Artykuły

Sylwia Malon-Schulze: Elastyczna etyka Chińczyków

Tutaj, w Chinach zdarza się czasem, że rzeczy nie są takimi, na jakie wyglądają lub jakimi się wydają. Ponownie zdałam sobie z tego sprawę, robiąc zakupy w miejscowym supermarkecie. Byłam przekonana, że to, co kupuję, to jogurt znanej firmy, do którego jestem przyzwyczajona i który mogę kupić właściwie w dowolnym zakątku Europy. W Polsce nawet go lubiłam. Ciemnozielony kolor etykiety, takie samo opakowanie – wypisz, wymaluj mój naturalny jogurt probiotyczny. Następnego dnia spróbowałam go na śniadanie i nie mogłam uwierzyć własnym kubkom smakowym – jogurt ten w najmniejszym stopniu nie przypominał smaku, który tak dobrze znam. Nic, tylko podróbka. Rozumiem, że samochody, maszyny, samoloty, płyty DVD, ubrania, papierosy, ale jogurty?!

Czy to oznacza, że Chińczycy skorzystali z okazji i żerują na naiwności wszystkich lauvai (jak nazywają tutaj białych), którzy nie wiedzą, jak żyje się w Chinach? Próbuję jednak myśleć pozytywnie, patrzeć na to szerzej – może chodzi o rebranding, czyli wykorzystanie tzw. wzorca rzeczywistego? Z praktycznego punktu widzenia jest to działanie uzasadnione, po co bowiem tworzyć coś, co już istnieje? Co prawda można założyć, że produkcja odbywa się bez wiedzy właściciela marki, ale jak na razie jogurt jest nowością na miejscowym rynku. Opakowanie wygląda zachęcająco, pojawiają się zatem również klienci, a konsumpcja rośnie.

Tworzenie wymaga łączenia różnych elementów, w tym wypadku jednak bez skrępowania kopiuje się oryginał. Chociaż smak mógłby być lepszy od oryginału!

To prawda, każdemu smakuje co innego, ale zarówno opakowanie, jak i nazwa są tak bliskie oryginałowi, że pozwoliłam się oszukać i kupiłam ten produkt.

Japończycy, którzy zaczęli wytwarzać podróbki w latach pięćdziesiątych XX wieku, starali się przynajmniej ulepszać swoje wersje produktów. Dzięki temu miejscowy przemysł z pozycji tandeciarza awansował do roli dostawcy wysokiej technologii.

Może był to japoński benchmarking w chińskim wydaniu? Jeśli się nie mylę, źródeł jego rozwoju należy szukać w latach pięćdziesiątych XX wieku, kiedy japońscy inżynierowie studiowali sukcesy przedsiębiorstw działających w krajach zachodnich, następnie zaś sprawdzone rozwiązania przenosili na rodzimy rynek, dodatkowo doskonaląc je w swoich przedsiębiorstwach. Japończycy nie kopiowali jednak wszystkiego, na przykład przemysł fotograficzny (właściwie niemal wyłącznie firma Nikon) odtwarzał rozwiązania zastosowane tylko w trzech niemieckich aparatach – Rolleiflex, Schraubleicas i Leica III.

Niemcy współpracowali dość intensywnie z Japończykami, byli bowiem przekonani, że mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni nie są dla nich konkurencją. Przeprowadzali kontrole techniczne, które wykazywały, że są w stanie w krótkim czasie pokonać jakościowo japońską imitację, o której istnieniu wiedzieli i której nie brali poważnie pod uwagę. „Nie jest możliwe osłabienie niemieckiego przemysłu fotograficznego. Niemiecki aparaty są na wszystkich rynkach świata zawsze na pierwszym miejscu” – pisał w lipcu 1953 roku niemiecki dziennik „Photo Magazine”.

Niemcy zauważyli także, że wymagania Japończyków były tak duże i irracjonalne, że bez problemów w dłuższym okresie pracownicy japońscy mogli stanowić problem dla japońskich pracodawców. Pewność siebie niemieckich przedsiębiorców sprawiła, że podjęli decyzję o przeniesieniu prawie całego rodzimego przemysłu fotograficznego do Japonii. Skutki tej decyzji znamy: z mocnych niemieckich firm, jak Metz czy Voigtländer, ostała się jeszcze na rynku – obecnie bardzo już niszowa – Leica.

fot:  Decnaojbon

fot: Decnaojbon

Przemysł fotograficzny to poważna sprawa, ale ja czułam się oszukana z powodu podróbki mojego ulubionego jogurtu. I nie w tym rzecz, że jest to zapewne nielegalna kopia (jakich tutaj zresztą wiele) – bardziej bolesne jest to, że nie uchroniłam się przed niepotrzebnym wydatkiem. Ktoś włożył wiele trudu w to, aby produkty sygnowane jego marką miały klasę samą w sobie – a tu co? Udoskonalona kopia czy nędzna podróbka?

Pewien Chińczyk, któremu przy innej okazji zwróciłam uwagę na obecność podróbek i związane z tym łamanie prawa, wyjaśnił mi, że w Chinach nie jest to karalne. „Powinniście być dumni, że chcemy wykorzystywać wasze wzorce, bo my sięgamy tylko po to, co najlepsze. Byle czego nie kopiujemy. Nie udoskonalamy byle jakich produktów. A tak w ogóle, to u was, Europejczyków, wyraźnie widać niechęć do postępu. My inspirujemy się waszymi produktami, a wy uważacie naszą kreatywność za coś złego i niebezpiecznego”.

„Zachowują się jak Japończycy w latach pięćdziesiątych XX wieku” – pomyślałam.

Podobne przykłady można by mnożyć. I nie chodzi tutaj jedynie o podrabiany jogurt, którego producent nie mógł sobie poradzić z tym procederem i po prostu wycofał się z chińskiego rynku. Prawdziwy problem tkwi w tym, że cały przemysł może się z czasem znaleźć w ślepym zaułku. Nie należy lekceważyć przeciwnika.

Pokora jest ważna. Zastanawiałam się kiedyś, czy czysta i schludna Europejka, przestrzegająca prawa i porządku, może być przeciwstawiona wizerunkowi niedomytych i niedouczonych Chińczyków. To niewłaściwy sposób rozumowania! Chińczycy są bardziej rozgarnięci niż mi się kiedyś wydawało. Zapytałam więc mojego chińskiego rozmówcę, czy tworzenie podróbek można uznać za działanie etyczne. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i odniosłam wrażenie, że w ogóle nie zrozumiał, w czym tkwi problem. Z tego, co mówił, wywnioskowałam, że chiński system myślowy jest zupełnie inny od tego, który znam.

Po intensywnych dyskusjach na ten temat byłam zaskoczona odkryciem różnorodnych sposobów myślenia. Wytłumaczono mi, że moje myślenie jest myśleniem europejskim, które nie ma najmniejszego przełożenia na miejscową kulturę. Etyka jest w Chinach definiowana zupełnie inaczej niż w Europie, istnieje tu bowiem tzw. etyka sytuacyjna. Dzieli się ona na trzy kategorie:

• tradycyjną etykę chińską,

• etykę zachodnią,

• etykę komunistyczną.

Etyka komunistyczna w większości wypadków jest stosowana na wysokim szczeblu administracji państwowej. Wskazówki postępowania przychodzą głównie z Pekinu.

Etyka świata zachodniego jest zupełnie inna. Szczególnie w świecie biznesu (coraz częściej również na niższych i średnich szczeblach administracji państwowej) rośnie liczba osób stosujących się do zachodnich norm etycznych. Mimo to czołową rolę w społeczeństwie chińskim – zarówno w biznesie, jak i wśród urzędników państwowych wszystkich szczebli – nadal odgrywa tradycyjna chińska etyka sytuacyjna.

Chińska etyka sytuacyjna (czy też tradycyjna) zakłada elastyczne standardy myślenia i zachowania. Opiera się na analizie sytuacji rzeczywistych lub na przypuszczeniach żywionych przez osobę podejmującą decyzje. Nie obowiązują tutaj uniwersalne zasady, co daje Chińczykom ogromną swobodę. To oni sami określają, co jest dobre lub złe, dopuszczalne lub niedopuszczalne. Sami też tworzą zasady, które w świecie zachodnim są całkowicie niezrozumiałe. Dokonują wyboru, obserwując zmieniającą się rzeczywistość, nie zaś na podstawie zdefiniowanych reguł czy ustalonego przez świat zachodni systemu wartości.

