Indie news,Wydarzenia i zapowiedzi

Spotkanie z Pauliną Wilk, autorką „Lalek w ogniu”

Serdecznie zapraszamy na spotkanie autorskie z Pauliną Wilk, autorką książki „Lalki w ogniu”, które odbędzie się w czwartek 16 lutego 2012 o godz. 19.00 w kawiarni Południk Zero w Warszawie.  Spotkanie poprowadzą Sebastian Durbacz oraz Sergiusz Kazimierczuk z Fundacji Mandragon, zajmującej się kulturą Azji.

16.02.2012, godz. 19.00
Południk Zero, ul. Wilcza 25, Warszawa

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Spotkanie z Pauliną Wilk, autorką „Lalek w ogniu” Reviewed by on 9 lutego 2012 .

Serdecznie zapraszamy na spotkanie autorskie z Pauliną Wilk, autorką książki „Lalki w ogniu”, które odbędzie się w czwartek 16 lutego 2012 o godz. 19.00 w kawiarni Południk Zero w Warszawie.  Spotkanie poprowadzą Sebastian Durbacz oraz Sergiusz Kazimierczuk z Fundacji Mandragon, zajmującej się kulturą Azji. 16.02.2012, godz. 19.00 Południk Zero, ul. Wilcza 25, Warszawa Udostępnij:        

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 37

  • Go Culture napisało:

    „Jednocześnie chciałabym poinformować, że odpowiadając za interesy autorki uważnie przyglądamy się wszelkim komentarzom ukazującym się na portalu http://www.polska-azja.pl, sprawdzając czy nie wykraczają one poza dopuszczalną krytykę dzieła literackiego.”

    Dawno nie czytałam większej bzdury. Nie istnieje nic takiego, jak dopuszczalna czy niedopuszczalna krytyka dzieła literackiego. Panowie i panie z Go Culture, proszę się bardziej postarać, bo to, co piszecie, wzbudza tylko pusty śmiech.

  • Jaka ciekawa reakcja autorki i promującej jej książkę agencji.
    Zastanawiam się, jak ją rozumieć i dlaczego autorka, zamiast włączyć się w rozmowę, porozumiewa się za pomocą oświadczenia. Czyżby wydając książkę nie wzięła pod uwagę, że w chwili, gdy trafi ona do czytelników, stanie się w pewnym sensie własnością publiczną (wyjmując rzecz jasna kwestie regulowane prawem autorskim) i jako taka podlega krytyce? Tę prosta prawdę rozumiała i z pokorą przyjmowała między innymi Wisława Szymborska.

    Pani Paulino, może wytłumaczę jaśniej: razi mnie i z tego co czytam, nie tylko mnie Pani maniera oznajmiania „Hindus myśli, Hindus lubi bądź nie lubi”, „Indie są, Indie nie są”, skoro nie jest Pani w stanie stwierdzić nawet w przybliżeniu, że to fakt, na przykład z braku potwierdzonych badań na reprezentatywnej grupie, z powodu nieznajomości języków indyjskich, z logiki proporcji: kilkaset języków, narodowości, niemożliwość znalezienia wspólnoty pomiędzy różnymi postaciami hinduizmu, nie wspominając o mnogości innych wyznań. Autorzy indyjscy asekurują się pisząc o konkretnych grupach społecznych, zjawiskach, bądź obszarach, pisarze pokroju Theroux piszą wyłącznie o spotkanych w podróży ludziach i nie ryzykują rozszerzania swoich jednostkowych obserwacji na ogół Indusów na całe Indie, a Pani beztrosko generalizuje „Hindusi to czy tamto”, „Indie to lub owo” , zapominając jakby o całym arsenale sformułowań wskazujących, że to li i jedynie Pani zdanie, spostrzeżenie, subiektywne odczucie.
    Subiektywne wartościowanie Indusów na podstawie ubioru: odziani tradycyjnie – dobrzy i słuszni, tekstylnie zwesternizowani – wyglądają śmiesznie i głupio ( naddając lekko) sprawia wrażenie aroganckiego i jest kompletnie niezrozumiałe – idąc tym tropem, dla uniknięcia śmieszności, powinnam się zaopatrzyć w jaką chuścinę i zapaskę.
    Proszę mnie dobrze zrozumieć: nie odmawiam Pani prawa do własnego zdania, spostrzeżeń, refleksji, ale nie jestem pewna, czy powinna je Pani rozszerzać na ogromny organizm subkontynentu i ubierać w zdania sugerujące, że to pewniki.
    Pani Anno, z całym szacunkiem, na jaki mnie stać po przeczytaniu Pani oświadczenia, zdaje mi się, że mamy w Polsce wolność słowa i zarówno autor, jak jego agent powinni liczyć się z tym, że promując dzieło, wystawiają je na widok i osąd publiczny, a więc powinni liczyć się również z brakiem zachwytu.
    Skoro powoli zaczyna podlegać krytyce Koran (a przynajmniej jego interpretacje, choć co prawda z tragicznym często skutkiem), to spokojnie możemy jako czytelnicy skomentować „Lalki w ogniu”.

    Panie Radku, jestem wdzięczna za wzięcie pod uwagę wszystkich głosów tej dyskusji, imponującą rzetelność i uczciwość badacza, mam nadzieję i wielki apetyt na obiecaną debatę.
    Pozdrawiam Pana serdecznie.

  • Warszawa, 21 lutego 2012 r.

    Szanowni Państwo,
    w odpowiedzi na zamieszczone na portalu http://www.polska-azja.pl komentarze dotyczące sposobu promocji książki „Lalki w ogniu. Opowieści z Indii” Pauliny Wilk pragnę oświadczyć, że działania prowadzone przez agencję Go Culture w imieniu autorki oraz na zlecenie wydawnictwa Carta Blanca miały na celu poinformowanie opinii publicznej na temat powyżej publikacji w związku z premierą książki.
    Prowadzone były one z najwyższą starannością, a przede wszystkim z poszanowaniem etyki zawodowej, (zapisanej chociażby w kodeksie dobrych praktyk ZFPR), osobistej oraz zachowaniem zdrowego rozsądku.
    Jednocześnie chciałabym poinformować, że odpowiadając za interesy autorki uważnie przyglądamy się wszelkim komentarzom ukazującym się na portalu http://www.polska-azja.pl, sprawdzając czy nie wykraczają one poza dopuszczalną krytykę dzieła literackiego.

    Z poważaniem,

    Anna Król
    dyrektor zarządzająca
    Go Culture. Komunikacja dla kultury

    • „Jednocześnie chciałabym poinformować, że odpowiadając za interesy autorki uważnie przyglądamy się wszelkim komentarzom ukazującym się na portalu http://www.polska-azja.pl, sprawdzając czy nie wykraczają one poza dopuszczalną krytykę dzieła literackiego.”

      Straszenie komentatorów konsekwencjami prawnymi w przypadku przekroczenia niejasnej granicy „dopuszczalnej (przez kogo?) krytyki” to objaw zapędów cenzorskich. Zapędów cenzorskich, które zawsze były przez redakcję gaszone (m.in nawoływanie do wyrzucenia z portalu Zyggi’ego czy p. Wiesława Pilcha).
      Nie pozwólmy, aby w naszym gronie zapanowała atmosfera gróźb zastosowania konsekwencji prawnych, gdyż wtedy jakakolwiek dyskusja (która przecież rozkwita na tym portalu) przestanie mieć jakikolwiek sens.

      Nie czytałem tej książki, miałem luźne plany jej zakupu, ale jestem oburzony postawą Go Culture i na pewno jej teraz nie kupię.

