BLOGOSFERA

„Süddeutsche Zeitung”: Boże Narodzenie made in China

751px-ChristbaumkugelOd wielu lat Chiny są czołowym dostawcą ozdób choinkowych i prezentów bożonarodzeniowych

Lokalni potentaci dotkliwie odczuli kryzys gospodarczy i wzięli sobie do serca narzekania odbiorców. Powoli chińscy producenci zmieniają sposób myślenia i stawiają nie tylko na ilość, ale i jakość dekoracji świątecznych.

Czy kiedykolwiek Li Huangpeng zastanawiał się nad tym, kim jest jegomość w czerwonej czapce na głowie, z twarzą okoloną białą brodą? Robotnik ma z nim codziennie do czynienia i można powiedzieć, że stali się parą dobrych znajomych. Święty Mikołaj wielkości dłoni łypie na Huangpenga krągłymi oczkami, gdy ten setki razy dziennie dokleja mu biały pompon do czubka czapki. Pan Li nigdy nie zastanawiał się nad tożsamością swego podopiecznego. – Lao laowai – stary cudzoziemiec – mówi o nim. Robotnik uważa, że Święty Mikołaj jest sympatyczny, bo gwarantuje mu dobrze płatną i stałą pracę. Taka wiedza Huangpengowi w zupełności wystarcza.

Mężczyzna pracuje w Hangtian Arts & Crafts Co. w mieście Yiwu, położonym 250 kilometrów na połudnowy-zachód od Szanghaju. Tego popołudnia w fabryce panuje ożywiony ruch, bowiem trwa gorączkowa produkcja dekoracji bożonarodzeniowych. Z taśmy schodzą blaszane aniołki grające na harfie i styropianowe bałwany w kapeluszach wielkości człowieka. W sumie asortyment firmy obejmuje 10 tysięcy artykułów świątecznych. Wszyscy zwijają się jak w ukropie, bo do Bożego Narodzenia pozostało niewiele czasu. Grupa kilkudziesięciu robotnic usadowiła się w holu i przygotowuje do wysyłki stertę czerwono-białych czapek Świętego Mikołaja. Równie chaotycznie  przebiega praca w hali produkcyjnej na trzecim piętrze, gdzie pracownicy torują sobie drogę między ogromnymi pudłami kartonowymi, rozstawionymi na podłodze. Wszędzie siedzi mnóstwo kobiet i garstka mężczyzn. Wszyscy składają, kleją, wiążą i pakują ozdoby świąteczne, walcząc z upływającym czasem.

– W ostatniej chwili otrzymaliśmy bardzo dużo zleceń – wyjaśnia nerwowy pośpiech Tony Chou, szef działu eksportu. Wielu klientów złożyło dodatkowe zamówienia i dzięki temu produkcja ozdób choinkowych ruszyła pełną parą. – Na początku roku mieliśmy okres posuchy – opowiada Tony Chou. Na szczęście latem rozsypał się worek z zamówieniami, choć firmie nie uda się osiągnąć ubiegłorocznego poziomu produkcji. Jeszcze nie tak dawno w miesiącach szczytowych Hangtian Arts & Crafts Co. wysyłała 60 kontenerów z artykułami bożonarodzeniowymi do Europy, Ameryki Północnej i Południowej. Ozdoby świąteczne made in China znajdowały nabywców w 50 krajach na świecie. Można je było spotkać nawet w Iranie i Arabii Saudyjskiej. Zatem nic dziwnego, że w ubiegłym roku fabryka osiągnęła obroty w wysokości 20 milionów dolarów. – Tym razem odnotujemy 10-procentowy spadek – informuje Tony Chou.

Dyrekcja nie narzeka, bo mogło być jeszcze gorzej. Mało brakowało, a firma musiałaby odmówić wykonania lukratywnych kontraktów, ponieważ w tym roku zagraniczni kontrahenci złożyli zamówienia z dużym opóźnieniem. Czas naglił, a tu nagle, jak na ironię losu w ludnych Chinach zaczęło brakować rąk do pracy. Można by pomyśleć, że to kiepski żart, ale z powodu kryzysu gospodarczego zbankrutowało wiele zakładów, a chiński rynek pracy uległ głębokim przeobrażeniom. Przede wszystkim branże żyjące z eksportu zabiegają o względy pracowników.

Miliony robotników sezonowych postanowiło opuścić ośrodki przemysłowe i powrócić w rodzinne strony po fali bankructw, jaka przetoczyła się przez Chiny w ubiegłym roku. Władze lokalne zainwestowały miliardowe sumy, wyasygnowane przez rząd na ożywienie gospodarki i dzięki temu na terenach wiejskich powstały nowe miejsca pracy. Dlatego też wielu robotników nie musi szukać zajęcia w ośrodkach przemysłowych, specjalizujących się w produkcji na eksport. Przy okazji Chińczycy wyciągnęli naukę z gwałtownego załamania koniunktury w ubiegłym roku. – Ludzie stali się ostrożniejsi. Wielu rodziców nie chce, aby ich dzieci pracowały w fabrykach – stwierdza Huang Yiming, szef firmy Hangtian Arts & Crafts. Prezes spokojnie prowadzi niemiecką limuzynę, choć co chwilę dzwoni służbowa komórka. – Tak – przyznaje z uśmiechem – zbiłem fortunę na Bożym Narodzeniu. Biznesmen zatrudnia ponad pięciuset robotników.

Huang Yiming rozpoczął działalność produkcyjną w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy chiński eksport znajdował się jeszcze w powijakach. – Sprzedażą ozdób zajmowali się chińscy studenci, studiujący na uczelniach zagranicznych. W tamtym czasie trudno było znaleźć chętnych do kupna naszych artykułów – wspomina prezes. Za to znalezienie siły roboczej nie stanowiło najmniejszego problemu. Natomiast dzisiaj trzeba mocno zabiegać o znalezienie wystarczającej liczby pracowników. Dlatego Huang Yiming kazał zamontować w halach produkcyjnych klimatyzację, raz w miesiącu dyrekcja obchodzi urodziny pracowników, a 25 grudnia organizuje dla całej załogi uroczystą kolację świąteczną. – Nasz szef jest ciepłym i serdecznym człowiekiem – chwali przełożonego Tony Chou, kierownik działu eksportu.

Huang Yiming myśli już o przyszłości. Wspólnie z innymi przedsiębiorcami zasiada w zarządzie kooperatywy zrzeszającej lokalnych producentów wyrobów bożonarodzeniowych. W trakcie spotkań biznesmeni omawiają przyszłość branży i czekające ją zmiany strukturalne. Póki co władze centralne pomagają zakładom żyjącym z eksportu poprzez utrzymywanie niskiego kursu juana,  który dodatkowo potania chińskie produkty. Jednak korzystna polityka fiskalna nie będzie trwała wiecznie i kraje o taniej sile roboczej mogą odebrać Yiwu palmę pierwszeństwa w segmencie produktów bożonarodzeniowych. Lokalni potentaci doskonale zdają sobie sprawę, że jedynym rozwiązaniem jest poprawienie jakości produkcji. – Musimy podwyższyć standardy naszych artykułów. Tylko w ten sposób zdołamy utrzymać  dotychczasową pozycję na rynku ozdób choinkowych – stwierdza Chen Jilin, prezes kooperatywy.

Jednocześnie producenci ozdób choinkowych mają cichą nadzieję, że w Chinach będzie systematycznie rosła popularność Bożego Narodzenia. W Państwie Środka znajduje odbiorców już 15 procent świątecznej produkcji firmy Hangtian Arts & Crafts. Systematycznie rośnie zapotrzebowanie na dekoracje świąteczne, zwłaszcza w dużych metropoliach. W okresie okres świąt śródmieścia chińskich miast zdobią okazałe iluminacje świetlne, które nawet Święty Mikołaj uznałby za kwintesencję kiczu. Członkowie kooperatywy poszukują nowych rozwiązań w celu ożywienia popytu wewnętrznego na ozdoby bożonarodzeniowe i niezależnienia się od eksportu. Jednak to dosyć trudne wyzwanie, aby zwiększyć dochody gospodarstw domowych i wzmocnić konsumpcję Chińczyków bez wsparcia rządu.

