Korea Pd,Korea Pn

Symptomy zmian w polityce Seulu wobec Pjongjangu

Nie ulega wątpliwości, że pod wieloma względami kończący się rok był dla Korei Południowej zdecydowanie udany. W ostatnich dwunastu miesiącach południowokoreańskie władze m.in. zorganizowały szczyt G20 w Seulu, podpisały umowę o wolnym handlu z UE oraz po trzech latach żmudnych i trudnych negocjacji doszły do porozumienia w analogicznej kwestii z USA. Jeśli dodamy do tego rosnące znaczenie Korei Południowej w światowej gospodarce (zwłaszcza w sektorach motoryzacyjnym i wysokich technologii), to wyłania się nam obraz państwa podążającego od sukcesu do sukcesu. Jednak poza niezaprzeczalnymi osiągnięciami  gospodarczymi mijający rok przyniósł Koreańczykom z Południa również wiele problemów, wynikających z rozwoju sytuacji na Półwyspie Koreańskim. Zatonięcie korwety Cheonan w marcu i ostrzelanie wyspy Yeonpyeong w listopadzie stanowią poważne wyzwanie dla południowokoreańskich władz, a tym samym przyczyniają się do pogłębienia dyskusji na temat kształtu polityki, jaką powinien obrać Seul w relacjach w Pjongjangiem.

Już w 2009 roku działania podejmowane przez północnokoreański reżim odbiły się szerokim echem w Korei Południowej. Wielokrotne próby rakietowe (zwłaszcza kwietniowy test rakiety Taepodong-2) i majowa próba nuklearna zostały jednoznacznie skrytykowane przez Seul. Jednak poza potępieniem w warstwie retorycznej oraz poparciem rezolucji Rady Bezpieczeństwa nr 1874 południowokoreańskie władze nie zrobiły niczego, co skutecznie zniechęciłoby Koreę Północną do prowokowania podobnych incydentów w przyszłości. Świadomość braku zdecydowania Seulu skłoniła Koreę Północną do kontynuacji, a wręcz poszerzenia zakresu dotychczasowej działalności. Nie marginalizując znaczenia wydarzeń z 2009 roku, należy przyznać, że to, co wydarzyło się w ostatnich dwunastu miesiącach na Półwyspie Koreańskim ma zdecydowanie poważniejsze konsekwencje dla Korei Południowej.

Związane jest to z formą, jaką przybrały północnokoreańskie działania. O ile w ostatnich latach władze Korei Północnej preferowały demonstracje potencjału rakietowego i nuklearnego, o tyle w marcu i listopadzie poszły krok dalej i najpierw przyczyniły się do śmierci 46 południowokoreańskich marynarzy, a następnie naruszyły integralność terytorialną obcego państwa. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że ostrzelanie Yeongpyeong miało znacznie poważniejsze skutki niż śmierć czterech osób i częściowa ewakuacja mieszkańców wyspy. Północnokoreańska prowokacja zmusiła władze w Seulu do tymczasowego zamknięcia międzynarodowego portu lotniczego w Incheon, będącego jednym z ważniejszych punktów komunikacji lotniczej w Azji. Ponadto, nie należy zapominać, że listopadowy incydent wydarzył się niewiele ponad tydzień po szczycie G-20 w Seulu, gdzie spotkali się najważniejsi przywódcy świata. Nie ulega więc wątpliwości, że zachowania północnokoreańskiego reżimu w istotny sposób naruszają interesy Korei Południowej. Świadomość tego typu zagrożeń sprawia, że możemy zaobserwować zjawiska, które wskazują na pewne zmiany w podejściu do reżimu w Pjongjangu, zarówno  władz w Seulu, jak i południowokoreańskiego społeczeństwa.

Namacalnym dowodem na pewną reorientację zachowania Korei Południowej są decyzje i działania w dziedzinie wojskowości. Zarówno po zatopieniu Cheonan, jak i ostrzelaniu Yeonpyeong, pojawiło się wiele krytycznych głosów dotyczących stanu południowokoreańskiej armii. Chociaż władze Korei Południowej do dziś nie wypowiedziały się na ten temat, to z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że storpedowanie Cheonan było efektem nie tylko północnokoreańskiego zaskoczenia, ale również fatalnego niedopatrzenia i nieuwagi południowokoreańskiej floty. W tym miejscu warto przypomnieć, że już wtedy ówczesny minister obrony Kim Tae-young podał się do dymisji, lecz nie została ona przyjęta przez prezydenta Lee Myung-baka. Jeszcze większą falę krytyki spowodował fakt, że południowokoreańska artyleria z opóźnieniem i niedostatecznie silnie odpowiedziała na ostrzał Yeonpyeong. Ponadto, w ogniu krytyki znalazł się również szef wywiadu Won Sei-hoon, który oświadczył, że południowokoreańskie służby już kilka miesięcy wcześniej otrzymały sygnały o planowanym ataku Korei Północnej, lecz nie potraktowały tych doniesień poważnie.

Koreańscy marines fot: Ryan Wicks

Koreańscy marines fot: Ryan Wicks

W obliczu zwiększonej krytyki, Lee Myung-bak postanowił podjąć decyzje personalne. Południowokoreański prezydent ostatecznie po kilku miesiącach przyjął dymisję ministra obrony, a w jego miejsce powołał emerytowanego czterogwiazdkowego generała Kim Kwan-jina, który w latach 2006-08 przewodniczył Kolegium Szefów Połączonych Sztabów Republiki Korei. Już w pierwszych wypowiedziach nowego ministra dostrzegalny był nieprzejednany i stanowczy kurs wobec prowokacyjnej polityki Korei Północnej. Poza krytyką dotychczasowego braku zdecydowania wojskowych, Kim zapowiedział rozbudowę zdolności obronnych w regionach przygranicznych i zadeklarował, że następna prowokacja Pjongjangu spotka się z reakcją południowokoreańskich sił powietrznych (czego m.in. zabrakło w listopadzie). Minister wydał również dyrektywę, której celem jest usprawnienie procesu decyzyjnego w momentach szczególnego zagrożenia. Kim oznajmił, że w przypadku kolejnych prowokacji, pierwszym obowiązkiem dowódców będzie podjęcie natychmiastowej reakcji zbrojnej, a kolejnym zawiadomienie wyższych szczebli decyzyjnych. Ponadto, minister jednoznacznie stwierdził, że północnokoreański reżim jest głównym wrogiem Republiki Korei, co powinno znaleźć potwierdzenie w kolejnej edycji Białej Księgi. Warto przypomnieć, że po raz pierwszy Korea Północna została sklasyfikowana jako główny wróg Korei Południowej w 1995 r., a dziewięć lat później, pod wpływem polityki ocieplania stosunków z Pjongjangiem, w miejsce KRLD zostało wpisane „bezpośrednie zagrożenie militarne”. Jednak najważniejszą dotychczasową decyzją Kim Kwan-jina było awansowanie i powołanie 111 wyższych oficerów na kluczowe stanowiska wojskowe (75 oficerów armii lądowej, 14 oficerów marynarki wojennej i 22 oficerów lotnictwa). W oficjalnym oświadczeniu Ministerstwo Obrony podsumowało, że rotacja personelu wojskowego ma na celu budowę silnych sił zbrojnych, które będą w stanie skutecznie reagować na wszelkie zagrożenia.

Poza wyżej wymienionymi działaniami nowego ministra obrony, szczególną uwagę w ostatnich tygodniach przykuły ćwiczenia wojskowe Korei Południowej. Warto przypomnieć, że w lipcu i wrześniu amerykańskie i południowokoreańskie marynarki wojenne przeprowadziły kilkudniowe manewry, zarówno na  Morzu Wschodnim, jak i Zachodnim. Seul i Waszyngton zgodnie twierdziły, że ćwiczenia stanowiły reakcję na marcowe zatopienie Cheonan. Natomiast w listopadzie Korea Południowa przeprowadziła ćwiczenia o kryptonimie Hoguk, które posłużyły władzom w Pjongjangu za pretekst do ostrzelania wyspy Yeonpyeong. Kilka dni po północnokoreańskim ataku, Korea Południowa i USA rozpoczęły czterodniowe manewry na Morzu Zachodnim, których wizytówką był amerykański lotniskowiec George Washington. Ponadto, 20. grudnia południowokoreańska armia przeprowadziła 94-minutowy ostrzał artyleryjski w pobliżu Yeonpyeong. Przed rozpoczęciem ćwiczeń Pjongjang zapowiadał zbrojną odpowiedź na działania Seulu, lecz ostatecznie skończyło się wyłącznie na groźbach. Zwieńczeniem demonstracji sił południowokoreańskiej armii było rozpoczęcie 23. grudnia w Pocheon, na północ od Seulu, manewrów na niespotykaną dotąd skalę, biorąc pod uwagę zaangażowane siły. Podczas ok. 40-minutowych ćwiczeń, w których udział wzięło co prawda zaledwie 800 żołnierzy, zostało użytych aż 105 rodzajów uzbrojenia, na czele z pociskami rakietowymi, artylerią i myśliwcami. Ponadto, do 24. grudnia w odległości ok. 100 km od granicy morskiej, oddzielającej państwa koreańskie, trwały manewry morskie. Brało w nich udział 6 okrętów wojennych oraz śmigłowce Lynx, przystosowane do zwalczania okrętów podwodnych.

Południowokoreańskie władze oświadczyły, że wszelkie przeprowadzone ćwiczenia mają na celu odpowiednie przygotowanie sił zbrojnych do skutecznego i natychmiastowego odparcia przyszłej militarnej prowokacji Korei Północnej. Prezydent Lee Myung-bak oświadczył, że obecne działania Korei Południowej potwierdzają suwerenne prawa państwa do przeprowadzenia ćwiczeń wojskowych w celu obrony integralności terytorialnej. Zarówno słowa Lee, jak i wcześniejsze deklaracje ministra Kim Kwan-jina spotkały się z poparciem USA. Amerykańscy wojskowi wyrazili przekonanie, że w obliczu agresywnej polityki Pjongjangu, amerykańskie i południowokoreańskie wojska powinny częściej przeprowadzać wspólne manewry, aby potwierdzać trwały i nierozerwalny charakter sojuszu. W amerykańskich środowiskach opiniotwórczych pojawiły się również komentarze, wskazujące na konieczność wzmocnienia obecności wojskowej USA na Półwyspie Koreańskim. Na potwierdzenie tych sygnałów, można przytoczyć oświadczenie z ostatnich dni, w którym rzecznik 8. Armii poinformował o przekazaniu nowych czołgów i wozów bojowych dla 2. Dywizji Piechoty, stacjonującej na północ od Seulu. Powyższe dowody poparcia ze strony Waszyngtonu z pewnością umacniają południowokoreańską administrację w przekonaniu o stabilności relacji amerykańsko-południowokoreańskich. Jednak nie ulega wątpliwości, że zwiększone zaangażowanie wojskowe ze strony Amerykanów oddala perspektywę uzyskania przez Koreę Południową niezależności militarnej od USA, którą Seul miałby osiągnąć i tak dopiero pod koniec 2015 roku.

Decyzje i działania Korei Południowej w kwestiach militarnych stanowią zaledwie jedną z wielu konsekwencji tegorocznych prowokacji Pjongjangu. Obok krytyki południowokoreańskiej armii, pojawiło się sporo komentarzy dotyczących tzw. słonecznej polityki. O ile już od samego początku idea prezydenta Kim Dae-junga napotykała opór w konserwatywnie nastawionych środowiskach, o tyle obecnie możemy mówić wręcz o powszechnym potępieniu tej koncepcji. Ostatnimi czasy w południowokoreańskiej prasie pojawiły się liczne artykuły, w których zostały zaprezentowane dane dotyczące ekonomicznego zaangażowania Seulu w ramach słonecznej polityki. W oparciu o źródła rządowe stwierdzono, że polityka dialogu z Północną w latach 1998-2008 kosztowała Południe 2,98 mld dol., co stanowiło 1,5 razy więcej niż pomoc Chin dla Korei Północnej w tym samym okresie (1,9 mld dol.). Powyższa kwota była przeznaczona na pogłębienie wymiany handlowej, organizację wycieczek w Góry Diamentowe, przygotowanie spotkań rodzin koreańskich, uruchomienie wspólnego kompleksu przemysłowego Kaesong i wiele innych przedsięwzięć. Jednak krytycy zwracają uwagę, że w rzeczywistości południowokoreańska fundusze stanowiły wsparcie dla programów zbrojeniowych Pjongjangu. Należy zwrócić uwagę, że krytyczny stosunek wobec dziesięciu lat ugodowej polityki nie jest wyłącznie głosem płynącym z południowokoreańskich mediów. Kilka dni temu Ministerstwo ds. Zjednoczenia wydało Białą Księgę, w której jednoznacznie stwierdziło, że słoneczna polityka w relacjach z Koreą Północną zakończyła się niepowodzeniem. Zwrócono uwagę, że pomimo ogromnego wsparcia gospodarka i poziom życia mieszkańców Korei Północnej nie uległy poprawie. Podkreślono również, że zamiast spodziewanej poprawy wzajemnych relacji, doszło do ich pogorszenia. Ostatecznie winą za ten stan rzeczy obciążono zarówno administrację noblisty Kim Dae-junga, jak i jego następcy Roh Moo-hyuna.

