Artykuły

St. Niewiński: Opcja proamerykańska oraz prochińska w japońskiej polityce zagranicznej

      W połowie marca bieżącego roku Japonia doświadczyła przerażających wydarzeń. 11 marca w pobliżu miasta Sendai doszło do trzęsienia ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera. Liczba ofiar i zniszczenia nie były duże, gdyż Japończycy są chyba narodem najlepiej w świecie przygotowanym na takie zagrożenia. Najgorsze miało dopiero nadejść. Trzęsienie ziemi spowodowało ogromną, dochodzącą do 10 m, falę tsunami. Uderzyła ona we wschodnie wybrzeże Japonii. Liczba ofiar tragedii do dziś nie jest w pełni ustalona. Jakby tego było mało doszło do awarii w elektrowniach atomowych w prefekturze Fukushima. Naród, który jako pierwszy doświadczył skutków broni jądrowej, ponownie musi stawić czoło niebezpieczeństwu energii atomowej. Z całego świata do Tokio napłynęły kondolencje. Wysłano je także z Chińskiej Republiki Ludowej. Co więcej, Chińczycy – wraz z Koreą Południową – zaproponowali  także pomóc w odbudowie zniszczonych terenów[i].  Japonia jest najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w regionie. Usiłuje także budować dobre relacje z rosnącymi w siłę Chinami. Wydarzenie to rodzi pytania o dalszy kierunek rozwoju dyplomacji Kraju Kwitnącej Wiśni.

      Mówiąc o różnych koncepcjach występujących w japońskiej polityce zagranicznej warto przyjrzeć się geograficznemu położenie tego państwa. Japonia jest zespołem wysp z których najważniejsze to Honsiu, Hokkaido, Kiusiu, Sikoku. Ważną rolę odgrywa również archipelag wysp Riukiu. Wyspy Japońskie zamykają baseny mórz japońskiego oraz wschodniochińskiego od Oceanu Spokojnego. Japonia swoiście izoluje Półwysep Koreański od otwartego oceanu. Podobnie wygląda sytuacja z częścią chińskiego wybrzeża. Chiński admirał pragnący wypłynąć np. z szanghajskiego portu na Pacyfik napotka przeszkodę w postaci wysp Riukiu. Archipelag ciągnie się od wyspy Kiusiu do wyspy Tajwan i stanowi granicę między morzem wschodniochińskim a Pacyfikiem. Można powiedzieć, że Japonia jest bardzo ważnym elementem rimlandu. Określenie to oznacza wybrzeża, cieśniny otaczający wewnętrzną część kontynentu eruoazjatyckiego[ii]. Według amerykańskiego politologa Nicholasa Spykmana kontrolowanie rimlandu umożliwiało panowanie nad eurazją, zaś kontrola nad eurazją stanowi klucz do panowania nad globem[iii]. Japończycy doskonale zdają sobie sprawę ze strategicznego usytuowania swej ojczyzny. Wiedzą, że o zacieśnienie stosunków zabiegają zarówno Stany Zjednoczone, jak i Chiny. Fakt ten wywołuje od lat w Kraju Kwitnącej Wiśni debatę odnośnie dalszego kształtu polityki zagranicznej. Spory na tym tle powodują frakcyjne konflikty wewnątrz dominujących na japońskiej scenie politycznej Partii Demokratycznej (dalej: PD) oraz Partii Liberalno-Demokratycznej (dalej: PLD).

      Japonia od prawie sześciu dekad jest często nazywana amerykańskim, niezatapialnym lotniskowcem na Pacyfiku. Klęska w II wojnie światowej umiejscowiła Kraj Kwitnącej Wiśni w amerykańskiej strefie wpływów. Podstawą japońskiej polityki zagranicznej stała się tzw. Doktryna Yoshidy. Nazwa doktryny pochodzi od nazwiska jednego z pierwszych premierów Japonii po 1945 roku. Jej istota sprowadzała się do skupienia się narodu japońskiego na powojennej odbudowie oraz osiągnięciu ekonomicznego prosperity. Nad bezpieczeństwem kraju miały czuwać wojska amerykańskie. Doktryna ta do dziś w znacznym stopniu implikuje zachowanie Japonii na arenie międzynarodowej.

      Współpracę japońsko-amerykańską w ostatnich sześciu dekadach można generalnie podzielić na dwa okresy. Są one skorelowane z wpływami poszczególnych frakcji na kierownictwo dominującej w japońskiej polityce do 2009 roku Partii Liberalno-Demokratycznej. Frakcyjność jest bardzo charakterystyczną cechą życia politycznego w Kraju Kwitnącej Wiśni. Japońskie ugrupowania polityczne są podzielone na szereg frakcji. Frakcje to grupki osób skupione najczęściej wokół silnych osobistości, interesów konkretnej części elektoratu[iv]. Rzadziej frakcyjność dotyczy zorganizowania się ludzi wokół jakiejś idei[v]. W ramach PLD można wyróżnić dwa wielkie frakcyjne nurty, liberałów i konserwatystów[vi].  Okres do mniej/więcej końca lat 70 charakteryzował się przewagą liberalnych frakcji. Liberałowie dość ortodoksyjnie trzymali się credo pozostawionego przez Yoshide Shigeru. Skupiali się na gospodarczym rozwoju, zaś obronę Kraju Kwitnącej Wiśni przed Związkiem Radzickim, Chińską Republiką Ludową, czy Koreą Północną. Taką politykę popierała m.in. frakcja Kochkai[vii]. Wywodzący się z niej premier Ikeda Hayato ogłosił w 1960 program „podwojenia dochodu”[viii].