Gra toczy się o wysoką stawkę. Można się o tym przekonać odwiedzając centralę kooperatywy, znajdującą się w nowo powstałej dzielnicy Futian w mieście Yiwu. Futian żyje świętami Bożego Narodzenia przez okrągły rok. Na parterach wszystkich domów urządzono sklepy, oferujące dekoracje świąteczne. Idąc po chodniku trzeba się mocno wygimnastykować, aby ominąć ludzi dźwigających góry kartonów, wypełnione ozdobami świątecznymi. W sklepach klienci potykają się o pudła i co chwilę uderzają głowami o ozdoby choinkowe zwisające z sufitu. Do miasta przyjeżdżają handlowcy z niemalże całego świata, aby kupić ozdoby świąteczne. Połyskujące napisy życzą klientom Wesołych Świąt po angielsku, niemiecku i hiszpańsku. Produkcja dekoracji bożonarodzeniowych przyniosła miastu rozwój i dobrobyt. Średni dochód na głowę mieszkańca Yiwu wynosi  29 tys. juanów rocznie, co odpowiada trzem tysiącom euro, czyli przewyższa o 82 procent średnią krajową płacę w Chinach. Perspektywa zysków przyciąga do miasta kolejnych biznesmenów. Mimo kryzysu gospodarczego liczba producentów ozdób bożonarodzeniowych w Yiwu wzrosła o ponad 30 procent, do 400 firm. (…) Miasto jest głównym ośrodkiem przemysłowym w Chinach, specjalizującym się w masowej produkcji drobnej galanterii, m.in. czapek baseballowych, salaterek porcelanowych, artykułów papierniczych, wyrobów pamiątkarskich i  ma się rozumieć – dekoracji choinkowych.

Trudno sobie wyobrazić Boże Narodzenie bez artykułów produkowanych rękami chińskich robotników. Na pięć ozdób świątecznych aż cztery pochodzą z Państwa Środka, a przynajmniej trzy na cztery zabawki są wytwarzane w delcie Rzeki Perłowej. Wytwórnia zabawek Świętego Mikołaja nie znajduje się  wcale na biegunie północnym, jak można przeczytać w bajkach, lecz w Chinach, a dokładnie rzecz biorąc na południe od delty rzeki Jangcy. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że  produkcja nie odbywa się w tak zawrotnym tempie, jak w przeszłości. Spore trudności przeżywa zwłaszcza branża zabawkarska, ale  nie wszystkie kłopoty można zrzucić na barki globalnego kryzysu gospodarczego. Niektóre problemy obciążają konto samych producentów. Zachodnie firmy przekonały się, że koncepcja przenoszenia produkcji do krajów z tanią siłą roboczą, ma wiele mankamentów, zwłaszcza, gdy nasiliły się skargi klientów na mierną jakość i obecność toksycznych zmiękczaczy w chińskich zabawkach. W rezultacie renomowani producenci, jak choćby niemiecka firma Steiff, specjalizująca się w produkcji pluszowych misiów, postanowiła zaprzestać produkcji w Chinach. Okazuje się, że na niekorzyść Chin przemawiają także wysokie koszty transportu. (…) W rezultacie wielu chińskich producentów zabawek musiało zwinąć interes, gdy wyszło na jaw, że jakość ich produktów pozostawia wiele do życzenia. Jedną z firm, która zniknęła z rynku była Smart Union w Dongguan, produkująca zabawki m.in. dla amerykańskiej firmy Mattel.

Zatem kryzys ma charakter oczyszczający, odzielając ziarna od plew. – Nie możemy powiedzieć, żeby zrobiło nam się przykro z powodu bankructwa Smart Union – stwierdza Leung Zhongming. – Firmy sięgające po drastyczny dumping cenowy, ściągają kłopoty na całą branżę. Nie od dziś wiadomo, że produkcja zabawek wymaga staranności – podsumowuje biznesmen. Pochodzący z Hongkongu Leung Zhongming jest prezesem i założycielem fabryki zabawek Lung Cheong Int. Holdings Limited w Dongguan, położonym w prowincji Kanton. Spotykamy się w sali konferencyjnej z widokiem na pobliski łańcuch górski. Po chwili Leung Zhongming prosi o przybycie Guo Kwoka, dyrektora departamentu technologii. Rozmowa odbywa się w swobodnej atmosferze. Żaden z menedżerów nie nosi służbowego krawata, a asystentka podaje wodę w plastikowych butelkach.