Chińskie upodobanie do stosowania etyki sytuacyjnej ma swoje źródło w przeszłości, gdy władca uchodził za jedyne i niekwestionowane źródło prawa. Tylko on wiedział, co jest, a co nie jest sprawiedliwe. Prawo ustanowione przez władcę było niezmienne i wieczyście obowiązujące. Rządzący, kiedy tylko chcieli, mogli zmieniać ustalone wcześniej zasady – mieli władzę absolutną, która pozwalała ograniczać samowolę podwładnych, łącznie z członkami rodziny i urzędnikami państwowymi na wszystkich szczeblach.

Przedsiębiorcy prowadzący w Chinach interesy powinni brać pod uwagę rolę etyki sytuacyjnej, czasem bowiem rzeczy nie są takie, na jakie wyglądają lub jakimi się wydają. W latach osiemdziesiątych XX wieku, gdy ludzie Zachodu zaczęli nawiązywać kontakty z Chinami i podejmować współpracę gospodarczą, bardzo często się skarżyli, że Chińczycy nie mają etyki i moralności, a ich zachowania są irracjonalne, postępują bowiem niezgodnie z ustalonymi wcześniej zasadami, starając się, żeby rezultat był jak najkorzystniejszy przede wszystkim dla nich. Takie sytuacje zdarzają się także dziś. Dla tych, którzy pracują w Chinach, nie jest to jednak żadna nowość – w starożytnych Chinach etyka sytuacyjna była standardem, a stosunki prawne regulowano zwyczajowo.

Dzięki odmiennemu zachowaniu w danej sytuacji Chińczycy i Azjaci z bliskiego kręgu kulturowego mają znaczną przewagę nad przedsiębiorcami z Zachodu, którzy pracując w Chinach, próbują stosować się do zasad działania zgodnie z obowiązującym prawem i etyką Zachodu. Chińscy biznesmeni i urzędnicy państwowi mogą być bezwzględni w dążeniu do osiągnięcia  własnego celu. Dobre jest bowiem tylko to, co jest korzystne dla ich biznesu czy dla ich kraju. Nawet mimo wypracowanego wcześniej stanowiska to, co wcześniej było ustalone i dobre w jednej sytuacji, w innej może być złe – wszystko zależy od okoliczności. Czy więc firmy współpracujące z Chińczykami powinny odstąpić od norm świata zachodniego? Czy bezwzględność Chińczyków wobec przedsiębiorców Zachodu jest nieetyczna, czy to tylko nasza interpretacja? A może ludzie Zachodu powinni inaczej na to spojrzeć i docenić te różnice?

Nawiązanie osobistych kontaktów z Chińczykami często jest jedynym sposobem, żeby pokonać różnice kulturowe, siła indywidualnych relacji jest bowiem w Chinach bardzo silna, choć dotyczy to głównie stosunków rodzinnych. Niestety, my, ludzie Zachodu, jesteśmy dla Chińczyków po prostu obcy – niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy z nimi zaprzyjaźnieni.

Sylwia Malon-Schulze ukończyła Politechnikę Wrocławską i Changzhou Institute of Technology. Od czterech lat mieszka w Chinach. W wolnych chwilach intensywnie podróżuje po Azji.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Sylwia Malon-Schulze: Elastyczna etyka Chińczyków Reviewed by on 25 października 2010 .

Tutaj, w Chinach zdarza się czasem, że rzeczy nie są takimi, na jakie wyglądają lub jakimi się wydają. Ponownie zdałam sobie z tego sprawę, robiąc zakupy w miejscowym supermarkecie. Byłam przekonana, że to, co kupuję, to jogurt znanej firmy, do którego jestem przyzwyczajona i który mogę kupić właściwie w dowolnym zakątku Europy. W Polsce nawet

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Avatar Wojciech Tomaszewski

    Podróbki czy plagiat są zupełnie inaczej traktowane w cywilizacji chińskiej niż w naszej. W dawnych Chinach wplatanie całych partii utworów do własnego dzieła nie uchodziło za plagiat. Pojęcie autorstwa było o wiele bardziej płynne niż u nas.
    Jednym z przyczyn stosowania etyki sytuacyjnej w stosunku do cudzoziemców było klasyczne pojęcie świata w którym Chiny jako ośrodek cywilizacji jest otoczony przez barbarzyńców w stosunku do których obowiązują inne reguły niż do swoich.
    Etyka sytuacyjna miała też niezmierne negatywne następstwa dla samych Chin. Podejmowanie decyzji w zależności od zmieniającej się rzeczywistości było przyczyną podboju Chin przez Mongołów i Mandżurów. Ani ci pierwsi a tym bardziej drudzy nie mieliby szans na opanowanie tego ogromnego kraju bez współpracy ogromnej rzeszy większych lub mniejszych zdrajców, którzy uznali, że przyłączenie się do wroga i walka ze swoimi stawiającymi opór agresji rodakami
    jest korzystniejsze niż walka z agresorem. W chińskiej mentalności takie zachowanie było
    traktowane jako rozsądne.
    Klasycznym przykładem jest Wu Sangui. Kiedy w 1644 r. powstańcy obalili dynastię Ming i zdo-
    byli Pekin to on jako dowódca nadmorskiego odcinka Wielkiego Muru wolał sprzymierzyć się
    z Mandżurami, którzy od lat bezskutecznie szturmowali Północne Chiny, niż z własnymi rodakami. Podbił dla Mandżurów Chiny aż do granicy z Birmą.
    Jednakże trzeba uczciwie powiedzieć, że w dawnych Chinach byli też wyznawcy wartości przeciwnych etyce sytuacyjnej, dla których przysięga, dane słowo i lojalność były stałymi wartościami. Generał Irabucha będący de facto naczelnym dowódcą armii dynastii Jin wybrał śmierć niż służbę u Mongołów. General Wen Tianxiang, dowódca dynastii Sung trzymany cztery lata w więzieniu mimo tortur nie zgodził się służyć Mongołom i to w sytuacji kiedy Chiny zostały
    już całe podbite. Podczas podboju południowych Chin, kiedy było już jasne, że upadek dynastii Sung jest przesądzony, setki oficerów i urzędników chińskich wolało popełnić samobójstwo niż pójść na służbę do Mongołów. W końcu XIX wieku, a więc po 150 latach od obalenia dynastii Ming wybuchło powstanie, którego celem było nie tylko wygnanie Mandżurów ale też przywróce-
    nie tronu Mingom. Jak widać lojalizm, trwanie przy stałych wartościach dla znacznej części Chińczyków był ważniejszy od konformizmu.
    Nasz sposób robienia biznesu polegający na etyce dotrzymywania ustalonych warunków jest uniwersalny ponieważ daje większą pewność bezpieczeństwa i uzyskania korzyści. Biznes musi być korzystny dla obu stron. Jeżeli ktoś robi interesy nie licząc się ze stanowiskiem partnera, to go traci teraz lub w przyszłości.

  • Typowe zenujace bla bla bla.
    Usprawiedliwia Pani Chinczykow. Orzna Pania do cna. Bedzie sie Pani wtedy smiai jak przystalo na glupiego Laowaia.

  • Avatar Wiesław Pilch

    „Dobre jest bowiem tylko to, co jest korzystne dla ich biznesu czy dla ich kraju.” Jak ja bym bardzo chciał dożyć czasów , w których taka sentencja odnosiłaby się do Polaków!
    „Koleżanka Chinka wytłumaczyła mi, że produkty są dostosowywane do lokalnych gustów.” To wydaje się być oczywiste.
    Jeśli jakiś biznesmen chce robić interesy w Chinach to musi się liczyć z konsekwencjami tego kroku. Dlaczego na tym obszarze Azji mają panować stosunki biznesowe przeniesiene z obszaru białej cywilizacji? Bo są lepsze? Bzdura, bo są nasze i my się do nich przyzwyczailiśmy! I życzymy sobie, biali Panowie i Panie aby tak było wszędzie! A tu siurpryza, Chińczycy widzą to inaczej! I co? A no trzeba się będzie- przynajmniej na tym obszarze przyzwyczaić do tego, że to Oni są u siebie i dyktują swoje reguły gry. Ot co!