      Od końca lat 70 można zauważyć coraz aktywniejszy udział  konserwatystów w zarządzaniu PLD. Japonia lat 80 była już jedną z najważniejszych gospodarek globu. Dlatego konserwatyści uważają, iż wraz z potencjałem ekonomicznym rosnąć powinno znaczenie polityczne Cesarstwa. Sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest dla nich fundamentem japońskiego bezpieczeństwa. Niemniej uważają, że stosunki japońsko-amerykańskie powinny mieć charakter bardziej partnerski, typowy dla dwóch równorzędnych potęg[ix]. Konserwatyści bywają często wrogami – chociaż jak wykażemy w następnych akapitach różnie to wygląda w praktyce – Chińskiej Republiki Ludowej oraz sympatykami Republiki Chińskiej[x]. Dość charakterystycznymi dla relacji japońsko-amerykańskich są rządy dwóch premierów – Nakasone Yasuhiro (1982 – 1987) oraz Koizumi Jun’ichiro (2001 – 2006). Nakasone Yasuhiro otwarcie mówił o potrzebie partnerskich relacji między Tokio i Waszyngtonem oraz przyczynił się do zwiększenia wydatków na zbrojenia[xi]. Kierowanie rządem przez Koizumi Jun’ichiro przyniosło większe zaangażowanie Japonii na arenie międzynarodowej w postaci wysłaniu kontyngentu wojskowego do Iraku w 2003 roku.

      Chiny zajmują w japońskiej polityce zagranicznej bardzo ważne i zarazem skomplikowane miejsce. Kraj Kwitnącej Wiśni łączą interesy ekonomiczne oraz więzy kulturowe. Dzielą mocarstwowe ambicje, spory terytorialne oraz trudna przeszłość.  Liberałowie w ramach Partii Liberalno-Demokratycznej gorąco zabiegali o normalizację stosunków z Chinami. Korzyści gospodarcze interesowały ich znacznie bardziej, aniżeli  kwestie ideologiczne[xii]. Nawiązanie stosunków z ChRL nastąpiło za rządów wywodzącego się z liberalnej frakcji Heisei Kenkyukai premiera Tanaka Kakuei’a[xiii]. Także konserwatyści dbali o dobre relacje ze wschodnim kolosem – np. premier Fukuda Takeo będący członkiem i szefem frakcji Seiwa Sesaki Kenkyukai[xiv]. Związki japońsko-chińskie nabrały tempa wraz z ekonomicznymi reformami Deng Xiaopinga.

      Niezwykle godny uwagi jest stosunek do Chin rządzącej od jesieni 2009 roku Partii Demokratycznej. Partia ta deklaruje chęć kontynuowania polityki polegającej na emancypacji Japonii na arenie międzynarodowej. Co istotne przejęcie władzy przez PD zbiegło się w czasie z pogrążaniem się świata w gospodarczym kryzysie. Szczególnie dotkliwie dotknął on świat zachodni. Kryzys przyczynił się w walnym stopniu do podważenia globalnej politycznej i gospodarczej dominacji USA. Boleśnie odczuwa go także Kraj Kwitnącej Wiśni. Japonia pomimo bycia ekonomiczną potęgą od ok. dwudziestu lat boryka się z gospodarczymi problemami – kraj nadal zmaga się ze skutkami kryzysu z początku lat 90 oraz konsekwencjami kryzysu azjatyckiego. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Państwa Środka. Pomimo kryzysu gospodarka tego kraju nadal rozwija się w oszałamiającym tempie. Przyrost chińskiego PKB w 2009 roku wyniósł 9,2%, zaś rok później 10,3%[xv]. W 2010 roku Chiny stały się drugą gospodarką globu wyprzedzając Japonię. Wydarzenia te skłaniają władze japońskie do przemyślenia swej geopolitycznej przyszłości.

      W ramach Partii Demokratycznej można spotkać ludzi nastawionych konfrontacyjnie wobec Chin jak i szukających współpracy z rosnącą potęgą. Do polityków szczególnie krytycznych wobec Chin należy były szef japońskiej dyplomacji Maehara Seiji[xvi]. Maehara ustąpił ze stanowiska ministerialnego, gdyż przyjął darowiznę od mieszkającej w Japonii obywatelki Korei Południowej – zabrania tego japońskie prawo[xvii]. Niemniej premierzy z ramienia PD, czyli Hatoyama Yukio (2009-2010), Kan Naoto (2010-2011) oraz Noda Yoshihiko (2011-)  generalnie szukali i szukają porozumienia z Chińską Republiką Ludową. Obecny premier nazywa sojusz z USA „osią japońskiej dyplomacji”, ale zwraca także uwagę na ogromną potrzebę poprawy relacji z ChRL[xviii]. Ochłodziły się one w wyniku zeszłorocznego incydentu, gdy antyjapońsko nastawiony kapitan chińskiego statku rybackiego zaatakował japońskie łodzie patrolowe[xix]. Poprawa stosunków z Japonią jest również bardzo ważną kwestią dla Państwa Środka. Jak wspomniano na początku Chiny wraz z Koreą Południową zadeklarowały pomoc dla zniszczonej przez trzęsienie ziemi i tsunami Japonii. Zastanawiają się także nad utworzeniem z Japonią strefy wolnego handlu[xx].

      Trudno ocenić jednoznacznie w którym kierunku podąży Kraj Kwitnącej Wiśni w najbliższych latach. Wszystko zależy od równowagi sił na linii Waszyngton-Pekin. Wiele wskazuje na to, że czasy bezdyskusyjnej dominacji amerykańskiej odchodzą do historii. Niemniej Stany Zjednoczone jeszcze długo będą bardzo ważnym graczem na arenie międzynarodowej. Japonia musi się z tym liczyć. Waszyngton usiłuje zbudować wielką koalicję przeciwko Chinom. Próbuje włączyć do niej (z różnym skutkiem) m.in. Rosję, Indie, Wietnam. Dla administracji Barack’a Obamy Japonia wydaje się być naturalnym fragmentem takiej koalicji. Związki japońsko-amerykańskie mogą się niebawem zwiększyć z powodu przystąpienia obu państw do Partnerstwa Trans-Pacyficznego[xxi].

      Cesarstwo jednakże nadal będzie zabiegać o jak najlepsze kontakty z Państwem Środka. Chiński wzrost gospodarczy jest jednym z najbardziej doniosłych wydarzeń ostatnich dziesięcioleci. Umożliwił Chinom stanie się ponownie jednym z kluczowych mocarstw globu. Tokio oczywiście bierze ten fakt pod uwagę. Dla relacji japońsko-chińskich wielkie znaczenie ma przyszłość chińskiego rozwoju gospodarczego. Niezwykle istotny może być w tym kontekście rok przyszły. Chińskiej Republice Ludowej grozi pęknięcie bańki na rynku nieruchomości. Najpewniej nastąpi to w przyszłym roku. Analitycy spekulują odnośnie skutków tego wydarzenia. Jedni uważają, iż chińska gospodarka może spowolnić, aczkolwiek  wzrost będzie kontynuowany. W takiej sytuacji do końca dekady Państwo Środka może stać  się pierwszą gospodarką świata. Inni ekonomiści ostrzegają, że chińską gospodarkę może czekać potworny kryzys. Wówczas bajeczny wzrost się skończy. Jak sytuacja się potoczy – nie wiemy. Niemniej Chiny stały się już bardzo ważną częścią globalnej układanki polityczno-gospodarczej. Tokio jest skazane na współpracę z Pekinem. Współzależności pomiędzy obu krajami wzrosną jeszcze w sytuacji stworzenia wspólnej strefy wolnego handlu.

      Najlepszym podsumowaniem sporów o kształt japońskiej polityki zagranicznej są chyba wydarzenia z przeszłości. Gdy Mao Zedong zdecydował się unormować stosunki z USA, Japończycy postanowili skorzystać z okazji i również nawiązać bardziej przyjazne stosunki z Chinami. Gorliwość premiera w nawiązywaniu stosunków z maoistowskimi Chinami spotkała się nawet z amerykańską krytyką[xxii]. Amerykański doradca ds. bezpieczeństwa  nazwał wówczas Japończyków „zdradliwymi skurwysynami”[xxiii]. Takie lawirowanie pomiędzy dwiema potęgami leży w japońskiej racji stanu. Jak głosi polskie przysłowie „pokorne ciele, dwie matki ssie”.

Autor: Stanisław Niewiński


[i]               Chiny i Korea Południowa obiecują pomoc Japonii, http://www.polska-azja.pl/2011/05/22/chiny-i-korea-poludniowa-obiecuja-japonii-pomoc/.

[ii]              L. Moczulski, Geopolityka. Potęga  w czasie i przestrzeni, Warszawa 2010, s. 26-27.

[iii]              Tamże, s. 27.

[iv]              S. Gerszta-Kowalczuk, ABC japońskiej Partii Liberalno-Demokratycznej, http://www.polska-azja.pl/2010/07/30/abc-japonskiej-partii-liberalno-demokratycznej/.

[v]              K. Żakowski, Przekonania a rzeczywistość. Podział Partii Liberalno-Demokratycznej na skrzydło liberalne i konserwatywne a japońska polityka zagraniczna, [w:] Meandry japońskiej polityki, praca pod redakcją Joanny Marszałek-Kawy, Toruń 2008, s. 7.

[vi]              Tamże.

[vii]             S. Gerszta-Kowalczuk, dz. cyt.

[viii]            A. Gordon, Nowożytna historia Japonii, Warszawa 2010, s. 377.

[ix]              K. Żakowski, dz. cyt., s. 13.

[x]              Tamże.

[xi]              E. Pałasz-Rutkowska, K. Starecka, Japonia, Warszawa 2004, s. 308.

[xii]             K. Żakowski, dz. cyt., s. 13.

[xiii]            Tamże, s. 12.

[xiv]            K. Żakowski, dz. cyt., s. 13.

[xvi]            Chiny uważnie obserwują zmiany na japońskiej scenie politycznej, http://www.polska-azja.pl/2011/03/07/chiny-uwaznie-obserwuja-zmiany-na-japonskiej-scenie-politycznej/.

[xvii]            M. Gmiter, Szef MSZ Japonii musiał odejść, http://www.rp.pl/artykul/622502.html.

[xviii]           Nowy premier Japonii przedstawił skład rządu, http://wyborcza.pl/1,86706,10222787,Nowy_premier_Japonii_przedstawil_sklad_rzadu.html.

[xix]            Straż morska staranowana przez chiński kuter, http://www.polska-azja.pl/2010/09/11/straz-morska-staranowana-przez-chinski-kuter/.

[xx]             Chiny i…

[xxi]            Udział Japonii w rozmowach TPP coraz bliżej, http://www.polska-azja.pl/2011/11/06/udzial-japonii-w-rozmowach-tpp-coraz-blizej/.

[xxii]            J. Fenby, Chiny. Upadek i narodziny  wielkiej potęgi, Kraków 2009, s. 677.

[xxiii]           Tamże.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
St. Niewiński: Opcja proamerykańska oraz prochińska w japońskiej polityce zagranicznej Reviewed by on 17 stycznia 2012 .

      W połowie marca bieżącego roku Japonia doświadczyła przerażających wydarzeń. 11 marca w pobliżu miasta Sendai doszło do trzęsienia ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera. Liczba ofiar i zniszczenia nie były duże, gdyż Japończycy są chyba narodem najlepiej w świecie przygotowanym na takie zagrożenia. Najgorsze miało dopiero nadejść. Trzęsienie ziemi spowodowało ogromną, dochodzącą

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 26

  • Panie Ryśku chodzi mnie o jego pierwszą wypowiedż która trafiła mnie do przekonania jeśli ma pan inne zdanie to chętnie przeczytam.Ale przecież pan ma podobne zdanie, wnioskuję przynajmniej z tego co czytam.

  • napewno jednak obustronna przyjazn nie jest powodowana” identyfikacja z potencjalnym wrogiem kraju”. tajwanczycy wiele zawdzieczaja okupacji japonskiej.
    nie wydaje mi sie by byli bardziej „ludzcy”, takze by teorie nacjonalistyczne nie byly wowczas jeszcze popularne, tak wiec nt temat znowoz ja moge prosic o sprostowanie

    wiecej nt rozwoju gospdarczego kraju z tego okresu i pozniej amazon.com/Politics-Formosan-Nationalism-Douglas-Heusted/dp/0520015576

    • Dziękuję za oba linki.
      Gdyby Japończycy zaanektowali Tajwan w latach 30. lub 40. XX w., nie ulega wątpliwości, że towarzyszyłyby temu gwałty, rzezie i mordy na jeńcach tak jak w KAŻDYM podbitym prez Japończyków kraju w latach 30. i 40.
      W mojej opinii Tajwan miał to szczęście, że został anektowany przez Japonię już w 1895 r. Wówczas nikt w japońskim rządzie nie roił o japońskiej wyższości rasowej. Ilustracją tego, że wtedy japońska polityka była inna jest też niemal kurtuazyjny stosunek do rosyjskich jeńców w wojnie 1904-05.
      Dostrzegam pewne analogii między położeniem Śląska między Polską a Niemcami oraz Tajwanu między Chinami a Japonią. Oczywiście zachowując proporcje oraz sytuację międzynarodową obu podmiotów politycznych. KMT zrobił wiele złego na Tajwanie. Jednego natomiast to nie zmienia, że Tajwańczycy to lud pochodzenia w ogromnej większości chińskiego (Fujian i Guangdong), a dialekt / język tajwański ma rodowód kontynentalny. Jeśli Chiny będą w pełni demokratyczne, to myślę, że kwestie, o których mówimy, mogą być już bezprzedmiotowe.
      Porównanie KMT z KPZR uważam za nietrafne. KMT mimo swojej brutalnej polityki i policyjnego terroru przyczynił się do awansu gospodarczego Tajwanu, na którym koniec końców skorzystali wszyscy obywatele. Być może nastąpiłby on i bez udziału KMT, ale nie ma żadnej gwarancji czy tak by było. Natomiast Polacy nie zawdzięczają KPZR absolutnie NIC.

      • Avatar rysiek

        nie wiem jak bylo wowczas w japonii, wiec nie moge sie wypowiadac

        zgadza sie – wielu tajwanczykow pochodzi z fujian i okolic

        rozwoj tajwanu – to sa oczywiscie kwestie sporne, jednak jestem zdania, ze swoj rozwoj gospodarczy tajwan zawdziecza znacznie bardziej japonii niz klanowi cziangow i ich klice.
        porownanie swoje uwazam o tyle za trafne, ze polska rozwijala sie za czasow komunistycznych, ale zachod rozwijal sie bardziej. tak samo tajwanczycy pozostawieni sobie prawdopodobnie rozwineli by sie bardziej niz z KMT.
        tu ponownie polece (wszystko dokladnie wyjasnione)
        1. sztandarowe dzielo w tym zakresie George H. Kerr, Formosa betrayed, wersja elektroniczna, listopad 1997
        2. Inne źródło informacji o tych wydarzeniach relacjonowanych przez naocznego świadka cudzoziemca, poza książką Kerra, patrz źródło elektroniczne Formosa calling, an eyewitness account of the February 28th, 1947 incident by Allen J. Shackleton
        3. link podany wczesniej, ksiazka z amazon

        pozdrawiam obu dyskutantow !

      • Avatar Zyggi

        Większość historyków wiąże wzrost nastrojów militarystycznych jaki nastąpił w Japonii w latach 20., z niezadowolenia z postanowień Traktatu Waszyngtońskiego (Washington Naval Treaty, 1922), przewidującego maksymalny tonaż floty wojennej (krążowniki ciężkie, pancerniki i lotniskowce) Japonii na poziomie 3/5 maksimum przewidzianego dla UK oraz USA. W kręgach zbliżonych do armii i floty uznano to za dyskryminację Japonii. W japońskiej polityce zwolennicy zbrojeń cały czas robili z tego kwestię grając nią przeciw zwolennikom bardziej ugodowej polityki, zarzucali im słabość i ugodowość.
        A propos co by było, gdyby nie KMT. Otóż byłoby pięknie, gdyby Tajwan mógł mieć wreszcie święty spokój. Natomiast polityka nie znosi próżni. Tajwańczycy pozostawieni sami sobie najprawdopodobniej… nie zostaliby tak naprawdę pozostawieni sami sobie tylko 1) zostaliby „z biegu” zaanektowani przez ChRL albo 2) w warunkach demokracji lub bardziej „miękkiej” dyktatury „dorobiliby się” jakiejś partii komunistycznej na sznurku Mao. Dalszy scenariusz łatwo przewidzieć: zjednoczenie, a potem… To, co było w Południowym Wietnamie w II połowie lat 70. to pestka w porównaniu z tym, co spotkałoby Tajwan pod rządami Mao: Wielki Skok, Rewolucja Kulturalna…
        Incydent 28 lutego był dodatkową okazją dla Mao i Stalina, by uprawiać propagandową agitację wśród ludności i doprowadzić tam do eskalacji rozruchów, względnie doprowadzenia tam do wybuchu totalnego powstania. Część otoczenia Czang Kai-szeka i gubernatora Chen Yi mogła nawet uważać, że rozruchy to robota komunistów. Tak czy inaczej stan wyjątkowy i surowe obostrzenia uniemożliwiły a przynajmniej znacznie ograniczyły przenikanie komunistycznej agentury na wyspę.
        W tych warunkach miał miejsce szybki rozwój, na którym ostatecznie skorzystali wszyscy mieszkańcy. PKB przez 3 dekady (1952-82) wzrastał o 8,7% rocznie. Współczynnik nierówności w dochodach Gini spadł z 0.558 w 1953 r. do 0.303 w 1980 r. (do poziomu podobnego jak w krajach Zachodniej Europy). Są to oficjalne dane.
        Polska za komuny rozwijała się 3-4 razy wolniej niż Tajwan w II połowie XX wieku. Po wojnie nie zbudowano u nas nic, co przypominałoby choćby w przybliżeniu Hsinchu Science-based Industrial Park. Nie wątpię, że Tajwańczycy jako ludzie pracowici i przedsiębiorczy mogliby sami tego dokonać i bez stanu wyjątkowego, choć nie mam tu pewności czy by to zrobili. Pytanie natomiast: czy mieliby na to szansę? Moim zdaniem, nie…

      • Avatar rysiek

        nie przepadam za gdybaniem, wiec nie bede polemizowal co by bylo. nie masz tu racji
        troche to przydlugie, ale umieszcze fragment swojego doktoratu, ktory omawia ten okres

        Momentem kulminacyjnym pogarszających się stosunków między lokalną ludnością a nowoprzybyłą mniejszością był tzw. incydent 228. Określenie wydarzenia wywodzi się od daty stłumienia zamieszek, czyli 28 lutego 1947r. Według różnych danych liczba ofiar pacyfikacji antyrządowego powstania wyniosła od 10 do 30 tys. ofiar . Stanowi także cezurę okresu tzw. białego terroru, skierowanego przeciw politycznej opozycji i komunistycznej agenturze, także poruszaniu tematu incydentu 228 itd.. Obejmuje m.in. okres trwającego od maja 1949r. aż do lipca 1987r. stanu wojennego (choć represje trwały już wcześniej jako biały terror antykomunistyczny, rozpoczęty na kontynencie). Aresztowano lub stracono ok. 140 tys. Tajwańczyków ze względu na ich rzeczywistą lub dommniemaną wrogość wobec panującego systemu. Represje te dotknęły niektóre z osób, z którymi przeprowadzałem wywiady. Jedną z najbardziej znanych jest Bo Yang柏楊 (innym bardzo znanym intelektualistą i dysydentem, ofiarą białego terroru, jest Li Ao李敖). Obydwaj urodzeni na kontynencie, dopiero po przejściach związanych z białym terrorem, zaangażowali się w ruch promujący demokratyzację Tajwanu i reformę KMT. Kolejną, nieznaną jednak osobą, jest także mój rozmówca, Steven Yang (Yang Ching-Hai), były agent Biura Dochodzeń Ministerstwa Sprawiedliwości, uwięziony i torturowany przez swoich byłych współpracowników.
        Co ważne, rzadko podkreślana jest okoliczność, iż brak wielkich skupisk przemysłu, pełne zatrudnienie, oraz wzrastający poziom życia zarówno w mieście, jak i na wsi, nie stwarzały na przedwojennej Formozie warunków do popierania komunizmu. Pojawiający się z kontynentu agitatorzy byli wychwytywani i wydalani z wyspy przez japońskie władze. Potwierdza to także w swoim raporcie gen. Wedemeyer „Niezależnie od widocznej w Chinach [mowa o Formozie, określanej wówczas jako Wolne Chiny – przyp. R.Z.] całej korupcji i niekompetencji, większość społeczeństwa nie ma inklinacji ku komunistycznym strukturom politycznym oraz gospodarczym. Niektórzy związali się z komunizmem jako formą protestu przeciw opresyjnym metodom policji, skorumpowaniu i nieskutecznej administracji urzędników nacjonalistycznego rządu. Niektórzy stracili jakąkolwiek nadzieję na zaistnienie Chin pod przewodnictwem obecnych władz i widzą w komunizmie jedyną nadzieję na poprawę.” Tak więc to właśnie represyjność i nieudolność antykomunistycznych władz popycha część zdesperowanej ludności ku tej ideologii.

        nie skopiowaly sie przypisy …

      • Avatar Zyggi

        @ Rysiek.
        Dziękuję za naświetlenie jak było z możliwością działalności komunistów na Tajwanie w czasach japońskich i za KMT. Teraz rozumiem tę kwestię lepiej.
        Pozdrawiam.

  • temat ciekawy, artykul nalezaloby rozwinac o kolejne, moze bardziej poswiecone mniejszym fragmentom polityki
    mnie to takze bardzo interesuje i wyslalem do cspa artykul nt temat, ma sie ponoc ukazac za 2-3 tygodni, wiec bedzie i moja inna wizja tego ukladu

    stosunek Japonii i Tajwanu nie jest zlozony. z obu stron jest bardzo pozytywny.

    • Circa 98% Tajwańczyków ma chińskie korzenie, więc te ciepłe uczucia do Japonii mogą dziwić po tych wszystkich japońskich zbrodniach na narodzie chińskim i późniejszych krętactwach japońskiej propagandy (np. że ludobójstwo w Nankinie było drobnym incydentem).
      Ale ten stosunek Tajwańczyków do Japonii nie zaskakuje jeśli pamiętamy, że w każdym narodzie istnieje jakaś grupa identyfikująca się z potencjalnym wrogiem kraju, w którym żyją. Ukraińscy i chorwacy nacjonaliści do dziś pałają nieodwzajemnioną miłością do Berlina (który NB zawsze traktował ich instrumentalnie – jako słowiańskich pachołków od brudnej roboty). To samo chyba dałoby się powiedzieć o niektórych (zaznaczam: niektórych) śląskich autonomistach. Na Śląsku Niemcy budowali przemysł i koleje, jak Japończycy na Tajwanie. Na Śląsku nie było tam masowych zbrodni jakie były w centralnej i wschodniej Polsce. Podobnie na Tajwanie, podczas gdy w Mainland China i innych krajach można mówić o ludobójstwie. Stąd „Hanysy” patrzą na Berlin inaczej niż „Gorole” tak samo jak Tajwańczycy inaczej niż Chińczycy z kontynentu będą spoglądają na Tokio. Do tego dochodzi lęk przed Pekinem.
      Odrębna kwestia to dlaczego Japończycy byli bardziej „ludzcy” na Tajwanie. Po prostu w odróżnieniu od innych zaatakowanych obszarów nie napotkali tam większego oporu. Ponadto na przełomie XIX i XX w. Japończycy nie mieli jeszcze wpojonych teorii rasowej wyższości oraz militarystycznych bzdur (np. że żołnierz, który się poddaje okrywa się hańbą). Stąd też np. rosyjscy jeńcy w 1905 r. byli traktowani bardzo dobrze – w odróżnieniu od alianckich jeńców w czasie WW2. Myślę, że stąd biorą się te ciepłe relacje japońsko-tajwańskie. Jeśli się mylę, proszę o sprostowanie.

