” określiło potencjalne uczestnictwo Chin w ratowaniu europejskiej waluty otrzymując za to większy wpływ w Europie. „Chińska inwazja przeraża Niemców“- tytułuje jeden z artykułów portal Bild.de. Jednak debacie publicznej umyka, że ten strach jest obustronny.

 W prawdzie porównywalnej ankiety w Chinach jeszcze nie było, a Niemieccy inwestorzy w państwie środka byli na razie raczej serdecznie witali niż postrzegani jako zagrożenie, jednak wśród chińskich przedsiębiorstw rośnie poczucie zagrożenia przed niemiecką i ogólnie zachodnią ekspansją na chiński rynek.

Szczególnie zbliżającego się szczytu EU-Chiny obawiają się chińscy przedsiębiorcy. Znowu rozchodzić się będzie o naruszenie własności intelektualnej, nierówne warunki dostępu do rynku wewnętrznego i protekcjonizm państwowy w Chinach. 

Również postrzeganie tak uznanych niemieckich marek jak Volkswagen, Siemens czy Bosch może ulec pogorszeniu – przynajmniej wśród chińskich przedsiębiorców. Powodem do tego są europejskie żądania bardziej rynkowego charakteru chińskiej gospodarki, które to są przez chińskie przedsiębiorstwa odbierane jako spore obciążenie. Większość z nich postrzega Chiny jako kraj wciąż się rozwijający, który potrzebuje odpowiedniej ochrony. Chińczycy nie czują się jeszcze w pełni przygotowani do w pełni wolnej konkurencji, szczególnie z zachodem mającym wieloletnią przewagę technologiczną.

TAZ podkreśla również rolę sporu o własność intelektualną. Europejczycy chcieliby by chińscy robotnicy dalej pracowali za minimalne wynagrodzenie, jednak nie powinni się przy tym uczyć jak wytwarzać zachodnie produkty. Niemcy osiągałyby przez to ogromne profity, są w końcu dziesiątym inwestorem w państwie środka.

Na pekińskich ulicach strach przed niemieckimi produktami przybiera również inne oblicze. Nikt w tej 12 milionowej metropolii nie szarżuje tak jak nowobogaccy i urzędnicy państwowi. Nie muszą się liczyć z mandatami, bo kto chciałby sprzeczać się z w tej dyktaturze z ekipą rządzącą? Urzędnicy zasiadają więc dalej do swoich audi, – nowobogaccy preferują jednak porsche.

Źródło: Internetowe wydanie Tageszeitung.

Pewien kraj, który nabiera nowych barw.

Frankfurter Allgemeine Zeitung, 23. 02. 2012

Birma długo pozostawała dyktaturą. Obecnie z narodową bohaterką Aung San Suu Kyi na czele opozycji zaczyna się otwierać na świat. – Frankfurter Allegemeine Zeitung z dnia 23.02.2012.

Pathein/Rangung – tłumy kiwając się spiewają „A May, a May, a May“ – „Nasza Matka“ – zaczyna obszerny reportaż na temat Birmy i wyścia na wolność Aung San FAZ.

Gazeta opisuje pierwsze przemówienie birmańskiej opozycjonistki – Jej głos jest nawet poprzez cichy i łagodny, nawet poprzez mikrofon. Jej mowa wyborcza jest tak prosta, jak tylko może być.  Zdrowie, państwo prawa i oświata. Ludzie chłoną każde jej słowo.

„Czy jesteście dzisiaj szczęśliwi? To nie jest wystarczające! Musicie się cenić, szanować. Ponieważ macie siłe. Siłe wyboru“ – nawołuje Aung San. FAZ podkreśla, że wcześniejszy zwierzchnik państwa Than Shwe nigdy nie skierował ani jednego słowa do narodu.

Dama, jak zostaje nazwana Aung San przez FAZ, i 47 członków jej parti National League of Democracy (NLD) kandydują o mandaty w kwietniowych wyborach uzupełniających. „Nie mam bladego pojęcia co mam robić, od dwudziestu lat nie braliśmy udziału w wyborach“ – mówi szef kampanii wyborczej NLD, będący starszym mężczyzną, wykonującym swe obowiązki przy pomocy paru ulotek „Jak ogranizować kampanię wyborczą?“. W wyborach uzupełniających rozchodzi się jedynie o 48 mandatów, jednak nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić, by Aung San została w przypadku wygranej zwykłą, nudną parlamentarzyską. W dyskusji padają posady ministra spraw zagranicznych, przewodniczącego parlamentu.