Wydaje się, że konsekwencje słonecznej polityki nie ograniczają się wyłącznie do kosztów ekonomicznych. Ponadto, wiele wskazuje na to, że pozaekonomiczne skutki są zdecydowanie poważniejsze. Wśród południowokoreańskiego społeczeństwa coraz bardziej zauważalna jest zwiększona obojętność wobec stosunków z Koreą Północną. Problem ten jest szczególnie widoczny u najmłodszych obywateli Republiki Korei. Wnioski płynące z sondaży, przeprowadzonych przez gazetę „Chosun Ilbo” i Koreańską Federację Stowarzyszenia Nauczycieli na grupie 1240 uczniów seulskich szkół, są przerażające. Aż 43 proc. uczniów nie wiedziało o ostrzale wyspy Yeonpyeong lub uznało, że północnokoreański atak był spowodowany wcześniejszymi ćwiczeniami wojskowymi Korei Południowej. Na pytanie o to, kto był odpowiedzialny za zatonięcie korwety Cheonan, zaledwie 64 proc. uczniów stwierdziło, że chodziło o Koreę Północną. Natomiast jeśli chodzi o największe zagrożenie dla Korei Południowej, 76 proc. powiedziało, że pochodzi ono z Północy, a reszta wskazała na Japonię, Chiny, USA i … administrację Lee Myung-baka. Nieciekawie przedstawia się również stan wiedzy południowokoreańskich uczniów na temat historii wojny koreańskiej. Co czwarty młody Koreańczyk nie wie, że wojna rozpoczęła się od inwazji północnokoreańskich wojsk. Jednak najwięcej problemów sprawiło uczniom udzielenie odpowiedzi na pytania o daty roczne. Tylko co drugi uczeń wiedział, że wojna rozpoczęła się w 1950 roku, a zaledwie co dziesiąty znał datę i okoliczności podpisania porozumienia o zawieszeniu broni.

Chociaż wyżej przytoczone informacje są oparte wyłącznie na wynikach sondażowych, to wydaje się, że nie należy ich marginalizować. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na fakt, że ankietowane osoby są niejako owocem polityki administracji Kim Dae-junga i Roh Moo-hyuna. Świadome i konsekwentne przedstawianie Korei Północnej jako państwa skłonnego do dialogu i porozumienia sprawiło, że pewnej części południowokoreańskiego społeczeństwa nie została wpojona wiedza na temat zagrożeń, jakie stwarza północnokoreański reżim. Co więcej, braki w wiedzy nakładają się na coraz bardziej kosmopolityczny wizerunek obywateli Republiki Korei. Dominacja biznesu w życiu codziennym i wynikający z tego wzrost poziomu życia sprawiają, że  Koreańczycy z Południa z roku na rok są coraz mniej zainteresowani stosunkami ich państwa z Północą. Jeśli doda się do tego chłodne przyjęcie przez część obywateli pomysłu wprowadzenia podatku zjednoczeniowego, można dojść do wniosku, że społeczeństwo Korei Południowej nie będzie nalegało na reunifikację Półwyspu Koreańskiego. Dodatkowo, należy liczyć się z tym, że południowokoreańskie lobby biznesu zaangażowane w handel z Północą, będzie przeciwne stanowczej polityce Seulu wobec Pjongjangu, która naruszałaby ich interesy gospodarcze. Przykładowo, rząd Korei Południowej uległ presji przedstawicieli firm inwestujących w Kaesong, które zaprotestowały przeciwko zerwaniu kontaktów handlowych z Koreą Północną po zatopieniu korwety Cheonan.