Przedsiębiorca wyjaśnia, że chińska branża zabawkarska musi dążyć do osiągnięcia wysokiej jakości produktów. Tania siła robocza nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę. Jego zdaniem Chiny powinny podwoić wysiłki, jeżeli chcą obronić dotychczasowe udziały w rynku. Firma Lung Cheong Int. Holdings Limited hołduje tej strategii już od wielu lat. Na zlecenie przedsiębiorstwa odelegowano grupę 50 inżynierów do opracowywania nowych produktów. Prezes opowiada, że zakład złożył 380 wniosków patentowych, a 80 pracowników zajmuje się wyłącznie doglądaniem jakości produkcji. Może dlatego przedsiębiorstwo aż tak mocno nie odczuło kryzysu i w miarę bezboleśnie uporało się ze spadkiem obrotów w wysokości 15 milionów euro.

Firma Lung Cheong Int. Holdings Limited także otrzymała wiele zleceń niemalże w ostatniej chwili. – Sytuacja była tak poważna, że szukaliśmy dodatkowych rąk do pracy nawet na dworcu – opowiada dyrektor Guo Kwok. Firma starała się pozyskać robotników proponując im bezpłatne kursy tańca i jogi. Na terenie fabryki znajduje się boisko do koszykówki, sala do gry w tenisa stołowego i badmingtona. Tak szeroka oferta rekreacyjna jest dość niezwykła, jak na warunki chińskie. Oprócz tego firmowa fryzjerka oferuje pracownikom bezpłatne strzyżenie, a w zakładowym supermarkecie można zaopatrzyć się w zupy w proszku i zafoliowane łapki kurczaka. (…)

W szczycie sezonu fabryka potrzebuje 2 tysiące robotników. Wszyscy są związani z firmą przynajmniej roczną umową.  Takie postępowanie narzuca nowy kodeks pracy, podobnie jak obowiązek wypłaty minimalnych świadczeń socjalnych. Zakłady przestrzegają przepisów dopóki mają wystarczająco dużo zleceń. Kiedy sezon produkcyjny dobiega końca budżety firm obciążają zbyt wysokie koszty zatrudnienia. Wtedy dyrekcja fabryki sięga po godziny nadliczbowe, legalny środek skutecznie regulujący poziom zatrudnienia. – Pracownicy, którzy są nam już nie potrzebni nie dostają godzin nadliczbowych w przeciwieństwie do tych, których chcemy zatrzymać – tłumaczy dyrektor Kwok. Z reguły robotnicy pozbawieni nadgodzin dobrowolnie odchodzą z pracy, ponieważ przysługuje im tylko minimalne wynagrodzenie w wysokości 770 juanów, mniej niż 80 euro w miesiącu. Dla większości robotników to stanowczo za mało. W takiej sytuacji tracą na atrakcyjności nawet bezpłatne usługi fryzjerskie, oferowane w fabryce. się z realizacją większości świątecznych zamówień. Przy nabrzeżu cumuje tylko chilijski armator CCNI Arc. Właśnie trwa załadunek kontenerów, na jednym z nich widnieje napis „Hamburg Süd”. Chłodny wiatr hula po pirsie. Li Xin, pracownik terminala kontenerowego chowa głowę w ramionach, bo ma na sobie tylko żółtą kamizelkę odblaskową narzuconą na cienką koszulę. – W najlepszych miesiącach 2009 roku ładowaliśmy po 450 tys. kontenerów, o 100 tys. mniej niż w roku ubiegłym – wylicza. Na ten rok świąteczny biznes dobiegł końca. Ozdoby choinkowe, których do tej pory nie zdążono załadować na statki, nie mają szansy dotrzeć na czas do Europy. Spedycja drogą morską z Shenzhen do Hamburga zajmuje 24 dni. Zatem Święty Mikołaj miałby ułatwione zadanie, gdyby  produkował  ozdoby świąteczne na biegunie północnym.

Artykuł okazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest Marcel Grzanna.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Süddeutsche Zeitung”: Boże Narodzenie made in China Reviewed by on 29 grudnia 2009 .

Od wielu lat Chiny są czołowym dostawcą ozdób choinkowych i prezentów bożonarodzeniowych Lokalni potentaci dotkliwie odczuli kryzys gospodarczy i wzięli sobie do serca narzekania odbiorców. Powoli chińscy producenci zmieniają sposób myślenia i stawiają nie tylko na ilość, ale i jakość dekoracji świątecznych. Czy kiedykolwiek Li Huangpeng zastanawiał się nad tym, kim jest jegomość w czerwonej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź