BLOGOSFERA

SZLAKIEM MISJONARZY na „tybetańskich schodach” (cz.II)

„Dla tego kto ma szczerą wiarę, żadne miejsce nie jest nieprzeniknione”. [1]

W Chinach, na „tybetańskich schodach” między Sichuan’em a Yunnan’em ewangelizacja skromnie się zadomowiła w dolinie dorzecza Mekongu i Saluinu. Stopniowo misje katolickie musiały wstrzymać swój poryw ewangelizacji „Dachu Świata” z powodu wrogości klasztorów buddyjskich. Misjonarze zostali stąd wydaleni.

Postrzegani przez mieszkańców jako „zachodni agenci”, misjonarze stali się również ofiarami ambicji kolonialnych mocarstw. Inwazja wojsk angielskich w Lhasie w 1904 roku była okazją do nowej fali prześladowań. Misjonarze nie starali się dotrzeć za wszelką cenę do Lhasy, wysiłkiem ich misji było zakorzenić się w regionie „tybetańskich schodów”. W 1930 roku misja zagraniczna w Paryżu była wspierana przez szwajcarski zakon Św.Bernarda.

Upadek cesarstwa w 1911 roku, późniejsza anarchia, rywalizacja lokalnych watażków, japońska inwazja, II wojna światowa i powstanie partii komunistycznej pogrążyły misjonarzy w rozsypce. W czasie wojen domowych, musieli przeciwstawiać się mnichom buddyjskim uwolnionym spod chińskiego jarzma.

Trzy lata po proklamowaniu ChRL, rozpoczynają się nowe, tym razem chińskie, prześladowania wobec misjonarzy. W 1952 roku nieliczni pozostali ewangelizatorzy są zmuszeni opuścić Chiny i schronić się na Tajwanie lub Hong Kong’u.

Sytuacja Kościoła od 1952 roku jest owiana milczeniem w odległych dolinach Yunnan’u . W szczególności lokalni seminarzyści są internowani do obozów pracy celem reedukacji, są zesłani nawet na trzydzieści lat! Inni, a wśród nich katecheci wybierają wygnanie, udając się głównie pieszo przez góry do Indii lub na Tajwan.

Lata 1960 i 1970 przynoszą coraz więcej antypatii, kościoły są palone lub niszczone. Religia jest przedstawiana jako promowanie zachodniego imperializmu. Dopiero od 1980 następuje lekka odwilż, która pozwala społeczności chrześcijańskiej na reorganizację i stopniowe praktykowanie wiary katolickiej oraz odbudowę zniszczonych obiektów sakralnych.

W północno-zachodnim w Yunnan’ie, dolinie Dulongjiang kilka tysięcy wiernych daje świadectwo swej wiary w codziennym życiu, dzieląc radość, wytrwałość i nadzieję z miejscowym duchowieństwem.
Staram wyobrazić sobie krajobraz kulturowy i religijny, w którym pierwsi misjonarze znaleźli się w obliczu kontekstu zrodzonego z odmienności mieszkańców. Napotkali oni w 1854 roku ludność tybetańską, narody Bai (w mieście Dali), Naxi (w Lijiang), Lisu i Drung (w dolinie Dulongjiang).

kosciol w Dali

Kościół w Dali

Warunki życia w tym górzystym regionie były prymitywne. Dla przykładu, naród Drung stosunkowo odosobniony mógł się utrzymać, żyjąc bardzo skromnie z płodów ziemi. Ich domostwa były rozproszone, wsie miały zaledwie kilka domów w większości zbudowanych z gliny i usadowionych na pałach. Dwadzieścia wiejskich glinianek scalało cztery pokolenia. W przeciwieństwie do Tybetańczyków podstawową religią Drung był animizm gdzie szamani kierowali życiem religijnym. Są oni nadal nietknięci przez „cywilizację” i w pełni impregnowani swą kulturą żyją w harmonii z naturą.

Drungowie w znacznej mierze ulegli chrystianizacji prowadzonej przez misjonarzy protestanckich i w latach 1950 prawie 1/3 z nich uznawała się za chrześcijan. Populacje wykazywały względną stabilność. Misjonarze odegrali ważną rolę w rozwoju układu szlaków ułatwiających przemieszczanie się z jednej doliny do drugiej.

Gdy jesienią 2013 przebywam w tym regionie, widok wiszących mostów między dwoma brzegami rzeki mnie zachwyca. Ten widoczny na zdjęciu most jest nową konstrukcją,

Dulongjiang

ale po drodze napotyka się zawieszone grube kable, które służą do przemieszczania się mieszkańców na sąsiedni brzeg. Wszyscy korzystają z tych zawieszonych kabli, przypominających pnącza z lian. Nawet dotarcie dzieci do szkoły odbywa się tą drogą

droga do szkoly

Ten region Yunnan’u jest najbardziej trudnym do osiągnięcia. Może właśnie dlatego pozostał jeszcze bardzo tradycyjnym i najbardziej brawurowym regionem dla odwiedzających go śmiałków. Krzyżują się w nim dwa światy, chiński i tybetański. W rzeczywistości jednak tybetańskie religijne wpływy, szczególnie te propagowane przez buddyzm tybetański są bardziej odczuwalne. Wówczas Państwo Środka było widziane za pośrednictwem narodu Naxi, który był bardziej zadomowiony w tym regionie i który cieszył się oficjalnym pozwoleniem do jego administrowania (np. podatkami). W tym czasie granice nie były wyraźnie określone i nikt tak naprawdę nie wiedział, kto sprawował władzę.

Mimo trudności związanych z geograficznym położeniem, do miejscowej ludności szybko dotarło echo o przybyłych misjonarzach. Od początku misjonarze stworzyli swoje wytyczne, począwszy od zakupu gruntu, następnie zaczęli budować swoją społeczność mając wielki wpływ na naród Drung. Istniały podejrzenia władz lokalnych ku misjonarzom. Nawet w klasztorach dochodziło do konfrontacji politycznych i religijnych.

Te pierwsze kroki misji przyniosły z sobą wiele problemów. Mieszkańcy, bogaci kupcy i tybetańskie klasztory czuli się bezpośrednio zagrożeni działaniami misjonarzy. Coraz częściej dochodziło do konfliktów, gdy pierwsze misje zostały zaatakowane, misjonarze schronili się jednak w świątyniach buddyjskich. Mieli w ten sposób do czynienia z realiami kulturowymi buddyzmu tybetańskiego, który się równolegle się zakorzenił w katolicyźmie. Stąd ta różnorodność religijna, o której właśnie niżej wspominam.

MISJONARZE 3

W dolinie Dulongjiang wspólnoty katolickie podobnie jak całe Chiny przeżyły Rewolucję Kulturalną z zachowaniem różnorodności religijnej.
Dla przykładu, obecny katolicki kościół w okolicach Binzhongluo

Binzhongluo

sąsiaduje z buddyjską świątynią

swiatynia

i protestanckim kościołem

kosciol

W tej małej mieścinie, spotykam wspaniałą postać, emerytowanego nauczyciela, pan Liu jest katolikiem. Przez kilka dni mieszkam w tybetańskim domu, którego właścieciele są też katolikami. W ich domowych włościach wszechobecne są dowody wiary, obrazy i dewocjonalia. W wiosce odczuwam fluidy religii katolickiej. W niedzielę udaję się do sąsiednigo miasteczka na mszę. Kościół kryje wiele tajemnic, które w niedzielę można tylko odkryć. Tym razem jestem wśród narodu Lisu. Większość Lisu jest chrześcijanami. Ich pismo to drukowane litery alfabetu łacińskiego, pisane jak gdyby w lusterku, stanowią one lokalne pismo zwane „pismem bambusowym”.

pismo Lisu

W kościele, wierni śpiewają pieśni. Nie ma tutaj obecnego księdza, który odprawia mszę i wygłasza kazanie. Wierni modlą się sami. Ci co potrafią czytać korzystają z modlitewników kościelnych, wszyscy w skupieniu uczestniczą w mszy świętej odmawiając modlitwy w języku Lisu, niestety nic nie rozumiem …

msza u Lisu

Jak widać wpływ misjonarzy z XIX wieku zakorzenił się i mimo wszelakich trudności przetrwał do dzisiaj.
Wśród tutejszej ludności istnieje też chrzest … właściwie sprawa normalna w religii katolickiej, ale jednak trochę odmienna dla reszty kraju ponad miliarda wierzących dusz.

chrzest

Mój pobyt na szlaku „tybetańskich schodów” okazał się bardzo bogaty w odkrycie zupełnie odmiennego świata chrystianizmu, stając się zachętą do zaplanowania następnych wypraw w tym odległym i mało znanym regionie Chin.

[1] Zhongguo

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
SZLAKIEM MISJONARZY na „tybetańskich schodach” (cz.II) Reviewed by on 8 czerwca 2015 .

„Dla tego kto ma szczerą wiarę, żadne miejsce nie jest nieprzeniknione”. [1] W Chinach, na „tybetańskich schodach” między Sichuan’em a Yunnan’em ewangelizacja skromnie się zadomowiła w dolinie dorzecza Mekongu i Saluinu. Stopniowo misje katolickie musiały wstrzymać swój poryw ewangelizacji „Dachu Świata” z powodu wrogości klasztorów buddyjskich. Misjonarze zostali stąd wydaleni. Postrzegani przez mieszkańców jako „zachodni

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Zhongguo 中国

"中国" - jest sinologiem, propagatorem Chin i kultury chińskiej. Przyjaciel narodu chińskiego. Podróżując po Chinach zagląda w miejsca trudno dostępne dla turystów. Mawia: "CHINY - to pasja i powołanie. KRAJ, w którym jest najwięcej ludzi do polubienia"

Pozostaw odpowiedź