FAZ podkreśla również przemiany społeczne, które dokonały się w ostatnich kilku latach. Na ulicach zaroiło się od reklam, a ludzie zaczeli bez obaw rozmawiać o polityce, nie tylko w śród czterech, zamkniętych ścian. Wcześniej generalicja wydawała się tak niedostępna, jakby mieszkała gdzieś na bardzo odległej planecie. Teraz wszyscy nagle stali się chętni do rozmowy, a prezydent Thein Sein udzielił obszernego wywiadu do the washington post – podkreśla FAZ i jednocześnie zastanawia się jak doszło do przełomu.

W listopadzie 2010 roku birmańska junta rozpisała pierwsze, duże wybory. Oczywiście w rzeczywistości nie chciała prawdziwej demokracji, lecz demokracji „zdyscyplinowanej“. Wojsko zabezpieczyło się w formułą wyborczą dającą mu 25% mandatów w obu izbach parlamentu i parlamentach regionalnych. Również prezydent powinien mieć doświadczenie wojskowe. Wybory, z powodu oczywistych naruszeń, były bojkotowane przez NDL . W wyniku czego powstał rząd tych samych twarzy. Sam prezydent Thein Sein miał mniej więcej czwartą pozycję w starym rządzie.

Następnie wydarzyło się jednak coś niewiarygodnego. W marcu prezydent i Aung San spotkali się na rozmowę i następiło przyśpieszenie w procesie refomizacji. USA przywróciły stosunki dyplomatyczne,  Birma została przyjęta do ASEAN,i spekulowano o zawieszeniu większości sankcji ze stony UE.

FAZ zastanawia się również nad rolą Aung San w przyszłym rządzie, przekreślając jednak jej osbę jako szansę dla licznych mniejszości narodowych.

„Dla mniejszości, nowy rząd, jest starym rządem“ mówi jedna z aktywistek polityczych. W Birmie jedna trzecie ludności to mniejszości narodowe. FAZ uważa również, że najlepiej na obcenych reformach wyszły osoby, które pod starym reżimem dorobiły się majątku – na handlu diamentami,czy też różnorodnym licencjom. Nie są one bezpośrednio związane ze starym ośrodkiem politycznym, a dzięki zgromadzonemu majątkowi mogą sobie pozwolić na dogodny start w nowym systemie. 

Źródło: Frankfurter Allgemeine Zeitung.

Zimna wojna o drogi zaopatrzeniowe.

Die Tageszeitung, 17.02.2012

Chińskie plany rozstawienia baz wojskowych na Seszelach mogą zmienić równowagę sił w rojenie Oceanu Indyjskiego. Powodem i zarazem okazją do ekspansji rejonie są somalijscy piraci.  – ocenia berliński Tageszeitung w ramach swojego internetowego wydania.

Somalijscy piraci doprowadzają do geopolitycznych przemian w rejonie Oceanu Indyjskiego. W grudniu zeszłego roku podczas wizyty chińskiego ministra obrony Linag’a Guanglig’a rząd Seszeli zaproponował Chińskiej Republice Ludowej założenie bazy wojskowej na jednej z wysp republiki. Bezpieczeństwo transportu w rejonie Oceanu Indyjskiego jest dla Seszeli śmiertelnie ważne ze względu na ponad 40 procentowy udział rybołówstwa w dochodzie narodowym.

Chińska maszyna wojskowa o przygotowuje się do obecności w tym regionie min. poprzez uczestniczenie chińskich fregat i chińskich  „marines”  w międzynarodowych siłach przeciwko piratom już od początku 2009 roku. Siły chińskie działają przy tym na innych zasadach niż jednostki pozostałych narodów. „Chińczycy nie stronią od otwarcia bezpośredniego ognia do statków, na których przypuszczalnie znajdują się piraci. – uważa dziennikarz Nicolas Gros-Verheyde. 