      Uważam, że oświadczenie Go Culture może zniechęcać potencjalnych komentatorów do dyskusji i dlatego powinno zostać usunięte ze strony.

      CSPA było wolnym ośrodkiem dyskusji na temat Azji i nie można dopuścić, aby ktokolwiek z zewnątrz tą wolność ograniczał.

      • Avatar ciekawy

        „Jednocześnie chciałabym poinformować, że odpowiadając za interesy autorki uważnie przyglądamy się wszelkim komentarzom ukazującym się na portalu polska-azja.pl, sprawdzając czy nie wykraczają one poza dopuszczalną krytykę dzieła literackiego.”

        Straszenie komentatorów konsekwencjami prawnymi w przypadku przekroczenia niejasnej granicy „dopuszczalnej (przez kogo?) krytyki” to objaw zapędów cenzorskich. Zapędów cenzorskich, które zawsze były przez redakcję gaszone (m.in nawoływanie do wyrzucenia z portalu Zyggi’ego czy p. Wiesława Pilcha).
        Nie pozwólmy, aby w naszym gronie zapanowała atmosfera gróźb zastosowania konsekwencji prawnych, gdyż wtedy jakakolwiek dyskusja (która przecież rozkwita na tym portalu) przestanie mieć jakikolwiek sens.

        Nie czytałem tej książki, miałem luźne plany jej zakupu, ale jestem oburzony postawą Go Culture i na pewno jej teraz nie kupię.

        Uważam, że oświadczenie Go Culture może zniechęcać potencjalnych komentatorów do dyskusji i dlatego powinno zostać usunięte ze strony.

        CSPA było wolnym ośrodkiem dyskusji na temat Azji i nie można dopuścić, aby ktokolwiek z zewnątrz tą wolność ograniczał.

  • Warszawa, 20 lutego 2012 r.

    Oświadczenie autorki

    W odpowiedzi na zamieszczone na portalu http://www.polska-azja.pl komentarze dotyczące treści zawartych w książce „Lalki w ogniu. Opowieści z Indii” oświadczam, iż zawarte w niej poglądy, obserwacje i przemyślenia zostały sformułowane i opublikowane z poszanowaniem opisywanej kultury, zwyczajów, realiów oraz osób, których dotyczą. Zarzuty, iż zamieszczone w książce treści mają charakter rasistowski, są nieuprawnione i stoją w całkowitej sprzeczności z intencjami, jakie towarzyszyły mi w pracy nad książką.
    Oświadczam także, że książka jest efektem samodzielnej i autorskiej pracy, prowadzonych przez osiem lat indywidualnych obserwacji i rozmów, popartych lekturą licznych opracowań naukowych oraz literatury pięknej. Wszelkie treści zaczerpnięte bezpośrednio z prac innych autorów zostały w tekście wyraźnie wskazane.
    „Lalki w ogniu. Opowieści z Indii” powstały jako eseizowany reportaż, przedstawiający moje poglądy i stanowiący próbę interpretacji zaobserwowanych zdarzeń. Moim celem nie było stworzenie kompendium wiedzy o Indiach współczesnych ani też poszukiwanie możliwie obiektywnej formy przedstawienia rzeczywistości. Napisana przeze mnie książka stanowi jedną z wielu dostępnych polskim czytelnikom publikacji dotyczących Indii i jest głosem w szerokiej dyskusji o współczesnym obliczu tego kraju. Mam nadzieję, że poświęconych mu tytułów będzie w Polsce przybywać i chylę czoła przed wszystkimi autorami, podejmującymi wyzwanie zarówno reporterskiego, jak i literackiego opisania tego fascynującego kraju.

    Paulina Wilk

  • Krzysztof,
    kazdy kij ma dwa konce. Jesli gratulowac „go culture” udanej promocji tej ksiazki, to tylko w tym sensie, ze agencja, plan swietnie zrealizowala zakladajac, ze wypromuje ksiazke JAKO wnikliwa, wyjatkowa itp, slowem zrobi z niej bestseller.
    „Go culture” zebralaby moje najwyzsze pochwaly, gdyby stwierdzila, ze powinno sie promowac taka wlasnie literature, poniewaz jest wysmienitym reportazem, tak wartosciowym, ze szkoda by bylo np., aby zniknela w powodzi smieciowych publikacji i ze te wlasnie, a nie inna czytelnik powinien poznac.
    A tak pozostala jedynie produktem reklamy, poswiadczajac prawde ogolnie znana, ze jak gorszy pieniadz wypiera lepszy, parafrazujac,- gorszy towar wypiera lepszy.

    Wkleilam drugi link, by mozna bylo przeczytac na dole strony, uwage samej autorki, zaledwie w kilka dni po promocji ksiazki, gdzie sama przyznaje, ze bez agencji „go culture”, „Lalki w ogniu” styglyby w kacie.

    Czas pokaze, w co nie watpie, ze autorka ksiazki, zapisze sie w pamieci jako specjalistka od indyjskich latryn. Ta ksiazka, jak jeszcze jedna podobna jej, jaka ukazala sie na rynku polskim kilka lat temu, nie przezyje konfrontacji z rzeczowymi publikacjami na temat Indii. Dzis autor wspomnianej wyzej ksiazki wolalby zapomniec, ze ja w ogole napisal-sam stwierdzil, ze juz sie „zdezaktualizowala”. A byly takie achy i ochy nad ksiazka. I jaka slawa, a wlasciwie dwa hausty z kielicha slawy.

    Autorka, co ja pisze-przeciez juz ogloszono wszem i wobec, ze specjalistka od subkontynentu indyjskiego, zaslynie tez w mojej pamieci wyjatkowa wiedza. Na swoim blogu napisala w ostatnim poscie cos o „Bangladeszczykach”. http://indie-paulinawilk.blogspot.com/

    Zapewne, jesli zwrocilibysmy jej uwage na niepoprawna forme, odezwie sie instykt samozachowawczy, i ujmie to zgrabnie, ze to zabieg zamierzony, majacy na celu sprawdzenie np. wrazliwosci czytelnika, a agencja marketingowa doda, ze juz prowadzi badania w tym kierunku itp. itd. , albo, ze to byl zart, albo cokolwiek innego.

    Ale to nie jest zart. To nie jest smieszne. Nie bede tego waloryzowac, bo musialabym uzyc tej samej stylistyki, latrynalnej stylistyki.

    Mam swiadomosc, ze jestem jedna z nielicznych osob, ktorych ksiazka „Lalki w ogniu” zdegustowala i nie przestane zalowac, ze czytelnik nie znajacy Indii, buduje sobie na jej podstawie, takie wlasnie wypaczone wyobrazenie o tym kraju.; wypaczone bo sprowadzone niemalze wylacznie do m.in. defekacji, zabobonow i stereotypow., tudziez wspomnianych zapozyczen czy wrecz przedrukow z innych zrodel literackich, nie pomijajac samego tytulu.
    I trzeba bedzie wielu solidnych publikacji, by wyprostowac ten tworzacy sie stereotyp Indii.

    • Pani Sneha, Joanno, Anno, Katarzyno, Moniko, Panie Krzysztofie.

      Wasz krytycyzm juz odniosl pewien skutek. Od dzis zaczely zglaszac sie do nas wydawnictwa chetne by promowac swoje ksiazki. Niedlugo kilka z nich ( naszym zdaniem wartosciowych) pojawi sie na stronie. Mamy nadzieje iz niedlugo bedziemy mogli wybierac.
      Moze z czasem przylacza sie tez te wydawnictwa ktore zarabiaja na drukowaniu ( skadinad wartosciowych) ksiazek ( z grantow) i wowczas bedziemy takze mogli je promowac.

      Otrzymalismy tez kilka propozycji zorganizowania dyskusji wokol wizerunku Indii w Polsce. Na ile jest prawdziwy? Czego brakuje? Co zrobic by bylo lepiej?
      Mysle ze powinniscie byc tym bardzo zainteresowani i napewno macie pomysly jak to zrobic.

      Jest tez pomysl by w spotkaniu wziela udzial Paulina Wilk. Wszystko w obecnosci dziennikarzy. Moglibyscie wykazac swoje racje, juz nie w gronie kilku- kilkunastu osob, nie dla kilkuset czytelnikow na niszowym portalu, ale nawet przebic sie do tkzw „glownego nurtu” ktory wyrabia sobie opinie o interesujacym Was kraju na podstawie Lalek w Oginiu.

      Nie udalo mi sie jeszcze w tej sprawie skontaktowac z Krzysztofem Iwankiem, ale w kazdym razie my jako CSPA sluzymy pomoca, jesli ma to sluzyc lepszemu zrozumieniu Indii w Polsce.

  • No cóż, agencji „Go Culture” wypada pogratulować skuteczności działania, wydawnictwu – bestsellera, autorce zaś – doskonałego samopoczucia. Ja jednak wiem już, że innych książek z serii „Bieguny” po prostu nie kupię. Nie po takiej wpadce.

    Krzysztofie drogi, wydaje mi się, że troszeczkę generalizujesz, przypisując wszystkim tu obecnym czepialstwo pod adresem Centrum Studiów. Jeśli chodzi o mnie, czepiać się nie zamierzam, zwłaszcza że z realiów rynkowych, jakie tu opisałeś, zdaję sobie sprawę i wiem, że wydawcy potrafią być największą przeszkodą w promowaniu własnych książek. Jeśli już zdecydowałem się tu zajrzeć i coś napisać, to nie dlatego, że cokolwiek w działalności Centrum podoba mi się lub nie, tylko dlatego, że zadziwiły mnie niektóre reakcje na głosy krytyczne pod adresem „Lalek w ogniu”. Bo się nagle okazuje, że jeśli komuś się ta książka nie podoba, to znaczy, że ta osoba jest: a) pełna zawiści; b) bardziej indyjska od rodowitych Indusów; c) musi „coś włożyć” (nawet nie zamierzam dociekać, co to miałoby niby znaczyć, absurd tej frazy rozłożył mnie na łopatki); d) jeśli poleca w zamian książkę innego autora, to na pewno jest z nim jakoś powiązana; e) a najlepiej niech sama napisze własną książkę i wtedy zobaczymy. Troszeczkę mi się to nie spodobało, a nawet bardzo. Ale domyślam się, że był to czyjś jednostkowy wyskok i że z takim podejściem Centrum Studiów się akurat nie utożsamia. Czyż nie?

    • Krzysztofie drogi:)

      Mnie z tym generalizowaniem chodzi o to, że jak promujemy dobrą książkę, np. Maximum City, to nikt dobrego słowa nie napisze i na bollywood.pl pies z kulawą nogę tego nie zauważył, ale jak promujemy książkę krytykowaną, to każdy nam to wypomni.

      A co do tej reakcji, którą komentujesz, to była to pierwsza wypowiedź i zwróć uwagę, że potem Radek się wycofał i przyznał rację.

  • Czy na portalu CSPA pojawiła się w ogóle recenzja książki Skawińskiego „Gdy nie nadejdzie jutro”?

  • To skoro Radek już się wypowiedział, w bardzo zresztą honorowy sposób, to ja też już mogę. Tak, ja byłem przeciwny promowaniu przez nas tej ,,Lalek w ogniu” i piszę to otwarcie, ale to już niewiele zmienia, to już i tak się stało, nie chcę zresztą przyjmować postawy ,,A nie mówiłem”.

    Chciałbym za to odpowiedzieć na kilka zarzutów – i pozwalam się zwrócić do osób krytykujących na ,,Ty”, bo co najmniej część z nich, jak się domyślam, znam osobiście.

    Otóż macie prawo krytykować nas, jeśli krytykujemy coś, co na promocję nie zasługuję, ale w takim razie sprawiedliwie byłoby równiez zauważać, że promujemy książki promocji warte.
    Otóż nikt z krytykujących nie raczył zauważyć, że promowaliśmy też doskonałe ,,Maximum City” Sukety Mehty, rozdaliśmy kilka egzemplarzy tej książki czytelnikom w konkursie.
    Podobnie promowaliśmy dobry według mnie ,,Indyjsko-pakistański konflikt o Kaszmir” A. Kuszewskiej.

    To po pierwsze. Po drugie, jak napisał Radek, pewne wydawnictwa i podmioty są po prostu bardziej aktywne na polu promocji a inne nie są i jak ktos nie chce być u nas promowany, to przecież nie możemy go zmusić.
    Do chwili obecnej złożyłem propozycję co do promowania u nas SZEŚCIU książek o Indiach i Pakistanie (zwracając się do wydawnictw lub autorów), według mnie dobrych – jak dotąd nie stało się to z ANI JEDNĄ, mimo najszczerszych chęci ze strony CSPA.
    Pośród tych propozycji wysłałem też maila do wydawnictwia Dialog, proponując promocję u nas 2 książek
    – D. Rothermund. Indie. Nowa azjatycka potęga
    i – M. Skakuj-Puri, Życie codzienne w Delhi
    Jak dotąd nie dostałem od wydawnictwa Dialog odpowiedzi, choć maila wysłałem dobrych kilka miesięcy temu.

    Jeśli więc zwracacie nam uwagę, że nalezy promować takie książki jak ,,Maximum City” to zwróćcie uwagę, że już to robiliśmy, a jeśli chodzi o promowanie np. ,,Życie codzienne w Delhi”, to promować chcieliśmy, ale nie dostaliśmy w tej sprawie odpowiedzi.

    Możecie wierzyć albo nie, ale naprawdę często wygląda to tak, że człowiek sam zwraca się do autorów z prośbą o promocyjne egzemplarze, które moglibyśmy rozdać czytelnikom, dzięki temu propagując książki i tych egzemplarzy nie otrzymujemy. W takiej sytuacji naprawdę może się odechcieć, bo wychodzi często na to, że to my chcemy promować czyjąś książkę, a nie on sam.

    To nas nie tłumaczy jeśli chodzi o książkę ,,Lalki w ogniu”, ale tłumaczy nas jeśli chodzi o brak u nas kilku innych książek, po części tu wymienionych.

    Tak jak Radek zakończyłnym zatem tę wypowiedź deklaracją otwartości na krytykę, jeśli chodzi o tę ksiażkę, ale prośbą o wyrozumiałość i próby zauważania innych naszych działań na polu promocyjnym.

  • Szanowni Panstwo,

    Cala „wine” biore na siebie. Toczylismy w ramach dzialu Azji Pd dyskusje czy promowac ksiazke Pauliny Wilk patronatem i glosy byly podzielone. Czesc argumentow ktore teraz padaja, padla juz wtedy.

    Nie mam wyczucia co do Indii, ale chce tylko usprawiedliwic nasz dzial Azji Pd, ktory podobnie ocenial ta ksiazke.

    Swiadomy jestem zreszta tego problemu, na przykladzie Chin na ktorych sie troche lepiej znam. Wiekszosc ksiazek jakie sie ukazuje w Polsce jest nieprawdziwa i znajduja sie tam takie sformulowania ze doprawdy rece opadaja ( w przypadku Chin ciekawym zjawiskiem jest przedrukowywanie po kilku latach ksiazek zachodnich wydawnictw, z reguly tych bardziej „fantastycznych” i oderwanych od rzeczywistosci (chinskiej) ).
    W dodatku jedyne wydawnictwo w Polsce ktore wydaje ksiazki chinskie nie jest zainteresowane ich promocja, czy sprzedaza, a jedynie drukowaniem ( i inkasowaniem dotacji na ich wydawanie).
    W efekcie o Chinach rzadko ukazuja sie ksiazki sensowne ( jako iz ten kraj wydawcom kojarzy sie albo z mega-rozwojem, albo z obozami koncentracyjnymi szansa ze przedrukowana zostanie dobra ksiazka o Chinach jest nizsza niz gdybysmy rzucali kostka i losowo wybierali z ksiazek ktore ukazaly sie na Zachodzie czy w Chinach).

    O ksiazce Pauliny Wilk informawalismy z kilku powodow. Po pierwsze Magda B, ktora wlaczyla sie w dyskusje, jej praca, wysilek i kreatywnosc. Po drugie bardzo profesjonalna wspolpraca z Wydawnictwem i sama autorka. Po trzecie wreszcie, czy nam sie to podoba czy nie, to ta ksiazka uksztaltuje obraz Indii w Polsce. Autorka odniosla spory sukces. Po zwolnieniu z Rzeczpospolitej, rozwaza pisanie nastepnych ksiazek ( nie wiem czy kolejnych o Indiach, czy tym razem moze o…. Chinach).

    Z calego tego doswiadczenia trzeba wyciagac wnioski. A wnioski sa takie, ze o pozycji na rynku decyduje umiejetnosc promocji i profesjonalizm dzialania. To byl takze powod dla ktorego zdecydowalismy sie na promocje Chinskiego Hegemona ( dwoch francuskich autorow). Naprawde znudzilo mi sie dzwoninie i mailowanie do wydawnictwa ktore jest zainteresowane tylko drukiem ksiazek i trzeba blagac by zechcieli je promowac.

    Jesli wiec sa ludzie tacy jak Pawel Skawinski, ktorzy pisza fajne ksiazki, to musicie je jako ludzie ktorzy czuja Indie promowac i o nich pisac. Musze sie te ksiazki ukazywac w profejsonalnych wydawnictwach, bo to zadna sztuka wydrukowac ksiazke ( mowie to na podstawie dwoch ksiazek ktore wydalem i ktore sprzedaly sie w liczbie 2000 egz pierwsza, 2500 egz druga- wiec nie oszalamiajacych, ale przyzwoitych).
    A i tak mozemy sie cieszyc ze za Indie ( a wkrotce za Chiny) biora sie jednak sprawni dziennikarze. Wkrotce byc moze takie ksiazki zaczna pisac prezenterzy pogody, a nawet byli pilkarze z Dawidem Beckhamem i Markiem Citko na czele :) Wiec nie jest jeszcze najgorzej.

    Dokladnie takie byly moje motywacje napisania dwoch ksiazek o Chinach w 2008 roku. Jesli ktos kto dluzej mieszkal w danym kraju, zna jezyk, czuje lokalna specyfike sie za to nie wezmie ( profesjonalnie, bo wydrukowac ksiazke kazdy potrafi), to odda pole…. Krzysztofowi Mroziewiczowi i innym ( z calym szacunkiem) :)

    Mam mieszane uczucia co do Waszych zarzutow ze recenzja tej ksiazki pojawila sie na CSPA. Z jednej strony, obiecalismy Wam ze CSPA nie bedzie gonic za sensacje, ze to strona dla tych ktorzy juz cos o Azji wiedza i nie podnieca sie ona sensacyjkami w stylu wymyslnych potraw, czy rzeczy zupelnie oczywistych.
    Z drugiej strony blagam. To tylko informacja o spotkaniu. Przeceniacie chyba wplyw CSPA. Moze i bym chcial/chcielibysmy miec taki wplyw zeby po naszej rekomendancji lub facebookowym kciuku w gore lub w dol ksiazki o Azji w Polsce odnosily sukces, lub notowaly klape, but it is not the case.

    Mamy problem z finansowym utrzymaniem sie, z dalszym rozwojem, a Wy zarzucacie nam ( w innym poscie) ze „mamy interes” w publikowaniu newsow z brytyjskich gazet ( prawdodobnie jestesmy agentami brytyjskimi- chinskimi zreszta tez bo Marcin Wojnar przygotowuje chinski przeglad prasy, a niedlugo bedzie przeglad prasy niemieckiej, opracowywany wspolnie z niemieckim wywiadem) czy promujemy „niepowazna” ksiazke P.Wilk, w ktorej roi sie od bledow. Naprawde to nie CSPA decyduje o przyszlosci swiata czy nawet dyskursu azjatyckiego w Polsce ( choc swoje trzy grosze wtracamy i to czasem dosc skutecznie).
    Jesli cos z tym sami nie zrobicie/zrobimy to tak bedzie sie toczyc. Dlatego czekamy na jakas krytyczna recenzje.
    A Pawla Skawinskiego postaramy sie sciagnac z Nepalu…

    I na koniec, jeszcze raz chcialbym podkreslic ze to moja „wina”. Dzial Azji Pd ktory w duzej mierze tworzyl i nad ktorym piecze sprawuje Krzysztof Iwanek jest u nas bardzo profesjonalny i wskazywal na slabosci tej ksiazki, dla osob ktore Indie znaja z autopsji, a nie z przekazow TV czy internetu ( a taka wiedze i to wyczucie obiecujemy czytelnikom naszej strony, nawet kosztem popularnosci czy ogladalnosci). O ile najwiecej miejsca poswiecamy chyba Chinom, o tyle najwiecej pochwal zbiera wlasnie ten dzial. Jacek Skup ( Pakistan), Joanna Gruszewska ( Butan, Nepal, Bangladesz) i Agnieszka Budynska ( ktora chwali nawet Zyggi) to klasa sama w sobie. Chyba nikt nie ma zastrzezen do ich (darmowej w dodatku!) pracy.

    Reasumujac prosze o wieksza wyrozumialosc i licze na krytyczna recenzje najpopulraniejszej polskiej ksiazki o Indiach ostatniej dekady.

    Milego weekendu!
    R.P

    • …być może Pani Wilk napisała swoją książkę zbyt szybko – Indie bowiem to miłość od drugiego, a nie od pierwszego wejrzenia. Myślę jednak, że oberwało się jej tutaj przesadnie…
      Każdy ma swoją wrażliwość a Indie, jak bodaj żaden inny kraj świata, są lustrem duszy i probierzem osobistej wrażliwości. Książka nie jest więc ani dobra ani zła – jest odbiciem postrzegania autorki – byłaby jednak fatalna, gdyby była jedynym źródłem wiedzy o Indiach.
      Myślę, że jest najwyższy czas, aby w Polsce skończyć z praktykowaniem moherowoberetowej etnologii zmuszającej odbiorców do patrzenia na Indie poprzez pryzmat braku higieny i patologicznych zachowań społecznych. To za mało, za mało! Na to nie możemy sobie pozwolić!

  • „I mam jeszcze taką refleksję… szkoda, że Państwo nie dotarliście na nasze wczorajsze spotkanie, ”

    Cóż, z ogromną przyjemnością bym się zjawiła (pewnie nie jeden raz), gdyż samą działalność forum uważam za pozytywną, lecz mieszkam 300 km od Warszawy. :(

  • Opinie o książce są bardzo różne – jedni są zachwyceni, inni są ksiażką oburzeni. Dlatego pomyślałem, że warto porozmawiać z autorką i zorganizować takie spotkanie. Żałuję, że osoby, które krytykują książkę nie przyszły na spotkanie. Można byłoby wywołać bardzo ciekawą dyskusję. Zapraszam do napisania krytycznej, ale merytorycznej recenzji – opublikujemy
    Spotkania z Pawłem Skawińskim (redaktorem Mandragona zresztą) również
    organizowaliśmy – jedno w Południku, drugie w Sensie Nonsensu. Paweł
    jest obecnie w Nepalu.

  • Analogia z nietrzeźwymi Polakami bezpretensjonalnie oddającymi mocz w okolicach sklepów monopolowych (a czemuż tak dramatycznie zawężać terytorium? wszak dla tych dżentelmenów każde miejsce jest dobre) jest tylko w części trafna. Aby uzyskała pożądaną pełnię, należałoby – bez zamienienia z którymkolwiek nawet słowa – przypisać panom własne przemyślenia i wnioski, po czym zakończyć wywód zgrabną konkluzją: „Polska jest wielką latryną”.

    Odnośnie kwestii „aby się wypowiadać, trzeba coś włożyć od siebie”: owszem, włożyłem. 34,90 zł. Płacąc za „Lalki w ogniu” w Empiku. Jak dla mnie to i tak zbyt dużo. Jasne, można postawić zarzut, że jak człowiek kupuje coś w ciemno, to sam jest sobie winien, ale kłopot niestety w tym, że książka pani Wilk przedstawiana jest powszechnie jako arcydzieło reportażu, od „Polityki” zaczynając, a na TVP Kultura kończąc. „Polityce” się nie dziwię, bo oni tam drukują Mroziewicza, więc cóż to jest jedna porcja konfabulacji więcej. Ale inni? Nie widziałem jak dotąd w mediach ani jednej negatywnej recenzji „Lalek w ogniu” (gdybym coś przeoczył, to poproszę o wskazanie, będę wdzięczny). A tylko same pozytywy. Co pozostawia mnie w stanie głębokiego zadziwienia.
    Oczywiście można przymknąć oko na ewidentny rasizm (także kulturowy) autorki. Oczywiście można zignorować rażące błędy merytoryczne i udawać, że ich w tej książce w ogóle nie ma (co, jak widzę, niektórym odpowiada i zamiast tego wolą bić w chochoła, zarzucając bliźnim, że są bardziej indyjscy od rodowitych Indusów). Można także pominąć niewiedzę autorki, która porywając się np. na wysoce grafomański opis monsunu (str. 193), kompletnie nie zdaje sobie sprawy, z jakimi konotacjami związany jest opad deszczu w Indiach, przypisuje mu za to jakieś własne, wyssane z paluszka interpretacje. Zupełnie jakby była to smutna, szara jesienna mżawka, powiedzmy, w Grudziądzu.
    Można to wszystko zlekceważyć. Jasne. Ale nie sposób, wydaje mi się, pominąć niefrasobliwości opisów, jednostkowych obserwacji, z których autorka wywodzi teorie dotyczące całego, olbrzymiego subkontynentu. Ot, weźmy chociażby scenę, w której na peronie z klimatyzowanego wagonu wyłania się starszy pan i zostaje powitany z honorami przez specjalną delegację (str. 123). Są girlandy, pokłony, jest specjalny samochód dla dostojnego gościa. Wydarzenie to, choć w istocie banalne – ot, przyjazd jakowegoś lokalnego dygnitarza – opisane jest w tonie bez mała sensacyjnym, jakbyśmy byli świadkami niesłychanego incydentu. A z drugiej strony, gdyby tak naszła nas ochota zadać pytanie, cóż to był za dygnitarz, jak się nazywał i po co przyjechał (i po co w ogóle opisana została jego wizyta) – nieee, tego się już nie dowiemy. Tego rodzaju podejście nadaje się może na blogaska typu „Jak spędziłam wakacje”, a nie na książkę reporterską. I pozwala wnioskować, że gdyby Paulina Wilk pokusiłaby się kiedykolwiek o książkę pokroju „Maximum City”, to bombajskie zamieszki z 1992/93 roku opisałaby w ten sposób: „Jedni uzbrojeni ludzie zaatakowali drugich”. Albo i nawet tego byśmy się nie dowiedzieli. Wszak „w Indiach nie ma zamieszek”. Bo religia zabrania.
    Przyłączam się do rekomendacji książki Pawła Skawińskiego zamiast „Lalek w ogniu”. Z wielu powodów, z których nie najmniejszym jest uczciwe podejście autora do opisywanego tematu i brak pozowania na wszechwiedzącą wyrocznię. A także, jeśli już mówimy o polskich autorach, warto wymienić „Życie codzienne w Delhi” pani Marii Skakuj-Puri. „Lalki w ogniu” pozostaną co najwyżej kuriozum, które do serii reporterskiej „Bieguny” załapało się co najwyżej przypadkowo.

  • Pani Moniko, ale przywołanie twórczości pana Mroziewicza w kontekście twórczości pani Wilk akurat jest wyjątkowo na miejscu… :)
    Panie Sebastianie, jako publiczność słabo wyrobiona wolę Mehtę, Zaidiego, Guhę, Mazura, indyjskie rozdziały z Pociągu widmo… Theroux; jako czytelniczka powstrzymam się od pisania, bo „lichą formą się brzydzę” ale proszę o przyznanie mi prawa do wyrażenia opinii – nawet niepochlebnej, nawet jeśli nie planuję „wkładania czegoś od siebie”.
    Mój i nie tylko mój, z tego co czytam, problem z książką pani Wilk polega nie na tym, że nie jest to kompendium wiedzy o Indiach (czyli byt nieprawdopodobny i niemożliwy), ale na tym, że to kompendium udaje i jako takie jest promowane, czyli mój zarzut jest dokładnie wręcz przeciwny, niż ten, który uznał Pan za „śmieszny” nie rozumiejąc, mam wrażenie w czym rzecz.
    A rzecz między innymi w tym, że trudno uznać za osobiste przemyślenia i odczucia autorki twierdzenia: Hindus myśli, Hindus, nie lubi, Indie są, Indie nie są, na przykład dlatego, że jak już wspomniano, nie ma ona narzędzi poznania, które umożliwiłyby jej dowiedzenie się z taką pewnością, co myśli, lubi, czuje Hindus (każdy!), jakie Indie są, albo nie są (całe!).
    Pewnie potwierdzę Pańska teorię o moim słabym, jako publiczności, wyrobieniu, kiedy wyznam, że biorąc do ręki książkę dziennikarki, która, nie będąc etnologiem, czy indologiem, odwiedzała kilkakrotnie Indie, spodziewam się opowieści o odwiedzonych miejscach, spotkaniach z ludźmi (patrz Paul Theroux, patrz Mazur!), przywołania emocji, które jej towarzyszyły, zapisu obrazów, a nie autorytatywnych twierdzeń, nieuprawnionych uogólnień i projektowania swoich myśli na cały kraj i ogół społeczeństwa, o którym wie żałośnie mało. Przy czym nie uważam, żeby ta uboga wiedza była grzechem głównym, przeciwnie jest oczywista i zrozumiała, kiedy ma się do czynienia z gigantem, jakim są Indie, ale wypadałoby zdać sobie z niej sprawę i nie przedstawiać własnych wrażeń i odczuć, jako prawd niepodważalnych i objawionych.
    Ale może to tylko niedomoga stylu. Zachwyt stylem jest oczywiście rzeczą gustu – ja za „powstającymi miejscami”, „myciem w garści”, „festiwalami” zamiast świąt, nadużywaniem równoważników i elips nie przepadam, ale co kto lubi.
    Rozmaite, nieopatrzone przypisem zapożyczenia, czasem tak ogromne, jak podwędzony Mehcie (och tak, napisany własnymi słowami, więc o co chodzi) rozdział o kanalizacji Bombaju też nie zaskarbiają autorce szacunku ani życzliwości.
    Osobną refleksję budzą zdjęcia nędzy i nędzarzy obficie ilustrujące tę książkę, zwłaszcza w świetle obszernych wynurzeń na temat tychże: czy zadumana nad ich trudnym losem autorka zadbała o zgodę (pisemną) fotografowanych i ewentualną gratyfikację? Z pewnością tak.
    Jeszcze tylko w sprawie słynnego passusu o mężczyznach przy torach i Pańskich pytań skierowanych do pana Krzysztofa, pozwoli Pan, że je lekko zmodyfikuję: czy widuje Pan w polskich miastach mężczyzn opróżniających wieczorami pęcherze w okolicach sklepów monopolowych? Pasjonuje to Pana? Ciekawi Pana, cóż oni sobie wtedy myślą? Odczuwa Pan pokusę zapisania tego? Podejrzewa Pan, że to refleksje zbliżone do Pańskich? Co to Panu mówi o Polsce i Polakach w ogóle?

  • I mam jeszcze taką refleksję… szkoda, że Państwo nie dotarliście na nasze wczorajsze spotkanie, wtedy byłaby szansa wziąć autorkę w krzyżowy ogień pytań, a nie rozpisywać się tu i teraz ze mną, który być może (niepotrzebnie) jej broni :)

  • Ja uważam, że to jest dobra książka. Nie powiedziałem, że jest to reportaż, bo sam mam wątpliwości. Traktują ją jako obserwację, zresztą jedną z wielu. Jeżeli ktoś podkreśla, że jakaś pozycja jest kompedium – to fakt, wzbiera wzburzenie. Ale na naszym spotkaniu nie było takich tekstów. Nie przesadzałbym jednak z ocenami typu rasizm, kolonializm itp. Takie zdanie mają często osoby zajmujące się naukowo danym tematem (antropolodzy, etnolodzy, etnografowie, indolodzy) ale dla mnie to jest przejaw skrajnie „poprawnego” podejścia i również w tym upatruję fałsz. Co innego książka naukowa, a co innego subiektywnie spisane wrażenia. W Mandragonie nikt nie gloryfikuje tej pozycji, nie stawiamy na świeczniku współczesnego reportażu. Inna sprawa, że doceniamy i nam się podoba.
    Panie Krzysztofie – krytykiem być najłatwiej – twórcą o wiele trudniej. Nie odbieram Panu głosu jako czytelnikowi ale proszę nie traktować całej sprawy jako jednego wielkiego oszustwa. W dzisiejszych czasach zanim kupi się książkę, można wyrobić sobie zdanie wcześniej z różnych źródeł. Osobiście uważam, że, aby się wypowiadać trzeba coś włożyć od siebie, a nie tylko rzucać kamieniem w barykadę. Oczywiście nie oznacza, to iż nie szanuję Pana zdania oraz Pana dokonań, o których nic nie wiem. Ciekawi mnie dlaczego mówienie o negatywach lub o sprawach intymnych jak np. wypróżnianie budzi takie emocje? A co Pan myśli o tysiącach mężczyzn załatwiających swoje potrzeby na torach? Nie dziwi to Pana? Nie ma Pan żadnych przemyśleń? Czy nie może Pan o tym powiedzieć, napisać – skoro nie porozmawiał Pan ze wszystkimi, którzy to robią? Błagam nie wpadajmy z jednej skrajności w drugą. Czasami mam wrażenie, że takie głosy jakie Pan reprezentuje próbują być bardziej pro-hinduskie, niż to o czym mówią sami hindusi. Hindus w wymiętej koszuli, z byle jakiego materiały, wypuszczonej prawie do kolan i w spodniach w dzwony wygląda idiotycznie i kretyńsko. Nie ma z czym dyskutować. Szczególnie jeżeli zna się genezę uformowania tego stylu. Ale co to oznacza? Że ktoś mu zakazuje tak chodzić? Albo, że ja – twórca takiego sądu – czuję się lepiej ubranym człowiekiem, prezentującym kolonialne podejście? Litości! To tylko opinia, jedna z wielu jakie każdy z nas przeprowadza w myślach na każdy temat. A Pan mi tu od razu macha przed nosem rasizmem, białym szowinizmem i jeszcze podobnymi hasłami. Chętnie bym z Panem podyskutował face to face, bo internet jest słabym medium do tego – może wtedy znaleźlibyśmy nasz wspólny obraz Indii :)
    Pani Moniko – ma Pani rację, że większość ludzi ulega iluzji i czerpie swoją wiedzę nie empirycznie oraz nie za pomocą weryfikacji, tylko używając szablonów, klisz oraz metody kopiuj – wklej. Ja się z tym zgadzam. Ale proszę mi wierzyć, nie jestem ślepo zapatrzony w autorkę, jak również w jej książkę. Sam jeżdżę do Indii i być może dlatego jeszcze nie zdecydowałem się napisać książki, że czuję iż porwanie się na taki temat jest zawsze pewnego rodzaju pychą – oto jakiś szary człowieczek próbuje opisać innych, kiedy sam ma te same problemy, te same wątpliwości i ta samą małą wiedzę o życiu. Ja tego nie robię, a inni tak. I dobrze, bo inaczej pewnie żadna książka nie powstałaby. zgadzam się, że trzeba weryfikować i krytykować ale trzeba również doceniać. W tym przypadku książka Pauliny jest dobrą pozycją (nie bez wad) – dlatego jej bronię. bardzo chętnie zaproponuję Pani napisanie Pani własnej recenzji – tej krytycznej, i obiecuję, że opublikujemy ją na naszym portalu. Mandragon docenia dyskusje o trudnych tematach oraz różne punkty widzenia, a już najbardziej krytykę. Niech to będzie jednak krytyka twórcza :)
    P.S. Przywołani autorzy są Polakami, którzy napisali coś o Indiach w podobnym kontekście, choć prezentujący bardzo różny poziom. Oczywiście skrajny :p Powinienem jeszcze kogoś uwzględnić, aby oddać całość polskiego pisarstwa „reportażowego” o tym kraju? :)

  • Krótko, bo nie chce mi się więcej, a tylko powtórzę, że nie czepiałabym się tej książki, bo i bym pewnie się z nią nie zapoznała, po co, gdyby nie szum wokół niej jako objawienia. Jak już wspominałam, a inni to punktowali w innych miejscach, książka składa się z „zapożyczeń” od innych, poprzetykanych własnymi refleksjami Autorki i to właśnie te własne refleksje mnie na przykład odpychają.
    Dlaczego? Ano właśnie dlatego:
    „Zarzut, że nie jest to książka przedstawiająca kompleksowo Indie, jest (proszę wybaczyć) śmieszny”
    że ja takiego zarzutu nie stawiam, bo nawet by mi do głowy coś takiego nie przyszło. Natomiast chwalcy książki to właśnie robią, sławią ją jako przedstawienie całych Indii, jako na dodatek – co zacytowałam – „ukazanie czym są Indie dla większości obywateli”.
    Teraz jaśniej? To osoby zachwycone książką uznają ją za obraz Indii. Ja wiem, że to obraz Indii nie jest (ani być nim żadna książka nie może), za to irytuje mnie jak nie wiem, że uważa tak sama Autorka, wciskając wszędzie nieuprawnione uogólnienia i nieuzasadnione własne, często rasistowskie opinie.
    Argument o zawiści może mnie w tym momencie tylko wzruszyć, bo znaczy, że nie rozumie się z zarzutów nic. A przywoływanie w tym kontekście książek na dodatek pana Mroziewicza. Rany…

  • Ach, jak ja kocham tę argumentację: „Jak ci się nie podoba książka, to weź i napisz lepszą”. Otóż nie, to nie na tym polega. Czytelnik nie ma obowiązku pisania książek, bo czytelnik jest od czytania. I ma prawo poczuć się oszukany, kiedy wydaje własne, ciężko zarobione pieniądze na książkę reklamowaną jako reporterski majstersztyk, a dostaje napisany grafomańskim stylem nieskładny wywód, z którego – obok licznych świadectw, że autorka po prostu nie rozumie nic z tego, co dostrzega dookoła siebie – przebija źle skrywany rasizm.
    „Lalki w ogniu” jest to publikacja w stylu osławionej „Mother India” Katherine Mayo. Czyli zapiski białej memsaab, która zawitała do dzikiego, prymitywnego kraju i daje wyraz własnemu poczuciu wyższości nad tymi obrzydliwymi papuasami, którzy nie dość, że nie potrafią czytać i pisać, to jeszcze załatwiają się przy torach kolejowych.
    I nie, nie chodzi wyłącznie o to, że Paulina Wilk lubuje się w opisach brudu, smrodu i ubóstwa. Chodzi o to, jak to opisuje, jakich sformułowań używa. Polecam szczególnie rozdział poświęcony ubiorom, gdzie napisane jest wprost, iż Indusi noszący zachodnie stroje wyglądają śmiesznie i idiotycznie. Czy też, na przykład, opis starszych mężczyzn czytających gazety w Koczinie jednoznacznie nacechowany jest zadziwieniem autorki, że w tej dziczy ktokolwiek ma kontakt ze słowem pisanym. Po paru takich uroczych scenkach człowiek ma wrażenie, że wsiadł w wehikuł czasu i przeniósł się z powrotem do czasów kolonialnych. I słucha pełnych pogardy opowieści nadętych Brytyjczyków o „czarnuchach”.
    Oddzielną sprawą są rażące błędy merytoryczne, wynikające zarówno z niewiedzy autorki, jak i projekcji własnych wyobrażeń na stan faktyczny. Kiedy czyta się, jakoby „szlachetny Kryszna pokonał Rawanę”, ogarnia człowieka śmiech pusty. A po rozbrajającej wzmiance, iż „w Indiach biedni się nie buntują, ponieważ religia im tego zabrania”, wiadomo już, że książka nadaje się co najwyżej do wyrzucenia do kosza. Do tego jeszcze skłonność autorki do wrzucania wszystkich mieszkańców Indii do jednego wora bez względu na religię, tradycję czy specyfikę regionalną sprawia, że w książce pojawiają się kuriozalne pomysły w stylu: a gdyby tak do panteonu bóstw hinduistycznych na południu Indii dołączył muzułmański aktor z północy?
    Jest to wyjątkowo smutne, że tak żenująco zła pozycja doczekała się wyjątkowo przychylnych recenzji. I niestety w tym przypadku winy na publiczność bym nie zwalał.

  • Witam i przyłączam się do „burzliwej” dyskusji. Po pierwsze chciałbym podziękować CSPA za sympatię (odwzajemnioną!) i promowanie naszego spotkania z Pauliną. W kwestii kolegi Pawła Skawińskiego, przebywa on obecnie w Nepalu, gdzie zbiera kolejne materiały. Jak sam mówi na razie nie wiadomo kiedy wróci do Polski. Co do samej książki „Lalki w ogniu” i autorki – zastanawiające jest dlaczego zbiera tak silne i negatywne opinie? Książka jest naprawdę bardzo dobrze, oddaje charakter i codzienność tego, co widać na indyjskiej ulicy. Poza tym jest napisana poetyckim, bogatym językiem, który nie często pojawia się przy tego typu prozie. Proszę pamiętać, że to jest subiektywna obserwacja, jaką każdy może przeprowadzić, spisać i wydać. Zarzut, że nie jest to książka przedstawiająca kompleksowo Indie, jest (proszę wybaczyć) śmieszny, bo jak miałaby wyglądać taka publikacja? Dlaczego do tej pory nie powstała? A jeżeli powstała to ja chętnie usłyszę odpowiedź na pytanie – Jaki ma tytuł i kto ją napisał, według Pań krytykujących? Pisarz ma prawo do skupienia się na jednym wątku, jednym spojrzeniu i przedstawieniu własnej interpretacji. To nie jest relacja podawana w głównym wydaniu dziennika! Żyjemy w kraju, gdzie zawsze komuś coś się nie będzie podobało, albo będzie uważał, że można lepiej, dokładniej, sumienniej. OK – to też prawda. Ta książka nie ma takich aspiracji i nie stanie się materiałem do prac naukowych. Zamiast jednak serwować złośliwości na temat autorki, promowania książki oraz merytorycznych błędów, zachęcam, aby samemu sięgnąć „po pióro” i napisać kolejną rzecz o Indiach, która uzupełni lub zmieni naszą wiedzę o tym kraju. Inaczej nie ma sensu dyskutować, bo zawsze – szczególnie w internecie można komuś przypiąć nieprzychylną łatkę. I na koniec powiem tylko, że jak dla mnie książka Pauliny to bardzo mały kaliber w porównaniu z tym, co można w rzeczywistości zobaczyć w Indiach na każdym kroku. Nie przeszkadza mi, że zamiast bohaterów z krwi i kości czytam osobiste przemyślenia autorki, których nikt nigdy nie zweryfikuje. I co z tego? Ciekawi mnie każdy punkt widzenia i sam przeprowadzam wewnętrzną ocenę. Cieszę się, że ktoś pisze nowe rzeczy o Indiach i czytam je niezależnie, czy to Wilk, Kret, Skawiński, czy Mroziewicz. Jeżeli kogoś zawistnie boli jednak, że jeden autor odnosi sukces, a drugi nie – to już inna sprawa. Zadajmy sobie pytanie dlaczego i czy to jest rzeczywiście wina autora, czy może słabo wyrobionej publiczności?
    Pozdrawiam, Sebastian

  • Pani Moniko,

    przykro mi, ze moja wypowiedz wywolala w Pani az tak wielkie wzburzenie choc przyznam, ze dobrze bylo przeczytac Pani bardziej obszerna wypowiedz. najprawdopodobniej mam zdecydowanie mniejsza wiedze od Pan na temat Indii ta ksiazka mi sie podobala i nadal uwazam,ze duzo w niej indyjskich realiow.
    Jesli chodzi o rozpisywanie sie ‚o myslach defekujacych mezczyzn’ – coz, spierac sie nie bede. Sama pytalam p.Wilk w jaki sposob rozmawiala z Hindyusami i czy mowi ktor

    • *językami osób, które opisuje, ponieważ uważam to za podstawę kiedy staramy się kogoś poznać i zrozumieć, a następnie opisać.

      „No tak, bo pani Autorka ma narzędzia poznania, czym są Indie dla większości swoich obywateli. ”
      Pani Moniko, oczywiście, że nie ma. Ale idąc tym torem – którą z książek kulturoznawczych/antropologicznych/reportaży podałaby Pani jako przykład „prawdziwej”? Takiej, w której nie będzie uogólnień/wstawek autora/nieprawidłowości?
      Może czytałam „Lalki” z mniejszą uwagą, ale naprawdę nie wyczytałam w nich ani ego p. Wilk, ani chęci bycia uważaną za wielkiego eksperta o Indiach. Przeczytałam relację i obserwacje jednej osoby, która porwała się na opis milionów, używając do tego przykładów pojedynczych jednostek. Przeczytałam o „jej Indiach”, które jednak, tak jak wspomniałam, w nawiązaniu do moich doświadczeń, wydały mi się w wielu miejscach adekwatne.
      Wiem, że podobna była np. reakcja środowiska japonistycznego, kiedy wyszła książka p. Bator „Japoński Wachlarz”. Też było oburzenie, że powiela stereotypy, że relacja jest nieścisła, że jaki z Pani Bator specjalista od Japonii.

      Pani Aniu,
      „Również podróżowałam po Indiach i wrażenia moje są odmienne od wrażeń, uogolnień, uproszczeń i cepeliady pani Wilk.”
      I ja naprawdę z wielkim entuzjazmem przeczytałabym i Pani książkę/artykuł, porozmawiała o Pani doświadczeniach i porównała z moimi, p.Wilk czy moich znajomych.

  • „bardzo adekwatnie i realistycznie oddaje tamtejsza rzeczywistosc”
    ?
    Adekwatnie i realistycznie? Rozpisując się na przykład przez kilka stron, o czym myślą panowie defekujący świtem przy torach? Rozmawiała z nimi? W którym języku?
    Adekwatnie i realistycznie? Siląc się na opinie o Indiach jako całości i w ogóle, a tak naprawdę, co wychodzi z tekstu, oglądając krótko Kalkutę (bardzo często), Delhi czy Bombaj? Ciekawe, co by powiedzieli Bengalczycy na takie utożsamienie ich na przykład z Pendżabczykami. Ale co Autorka może wiedzieć o Bengalu, kiedy w jakimś wywiadzie beztrosko stwierdza, że mogłaby żyć na wsi bengalskiej, tak tam sielankowo.
    Adekwatnie i realistycznie? Z całą masą błędów merytorycznych? A przy tym z co którejś strony wyskakują do czytelnika znajome zdania i obrazy z innych książek, w tym często powieści? Fach dziennikarski na tym polega, to prawda, że się czerpie ze źródeł i z wiedzy innych, niekoniecznie to przyznając w artykule, ale czy w książce to już jednak nie wypadałoby tego jakoś odnotować gdzieś we wstępie, zakończeniu czy przypisach? Że się przepisuje od innych?

    „w sposob, ktory wlasnie wskazuje zrozumienie tego czym sa Indie dla wiekoszosci swoich obywateli”
    No tak, bo pani Autorka ma narzędzia poznania, czym są Indie dla większości swoich obywateli. Chciałabym takie zdobyć. Albo chociaż narzędzie poznania, czym jest Polska dla większości swoich obywateli. Zawsze to malutki kraj w porównaniu z Indiami.

    I nikomu nie można zakazać publikować książek, przecież wcale nie muszę czyichś wrażeń z podróży do Indii czytać, ale robienie z tej, z tej właśnie niedoinformowanej i pełnej ego białej Autorki z Europy książki autorytetu i odkrywczego źródła informacji nieustająco mnie szokuje.
    Że Centrum Studiów Polska-Azja do tego się przykłada.

  • Również podróżowałam po Indiach i wrażenia moje są odmienne od wrażeń, uogolnień, uproszczeń i cepeliady pani Wilk. Aby być precyzyjną podróżowałam sama, z plecakiem, najczęściej miejscowym transportem, gdzie byłam jedyną osobą obcą, spałam również w hotelach nieturystycznych.

  • Pani Katarzyno,

    Przeczytalam ksiazke p. Wilk niedugo po kilkumiesiecznym pobycie w Indiach i moim zdaniem bardzo adekwatnie i realistycznie oddaje tamtejsza rzeczywistosc. Prosze mi wierzyc, ze wplywu wielkich systemow filozoficznych, ktore narodzily sie w Indiach, ciezko dopatrzec sie w codziennym zyciu przewazajacej czesci indyjskiego spoleczenstwa. A opisywane w ksiazce realia i problemy z nich wynikajace sa chlebem powszednim milionow ludzi.

    Czytajac „Lalki” nigdy nie odnioslam wrazenia, ze p.Wilk nie szanuje Indii czy kultury jej mieszkancow. Wrecz odwrotnie, uwazam, ze wiele zjawisk oddala z niezwykla precyzja i w sposob, ktory wlasnie wskazuje zrozumienie tego czym sa Indie dla wiekoszosci swoich obywateli.

  • Na spotkanie z Mehtą rzeczywiście bym nie liczyła (niestety!), ale może warto przypomnieć autora Mozaiki indyjskiej, Tomasza Mazura, który zamiast epatować obrazami nędzy, brudu i wątpliwymi figurami stylistycznymi typu „Indie są jedną wielką latryną”, szanuje i stara się zrozumieć fenomen tego kraju, jego narodów, systemów filozoficznych i kultury, które trwają nieprzerwanie dłużej niż nasza cywilizacja, a o czym mademoiselle Wilk zdaje się nie wiedzieć proponując swoje generalizujące i obraźliwe wynurzenia.

  • Pani Joanno,

    Z Pawlem juz rozmawialismy kiedys o spotkaniu. Chetnie wrocimy do tego pomyslu zwlaszcza ze domagaja sie tego czytelniczki. Czy Pawel jest teraz w Polsce?

    Prosze zwrocic uwage ze spotkanie z Paulina Wilk zorganizowala Fundacja Mandragon z ktora Pawel Skawinski jest zwiazany.
    Do przeczytania ksiazki ( ktora zdobyla wielka popularnosc i swietnie sie sprzedaje, podobno autorka juz mysli o kolejnych ksiazkach o Azji) i tak zachecamy ( dziekujemy wydawnictwu za b.profesjonalna wspolprace). Z sympatii do Mandragona, wydawnictwa i autorki ( ktora opublikowala na polska-azja.pl fragmnety swojej strony) zamiescilismy ogloszenie o tym spotkaniu, ktore tak bardzo zdenerwowalo Pania Anne :) ( czy Pania tez?)

    Pani Joanno, co do spotkan to Sky is the limit. Mielismy juz u siebie slynnego Ahmeda Rashida z Pakistanu, czy doradcow Hu Jintao z Chinskiej Akademii Nauk ( byly to spotkania zamkniete dla zaprzyjaznionych ekspertow i naszych wspolpracownikow i sympatykow).. Wszystko zatem jest mozliwe.

    • Pytanie, czy autor „Gdy nie nadejdzie jutro” jest w Polsce to chyba nie do mnie? Nie nauczyłam się jeszcze odgadywania miejsc pobytu nieznajomych z fusów:).

      Książkę „Lalki w ogniu znam” i cóż, wolę na jej temat zachować dyplomatyczne milczenie.

      To jak można listę życzeń, to ja poza Suketu Mehtą poproszę o S. Husseina Zaidi. :)

  • Pani Aniu, serdecznie zapraszamy.
    Udostepniamy nasze biuro w centrum Warszawy na spotkanie z zaproszona przez Pani osoba. Kogo Pani proponuje?
    Zachecamy tez do napisania krytycznej recenzji ksiazki ( wczesniej pojawila sie recenzja Lalek, autorstwa M.Zdzieborskiej- w dziale Publicystyka, takze polecam uwadze).

    serdeczne pozdrowienia,
    R.P

  • Hm…… a może by zrobić spotkanie z kimś, kto napisał jakąś wartościową rzecz o współczesnych Indiach, gdyż ta pozycja do takich, delikatnie mówiąc, nie należy.

Pozostaw odpowiedź