  • jak czytam takie rzeczy to nie moge sie nadziwic, ze ponoc ci sami chinczycy z singapuru, hk i tajwanu jak przez chwile nawet sprobowali zachodniego panstwa prawa, to nie maja zamiaru zrezygnowac i go bronia. zamiast tego tworu „tradycyjna etyka chinska”.

    zgodnie z opinia cudzoziemcow, ktorych tutaj znam, wyjatkowo cenia sobie wlasnie uprzejmosc, galanterie i bezinteresownosc tajwanczykow.
    nie spotkalem sie z tym, zeby ktos ocenial sie jako „obcego”, nie zaleznie czy zna jezyk, czy nie.

    moze to wlasnie wynik podkreslanej tu tak czesto osobowosci tjawanskiej lub obywatela tajwanskiego, zamiast chinskiej.
    ponizsze dane obrazuja, jak opisane powyzej roznice przekladaja sie na odbior przez tajwanczykow wlasnie chinczykow.
    zebym nie byl posadzony o antychinskosc, sa to a) suche liczby i b) dane prochinskiego KMT
    http://www.kmt.org.tw/english/page.aspx?type=article&mnum=114&anum=8579

  • Interesujący artykuł. Rodzi się tu jednak pytanie: Czy Europejczycy postępowali inaczej w średniowieczu i później, gdy kopiowali i udoskonalali chińskie wynalazki: druk, igłę magnetyczną, kuszę, proch?
    Inna sprawa: Czy istnieje coś takiego jak etyka Zachodu? Bo nie sądzę, by np. etyka skandynawska dałaby się wsadzić do jednego worka z np. włoską. Na południu Włoch istnieje bowiem mnóstwo firm podrabiających szwajcarskie zegarki, francuskie perfumy, czy choćby modną odzież projektantów z Włoch północnych. Jak widać, nie tylko na Dalekim Wschodzie lubią „pójść na skróty”…
    Co do wzmiankowanego jogurtu, niewykluczone, że jego producentem jest jakiś zakład należący do zachodniej firmy, np. Danone, która – co logiczne – woli dostosowywać smaki do oczekiwań miejscowych konsumentów a nie nielicznych przybyszy z Polski. To tak jak z majonezem Hellman’s – ten sprzedawany w Stanach jest ostrzejszy niż jego polski odpowiednik, co być może zdziwiłoby odwiedzającego Polskę przybysza z USA. Ale nawet gdyby ów Amerykanin tego nie wiedział, czy nie byłoby pochopne, gdyby wysnuł wniosek, że polski produkt jest „podróbą”? :-)

    • To samo jest np. z Coca-Colą czy np. Spritem. Oba trunki są jakby słodsze, szczególnie Sprite [雪碧]. Też mnie to zdziwiło, jednak nie podejrzewałem podróbki tylko myślałem, że w Chinach a Polsce jest inna woda. Jednak myliłem się, gdyż nie o to chodziło. Koleżanka Chinka wytłumaczyła mi, że produkty są dostosowywane do lokalnych gustów. I tyle w tym temacie.
      Czy Pani Sylwia M-S to ta sama Pani co pisała ostatni artykuł o Tybecie? W cale nie byłbym zaskoczony – już rozpoznaję ten pretensjonalny styl.

      • Avatar Jarek Smulski

        Problemem jest to, czy autor tekst, chce napisać tekst dla tygodnika, który ma trafić do ogółu, czy też analizę problemu, gdzie wymaga się wręcz naukowej struktury tekstu. W pierwszym przypadku – fajnie się to czyta, można nawet wybaczyć pierwszą osobę, ale można się narazić na zarzut pisania pretensjonalnego. W drugim przypadku – dla ogółu tekst jest nudny/trudny – ale tutaj raczej nie trafia ‚ogół’. Wolę jednak drugą opcję…

Pozostaw odpowiedź