Nowa baza powstaje zaledwie 730 mil morskich od stolicy Somalii Mogadiszu, co istotnie się przyczyni do skutecznej ochrony dróg zaopatrzeniowych, przez które przepływają afrykańskie surowce do Chin. – podkreśla TAZ cytując doradcę prawnego Komisji Europejskiej Martina Pavlusa. Równie ważne dla Pekinu, jak te oficjalne powodu dla zaangażowania militarnego, jest również wsparcie multilateralnych rozwiązań oraz chęć Chin bycia postrzeganym jako odpowiedzialny partner.

Martin Pavlus widzi również związek pomiędzy chińskimi planami bazy wojskowej na Seszelach     i w ciąż powracających przypuszczeniach, że budynki portowe na Malediwach, Sri Lance i w Bangladeszu mogą służyć również celom militarnym. Również Pakistan miał zaproponować Chinom współdzielenie jego bazy morskiej Gwadar. Oficjalnie jednak Chiny nie posiadają jednak żadnych baz wojskowych poza swoim terytorium.

Nie mniej interesujące jak drogi zaopatrzeniowe są dla globalnych aktorów złoża morskie w regionie. Oenzetowska organizacja ds. dna morskiego ISA, w której kompetencjach leży zarządzanie dnem morskim w ramach wód międzynarodowych, zawarła  piętnasto letnie porozumienie z rządem Chińskiej Republiki Ludowej  o eksploracji  10. 000 kilometrów kwadratowych dna morskiego w południowo-zachodnim rejonie oceanu indyjskiego.

Źródło: internetowe wydanie Tageszeitung.

W nogi!

Der Spiegel, 21.02.2012.

 

Chiny – Pomimo szybkiego rozwoju gospodarczego wiele odnoszących sukcesy przedsiębiorstw przenosi swoje siedziby na zachód. – donosi w obszernym reportażu der Spiegel  – przedsiębiorcy obawiają się samowoli urzędników w Republice Ludowej.

Reportaż rozpoczyna relacja ze spotkania z Li Zhaouhui, który od lat dziewięćdziesiątych pracuje jako „doradca ucieczek”, choć on oczywiście nie używa słowa ucieczka . Emigracja z Chin jest możliwa, przecież w państwie środka jest wystarczająco dużo ludzi.  Próbuje on przekonywać chińskich biznesmenów do emigracji biznesowej, którzy z jednej strony są wdzięczni Partii za szybki rozwój, z drugiej chcieliby zaspokoić potrzeby, które narodziły się po zaspokojeniu żołądka. Tęsknią oni za państwem prawa, które chroniłoby ich przed samowolą aparatu rządowego.

„Touzi yimin” – tym magicznym hasłem Li przekonuje do emigracji swoich słuchaczy , co oznacza w wolnym tłumaczeniu „imigracja jako inwestor” . Li miesiącami jeździ po USA i wyszukuje intratne projekty dla swoich klientów, a także troszczy się o wyrobienie amerykańskich wiz dla nich i ich rodzin. Li nie jest jednak jedynym, w całym kraju istnie bowiem ponad 800 agencji oferujących pośrednictwo podczas emigracji.

Następnie gazeta przechodzi do historii bogatego chińskiego biznesmena Zhang’a Yongjuna, przygotowującego właśnie swoją przeprowadzkę do Kanady. Autor artykułu próbuje dociec dlaczego biznesmen, który zarabia miliony euro rocznie na produkowaniu oprogramowania dla państwowych loterii chce przenieść swoją rodzinę do Kanady.

„robię to z miłości do swoich dzieci” – mówi Zhang. Przedsiębiorca chce by jego dwie córki mogły oddychać czystym powietrzem i  chodzić do szkół, które otworzą je na świat. Zhang na pytanie o motywy odpowiada niechętnie, podobnie jak jemu podobni pozostali emigranci.

„Global Times” – tuba komunistycznej partii Chin opublikowała niedawno ankietę na temat osób emigrujących z Państwa Środka, której wyniki nie były dla nich zbyt przychylne. „Wielu z tych, którzy chcą wyemigrować, są po prostu zdrajcami! Zwróćcie wasze pieniądze, skoro chcecie emigrować!” nawołuje anonimowy internauta.  W związku z podobnymi poglądami Zhang wyjaśnia jedynie niejasno: „W środowisku, w którym władza decyduje o wszystkim, nie ma ostatecznie jasnych standardów i poczucia bezpieczeństwa”   

Der Spiegel przytacza również historię Wang’a Qiang’a On również pragnie wyemigrować do Kanady, do Quebeku. Od razu z rodziną. Na zawsze. Wang (nazwisko zmienione przez redakcje) jest wysoko postawionym menagerem. Obecnie myśli tylko o tym, by jak najszybciej wyemigrować z Republiki Ludowej.

Zaczęło się to od narodzin mojej córki – relacjonuje Wang – wtedy pojąłem po raz pierwszy, że nie chce jej wychowywać w Chinach. Wang opowiada o swoim partnerze w pracy, który przechwalał się, że za dużą sumę wkupił swoją córkę do elitarnej szkoły.

„Gdzie tu jest sprawiedliwość? Dzieci, których rodzice nie posiadają koneksji, nie mają w chińskim systemie oświaty żadnych szans. Wielu moich przyjaciół wyemigrowało już do Kanady i żaden z nich nie próbował wybić  mi moich planów z głowy.

Tymczasem Li siedzi zadowolony w swoim biurze

„Za każdym razem, gdy media donoszą o udanym przypadku emigracji, dostaję jeszcze więcej zleceń”. mówi z uśmiechem Li.

Autor reportażu  zauważa również, że wielu komunistycznych prominentów również pozwala swoim dzieciom na studia za granicą. Przykładowo córka desygnowanego na szefa partii Xi Jinping’a studiuje na Harwardzie, razem z synem partyjnego bosa z Chongqingu Bo Xilaia. „Dobrze, że elitarne uniwersytety Harvard, Yale i Princeton nie robią dni otwartych dla rodziców w dni zjazdów KPCh, inaczej wielka Hala Narodu zostałaby w połowie pusta” – kończy autor coraz popularniejszym w Chinach żartem.

Źródło: Der Spiegel

Chiny chcą wesprzeć eksport ułatwieniami podatkowymi.

Der Spiegel, 21.02.2012

Chińskie towary już się wdarły do Unii Europejskiej , a Pekin w celu ich uatrakcyjnienia wśród zadłużony państw europejskich Pekin przystępuje do zmniejszenia obciążeń podatkowych na określone produkty. – pisze der Spiegel w oparciu o China Daily – Spadek cen tych produktów będzie odczuwalny już w najbliższym czasie. – przekonuje chiński minister handlu Zhong Shan.

To powinno wydatnie wspomóc eksport do pogrążonej w kryzysie Europy.  Kryzys finansowy skutecznie ograniczył napływ chińskich towarów. W styczniu wartość chińskiego eksportu do europy spadła o 3,2 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Było to oczywiście spowodowane poprzez niepewność i niestabilność w świecie gospodarki, lecz przyczyna spadającego eksportu leżała także w kraju. – kontynuuje minister Zhong

Już w 2008 roku, w szczytowej fazie kryzysu finansowego, Chiny podjęły się ułatwień podatkowych dla niektórych dóbr eksportowych.  Nie przyniosło to jednak oczekiwanego rezultatu.

Silnie uzależnionym od eksportu Chinom grozi schłodzenie rozwoju gospodarczego. Eksperci obawiają się, że w następnych latach stopa rozwoju gospodarczego nie wypadnie już tak korzystnie jak w ostatnim dziesięcioleciu. 

Źródło: Internetowe wydanie der Spiegel z dnia 21.02.2012.

Autor: Szymon Perz, urodzony w ’89 roku warszawiak, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, skupiający się podczas studiów na zagadnieniach międzynarodowych i problematyce Chin. Obecnie podejmuje studia o charakterze ekonomicznym na jednym z uniwersytetów w Saksonii, gdzie poświęca się jednak chętniej nauce języków obcych (niemiecki, angielski, rosyjski i oczywiście chiński).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Przegląd prasy niemieckiej – luty 2012 Reviewed by on 2 marca 2012 .

Chiński strach przed Niemcami. Die Tageszeitung, 10. 02. 2012. We wtorek (14. lutego 2012. przyp. red.) odbędzie się szczyt EU-Chiny, a jego treść skupiać się będzie na kontaktach handlowych. Chińskie przedsiębiorstwa obawiają się zachodniej konkurencji. – relacjonuje berliński Tageszeitung na krótko przed odbyciem się szczytu. Strach przed Chinami tkwi głęboko w świadomości Niemców. Przerażające korespondencje

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Wszystko bardzo ciekawie, ale dlaczego tyle błędów językowych?

Pozostaw odpowiedź