      • Avatar Zyggi

        P.S. Podbój Tajwanu przez Japonię to 1895 r., czyli długo przed zdominowaniem japońskiej polityki przez rasizm i militaryzm. Stąd analogia z humanitarnym traktowaniem carskich żołnierzy niecałe 10 lat później. Z kolei zbrodnie w kontynentalnych Chinach oraz japońskie bestialstwa na alianckich żołnierzach w czasie II wojny przypadają już na okres rozkwitu japońskiego rasizmu i militaryzmu.

      • Avatar rysiek

        trudno mi w skrocie odpowiedziec na tak zlozony temat

        kiedys mialem chyba w wariancie zalskiego fragment na termat tajwanu i japonii i pod tym zrodla do danych zgodnie z ktorymi tajwanczycy woleliby nalezec do japonii niz chin.
        korzenie tu niewiele maja do rzeczy, to odlegle czasy, do chin w obecnej postaci poczuwa sie ok 5%spoleczenstwa, czyli troche wiecej nie blad statystyczny
        zrodlo
        esc.nccu.edu.tw/english/modules/tinyd2/content/tonduID.htm

        KMT silnie forowal rasistowska ideologie dominujacej rasy hanow, co tu sie srednio przyjelo. partia ta ma charakter kolonialny i tak jest czesto postrzegana (twierdzenie, ze tajwanczycy sie z nia utozsamiaja albo cos jej zawdzieczja, to jak twierdzenie, ze polacy maja dlug wobec kpzr).
        jesli ktos chce wiecej nt temat to mozna poczytac jednego z lepszych specjalistow od tajwanu, australijczyka bruce’a jacobs’a, mowiacego nie tylko po mandarynsku, ale i po tajwansku

        nie mam pojecia co tu ma do rzeczy nankin i berlin, slask i gorale

      • W moim przekonaniu panie Zyggi pan się nie myli dobrze to pan ujął.

      • Avatar rysiek

        Panie Stafanie
        w ktorej kwestii Zyggi sie nie myli? chodzi Panu o ostatni akapit?

  • Avatar Stanisław A. Niewiński

    Serdecznie dziękuję za tak dużą liczbę komentarzy. Przepraszam, że odpisuję tak późno, ale byłem troszkę zajęty.

    Głównym celem mojego artykułu było ukazanie dwóch opcji w japońskiej dyplomacji – jednej zorientowanej na Waszyngton oraz drugiej, zorientowanej na Pekin. Są w Japonii naturalnie zwolennicy także innych rozwiązań geopolitycznych (chociażby frakcja prorosyjska), ale zająłem się tylko tymi. Tocząca się w Japonii dyskusja dotycząca stosunków z USA i ChRL szczególnie mnie interesuje. Takie podejscie do tematu może sprawiać wrażenie, że Japonia jest słaba. Niemniej moim celem nie było takie przedstawienie pozycji geopolitycznej współczesnej Japonii.

    Japonia jest potęgą. To oczywiscie pomimo problemów trzecia gospodarka globu. Kraje ten – w przeciwieństwie do gospodarek Zachodu – może poszczycić się dodatnim bilansem handlowym z Chinami . Jak zauważył słusznie Pan Adam, Tokio dysponuje także potężną i nowoczesną armią. Cesarstwo nie musi być proamerykańskie, bądź prochińskie. Japonia ma podstawy do tworzenia własnego systemu sojuszy na Dalekim Wschodzie. Pojawia się tylko pytanie, czy istnieje ku temu na wyspach odpowiednia wola polityczna i społeczna?

    Prawda jest taka, że ostatnie 67 lat przebywania pod amerykańskim kloszem ma swoje konsekwencje. Elity japońskie od trzydziestu lat mówią o potrzebie większej niezależnosci na arenie międzynarodowej. Jednakże chyba do tej pory największym przejawem tej emancypacji jest udział kontyngentu JSDF w wojnie w Iraku – prywatnej wojence amerykańskich neokoniów. Oni mają problem z pewnym mentalnym uniezależnieniem się od Waszyngtonu. I trudno się temu dziwić. Jesli chcieliby budować własny blok geopolityczny, to siłą rzeczy musiałyby się znaleźć w nim takie państwa jak np. Korea Południowa, czy Tajwan. Jak wiemy Seul i Tajpej mają dosć złożony stosunek do Japonii. Pozostaje jeszcze kwestia japońskiego społeczeństwa, które przez kilka pokoleń po 45 roku był nauczane, że Doktryna Yoshidy jest stanem optymalnym dla Japonii. Przypominano, iż militarny ekspansjonizm skończył się w Hiroshimie i Nagasaki. Czy ono jest gotowe do ponoszenia trudów budowy japońskiej potęgi? Z możliwym zaangażowaniem militarnym włącznie? Nie wiem, ale to jest spory problem. Tym bardziej, że społeczeństwo japońskie się gwałtownie starzeje.

    Reasumując Japonia ma nadal wszelkie podstawy do pełnienia gospodarczej, militarnej i ekonomicznej potęgi. Pytanie tylko, czy na pełnienie takiej roli istnieje w Japonii konsekwentna wola polityczna i społeczna.

  • Chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy:
    Po pierwsze, myślę, że mimo wszystko nie docenił Pan Japonii. Faktem jest, że jest ona słabszym graczem niż Stany Zjednoczone i Chiny, lecz mam wrażenie, że w tym artykule jej pozycja została sprowadzona do poziomu drugorzędnego kraju (mimo, że wspomniał Pan o jej strategicznym położeniu na początku). Rola Japonii w regionie wciąż jest bardzo duża – warto choćby napomnieć siłę jej gospodarki albo fakt, że japońskie siły powietrzne i morskie dalej są od chińskich zdecydowanie lepsze przynajmniej jakościowo. Japonia dalej liczy się w Azji Wschodniej i moim zdaniem przedstawianie jej jako państwa ściśniętego między dwie potęgi jest dużym wyolbrzymieniem sytuacji. Głoszenie utraty przez Kraj Kwitnącej Wiśni pozycji mocarstwa jest raczej przedwczesne.
    Po drugie, ostatnie wydarzenia dają sporo do myślenia w kwestii stosunków japońsko-chińskich. Podjęcie decyzji o rozliczaniu wymiany handlowej w własnych walutach świadczy chyba o pewnym ociepleniu relacji. Być może te kraje zaczną grać teraz do jednej bramki. Jestem bardzo ciekaw, jak stosunki międzynarodowe w tym regionie będą wyglądały w przyszłych latach.

  • ciekawy temat, ale wg mnie pobieznie potraktowany, troche wyrywkowo

    dwie uwagi

    „Japonia pomimo bycia ekonomiczną potęgą od ok. dwudziestu lat boryka się z gospodarczymi problemami – kraj nadal zmaga się ze skutkami kryzysu z początku lat 90 oraz konsekwencjami kryzysu azjatyckiego.”
    to raczej ogolnie przyjeta i powielana opinia. ponizszy przeciekawy artykul dowodzi odmiennego stanu rzeczy
    nytimes.com/2012/01/08/opinion/sunday/the-true-story-of-japans-economic-success.html?_r=2&pagewanted=all%3Fsrc%3Dtp&smid=fb-share

    jak to sie dzieje, ze antyamerykanskie kraje jak wietnam i filipiny zaciesniaja wspolprace wojskowa z USA? nagle Stany Zjednoczone im kazaly? skad wiadomo, ze USA buduja wielka antychinska koalicje?

    czy autor i wute mogliby podac konkretne przyklady antychinskiej polityki i koalicji? w jakim wzgledzie dzialaja przeciw chinom?

    • @ p.Rysiek
      „Jeżeli jednak Chiny nie oprą się pokusie hegemonizmu to antychińska koalicja, o której marzy Waszyngton stanie się faktem.” O koalicji nie pisałem w trybie orzekającym tylko przypuszczającym (o której marzy)., co
      oznacza, że ona jeszcze nie istnieje. Z tego względu nie mogę podać
      przykłady czegoś, co nie istnieje.
      Natomiast co do antychińskiej polityki, to żaden kraj rejonu Azji Południowej i Południowowschodniej oraz Pacyfiku nie prowadzi takowej moim zdaniem. Natomiast istnieją wyraźne tendencje do zacieśniania współpracy wojskowej pomiędzy Indiami i Japonią czy USA i Australią (jako jeden z przykładów) mogącej być przygotowaniem do powstania koalicji antychińskiej, gdy pozycja Pekin nadmiernie wzrośnie.
      Co do pytania o Wietnam czy Filipiny, to traktuję je jako retoryczne.
      Dopóki Chiny będą państwem komunistycznym (w sensie politycznym) to
      zawsze będzie istniała obawa, że Pekin użyje środków militarnych bo
      istotą komunizmu jest nadużywanie przemocy. Jeżeli Chiny się zdemokratyzują, co prędzej czy później nastąpi, to zniknie obawa przed
      rozwiązaniami siłowymi, bo państwa demokratyczne niemal zawsze
      rozwiązują problemy przy stole.

      • Avatar rysiek

        super, no to sie zgadzamy
        z tym ze ja nie uwazam chin za panstwo komunistyczne, lecz autorytarne, wladza dla wlasnego kregu i do tego kasa

      • Avatar wute

        @ p.Rysiek
        Jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie elementy życia publicznego (ustrój polityczny, ekonomia, sprawy społeczne,
        samorządność, prawo własności..itd.) to niewątpliwie ma Pan
        rację, Chiny są krajem autorytarnym.
        Pisząc o Chinach jako o państwie komunistycznym zaznaczyłem, że odnosi się to sfery politycznej. O tym, że Chiny są państwem komunistycznym w sensie politycznym świadczy:
        1. Nadrzędna rola KPCh w stosunku do pozostałych 8 partii,
        zapisana w konstytucji Chin (coś podobnego jak przewodnia
        rola PRZR
        rola parii w konstytucji PRL)

      • Avatar wute

        cd.
        2. brak wolnych wyborów poza szczeblem wsi.
        3. Symbioza niektórych organów partyjnych i państwowych. Np.
        członkowie Komisji Wojskowej KC KPCh i Centralnej
        Komisji Wojskowej OZPL to niemal w całości te same
        osoby.
        4. Cała ziemia formalnie należąca do państwa….itd.

        Oczywiście istnieje też pewna różnica pomiędzy KPCh a
        komunistycznymi partiami w Europie. U nas, żadna partia
        komunistyczna nie zdobyła władzy mając poparcie ludności,
        nawet bolszewicka. W Rosji w wyborach parlamentarnych
        odbytych w grudniu 1917, a zarządzonych jeszcze, przez obalony półtora miesiąca wcześniej przez bolszewików, Rząd Tymczasowy, wybory wygrali socjal-rewolucjoniści, którzy zdobyli 40% głosów, a bolszewicy 24%. Bolszewicy rozpędzili
        zebrany na pierwszej sesji parlament, a demonstrację robotników w jego obronie potraktowali kulami.
        W Chinach sytuacja była inna ponieważ komuniści wygrali
        wojnę domową mając poparcie większości narodu. Można
        powiedzieć, że wojna domowa w latach 1946-49 to ostatnie
        wielkie powstanie chłopskie w dziejach Chin.
        Reasumując – Chiny są państwem o systemie mieszanym, co
        najbardziej widać w gospodarce. Niemniej na płaszczyźnie
        politycznej jest to państwo o ustroju komunistycznym, ale na
        szczęście ewoluującym

    • @ Rysiek,
      Przeczytałem artykuł, do którego podałeś link i przyznam, że jest w tym tekście coś co chodzi mi po głowie od kilku lat. Aby to pokazać zacytuję jedno zdanie: „istnieje ogromna przepaść między tym co czyta się w Stanach Zjednoczonych, a tym co widzi się na miejscu w Japonii”. Myślę, że w powyższym zdaniu „Stany Zjednoczone” można zastąpić „Europą” i będzie dokładnie to, o czym myślę.

      Na Zachodzie przywiązujemy ogromne znaczenie do wskaźników ilościowych, jak np. do PKB. Jednak będąc w Japonii, człowiek zaczyna odczuwać, że wskaźniki ilościowe są niewystarczające do opisania tego co widzi się na miejscu. Wówczas zaczyna się szukać wskaźników jakościowych, które niestety są jeszcze bardziej ułomne, a przynajmniej trudne do obiektywnych porównań. Dlatego moim zdaniem warto teoretyczną wiedzę co jakiś czas konfrontować z tym co się widzi podczas pobytu w danym państwie. Czasem można dojść do zaskakujących wniosków, które burzą dotychczasowy sposób myślenia. Japonia często opisywana jest jako „schorowany starzeć” (oczywiście jest trochę w tym prawdy) i myślę, że władze japońskie mogą wykorzystywać ten pogląd do delikatnej gry na scenie międzynarodowej. Jeśli Japończykom uda się uśpić innych ważnych graczy w regionie, to być może odniosą duży sukces przy kolejnym rozdaniu kart.

      • Avatar rysiek

        Mariuszu,
        to jest wlasnie to, co wiele osob zyjacych w azji stale na tym forum postuluje.
        obecnie w zagranicznych mediach i na tajwanie trwa dyskusja i komentarze powyborcze.
        jednym z argumentwo jest podkreslanie, ze zwyciestwo Ma zdecydowanie nie oznacza przyzwolenia na kontynuacje polityki z chinami. to wlasnie dlatego on te wybory ledwo wygral, bo nie ma na to zgody.
        oczywisicie nie bede tego zlozonego tematu rozwijal.
        chodzi o to, zeby w zagranicznych osrodkach wladzy nie powstalo wrazenie, ze nagle jest taka legitymacja i tajwanczycy niech sie sami z chinczykami dogaduja.
        z danych wyborczych to moze i wynika, z oswiadczen KMT i KPCh moze takze, ale nie z zycia na wyspie.
        tak wiec masz w pelni racje !

    • Brawo panie Ryśku są powtarzane pewne slogany niczym dogmaty religijne.Np.Wietnam on sam bardzo boi się potężnego sąsiada a z tej prostej przyczyny że chociażby nie leży w Europie tak jak Polska a bliska ciału koszula i problemy bliższe.Być może kraje które pan wymienił /a oddajmy prawo tym krajom do własnej oceny/ uważają iż mają się czego obawiać ze strony Chin a przynajmniej mieć jakąś alternatywę.

      • Avatar Zyggi

        Otoż to. Weźmy Wietnam. Wietnamczycy ani myślą zostać satelitą USA ani nikogo innego, to nie leży w ich naturze. Natomiast rzecz w tym, że Wietnamczycy chcą związać swoje interesy z amerykańskimi i indyjskimi, by w razie czego nie zostać sam na sam z potężnym sąsiadem. Ilustracją tego jest m.in. porozumienie ws. wspólnych wietnamsko-indyjskich odwiertów w rejonie Wysp Paracelskich.
        Podobna sytuacja, tyle że w odwrotną stronę, jest w Pakistanie. Islamabad wie, że potrzebuje Chin, bo ewentualnego konfliktu z Indiami nie wygra, stąd fakt, że Pakistan wcale ale to wcale nie okazuje strachu przed chińskim kolosem.
        Wreszcie postsowieckie republiki Azji Centralnej. Tamtejsze władze balansują między Moskwą a Pekinem, starając się wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie. W wypadku Kazachstanu i Turkmenistanu ich atutem są ich złoża ropy i gazu.
        Tu nie ma jakichś ideologii ani fobii typu „Rosja jest be – Chiny są cacy”. Jest tylko pragmatyzm.

  • To ciekawy artykuł, bardzo wyważony. Japonia będzie oczywiście balansować miedzy
    obiema potęgami starając się nie naruszyć status quo, polegające na ścisłym sojuszu z USA i możliwie dobrych stosunków z Chinami. Jednakże Japonia w tym trójkącie nie jest głównym rozgrywającym. Są nimi Chiny. Jeśli Pekin będzie prowadził politykę współpracy to relacje z Japonią będą się nadal poprawiały kosztem pewnego poluzowania relacji z USA. Jeżeli jednak Chiny nie oprą się pokusie hegemonizmu to antychińska koalicja, o której marzy Waszyngton stanie się faktem. Z drugiej strony jeśli USA będą starały się same z siebie zaostrzyć sytuację na Pacyfiku, żeby profilaktycznie ograniczyć wpływy chińskie to Japonia prawdopodobnie będzie dystansować się od rej gry.
    Dla Japonii najlepszym rozwiązaniem byłby balance pomiędzy oboma gigantami.

    • Panie Wute jednak te balance zależą jednak od zachowania jak sam pan napisał od postępowania tych dwóch krajów ale Japonia moim zdaniem nigdy nie zdynstansuje się całkowicie od USA niezależnie od polityki Waszyngtonu bo nie leży to w jej interesie.Co do Chin to czy powstrzymają się przed próbą hegemonizmu przynajmniej w zasięgu regionalnym tu mam pewne wątpliwości.Na razie ta współpraca się im opłaca ale co będzie jeśli ich aspiracje pójdą dalej ?A jest to kraj ambitny i na pewno zależy mu na odegraniu większej roli w dzisiejszym świecie ale to są moje rozważania a jak będzie to się przekonamy,na pewno za naszego życia.Nie uważam że pokorne cielę dwie matki ssie to przysłowie nie sprawdza się zarówno w życiu codziennym jak i polityce.

Pozostaw odpowiedź