Decyzje o zwiększeniu zaangażowania militarnego w regionach przygranicznych wydają się więc zupełnie zrozumiałe. Pretendująca do roli światowej potęgi gospodarczej Korea Południowa nie może pozwolić, aby incydenty takie, jak zatopienie Cheonan lub ostrzał Yeonpyeong powtarzały się w przyszłości. Z drugiej strony południowokoreańskie władze są świadome ryzyka, jakie jest związane z prowadzeniem jednoznacznie konfrontacyjnej polityki wobec Korei Północnej. Nie ulega wątpliwości, że obawa przed fatalnymi konsekwencjami konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim będzie stanowiła poważne ograniczenie dla realizacji bardziej stanowczej postawy w stosunku do Pjongjangu. Pytanie, czy alternatywą może być postawienie na pokojowe zjednoczenie Korei. W ostatnich dniach grudnia Lee Myung-bak oświadczył, że z początkiem nowego roku Korea Południowa rozpocznie poważne przygotowania do zjednoczenia. Władze w Seulu deklarują odejście od dotychczasowej polityki, która podtrzymuje, a wręcz pogłębia podział Półwyspu. Zamiast utrzymywania pozorów dialogu z Koreą Północną, Korea Południowa z jeszcze większą determinacją zamierza akcentować konieczność denuklearyzacji i odejścia od agresywnej retoryki oraz otwarcia północnokoreańskiej gospodarki w oparciu o model chiński. Podkreśla się również, że Seul najprawdopodobniej zdecyduje się na wzmożoną akcję propagandową skierowaną do obywateli Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Ponadto, południowokoreańskie władze planują rozpoczęcie szeroko zakrojonej akcji dyplomatycznej, której celem ma być zdobycie poparcia międzynarodowego dla pomysłu zjednoczenia Korei po myśli Seulu. Nie można wykluczyć, że właśnie w tym celu Korea Południowa wyraziła zgodę na wznowienie rozmów sześciostronnych i m.in. na tym forum będzie skupiona działalność południowokoreańskiej dyplomacji.

Nie ulega wątpliwości, że niezbędnym elementem realizacji ambitnego planu działań Seulu na najbliższy rok, będzie zdobycie poparcia południowokoreańskiego społeczeństwa. Nie dziwią więc apele prezydenta Korei Południowej o solidarność w obliczu trudnych relacji z Pjongjangiem. Jednak o aprobatę Koreańczyków z Południa może być trudno. Nie ma żadnej pewności, że w przyszłości Seul będzie lepiej przygotowany na poniesienie ogromnych kosztów reunifikacji. Wraz z upływem czasu, przy utrzymaniu dotychczasowych tendencji rozwojowych, przepaść dzieląca Północ i Południe będzie się pogłębiać. W związku z tym można zaryzykować stwierdzenie, że obywatele Republiki Korei nie będą w najmniejszym stopniu zainteresowani poświęceniem dorobku poprzednich pokoleń dla niepewnego sukcesu zjednoczenia Korei. Sygnały, potwierdzające taką tezę można dostrzec już obecnie. Być może Lee Myung-bak jest więc ostatnim prezydentem Korei Południowej, który głośno mówi o zjednoczeniu Korei.

Oskar Pietrewicz

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Symptomy zmian w polityce Seulu wobec Pjongjangu Reviewed by on 31 grudnia 2010 .

Nie ulega wątpliwości, że pod wieloma względami kończący się rok był dla Korei Południowej zdecydowanie udany. W ostatnich dwunastu miesiącach południowokoreańskie władze m.in. zorganizowały szczyt G20 w Seulu, podpisały umowę o wolnym handlu z UE oraz po trzech latach żmudnych i trudnych negocjacji doszły do porozumienia w analogicznej kwestii z USA. Jeśli dodamy do tego

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

komentarzy 5

  • Starcie militarne Południe na pewno wygra. Żołnierz z Północy ma niskie morale, jest gorzej wyżywiony i słabiej wyposażony.

    Porównania ilościowe to głupota. Bombowce koreańskie to Ił-28 z lat 50-tych, myśliwce to głównie MiGi też z tamtych czasów, a helikoptery to Mi-2 z Polski. Same starocie, nowych technologii to oni raczej nie mają.

  • Zaawansowanych technologii nie ‚wysokich technologii’. Poza tym ciekawy artykul, dzieki. ;)

  • Ja uważam że najtrudniejsza sytuacja będzie jak umrze Kim Jong Il wtedy może dojść do kolejnych aktów przemocy ze strony Korei Północnej.

  • Obawiam się, że nie jest wykluczony scenariusz „zjednoczenia”, typu wietnamskiego. Do tego może nie dojść, ale broń nuklearna Korei Płn., może zostać użyta. Jeśli nawet dojdzie do remisu jak w 1953 r., to spustoszenia obydwu Korei będa ogromne. To banalne spostrzeżenie jest jakoś mało obecne…

  • Do tegorocznych sukcesów Korei można również dopisać organizację pierwszego w historii tego kraju GP Formuły 1.
    Zazwyczaj elitarne państwa świata organizują imprezy z cyklu F1.
    PS.
    Zaskoczyła mnie jednak mało fachowa obsługa wyścigu, ale pierwsze koty za płoty ; )

Pozostaw odpowiedź