Artykuły,Publicystyka

R. Pyffel: Szczerość po pierwsze. Nawet jeśli boli – recenzja książki Li Na „Pierwsza z miliarda”

Nigdy nawet nie otarłem się o zawodowy sport, wiec trudno mi ocenić na ile Li Na prawdziwie przedstawiła swoją tenisową karierę. Z tego, co opisuję na kartach swojej książki, zdominowały ją ciągłe zastrzyki, operacje i rehabilitacje, a także (po wygraniu Roland Garros!) depresja i błagania o to, by znaleźć siłę, wyjść na kort i zwyciężyć nie tyle w meczu z przeciwnikiem, co z własnym bólem.

Jako osoba amatorsko uprawiająca sport nie wiem w jakim stopniu przedstawiony obraz jest prawdziwy i czy rzeczywiście jest tak odmienny od tego, co oglądam sobie w TV siedząc wygodnie na kanapie, natomiast jako osoba mieszkająca w Chinach, studiująca i przez wiele lat pracująca z Chińczykami i to w czasach, gdy Li Na wspinała się po kolejnych szczeblach tenisowej kariery, mogę śmiało zaświadczyć, że mamy do czynienia z książką do bólu szczerą.

Jak mówi chińskie przysłowie „im wyżej wchodzisz, tym więcej widzisz i tym bardziej jesteś samotny”. Li Na, co wcale nie tak oczywiste w kulturze wschodniej Azji, swoją wiedzą dzieli się chętnie. Uchyla nie tylko kulisy rywalizacji WTA tour i zawodowego tenisa, w którym zjawia się nagle w pierwszej dziesiątce rankingu, jako przybysz z innej cywilizacji i musi początkowo, nie bez wysiłku, przyjąć reguły gry ukształtowane w czasach dominacji Zachodu. Reguły oczywiste dla innych zawodniczek, ale wcale nie tak oczywiste dla kogoś wychowanego w Chinach.

Li Na sama jednak przyznaje, że nie jest typową Chinką, a swój temperament ocenia, podobnie jak temperament jej krajanów z południowej prowincji Hubei i miasta Wuhan skąd pochodzi, jako bardziej… włoski. Innymi słowy Chinka która twierdzi, że jest bardziej Włoszką, niż Chinką… i chyba coś jest tu rzeczywiście na rzeczy. Li Na niewiele bowiem pisze o pieniądzach i to w czasach, gdy wszyscy w Chinach wzięli się za ich zarabianie, a poradniki skutecznego biznesu, zarządzania i wszelkiego rodzaju success story, biją za Wielkim Murem rekordy popularności. A Li Na znalazła się przecież w pierwszej grupie chińskich zawodniczek, które przeszły na zawodowstwo i odniosła spośród nich największe sukcesy. Zarobiła na korcie i poza nim kilkadziesiąt milionów dolarów i z pewnością mogłaby napisać kilka książek o tym, co robić, by tego dokonać. A Chińczycy takie historie lubią chyba jeszcze bardziej niż Polacy motywacyjne ćwiczenia i poradniki Ewy Chodakowskiej.

Znając więc chińską żyłkę do biznesu (a Li Na nie okazała się wyjątkiem i potrafiła doskonale zarządzać swoją karierą), spodziewałem się raczej książki o tenisowym (show)biznesie.

Tymczasem jest to książka o uczuciach i emocjach. Li Na pisze o swojej relacji z Ojcem, bólu po jego śmierci, o miłości do swojego męża b. tenisisty Jiang Shan’a, zazwyczaj sparingpartnera, czasem trenera, a zawsze dobrego ducha i członka jej ekipy, na którym wyładowuję złość po nieudanych zagraniach.

Zrzut ekranu 2016-07-11 o 08.30.29

Ale nie jest to naiwny wyciskacz łez, w którym świat jest przedstawiony wyłącznie w różowych barwach. Z wyżyn zawodowego sportu, które osiągnęła chińska tenisistka faktycznie widać wiele i Chinka o temperamencie Włoszki nie tylko niczego nie ukrywa, ale często bez ogródek ujawnia szczegóły swojej drogi na szczyt. Nie oszczędza nikogo. Padają ostre słowa pod adresem jej trenerki, chińskich działaczy, chińskiego systemu szkoleniowego, wychowawczego czy edukacyjnego, a nawet, co niespotykane w społeczeństwie otaczającego nabożną czcią swoich rodziców, pod adresem własnej matki, z którą Li Na po śmierci Ojca nie była w stanie się porozumieć i nie zaakceptowała jej decyzji o założeniu kolejnej rodziny.

Najwyraźniej, by  sparafrazować inne chińskie powiedzenie „ci, którzy docierają na szczyt nie tylko widzą, ale najwyraźniej i mogą więcej”.

Li Na korzystając z tego prawa i atakując momentami bez pardonu wszelkie społeczne autorytety, rozgrywa jednak tę biografię jak dobry tenisowy mecz i nie atakuję na oślep. Nie oszczędza nikogo, ale kiedy trzeba nawet pochwali chiński system szkoleniowy który skutecznie wprowadza do pierwszej setki WTA (choć nie ma pomysłu na to co dalej), kiedy indziej spróbuje usprawiedliwić i zrozumieć swoją trenerkę (która nie jest winna za swoje „przedpotopowe” metody treningowe…). W innych miejscach bywa jednak konsekwentnie krytyczna, jak wtedy gdy pisze, że za żadne skarby nie wychowa swoich dzieci w chińskim systemie edukacyjnym. Ta biografia jest jak dobry, inteligentny tenis nie pozbawiony pazura.

Współczesne Chiny, z których wyruszała w świat po dwa wielkoszlemowe turnieje, to kraj przechodzący w ogromnym tempie niezwykłe przeobrażenia. Dziesięć lat kariery Li Na to cała epoka. Od momentu, gdy tenis uważano za dziwaczną odmianę innych popularniejszych w Chinach sportów rakietowych, poprzez okres, w którym publiczność zaczęła się nim interesować, ale nie rozumiała jeszcze reguł gry i nie wiedziała jak się zachować, aż po transmisję pierwszego finału Australian Open w 2011 roku, który obejrzało 115 milionów widzów i organizację prestiżowych tenisowych turniejów w Chinach, z publicznością doskonale orientującą się, o co chodzi w tej grze i wzorowo zachowującą się na korcie. Współczesne Chiny, tak często trudne do zrozumienia dla Europejczyków (biografia Li Na wiele tych barier pozwala obalić), zmieniają światową gospodarkę, politykę, turystykę i w zasadzie każdą dziedzinę życia, w tym także zawodowy tenis.  Li Na odegrała w tych zmianach ogromną rolę. Gdyby nie sukcesy pierwszej chińskiej i azjatyckiej triumfatorki dwóch turniejów wielkoszlemowych dzisiejszy tenis, zarówno ten chiński, jak i globalny, mógłby wyglądać zupełnie inaczej.  Twarda zawodniczka z Wuhan pozostawia po sobie kilkaset milionów fanów tenisa w Chinach, zreformowany system szkolenia, dopuszczający, czy nawet zachęcający do zawodowstwa po osiągnięciu najwyższego poziomu (choć w zamian za przekazywanie kilkunastu procent swoich dochodów na konto związku, jako ekwiwalent za wyszkolenie).

Trudno sobie wyobrazić, by bez jej sportowych sukcesów Chińczycy tak masowo zaczęli oglądać tenis, co sprawiło, że drugim językiem oficjalnego serwisu internetowego Australian Open, oprócz angielskiego, stał się mandaryński.

„Pierwsza z miliarda” to lektura nie tylko dla fanów tenisa czy sportu, ale dla wszystkich, których interesują Chiny z ich zaskakującym i odmiennym od europejskiego sposobem myślenia.  Z tej autentycznej i szczerej czasami do bólu książki możemy bardzo dużo dowiedzieć się nie tylko o samym tenisie, czy WTA, ale i o współczesnych Chinach i o tym, jak wygląda tenis z perspektywy jednej z najstarszych cywilizacji świata.

 Przypominamy, że książkę „Pierwsza z miliarda” można kupić w CSPA.

Cena to 29 PLN w przypadku odbioru osobistego w Warszawie (Nowy Świat 27/1) lub 35 PLN (przesyłka pocztą). Decydując się o odbiór osobisty prosimy o potwierdzenie i przesłanie swojego numeru kontaktowego i płatność gotówką przy odbiorze.

Jeśli książka nie będzie odbierana osobiście prosimy o wpłatę 35 PLN (29 + 6 zł za wysyłkę) na konto:
CSPA, Śreniawitów 12/13, 03-188 Warszawa
81 1940 1076 3066 2355 0000 0000

WAŻNE! W tytule przelewu proszę koniecznie wpisać:
„PIERWSZA Z MILIARDA” oraz ADRES, na który ma być wysłana książka (adres, na który rejestrowaliście Państwo konto bankowe może być inny niż adres korespondencyjny i chcemy mieć pewność, że książka dotrze bezpośrednio do Państwa rąk).

Udostępnij:
  • 87
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    87
    Udostępnienia
R. Pyffel: Szczerość po pierwsze. Nawet jeśli boli – recenzja książki Li Na „Pierwsza z miliarda” Reviewed by on 11 lipca 2016 .

Nigdy nawet nie otarłem się o zawodowy sport, wiec trudno mi ocenić na ile Li Na prawdziwie przedstawiła swoją tenisową karierę. Z tego, co opisuję na kartach swojej książki, zdominowały ją ciągłe zastrzyki, operacje i rehabilitacje, a także (po wygraniu Roland Garros!) depresja i błagania o to, by znaleźć siłę, wyjść na kort i zwyciężyć

Udostępnij:
  • 87
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    87
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź